SKOK'i bankrutują. Czy banki nadal są bezpieczne?

Kategorie: 

Depositphotos

Przyszedł czas na trzecią z kolei aktualizację sytuacji największych banków w Polsce. Jak co roku, zebraliśmy najciekawsze, naszym zdaniem, dane z bilansów, by przedstawić aktualną kondycję banków.

 


1. Sytuacja gospodarczo-polityczna na przestrzeni ostatniego roku w sektorze bankowym

Zanim przejdziemy do sytuacji w Polsce, przypomnę, jak wygląda sytuacja banków na świecie. W chwili obecnej FED podniósł stopy procentowe o 0,25 punktów procentowych i już widać negatywny wpływ tej decyzji na rynki i sektor finansowy na świecie. W krajach zachodnich giełdy dobiły niemal do poziomów z wrześniowego tąpnięcia. Aktualnie weszliśmy w bessę, która zaczęła się w drugim kwartale ubiegłego roku. Od tego momentu największe światowe indeksy notują coraz niższe dołki i szczyty. Sytuację oczywiście można odwrócić w każdej chwili nowymi rundami tzw. luzowania ilościowego. Mimo że Janet Yellen wraz z innymi przedstawicielami FED-u dopuszcza możliwość ponownego drukowania waluty, w chwili obecnej na to się nie zanosi.

 

EBC nie przestaje troszczyć się o dobrobyt Europejczyków, nieustannie skupując dług krajów strefy euro. Wspomagany przez fundusze inwestycyjne, które znów zwróciły się w kierunku obligacji (po korekcie z początku zeszłego roku), doprowadził ponownie rentowność 2-letnich obligacji krajów południa w strefę ujemnego oprocentowania. Same fundusze stronią jednak od obligacji i zadowalają się opiewającymi na nie kontraktami terminowymi. Powodem jest zupełny brak płynności na rynku długu. Po utworzeniu odpowiednio dużej pozycji na obligacjach rządowych, ciężko jest ją zamknąć z powodu braku kupców. Odbija się to negatywnie na poziomie bezpieczeństwa w sektorze bankowym, gdyż banki używają obligacji, jako środków na „bezpieczne” lokowanie kapitału z depozytów czy lokat.

 

Banki w USA dostały nakaz zwiększenia rezerw kapitałowych. Dodatkowo, muszą posiadać odpowiednik swoich 30-dniowych odpływów gotówkowych w bezpiecznych aktywach. Ma to zapewnić dostateczną płynność na stale pogarszającą się sytuację – już nie tylko w gospodarce, ale również na rynkach kapitałowych.

Procedura bail-in miała zostać wprowadzona w całej Europie do końca 2015 roku. Komisja Europejska zaskarżyła Polskę z powodu opóźnień w jej wdrażaniu. Eurokratom bardzo zależy na wprowadzeniu ustawy bail-in, gdyż dzięki niej będzie można wyprowadzić środki finansowe z polskich banków (podporządkowanych inwestorom z zachodnich krajów) bez konieczności uzyskania pozwolenia KNF-u. Rzutuje to negatywnie na wiarygodność i bezpieczeństwo polskiego sektora bankowego. Nawet jeśli opisywane przeze mnie banki wypadają przyzwoicie w porównaniu z innymi przedstawicielami branży z Polski i zagranicy, to możliwość wessania ich przez spółkę dominującą (np. z Hiszpanii czy Francji) przesłania wszelkie inne zalety.

 

W ostatnich dniach w mediach pojawiła się informacja, że od października ubiegłego roku, BGK walczy o utrzymanie kursu PLN względem walut europejskich. Na tę operację wydano (w przeliczeniu) kilka miliardów złotych z rezerw walutowych. Bardzo możliwe, że obecnie mamy do czynienia z atakiem spekulacyjnym na Polskę. Obniżenie ratingu naszego kraju przez agencję S&P jest zwykle jednym z pierwszych kroków tego typu akcji. Najwyraźniej, coraz szersze kręgi zatacza sprawa, jaka rozgrywa się wokół partii rządzącej i zmian, które chce wprowadzić.

 

Słabszy złoty, to: mniejsza siła nabywcza, droższe produkty i mniej pieniędzy na konsumpcję oraz spłatę zobowiązań. Jak na razie, ruch na walucie jest płytki. Jeśli natomiast trend się utrzyma (tak jak na innych światowych rynkach wschodzących) również i ten czynnik wpłynie niekorzystnie na kondycję sektora bankowego w Polsce.

 

W ubiegłym roku mieliśmy kilka ciekawych zdarzeń. Przypomnieć należy przede wszystkim problemy austriackiego banku Hypo Alpe Adria, któremu rząd cofnął gwarancję wypłacalności (ze względu na wysokość zobowiązań). To pokazuje, ile warte są zapewnienia polityków w dziedzinie finansów. We wcześniejszych podsumowaniach sytuacji banków w Polsce przedstawiałem problem BFG i jego znikomych możliwości. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby w Polsce bank średniej wielkości wpadł w tarapaty? I co mogą zrobić politycy, skoro fundusze BFG wystarczą na wypłatę małego procentu zobowiązań? Bilans Bankowego Funduszu Gwarancyjnego opiewa aktualnie na kwotę około 12 mld PLN.

 

Kolejnym, dobrym przykładem problemów, z którymi możemy mieć do czynienia w Polsce, jest przypadek Bułgarii. Gdy bułgarski rząd, idąc za podszeptami UE, zablokował Rosji możliwość poprowadzenia rurociągu przez swój kraj, wystarczyła dobrze rozpowszechniona plotka o niewypłacalności pewnego banku. Skala wypłat środków z tego banku przez klientów, doprowadziła w krótkim czasie do jego niewypłacalności. To pokazuje, jak niestabilny i kruchy jest dzisiejszy system finansowy.

