Według Izraela Iran za 10 tygodni może zdetonować pierwszą bombę atomową i należy go przed tym powstrzymać

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Według izraelskiego ministra obrony Benny’ego Gantza Islamska Republika Iranu za około 10 tygodni będzie w stanie dokonać detonacji swojej pierwszej bomby atomowej.

 

Gantz zawiadomił o tym członków Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, w tym rzecz jasna Stany Zjednoczone, które poinformował także, że Iran wykorzystuje impas w rozmowach nuklearnych do przyspieszenia swojego programu jądrowego i co się z tym wiąże, do wyrobienia sobie lepszej pozycji przy wznowieniu negocjacji, co ma nastąpić po zaprzysiężeniu nowego prezydenta tego islamskiego kraju.

Zaprzysiężenie prezydenta Ebrahima Raisiego nastąpiło dzisiaj, tj. 5 sierpnia 2021 roku. Jak można domniemywać to właśnie to wydarzenie spowodowało, że Izrael zdecydował się wywierać nacisk na członków RB ONZ oraz na swojego najlepszego sojusznika, protektora i sponsora a więc Stany Zjednoczone w postaci właśnie tez jakoby Iran był o krok od wyprodukowania broni nuklearnej, mimo iż Izrael na swoje tezy nie przedstawia żadnych konkretnych dowodów.

Oprócz twierdzenia, że Iran może za nieco ponad 2 miesiące zbudować pierwszą „atomówkę” Izraelczycy twierdzą także, że są gotowi do militarnego uderzenia na islamską republikę. W rozmowie z izraelskim Ynet Gantz stwierdził, że Iran stanowi zagrożenie dla jego kraju, dla Bliskiego Wschodu i dla całego świata i dlatego przyszła pora na „czyny”, tj. na działania dyplomatyczne, gospodarcze w ostateczności nawet wojskowe.

Dlaczego nie dojdzie do wojny

Od słów do czynów jednak droga daleka. Sytuacja w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na tą chwilę nie sprzyja Izraelowi. Oprócz tradycyjnych głosów przeciw, jakich ten kraj może się spodziewać ze strony Chin oraz Rosji, wśród członków niestałych RB z dwoma z nich – z Tunezją oraz Nigrem – Izrael nie utrzymuje nawet stosunków dyplomatycznych. Sytuacja ta ulegnie zmianie dopiero w styczniu 2022 roku. Tak więc jeżeli Izrael będzie chciał liczyć na większe poparcie ze strony RB, musi na ewentualne kroki wojskowe poczekać kolejne 5 miesięcy.

Ale Rada Bezpieczeństwa to nie jedyny problem. Stany Zjednoczone nie będą chciały dopuścić do tej wojny, gdyż spowodowałaby ona destabilizację cen ropy naftowej, ich wyraźny skok w górę i tym samym wzmocnienie Federacji Rosyjskiej i uniezależnienie jej od wpływów zachodu. Stany Zjednoczone na tą chwilę potrzebują słabszej Rosji po to, aby móc na nią wywierać wpływ i zmuszać tym niejako do, jeżeli nie zawarcia sojuszu przeciwko Chinom, to co najmniej ustanowienia życzliwej neutralności.

Stany Zjednoczone pod rządami Bidena już i tak musiały pójść na ustępstwa wobec gazociągu  Nord Stream 2 i zezwolić na jego dokończenie po to, aby pozyskać Republikę Federalną Niemiec do antychińskiej krucjaty, czego efektem zapewne są niemieckie patrole morskie, które właśnie pojawiły się na Morzu Południowochińskim. Gdyby w tym momencie ceny ropy i gazu wystrzeliły w górę, czego przyczyną mogłoby być np. zaangażowanie w wojnę z Iranem krajów Zatoki Perskiej, to Rosja stałaby się na tyle silna, że nie potrzebowała by żadnego, niespisanego cichego sojuszu z Ameryką. Poza tym wojna Izraela z Iranem mogłaby się przeobrazić w wojnę o zasięgu regionalnym a wtedy Rosjanie mieliby w Iranie potężny rynek zbytu dla swojego przemysłu zbrojeniowego.

Do tych problemów dochodzi także fakt, iż Izrael chcąc zaatakować irański program nuklearny, musiałby zbombardować obiekt jądrowy w pobliżu świętego miasta szyitów – Qom. A to spowodowałoby taki gniew muzułmanów, że Izraelczycy mieliby dzięki temu wojnę na swoim terytorium.

