Maj 2019

Naukowcy odkryli, dlaczego wymarły megabobry wielkości niedźwiedzia

Grupa naukowców z USA i Kanady, przedstawiła wyniki badań wskazujące, że przyczyną wymarcia megabobrów, zwierząt wielkości współczesnych niedźwiedzi, była dramatyczna zmiana klimatu około 10 tysięcy lat temu. Paleontolodzy często odnajdują kości olbrzymich bobrów. Te niezwykłe stworzenia mieszkały kiedyś w Ameryce Północnej. Tak jak ich dzisiejsze mniejsze odpowiedniki zwierzęta te żyły w pobliżu akwenów wodnych.

 

Badania wykazały, że gatunek wymarł około 10 tysięcy lat temu, pod koniec ostatniej epoki lodowej. Przez długi czas bezskutecznie poszukiwano przyczyn ich wyginięcia. Wcześniejsze badania wykazały, że zwierzęta te należały do bardzo udanej wersji ewolucyjnej i były na tyle skuteczne w zdobywaniu pokarmu, że ich waga często przekraczała 100 kg. Co ciekawe najnowsze badania wykazały, że nowoczesne bobry nie mają zbyt wiele wspólnego z ich dawnymi krewnymi.

Stwierdzono, że olbrzymie bobry miały budowę ogona nie taką jak u dzisiejszych odpowiedników tylko raczej jak u piżmoszczura. Inaczej wyglądało również ich uzębienie. Nowoczesne bobry wyróżniają się przede wszystkim przednimi siekaczami, które są - ostre jak dłuto. U megabobrów siekacze były większe, ale zostały one wygięte jak kły i nie miały ostrych krawędzi tnących.

Olbrzymie bobry rozkwitały jako gatunek, kiedy klimat był ciepły i wilgotny. Ich skamieniałe kości znaleziono w osadach starożytnych jezior i terenów podmokłych. Analiza wykazała, że w ich diecie przeważały rośliny wodne. Oznacza to, że zwierzęta te nie były „budowniczymi ekosystemów”, jak nowoczesne bobry. Nie zrzucały drzew i nie budowały zapór. To sprawiło, że były bardziej narażone na zmiany klimatyczne.

 

Gdy pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, klimat stał się cieplejszy i suchy, tradycyjne miejsca żerowania megabobrów zaczęły wysychać. Zwierzęta te zostały pozbawione żywności i szybko wymierały. Z tej rodziny przetrwał tylko jeden rodzaj - nowoczesne bobry, które, nawiasem mówiąc, współistniały z ich większych kuzynów przez dziesiątki tysięcy lat. To właśnie zdolność do budowy tam dała im przewagę konkurencyjną nad olbrzymich bobrami, która pozwoliła im przetrwać.

 

 



Na Marsie odkryto gigantyczne ilości lodu. Czy to pozwoli na terraformację tej planety?

Satelita orbitujący wokół Marsa – Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) odkrył ogromne ilości lodu na Czerwonej Planecie. Naukowcy uważają, że mogą to być pozostałości po utraconych czapach lodowych Marsa.

Nowoodkryte masy lodu znajdują się głęboko pod północną pokrywą lodową (około 2 km w głąb) i zostały odkryte dzięki skanerom radarowym na pokładzie sondy kosmicznej MRO. Naukowcy uważają, że jest to trzeci co do wielkości masyw lodu na Czerwonej Planecie.

 

Zespół naukowców badających sprawę twierdzi, że gdyby cały ten lód został rozmrożony, mógłby pokryć całą powierzchnię Marsa. Badacze zwracają również uwagę na nietypowe położenie masywu lodowego. Dane zgromadzone przez MRO pokazują lód w warstwach oddzielonych piaskiem, jednak nadal masyw składa się głównie z wody. Zespół szacuje, że lód stanowi od 61 do 88% objętości formacji.

Co ciekawe, analiza tych warstw może dostarczyć wskazówek, w jaki sposób środowisko na Marsie zmieniło się w ciągu jej istnienia. Działanie to może pomóc w poszukiwaniu śladów życia na Czerwonej Planecie. To jeden z głównych celów nowego łazika marsjańskiego, którego misja rozpocznie się w 2020 roku.

 

Wiedza o tym, gdzie można pozyskać ogromną ilość wody, jest również istotna dla przyszłej eksploracji Marsa. Jakiekolwiek zasoby, które znajdują się w miejscu docelowym kolonizacji, mogą usprawnić budowę baz kosmicznych oraz innej infrastruktury.

