Ucieczka naprzód Facebooka. Czy zapowiedź rewolucji uratuje koncern Marka Zuckerberga?

Kategorie: 

Źródło: Internet

Największy portal społecznościowy świata, mierzy się ostatnio z olbrzymim kryzysem wizerunkowym, który przekłada się bardzo wyraźnie na jego wycenę giełdową oraz osobisty majątek szefa - Marka Zuckerberga. Czy plany rozwoju firmy uratują ją przed upadkiem?

Jeśli Facebook jeszcze tak na dobrą sprawę nie odczuł dotkliwe konsekwencji swoich świadomych działań, to tylko dlatego, że Kongres USA nadal nie przegłosował ustaw, które ostatecznie mają ograniczyć ekspansję największych firm technologicznych.

Koncern Zuckerberga jest w o tyle gorszej sytuacji, że interakcje z nim bardzo mocno narażają ludzi na różnego rodzaju schorzenia natury psychicznej, skutkujące nawet samobójstwami.

W grę wchodzą zatem takie regulacje, które nakazałyby całkowitą zmianę zasad funkcjonowania tego portalu oraz przynależnych do niego aplikacji.

Doniesienia Frances Haugen uwydatniły przy tym brutalną premedytację Zuckerberga, który dla większych zysków, cały czas naraża ludzi na szkodliwe działania jego firmy.

Czy zatem jest jeszcze ratunek dla Facebooka?

Zuckerberg ogłosił plan zatrudnienia 10 tysięcy osób, głownie z UE, które mają pomóc w rozwoju technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Dzięki okularom i goglom VR umożliwi ona wszystkim użytkownikom aplikacji należących do korporacji pracę, naukę, zabawę oraz interakcję z innymi, na dotychczas niespotykanym poziomie.

Docelowo, ludzie, którzy obecnie korzystają z Internetu z pozycji komputera lub smartfona, mają niejako doświadczyć go osobiście, w pewnym sensie wchodząc do niego i żyjąc w nim.

Czy to wystarczy, aby społeczeństwo zapomniało o tym, jak działa Facebook? Czy w ten sposób Zuckerberg wykiwa swoich antagonistów? Przekonamy się o tym za 10-15 lat, bo tyle ma potrwać budowa "metawersum".

 

Ocena: 

1
Średnio: 1 (2 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera

Komentarze

Portret użytkownika dominikq

sa to talmudyczno

sa to talmudyczno rabinistyczne kabalnistyczne skurwysyny im marzy sie wyrrzniecie wszystkich dzikich zwierzat na ziemi a te elity finansowe przemyslowe gospodarcze ekonomiczne to ich slugusy dbaja tylko o siebie martwia sie o wlasne interesy,

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Konstytucja RP jednoznacznie określa, że jedynym sposobem utraty polskiego obywatelstwa jest jego zrzeczenie się (art. 34).Państwo samo nie może odebrać obywatelstwa jednostce.Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie.za utrzymywanie tego artykulu nielegalnej konstytucji kacza morda mlaskacz mojzeszowy powinien wisiec,

Portret użytkownika irfy

FB ma problem nie z powodu

FB ma problem nie z powodu „kryzysu wizerunkowego”, tylko w związku z nadmierną chciwością, ludzkim lenistwem i zmianą postawy odbiorców. Swoje zrobiła też cenzura. Na początku ludzie zachłysnęli się pomysłem Zuckerberga (zresztą ukradzionym i potem spłaconym całkiem dużą kwotą), ponieważ spełniał dwie ważne potrzeby. Potrzebę kontaktu i interakcji z „dawnymi znajomymi”, których dzięki FB można było łatwo odnaleźć, oraz potrzebę „pokazania się”. Te dwa czynniki stały u podstaw huraganowego powodzenia i rozmachu FB.

