Prezydent Filipin obawia się inspirowanego przez USA zamachu stanu

Kategorie: 

Źródło: Internet

Filipiny od wielu lat były bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Dawniej były kolonią hiszpańską, lecz w wyniku wojny amerykańsko-hiszpańskiej, która toczyła się w latach 1899-1902, Filipiny przeszły we władanie USA. Na terenie tego państwa powstały bazy wojskowe, w których stacjonują wojska amerykańskie. Lecz ich obecności, a także wpływom Stanów Zjednoczonych, zagroziły wybory prezydenckie, które odbyły się w 2016 roku. Nowy filipiński rząd ma zupełnie inne poglądy na sojusz z USA.

 

Rodrigo Duterte, nowy prezydent Filipin, zasłynął między innymi z wulgarnych i bezpośrednich komentarzy. Negatywnie wypowiadał się na temat współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i przychylnie spoglądał w kierunku sojuszu z Chinami oraz Rosją. Dla Amerykanów jest to szczególnie nieprzyjemna sytuacja, która wystąpiła w nieodpowiednim czasie, ponieważ Filipiny znajdują się przy Morzu Południowochińskim gdzie trwa spór terytorialny. Stany Zjednoczone wyraźnie opowiadały się po stronie swoich sojuszników a z niektórych wypowiedzi wojskowych wynika, że kraj jest w stanie nawet pójść na wojnę z Chinami.

 

Tymczasem Rodrigo Duterte opowiadał się za dialogiem i nie popierał wojny. Dodatkowo nowy prezydent Filipin otrzymuje wsparcie zarówno od Chin, jak i od Rosji, w brutalnej walce z dilerami narkotykowymi. Coraz więcej wskazywało na to, że Filipiny po prostu zmieniły sojusznika i przeszły z jednej strony barykady na drugą.

 

Oczywistością jest, że dla Stanów Zjednoczonych Filipiny mają znaczenie strategiczne, zatem obecna administracja USA nie zrezygnuje tak po prostu z wpływów w tym regionie. Tak więc to co obecnie dzieje się na tym wyspiarskim państwie może mieć związek z próbą odzyskania wpływów.

 

Rodrigo Duterte od samego początku urzędowania mówił, że wojska amerykańskie powinny opuścić kraj. Twierdził, że ich obecność w południowej części kraju na wyspie Mindanao utrudni pokonanie islamskich radykałów, którzy są częścią samozwańczego Państwa Islamskiego. Prezydent Filipin nie powiedział tego wprost, ale dał do zrozumienia, że to Stany Zjednoczone odpowiedzialne są za obecność podległej ISIS organizacji zbrojnej.

 

W trakcie niedawnego wywiadu Duterte stwierdził, że USA chcą na nim wymusić pójście na wojnę z Chinami. Wyraził również obawy, że agencja CIA może próbować go wyeliminować jeśli nie spełni ich żądań i odejdzie od sojuszu z Zachodem. Niedługo potem, islamiści rozpoczęli działania zbrojne na wyspie Mindanao i zajęli miasto Marawi.

Ofensywa bojowników ISIS zbiegła się w takim czasie, iż można podejrzewać, że została zaplanowana przez same Stany Zjednoczone. Prezydent Filipin nie zgadzał się na obecność wojsk amerykańskich. Potem zaatakowali islamiści i przejęli Marawi. Filipińska armia rozpoczęła samodzielną walkę z terrorystami a USA niespodziewanie wysłały kilkuset żołnierzy do Mindanao, aby rzekomo pomóc w działaniach zbrojnych.

 

Rodrigo Duterte powiedział, że wbrew oświadczeniom Amerykanów rząd nie prosił o pomoc wojskową. Później dowiedzieliśmy się, że to filipińska armia wystosowała prośbę do Stanów Zjednoczonych o wsparcie w postaci nadzoru z powietrza, podsłuchu elektronicznego oraz pomocy w zakresie komunikacji. Okazało się więc, że siły zbrojne samodzielnie podjęły tę decyzję bez wiedzy prezydenta. Duterte stwierdził, że wojsko posiada proamerykańskie nastawienie.