Dostanie się do wody może być jednak sporym problemem. Nowoodkryty masyw znajduje się głęboko pod powierzchnią planety. Przyszłe technologie mogą pozwolić na wydobywanie wody, a co za tym idzie, przybliżyć kolonizację Marsa.

 

 



W Luizjanie zaobserwowano niezwykle rzadkiego różowego delfina

Samica o imieniu Pinky, należąca do niezwykle rzadkiego gatunku różowych delfinów urodziła swojego potomka. Zwierzęta zostały zauważone w rzece Calcasiey w amerykańskim stanie Luizjana.

Różowy delfin stał się popularny 12 lat temu, gdy po raz pierwszy został zauważony przez kapitana Erika Rue. Kilka tygodni temu świadkowie dostrzegli dwa różowe delfiny, które pływały w rzece Calcasiey w stanie Luizjana. Eksperci uważają, że  Pinky otrzymała swój różowy kolor w wyniku rzadkiej mutacji genetycznej. Populacja delfinów stale maleje i Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody uważa je za gatunek zagrożony wyginięciem.

 

Narodziny Pinky'ego juniora dają naukowcom nadzieję, że dzieci mogą odziedziczyć po matce mutację genetyczną, co potencjalnie może niezwykle pomóc w wysiłkach na rzecz zwiększenia populacji rzadkich gatunków. Kapitan Rue, który miał okazję przyjrzeć się delfinowi z bliska opisuje, że Pinky jest różowa od ogona aż po czubek i ma czerwone oczy. Ponadto jej skóra jest gładka i błyszcząca. Delfiny z miejsca stały się ulubieńcami mieszkańców Luizjany, którzy uwielbiają obserwować zabawę tych wspaniałych ssaków.

 

 



Fiat i Renault mogą się połączyć tworząc trzeciego pod względem wielkości producenta samochodów na świecie

Fiat Chrysler zaproponował francuskiemu koncernowi Renault połączenie sił. To posunięcie doprowadziłoby do powstania trzeciego co do wielkości producenta samochodów na świecie i pozwoliłoby zaoszczędzić miliardy dolarów potrzebnych do zainwestowania w nowe autonomiczne i elektryczne pojazdy.

Połączona firma byłaby w stanie produkować około 8,7 miliona pojazdów rocznie, wyprzedzając tym samym General Motors i przegrywając tylko z Volkswagenem i Toyotą. Szefostwo Renault z zadowoleniem przyjęło ten pomysł. Zarząd firmy spotkał się w poniedziałek w siedzibie głównej w Boulogne-Billancourt pod Paryżem, aby omówić propozycję i zakomunikował, że koncern będzie ją badać "z zainteresowaniem". 

 

Oferta Fiata Chryslera pojawiła się w kluczowym momencie dla Renault. Francuski producent podobno chciał połączyć się z Nissanem, ale plany te zostały storpedowane przez aresztowanie szefa firmy, Carlosa Ghosna, za rzekome nadużycia finansowe w Japonii. Sojusz pomiędzy Renault, a Nissanem i Mitsubishi stanął pod znakiem zapytania. Podczas gdy Fiat Chrysler wyraził przekonanie, że fuzja Francuzów z Japończykami nie stanowi dla nich problemu, o tyle nie jest jasne, jak japońskie firmy mogą w dłuższej perspektywie czasowej zareagować na związanie się przez Renault ze znacznie większym partnerem.

Fuzja pozwoli zaoszczędzić obu firmom 5 miliardów dolarów w skali roku. Fiat oświadczył, że transakcja nie będzie wiązała się z zamykaniem fabryk, lecz firma nie skomentowała potencjalnych redukcji zatrudnienia. Pod wieloma względami producenci mogą dobrze się uzupełniać. Fiat Chrysler jest silniejszy na rynku amerykańskim, podczas gdy Renault ma mocniejszą pozycję w Europie i w zakresie rozwoju pojazdów elektrycznych.

 

Francuski związek zawodowy ostrzegł przed redukcją zatrudnienia w wyniku fuzji i poprosił francuski rząd o utrzymanie swoich udziałów w każdej nowej spółce. Na ten moment rząd posiada 15% akcji Renault. Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli doniesienia, o czym świadczy wzrost akcji giełdowych Fiata Chryslera o 10%, a Renault aż o 14%. 

 

Współpraca pomiędzy producentami samochodów zyskała w ostatnich latach na znaczeniu, ponieważ starają się oni rozwijać swoje możliwości technologiczne w pogoni za pojazdami elektrycznymi, łącznością sieciową i sztuczną inteligencją. Koncerny motoryzacyjne znajdują się również pod coraz większą presją organów regulacyjnych, które naciskają na bardziej ekologiczne podejście, pozwalające nie przekraczać rygorystycznych limitów emisji spalin.

