Norwegia wprowadza kontrowersyjne zmiany w ustawie o prawach autorskich

Kategorie: 

Źródło: www.google.pl

Walka o internet wciąż nie ustaje. Jakiś czas temu informowaliśmy o tym, że Stany Zjednoczone chciały wprowadzić w swoim kraju CISPA, co na szczęście zostało zawetowane przez Biały Dom. Obecnie kraj europejski, jakim jest Norwegia, chce wprowadzić zmiany w ustawie o prawach autorskich, dzięki którym kraj będzie mógł rozwiązywać strony internetowe, takie jak The Pirate Bay. Ponadto wprowadzone zmiany ułatwią zlokalizowanie zarówno właścicieli witryn jak i użytkowników a organy ścigania uzyskają prawo do blokowania witryn na poziomie ISP.

 

Jeśli zmiany zostaną wprowadzone, posiadacze praw autorskich będą mogli oskarżać właścicieli witryn o angażowanie się w nielegalną wymianę treści i usług, a strony zostaną zablokowane, by zapobiec lub utrudnić dostęp do miejsc, które powszechnie udostępniają materiał naruszający prawa autorskie. W przypadku, gdy właściciel strony jest nieznany lub gdy nie można go namierzyć - strona i tak zostanie zablokowana, ale bez jego udziału.

 

W roku 2009 twórcy strony The Pirate Bay zostali oskarżeni o ułatwianie nielegalnego pobierania materiałów chronionych prawem autorskim i zostali skazani na rok więzienia oraz wpłatę grzywny, która wynosiła w sumie 3.5 miliona dolarów. W kilkunastu krajach strona jest zablokowana, jednak w wielu państwach powstały różne kopie strony (mirrory). Dostęp do niej jest również możliwy poprzez serwery proxy.

 

Internauci porównują norweskie zmiany do kontrowersyjnej ustawy Stop Online Piracy Act (SOPA), która pozwoli na cenzurę internetu, ograniczy możliwość anonimowego informowania o naruszeniach praw człowieka i zagrozi wolności słowa. Eksperci jednak uważają, że zmiany w ustawie zostaną najprawdopodobniej przyjęte przez parlament.

 

 

Źródło: http://www.techdirt.com/articles/20130502/07304622913/norwegian-parliament-approves-extreme-version-sopa-ignores-all-sorts-rights-if-someone-yells-copyright.shtml

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
Opublikował: John Moll
Portret użytkownika John Moll

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl niemal od samego początku jego istnienia. Specjalizuje się w wiadomościach naukowych oraz w problematyce Bliskiego Wschodu


Komentarze

Portret użytkownika ariel

A ja sobie myślę, że

A ja sobie myślę, że interesujące w tym wszystkim jest przepychanie tego typu obostrzeń POMIMO robionych cały czas badań (w tym na zlecenie Eurolandu) z których wynika jasno, że tego typu zakazy:
1. spowodują prawie calkowite usunięcie niszowych produktów kulturowych bo zostaną tylko wielkie korpobiznesy medialne mające olbrzymią kasę na reklamę
2. im więcej ludzie kopiują tym więcej kupują. (Ale tego co chcą a nie tego co chcą korpobiznesy)
 
Dużo kopiujesz = dużo kupujesz.

