Polityczne przeciąganie liny

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Na wzór choroby autoimmunologicznej Stany Zjednoczone są najzacieklejszym wrogiem… Stanów Zjednoczonych. Zachowując pozory ciągłości politycznej Joe Biden realizuje wycofywanie wojsk nie tylko z Afganistanu, bo również z Syrii, co wcześniej zapowiadał Donald Trump.

 

Nadmiar konsekwencji politycznej w stylu demokratów wykazał Biden i jego administracja, gdy chcąc stworzyć front antychiński wdał się w ulubioną retorykę antyrosyjską obelżywie określając prezydenta Rosji zabójcą. Stworzył w ten sposób dwa fronty i automatycznie zbliżył obu swoich przeciwników do wzajemnego ich wzmocnienia się. Na poparcie takiego stanu rzeczy widać udział chińskich jednostek wojskowych w ćwiczeniach „Zachód 2021” w południowo-wschodniej części Rosji. Konsolidację euro-azjatycką zapewnił sekretarz stanu podczas karkołomnego przebiegu spotkania amerykańsko-chińskiego w Anchorage na Alasce; sekretarz A. Blinken nie osiągnął niczego poza blamażem, wynikającym z oględnie ujmując jego niedyplomatycznego języka i manier. Zmęczeni brakiem rzeczowości chińscy przedstawiciele odeszli od stołu rozmów.

Nie minęło czasu wiele jak kapryśny J. Biden zaproponował rozmowy ze znienawidzonym W. Putinem chcąc zapewne ocieplić własny wizerunek, jak i stopić lody na jednym froncie. Istotne rozmowy na szczytach władzy świata mnożą się w dużym tempie, ale za nimi nie mniejsze znaczenie mają kroki podejmowane przez wysokich rangą urzędników. Od dekad z narastającym niepokojem Amerykanie obserwowali militaryzację przemysłu i polityki państwa. Związane z tym rosnące nakłady na sektor zbrojeniowy czynione kosztem podatnika wprawdzie budziły społeczne niezadowolenie, ale też gruntowały coraz mocniejszą pozycję Pentagonu wobec prezydenta. Tym sposobem doszło do skandalu, o którym mówi się, że ma charakter zamachu stanu. Pomijana praprzyczyna w postaci sankcji ekonomicznych, którym smagane jest każde państwo starające się o niezależność polityczno-gospodarczą, wymusiło automatycznie koalicję antyamerykańską według powiedzenia „wróg mojego wroga staje się moim sprzymierzeńcem”. Nadmiernie długotrwałe hegemoniczne przekonanie o swej nieomylności skatalizowało amerykańskie kręgi krytyczne dostrzegające skutki polityki przeczące oczekiwaniom.

W reakcji na książkę Boba Woodwarda „Peril” (niebezpieczeństwo) zastępca doradcy do spraw bezpieczeństwa D. Trumpa K.T. McFarland twierdzi, że za nieoficjalnie przeprowadzone rozmowy z władzami Chin generał Mark Milley powinien stanąć przed sądem wojskowym. Sam fakt odbycia rozmów bez wiedzy prezydenta jako naczelnego dowódcy armii amerykańskiej jest naruszeniem konstytucyjnych kompetencji. Po wtóre, może nawet bardziej istotne, generał zapewnił w rozmowach prowadzonych dwukrotnie, że Chiny nie muszą obawiać się ataku nuklearnego, bo o tym decyduje armia, a on jest najwyższym rangą jej przedstawicielem: „Jeśli miałoby dojść do ataku, zamierzam was powiadomić z wyprzedzeniem. Nie będzie niespodzianki”. Zacytowana w książce treść rozmów została uznana za zdradę państwa. Milley obawiał się, że prezydent Trump mógłby uciec się do arsenału nuklearnego, stąd jego intencja przeciwdziałania.