 

 



Niemiecki minister zażądał dostępu do szyfrowanych wiadomości z aplikacji WhatsApp

Już wkrótce mieszkańcy Niemiec mogą być zmuszeni do zachowania większej ostrożności podczas korzystania z popularnych komunikatorów, takich jak np. WhatsApp. Jak informuje Spiegel Online, minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer, chce mieć dostęp do zaszyfrowanych usług przesyłania wiadomości, aby zapewnić władzom większą kontrolę nad tym, co dzieje się w państwie.

Przede wszystkim należy podkreślić, że firmy będą musiały złamać regułę szyfrowania wiadomości, aby zapewnić rządowi dostęp do treści. Kwestia bezpieczeństwa jest oczywiście niezwykle ważna i monitorowanie wiadomości może pomóc szybko interweniować w przypadku zagrożenia, lecz w ten sposób złamane zostałoby obywatelskie prawo do prywatności milionów użytkowników. Ponadto zwiększa się ryzyko ataku hakerów, którzy również mogą skorzystać na braku szyfrowania.

Nie jest to pierwszy raz, gdy władze państwowe naciskają na usługodawców, by umożliwili im dostęp do zaszyfrowanych wiadomości. W zeszłym roku Indie wyszły z propozycją utworzenia 72-godzinnego okna, podczas którego rząd mógłby śledzić podejrzane wiadomości. Do tej pory WhatsApp stanowczo podkreślał, że nie zapewni nikomu dostępu do prywatnych treści swoich użytkowników i nic nie wskazuje na to, by usługodawca miał zmienić swoje stanowisko.

 

Temat zostanie poddany dyskusji na zbliżającej się konferencji ministrów spraw wewnętrznych w Kilonii w przyszłym miesiącu. Świat technologiczny będzie bacznie przyglądał się rozwojowi wydarzeń, aby poznać dokładne stanowisko Niemiec w sprawie prywatności i szyfrowania. 

 

 



Eksperci twierdzą, że satelity SpaceX zanieczyszczą niebo światłem i utrudnią obserwacje astronomiczne

Kilka dni temu, amerykańska firma SpaceX rozpoczęła wielki program Starlink, który polega na rozmieszczeniu tysięcy satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Projekt ten jest nastawiony na dostarczanie internetu satelitarnego do wszystkich mieszkańców Ziemi. Jednak astronomowie obawiają się, że niebo zostanie zanieczyszczone światłem i utrudni to obserwacje kosmosu.

 

W ramach programu Starlink, SpaceX chce wynieść na orbitę aż 12 tysięcy satelitów. 24 maja, rakieta nośna Falcon 9 dostarczyła już pierwsze 60 satelitów. Mieszkańcy Ziemi mieli okazję obserwować, jak satelity tej amerykańskiej firmy przemieszczały się na nocnym niebie jeden za drugim, niczym sznurek ze świecącymi lampami.

 

Właśnie to światło odbijane przez satelity w kierunku Ziemi zaczęło niepokoić astronomów, którzy otwarcie mówią, że program Starlink zanieczyści niebo, a to z kolei przełoży się na utrudnienia w obserwacjach kosmosu. Aktualnie na orbicie znajduje się około 5 tysięcy satelitów, więc gdy prace nad programem Starlink dobiegną końca, co powinno nastąpić do 2027 roku, niebo stanie się wręcz zaśmiecone naszą ziemską technologią. Pamiętajmy, że inne korporacje, takie jak Amazon czy Facebook, również chcą wynieść tysiące swoich satelitów dokładnie w tym samym celu, co SpaceX.

Satelity posiadają elementy i wykonane są z takich materiałów, które łatwo odbijają światło słoneczne w kierunku Ziemi. Gdy satelity są na niskiej orbicie okołoziemskiej, obijane światło jest bardziej intensywne, ale widać je przez krótki czas. Z kolei gdy są na wysokiej orbicie, światło jest słabsze, ale widoczne dłużej.

 

Elon Musk, właściciel korporacji SpaceX uspokajał, że jego program Starlink będzie miał wręcz zerowy wpływ na obserwacje kosmosu. Następnie stwierdził, że nasze teleskopy i tak powinniśmy rozmieszczać na orbicie, a nie na powierzchni Ziemi. Jego zapewnienia w żaden sposób nie przekonały zaniepokojonych astronomów – ci z kolei zwrócili uwagę, że wysyłanie teleskopów na orbitę okołoziemską jest znacznie droższe, bardziej skomplikowane i narażone na niepotrzebne ryzyko.