 

Ostatnim przykładem, który warto przytoczyć, jest sprawa portugalskiego banku Espirito Santo. Problemy z wypłacalnością tego banku szybko przeniosły się na inne spółki z grupy kapitałowej, do której należał. Gdy pewne było, że podmiot nie poradzi sobie z zebraniem odpowiedniej ilości kapitału, rząd przeprowadził podział banku na dwie oddzielne jednostki. W jednej znalazły się złe aktywa, a w drugiej pozostawiono aktywa przynoszące zyski. Taka polityka rodzi wiele możliwości do nadużyć i problemów prawnych, np:

– kto i jakie straty poniesie na kapitale?

– czyje aktywa wejdą do danego podmiotu?

– co z klientami?

Udziałowcy i obligatariusze mają w poszczególnych krajach różne możliwości dochodzenia na drodze prawnej kwestii wywiązania się emitenta ze zobowiązań. Już dzisiaj pojawiają się problemy z klasyfikowaniem inwestorów, pochodzących z krajów o lepszej i gorszej ochronie prawnej.


2. Struktura właścicielska banków w Polsce

Przejdźmy zatem do samych banków i ich wyników finansowych. Dane zaczerpnięte zostały z bilansów na rok 2014. Suma aktywów sektora bankowego w porównaniu do PKB kraju wynosi 89%. Rok temu była to wartość wynosząca 85%. Widzimy więc, że aktywa banków rosną szybciej niż polskie PKB.

 

Struktura właścicielska nie uległa znaczącym zmianom w niżej przedstawionej grupie. Jedynie BGŻ zmienił właściciela z Robobanku na grupę Paribas. Zwiększyły się również aktywa praktycznie wszystkich banków, poza Getin-em. Do wielu konsolidacji doszło na niższych poziomach bilansu, jednak tym nie będę się teraz zajmował.

Źródło: opracownaie własne

Kolorem czerwonym zaznaczyłem banki z kapitałem większościowym, pochodzącym z krajów, co do których należy zachować szczególną ostrożność pod względem wypłacalności.


3. Kondycja polskiego systemu bankowego

Wiemy już, że polski system bankowy jest w relatywnie dobrym stanie. Przyjrzyjmy się teraz twardym danym.

Najpierw jednak, szybkie przypomnienie kluczowych współczynników:


a) Współczynnik wypłacalności (zwany również współczynnikiem Cooka)   – pokazuje nam, ile bank jest w stanie stracić środków (np. wskutek udzielenia złych kredytów), zanim znajdzie się w tarapatach. Im wyższy wskaźnik, tym wyższy poziom bezpieczeństwa. Według prawa bankowego, powinien on wynosić co najmniej 12% dla banków w prezentowanym zestawieniu.


b) Współczynnik płynności – określa jaka część depozytów trzymana jest w gotówce lub na rachunku w NBP. Im wyższa płynność, tym więcej środków bank jest w stanie nagle wypłacić, nie narażając się na problemy. Płynność jest szczególnie ważna w przypadku utraty zaufania do całego systemu bankowego i masowego wycofywania depozytów, co miało miejsce pod koniec 2008 roku.


c) Zobowiązania banków w stosunku do zobowiązań klientów – to nic innego jak ogólna kwota zobowiązań, które mają banki, minus zobowiązania klientów wobec banków. Uzyskaną kwotę podzieliłem przez zobowiązania banku, aby otrzymać wynik procentowy, który lepiej opisuje zależność, abstrahując od wielkości bilansu banku. Rok temu użyty został stosunek kredytów do depozytów, jednak niektóre banki różnie to definiują, zgodnie z ustawą o rachunkowości, próbując zapewnić przejrzystość sprawozdania finansowego (lub po prostu próbując tuszować swoje niedociągnięcia). By zatem pominąć problemy sprawozdawcze, zmieniłem i ujednoliciłem sposób ich przedstawienia.


d) Odsetek złych kredytów w ogólnej sumie udzielonych kredytów.

Przez kredyty zagrożone – rozumiemy kredyty znacznie opóźnione w spłacie lub kredyty niespłacane.


e) Ilość kapitału własnego do ogólnej sumy aktywów

Źródło: opracownaie własne


4. Interpretacja danych

W stosunku do roku poprzedniego, znacząco wzrósł współczynnik wypłacalności – praktycznie w każdym przypadku. Widzimy zatem krok w dobrym kierunku i zapewne ciche przygotowanie się na przyszłe problemy na światowych rynkach finansowych, a co za tym idzie, także w Polsce. Kolorem czerwonym zaznaczyłem poziomy najniższe. Bank BGŻ w swoim bilansie nie podał konkretnej liczby, a jedynie zapewnił, że posiada współczynnik „powyżej 12%”. Obecnie, wskaźnik wypłacalności jest na wyższych poziomach niż jeszcze rok wcześniej – i to jest godne pochwały.

 

O ile wypłacalność znacznie się poprawiła, to z płynnością bywa różnie. Na uwagę zasługuje znacznie lepszy od poprzedniego wynik polskiego banku PKO BP, który jest jednym z wyższych w zestawieniu.

 

Zobowiązania obu stron – czyli banków i klientów względem siebie – trudniej jest porównać do danych z poprzedniego roku, ze względu na zmianę sposobu ich przedstawiania. Wynik powyżej zera świadczy o tym, że szeroko pojmowanych depozytów jest więcej niż ogólnie kredytów, co jest dobrym objawem kondycji banku. W przypadku, gdy z różnych przyczyn gospodarczych skokowo wzrośnie ilość niespłacanych kredytów, bank, który posiada większą ilość depozytów, łatwiej utrzyma płynność finansową. Wynik BPH i Raiffeisenu o ujemnej wartości – świadczy o większej ilości zobowiązań klientów wobec banku, niż w sytuacji odwrotnej. Pokrywa się to z danymi z zeszłego roku i świadczy o lekkomyślnej polityce kredytowej. Mimo to, Raiffeisen, w przeciwieństwie do BPH, poprawił swój wcześniejszy wynik.

