Zaradność Węgier w Unii Europejskiej

Kategorie: 

Źródło: Pixabay.com

Przepychanki o rzekomą praworządność w istocie nie mają nic wspólnego z troską o prawo, tym bardziej o demokrację. Doskonale odzwierciedla to treść wywiadu ministra spraw zagranicznych Węgier dla telewizji Al Jazeera. Ursula von der Leyen z wysokości zajmowanego stanowiska w UE okrzyknęła prawo węgierskie dotyczące „czterech liter”, a gwarantujące rodzicom wyłączne prawo do wychowania własnych dzieci jako żenujące. Premier Holandii był łaskaw zauważyć w związku z tym: „Nie ma miejsca dla Węgier w Unii Europejskiej”. Minister spraw zagranicznych Luksemburga wezwał do przeprowadzenia referendum nad kwestią czy w ogóle traktować Węgry jako część UE. „Węgrofobią” nazwał tę nagonkę minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjartó. Po raz trzeci przedstawiciel Węgier tłumaczył unijnemu forum dlaczego nauczaniem w szkołach nie mogą zajmować się ideolodzy, których priorytetem jest kwestia płci i wynikający z tego światopogląd.

„Unia Europejska wydaje się mieć wiele istotnych kłopotów migracyjnych, gospodarczych, wynikających z pandemii i zróżnicowanego podejścia do ich rozwiązania oraz co do charakteru samej struktury – czy ma być państwem federalnym, czy zrzeszać silne kraje członkowskie. W związku z tym debaty są uzasadnione, choć czasem zbyt emocjonalne. Jest pewien mechanizm brukselski, polegający na tym, że kto nie akceptuje ogólnie przyjmowanych zasad, wobec niego stosuje się nagonkę. Nie jesteśmy jedynymi poddanymi tej procedurze, bo nawet w odniesieniu do Niemców toczy się kilka takich postępowań. Chodzi w tym przypadku o wyraźnie symboliczne kwestie. Wszyscy zdążyli poznać sprawowany przez 11 lat nasz styl rządów jako konserwatywno-demokratyczny, z czego wynika oczywisty patriotyzm daleki od głównego nurtu liberalnej międzynarodówki. Już samo to stanowisko stawia nas w roli skupiających uwagę reszty państw. Przyjmując wewnętrzny zapis prawny o niedopuszczalności promowania treści pornograficznych, homoseksualnych, zmiany płci wśród dzieci i młodzieży poniżej 18 roku życia uważamy za niedopuszczalne, by pewne organizacje pozarządowe, ich działacze wchodzili do przedszkoli, szkół wyjaśniać sprawy, które rodzice chcą tłumaczyć po swojemu w sposób adekwatny do wieku. Przecież nikt nie zna własnych dzieci lepiej od rodziców. Dlatego w tym względzie nie ma mowy o kompromisie z naszej strony”.

W reakcji na słowa U. von der Leyen i Marka Ruttera minister Szijjartó komentuje: „Jest to właśnie przykład fobii węgierskiej. Pan Rutter powinien zająć się problemami własnego kraju, bo udowodnił swoje fiasko polityczne w trwającym miesiącami procesie tworzenia rządu. Nie jest jego rolą dyktowanie innym państwom jak mają się rządzić. Żałosne jest wypowiadanie się U. von der Leyen o legislacji innego kraju. Ponadto, ogłaszanie wyniku procedury, która dopiero została rozpoczęta oznacza typowy element dyktatury komunistycznej, którą przerabialiśmy. To ona powinna się wstydzić swego komentarza”.

Jak się wydaje, Victor Orban ma strategię stawiania spraw na ostrzu noża, nieustępliwości niemal do ostatniej chwili, by w końcu odrobinę złagodzić stanowisko, co przynosi mu dużą korzyść polityczną. Przypominając definicję demokracji, w której ważkie decyzje podejmuje naród, Węgrzy oczekują w przyszłym roku referendum, by zdecydować o przyszłości ich kraju. Organizacja pozarządowa o nazwie Freedom House podważa istnienie podstaw demokracji na Węgrzech. Zdaniem ministra Szijjartó nikt z działaczy tej organizacji w żadnym stopniu nie walczył o demokratyzację życia Węgrów, by teraz Węgrzy mieli liczyć się z ich zdaniem. Węgrzy sami zdobywali wolność i suwerenność, zaś organizacja pozarządowa jako nadzwyczaj liberalna nie powinna swojej ideologii narzucać reszcie społeczeństwa. Jako nie zarejestrowani na Węgrzech powinni powstrzymać się od krytyki.