Naukowcy obawiają się również, że ogromna liczba satelitów na orbicie, która będzie dostarczać internet na Ziemię, będzie też zakłócać sygnały radiowe. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, w jaki sposób program Starlink wpłynie na obserwacje astronomiczne i czy w ogóle będzie zakłócał pracę naukowców, ale gdy SpaceX dostarczy już wszystkie swoje satelity i uruchomi je, protesty astronomów niczego już nie wskórają.

 



Bieda w Wenezueli spowodowała spadek przestępczości. Powód jest kuriozalny, bandytów nie stać na amunicję

Wenezuela stała się synonimem skrajnej biedy i totalnego chaosu. W sklepach brakuje żywności, a lokalna waluta posiada mniejszą wartość od papieru toaletowego. Jednak głęboki kryzys rozwiązał jeden istotny problem – odnotowano wyraźny spadek przestępczości.

 

Agencja prasowa Associated Press przeprowadziła wywiad z dwoma członkami lokalnego gangu. Przestępcy narzekają, że kryzys ekonomiczny bardzo negatywnie wpłynął praktycznie na wszystkie kwestie ich niebezpiecznego życia. Przede wszystkim, wenezuelskie społeczeństwo stało się tak biedne, że okradanie ludzi dla zarobku zaczyna tracić sens.

 

Kryminaliści twierdzą, że nawet używanie broni palnej stało się nieopłacalne. Przeciętny mieszkaniec Wenezueli zarabia nieco ponad 6 dolarów na miesiąc, a tamtejsza waluta, boliwar, z dnia na dzień traci na wartości. Amunicja jest łatwo dostępna na czarnym rynku, ale jeden magazynek z nabojami kosztuje 15 dolarów. Dlatego przestępcom nie opłaca się używać broni palnej, nawet gdy napadną na osobę z portfelem wypchanym pieniędzmi.

 

Mieszkańcy Wenezueli mają utrudniony dostęp do podstawowych produktów, w tym do żywności, lekarstw i ubrań, natomiast w bankomatach brakuje pieniędzy. Społeczeństwo biednieje i masowo emigruje do innych krajów, a kryminaliści zwyczajnie nie mają co kraść.

 

Kryzys w Wenezueli przyczynił się zatem do spadku przestępczości. W 2015 roku, wskaźnik zabójstw był na poziomie 90 osób na 100 tysięcy mieszkańców. Tymczasem w 2018 roku odnotowano spadek niemal o 10%. Członkowie lokalnych gangów twierdzą, że trudna sytuacja w kraju zmusza ich do emigracji.

 



Polski rząd wyraził gotowość do zakupu 32 myśliwców F-35

Minister Obrony Narodowej, Mariusz Błaszczak, ogłosił we wtorek, że Polska planuje kupić 32 myśliwce Lockheed Martin F-35A, które mają zastąpić stare radzieckie odrzutowce. Decyzja ma być spowodowana rzekomym rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji.

We wtorek Błaszczak poinformował we wpisie na Twitterze, że "zapytanie ofertowe do amerykańskich partnerów w sprawie zakupu 32 samolotów F-35A wraz z pakietem logistyczno-szkoleniowym" zostało już wysłane. Należy przypomnieć, że jeszcze w zeszłym miesiącu Pentagon ogłosił, że Stany Zjednoczone planują sprzedaż myśliwca F-35 do pięciu europejskich sojuszników, w tym Polski, którzy sprzymierzają się w obliczu rosnącego niebezpieczeństwa ze strony Rosji.

 

Polska znajduje się obecnie w gronie państw należących do NATO, które wydają co najmniej 2% PKB na obronę kraju. W 2017 roku rząd zdecydował się na stopniowe zwiększanie wydatków obronnych z 2% do 2,5% PKB, co oznacza, że do 2032 roku roczne wydatki na przemysł zbrojeniowy powinny wzrosnąć do poziomu około 80 miliardów złotych.

Departament Stanu USA zakomunikował w listopadzie, że sprzedaż broni dla zagranicznych rządów wzrosła o 13% na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy, a całkowity zysk przekroczył 192 miliardy dolarów. Koszt jednego myśliwca F-35A szacuje się na 85 milionów dolarów.

 

Podczas telewizyjnego wystąpienia Błaszczak dodał również, że Polska poczyniła znaczne postępy w przekonywaniu USA do zwiększenia obecności amerykańskiego wojska na naszej ziemi. Być może więcej konkretów wyklaruje się po czerwcowym spotkaniu prezydentów obu państw w Białym Domu. 