 

W całym sektorze znacząco poprawiła się sytuacja dotycząca ilości kredytów zagrożonych. Jest to kolejny, dobry objaw w bankowości w Polsce. Kolorem czerwonym zaznaczyłem wyniki najwyższe, jednak i tak lepsze niż można było zaobserwować jeszcze rok wcześniej.


5. Najbezpieczniejsze banki


a) PKO BP – wg mojej analizy – jest najbezpieczniejszym bankiem. Znacząco polepszył najważniejsze współczynniki, obniżając ilość zagrożonych kredytów w bilansie i podnosząc współczynnik wypłacalności oraz płynność w stosunku do poprzednich lat.


b) ING – bank wypada naprawdę dobrze pod względem rozpatrywanych wskaźników, na tle swojej konkurencji. Fakt, iż kontrolę nad nim sprawuje centrala w Holandii, nie przesądza, moim zdaniem, o jego wykreśleniu.


c) BOŚ – z braku lepszych alternatyw wybrałem ten bank. Ma fatalny współczynnik płynności i niski procent kapitału własnego do aktywów; jednak należy do skarbu państwa, które – sądząc po dużej dozie populizmu – w razie problemów ugnie się i go wyratuje. Zresztą, BOŚ ma zaledwie 19 mld aktywów i BFG (przy ewentualnej drobnej pomocy rządu) powinien udźwignąć wypłatę zobowiązań w razie odosobnionej niewypłacalności.


6. Które banki zalecam unikać?


a) BPH – stosunek kredytów do depozytów, który rok temu był najgorszy z rozpatrywanych banków, uległ jeszcze pogorszeniu. Zarząd najwyraźniej nie przejmuje się problemami; rozdaje pieniądze na lewo i prawo, mając przy tym największy odsetek złych kredytów. Starsi koledzy z USA najwyraźniej kupili swoją własną propagandę o wszechobecnym dobrobycie.


b) Getin – na niekorzyść tego banku przemawiają słabe wskaźniki, które w porównaniu z rokiem poprzednim, uległy dalszemu pogorszeniu.


c) Bank Pekao oraz Millenium – banki te nie zachwycają swoimi wskaźnikami, a fakt, że ich główni udziałowcy pochodzą z krajów południa Europy – jest kolejnym powodem, by podchodzić do nich z dużą dozą ostrożności.


d) BZWBK – wskaźniki, mimo iż nie uległy znaczącej poprawie w stosunku do roku poprzedniego, nie wyglądają źle. Głównym problemem jednak jest grupa Santander, która pochodzi z Hiszpanii.


7. Kolejna upadłość wśród SKOK-ów

W ostatnim czasie doczekaliśmy się trzeciego z kolei bankructwa SKOK-u. Tym razem upadła średniej wielkości kasa oszczędnościowo-kredytowa Kujawiak. Kujawiak, mając 18 tys. członków, posiadał aktywa na kwotę 190 mln zł. SKOK ten upadł, gdyż wg raportu, bilans w funduszach własnych wynosił minus 78 mln zł. Rok temu było to około minus 73 mln zł. Dodatkowo, zarząd komisaryczny ujawnił, że zawyżano kwotę wartości spółek, zajmujących się nieruchomościami i przeterminowanymi należnościami. Wartość skorygowano w dół o kwotę 54,8 mln zł. Mamy więc już trzy upadłe SKOK-i (łącznie: 170 tys. klientów i 3,9 mld zł depozytów) oraz trzy kolejne SKOK-i przejęte przez banki. Alior Bank przejął SKOK im. św. Jana z Kęt (20 tys. członków i 100 mln zł depozytów), Bank Pekao kupił całkiem duży SKOK Kopernik (127 tys. i 440 mln zł), PKO BP wchłonął zaś SKOK Wesoła (63 tys. osób i 624 mln zł depozytów). W kolejce do przejęcia przez bank stoi też SKOK im. Stefana Wyszyńskiego z Wrześni (ma 34 tys. członków i 180 mln zł depozytów).

 

Sytuacja SKOK-ów wygląda więc nieciekawie. Zresztą, trudno się dziwić. Polska – co tu dużo mówić – nie jest obecnie państwem prawa i nie chodzi mi o żadną konkretną opcję polityczną, lecz o system postkolonialny, ustanowiony po „okrągłym stole”. Jak opisuje to w swoich książkach dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński: w Polsce mamy do czynienia z różnymi grupami interesu, które postrzegają SKOK-i jak świnki-skarbonki. Sprawa SKOK Wołomin jest tego najlepszym przykładem.

 

Pragnę zaznaczyć, że jak najbardziej popieram poza bankową formę działalności na płaszczyźnie oszczędnościowo-kredytowej. Zwłaszcza z pełnym wykorzystaniem polskiego kapitału. Zanim Polska nie zacznie działać jak praworządny i suwerenny kraj, unikałbym podmiotów, które nie mają ugruntowanej pozycji i dużego kapitału, a przez to odpowiedniego wpływu na otaczającą je rzeczywistość.


Podsumowanie

Wszystkie powyższe rozważania w kontekście zmian zachodzących w sektorze finansowym, muszą być traktowane z dużą dozą ostrożności. Sytuacja polityczna, jak i gospodarcza – jest obecnie bardzo zmienna, a bank, który dzisiaj wydaje się bezpieczny, jutro może już takim nie być. Na przykładzie Bułgarii pokazałem, jak łatwo jest zniszczyć wiarygodność, a co za tym idzie: bilans nawet najbezpieczniejszego banku.

