Rosja regularnie zestrzeliwuje amerykańskie drony, które naruszają przestrzeń powietrzną Krymu

Kategorie: 

Źródło: U.S. Air Force

Światowe media z jakiegoś powodu ignorują bardzo niebezpieczne wydarzenia, jakie mają miejsce nad Krymem. Amerykańskie bezzałogowce wielokrotnie naruszają tamtejszą przestrzeń powietrzną a rosyjskie wojska strzelają do nich jak do kaczek. Wygląda na to, że mamy do czynienia z niewypowiedzianą wojną Stanów Zjednoczonych przeciwko Rosji i agresją, która może przerodzić się w kolejny światowy konflikt.

 

Dwa światowe mocarstwa prowadziły dotychczas wojny pośrednie na terytorium innych państw. Dotyczy to np. Ukrainy, Syrii, Iraku, Libii oraz Jemenu. Armia USA i Rosji co prawda angażuje się militarnie, ale ogranicza się zazwyczaj do finansowania, szkolenia i dozbrajania konkretnych ugrupowań. W przypadku Syrii mamy prorosyjskiego prezydenta Assada i wojska rządowe oraz organizacje opozycyjne, w tym terrorystyczne, które powstały dzięki wsparciu państw zachodnich.

Lecz sytuacja na Krymie jest zupełnie inna. Można wręcz powiedzieć, że trwa tam otwarta wojna między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Wydaje się to niemożliwe, zwłaszcza że zachodnie media nie trąbią o tym na prawo i lewo. Wojna mocarstw stała się faktem i można ją określić jako cichą wojnę.

 

Duża ilość amerykańskich bezzałogowców została zniszczonych, gdy maszyny naruszyły rosyjską przestrzeń powietrzną. Rosjanie przejęli nawet kontrolę nad jedną z nich - RQ-4 Global Hawk wylądował na lotnisku w pobliżu Symferopola. Jest to identyczna sytuacja sprzed lat, gdy dron RQ-170 Sentinel wtargnął w irańską przestrzeń powietrzną, po czym został przechwycony przez armię Islamskiej Republiki Iranu.

Rosja wysłała do Stanów Zjednoczonych oficjalną notę protestacyjną, która została kompletnie zignorowana. Problem w tym, że Krym jest od pewnego czasu rosyjski a przestrzeń powietrzna nad tym półwyspem jest strzeżona przez rosyjskie systemy obrony powietrznej. Jednak nie wszystkie państwa uznały aneksję Krymu - Stany Zjednoczone postrzegają go jako terytorium ukraińskie, dlatego też amerykańskie władze uważają, że bezzałogowce nie naruszyły rosyjskiej przestrzeni powietrznej.

 

Sytuacja jest bardzo poważna. Skoro Rosja tak po prostu strzela do amerykańskich dronów, wkrótce Stany Zjednoczone mogą dać odpowiedź i zaczną strzelać do rosyjskich samolotów w Syrii. Z drugiej strony, być może USA chcą sprowokować Rosję do działań zbrojnych i inwazji na Ukrainę, co media zaczną przedstawiać jako putinowską agresję, której trzeba się przeciwstawić. Należy przypomnieć, że państwa Europy Wschodniej są przecież od dłuższego czasu nastawiane na wojnę z Rosją - potrzebny jest tylko odpowiedni moment i dobry pretekst.

 

 

Ocena: 

4
Średnio: 4 (4 votes)
Opublikował: John Moll
Portret użytkownika John Moll

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl niemal od samego początku jego istnienia. Specjalizuje się w wiadomościach naukowych oraz w problematyce Bliskiego Wschodu



Komentarze

Portret użytkownika 3plabc

Państwa Europy Wschodniej i

Państwa Europy Wschodniej i NATO w regionie nie mają potencjału, żeby prowadzić wojne, zwycięską wojne z Rosją. NATO o tym świetnie wie więc retoryka, prowokacje, zaczepki, rajdy dronów etc. jednym, a prawdziwa wojna drugim... poczytajcie analizy NATO na temat sytuacji strategicznej w naszym regionie.... samoloty Paktu mogą nawet do Kaliningradu nie dolecieć, za to Iskandery mają w zasięgu ponad pół Polski... Reasumując wojny z Rosją nie będzie nawet jeśli wojska Putina staną pod Kijowem.

Portret użytkownika a

Mamy taki rząd jaki

Mamy taki rząd jaki wybraliśmy i nic dobrego z tego nie będzie. Prowokacje pseudo przyjaciela usa  są tylko po to wywołać konflikt . Nasz król łokietek włazi w d amerykańcom i doprowadzi do konfliktu. Putin dużo wytrzymuje . Amerykańska gra na wytrzymałoś skończy się na atomówce w warszawie. Taka malutka  tylko na wiejską by się przydała.