Portret użytkownika Coloman

Prawa autorskie sa OK, bo

Prawa autorskie sa OK, bo przecież nikt chyba nie chce, żeby jakies sępy go okradły z tego, nad czym pracował latami? Nie należy mylić kopiowania cudzych rozwiązań i pomysłów (co jest dobre, bo to motor cywilizacji), z kopiowaniem żywcem cudzej książki, filmu, muzyki, bo to zwykła kradzież, a to z tego powodu, że autor włożył w jej wytworzenie mnóstwo pracy i chyba to normalne, że chce za to pieniądze, a nie figę. Nie zarobi, to nie stworzy nic nowego.
Cały problem leży w tym, że wersje elektroniczne gier, filmów, muzyki i książek są za drogie, bo większość kwoty zabierają dystrybutorzy. Książka w wersji elektronicznej powinna kosztowac jakieś 5 złotych, a kosztuje prawie tyle, co książka papierowa, co jest chore i to własnie generuje piractwo. A cała ta klika dystrybutorów blokuje wszelkie próby rozwalenia tego porządku rzeczy i stworzenia stron, które sprzedawałyby wersje elektorniczne wszystkiego tanio, a większość kwoty szłaby do autora. Właśnie dlatego Kim Dotcom poszedł siedzieć, bo chciał coś takiego stworzyć.

Portret użytkownika Klaus

Zauważ, że prawdziwi artyści

Zauważ, że prawdziwi artyści gdniją w garażach i na poddaszach. To co teraz nazywamy artyzmem jest produktem wyprodukowanym przez potężne koncerny medialne. Obecni artyści to marionetki wiszące na sznurkach, którymi pociągają mega medialne potwory. To dla nich jest prawo autorskie. Gdybyś zobaczył ile dostaje artysta, a ile "Panowie w okularach" to byś zemdlał. Artysta zarabia tyla co dobry akwizytor. W granicach 20% max tego co wyciska koncern zarabiający na wszystkim. Płycie, koszulkach, gadżetach, podobiznach, lalkach itp. Dlatego wprowadza się zmiany w prawie umożliwiajace ingerencję w czyjeś prawa. Bo ktoś kto zrobił sobie stronę internetową posiada do niej prawa autorskie. No, ale w tym wypadku prawo autorskie prawu autorskiemu nie równe. Żyjemy w kieracie niewolniczym, z n i e w o l e n i   i tylko szerokie myślenie da nam możliwość zrozumienia tego co się dzieje. Nie popieram złodziejstwa, ale je usprawiedliwiam w dobie dzisiejszego ucisku ludzi poprzez środki jakie są w rękach rządów.

Portret użytkownika euklides

Kopiowanie to nie jest

Kopiowanie to nie jest kradzież. Nie należy mylić podstawowych pojęć, bo nie doprowadzi to do żadnych mądrych wniosków.
Jak autor książki nie chce żeby ją kopiowano to nie musi jej publikowąć. Nikt nie zmusza ludzi do pisania książek. Samo to, że ktoś nad czymś pracuje nie zobowiązuje innych do płacenia mu za jego pracę. Jak wybuduję na plaży piękny zamek z piasku to nie daje mi to prawa do pobierania opłat od każdego kto popatrzy w jego stronę, nawet jeśli się nad tym zamkiem napracowałem.
Mało kto dziś wie, że prawa autorskie nie powstały ze względu na autorów, tylko ze względu na drukarnie! To było prawo dające drukarni bodajże 2 tygodnie na przygotowanie książki do druku. Stąd po angielsku nazywa się to copyright, czyli prawo do kopiowania. To tylko pokazuje, że nie powinno się tworzyć nieleganckich rozwiązań prawnych, bo potem taki precedens przeradza się w cały łańcuch patologi.
 
System praw autorskich pojawił się z rozwojem druku – techniką masowej produkcji kopii. Do tej techniki był dobrze dostosowany, ponieważ ograniczał tylko wielkich producentów kopii. [Stąd angielska nazwa „copyright”, mówiąca o prawie do kopiowania, która znacznie lepiej opisuje naturę tego systemu niż polska]. Nie odbierał wolności czytelnikom książek. Zwykły czytelnik, który nie miał prasy drukarskiej, mógł sporządzać kopie książek tylko za pomocą pióra i atramentu, i niewielu o to oskarżono.
 
(...)
 