Jednakże wraz z upływem lat indywidualni użytkownicy odkryli kilka rzeczy. Na przykład to, że codzienne albo chociaż w miarę regularne uzupełnianie swojej „teczki agenturalnej” o nowe akta i dowody jest pracochłonne i na dłuższą metę nudne i żmudne. Do tego, co chyba jeszcze gorsze, poza władzą, służbami, złodziejami i korporacjami nikt się zawartością tej teczki nie interesuje. W końcu ile można oglądać cudze kible, ogródki, kotki, pieski, dzieci i mniej lub bardziej dyskretnie wyeksponowane cycki/mięśnie. Całe to sztuczne życie okazało się męczące i przykre, czemu dodatkowo towarzyszyła regularna kradzież danych osobowych i ich przekazywanie temu, kto lepiej zapłaci. Z kolei użytkownicy firmowi odkryli, że opierając cały swój model marketingowo-operacyjny na FB w praktyce stają się zakładnikami tego medium. I wystarczy jedna mała awaria albo foch Zuckerberga, żeby ich biznes skończył w niebycie.

Obecnie FB wypija zapleśniałe piwsko, które sobie dzięki temu nawarzył. I stworzenie całego wirtualnego świata mu nie pomoże. Przyczyna jest prosta – ludzie zdają sobie sprawę, że w takiej wirtualnej rzeczywistości FB będzie robił to samo, co dotychczas, tylko sto razy bardziej. A na to nikt nie pójdzie, pomimo atrakcyjności oferty. Bo nikt nie zaryzykuje przeniesienia swojego realnego życia do „wirtuala” ze świadomością, że pan Zuckerberg mu ten słodki wirtual może w każdej chwili wyłączyć. Tym bardziej, że już powstają inne „wirtualne światy”, więc FB będzie miał tu konkurencję, w dodatku jeszcze nie ubrudzoną lepkim gównem. I nie sądzę, żeby przekupstwo w postaci zatrudnienia 10 tysięcy łebków z UE w tym wypadku zadziałało.

Portret użytkownika Quark

Jestem w stanie solidnie się

Jestem w stanie solidnie się z przedmówcą założyć, żenie ma racji w przewidywaniach (ocena jest słuszna, ale przewidywania nie). Ogromny tłum, większość, ślepo podąży za faceb**kiem - czymkolwiek będzie i jakkolwiek będzie się nazywał. Aby postąpić inaczej, to przede wszystkim trzeba myśleć samodzielnie, a z tym raczej jest słabo dzisiaj.

Portret użytkownika inzynier magister

Jak Niemcy bronią się przed

Jak Niemcy bronią się przed eliksirem? Nowy porządek wprowadzony do 2030 roku! A. Wolska wRealu24!

https://www.youtube.com/watch?v=125WVV0ANtE

Czy rząd pozbawi nas gotówki? Przymiarki już trwają. Na pierwszy ogień pójdą przedsiębiorcy, ale nie miejmy złudzeń, że wkrótce i nasze pieniądze staną się obiektem pożądania ze strony władzy. Do czego to doprowadzi?

Zamach na gotówkę trwa. Ostatnio próbę ukrócenia transakcji gotówkowych podjęto w Polskim Ładzie, czyli w jednym z najbardziej szkodliwych dla polskiej gospodarki pomysłów tego rządu. Chodzi o ograniczenie transakcji gotówkowych dla konsumentów w kontaktach z przedsiębiorcami do 20 tys. zł oraz limitów płatności dla przedsiębiorców do 5 tys. zł. Pomysły władzy w zakresie zmniejszenia obrotu gotówki w sektorze prywatnym szybko „oprotestował” Narodowy Bank Polski, twierdząc że taka regulacja wymaga opinii Europejskiego Banku Centralnego.

To oczywiście żenujące, iż sprawa, która powinna być przedmiotem polityki wewnętrznej „wynoszona” jest na zewnątrz. Ale intencja prezesa NBP, Adama Glapińskiego jest jasna: obrona gotówki w gospodarce. W ten sposób jesteśmy świadkami kolejnego starcia starego wiarusa prezesa Jarosława Kaczyńskiego z człowiekiem uformowanym przez londyńskie City, ministrem finansów Tadeuszem Kościńskim.