Były prezydent już zareagował na tę sensację nie traktując jej jako wiarygodną. Zwolennicy zmian personalnych w istniejącej administracji natychmiast zażądali rozliczenia i usunięcia generała za jak to nazywają „afgańskie fiasko”. Zarzutem dodatkowym jest pominięcie drogi służbowej w nawiązaniu kontaktów z głównym przeciwnikiem za jakiego uznawane są Chiny. Biorąc pod uwagę, że książka ukazała się już po wyborach, można przypuszczać, że generał chciał zdystansować się do poczynań ustępującej administracji stawiając się do dyspozycji nowej. Przegrał wszystko. Przekonał się jak bardzo nie ma miejsca na samodzielność podejmowania decyzji w państwie na wskroś zmilitaryzowanym strukturalnie i bezwzględnych procedurach. Obserwując pracę komisji senackiej miażdżącej sekretarza Blinkena za fiasko afgańskie można odnotować, że istnieje zaciekła walka frakcji wojskowej z cywilną, niezależnie od pozorowanych politycznych podziałów na republikanów i demokratów. Praktycznie Ameryka nierządem stoi, skoro w tak napiętym kontekście Biden wykonuje telefon do Xi Jin Pinga proponując rozmowę, spotkanie. Nic dziwnego, że w odpowiedzi słyszy argument bezzasadności jakiejkolwiek rozmowy, ponieważ brak jest jakichkolwiek punktów stycznych, co do których negocjacje rokowałyby dojście do porozumienia.

Amerykańska polityka bezpieczeństwa sprowadzona została do oskarżania o terroryzm rejonów przekształcanych sukcesywnie w bazy wojskowe. Baza daje gwarancje kolonialnej subordynacji lokalnej władzy pod każdym względem. Nazwanie tego procederu demokratyzacją życia jest woalem kolonialnej eksploatacji ludzi i zasobów. W istniejących już 900 takich bazach zaczął się odwrót. Kruszejące macki hegemona osłabiają nowe sojusze wykorzystujące skostniałe nawyki i pęknięcia ujawniane przez własne kręgi jego administracji.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

Ocena: 

3
Średnio: 3 (2 votes)
Opublikował: admin
Portret użytkownika admin

Redaktor naczelny i założyciel portalu zmianynaziemi.pl a także innemedium.pl oraz wielu innych. Specjalizuje się w tematyce naukowej ze szczególnym uwzględnieniem zagrożeń dla świata. Zwolennik libertarianizmu co często wprost wynika z jego felietonów na tematy bieżące. Admina można również czytać na Twitterze   @lecterro


Komentarze

Portret użytkownika ZerwipejsMyckojad

A teraz, moje kochane kmiotki

A teraz, moje kochane kmiotki, połknijcie tę żabę, o której piszę w dalszej części. Kiedy kilka tygodni temu ośmieliłem się napisać w komentarzu o tlenku grafenu w śmiercionkach, większość z was (a ten portal jest rzekomo dla "świadomych") zareagowała tak, jakbym był jakimś klaunem. I co teraz? Skoro wszyscy piszą o tym, że w śmiercionkach jest coś takiego? Mało tego - w laboratoriach ustalono, że to prawda. No cóż, wiele jest par oczu, które PATRZĄ, a mało takich, które WIDZĄ. Dla tych, którzy znają "język wroga" i chcą dowiedzieć się czegoś więcej, wisienka na torcie: https://rumble.com/vn9pu1-lovecraft-great-old-ones-in-jab-graphene-goo.-iron-and-clay.-dna-manhattan-.html.

 

Portret użytkownika hens

Prowadzenie polityki przez

Prowadzenie polityki przez Amis jest tylko pozoracją dla w większości tępych po wielorakich szczepionkach amerykańskich gojów.

 

Rzeczywistą politykę i porozumienia zawierają inne środowiska, dlatego Chińczycy w ogóle nie zawracają sobie głowy jakimś ględzeniem z Blinkenami czy Harris. Obecna kadencja jest ostatnią, która będzie jako tako amerykańska. Mamy do czynienia z I Rozbiorem USA. 

