Naukowcy twierdzą, że lekiem na koronawirusa może być jad pszczeli

Kategorie: 

Źródło: pixabay.com

Naukowcy z Chin sugerują, że mogli znaleźć czynnik, który skutecznie chroni przed zachorowaniem na COVID-19. Ich zdaniem z 5115 pszczelarzy zbadanych w epicentrum koronawirusa w Chinach. czyli w Wuhan, żaden nie zachorował i nie miał objawów COVID-19. Zasugerowano tym samym, że pszczeli jad jakoś chroni ich przed tym patogenem.

To sensacyjne oświadczenie zostało opublikowane w czasopiśmie naukowym Toxicon, przez chińskiego lekarza dr Wei Yang. Jad pszczeli może być tak poszukiwanym lekiem i szczepionką na koronawirusa, który przemodelował cały znany nam świat.

 

Raport chińskich ekspertów był omawiany przez międzynarodowe kolegium, a apiterapeuci z całego świata potwierdzili podobne obserwacje. Według dr Wei Yanga dane uzyskane podczas badania są porównywalne z odkryciem szczepionki przeciw ospie. Aby jednak nieco potwierdzić te twierdzenie trzeba będzie przeprowadzić szereg badań, aby zrozumieć mechanizm zyskiwania tej ochrony.

 

Stosowanie jadu pszczół w leczeniu nie jest niczym nowym. Istnieje nawet coś takiego jak apiterapia, nie uznawana co prawda przez współczesną medycynę, ale chętnie stosowana przez pacjentów. Chodzi o produkty takie jak miód, propolis i właśnie jad pszczeli. Zdaniem większości medyków pszczele substancje mają znikomą zdolność terapeutyczną. Te opinie mogą być jednak niesprawiedliwe i powodowane chęcią nie powodowania konkurencji dla sztucznych farmaceutyków, uważanych powszechnie za jednyne skuteczne terapie.

 

Być może czas na odrzucenie teorii, że produkty pszczele nie pomagają. Autorzy wspomnianego badania, przeprowadzili wywiad z pięcioma apiterapistami w Wuhan i obserwowali 121 pacjentów ich klinik apiterapii. Ci pacjenci otrzymywali apiterapię od października 2019 r. Do grudnia 2019 r., A wszyscy z pięciu apiterapistów miało też nawyk samodzielnej apiterapii dla własnej opieki zdrowotnej i wykorzystywali jad pszczeli z żądeł pszczół miodnych w celu leczenia lub zapobiegania niektórym chorobom.

 

Według chińskiego badania, dwóch z pięciu apiterapistów, bez żadnych środków ochronnych było narażonych na zarażenie koronawirusem, ale żaden z nich ostatecznie nie został zainfekowany. Zaznaczono też, że żaden ze 121 pacjentów tych ludzi nie został zakażony SARS-CoV-2, a trzech z nich miało bliski kontakt z najbliższymi członkami rodziny, u których potwierdzono przypadki zakażenia SARS-CoV-2.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: admin
Portret użytkownika admin

Redaktor naczelny i założyciel portalu zmianynaziemi.pl a także innemedium.pl oraz wielu innych. Specjalizuje się w tematyce naukowej ze szczególnym uwzględnieniem zagrożeń dla świata. Zwolennik libertarianizmu co często wprost wynika z jego felietonów na tematy bieżące. Admina można również czytać na Twitterze   @lecterro

loading...


Komentarze

Portret użytkownika Nalepka

Trzeba pamiętać co powiedział

Trzeba pamiętać co powiedział o pszczołach Einstein. Kiedy ostatnia pszczoła padnie ludzkości zostanie cztery lata do głodu totalnego. Nie wiem czy spotkaliście się z informacjami co w Polsce  kretynów wyrabiają z pasieki... .

Portret użytkownika wacek

Co się stanie, jeśli zbadamy

Co się stanie, jeśli zbadamy nazwę COVID zgodnie z satanistycznym obyczajem i odczytamy ten wyraz wspak? Cóż, zgodnie z tą zasadą, COVID staje się wyrazem DIVOC, zapisanym po hebrajsku jako דיבוק, oznaczającym opętanie przez złego ducha (b i v reprezentowane są przez ten sam hebrajski charakter, Bet – ב).

Termin „dybuk”, profesor Yoram Bilu, socjo-antropolog z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie wyjaśnia w następujący sposób: „Słowo dybuk było używane w żydowskich kręgach mistycznych na określenie ducha zmarłej osoby (za życia grzesznika), który tymczasowo opanowywał człowieka. Opętanie przez dybuka uważane było zawsze za utrapienie lub chorobę, a on sam za intruza, który powinien zostać wypędzony. Egzorcystą stawał się ceniony rabin, który poddawał ducha różnym aktom (w ustalonej i stopniowej kolejności) o charakterze religijnym”.

Portret użytkownika Arya

Sprawa z trzmielem jest

Sprawa z trzmielem jest trochę inna. Wcześniej faktycznie myślano, że powierzchnia jego skrzydeł jest zbyt mała, by mógł latać. Wynikało to z tego, że uważano, że porusza on skrzydłami w taki sam sposób jak inne owady. Jednak trzmiel wykonuje swoimi skrzydłami inne ruchy niż pozostałe owady, co pozwala mu latać. To wyszło po wielu latach, gdy technologia pozwoliła na stwierdzenie faktycznego ruchu skrzydeł trzmiela. Ogólnie chodzi o to, że trzmiel nie wykorzystuje aerodynamiki, tylko brutalną siłę. 

Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku-z powrotem do Źródła.

Portret użytkownika Groot

Wymyślili sobie sami jakieś

Wymyślili sobie sami jakieś regułki, prawa i próbują do nich nagiąć fizykę. Jeśli coś się nie da nagiąć to wtedy mówią, że to "łamie" prawa fizyki lub przeczy prawom fizyki, które sami wymyślili. Tyle tylko, że fizyka kieruje się własnymi prawami, a nie tymi ktore wymyślili "naukowcy".

Strony

Skomentuj