„Jeśli chodzi o fundusze naprawcze po pandemii, byliśmy umówieni z panią U. von der Leyen w Budapeszcie. Przygotowany przez nas plan był wstępnie przyjęty. Termin wizyty dziwnie zbiegł się z przyjęciem owego zapisu w prawie dotyczącego praw rodziców do wychowania i kształcenia własnych dzieci. Dokładnie po jego przyjęciu ktoś zaciągnął hamulec ręczny i nasz plan stał się niewygodny. Jest to czysto polityczny nacisk. Uzgodnione 7.2 miliarda euro to są nasze pieniądze, które komisja europejska wstrzymuje. Polska jest w tej samej sytuacji. Taki szantaż nie ma sensu, bo mamy swoje środki w postaci obligacji wartości 4.2 miliarda, więc zamierzamy je wykorzystać. Podobnie jak wobec Polski grozi się zastosowaniem art. 7 pozbawiającego prawa głosu. Widzimy, że wszelkie procedury w każdej sprawie mimo naszych ponagleń, nie są realizowane. Prosiliśmy jeszcze podczas portugalskiej prezydencji, by wreszcie przegłosowano ten wniosek, ale nie, nie zrobili tego. My wiemy dlaczego. Nie ma jednomyślności, którą zakładają i wniosek nie przeszedłby. Zawsze znajdzie się jakiś kraj, czy kilka, które nie poprą wniosku o zastosowanie art. 7 jak w przypadku Polski, dlatego wiedząc o tym oni nie zamykają postępowania”.

Zapytany o stosowanie przez rząd węgierski specjalnego izraelskiego programu szpiegowskiego firmy NSO, służącego do śledzenia mediów nieprzyjaznych władzy, gdyż w przypadku jednego z dociekliwych dziennikarzy śledzone były dwa jego telefony, minister przekonuje, że wszystkie państwa stosują takie metody. Zajmują się tym służby specjalne dysponujące odpowiednimi aplikacjami. Zaznacza, że nikt nie przyzna się do tego jakimi technologiami dysponuje w celu zapewnienia bezpieczeństwa państwa i obywateli, a jak mu wiadomo stosowane metody wykorzystywane są w zgodzie z obowiązującym prawem. Z pewnością nie jest stosowane kryterium zawodowe do tego, by służby zajęły się baczniej czyjąś działalnością. Przywołany dziennikarz zajmował się najzamożniejszymi ludźmi, z których jeden był przyjacielem Orbana z lat szkolnych.

W kwestii migrantów P. Szijjartó wyjaśnia, że stosując własną politykę tam, gdzie Węgrzy mają zobowiązania moralne wynikające ze współpracy (co dotyczy Afgańczyków), przyjmują tych, którzy pomogli ich żołnierzom. Węgrzy unikają błędów jakie zostały wcześniej popełnione w polityce migracyjnej. Aktualna sytuacja powoduje, że codziennie na granicy węgierskiej pojawiają się cudzoziemcy bez jakichkolwiek dokumentów podający się za Afgańczyków. Powtarza się okoliczność z lat 2014/2015. Wtedy każdy uchodźca podawał się za Syryjczyka stwarzając potężną skalę napływu. Z tego wynika nauka, by nie powtarzać błędnych rozwiązań zbyt trudnych do koordynacji.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: admin
Portret użytkownika admin

Redaktor naczelny i założyciel portalu zmianynaziemi.pl a także innemedium.pl oraz wielu innych. Specjalizuje się w tematyce naukowej ze szczególnym uwzględnieniem zagrożeń dla świata. Zwolennik libertarianizmu co często wprost wynika z jego felietonów na tematy bieżące. Admina można również czytać na Twitterze   @lecterro


Komentarze

Portret użytkownika ARTUR

Wypier....ć wszystkie

Wypier....ć wszystkie zachodnie firmy poza Odrę i zaminować granicę , po miesiącu przyjdą na kolanach jak w 2004 r aby ich ratować . Nie ma się co martwić że czegokolwiek zabraknie , na świecie jest jeszcze 7,5 miliarda innych ludzi i wiele krajów które chciałyby u nas zainwestować o ile wyjdziemy z Komuny Europejskiej .