Z tego samego powodu wesprzeć Iranu nie będą chcieli Europejczycy – gdyby Izrael czy też koalicja wojskowa przez niego zawiązana zaatakowała obiekt jądrowy w pobliżu Qom i operacja ta uzyskała by zgodę krajów europejskich, gdzie liczba muzułmanów w niektórych ośrodkach miejskich, np. w Brukseli, szacowana jest już na 25%, to działania odwetowe islamistów spowodowałyby, że ulice miast Europy spłynęły by krwią.

Istotnym aspektem przeciwko wojnie z Iranem jest także sam fakt ostrzegania. Nie chciałbym podpierać swojej analizy przysłowiem „pies który dużo szczeka nie gryzie” ale niestety tak obecnie wygląda ta sytuacja. Izrael widząc, że traci poparcie wśród krajów zachodnich, stara się za wszystkie ataki muzułmanów na ich infrastrukturę obwiniać właśnie Iran a następnie wygłaszać tyrady o zbrodniczym reżimie w Teheranie. Niestety ale każdy zaznajomiony z historią państwa syjonistycznego wie, że bardzo istotnym elementem jego strategii wojennej są operacje fałszywej flagi – przeprowadzanie ataków czy to na Żydów, na infrastrukturę izraelską czy też na inne kraje przez tamtejsze tajne służby tylko po to, aby znaleźć casus belli do starcia z którymś ze swoich sąsiadów czy też do „dokręcania śruby” Palestyńczykom. Przykładem takich działań było chociażby zaatakowanie amerykańskiego okrętu szpiegowskiego USS Liberty w 1967 roku czy też Afera Lawona – wynajęcie terrorystów żydowskich do działań w Egipcie w celu zniszczenia wizerunku tego kraju w oczach krajów zachodnich. Albo osłanianie działalności Szakala – wenezuelskiego terrorysty, który dokonywał ataków na izraelskie i żydowskie obiekty w Europie.

Jednak chyba najważniejszym powodem dla którego ta wojna nie wybuchnie jest Hezbollah a konkretnie jego zdolność do prowadzenia potencjalnie wyniszczającej wojny.

Według izraelskiej armii Hezbollah posiada obecnie około 130-150 tys. rakiet, które mogą zostać wystrzelone w kierunku Izraela w przypadku jego konfliktu z Iranem. W przypadku wojny z Izraelem, jak przyznaje tamtejsza armia, straty w ludziach po stronie Izraela, w tym straty wśród cywilów, byłyby wyższe niż kiedykolwiek w historii tego kraju. Ponadto zakłócenia w funkcjonowaniu byłyby ogromne.

Do tej analizy izraelskiej armii dorzuciłbym jeszcze zdemoralizowanie narodu izraelskiego oraz utracenie wiary przez część Izraelczyków i Żydów szerzej rzecz biorąc, że kraj położony w Palestynie może być dla nich bezpiecznym miejscem. A to spowodowałoby zapewne odpływ ludności z tego kraju.

Swoją analizę chciałbym także wzbogacić o jedną ze swoich teorii spiskowych. A mianowicie w mojej opinii do wojny Izraela z Iranem nie dojdzie w czasie rządów w USA Partii Demokratycznej. Gdyż wpływy w tej partii osób o poglądach nawet jawnie antyizraelskich są coraz większe. Ale nie to jest moim zdaniem największym problemem. Największym problemem jest to, że Partia Demokratyczna w fasadowej amerykańskiej demokracji musi pełnić rolę „partii pokoju”. To znaczy mają oni w mojej opinii przynajmniej udawać, że nie są takimi militarystami jak chociaż neokonserwatyści z Partii Republikańskiej, którzy rozpoczęli dwie kosztowne i bezsensowne wojny, które pochłonęły śmierć milionów ludzi a nie doprowadziły do zamierzonych efektów.