Rozważmy poniższe cztery przykłady praktyk Stowarzyszenia Wydawców Oprogramowania (Software Publishers Association, SPA):

  • Masowa propaganda, w której twierdzi się, że nieposłuszeństwo wobec właścicieli, by pomóc przyjaciołom, jest czymś złym.
  • Nakłanianie ludzi do donoszenia na współpracowników i kolegów.
  • Rajdy (z pomocą policji) na biura i szkoły, podczas których każe się ludziom udowadniać, że nie są winni nielegalnego kopiowania.
  • Oskarżanie (przez rząd USA, na żądanie SPA) takich ludzi, jak David LaMacchia z MIT, nie za kopiowanie oprogramowania (nie jest oskarżony o kopiowanie czegokolwiek), ale za samo pozostawienie bez nadzoru urządzeń umożliwiających kopiowanie i nieprowadzenie cenzury ich wykorzystywania.[1]

Wszystkie cztery powyższe praktyki przypominają te, które stosowano w byłym Związku Radzieckim, gdzie każda kopiarka miała strażnika, żeby nie dopuścić do zabronionego kopiowania, i gdzie ludzie informacje musieli kopiować w tajemnicy i przekazywać je sobie z ręki do ręki jako „samizdat”. Oczywiście istnieje między nimi różnica: w Związku Radzieckim kontrolowano informację z powodów politycznych, a w USA motywem jest zysk. Ale to działania nas dotykają, a nie ich motywy. Każda próba powstrzymania rozpowszechniania informacji, nie ważne z jakich powodów, prowadzi do tych samych metod i tej samej surowości.
Właściciele używają kilku rodzajów argumentów za przyznaniem im władzy decydowania o tym, jak możemy posługiwać się informacją:

  • Nazewnictwo.
    Właściciele wykorzystują zarówno obraźliwe słowa, takie jak „piractwo” czy „kradzież”, jak i specjalistyczną terminologię, jak „własność intelektualna” czy „szkoda”, do podsunięcia pewnego ogólnego toku myślenia – stosowania powierzchownej analogii między programami a przedmiotami materialnymi.
    Nasze poglądy i intuicyjne wyobrażenia dotyczące posiadania przedmiotów materialnych wiążą się z oceną tego, czy zabranie przedmiotu komuś jest czynem dobrym czy nie. Nie mają bezpośredniego zastosowania do tworzenia kopii czegoś. Jednak właściciele pragną, byśmy mimo to stosowali tę samą miarę do kopiowania.
  • Przesada.
    Właściciele twierdzą, że odnoszą „szkodę” lub „ekonomiczną stratę”, gdy użytkownicy sami kopiują programy. Ale kopiowanie nie ma żadnego bezpośredniego wpływu na właściciela i nikogo nie krzywdzi. Właściciel może stracić tylko wtedy, jeśli ktoś, kto zrobił kopię w przeciwnym razie zapłaciłby mu za nią.
    Chwila namysłu wystarczy, by uświadomić sobie, że większość tych ludzi nie kupiłaby kopii. Mimo to właściciele liczą swoje „straty” tak, jakby dosłownie każdy z pewnością kupił. To, delikatnie mówiąc, przesada.
  • Prawo.
    Właściciele często opisują bieżący stan prawny i surowe kary, jakimi mogą nam zagrozić. W podtekście sugeruje się, że dzisiejsze prawo odzwierciedla niekwestionowane poglądy moralne – a równocześnie nakłania się nas do uważania tych kar za niezależne od nas prawa natury, o które nikogo nie można obwiniać.
    Tego sposobu perswazji nie obliczono na to, by wytrzymał starcie z krytycznym myśleniem – jego zadaniem jest wzmocnienie przyzwyczajenia do myślenia w określony sposób.
    Prawo nie decyduje o tym, co jest dobre, a co złe, to elementarne. Każdy Amerykanin powinien wiedzieć, że w latach 50-tych XIX wieku w wielu stanach zajmowanie przez Murzynów miejsc w przedniej części autobusu było niezgodne z prawem. Jednak tylko rasiści powiedzieliby, że siadanie w tym miejscu było czymś złym.
  • Przyrodzone prawa.
    Autorzy często przypisują sobie specjalne związki z napisanymi przez siebie programami, z czego wywodzą, że ich życzenia i interesy dotyczące programu po prostu przeważają nad potrzebami innych, nawet całej reszty świata. (Na ogół to firmy, a nie autorzy, posiadają prawa do programów, ale możemy pominąć tę różnicę).
    Tym, którzy proponują uznać za etyczny aksjomat, że autor jest ważniejszy niż wy, mogę tylko powiedzieć, że osobiście, jako znany autor oprogramowania, uważam to za bzdurę.
    Jednak na ogół ludzie są skłonni sympatyzować z pretensjami do przyrodzonych praw tylko z dwu powodów.
    Pierwszym z nich jest naciągana analogia z materialnymi przedmiotami. Kiedy ugotuję porcję spaghetti, będę protestował, jeśli ktoś ją zje, bo sam nie będę mógł jej zjeść. Jego działanie krzywdzi mnie dokładnie o tyle, o ile przynosi korzyść jemu: tylko jeden z nas może zjeść spaghetti, więc problem jest tylko w tym, kto? Do naruszenia etycznej równowagi wystarczy istnienie choćby najmniejszej różnicy między nami.
    Ale kiedy uruchamiacie czy zmieniacie program przeze mnie napisany, was dotyczy to wprost, mnie tylko pośrednio. To, czy dacie kopię przyjacielowi, będzie mieć dużo większy wpływ na niego i na was niż na mnie. Nie powinienem mieć prawa mówić wam, żebyście tego nie robili. Nikt nie powinien.
    Drugim powodem jest to, że ludziom wmawia się, że przyrodzone prawa autorów to powszechna, niekwestionowana tradycja naszego społeczeństwa.
    Historia pokazuje, że jest dokładnie odwrotnie. Podczas formułowania Konstytucji USA postulowano wprowadzenie idei przyrodzonych praw autorskich, co zostało stanowczo odrzucone. Właśnie dlatego Konstytucja tylko zezwala na istnienie systemu praw autorskich, a nie wymaga go; dlatego stwierdza, że copyright (prawa autorskie) musi być tymczasowy. Stanowi też, że celem systemu praw autorskich jest promocja postępu, a nie wynagradzanie autorów. Prawo autorskie w pewnym stopniu nagradza autorów, w większym wydawców, ale w zamierzeniu jest to tylko sposób na zmianę ich zachowań.