Portret użytkownika Lommo

Na dzień dzisiejszy nie ma o

Na dzień dzisiejszy nie ma o czym z Niemcami rozmawiać bo chmówa z ich strony przekracza wszelkie normy ustanowione nawet przez kanclerza III Rzeszy. Tamte żądania korytarza do Prus Wschodnich to miały jeszcze jakieś podstawy. A dziś bezczelnie Niemcy wykorzystując swoje narzędzia polityczne jak TSUE każą ni stąd nie z owąd zamknąć natychmiast wielką kopalnie z elektrownią. Każą zamykać wszystkie elektrownie węglowe krajowi który leży na węglu. A władze to przyjmują bo liczą że dostaną szmal . Nie nie dostaną , Niemcy w żadnym przypadku nie dadzą kasy gdy nie rządzi PO . Innym skandalicznym przykładem "współpracy" z Niemcami są ich firmy na terenie Polski które płacą najwyżej 30% wypłat niemieckich które wcale nie są rewelacyjne i gdzie żyje się ciężko. Ceny w Polsce z roku na rok całkowicie równają się do niemieckich a place nie. W 1939 roku na terenach włączonych do Rzeszy płace juz na 2 gi miesiąc wyrównano do płac w Rzeszy. No co prawda dla polskich podludzi ustanowiono wysokość płac na 70% niemieckich ale Polacy mieli obniżone normy akordowe jako że nie było wśród nich zbyt wielu fachowców. Dziś rząd polski się godzi na taką chamówę z różnicą płac jeszcze sprowadza na żądanie niemieckich firm największą na świecie ilość nędzarskich gastarbajterów aby te płace cały czas dusić .  I jeszcze wciska kit propagandą dla idiotów że jest zajebiście i jest cud gospodarczy. Ten " cud gospodarczy " najlepiej widać po tym że dzietność z całej Polski jest obecnie niższa niż za okupacji II wojennej. Na taką bandycką " Unię" może przystać tylko kompletny kretyn albo masochista. 

Portret użytkownika ​​​​​euklides

No co prawda dla polskich

No co prawda dla polskich podludzi ustanowiono wysokość płac na 70% niemieckich ale Polacy mieli obniżone normy akordowe jako że nie było wśród nich zbyt wielu fachowców.

Tak, za Polacy mieli za mało profesjonalnych złodziei, gwałcicieli i morderców. Dla tych co się załapali do juneratu i SS może i było 70% standardowej gaży zbrodniarza, ale większość Polaków musiała radzić sobie sama. Co prawda podatki i prawo były bardziej sprzyjające polskim małym biznesom niż obecnie...

Portret użytkownika ​​​​​euklides

Na dzień dzisiejszy to we

Na dzień dzisiejszy to we wszystkim miałem rację. Motłoch sam pchał się w objęcia Unii i sprzedał kraj rodzinny za garstkę koralików... Ty też jesteś nieźle nawiedzony i przytępawy jeśli myślisz, że płace można ustawowo wyrównać. Społeczeństwo ma do podziału tyle ile wytworzy. Jeśli poliński rząd zabija w tym kraju produktywność i inteligencję to efektem takiej polityki będzie gówno, a nie dobrobyt.

Portret użytkownika ​​​​​euklides

Polska dzięki strategicznemu

Polska dzięki strategicznemu zmysłowi prezesa też jest zaradna. Polska ma konflikt z Rosją od której importujemy rekordowe ilości węgla, konflikt z UE od której próbuje wyżebrać kasę, konflikt z USA na których opiera się całe bezpieczeństwo, konflikt z Czechami, którzy terroryzują naszą kopalnię i elektrownię, konflikt z Izraelem, któremu poliniacki rząd wchodzi w dupę, konflikt z Białorusią, która była skrajnie przychylnym sąsiadem, konflikt z Litwą, ale nie o to, że polska mniejszość jest tam traktowana jak psy, tylko o to, że poliniacki rząd za słabo zwalcza polską kulturę, konflikt z Iranem - ot tak, żeby w imię interesów państwa żydowskiego popsuć sobie dobre relacje.

Portret użytkownika ​​​​​euklides

My to znaczy kto? Bo na pewno

My to znaczy kto? Bo na pewno nie obecna władza polin, która nagabywała do wejścia do UE, podpisała najważniejsze traktaty, w tym Lizboński. Pisowcy zawsze rzną głupów jakby o niczym nie wiedzieli. A jak Kaczyński się zesra to winą obarczą Tuska.

Strony

Skomentuj