Międzygwiezdne komety i asteroidy mogą rozsiewać życie z Ziemi po całej Drodze Mlecznej

Kategorie: 

Źródło: Dean Lee/San Francisco State University, Department of Physics & Astronomy

Od pewnego czasu, astronomowie zaczęli zwracać większą uwagę na obiekty kosmiczne, które przybywają do nas spoza Układu Słonecznego. Wraz z odkrywaniem kolejnych ciał niebieskich, pochodzących z dalekiego kosmosu, zwolennicy teorii panspermii zaczęli wskazywać, że międzygwiezdne ciała niebieskie mogą rozprzestrzeniać ziemskie życie nawet po całej Drodze Mlecznej.

 

Tradycyjna teoria panspermii zakłada, że zderzenie dużego ciała niebieskiego z planetą może spowodować wyrzut masy w przestrzeń kosmiczną, która znajdzie się poza polem grawitacyjnym planety, a nawet gwiazdy. Jednak wyrzucone w kosmos szczątki planety są dość małe, a obecne na nich mikroby są praktycznie pozbawione ochrony przed szkodliwym promieniowaniem kosmicznym. Co więcej, obiekt musiałby uderzyć w planetę z odpowiednio dużą prędkością, aby wyrzucona masa uciekła grawitacji ziemskiej i gwiezdnej.

 

Jednak Amir Siraj i Abraham Loeb, astronomowie z Uniwersytetu Harvarda, postanowili sprawdzić, czy możliwe jest rozprzestrzenienie drobnoustrojów, obecnych w ziemskiej atmosferze. Jak wynika z przeprowadzonych badań, mikroby mogą znajdować się nawet 77 km nad powierzchnią Ziemi.

 

Siraj i Loeb skupili się na międzygwiezdnych ciałach niebieskich, takich jak 1I/ʻOumuamua, czy odkryta niedawno kometa 2I/Borisov. Tego typu obiekty kosmiczne, gdyby zbliżyły się do Ziemi na odpowiednią odległość, mogłyby „pobrać” ziemskie mikroby i rozsiać je na innych planetach poza Układem Słonecznym.

Źródło: ESA/Hubble/NASA/ESO, M. Kornmesser

Naukowcy ocenili opór atmosfery ziemskiej na obiekcie międzygwiezdnym, a także efekt procy grawitacyjnej. Dzięki temu określono rozmiary i energię ciał niebieskich, które mogłyby eksportować mikroby z ziemskiej atmosfery na inne planety oraz układy planetarne. Następnie oszacowano, ile razy mogło dojść do „pobrania” ziemskich bakterii przez obiekty międzygwiezdne odkąd istnieje życie na Ziemi.

 

Badania wykazały, że na przestrzeni 4,54 miliarda lat, od 1 do 10 komet długookresowych oraz od 1 do 50 obiektów międzygwiezdnych mogło „pobrać” ziemskie bakterie z atmosfery. Co więcej, gdy uznano, że drobnoustroje mogą być obecne na wysokości ponad 100 km nad powierzchnią Ziemi, liczba takich zdarzeń wzrosła aż do 100 000.

 

W związku z powyższym, naukowcy zakładają, że życie może być obecne również w innych układach planetarnych poza Układem Słonecznym. Nie wykluczono również, że życie na Ziemi mogło zostać importowane miliardy lat temu w ten sam sposób.

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
Opublikował: John Moll
Portret użytkownika John Moll

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl niemal od samego początku jego istnienia. Specjalizuje się w wiadomościach naukowych oraz w problematyce Bliskiego Wschodu



Komentarze

Portret użytkownika Bula

To te komety muszą być bardzo

To te komety muszą być bardzo inteligentne skoro potrafią wejść w górne warstwy atmosfery planety, pobrać bakterie, wyjść z powrotem w przestrzeń kosmiczną, dowieźć je żywe do innego systemu gwiezdnego i tam powtarzając cały proces zasiać życie na innej planecie. Qrwa rly ?? Biggrin

Portret użytkownika jaceks77

" W związku z powyższym,

" W związku z powyższym, naukowcy zakładają, że życie może być obecne również w innych układach planetarnych poza Układem Słonecznym. Nie wykluczono również, że życie na Ziemi mogło zostać importowane miliardy lat temu w ten sam sposób." Więc w to należy uwierzyć a już w Niepokalane Poczęcie nie Smile Chyba bliżej mi do wersji z Panem Bogiem.  

Portret użytkownika Kmieć

Na "Niepokalane Poczęcie" to

Na "Niepokalane Poczęcie" to ja mam bardziej ludzkie wytłumaczenie:
Otóż niejaka żydowska mężatka Miriam (mężatka zawsze panienka-dziewica - dobre sobie...) poszła se pewnego razu za namiot na pustynię w celu defekacji, tam zdybał ją pijany (trzeźwy by się bżydził dotknąć) rzymski żołdak, wychędożył, i musiała się jakoś wyspowiadać swemu mężowi(!) (klechy niejakiego Josefa nazywają OBLUBIEŃCEM - synonim rogacza, hahaha). Wymyśliła cwaniara że ją duch śnięty, w trujcy jedyny jahve, in vitro wydupcył!

To już wolę wersję z kometami, niż taką porytą psychopatologię...

Edycja: pozmieniałem troszkę, żeby bardziej "literacko" było.

P.S. Jeśli macie jakiegoś kumpla rogacza, to możecie mu śmiało mówić: "Cześć oblubieńcze" - jak katolik, to jeszcze będzie się cieszył, debil... Biggrin

Skomentuj