Portret użytkownika antyupa

Ukraińska telewizja: Przemyśl

Ukraińska telewizja: Przemyśl jest ukraiński!

Aleksander Szycht

Opublikowano 22 sierpnia 2016

1 Udostępnienie

Udostępnij

Tweet

Udostępnij

Udostępnij

Email

Komentarze

Przemysl_rezunyPropagandowe wcielanie Przemyśla w skład Ukrainy, na przekór wzrostowi „wielkiej przyjaźni” polsko-ukraińskiej oraz kolejnych przejawów pomocy temu państwu, nie tylko nie słabnie, ale wręcz przybiera na sile.

Nacjonalistyczne ukraińskie władze nie tylko udają, że nic się w tych kwestiach nie dzieje, ale i tego samego oczekują od władz polskich. Co więcej, poszczególne głosy z Ukrainy wydają się mieć tupet rozliczania polskich elit z tej polityki. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zanim jeszcze odezwała się telewizja, jak podał portal reporters.pl „Znany kijowski adwokat, działacz społeczny i ekspert rządowy Ołeksij Kurinnyj związany z nacjonalistyczną Partią Swoboda zapowiedział, że rozpocznie pracę nad ustawą zawierającą roszczenia terytorialne wobec Polski. Jeśli dokument ten zyska poparcie w Radzie Najwyższej to władze w Kijowie będą zobligowane wystąpić do Polski o „zwrot” terytorium dawnego „ukraińskiego” Księstwa Halicko – Wołyńskiego z XIII w. w postaci tzw. Zakerzonia, czyli Chełmszczyzny, Przemyśla, Jasła, Rzeszowa, Białej Podlaskiej, a być może nawet Lublina, jako „ukraińskich ziem etnicznych”.

Ukraińska telewizja (link) poinformowała, że delegacja jednego z ukraińskich towarzystw zwącego się „Nadsanie” odwiedziła „etniczną ukraińską ziemię” [Sic!]. Ta „ziemia odeszła do Polski” według komentatorki. Pytanie, skąd odeszła, bo składzie państwa ukraińskiego nigdy się nie znajdowała? Mało tego, nigdy też takie państwo nie zaistniało. Nawet w składzie efemerydy, jakim była Zachodnioukraińska Republika Ludowa w praktyce miasto to nie znalazło się faktycznie na dłuższy moment w rękach ukraińskich, bo Polacy na to nie pozwolili. Także Lwów nie został nigdy przez Ukraińców o własnych siłach opanowany, a od strony Przemyśla nadeszła dlań pomoc. Ówcześni ukraińscy wojskowi wiedzieli, że nieopanowany Przemyśl jest zagrożeniem dla planu zdobycia Lwowa. Argumentów można by tu przytaczać więcej.

Nie ma to jednak sensu, nie tylko ze względu na bezsens udowadniania faktu analogicznego do tego, że człowiek nie jest wielbłądem. Dla ludzi tworzących ów program nie ma to bowiem żadnego znaczenia. Został on zrobiony pod konkretną politykę prania Ukraińcom mózgów. Oglądając go dowiemy się, że Przemyśl stanowi wielosetletnią (także i teraz) ostoję i twierdzę ukraińskości… Trudno to nawet komentować, ponieważ nacjonaliści ukraińscy chcą stworzyć „swój” naród i najwyraźniej zaczęli to robić od podstaw. Konkretnie od pisania legend, a te sprawdzalne być nie muszą.

To wszystko już było

Przypomnijmy, że incydenty związane z przedstawianiem roszczeń do ziem współczesnej Polski nie są pojedyncze. Jednymi ze słynniejszych stanowią są: 1) Artykuł „Łemkowszczyzna na Rozdrożu” z 1997 roku, napisany w „Naszym Słowie”, oficjalnym organie Związku Ukraińców w Polsce, wydawanym za polskie dotacje. 2) Żądanie przez grupę parlamentarzystów Werchownej Rady w Kijowie w 2003 roku wobec delegacji polskich profesorów, by Polska rozliczyła się z „ukraińskich” ziem. 3) Wiec we Lwowie w 2011 roku (gdzie niepoślednią rolę grał Rościsław Nowożeniec, radny miejski) organizowany pod hasłami w stylu „Odłączyć ukraińskie ziemie od Polski”. 4) W końcu powiedział to w 2012 roku rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko w wywiadzie dla Rzeczpospolitej. Następnie dla świętego spokoju zdementowano to, a później na ukraińskich stronach dano dementi dla tegoż dementi.