 

 



Kuba legalizuje prywatne sieci Wi-Fi

W środę Kuba ogłosiła, że zalegalizuje prywatne sieci Wi-Fi, aby uzyskać dostęp do Internetu i podłączyć je do komputerów oraz umożliwić import urządzeń typu router. Jest to nowy krok w ekspansji komunikacji na komunistycznej wyspie.

 

Nowe zasady, które wejdą w życie 29 lipca br., będą regulowane przez wiele istniejących sieci bezprzewodowych stworzonych przez Kubańczyków w ostatnich latach przy użyciu technologii przemytu i prawdopodobnie będą zachęcać do tworzenia nowych.

 

Decyzja ogłoszona przez państwowe media wydaje się umożliwiać prywatnym firmom legalne dostarczanie swoim klientom Internetu Wi-Fi, co jest błogosławieństwem dla sektora turystyki. Jednak właściciele sieci nie będą mogli sprzedawać tej usługi, ponieważ ETECSA, państwowa firma telekomunikacyjna, utrzymuje monopol na komercyjny dostęp do Internetu na największej wyspie na Karaibach.

 

Zwykli obywatele będą mogli łączyć się za pośrednictwem Wi-Fi z infrastrukturą ETECSA po uzyskaniu zezwolenia od państwa, podaje strona rządowa Cubadebate. Kuba od dawna pozostaje w tyle za większością krajów półkuli zachodniej pod względem dostępu do Internetu, zarówno z powodu braku funduszy, jak i utrzymującego się amerykańskiego embarga handlowego, a także obaw o przepływ informacji. Do 2013 r. Internet był dostępny publicznie przede wszystkim w hotelach na wyspie. Od tego czasu rząd uczynił promocję komunikacji priorytetem, wprowadzając punkty dostępu Wi-Fi do otwartego i mobilnego Internetu.

 

Biorąc pod uwagę wolne tempo tworzenia sieci, niektórzy Kubańczycy używają nielegalnych anten, mając nadzieję, że władze przymkną na to oczy. Od teraz będą mieli na to oficjalne pozwolenia. Tymczasem użytkownicy usług szerokopasmowych mogą składać wnioski przez Internet, aby uzyskać router i udostępniać swoje usługi.

 



Węgry zerwą intratny dla Szwecji kontrakt z powodu haniebnego ataku szwedzkich polityków na Viktora Orbana

Węgry są gotowe do rozwiązania umowy z koncernem Saab po ataku szwedzkich polityków na Viktora Orbana.

 

Węgry rozważają zerwanie umowy najmu czternastu samolotów Jas 39 Gripen i zastąpienie ich amerykańskimi F-35. Powodem tej decyzji, która może kosztować Szwecję wiele miliardów koron i tysiące miejsc pracy, są powtarzające się ataki szwedzkiego rządu na władze Węgier w imię tzw. poprawności politycznej. Węgrom zarzuca się brak wielokulturowości i dyskryminacje feministek.

 

Niedawno minister zabezpieczenia społecznego Annika Strandhäll porównała węgierskiego premiera Viktora Orbána do Adolfa Hitlera, ponieważ uznała, że polityka prorodzinna rządu węgierskiego, która zapewnia ulgi podatkowe i dotacje rodzinom wielodzietnym, to czysto rasowy nazizm. Według Strandhäll polityka węgierska może prowadzić do narodzin bardziej „prawdziwych” białych dzieci, zamiast zastępować ludność imigrantami z trzeciego świata.

 

Po tym incydencie węgierski rząd wezwał szwedzkiego ambasadora Niclasa Trouva w Budapeszcie, aby zaprotestować przeciwko oskarżeniom szwedzkich władz.

 

W związku z tym Węgrzy rozważają zastąpienie umowy o wartości 1 miliarda dolarów ze Szwedami umową partnerską z amerykańskim Lockheed Martinem. Wybór padł na najnowsze F-16 lub samoloty piątej generacji F-35. Przyszłość dla Gripena (Saab Group) wygląda więc nieciekawie. Szwedzi strzelili sobie w kolano.

 

W ataki przeciwko Węgrom angażuje się także szwedzka opozycja. W lutym Ulf Kristersson podjął inicjatywę wykluczenia węgierskiej partii rządowej Fidesz z grupy PPE Partii Konserwatywnej UE, ponieważ rząd węgierski skrytykował finansową działalność imigranta miliardera George'a Sorosa w Europie. Jako powód Kristersson stwierdził, że Soros jest Żydem i dlatego krytykuje go „antysemicki półgłówek”.

 

Dokładnie, ile miejsc pracy zostanie utraconych, jeśli Węgry zrezygnują ze współpracy JAS, nikt nie jest w stanie określić. W każdym razie jasne jest, że rachunek dla podatników wyniesie wiele miliardów koron.