 

Pragnę również zwrócić szczególną uwagę na dość nagłą poprawę współczynników bankowych na przestrzeni zaledwie roku. Banki nie są instytucjami, które polegają na przypuszczeniach. Liczą się twarde dane i zysk, który wynika z rentowności pozycji, składających się na bilans danego podmiotu. Wzrost zabezpieczeń w sektorze bankowym przecież kosztuje. Jak zatem to wytłumaczyć? Już nie tylko wyznawcy „teorii spiskowych” widzą na horyzoncie oznaki nadchodzących niebezpieczeństw. Banki, zwiększając stan rezerw i współczynniki wypłacalności, szykują się na nadchodzące problemy.


Zespół Independent Trader

 

Źródło: Independent Trader – Niezależny Portal finansowy

http://independenttrader.pl/czy-twoje-pieniadze-sa-bezpieczne-w-polskich-bankach.html

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
Opublikował: Independent Trader
Portret użytkownika Independent Trader


Komentarze

Portret użytkownika informaTOR

Skoki źle stały gdy rządziło

Skoki źle stały gdy rządziło PO..
Stefczykowi na przełomie 2014/2015 groził total upadek gdzie z centrali poszedł news aby uciekać z grubszymi sumami... lecz aktualnie gdy PIS u władzy SKOKI są w SUPER FORMIE
info pewne więc niech autor nie pier doli farmazonów.

Portret użytkownika Asiek

Nie możecie zapanować nad

Nie możecie zapanować nad systemem finansowym Jaśnie Panowie? Zaraz wam wytłumaczę dlaczego.
 
Jaśnie Państwo

To jest GRA która na prawdę się toczy. Tak wyglądają skutki waszej nieodpowiedzialności.

Matka Planeta będąca córką Religii i matką Cywilizacji oraz panią Księżyca (i innych ...). Mieszkają razem pod jednym dachem w skromnym mieszkaniu w bloku za skromne pieniądze. Mają długi na czynszu i nie starcza im pieniędzy na życie. Tylko Planeta zarabia pieniądze pracując jako księgowa (czyli przekładanie papierków ze wsteczną datą). Cywilizacja się uczy i ma z ZUS małą rentę rodzinną, Religia to starsza kobieta schorowana, która pracuje jako gospodyni domowa (sprząta, pierze i gotuje, robi przetwory itp). Religia jest emerytką z najniższą emeryturą krajową. Księżyc ma jakieś dolegliwości i chyba jest w ciąży (ciężko stwierdzić).
Wczoraj, czyli 18 stycznia 2016 roku Cywilizacja odebrała za Planetę i jej wręczyła pismo od komornika (kopia w meilu - wszyscy znacie - hasło: Ganesh3), że ma kolejny dług do zapłacenia (po świętach ciężka sprawa), a jak nie zapłaci to komornik wraz z Policją będą wyważać drzwi do ich mieszkania w poszukiwaniu majątku Planety.
Czyli aparat władzy (to WY bo ja władzy obecnie nie sprawuję) napisał do Planety która ciężko pracuje na utrzymanie Cywilizacji Religii Księżyca i innych .... że siłą wedrą się do jej mieszkania (czyli wyważą drzwi) aby je przeszukać i zabrać Planecie to co wartościowego znajdą w celu zaspokojenia należności finansowej (czym jest system finansowy to wy lepiej odemnie wiecie).

Ja w dniu 25 stycznia będę w mieszkaniu czekać na to wyważanie drzwi. Czy ktoś przyjdzie czy też nie będę czekać. Ani ja ani moja matka czy też córka (tym bardziej Księżyc) nie zrobimy dokładnie nic. Ja będę tylko czekać. Nawet matki i córki nie powiadomię o tym co jest w tym piśmie.

A teraz Jaśnie Państwo patrzcie na skutki i rezultaty waszej radosnej twórczości. To wy sprawując tu władzę ponosicie pełną odpowiedzialność za to co aparat władzy państwowej robi wobec istot wysokiego rodu.

To jest prawdziwa GRA która toczy się poza waszą uwagą, pojęciem i kontrolą. To ma wymierne skutki i rezultaty a nie wasze pogrywanie które jest tylko wytwarzaniem zakłóceń.