Tak więc gdyby w okresie rządów Demokratów doszło do konfliktu Iran-Izrael to Stany Zjednoczone najprawdopodobniej musiałyby się zaangażować po stronie Izraela. A to mogłoby wciągnąć USA w kolejną wieloletnią, kosztowną i bezsensowną wojnę. I tym samym ta fasada „partii pokoju” najzwyczajniej w świecie by zbankrutowała. A wtedy lewicowcy nie czując już oparcia w Partii Demokratycznej i tym samym odczuwając brak swojej reprezentacji w amerykańskiej polityce, zrobili by z ulic amerykańskich miast jeszcze większy burdel niż latem 2020 roku po zabiciu przez amerykańskiego policjanta jednego z tamtejszych kryminalistów. A wraz z tym pojawiłyby się na lewicy dużo bardziej radykalne ugrupowania, które z pewnością Demokratom bardzo trudno byłoby wchłonąć. I tym samym ich monopol na fasadową wrażliwość społeczną i równie pokazowe wywyższanie dyplomacji ponad wojnę, mógłby zostać złamany na wiele, wiele lat.

 

 

Na podstawie:

https://www.timesofisrael.com/15-years-on-idf-girds-for-a-potentially-devastating-war-against-hezbollah/

https://www.jpost.com/israel-news/israel-is-ready-to-strike-iran-gantz-675897

https://www.jpost.com/israel-news/israel-to-unsc-halt-irans-brazen-ship-attacks-675793

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ebrahim-Raisi-zaprzysiezony-na-prezydenta-Iranu-8165795.html

 

Ocena: 

4
Średnio: 3.7 (3 votes)
Opublikował: Adolf Rotshild
Portret użytkownika Adolf Rotshild

Komentarze

Dyskusja to wymiana argumentów i własnych poglądów. Możesz się z nimi zgadzać lub nie. Ale jeżeli potrafisz tylko bluzgać, wyzywać i siać zamęt, rozważ karierę w Antifie. Bo tu jej nie zrobisz Wink

Portret użytkownika irfy

Wojny nie będzie choćby z

Wojny nie będzie choćby z przyczyn czysto militarnych. Wypowiedź Izraela „Jesteśmy gotowi zaatakować Iran” należy odczytywać jako „Jesteśmy gotowi na to, że USA zaatakują Iran”. USA tego jednak nie zrobią, bo oznaczałoby to nieopłacalną finansowo i politycznie wojnę na wielką skalę. Toczoną z przeciwnikiem, którego nie da się zgnieść samymi nalotami. W międzyczasie narażając się na blokadę cieśniny Ormuz, przeprowadzane za pomocą dronów ataki na saudyjskie rafinerie a być może nawet próby zablokowania Kanału Sueskiego. Plus zamachy terrorystyczne w USA i Europie. To się po prostu nie opłaca.

Ponadto uważam, że większość demokratów postawiła już na Izraelu krzyżyk, ponieważ w perspektywie najwyżej kilku dekad to państwo przestanie już być USA potrzebne. Dotychczas Izrael był czymś w rodzaju psa łańcuchowego, pilnującego, żeby otaczające go naftowe szejkanaty były wewnętrznie słabe i w miarę możliwości wzajemnie skłócone. To dawało gwarancję, że na Bliskim Wschodzie nie pojawi się jakiś nowy odpowiednik Imperium Osmańskiego, tyle że trzymającego łapę na większości światowych zasobów ropy.

Obecnie ropa powoli zaczyna tracić na znaczeniu. Jeszcze kilka lat i w motoryzacji wyprą ją napędy elektryczne. Pozostaje przemysł tworzyw sztucznych, ale pewnie i tutaj będzie można znaleźć alternatywę, szczególnie jeśli uda się opanować zimną fuzję albo jakieś inne, tanie sposoby wytwarzania taniej energii elektrycznej. Przy takim układzie Izrael raczej wcześniej niż później zostanie zdegradowany do roli państwa klienckiego, czegoś w stylu Polski albo Rumunii. Tyle że w przeciwieństwie do dwóch wymienionych krajów do przekształcenia Izraela w taflę szkła potrzeba sześciu dobrze wycelowanych głowic atomowych. Izraelscy politycy o tym wiedzą, dlatego teraz rozpaczliwie usiłują kupić sobie jeszcze trochę czasu.

To im się nie uda. Wcześniej czy później Iran zbuduje sobie swoje atomówki a wtedy wszystko zależało będzie od tego, jak ajatollahowie zechcą zachować się w takiej sytuacji. Czy zaryzykują konflikt z atomowym Izraelem, poświęcając kilkanaście milionów swoich obywateli i wszystkich Palestyńczyków z Gazy i stref okupowanych w zamian za pobycie się wroga raz na zawsze. Czy też dysponując „ostatecznym” argumentem będą starali się raczej znormalizować stosunki z dotychczasowymi wrogami – włącznie z Izraelem.

Strony

Skomentuj