Kościński to postać niezwykle interesująca i być może jakiś dziennikarz śledczy zajmie się kiedyś bliżej jego losami, podobnie zresztą jak kilku innych ludzi premiera Mateusza Morawieckiego a być może i samym szefem rządu. Powiedzmy, że w przypadku Kościńskiego i Morawieckiego nie brakuje „brytyjskich tropów”. Nie żebym sugerował jakieś agenturalne związki. Broń Boże! Jednak kariery obydwu panów w sektorze bankowym mają swoje korzenie właśnie na Wyspach. Morawiecki miał trafił do BZ WBK dzięki protekcji Ryszarda Czarneckiego, brytyjskiego obywatela. Zaś Kościński to człowiek wychowany w Londynie, ukształtowany przez tamtejszą elitę finansową. Zagadką w jego życiorysie jest praca dla londyńskiego oddziału Banku Handlowego, obsługującego handel zagraniczny komunistycznej Polski. BH odegrał też ważną rolę w aferze FOZZ.

Zostawmy jednak sferę spekulacji i wróćmy do faktów. Kościński przez jakiś czas współpracował z Morawieckim we wspomnianym WBK, gdzie odpowiadał za… transakcje bezgotówkowe. Gdy obecny premier wszedł do wielkiej polityki, zabrał ze sobą Kościńskiego a kiedy stanął na czele rządu, jego kompan objął resort finansów.

Przyglądając się tym życiorysom, trudno nie nabrać przypuszczeń, że agenda międzynarodowej finansjery czy globalnych instytucji nie jest obydwu panom obca. Wręcz przeciwnie: możemy założyć, że w tej grze interesów potrafią się doskonale odnaleźć. Kościński, zgodnie ze współczesnymi trendami rozbudowywania roli państwa w gospodarce i maksymalizacji wpływów do budżetu za sprawą wszechobecnej kontroli przepływu pieniędzy, opowiada się za wykluczeniem gotówki z rynku. Nie tak dawno, mimo rekordowo niskich stóp procentowych, zachęcał Polaków do trzymania pieniędzy wyłącznie w bankach, a finansowe założenia Polskiego Ładu, które suflował przecież resort Kościńskiego, właściwie wykluczają gotówkę z obrotu pomiędzy przedsiębiorcami.

Od jakiegoś czasu przeciwko pomysłom Kościńskiego oponuje wspomniany Adam Glapiński, utrzymując, że gotówka to gwarant naszej wolności i niezależności. Wydaje się więc, że toczy z Kościńskim nie widoczną dla coraz bardziej spolityzowanych mediów wojnę, której stawka jest – proszę mi wierzyć – ogromna!

Perfekcyjny komunizm?

Komunizm padł z wielu powodów, przede wszystkim zaś za sprawą zmian geopolitycznych. To, cytując klasyka, oczywista oczywistość. Jednak rozsadzało go też bardzo wiele drobnych pozornie zjawisk odśrodkowych, w tym m.in. istnienie szarej strefy. Dawała ona nie tylko możliwość kanalizowania społecznych niepokojów, ale też stopniowo kruszyła system wszechwładzy państwowej. Obecne ideologiczne projekty, narzucane przez instytucje międzynarodowe takim krajom jak Polska różnią się od komunistycznych porządków przede wszystkim tym, że zakładają większą skalę kontroli społecznej. Wystarczy przytoczyć przykład ostatniego spisu powszechnego: pod pręgierzem władzy spisać musieli się wszyscy, a pytania jakie nam postawiono dotyczyły przede wszystkim zakresu korzystania z energii elektrycznej czy sposobu ogrzewania domu. Przypadek? Jeśli przyjrzymy się, co dzisiaj jest główną obsesją Unii Europejskiej (Zielony Ład), trudno nawet spekulować, by podobne zagadnienia zostały wpisane w formularz dla zasady.