Matka Planeta

Portret użytkownika achiles

A nie prościej i łatwiej było

A nie prościej i łatwiej było napisać w artykule, że KAPITALIZM pada, bo sam się zagryzł z sobą, co juz dawno było do przewidzenia, GDYŻ TO BYŁ CHORY POMYSŁ, NA GOSPODARKE ŚWIATOWA, OD SAMEGO POCZĄTKU GO POWSTANIA?! A jak jeszcze dodamy do tego smieszne SANKCJE nałozone obecnie na ROSJĘ, podczas których, to najbardziej NAKŁADAJĄCY JE cierpi tylko jest o tym cisza w środkach masowego ogłupiania i nawet masowe dodrukowywanie PYSTEJ KASY, BEZ POKRYCIA I DODAWANIE ZER, NA MONITORACH BANKOWYCH, nic już, na to, nie pomoże . No i proszę, nie zapominać, że obie WIELKIE, JAK NA WSPÓŁCZESNE CZASY WOJNY, CZYLI W IRAKU I AFGANISTANIE, kosztowały szatana i jego marionetki finansowe ( lub odwrotnie, jak kto woli ) prawie BILION baksów szmatławych, to jak by dobrze z FINANSAMI być obecnie by miało? To jest poprostu, niemozliwe, by się mogli odkuć po tym, a jak jeszcze sami w sztuczny sposób OBNIZYLI CENĘ ROPY, na złość niby Rosjanom, to się okazuje, że się nie da odkuć po takich KOSZTACH WOJOWANIA. Te koszty wojenne, to też niezły wałek, bo kto to widział by zrzucać" bombkę" kosztujacą 50 tysięcy $, na jakis kurnik na pustyni, lub samochód, wart max 5 tysięcy $. 
A TYMCZASEM ROSJANIE MAŁYMI KOSZTAMI, TO TAK ROBIĘ : 
W dzisiejszym dodatku powtarzam informacje na temat budzącego wściekłość Zachodu rosyjskiego wynalazku pod nazwą SITREP (SWP-24), produkowanego przez rosyjską firmę „Gefest & T” od około 10 lat. Ale system został opracowany w połowie lat 80-tych i pozwala na używanie klasycznych bomb niekierowanych do niezwykle precyzyjnych zrzutów (Producent podaje 5-8 metrów dokładności z wysokości nawet 6 km). System może być w łatwy sposób zamontowany i zdemontowany na każdym typie samolotu czy helikoptera i jest niezwykle prostym, tanim sposobem „utylizacji” ogromnej ilości poradzieckich zapasów bomb produkowanych przez dziesięciolecia trwania zimnej wojny, poprzez uczynienie z tych klasycznych bomb, ładunków kierowanych – a raczej niezwykle precyzyjnie spadających.
Okazuje się, że rosyjski system komputerowego sterowania zrzutem w połączeniu z klasyczną bombą jest o kilka rzędów wielkości tańszym rozwiązaniem niż wszystkie systemy „natowskie”, w których KAŻDA bomba posiada własny system kierowania lotem. Dodam, że system bardzo drogi i jednorazowego użytku, którego nie można „doklejać” do starego typu bomby niekierowanej (swobodnie spadającej)…
http://xn--f1adbqcigi.xn--p1ai/index.php/new-edition/195-gefest << informacje od Producenta systemu
http://www.redov.ru/transport_i_aviacija/aviacija_i_kosmonavtika_2010_05/p5.php <<trochę historii powstawania i wdrażania pomysłu…
http://bastion-karpenko.ru/svp-24-gefest/ <<więcej informacji technicznych
http://3mv.ru/publ/rossijskij_gefest_uzhasaet_nato_i_igil/3-1-0-52252 < Info po angielsku:http://thesaker.is/technology-sitrep-how-russian-engineering-made-the-current-operation-in-syria-possible/
http://rusnext.ru/news/1452706859 << Jak piszą: „gdy Zachód wkładał miliardy dolarów w stworzenie i produkcję systemów dokładnego bombardowania (i dalej z tym mają problemy), Rosjanie „nauczyli” swoje stare bomby spadać tak dokładnie jak ich rakiety kierowane…”
http://www.rg.ru/2016/01/11/econom-site.html <<< W czasie II WŚ Niemcy wydawali na amunicję 60% budżetu wojennego. ZSRR – około 50%. Podczas wojny w Wietnamie Amerykanie zrzucili 7,7 miliona bomb kosztem (bomby i wyloty samolotów) minimum 110 miliardów dolarów. Bez rezultatów. Oblicza się, że jedna celna bomba czy pocisk kierowany to trzykrotna oszczędność w stosunku do klasycznego bombardowania (ilość koniecznych pocisków czy bomb do uzyskania takiego samego efektu, plus ilość dodatkowych wylotów). Gdyby doliczyć do klasycznego bombardowania wszystkie dodatkowe koszty (paliwo, obsługa, żołd, ubezpieczenie) – to stosowanie nawet drogich systemów precyzyjnego bombardowania wychodzi taniej niż „klasyczne”.
Rakieta manewrująca „Tomahawk” kosztowała w czasach „Pustynnej Burzy” kilkaset tysięcy dolarów. Teraz kosztuje półtora miliona. Pocisk kierowany „Excalibur” kosztuje amerykańskiego podatnika 50 tysięcy dolarów. Często większość obiektów w jakie trafiają takie drogie zabawki jest dużo tańsza niż te pociski – klasyczny przypadek zabijania muchy za pomocą armaty.
Dlatego rosyjski „wynalazek” zastosowany na taka skalę w Syrii, pozwala na prowadzenie precyzyjnych bombardowań za pomocą „klasycznych”, tanich i będących na stanie każdego lotnictwa bomb niekierowanych, czyniąc z nich broń tak precyzyjną jak nieprawdopodobnie drogie „zabawki” zachodnie.
System SWP-24 (SITREP) jest to rozwiązanie typowego, szkolnego zadania w którym z określonej wysokości nad powierzchnią płaszczyzny Ziemi zrzucamy kulkę („punkt materialny”) z określoną prędkością początkową i wektorem tej prędkości skierowanym równolegle do powierzchni płaszczyzny na jaką dokonujemy zrzutu. Oczywiście w tym przypadku jest bardzo dużo czynników wpływających na trajektorie lotu – ale od czego jest matematyka, fizyka i … komputery?
Pierwsze systemy celowania i zrzucania bomb z samolotów powstały już podczas I WŚ. Systemy zostały udoskonalone i niezwykle rozwinięte w czasie trwania II WŚ.
Podczas wojny wietnamskiej Amerykanie rozwinęli nową taktykę nalotów dywanowych, bombardując dany teren bez dokładnego namierzania i celowania, zakładając że częstotliwość i ilość przechodzi w „jakość” czyli celność i skuteczność. Niestety znamy skutki takich nalotów dla ludności cywilnej. Skuteczność takich nalotów dla niszczenia sił Vietkongu była z kolei problematyczna.
Rosjanie, dzięki nowym zdobyczom techniki – komputery, system GLONASS, opracowali system który oblicza moment zrzutu bomby – naszej kulki, „punktu materialnego” ze szkolnego zadania. System bierze pod uwagę dokładną mapę terenu, prędkość i tor lotu samolotu lub helikoptera, mierzy odległość do celu oraz wysokość. Zwolnienie zaczepów na jakich wisi bomba jest dokonywane automatycznie i pilot nie musi się już o nic martwić. Bomba odczepiona od samolotu spada lotem swobodnym, torem tak precyzyjnie wyliczonym, że trafia w cel z tak dużą dokładnością jak niezwykle skomplikowane i bardzo drogie amerykańskie pociski samosterowne…
 

