Rzeki dostarczają do Arktyki do 10% więcej słodkiej wody niż zwykle

Kategorie: 

windows2universe.org

Objętość słodkiej wody trafiającej do Arktyki rosła od 60 lat. W tej chwili słodkiej wody jest o 10% więcej niż w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. To niestety prawie na pewno spowoduje restrukturyzację arktycznych prądów oceanicznych. Problem dostrzegli w końcu naukowcy i opublikowano na ten temat ciekawe opracowanie w najnowszym numerze prestiżowego magazynu Nature.

 

Jak twierdzą naukowcy z USA, Chin, Niemiec, Japonii i Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich 60 lat odpływ słodkiej wody w rejonach arktycznych wzrastał średnio o 1,7 kilometrów sześciennych rocznie. To odpowiada ilości wody w dużym jeziorze.

 

Uczeni badali zjawisko pod względem odnalezienia powodów większego przyboru tego typu wody. Początkowo sądzono, że przyczyna tkwi w topniejącej wiecznej zmarzlinie jednak szybko okazało się, że za przybór następuje w rzekach i jest spowodowany większą ilością opadów. Rośnie też wilgotność w strefach podbiegunowych. Większe opady są spowodowane pojawieniem się nowych, wcześniej nieobserwowanych prądów powietrznych.

 

Oprócz tych teorii jest też taka, że przybór wody w atmosferze i w oceanach to nie tyle topnienie lodu, które niewątpliwie występuje, co raczej przybór wód gruntowych pochodzących z głębi Ziemi. Jeśli rzeczywiście zachodzi taki proces to przede wszystkim będzie to trudno w jakikolwiek sposób kontrolować a skutki, jakie wywoła mogą prowadzić do błędów w ocenie sytuacji.

 

Trzeba zaznaczyć, że zmiany ilości słodkiej wody w Arktyce to przede wszystkim zmiany gęstości wody, co musi wpływać na ułożenie prądów oceanicznych stanowiących swoiste pasy transmisyjne dla cyrkulacji atmosferycznej. System prądów morskich o różnych temperaturach stanowi zabezpieczenie stabilizacyjne dla klimatu. Jeśli dochodzi do zmian ich cyrkulacji oznacza to również, że będziemy mogli zobaczyć znacznie więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych. Niektórzy mogą słusznie zauważyć, że właśnie to widzimy w 2012 roku.

 

 

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen


Komentarze

Portret użytkownika szaman

Problem w tym, że badania

Problem w tym, że badania dotyczą przeszłości , a zatem i trendów z przeszłości, a trendy, szczególnie w klimacie, mają do siebie to, że są zmienne. Zbyt wiele czynników się na to składa. Np. parę ostatnich lat mamy bardzo słabą aktywność słoneczną. Wiadomo , że więcej chmur tworzy się przy dużej aktywności Słońca, a związane jest to z większą ilością jonów w atmosferze. Ostatnia zima na Syberii, to stabilny , bardzo mroźny układ wyżowy. Może więc tendencja się już odwróciła ? Kto to wie ?

Portret użytkownika Xystos

slodka woda jest lzejsza od

slodka woda jest lzejsza od slonej nawet cieplej-
jest ryzyko ze powierzchniowy cieply prad zatokowy
poplynie na wiekszej glebokosci co z kolei spowoduje
ze kraje skandynawskie narazone beda na nowa epoke
lodowcowa,pn.polska,niemcy i benlux tez ryzykuje znaczne
ochlodzenie limatu ..,ale to juz bylo wielokrotnie,nic niewskazuje
ze ludnosc europy polnocnej wyginie.