Musimy być świadomi, że rewolucja cyfrowa dała nam tyleż udogodnień, co problemów. Dzięki niej żyje nam się niewątpliwie łatwiej, ale z drugiej strony jesteśmy bezsilni wobec metod, jakimi dzisiaj może nas kontrolować państwo czy wielkie koncerny. O żadnej szarej strefie, żadnym wentylu bezpieczeństwa nie ma mowy.

Całkowita likwidacja gotówki, którą wieszczą koryfeusze tejże rewolucji sprawi, że fiskalizm państwowy zdoła z nas wycisnąć każdego grosza. Transakcje gotówkowe pozwalały przedsiębiorcom amortyzować rosnące apetyty władzy na ściąganie kolejnych danin. Anulowanie ich sprawi, że zostaną – powiedzmy to wprost – całkowicie wydojeni. Jeśli miałby się spełnić szalony sen Kościńskiego – nas, zwykłych konsumentów, czeka dokładnie to samo.

Nie miejmy złudzeń, że rząd będzie miał jakiekolwiek zahamowania sięgając po nasze pieniądze. Już teraz widzimy, w jaki sposób de facto okrada nas z pieniędzy pozostając całkowicie biernym wobec rozkręcającej się inflacji. Ewentualna likwidacja gotówki to raj dla pomysłodawców Polskiego Ładu. Skuteczniejsza ściągalność danin i nowe podatki a przy tym świadomość, że już absolutnie nic, żadna płatność „na boku”, nie umknie urzędnikom skarbówki.

Polska zresztą jest wręcz doskonałym polem do podobnego eksperymentu. Cyfryzacja sektora bankowego w naszym kraju to fenomen na skalę międzynarodową. Jeśli porównać nas z Wielką Brytanią czy Niemcami, jesteśmy na tym polu wręcz pionierami. Za naszą zachodnią granicą transakcje z użyciem kodu blik praktycznie nie istnieją, a u nas są na porządku dziennym. W Wielkiej Brytanii wciąż jeszcze istnieje system wypłat czekami – u nas wypłaty przelewane są na konto. Gdyby nie sprawność cyfrowa systemu bankowego, wypłaty 500+ czy „wyprawek” właściwie nie byłyby możliwe, wszak rozklekotane polskie urzędy nie udźwignęłyby takiego ciężaru organizacyjnego.

A zatem jeśli gdzieś wprowadzać perfekcyjny komunizm, oparty na całkowitej eliminacji obszarów niekontrolowanych przez fiskusa, to właśnie w Polsce. Minister Kościński doskonale o tym wie, wszak sam zajmował się kwestiami transakcji bezgotówkowych w sektorze bankowym a później w rządzie. Pozostaje mieć nadzieję, że NPB skutecznie pohamuje zapędy ludzi Morawieckiego. Nadzieję daje też to, że nigdy w historii żaden społeczny eksperyment w pełni się nie udał. Choć za próby ich wprowadzania tzw. zwykli ludzie musieli słono zapłacić.   

Ojcem Mieszka był, według niego, Siemomysł, dziadem Lestek, a pradziadem Siemowit. Z pierwszą żoną, Dobrawą, miał Mieszko syna Bolesława i córkę.

Portret użytkownika StrasznaPrawda

osobisty majątek szefa -

osobisty majątek szefa - Marka Zuckerberga

On nie jest żadnym szefem, a już na pewno nie ma takiego majątku. To zwykły słup, pożyteczny idiota który za jakąś tam miesięczną pensję odgrywają swoją rolę jak odgrywał ją Donald Trump. Jest też drugi wariant, że to zwykły robot lub sztuczny twór z próbówki.

Ten jego ryj jest tak denerwujący, że jego głowa nadaje się tylko do gry w piłkę.

Strony

Skomentuj