(...)
 
https://www.gnu.org/philosophy/why-free.pl.html
 
Osoby nie zgadzające się z filozofią GNU i twierdzące, że prawa autorskie są OK powinny zrezygnować z używania wolnego oprogramowania takiego jak Firefox.

Portret użytkownika Giuseppe

Od razu widać, że jesteś

Od razu widać, że jesteś typowym, torrentowym pasożytem, który sam nigdy nic nie stworzył i do zwykłego złodziejstwa dorabia głupkowatą, pokrętną ideologię.
Autor cię nie zmusza do czytania książki, to TY CHCESZ ją przeczytać, a autor określa cenę, za którą ci pozwoli zapoznać się z treścią tego, co stworzył, jest to identyczne zjawisko, jakbyś poszedł do nauczyciela na korepetycje i mu zapłacił za przekazanie ci informacji.
Więc nie chrzań bzdur o jakichś zamkach z piasku, bo cię chłopcze śmiechem zabiję.

Portret użytkownika devoratus

Dostajesz bana za obrażanie

Dostajesz bana za obrażanie innych użytkowników oraz grożenie im (choćby w przenośni).
 
Chłopców to sobie u szewca poszukaj a zabijać możesz muchy w ubikacji.
Kolejny, który "naprawianie świata" zaczyna od atakowania innych i obrażania ich.
 
Temu Panu już dziękujemy...

 

 

Portret użytkownika sc

błahah człowieku własnie

błahah
człowieku własnie popierasz blokowanie wolnosci słowa
nie znasz przenosni bo i sie jej boisz gosc Cie nie obraza tylka daje Ci przekaz ze roboisz z siebie bałwana

mnie tez zablokujesz? bo mówie prawde?
o tym ze szczekasz jak mały ratlerek ?