Nowa, dodatkowa ochrona…
http://warfiles.ru/show-105576-v-sirii-poyavilsya-krylatyy-oplot.html
 

Egzystencja Minerwa: Ziemio! – tyle razy do ciebie wracałam... Kiedyś, na pewno znowu się spotkamy – powiedziała gdy odchodziło Spełnienie Ziemia.

Portret użytkownika Takitam

Przypuszczalnie po

Przypuszczalnie po opodatkowaniu banków zacznie się w Polsce akcja straszenia społeczeństwa wzrostem prowizji itd. Tylko że na zachodzie banki zadowalają się daleko niższymi zyskami niż u nas, i jakoś ani nie padają ani nie podnoszą prowizji.

Portret użytkownika Bucefał

Ciekawy art: Wraca dobrze

Ciekawy art:
Wraca dobrze znany z naszych dziejów syndrom, przez wielu traktowany nawet jako przekleństwo - między Rosją a Niemcami. To czas na strategiczną debatę o miejscu Polski na międzynarodowej scenie - pisze politolog prof. Bogdan Góralczyk w komentarzu dla Wirtualnej Polski.

Doraźnie jest tak: posadzili nas w oślej ławce i będą się przyglądać. Jednakże długofalowo sprawa zdaje się być znacznie głębsza niż codzienny szum medialny.

Już środowisko paryskiej "Kultury" wskazało na naszą geostrategiczną skazę: jesteśmy za duzi dla państw Europy Środkowej, a za mali w stosunku do państw Zachodu. Stąd częste u nas pomieszanie ról, a nawet pewna schizofrenia, gdyż kompleksy wyższości mieszają się u nas z kompleksami niższości. Brakuje nam przysłowiowego złotego środka, a chłodnego, wyważonego, pragmatycznego i zdroworozsądkowego podejścia zazwyczaj też brak. Zbyt rzadko stosujemy formułę: mierz siły na zamiary.

Formalnie nie różnimy się od większości sąsiadów. Jesteśmy państwem pokomunistycznym, a więc młodą, niedojrzałą jeszcze demokracją oraz państwem na dorobku. Dlatego, gdy w początkach transformacji ówczesny szef naszej dyplomacji Krzysztof Skubiszewski najpierw formułował główne kierunki naszego zaangażowania zewnętrznego, a potem (1993) rację stanu, na plan pierwszy wysuwał jeden postulat: "zakotwiczyć w zachodnim systemie instytucjonalnym". Za wszelką cenę ze Wschodu chcieliśmy przesunąć się na Zachód, co się udało, a czego dowodem były członkostwa w elitarnych klubach: Rady Europy (1991), OECD (1996), NATO (1999) i wreszcie UE (2004).

Aż do 2005 r. cele te były objęte parlamentarnym konsensusem i na ogół nie kwestionowane. A potem konsensus się rozpadł. Zastąpiły go dwie odmienne i zwalczające się wizje: proeuropejska spod znaku PO i patriotyczno-narodowa spod znaku PiS. Niosły one odmienne przesłania: na optymistyczną narrację PO, mówiącą o "zielonej wyspie", a więc Polski sukcesu (największego od setek lat, jak pisano w znanym raporcie Banku Światowego czy w specjalnym dodatku tygodnika "The Economist") nakładała się szaro-ponura wizja państwa rozkradanego przez elity i zdominowanego przez obcych, która po ostatnich wyborach z jeszcze większym impetem wkracza na scenę, przy okazji wzbudzając zdumienie i szok w zachodnich stolicach, które "kupiły" tę pierwszą narrację.

Przez osiem lat polska polityka zagraniczna, co było jej mankamentem podstawowym, wręcz "grzechem pierworodnym", nie była w stanie wypracować wspólnych zasad, racji stanu (bo poprzednia się mocno zdezaktualizowała), dając tym samym pożywkę przeciwnikom i wrogom, gdziekolwiek oni są. Czy zastąpienie jej wizją "Polski suwerennej", przeciwnej wszelkim u nas obcym wpływom, począwszy od niemieckich, naprawi sytuację, gdy równocześnie ubiegamy się o stałe bazy NATO na naszym terenie, czego akurat Niemcy, ale nie tylko oni w UE, za bardzo nie chcą i nie popierają?

Po zmianie systemu postawiliśmy na Zachód, bo tylko tam mogliśmy poszukiwać bezpieczeństwa zewnętrznego (NATO) oraz wewnętrznego, czyli źródeł modernizacji (UE). Jak dowodzą wnikliwe badania Krzysztofa Jasieckiego, zawarte w tomie "Kapitalizm po polsku", w początkach lat 90. minionego stulecia w wymiarze zewnętrznym w istocie alternatywy nie było. Rozważania o nich można raczej między bajki włożyć. Postawiliśmy na Zachód, a więc w pewnym sensie na rozwój zależny, spodziewając się źródeł zasilania z zewnątrz, będąc w kraju "bez kapitałów i kapitalistów".

