Mur na granicy USA i Meksyku może mieć katastrofalne skutki dla mieszkańców Teksasu

Kategorie: 

Źródło: Pixabay

Marzenie Donalda Trumpa może poważnie zagrozić wielu mieszkańcom Teksasu. Mur na granicy Stanów Zjednoczonych z Meksykiem według naukowców może bowiem znacznie zwiększyć ryzyko występowania powodzi w miejscowościach, leżących nad rzeką Rio Grande.

Miejscowi specjaliści obawiają się, że mur może spotęgować siłę powodzi, nawiedzających miasteczka w Teksasie. Podczas obfitych opadów deszczu strumienie rzeki Rio Grande transportują wiele gruzu i innych śmieci. Mur może skutecznie uwięzić te odpady, blokując jednocześnie naturalną drogę odpływu dla wody, w ten sposób kierując ją z powrotem na ulice miast. 

 

Urzędnicy z Rio Grande City oraz sąsiednich społeczności dokładnie przeanalizowali podobne przypadki i doszli do jednoznacznego wniosku. W ciągu ostatnich 15 lat powodzie przybrały na sile niemal we wszystkich lokalizacjach, w których służby celne i ochrona granic budowały nowe stalowe ogrodzenia. Naukowcy są szczególnie zaniepokojeni skutkami żywiołu w Dolinie Rio Grande, jednym z najbardziej zróżnicowanych ekologicznie regionów wzdłuż całej granicy USA z Meksykiem.

 

Konsekwencje budowy muru mogą być tragiczne zarówno dla lokalnej gospodarki, jak i dla środowiska. Pierwsze plany powstania ogrodzenia sięgają już 2008 roku, jednak właśnie ze względu na ryzyko powodzi plany na wiele lat utknęły w martwym punkcie. Dopiero administracja Donalda Trumpa ożywiła projekt, powołując się na dużą liczbę osób nielegalnie przekraczających granice w tym regionie. Ekolodzy alarmują jednak, że budowa muru zaburzy różnorodność terenu i negatywnie wpłynie na żyzność gleby.

 

Zgodnie z traktatem z 1970 roku zawartym pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Meksykiem, oba kraje muszą zadbać o to, by wszystko, co zostało zbudowane wzdłuż rzeki Rio Grande, nie powodowało "blokowania" swobodnego przepływu wody. To, w jakim stopniu nowe ogrodzenie pogorszy sytuację powodziową w Teksasie, zależeć będzie głównie od jego dokładnej lokalizacji. Mapy projektu z 2018 r. sugerują, że mur przecinałby teren zalewowy.

Urzędnicy twierdzą, że zrobią wszystko, co w ich mocy, by zminimalizować wpływ ogrodzenia na środowisko naturalne, jednak krytycy zwracają uwagę, że problemy są nieuknione. Całkowite uniknięcie terenów zalewowych jest niemal niewykonalne, ponieważ w niektórych miejscach rozciągają się one aż do krawędzi miasta. Wniosek jest więc prosty – wzdłuż rzeki Rio Grande nie ma w pełni bezpiecznego miejsca na budowę muru. 

 

Lokalna społeczność stworzyła własną propozycję, którą przedstawiła urzędnikom. Plan Rio Grande City zakłada stworzenie ściany przeciwpowodziowej o wysokości od 7 do 10 metrów, wbudowanej w brzegi rzeki oraz wykorzystanie elektronicznego nadzoru zamiast instalacji ogrodzenia na pozostałej części granicy, w rejonie najbardziej zagrożonym przez żywioł. Innym pomysłem było również stworzenie szczeliny w ogrodzeniu, przez którą woda mogłaby przepływać.

 

Znalezienie kompromisu nie będzie łatwe. Oczekuje się, że przedstawiciele lokalnej społeczności i urzędnicy z Waszyngtonu spotkają się przynajmniej jeszcze raz w nadchodzących tygodniach, po przeprowadzeniu dalszych badań hydrologicznych. Nie jest jednak jasne, jaki wpływ (jeśli jakikolwiek) będą miały sugestie społeczności na ostateczny projekt administracji Trumpa. Urzędnicy jasno dali do zrozumienia, że biorą pod uwagę wpływ muru na sytuację w regionie, lecz absolutnym priorytetem jest dla nich powstrzymanie nielegalnej migracji. Należy się jednak poważnie zastanowić, czy warto walczyć z nieuczciwymi praktykami, wyrządzając tym samym krzywdę własnym obywatelom.

 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: ZychMan
Portret użytkownika ZychMan

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl od ponad 2 lat. Specjalista z zakresu Internetu i tematyki naukowej. Nie stroni również od bieżących tematów politycznych.



Komentarze

Portret użytkownika SurvivorMan

Murem to cały świat powinien

Murem to cały świat powinien solidarnie odgrodzić się od USraela i Izraela i wtedy oba te kraje szybciutko by spokorniały! A Polacy, skoro 13 października zdecydowali że pragną Polin, również się murek należy!
Zresztą jeśli chodzi o politykę zagraniczną to on i tak już jest... Nie mamy już na świecie żadnych przyjaciół... ŻADNYCH!

DBAJ O SWÓJ NÓŻ! Nigdy nie wiadomo kiedy uratuje Ci życie!

Portret użytkownika Kmieć

Dokładnie Kolego.

Dokładnie Kolego.
Nie dość, że Polacy jako Państwo nie mają żadnych przyjaciół, to oczywistym jest też, że żadnych sojuszników też nie.
Jedyną szansą dla Polaków (gdyby kiedyś zmądrzeli) byłyby normalne relacje z Rosją i Białorusią, ze Słowacją też. Czechów średnio wliczam, bo to już praktycznie Niemcy. 
Niestety parchaty okupant to przewidział, i skutecznie wybił z głów jakimkolwiek ościennym państwom (a nawet odległym jak Iran) pomysły o jakiejkolwiek pomocy Polsce.
Przecież na przykład taka akcja niszczenia Pomników poległych w Polsce Żołnierzy Armii Radzieckiej to nie było robione dla budowania polskiego patriotyzmu. (jakkolwiek chory jest taki pomysł).
To była akcja dla Rosjan, zwykłych ludzi w Federacji Rosyjskiej. Oni po czymś takim już nie przyjdą na ratunek Polakom, gdy ci będą rezani przez parchaciznę i usraelskie bandy stacjonujące w POLINezji. Nawet jeśli Polacy błagaliby na kolanach. Rosjanie mogą w takim przypadku słusznie powiedzieć: "I co? Uratujemy wam polskie dupy, a wy za jakiś czas znowu będziecie hańbić naszych ludzi i pluć na nasz kraj? Takiego wała! Polaczki!"

Polski już nie ma. A Polaków czeka jeszcze upuszczanie krwi na pewien bliskowschodni przysmak, zarabiany na cieście bez zakwasu. Bo przysmak ten bez krwi znienawidzonego i podbitego wroga nie jest cymes, jak powinien... A okupant nasz nikogo tak nie nienawidzi jak właśnie Polaków.

I pies z kulawą nogą na całym świecie nawet cicho nie zaskomli wtedy w obronie Polaków...

Skomentuj