Portret użytkownika dominikq

.......Mamy do czynienia z I

.......Mamy do czynienia z I Rozbiorem USA.........odrazu widac kto na ziemi zadzi a jest to izrael niemieccy przemyslowcy oraz scierwo rodzinka na r. z londyn szwajcaria, obama sprzedal/zniszyl ameryke trump chcial ratowac ale sobie odpuscil bo by go zajebali talmudyczno rabinistyczne skurwysyny wyznania mojzeszowego oraz tradycyjnie ruscy to sprzedajne zydowsko niemieckie dziwki a putinek skurwysynek to ich alfons,

Portret użytkownika ​​​​​euklides

Demokracja nie ma prawa

Demokracja nie ma prawa działać, a elity się degenerują. Cywilizację można zbudować tylko w oparciu o anarchizm. Umowy będące źródłem cywilizowanego prawa nie są możliwe do osiągnięcia w demokracji, monarchizmie czy jakimkolwiek innym ustroju, gdzie władza stanowi wyjątek, a nie regułę. Anarchizm to jedyny spójny system zarządzania.

Portret użytkownika Quark

Sam sobie przeczysz ! Jak

Sam sobie przeczysz ! Jak jest anarchia to nie ma systemu ! Bo anarchia to - rubta co chceta - bez czyjegokolwiek nadzoru czy ogólnego planu . Demokracja zaś to uporządkowany układ polegający na poddawaniu pod głosowanie , pomysłu , propozycji itd. gdzie akceptacja większości oznacza ich wprowadzenie . My tu w Polsce nie mamy demokracji - bo nikt się nas o nic nie pyta - tylko partiokrację (!) , gdyż rządzą nami członkowie partii politycznych na których "łaskawie" pozwala nam się zagłosować . 

demokracja nie ma prawa działać

Jak to nie ? W demokracji (tej prawdziwej) głosujemy czy chcemy tego czy tamtego i ile chcemy na to wydać , inną rzeczą jest PRAWO do głosowania , które powinno się otrzymywać nie po osiągnięciu dorosłości lecz po weryfikacji predyspozycji umysłowych . A w anarchii ... nikogo nic nie obchodzi poza własnym obejściem . Władza w demokracji to nie ktoś stojący ponad pozostałymi (którymi rządzi) ale ktoś wybrany przez ogół do reprezentowania ich zdania - jak szeryf w miasteczku .

Portret użytkownika ​euklides

To nie samozaprzeczenie tylko

To nie samozaprzeczenie tylko twoja ignorancja. Anarchizm oznacza ustrój, gdzie nie ma odgórnie narzuconej władzy, która to jest właśnie elementem "róbta co chceta", wyłączonym z powszechnego prawa i porządku, który może robić dosłownie co zechce - np. zabić niebieskookich albo rabować sklepikarzy. Dosłownie co im strzeli do głowy staje się "prawem". Na takie coś nie zezwala anarchizm, który DELEGALIZUJE każdą samowolkę i każdą nieakceptowaną przez społeczeństwo formę władzy. To banalnie proste, po prostu w anarchizmie mafie są nielegalne. Mafie w anarchizmie są eliminowane co wynika z samych pryncypiów systemu. Wy natomiast godzicie się by mafia miała nad swoimi ofiarami pełnię władzę.

Jak to nie ? W demokracji (tej prawdziwej) głosujemy czy chcemy tego czy tamtego i ile chcemy na to wydać

No tak, a ponieważ większość to głupki, więc zazwyczaj głosujecie by zabrać mądrym, a rozdać głupim.

 

Władza w demokracji to nie ktoś stojący ponad pozostałymi (którymi rządzi) ale ktoś wybrany przez ogół do reprezentowania ich zdania - jak szeryf w miasteczku

No właśnie, więc ogół może wybrać szeryfa który dokona np. rzezi mniejszości jak w Rwandzie. Generalnie to wspaniały ustrój prowadzący do wszelkiej maści katastrof.

