Wyniki sekcji zwłok zamachowca z Las Vegas poddają w wątpliwość oficjalną wersję wydarzeń. Czyżby operacja False Flag?

Kategorie: 

Źródło: Internet

Stany Zjednoczone doświadczyły kilka dni temu kolejnej strzelaniny. Przy okazji amerykańskie służby skompromitowały się, ponieważ 19-letni sprawca zamachu w stanie Floryda, Nikolas Cruz, wyraźnie zapowiadał, że popełni morderstwo. Co więcej, zamachowiec, postrzegany w swoim otoczeniu jako dziwak, brał leki antydepresyjne, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby nastolatek mógł całkiem legalnie zakupić karabin AR-15. USA mają więc kolejnego zbrodniarza, choć nie zdołano jeszcze wyjaśnić krwawej masakry z Las Vegas.

 

Światowe media żyją dniem dzisiejszym. Wszystkie gazety i portale internetowe rozpisują się o strzelanine na Florydzie, zaś kompletnie ignorują ciekawe fakty w sprawie 64-letniego Stephena Paddocka - multimilionera, któremu, jeśli wierzyć mediom, znudziło się życie w luksusie. A szkoda, gdyż coraz więcej wskazuje na to, że ktoś kręci w sprawie największej strzelaniny w historii USA.

 

Po wielu miesiącach od wielkiej tragedii, w wyniku której zginęło 58 osób a ponad 800 zostało rannych, doczekaliśmy się wyników sekcji zwłok. Wydawałoby się, że każdemu zależy na jak najszybszym rozwiązaniu tej sprawy. Jednak wyniki autopsji wydają się być co najmniej szokujące - Stephen Paddock, który tuż po strzelaninie miał popełnić samobójstwo, zmarł ponad 12 godzin później! Tak przynajmniej głosi raport.

 

Przypomnijmy więc jeszcze raz oficjalną wersję wydarzeń, która była już wielokrotnie modyfikowana. Paddock strzelił sobie w głowę 1 październia 2017 roku między godziną 22:15 a 23:20 czasu lokalnego, czyli gdzieś pomiędzy ostatnią serią strzałów oddaną w uczestników koncertu a momentem wkroczenia przez policję do pokoju na 32 piętrze w hotelu Mandalay Bay, gdzie przebywał napastnik. Policja zastała go martwego na podłodze.

Sekcja zwłok mordercy została przeprowadzona 6 października a raport został opublikowany 5 lutego. Potwierdzono, że Paddock włożył sobie broń do ust i nacisnął za spust i to była przyczyna zgonu. Jednak koroner hrabstwa Clark, John Fudenberg podaje, że zamachowiec zmarł dopiero na drugi dzień - 2 października o 12:00, czyli ponad 12 godzin później niż podaje policja. Wciąż nie doczekaliśmy się jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie.

Niestety wygląda na to, że nigdy nie poznamy prawdy. Na przestrzeni ostatnich miesięcy pojawił się dosłownie ogrom różnych niezgodności - wielokrotnie zmieniana wersja wydarzeń, policja udostępniała numery rejestracyjne samochodu, które jak się okazało nie należały do Paddocka. Do tego dochodzi bardzo podejrzane zachowanie ochroniarza hotelu w Las Vegas, Jesusa Camposa, który według pierwszej wersji powstrzymał zamach, co później zostało zdementowane, a kilka dni po strzelaninie świadek tak po prostu wyjechał do Meksyku, powrócił do USA i przeprowadził wywiad z podstawioną dziennikarką, która nie zadała mu najważniejszych pytań w sprawie wydarzeń w hotelu Mandalay Bay.

 

Kolejnym dziwactwem jest raport udostępniony dwa tygodnie temu, który wskazuje, że policja mogła być świadkiem momentu, w którym Paddock popełniał samobójstwo. Do dziś nie ujawniono żadnych nagrań z hotelu, które mogłyby przedstawić Paddocka wnoszącego cały arsenał broni i amunicji na 32 piętro. Strzelanina w Las Vegas jest pełna kłamstw i niedomówień ze strony policji. Teraz może się jeszcze okazać, że służby po wtargnięciu do pokoju hotelowego natafiły na ciało, które mogło należeć do kogoś zupełnie innego. Wyniki sekcji zwłok Stephena Paddocka mocno poddają w wątpliwość wszystko, co wiemy o przebiegu najtragiczniejszego zamachu w historii USA.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (2 votes)
Opublikował: John Moll
Portret użytkownika John Moll

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl niemal od samego początku jego istnienia. Specjalizuje się w wiadomościach naukowych oraz w problematyce Bliskiego Wschodu


Komentarze

Ojcem Mieszka był, według niego, Siemomysł, dziadem Lestek, a pradziadem Siemowit. Z pierwszą żoną, Dobrawą, miał Mieszko syna Bolesława i córkę.

Portret użytkownika bobek

Masz racje, juz kilka lat

Masz racje, juz kilka lat temu bylo glosno o obozach w USA. FEMA sila zabierala do nich ludzi bedomnych z ulic i nikt by sie nie skapnal ale wolontariuszom sie numerki nie zgadzaly i stali goscie domow pomocy przestali sie pojawiac. Sledztwa oczywiscie nie bylo ale sa (teraz juz ciezko znalezc) wywiady ze swiadkami ktorzy widzieli ludzi pakujacych jak bydlo bezdomnych do ciezarowek i wywozono ich w nieznanym kierunku. Mamy powtorke z WW2 z tym ze zamiast tatuazu z numerkiem ci ludzie zostali zachipowani. Wyglada to jak pilotazowy program ktory obecnie jest testowany i usprawniany aby mozna bylo wprowadzic go na wieksza skale. Mowimy o programie na 50-150mln ludzi - przy tym WW2 bedzie wygladac jak dziecieca walka sniezkami.

Strony

Skomentuj