Chodziło o to, by reszta nacjonalistów ukraińskich zrozumiała „wiecie rozumiecie, musimy im tak mówić”. Szło o uśpienie czujności w myśl jednego z „Dziesięciu przykazań ukraińskiego nacjonalisty”, a konkretnie „Nienawiścią i podstępem przyjmiesz wroga swojej nacji”. Można się, tak jak przez lata oszukiwać, że postawa oraz przekaz, które prezentuje ukraińska telewizja są odosobnionąe. To nie prawda, to oficjalna doktryna wdrażana na Ukrainie, która ma w jej mieszkańcach stworzyć roszczeniowość wobec Polski. Jest nią neobanderyzm. Nie kręci się on bowiem tylko w przestrzeni zaciemniania rzeczywistości wokół banderowskiego ludobójstwa.

Banderyzm, czyli także i neobanderyzm to czyn. Opiera się on na ideologii Doncowa, który rysując swoje makiawelistyczne, zbrodnicze podejście w uzyskiwaniu ukraińskich celów umieścił go w sensie oczywistym jako warunek spełnienia snu o potędze. Nasi rodacy na Kresach Południowo-Wschodnich mogli się przekonać, jakie to były czyny, szczególnie w latach 1943-44. Otóż Doncow przeciwstawia czyn tzw. „prowansalizmowi” jako chorobie która obezwładnia niektóre społeczeństwa. Niestety obawiać się można, iż ów „prowansalizm” (od francuskiej Prowansji) to choroba Polski i jej elit, które w sprawach ukraińskich oraz rozrastającego się neobanderyzmu oszukiwały same siebie. Odnieść można niestety wrażenie, że wpływ na rządzenie, oprócz tych którzy polską politykę pozytywnie pod tym względem zmieniają – mają zwolennicy bezwładności i czekania na dobrą wolę mitycznych „Ukraińców”.

Mitycznych, bo o Ukraińców nie chodzi wcale, lecz o neobanderowców, którzy to niby mają się zmienić. Dosłownie: nagle, kłamiąc na temat idoli, stanowiących bazę ideologiczną ich życia – powinni zrozumieć swój błąd oraz zmienić myślenie. Integralną częścią banderyzmu w wersji najbardziej optymistycznej jest pogląd, że Chełm i Przemyśl to ukraińskie miasta. W wersjach dalej idących ukraińskim staje się Kraków i ziemia aż po Wisłę. Jednak centralnym elementem ducha ideologii Doncowa jest nienakładanie sobie żadnych ograniczeń. Przemyśl jest właściwie zaledwie terytorialną przygrywką. Wcześniej testowano, na ile Polacy mogą sobie pozwolić pod względem szargania własnej pamięci. Ponieważ przez lata wypadały one dosyć pomyślnie, a neobanderowcy o zgrozo przy współpracy z wieloma Polakami opanowali państwo ukraińskie – propaganda nacjonalistów ukraińskich weszła w nową fazę.

Błędy polskiej polityki

Ukraińcy muszą w cały ten propagandowy bełkot uwierzyć, wtedy Polakami nie bardzo będzie się już ktoś przejmował. Trzeba jedynie „Polaczków” oswoić z pewną symboliką, tylko po to, by później sięgnąć po więcej. Służyć temu będą kolejne, kompletnie bezwartościowe deklaracje o pojednaniu. W tym samym czasie będzie się szerzyć kult ludobójców. Nawet gdyby w tym samym czasie padły z Ukrainy przeprosiny – nie były by one nic warte. „Przepraszamy, ale masowi mordercy waszych przodków byli wspaniali”? Czy tak miałoby to wyglądać? Jedyne, na co władze ukraińskie w tej sprawie stać – to milczenie. Niestety prawdopodobnie także po części polskie (przynajmniej ludzi wokół Kancelarii Prezydenta). Są one chyba przerażone fiaskiem czegoś, co nazywane było omyłkowo „polityką wschodnią”. Jej oś stanowiło właśnie milczenie i pozwalanie wschodnim sąsiadom, a konkretnie byłym republikom sowieckim – niemal dosłownie na wszystko. Zawsze czyniono to z nadzieją, że sąsiedzi na wschodzie dojrzeją. I dojrzeli owszem, tak jak islamiści na zachodzie, uwłaszczając się na osławionym zachodnim multi-kulti.

Pozostaje nam włożyć między hipokryzję – nasze naśmiewanie się z tego – na co pozwolili sobie autochtoni w różnych państwach na zachodzie (i na co sobie pozwalają). Jako żywo bowiem przypomina to polską politykę wobec wschodnich sąsiadów oraz ich mniejszości. Szczególnie widać to w kwestii ukraińskiej. W litewskiej o tyle mniej, że cierpi przeważnie wyłącznie mniejszość polska na Litwie, a bałtyckich Litwinów jest w Polsce za mało, by mogli cokolwiek przeciw Polsce planować. W odniesieniu do mniejszości białoruskiej Bielsat, mimo swojej zadziwiającej polityki, nie odchował jeszcze wystarczająco silnej, roszczeniowej wobec Polski mniejszości białoruskiej (choć w mierze jej wyrastania odnotowuje się pewne kolejne incydenty).