 

Biorąc pod uwagę powyższe informacje wyłania nam się bardzo znajomy obraz. Wcześniej Syria i Iran, a teraz Filipiny twierdzą, że Stany Zjednoczone finansują i kierują działaniami uzbrojonych terrorystów. Amerykanie jak zwykle zaprzeczają oskarżeniom. Tzw. Państwo Islamskie znów sprawuje rolę agresora i jest pretekstem dla interwencji zbrojnej USA. Dokładnie to samo wydarzyło się w Syrii i Iraku w 2014 roku. Jednocześnie rosnąca siła i ekspansja ISIS staje się narzędziem do szantażowania innych państw.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (3 votes)
Opublikował: John Moll
Portret użytkownika John Moll

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl niemal od samego początku jego istnienia. Specjalizuje się w wiadomościach naukowych oraz w problematyce Bliskiego Wschodu



Komentarze

Portret użytkownika viola

Prof. Bogusław Liberadzki,

Prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i wieloletni eurodeputowany zajmujący się w PE sprawami transportu i bezpieczeństwa, Liberadzki we wpuszczaniu migrantów z Bliskiego Wschodu do Polski nic złego nie widzi, ma też pomysły, jak zintegrować ich z polskimi obywatelami. Na przykład poprzez wprowadzenie do szkół... lekcji języka arabskiego. Moim zdaniem można by przyjąć np. 200 studentów z Bliskiego Wschodu na studia w Polsce. Nie widzę też powodów, by nie rozważyć, aby w każdym powiecie - w dwóch czy trzech liceach na powiat - wprowadzić jedną godzinę języka arabskiego. Przecież ludzie jeżdżą do Egiptu, do Tunezji! Czy to byłoby coś złego? Nie chciałbym, by sprowadzać migrantów i skoszarować ich w Polsce, napiętnować. Bo z tego rodzi się patologia!  I myśli pan, że dzięki obowiązkowym lekcjom języka arabskiego w szkołach Polakom łatwiej byłoby się zintegrować i porozumieć z migrantami? – dopytujemy europosła. – Tak. I łatwiej byłoby się porozumieć z tymi ludźmi również wtedy, gdy wyjeżdżamy tam na wczasy – nie ma wątpliwości Liberadzki.

Dodaje, że migranci z Bliskiego Wschodu mogliby w Polsce pracować. 

Gdy przytaczamy opinie ekspertów, którzy wskazują, iż systemy weryfikacji migrantów nie są sprawne, że Włosi narzucają innym krajom, jakich migrantów przyjąć, Liberadzki protestuje: – Ależ to nieprawda! Jeśli razem z UE potraktujemy tę sprawę jako wspólny problem, to nic nie będzie nam narzucane. Chodzi o elementarną elastyczność! Rząd popełnia grzech nadmiernego usztywnienia – mówi nam wiceszef PE.

Według statystyk, 70 proc. Polaków nie chce przyjęcia uchodźców. Gdy przytaczamy te wyniki Liberadzkiemu, ten ucina: – Ale pozostała część chce. Więc to też jest coś, prawda?

Portret użytkownika ajwaj

Może najwyższy czas zacząć

Może najwyższy czas zacząć weryfikować te tytuły naukowe, zaczynając od osobników pierniczących publicznie najbardziej zaskakujące rzeczy?
Zakładając, że prof przed nazwiskiem tego pana ma oznaczać tytuł naukowy, a nie cokolwiek innego (np. profana) to oczekiwałbym w publicznych wypowiedziach sensu i logiki.
Mam dość wstydzenia się za polskich utytłanych kretynów, publicznie podcierających się tytułami naukowymi na które normalni ludzie ciężko pracują dziesiątkami lat.
Mam dosyć ostentacyjnego i publicznego deprecjonowania podstawowych wartości jak tytuły naukowe które takie pacany najwidoczniej kupiły na bazarze za wypłatę od oficera prowadzącego.
Żeby ne być gołosłownym:
"Na przykład poprzez wprowadzenie do szkół... lekcji języka arabskiego" - ktoś zwizany z nauką chciałby bardziej zwiększenia godzin matematyki, informatyki, wfu, logiki itp.