Nie wyciągnęliśmy jednak wniosków, że w pewnym momencie sytuacja - globalna, regionalna i na kontynencie - zmieniła się na tyle, że wymagała poważnych korekt w prowadzonej polityce. Nadal stawialiśmy na imitacyjną strategię modernizacji przez integrację, podczas gdy sama integracja zaczęła skrzeczeć.

Nic dziwnego, że po poprzednim wieloletnim uśpieniu, teraz mamy do czynienia z radykalizacją. Wróciły tezy znane już z projektu IV RP, w tym ta - społecznie nośna - o rzekomym podporządkowaniu nas "kondominium" niemiecko-rosyjskiemu. Po ostatnich wyborach w miejsce podwójnej narodowej narracji powróciła różnie co prawda rozumiana, ale jednoznaczna w wymowie "polityka historyczna": nie będą wielcy nam dyktować, nie będziemy "pastwiskiem" dla obcych banków i korporacji (to zarazem wytłumaczenie fenomenu popularności premiera Viktora Orbána w wielu kręgach u nas).

Trzy cezury

Istoty zmian trzeba szukać daleko. Po 2008 r. załamały się dotychczasowe kanony, upadły dwa - mocno forsowane przez elity rządzące po 1990 r. - mity: utożsamianej z amerykanizacją globalizacji oraz neoliberalnego pakietu jako jedynej, słusznej ścieżki rozwoju i modernizacji oraz rzekomo samoregulujących się rynków.

Gdy kryzys rozlewał się po zachodnich rynkach i dotarł do UE, dotychczasowy entuzjazm dla integracji europejskiej i u nas, i na całym kontynencie opadł. A już wcześniej, w referendach we Francji i Holandii wiosną 2005 r., został w istocie podważony. Mentalnie i strukturalnie nie byliśmy, my Europejczycy i my Polacy, gotowi do wspólnej Konstytucji i ponadnarodowego projektu federalistycznego. Tak jak wcześniej opadła wiara we wszechmoc amerykańską, tak potem zachwiał się neofunkcjonalny mit europejskiego projektu federalnego. W miarę rozwoju sytuacji i coraz większej zawieruchy na rynkach, wiarę w ponadnarodowość zastąpiły hasła mówiące o "powrocie suwerenności". Euroentuzjaści - będący w 2004 r., gdy wstępowaliśmy do UE, w przewadze - znaleźli się w odwrocie, a eurosceptycy w natarciu, co potwierdzają fakty i sondaże.

Jednakże wzajemne etykietowanie się obu obozów, jakiego nadal bezustannie jesteśmy świadkami, wzajemne szkalowanie się i obrzucanie epitetami, gdzie "demagodzy", "populiści", "nacjonaliści" zderzają się z "bezpaństwowcami" i "sprzedajnymi (obcym) elitami", nie tylko pogarsza atmosferę życia publicznego i psuje wizerunek kraju, ale także, co istotniejsze, osłabia jego pozycję międzynarodową. Zaprasza też innych, naszych przeciwników, do stosowania starej zasady "dziel i rządź".

Kolejnej cezury trzeba szukać w wydarzeniach 2014 roku. Tak jak rok 2008 zachwiał światowymi rynkami, tak wydarzenia na Ukrainie w 2014 r. zachwiały światowym systemem bezpieczeństwa, bowiem po raz pierwszy od upadku ZSRR pojawiła się - całkiem realna - możliwość powrotu do "zimnej", a nawet "gorącej" wojny na linii Wschód-Zachód. Bez względu na to, jak ostatecznie "ukraiński kryzys" się zakończy, sytuacja nie wróci już do poprzedniej, będzie inna. A to przecież nasze bezpośrednie sąsiedztwo, a tym samym nasze narodowe interesy.

Gdy do tego dodamy, dla nas mniej ważny, ale istotny dla naszych zachodnich partnerów, a wynikający z wcześniejszych amerykańskich błędów, fenomen Państwa Islamskiego (ISIL), plus bezprecedensową falę migrantów, mamy nową jakość w europejskim, a nawet światowym systemie bezpieczeństwa.

Obrona własnych szańców

Cierpiąca na deficyt demokratyczny, a więc coraz bardziej oderwana od zwykłego obywatela integracja europejska, wbrew oczekiwaniom nie usunęła niestety istotnych mankamentów pokomunistycznej transformacji, takich jak: słabość politycznych elit i brak ich profesjonalizmu, niska efektywność administracji, upartyjnienie instytucji publicznych i klientelizm, prywatyzacja zysków, wysoki poziom korupcji i wstrząsające społeczeństwem kolejne afery.

Gdy do tego dodamy fenomen zwany "demokracją spektaklu", w ramach którego m.in. politycy miast podejmować decyzje w zaciszu gabinetów, ogłaszają je w mediach i angażują się w publiczne połajanki, wśród obywateli wyłania się poczucie zagrożenia zawarte w formule "ryba psuje się o głowy".

To z tego poczucia oderwania się politycznych elit od zwykłego obywatela, narodziła się fala populizmu oraz "zbawcy", pragnący "pogonić w skarpetkach" tych, którzy dotychczas rządzili. Każdy populizm, jakkolwiek go rozumiemy, rodzi się wówczas, gdy dany system funkcjonuje źle. Jest też społeczne przyzwolenie dla haseł zwalczania różnie rozumianych "obcych" (kapitałów, banków, migrantów, tych silniejszych i u władzy).

Unia Europejska wymaga głębokiego remontu, zarówno jako proces i idea, jak też realizująca je struktura. Kto ma przeprowadzić konieczne reformy, gdy europejskich mężów stanu i wizjonerów brak, w Brukseli zastąpili ich technokraci z dobrze nabitą kiesą, a wielu stolicach rodzi się lub już panuje jawny eurosceptycyzm i twardo mówi się, jak premier Orbán, o "polityce wyzwolenia" i wolności od obcych wpływów?