Jeśli chodzi o Ukraińców, to jest ich w Polsce milion. Przyjeżdżać będzie więcej, toteż polityka pozwalania i niepozwalania ich nacjonalistom na pewne sprawy wydaje się kluczowa. Byłoby dobrze znać doświadczenia II RP w tej mierze, bo to do Polski międzywojennej odwołują się politycy rządzącego PiS-u. I bardzo dobrze, tylko czy otwierają wystarczająco szeroko oczy, by dostrzec wszystkie jej doświadczenia, jak choćby terroryzmu nacjonalistów ukraińskich? Jeśli ktokolwiek myślałby o przywróceniu polskiej kultury na wschodzie, niech lepiej spojrzy na ekspansję wojującej tożsamości ukraińskiej w Polsce. W naszym kraju widać już powoli – w zasadzie swego rodzaju „kolonizację”, która odbywa się przy okazji szukania (co zrozumiałe) pracy przez chcących lepszego życia Ukraińców. Wszystko byłoby w jak największym porządku, bo i Polacy szukają pracy na Wyspach.

Tyle, że nasi rodacy na Wyspach szybko się rozpuszczali i mieli zdecydowanie inny wzajemny bagaż historyczny, wśród którego nie było żadnych pretensji terytorialnych, czy ludobójstw. Jeśli ktoś może w pewne sprawy powątpiewać, wystarczy że spojrzy na Kosowo. Incydentów związanych z Przemyślem nikt z ukraińskich władz nie potępił. I raczej nie potępi. Trudno bowiem liczyć, iż uczyni to władza budująca tożsamość na retoryce ukraińskich nacjonalistów, lub w najlżejszym wypadku tolerująca jej podstołową budowę. Tu właśnie leży podstawa dramatu, bo ukształtowanie się warstwy nacjonalistycznej w Polsce, która będzie terroryzować całość społeczności ukraińskich emigrantów, to nie jedna z możliwych wizji przyszłości, a prosta matematyka sytuacji politycznej i obecnych tendencji. I niestety wynik tego działania jest na naszą niekorzyść a korzyść i Rosji i Niemiec. Takie ambicje bycia głową ukraińskiej diaspory ma wszak neobanderowski w swoim charakterze Związek Ukraińców w Polsce.

Osłabiona Polska, szukająca pomocy to łakomy kąsek, by ją kształtować. To tylko nam wmawiano z zewnątrz, by takiej pomocy udzielając (np. Ukrainie, czy Białorusi) – nie realizować własnych politycznych ambicji. Czasami można je sobie darować, jak choćby w relacjach z Węgrami, bo są społeczeństwa, które nam będą to pamiętać. Przykładem mogą też służyć Norwegowie pamiętający obronę Narviku, czy Holendrzy kultywujący polskich żołnierzy walczących pod Arnhem. Jednak w wypadkach takich jak byłe wschodnie republiki sprawa ma się inaczej. Natura nie ścierpi tam próżni, albo politykę zrealizujemy tam my, albo Niemcy czy Rosja. Przy czym te dwa ostatnie kraje mają swój interes w tym, by nacjonalizm ukraiński się rozwijał, każdy widzi to inaczej, lecz traktuje go jako narzędzie do stanowienia polityki.

Błędy polskiej polityki, a wujek z „Hameryki”

Do wymienionych krajów prowadzących na Ukrainie swoją politykę dochodzą jeszcze Stany Zjednoczone. A te jeśli wierzyć w ich dobre intencje zachowywały się w „dzikich” dla siebie krajach Bliskiego Wschodu, wdrażając tam demokrację – niczym słoń w składzie porcelany. Dotychczas udało im się rozwalić kompletnie około trzech krajów i spowodować tam ludzką rzeźnię. Lepiej więc już niech nic nie planują i nie zmuszają do niczego Polski, bo jeśli wychodziło fatalnie na Bliskim Wschodzie, tu wyjdzie nie inaczej. Portal kresy.pl opublikował ostatnio wiadomości, które można odebrać jako naciski związanie z kształtowaniem polskiej polityki wobec Ukrainy. W wyjątkowo fatalną stronę (m.in. w kwestii nieprzyjmowania uchwały o banderowskim ludobójstwie). Samo w sobie jest to dla USA, jako ostoi demokracji – na polu moralnym, nie tylko absolutnie kompromitujące, ale wręcz dyskwalifikujące. To wręcz PRowy gwóźdź do trumny.