Portret użytkownika skowron

Weź pod uwagę gęstość

Weź pod uwagę gęstość zaludnienia i istnienie czegoś takiego, jak granice państw. Lodowiec pogrzebie całą infrastrukturę, uniemożłiwi działaność rolnictwa i hodowli zwierząt, a efektem będzie masowa śmierć głodowa i z wyziębienia. Bo chyba nie sądzisz, że ktokolwiek na południu przyjmie pod strzechę setki milionów europejczyków?W zasadzie, to jest kwestia czasu dosłownie - jeśli proces będzie długotrwały i rozłożony w czasie, to migracja będzie możliwa, ale jeśli będzie to trwało np. kilkadziesiąt lat, to będzie problem. Poczytaj o problemach tonących państw i nie mam tu na myśli długów. "Ktoś" musi wchłonąć ludność wraz z ich obyczajami, dać im pracę oraz dach nad głową. W przypadku milionów, jest to operacja niemożliwa do przeprowadzenia drogą pokojową. 

Portret użytkownika Dr Piotr

No właśnie, zmiany na ziemi

No właśnie, zmiany na ziemi zachodzą i to jest nie do uniknięcia, tylko ludzie chcieliby, żeby wszystko było stałe i zawsze takie samo.
Ludzie po prostu dzięki szybkiemu rozwojowi techniki dopasowali się równie szybko do danego stanu na ziemi i teraz chcieliby, żeby tak zostało, bo tak jest wygodnie i już.
A tu trzeba się skupić na dopasowaniu do zmian i być elastycznym, technologii nam nie brakuje, tylko póki co ona zamiast dopasowywać to stara się na siłę te zmiany powstrzymywać z opłakanym skutkiem dla nas.
W dalekiej przeszłości antyczne cywilizacje istniały i zanikały, a jednym z istotnych czynników były zmiany na ziemi, trzeba się z tym pogodzić, a technologię wykorzystać tak, jak napisałem powyżej do efektywnego dopasowywania do zmian.

Portret użytkownika gregluc

mądre słowa zgodne z moją

mądre słowa zgodne z moją teorią. Dodałbym iż zmiany na ziemi muszą trwać by Ziemia żyła. Określanie zasad na podstawie małego wycinka danych jest absurdem a to właśnie dokonują pseudonaukowcy którzy próbują nam wmówić że zmiany na ziemi są głownie przez naszą działalność. Należy się skupić na dostosowaniu się do nowych okoliczności bo nic nie jest dane na stałe nawet nasze życie.

"Nie czyń innym, czego dla siebie nie pragniesz" ( 孔夫子)

Portret użytkownika devoratus

"przybór wód gruntowych

"przybór wód gruntowych pochodzących z głębi Ziemi."Nie chę tu wspominać mitycznej Nibiru, ale jeśli grawitacja księżyca potrafi robić "cuda" z morzami, to grafitacja innego, znacznie większego obiektu mogłaby być w stanie - "zassać" wody gruntowe. Czy mogłoby ich być tak dużo, by zrealizować potop na miarę biblijnego? Pojęcia nie mam...

IB Image
 

Portret użytkownika bajcik

http://pl.wikipedia.org/wiki/

http://pl.wikipedia.org/wiki/Przyp%C5%82yw rozdizał "Pływy na Bałtyku". Skoro Bałtyk jest za płytki i za ciasny, to obstawiam że wody gruntowe to w ogóle nie odczuwają oddziaływania Księżyca. Albo inaczej: odczuwają ale zanim się przesączą to Ziemia zrobi ze dwa obroty ;) Większy obiekt musiałby być jasny jak jasny gwint Wink zanim będzie miał wpływ na pływy. Wenus czy Marsa można zobaczyć gołym okiem a jego grawitacja jest nieodczuwalna.

Portret użytkownika StS

Tym samy widać że pomysł

Tym samy widać że pomysł komunistów aby odwrócić bieg z niektórych rzek Syberii tak aby zasilić wysychające jezioro Aralskie, z którym to pomysłem walczyli "ekologowie" całego świata nie był głupi. I powinno się wrócic do niego. Wzrost ilości wody w rejonie Jeziora Aralskiego powinno obniżyć znacznie temperatury w tym rejonie i zmienić prądy powietrzne na poprzednie. Tak samo należy podjąć prace nad przywróceniem poziomu wody w Morzu Kaspijskim. Wtedy można przejść do zalesiania tamtego obszaru. To znacznie przywróci przebieg prądów atmosferycznych do poprzedniego.

Skomentuj