Nikt nie wie jak australijscy Aborygeni mogą pamiętać upadek meteorytu sprzed milionów lat

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Nikt nie wie skąd tubylcy wiedzieli o upadku meteorytu, skoro spadł on na Australię miliony lat temu. Według najnowszego stanu wiedzy ludzkość jeszcze wtedy nie istniała. Jak to zatem możliwe, że informacja o tym zdarzeniu przetrwała wśród legend Aborygenów?

 

 

Ta historia zaczęła się od tego, że astronom z Sydney, Duane Hamacher pomyślał o tym, co mówią starożytne legendy australijskich aborygenów. Opowiadają o gwieździe spadającej z nieba na ziemię. Hamaker postanowił sprawdzić te informacje i był w stanie obliczyć przybliżone miejsce upadku meteorytu. Rzeczywiście, jego zdaniem „legenda spadającej gwiazdy” to opis upadku starożytnego meteorytu. 

 

Korzystając z Google Maps, był w stanie nawet zlokalizować krater uderzeniowy w określonym regionie. Naukowiec zorganizował wyprawę w ten rejon Australii, a badania naziemne potwierdziły, że jest to rzeczywiście starożytny krater. Znaleziono między innymi specjalny rodzaj kwarcu, powstały podczas zderzenia meteorytów z powierzchnią ziemi.

 

Można zatem powiedzieć, że legenda okazała się prawdziwa, ale przez to powstało jedno ważne pytanie. Krater po upadku meteorytu powstał miliony lat temu, więc aborygeni nie mogli bezpośrednio obserwować upadku meteorytu - po prostu wtedy nie istnieli.  Skąd więc w starożytnych legendach, starożytnych tubylców, istnieje tak dokładny opis upadku meteorytu, że na jego podstawie można było nawet ustalić dokładne miejsce upadku tego ogromnego obiektu? Pozostaje to nierozwiązaną zagadką.

 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: admin
Portret użytkownika admin

Redaktor naczelny i założyciel portalu zmianynaziemi.pl a także innemedium.pl oraz wielu innych. Specjalizuje się w tematyce naukowej ze szczególnym uwzględnieniem zagrożeń dla świata. Zwolennik libertarianizmu co często wprost wynika z jego felietonów na tematy bieżące. Admina można również czytać na Twitterze   @lecterro


Komentarze

Portret użytkownika angie

Wyjaśnienie może być bardzo

Wyjaśnienie może być bardzo proste, jeśli się weźmie pod uwagę elementy duchowości. Może po prostu, dawno temu wśród aborygenów było kilku jasnowidzów, szamanów lub mediów, którzy widzieli to zdarzenie w tzw. księdze Akaszy, i opowiedzieli ludowi, a  lud potem sobie już przekazywał.

Życie bezmyślne nie jest warte życia.

To jest strach, twój wróg, kiedyś najlepszy przyjaciel. Pokochaj go jak brata będzie Ci towarzyszył przez całe życie.

 

Portret użytkownika Ulvhedin

Ziemia jest o wiele młodsza,

Ziemia jest o wiele młodsza, tak myślisz patrząc na żonę?

Ziemia to magiczne miejsce nie ma wieku czy sześciu, jest wieczna. Energia która nas otacza taka piękna i ciepła nie ma wymiaru. Dech ziemi, myśli ziemi przekazywane poprzez przyrodę zostały zakłócone...

Życie bezmyślne nie jest warte życia.

To jest strach, twój wróg, kiedyś najlepszy przyjaciel. Pokochaj go jak brata będzie Ci towarzyszył przez całe życie.

 

Portret użytkownika Jurek ogórek

Dobrze powiedziane: naukofcy.

Dobrze powiedziane: naukofcy. Naciągane datowania, ukrywane artefakty... Jak to jest że w Wielkim są skamieniałe pnie drzew przenikające kilkadziesiąt metrów osadów? Te osady w-g ich bajek sedymentowały milionami lat. Drzewa nie miewają milionów lat, żeby dookoła pnia tyle osadów się mogło odłożyć. Martwe drzewa zaś się przewracają w ciągu kilku zaledwie lat, więc by ewentualnie skamieniały leżąc, a nie stojąc. Ergo osady powstały szybko, za życia drzewa, a nie w tysiącach/milionach lat. Osady z sedymentacji miałyby raczej postać wymieszanych niejednorodnych zlepieńców. A to pływ, strumień wody frakcjonuje i odkłada niesiony dynamicznie przez wodę materiał. No i sam fakt skamienienia tych drzew świadczy znów o obecności wody - we wodzie drzewo skamienieje w kilka lat - vide casus wulkanu św Heleny, gdzie kawał lasu obsunął się do jeziora/zatoki. Po kilko latach drzewa już nie pływały po wierzchu, tylko w pozycji pionowej pomału opadały na dno i kamieniały na stojąco - tak jak widać w Kanionie. To wszystko jest "trochę" młodsze. I my też. Obecne datacje z uporem maniaka są robione pod ewolucję. A samo datowanie C14 jest dobre ale tak do 2 tys lat wstecz. Sama obecność artefaktów pochodzenia ludzkiego na sporych głębokościach w kopalniach w różnych miejscach świata pokazuje, iż te struktury, przez które się przekopujemy powstały w czasach raczej już historycznych. Studniarze na Kaszubach wyciągają spod nanosów polodowcowych kamienie obrobione ludzką ręką - z głebokości 100-150m. Stalaktyty też rosną w pewnych miejscach dużo szybciej, a tam gdzie rosną pomału być może warunki się dynamicznie zmieniły i jest podejrzenie że mogły mieć wcześniej fazę dużo szybszego budowania. Tak jak o Grenlandii i Antarktydzie mówią, że jeden prążek w lodzie to jak słój w drzewie, przyrost z 1go roku. Hm... W czasie II w.św. przymusowo lądował jeden Amerykaniec na Grenlandii. Samolot tam został. Wrócili po niego po bodaj 40tu latach, mieli super dokładną pozycję i dokopali się, a raczej wytopili sztolnię. Chyba było ponad 50 m głębokości... samolot na dole rozmontowali, wyciągnęli z dziury, zmontowali i... odlecieli. A w sztolni było ok 4tys prążków w lodzie... czyli 4tys lat? Ależ skąd - samolot był z lat 40ch XXw! Każdy prążek to jeden... opad śniegu, zapisany w pamięci lodu. Tacy to naukofcy, których nie prawda interesuje, jej odkrywanie, rozumienie naszej rzeczywistości, a polowanie na granty. Granty zabiły dzisiejszą naukę...

Strony

Skomentuj