Pokazuje bowiem, że w dążeniu do własnych interesów (też zresztą wątpliwych) USA potrafią rozjeżdżać jak walec. Chyba na naszych oczach przestają istnieć ci amerykańscy chłopcy z Armii gen. Pattona, którzy wykazywali się szczytnymi zachowaniami, o których tak marzyliśmy, by przed sowietami pierwsi dotarli do Polski. Wystarczy zresztą spojrzeć z jaką dysproporcją szeroko pojęty Zachód traktuje władze ukraińskie i władze polskie. Te pierwsze rozwijające na swoim terytorium radykalną wersję nazizmu mogą niemal wszystko. I to zjawisko jest dostrzegane bardzo słabo, a czasami w ogóle. Tymczasem wobec Polski stosuje się retorykę, jakoby nasz kraj opanowywał hipernacjonalizm. Taktyka z serii „żadnych tarć na wschodniej flance NATO” obejmuje wyłącznie działania polskie, które niekiedy bardzo nieśmiałe – są reakcją na perfidię polityki byłych wschodnich republik. Te ostatnie natomiast mogą sobie pozwolić na wszystko i prowokować. To trochę tak jakby nikomu do głowy nie przychodziło (?), że to one pierwotnie leżą u genezy tychże tarć, o ile nie są bezpośrednio przez Rosjan inspirowane.

Ponieważ trudno w to uwierzyć, by nikomu to do głowy nie przyszło, łatwo przychodzi myśl o jakiejś podwójnej przestrzeni gry. Oficjalne wynurzenia dotyczące „ukraińskości” Przemyśla winny być wypalone w zarodku. Amerykanie powinni być na to szczególnie wrażliwi – po tym jak pozwolili podać sowietom Lwów w sosie jałtańskim, czyli oderżnąć kawał ciała, nam – swoim wiernym polskim sojusznikom. Tym bardziej, że Przemyśl dla ukraińskości nie był tym samym co Lwów dla polskości. To są przestrzenie absolutnie nieporównywalne. Na razie jak się wydaje wpływ na Amerykanów mają znajomości wyrobione jeszcze z ludobójcą jakim był Mykoła Łebed. Ten ostatni to jeden z czołowych członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, w opinii wielu najbardziej krwawy niestety współpracownik CIA. Trudno się dziwić, że Rosja i jej zwolennicy, nie tylko w Polsce – ten fakt bezwzględnie wykorzystają, choć sami Rosjanie w wykorzystywaniu ukraińskiego nacjonalizmu mają ciemną kartę.

Cokolwiek by jednak nie pisać wygląda fatalnie, gdy ukraińskim nacjonalizmem, jego żądaniach i żarłoczności interesują się przeważnie rosyjscy publicyści, realizując swoją politykę, a USA nieomalże (za małymi wyjątkami wśród niektórych autorów) milczy. Stany Zjednoczone wydają się stosować błędne założenie, że co dobre dla nacjonalizmu ukraińskiego złe dla Rosji. Gdyby wcześniej przyświecały im takie przesłanki – poparli by Europę Hitlera. Tymczasem to nie nacjonalizm ukraiński powinien stanowić dla Amerykanów narodowy zwornik ukraiński (Takie poglądy przedstawiła Anna Applebaum), lecz pragnienie lepszego jutra. To drugie stanowi prawdziwy napęd wśród Ukraińców. To pierwsze przedstawia się im jako niezbędny etap do tego drugiego i tu po drodze zapisana jest katastrofa. Amerykanie mogliby wygrać Ukrainę, tak jak wygrali Niemcy w konkursie RFN versus NRD. Budowa postpruskiego nacjonalizmu nie była im do tego potrzebna.

Spójrzmy przez okulary neobanderowskich barbarzyńców

Nacjonalizm ukraiński, niezależnie jaki jego odcień się odsłoni, czy będzie się rzucać światło na jego spór z Rosją, czy nawet coś tak niemiarodajnego jak miejscowe niesnaski z Niemcami po 1941 roku – zawsze będzie bazowo antypolski. Jego integralną część stanowią żądania terytorialne i nie wyeliminują ich kolejne ustępstwa, czy nawet wielokrotne wyrzeczenie się Lwowa w bierutowym stylu. To wszystko tylko ich ośmieli i upewni w pretensjach do tzw. „ukraińskich terytoriów etnicznych”. Przy czym to pojęcie w wydaniu ukraińskich nacjonalistów jest naprawdę bajkowe, gdyż:

Po pierwsze, według niego coś – co raz zostało uznane za terytorium etniczne kiedyś w przeszłości – jest nim po wsze czasy, niezależnie od zmieniającej się w historii etniki. Po drugie samo uznanie za terytorium etniczne nie jest warunkowane przewagą etniczną, lecz jedynie istnieniem jakiegoś odsetka ludności ukraińskiej, lub tylko za ukraińskiej subiektywnie uznaną. Po trzecie nie musi być to opatrzone solidnymi przesłankami historycznymi, wystarczą zaledwie marnej jakości, lub żadne. Legendy, lub zadziwiające interpretacje są tutaj aż nadto wystarczające. Po czwarte, właściwie jedynym warunkiem uznania za ukraińską przestrzeń etniczną jest odpowiednie urobienie propagandowe społeczeństwa i opinii międzynarodowej. Po piąte, istotny element, który potrzebny jest do terytorialnych pretensji stanowi poczucie krzywdy.

To dlatego, kiedy poruszamy temat Ludobójstwa Wołyńsko-Małoposkiego, zarzucają nam dążenie do repolonizacji ziem. Mierzą nas przez własny roszczeniowy system myślenia, choć motywacje są u nas zgoła inne. Co do kopiowania systemu myślenia i pretensji terytorialnych nacjonalistów ukraińskich, jedynym pocieszeniem może być fakt, że w ten sposób „polskie terytoria etniczne” obejmują całość Ukrainy, bo przecież nie chodzi o tak polskie miasta jak Lwów, który znaczył więcej niż Kraków. Ba, podczas zaborów był nieoficjalną stolicą Polski. Wystarczy bowiem spojrzeć na polskie dzieje Kijowa, przypomnieć sobie o znanych, a pochodzących stamtąd postaciach. Nacjonaliści ukraińscy bawią się zapałkami, od których zaprószony ogień może w pożarze strawić także ich samych. Warto ich jednak powstrzymać, bo nie wiadomo kogo i co przedtem zdołają spalić.

Żywym ogniem natomiast należy wypalać wyssane z palca historyczne głupoty. Bo twierdzenie, iż Przemyśl jest bastionem ukraińskości może być prawdziwe tylko i wyłącznie w przekazie z cyklu PRL-owskich dowcipów o komunikatach radia Erewań.

 

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

 

Pokrewne tematy:, ,

Portret użytkownika tteis

z perspektywy USA, jak

z perspektywy USA, jak również Rosji, stanowią "małe uszczypnięcia, prowokacje".

naloty dronów mogą być wieloznaczną interpretacją, "nie zaangażowaną agresją" ze strony USA, pokazującą "dającą sygnał" - "jesteśmy gotowi"i chociaż nawet jeśli by nie byli, to może być odebrane na wiele sposobów, np: "stawimy wam czoło". Tylko pytanie jak to odbiera Rosja?. "ATAK" może być przedłużany na względy takie zjawiska jak: przygotowania, trzymanie nerwów na wodzy, to jeszcze nie jest odpowiednia chwila. Liczy się zwycięstwo. ALE JAKIE ZWYCIĘSTWO PRZEDSTAWIAJĄ TE STRONY "KONFLIKTU"?.

Portret użytkownika ACHILES

Wspólna deklaracja

Wspólna deklaracja prezydentów Polski i Ukrainy

Prezydenci Polski i Ukrainy przyjęli w Kijowie wspólną deklarację z okazji 25. rocznicy niepodległości Ukrainy. "Apelujemy do wspólnoty międzynarodowej o wzmożenie wysiłków, w tym polityki sankcji wobec agresora, w celu przywrócenia przestrzegania naruszonego prawa międzynarodowego i zaprzestania agresji wobec Ukrainy" - napisano w dokumencie.

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/wspolna-deklaracja-prezydentow-polski-i-ukrainy/2fbrz8

i komentarze, jak leci :

~OBSERWATOR : Oglądałem dzisiaj transmisję z Kijowa i, kurde, zacząłem się głęboko zastanawiać, po jaką cholerę głosowałem na Dudę.Przecież on nie wyraża zupełnie ani myśli ani odczuć milionów swoich Rodaków, którzy zdecydowanie krytycznie odnoszą się do tego co dzieje się na Ukrainie rządzonej przez Poroszenko, który bez żadnej żenady wspiera od początku swej prezydentury odradzający się ukraiński nazizm a morderców spod znaku band UPA i Bandery uznaje za bohaterów narodowych. Taki facet nie zasługuje , jakby powiedział nasz klasyk, żeby mu nawet podać nogę. Jeśli do tego dodać fakt, iż Ukraina oskarża Polaków o ludobójstwo to faktycznie każdy normalny Polak musi być nieźle wkurzony kiedy widzi jak polski prezydent łasi się do Poroszenki a ten z butną miną tylko potakuje pochwalnym słowom, wypowiadanym przez Andrzeja Dudę.Wszyscy wielcy w Europie olali ten ichni prazdnik, bo widzą, że postawili na złego konia, który juz ledwo powłóczy nogami. 