Portret użytkownika Quark

Dlatego ja ci podałem moją

Dlatego ja ci podałem moją definicję demokracji z zaznaczeniem , że to co się nią dziś nazywa - nie jest nią . Szeryfa wybiera się poto by było komu złapać za mordę pijaka w saloonie , żeby nie musieli tego robić zwykli ludzie .. porządek musi być - nie samowolka . 

... a ponieważ wiekszość to głupki ..

No i znowu uczepiłeś się fragmenu zdania , które zostało uzupełnione innym . Przecież napisałem , że PRAWA do decydowania w głosowaniu NIE POWINNO się uzyskiwać po uzyskaniu pełnoletności (by głupki nie miały nic do powiedzenia) ale po uzyskaniu certyfikatu predyspozycji umysłowych (!) czyli "świadectwa dojrzałości" potwierdzającego , że dany obywatel głupkiem nie jest ! I znów trzeba tu wspomnieć o reformie szkolnictwa (tak jak już wiele razy podkreślałem) , które ma kształcić ludzi (obywateli) a nie dawać świadectwa głupkom tylko dlatego , że nauczyli się podpisywać długopisem . Szkoła ma być NAUCZYCIELEM a nie belfrem od przerabiania programu szkolnego - pisałem już o tym . Każdą budowę zaczyna się od fundamentów a fundamentem normalnego państwa jest szkoła , która uczy i wychowuje a nie daje świadectwa i przepycha dalej .

Portret użytkownika Namaste

PRAWA do decydowania w

PRAWA do decydowania w głosowaniu NIE POWINNO się uzyskiwać po uzyskaniu pełnoletności (by głupki nie miały nic do powiedzenia) ale po uzyskaniu certyfikatu predyspozycji umysłowych (!) czyli "świadectwa dojrzałości" potwierdzającego , że dany obywatel głupkiem nie jest

Kto miałby to weryfikować? A inna sprawa, że taka weryfikacja sama w sobie byłaby korupcjogenna. 

Bóg we mnie pozdrawia Boga w Tobie. 

Portret użytkownika Quark

Egzamin państwowy który teraz

Egzamin państwowy który teraz nazywa się "egzaminem dojrzałości" a jest tylko jego żałosną imitacją , sprawdzajacą jedynie czy uczeń umie coś tam napisać , pozaznaczać odpowiedzi w teście i coś wybełkotać . Od tego trzeba zacząć , że po szkole podstawowej i po każdej wyższej powinien się odbywać taki egzamin sprawdzający zarówno poziom wiedzy (a nie głupot z programu nauczania) jak i poziom dojrzałości umysłowej ! Ale zacząć trzeba od zreformowania szkół by zaczęły one wreszcie kształcić ludzi a nie przepychać z klasy do klasy czego efektem są takie "cudaki" jak płaskoziemcy i im podobne niemoty , co to ani wysłowić się nie potrafią ani napisać paru zdań poprawnie i bez błędów - ale szkoły szkończyli ! Bo teraz jest tak , że ciemniak i idiota równi są normalnym ludzom zarówno na rynku pracy i przy urnie wyborczej czy w referendum. A gdyby jeden z drugim nie zdał egzaminu dojrzałości (bo mu brak wiedzy i piątej klepki) to ani urzędnikiem ani posłem czy nawet radnym by nie został nie mówiąc o normalnej posadzie . A bez tego certyfikatu w demokracji bezpośredniej , której jestem zwolennikiem nie miałby też NIC do powiedzenia . I nikt nie mógłby kupić głosów pijaczka , żula czy idioty za flaszkę wina . Wszystko da się uporządkować tylko trzeba pomyśleć i chcieć . Nie twierdzę przecież , że głoszę "prawdę objawioną" ale taki mam pomysł na ten problem. 

Strony

Skomentuj