Polska musi zdawać sobie sprawę, że Europa jest dziś w innym miejscu niż wtedy, gdy do UE przystępowała. Musimy być gotowi na różne scenariusze: od Grexit czy Brexit po możliwość wyłonienia się - być może wokół euro, a na pewno Niemiec - "twardego jądra" integracji. Chociażby ze względu na strukturę naszego handlu, gdzie ponad trzy czwarte przypada na UE, nie mamy alternatywy: trzeba trzymać się Niemiec, oczywiście pamiętając, że nasze potencjały są nierówne. Tyle tylko, że ta teza daleko nie wszystkich w Polsce przekonuje, a w rządzącym obozie PiS niektórych wręcz irytuje.

Inna kluczowa kwestia, dziś "gorący kartofel", to konflikt Ukrainy i Rosji. Wydaje się, że w tej odsłonie wielkiego dramatu zapomnieliśmy o jeszcze innej dyrektywie wypracowanej w paryskiej "Kulturze", a przejętej przez Krzysztofa Skubiszewskiego - dwutorowości. Zgodne z naszą racją stanu, dobre stosunki z Kijowem nie powinny kształtować się kosztem naszych relacji z Rosją - bowiem, by nie dodawać innych przykładów - jesteśmy jedynym państwem UE, które graniczy z obu stronami konfliktu (zbyt często zapominamy o Kaliningradzie). Polityka polska powinna być przykładem umiaru i rozwagi, a nie powodem do napaści ze strony nie przebierającej w środkach rosyjskiej propagandy. Niedobrze by było, gdyby miał rację krakowski filozof Bronisław Łagowski, twierdzący "rusofobia jest obecnie ideologią państwową" (pisał to jeszcze za władzy PO).

Powrót historii

Historia powróciła. Znowu na plan pierwszy wysunął się tak dobrze znany z naszych dziejów syndrom, przez wielu traktowany nawet jako przekleństwo - między Rosją a Niemcami. Pierwsza jest dzisiaj asertywna, a drugie silne. Szukając - trochę zwyczajowo, a mocno mitycznie - zbawienia u Amerykanów, też powinniśmy na każdym kroku o tym pamiętać. Nasz cel nadrzędny, bezpieczeństwo wewnętrzne, to budowa zamożności i bogactwa. Dotychczas w tej sferze stawialiśmy tylko na UE i Zachód. Czy to dziś wystarczy? Globalna gospodarka znów jest wielobiegunowa. W sensie gospodarczym czas na bardziej finezyjne podejście do współczesnego, szybko zmieniającego się świata.

Natomiast nasze bezpieczeństwo zewnętrzne, to nadal i bezdyskusyjnie silne i jednolite NATO - tu oczywiście pod wodzą najsilniejszego, czyli USA. Im bardziej nasz Sojusz będzie zwarty, tym lepiej dla nas, państwa w pewnym sensie buforowego, bowiem nasi sąsiedzi na Wschodzie, poza Litwą, w przewidywanej przyszłości do Zachodu nie będą należały, chociaż Ukraina, podobnie jak Mołdawia, takie aspiracje wyrażają. Dlatego należy zabiegać, by Zachód był spójny, bo dzisiaj niestety nie jest. UE jest pogrążona w kryzysie, a w NATO podziały niemal takie, jak wokół interwencji w Iraku.

Co w takich okolicznościach zrobimy? Wrócimy, jak się na to zapowiada, do międzywojennej jeszcze koncepcji Międzymorza? Zbudujemy oś Budapeszt-Warszawa? Jeśli nawet tak, to co dalej? Postawimy się wielkim, począwszy od sąsiednich Niemiec? Można. Pamiętajmy tylko, jak się nasze poprzednie sny o potędze kończyły...

Warto jednak rozmawiać, jak też spierać się, bowiem świat wokół nas w ostatnich latach zakołysał się. To czas na strategiczną debatę o miejscu Polski na międzynarodowej scenie - tak w stosunkach transatlantyckich (bo przecież chcemy u nas baz NATO), jak w instytucjach unijnych (o czym przypomniała nam Komisja Europejska, a za chwilę przypomni nam Parlament Europejski), jak też na scenie wewnętrznej. Byleby tylko, szczególnie na tej ostatniej, emocje nie wzięły góry nad racjonalnością, bo wtedy wszyscy będziemy przegrani.

Paradoks polega na tym, że rację stanu należałoby zredefiniować teraz, a więc w czasie, gdy obóz rządzący zapowiada "dobrą zmianę" systemu politycznego wewnątrz kraju. Jak chłodno ważyć racje, czego wymaga debata o zewnętrznej strategii państwa, z rozhuśtanymi emocjami na scenie wewnętrznej, gdy zmienia się porządek instytucjonalny, a przez to, co zrozumiałe, naruszane są interesy wielu grup i warstw? Zwycięży atmosfera walki czy może jednak tak potrzebnego dialogu? Niestety fakt, że na to pytanie niemal każdy u nas będzie miał nieco inną odpowiedź, dobrze nie wróży. Ale to nie znaczy, że właśnie teraz, na tym ważnym dziejowym zakręcie, takich ważnych pytań nie należy stawiać

Portret użytkownika max kolanko

Artykul tendencyjny pisany na

Artykul tendencyjny pisany na zamowienie. Temat art. glosny "SKOKI bankrutuja" a w tekscie raptem krotka wzmianka o SKOKACH. Ktos tu straszy i robi kryptoreklame bankom, bo SKOKI to dla nich konkurencja do odstrzalu. A jakie SKOKI padly, a no te krecone przez WSI. I dobrze, ze padly. Wyplenic chwasty.

Strony

Skomentuj