~? : "Apelujemy do wspólnoty międzynarodowej o wzmożenie wysiłków, w tym polityki sankcji wobec agresora, w celu przywrócenia przestrzegania naruszonego prawa międzynarodowego i zaprzestania agresji wobec Ukrainy" - napisano w dokumencie."
Tym czasem w onetowej sądzie "Czy Polska powinna zaangażować się bardziej w pomoc Ukrainie?" 93% głosów na NIE!!! Więc jakie my? Rosjanie jeżeli zaglądacie na onet przepraszamy was za nasz rząd, jak widać ich niezależność oznacza również niezależność od woli obywateli, którzy ich wybrali.

p.s JESZCZE POLSKA I POLACY NIE ZGINĘLI, PÓKI MAMY TAK ROZSĄDNYCH RODAKÓW W INTERNETOWYM PRZEKAZIE I TO pomimo tych niby Naszych władz usłużnych obcym siłom i sprzedajnym, kumających się z Naszym wrogiem odwiecznym, który odpowiada za RZEŹ NASZYCH RODAKÓW, NA WSCHODZIE NASZEGO KRAJU, PO 1943 ROKU, WOŁYNIU. 

Portret użytkownika Eragon

Z niego taki Polak jak ze

Z niego taki Polak jak ze mnie biskup,od początku się mi nie podobał i na niego nie głosowałem ani na tego drugiego "hrabiego" też nie więc mam sumienie czyste,ponieważ obie te kandydatury były beznadziejne.Już od samego początku pokazał jaki z niego Polak podpisując ustawy które defacto szkodzą Narodowi Polskiemu.Poniżej artykuł który jeżeli jest to prawdą co tam jest napisane to nie dziwcie się dlaczego liże te dupy upadlińskie tak zapamiętale.i jeszcze jedna sprawa jezeli chodzi o "naszego prezydenta" nie zastanawia was dlaczego jak był "gościem"knesetu w Krakowie nie używał translatora?

Kim jest prezydent Andrzej Duda – pomówienia, czy prawda ?

 

Sz.P. Andrzej Duda, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, jakie są Pana rzeczywiste korzenie rodzinne?

a99

Minął rok prezydentury Andrzeja Dudy. Pan prezydent dał się poznać z wielu stron.

Na pewno nie jest politykiem samodzielnym.

Na pewno jest politykiem bezkrytycznie pro amerykańskim i pro atlantyckim.

Na pewno jest politykiem programowo antyrosyjskim.

Na pewno jest orędownikiem polityki puczystów z kijowskiego majdanu.

Na pewno z naruszeniem konstytucyjnej przysięgi i stosownych uprawnień, bez konsultacji z Polakami – hojnie wspomaga Ukraińców budżetowymi i skarbowo – państwowymi zasobami Polaków i państwa polskiego.

Kim zatem jest pan prezydent Andrzej Duda?

Nim zaczniemy oceniać szczegółowo pierwszy rok sprawowania przez pana Andrzeja Dudę urzędu prezydenta Rzeczypospolitej, w trybie przysługującego każdemu obywatelowi prawa do  informacji publicznej, w formie zapytania publicznego – zwracamy się o udokumentowane  i ostateczne wyjaśnienie podstawowej kwestii:

Sz.P.  Andrzej Duda,

prezydent Rzeczypospolitej Polskiej,

jakie są Pana rzeczywiste korzenie rodzinne, i jakie jest zatem Pana rzeczywiste dziedzictwo kulturowe i narodowe?!

w imieniu zarządu stowarzyszenia 

Wierni Polsce Suwerennej 

oraz  partii Polska Patriotyczna

Paweł Ziemiński

Załącznik:

Szanowni Państwo,

       Minął właśnie rok od początku sprawowania urzędu prezydenta RP przez Andrzeja Dudę.

W kampanii wyborczej wypłynęła informacja, że podobno jego dziadek należał do UPA.

Sam kandydat twierdził, że to nieprawda a jego dziadek żył w Starym Sączu i był szewcem.

Tutaj są podane podobno jego prawdziwe wspomnienia z lat dzieciństwa i młodości:

Prezydent Andrzej Duda i Jego Starosądeckie korzenie

http://www.starosadeckie.info/ludzie-z-pasja/prezydent-andrzej-duda-i-jego-starosadeckie-korzenie/

Kto wie, czy te starosądeckie korzenie to prawda, czy też cudzy życiorys zawłaszczony na potrzeby kampanii wyborczej ?