Portret użytkownika b@ron

Giuseppe...a ty jak

Giuseppe...a ty jak dziecko...umiesz czytać ale nie zawsze rozumiesz ...dla ciebie wszystko proste ,jak ktoś jest przeciwko czemuś takiemu jak ACTA SOPA CISPA to znaczy że kradnie...otóż poczytaj posty ze zrozumieniem tam jest wszystko prosto wytłumaczone ...a starając się kogoś zabić śmiechem,uważaj abyś sam ze śmiechu nie umarł

W DYSKUSJI WYRAŻAM WŁASNE POGLĄDY KTÓRE NIE MAJĄ NA CELU NIKOGO OBRAZIĆ ,TYM NIEMNIEJ OBRAŻALSKIM WSTĘP DO DYSKUSJI SUROWO ZABRONIONY !!!

Portret użytkownika devoratus

Pamiętajmy tylko, że "ten się

Pamiętajmy tylko, że "ten się śmieje, kto się śmieje ostatni"... Wink
 
Ja też jestem zdania, że nie można hipotetycznych zysków liczyć jako realnej straty. Innymi słowy ja mógłbym oskarżyć Microsoft o to, że gdyby nie napisali Windowsa, to mógłbym go napisać ja. W ten sposób pozbawili mnie hipotetycznej możliwości zarabiania na windowsie... Absurd.
 
Brak zysku nie jest tożsamy ze stratą. Wmawianie ludziom tego, że jest to dokładnie to samo - jest zwykłym oszystwem, dokonanym w celu zwiększenia zysków majątkowych. Nie można walczyć "ze złodziejstwem" przy pomocy oszustwa.
 
Żeby nie było, sam posiadam ze 150 oryginalnych filmów, ze 300 oryginalnych płyt z muzyką i ze 300 oryginalnych książek - ale raczej nie kupuję niczego w ciemno, zawsze wolę zapoznać się najpierw z formą elektroniczną materiału. Hobbita oczywiście obejrzałem zassanego z netu, ale obowiązkowo zakupię go w pełnej wersji, podobnie jak pozostałe 2 części.
Wielu moich znajomych żyje z muzyki i potwierdzam, że dostają oni grosze w porównaniu z tym, co zarabia wytwórnia - a i tak wszyscy zarabiają grosze w porównaniu z tym, co zarabiają sklepy. Jest kilka oficjalnych firm rosyjskich, wydających muzykę na płytach. Są to oficjalne, oryginalne wydania, w dodatku wykonane wyjątkowo elegancko. Cena takiej płyty wynosi (wynosiła jeszcze kilka lat temu) 3 dolary, czyli około 10 pln. Łatwo można policzyć, że jeśli u nas płyta kosztuje 70 pln, to sklepu chcą nas orżnąć na 60 pln na każdej sztuce.

 

 

Portret użytkownika euklides

Buahahaha, Stallman, którego

Buahahaha, Stallman, którego cytuję to też "pasożyt, który sam nic nie stworzył"? Od razu widać, że jesteś typowym zamordystą, który nazywa kopiowanie złodziejstwem, a pewnie pochwala podatki i ogólne wp... się w cudzą własność nazywając to "sprawiedliwością". Jak się ma tak pomieszane we łbie to trudno się dziwić, że się nie rozumie, że to autor pierwszy decyduje się na publikowanie książki na łatwo kopiowalnych nośnikach, których nie jest właścicielem, twórcą ani autorem. Nikt mu nie każe korzystać z tych dobrodziejstw techniki, a chcącemu nie dzieje się krzywda. Prostując twoją jakże nietrafną analogię z nauczycielem, to tak jakby nauczyciel darł się przez balkon i miał pretensje, że ludzie mu nie płacą za udzielane "korepetycje".

Strony

Skomentuj