"Moim zdaniem można by przyjąć np. 200 studentów z Bliskiego Wschodu na studia w Polsce" - a czemu nie np z Kazachtanu?

"Nie widzę też powodów, by nie rozważyć, aby w każdym powiecie - w dwóch czy trzech liceach na powiat - wprowadzić jedną godzinę języka arabskiego" - ja widzę kilka. Jedene z nich to np. koszty i sens.

"Przecież ludzie jeżdżą do Egiptu, do Tunezji! Czy to byłoby coś złego?" - ja jeżdżę do francji i holandii. Ma pan szanowny prof pomysł na lekcje języka?

"Nie chciałbym, by sprowadzać migrantów i skoszarować ich w Polsce, napiętnować. Bo z tego rodzi się patologia!" - 80-90 procent społeczeństwa też nie chce.

"Gdy przytaczamy opinie ekspertów, którzy wskazują, iż systemy weryfikacji migrantów nie są sprawne, że Włosi narzucają innym krajom, jakich migrantów przyjąć, Liberadzki protestuje: – Ależ to nieprawda!" - być idiotą z tytułem profesora to jedno, ale być idiotą z tytulem profesora i cynicznie kłamać przed kamerami to już zupełnie co innego. Co najmnej 3 służby trzech krajów alarmują, że nie są w stanie przeprowadzić ŻADNEJ weryfikacji.

"Jeśli razem z UE potraktujemy tę sprawę jako wspólny problem, to nic nie będzie nam narzucane." - jeżeli sam z własnej woli oddam bandycie mieszkanie, to bandyta nie będzie mi nic narzucał.

To tak na szybko, co widac na pierwszy rzut oka.
Ale ja cały czas pytam: czy jest w Polsce jakiś urząd który dba o to by ludzie z tytułami naukowymi ostentacyjnie nie ośmieszali kraju piernicząc głupoty godne menela spod sklepu?
Ile lat ja się mam k.wa wstydzić za te "polskie elyty" i to teraz niby naukowe??

Portret użytkownika U_P_Adlina

uSSmańscy bandyci jak już

uSSmańscy bandyci jak już gdzieś weszli, to po dobroci nie wyjdą. Prezydent Filipin ma więc problem. Jego anty-uSSmańska retoryka już spowodowała reakcję zaoceanicznego bandyty, który odpalił mu isis na terenie kraju. To było pewnie ostrzeżenie, że "przyjaźń" Filipińczyków i uSSmanii musi trwać nadal. Na szczęście w regionie mamy innych wielkich tego świata, którzy od jakiegoś czasu skutecznie hamują uSSmańskich bandytów w ich zamordystycznych zapędach.

"Przeciwstawiać się zbliżeniu Polaków i Rosjan, podsycać ich wrogość do siebie, pamiętając, że sojusz rosyjsko-polski jest zagrożeniem dla Ukrainy" Fragm.uchwały OUN z 22.VI.1990

Portret użytkownika lipka

Gdyby z naszego kraju miały

Gdyby z naszego kraju miały zniknąć skoszarowane wojska Nato to pewnie było by to samo. Z taką radością wyprowadzano Rosjan a dziś znów zakłada się kajdany dla kraju, których nikt nam nie zdejmie. Z deszczu pod rynnę. Działania Usa są dobrze zobrazowane "albo my albo wojna i zamachy terrorystyczne", typowe zagrywki mafijne, "my ci pomożemy wygrać a potem pomożemy rządzić" a jeśli jakieś "ale" to wtedy łomot i rozpierducha.

"Przeciwstawiać się zbliżeniu Polaków i Rosjan, podsycać ich wrogość do siebie, pamiętając, że sojusz rosyjsko-polski jest zagrożeniem dla Ukrainy" Fragm.uchwały OUN z 22.VI.1990

Strony

Skomentuj