Pewien internauta o ksywie „Huhulaj“ napisał bowiem na pewnym portalu:

„Któryż to prezydęt podpisał ustawę nadającą obcym wojskom uprawnienia Sił Zbrojnych RP? Czyjże to teściunio w swoich poezjach opisywał chłopców z orzełkami na czapkach bijących pałami na odlew żydowskie dziewczęta? Któż to, będąc w Anglii, zwiał po pytaniu o obrady Knesetu w Krakowie? Kogóż to wprawiło w nieopisaną wściekłość wspomnienie o pewnym gagatku o ksywce „Hromenko”?

Któż to ten „Hromenko“ ?

Jego krótki życiorys podaje wikipedia:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mychaj%C5%82o_Duda

Mało tego – w 2013 roku wydano w Polsce, przetłumaczone z języka ukraińskiego na polski dzieło tego „bohatera“ – wspomnienia opisujące jego „wspaniałe czyny“ i sotni UPA, której był dowódcą.

Oto dane tej książki:

Rok wydania: 2013

Autor: Duda Mychajło

Rodzaj okładki:  Miękka

Wydawca: Mireki

Język oryginału: ukraiński

Tłumaczenie:  Przemysław Tomanek

ISBN: 9788389533869

EAN:   9788389533869

PKWiU: 58.11.1

Format:  12.5×20.0cm

Ilość stron: 264

Data wydania: 2013-06-04

Waga produktu:  252 g.

Pełen tytuł na okładce:

MYCHAJŁO DUDA „PROMENKO“

WIELKI RAJD.

WSPOMNIENIA DOWÓDCY SOTNI UPA, KTÓRA SPOD PRZEMYŚLA PRZEBIŁA SIĘ PRZEZ CZECHOSŁOWACJĘ I AUSTRIĘ DO BAWARII.

Opis na dole okładki:

AKCJA „WISŁA“ TRWA. PĘTLA WOKÓŁ UPA ZACISKA SIĘ. DOSTAJĄ ROZKAZ PRZEBIJANIA SIĘ DO AMERYKAŃSKIEJ STREFY OKUPACYJNEJ W NIEMCZECH.

Fragment książki udostępniony przez wydawcę:

———————————————————————————————————-

3 maja 1947 roku nie było już w naszym nadrejonie ani jednej zamieszkałej wsi. Wieczorem tego dnia dołączyli do nas nasi łącznicy, jednak i tym razem wrócili z niczym. Zameldowali, że WP kwateruje już nawet po lasach, i to przeważnie na wzgórzach. Pewnie myślą, że w takich miejscach znajdują się nasze magazyny z żywnością.

Dopiero teraz wróg rozpoczął generalne natarcie na oddziały UPA. Na wszystkich drogach i ścieżkach prowadzących do wsi zastawiał zasadzki w dzień i w nocy.

Naraz wynurzyła się gęsta tyraliera wroga. Wszyscy żołnierze byli młodzi, silni jak dęby. Pośrodku szedł szybkim krokiem polski porucznik.

– Już czy jeszcze nie? Spytał Czumak.

– Jeszcze nie. Odpowiadam, a sam nie spuszczam  oka z polskiego oficera.

– Smyk, patrz, ten blondyn to oficer. Ognia!

W okamgnieniu rozpętało się piekło. Dowódca  oddziału tylko zamachał rękami i razem z innymi zwalił się nieżywy na ziemię. Po czym na kilka sekund wszystko ucichło. Klękam na kolano i oglądam pobojowisko.

——————————————————————————————————–

Książkę można sobie zamówić za nieduże pieniądze:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/212986/wielki-rajd

Mając na uwadze wybitnie probanderowską postawę prezydenta, futrowanie postbanderowskiej Ukrainy forsą, bronią, szkoleniem i leczeniem w Polsce banderowskich zbrodniarzy oraz sam Bóg wie czym jeszcze, daje to wiele do myślenia.

Osobiście miałem kontakt „III stopnia“ z panem Dudą i śp. Pawłem Wypychem w listopadzie 2009 roku i nie był to miły kontakt, ale nie będę tego rozwijał.

Kim zatem właściwie jesteś panie prezydencie ?

Pozdrawiam serdecznie.

Zbigniew Juźków

więcej:https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/08/08/kim-jest-prezydent-andrzej-duda-pomowienia-czy-prawda/

Za: http://wps.neon24.pl/post/133132,kim-jest-prezydent-andrzej-duda-pomowienia-czy-prawda

 

 

Przyjaciół nie ma zbyt wielu , bo często bywają fałszywi.Liczba ich niech będzie niewielka , ale niech będą prawdziwi.

Strony

Skomentuj