Koronawirus a deglobalizacja

Kategorie: 

Źródło:

Kiedy czytam lub też słucham wypowiedzi różnego rodzaju teoretyków spisku, szukających w każdym podejrzanym wydarzeniu, pokroju pandemii "koronawirusa" spisku "globalistów" tudzież zwolenników "rządu światowego", zastanawiam się jak bardzo tego typu zapatrywania na naszą rzeczywistość, rozpowszechniane przez prosyjonistycznych szczekaczy Made in USA, pokroju Alexa Jonesa i innych tego rodzaju osobistości musiały naszym rodzimym krzewicielom teorii spiskowych przeorać szare komórki.

Na początek zastanówmy się czy globalny rząd światowy istnieje. Nie trzeba być wybitnym inteligentem, żeby dojść do wniosku że istnieje. Jest nim Organizacja Narodów Zjednoczonych. Czy jednak zanim powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych istniał globalny rząd światowy? Każdy kto zna historię wie że istniał. Była nim Liga Narodów, organizacja powołana przez Stany Zjednoczone, której to Stany Zjednoczone ... nie były członkiem. Bo przecież gdyby nim były miały by związane ręce, podobnie jak wiąże im ręce Organizacja Narodów Zjednoczonych, z której agend Amerykanie po kolei występują, aby móc dopomóc swojemu sojusznikowi znad Morza Martwego w trudnych dla niego czasach, tudzież w przypadku Światowej Organizacji Zdrowia, ponieważ według Imperatora z Białego Domu jest ona kontrolowana przez Chińską Republikę Ludową. Krótko mówiąc: Stany Zjednoczone nigdy nie były specjalnymi zwolennikami mitycznego "rządu światowego", a zwłaszcza w czasie kiedy to uzyskały status jedynego światowego supermocarstwa (na początku lat 90-tych) i mogły sobie wysyłać swoich żołdaków w każdy rejon świata, aby obalać nieprzychylny sobie tudzież swojemu sojusznikowi znad słonej kałuży, reżim. No właśnie, mogłyby gdyby nie krępująca ruchy amerykańskiego militaryzmu Organizacja Narodów Zjednoczonych, czyli nasz "rząd światowy".

Podejście całego spektrum amerykańskich polityków wobec ONZ i tego typu ponadnarodowych struktur jest negatywne. Neokonserwatysta Francis Fukuyama, który pracował dla topowych neokonserwatywnych think thanków oraz odgrywał kluczową rolę w sformułowaniu doktryny Reagana pisał w swojej książce pt. "Ameryka na rozdrożu. Demokracja, władza i dziedzictwo neokonserwatyzmu", że "sceptycyzm wobec prawa międzynarodowego i międzynarodowych instytucji do rozwiązywania poważnych problemów związanych z bezpieczeństwem" jest jedną z czterech najważniejszych myśli przewodnich neokonserwatyzmu.

George Soros z kolei w "Bańce Amerykańskiej Supremacji" pisze:

Dążeniem do utopii byłaby próba znalezienia rozwiązania, które zlikwidowałoby suwerenne państwa i zastąpiło je instytucjami międzynarodowymi.

W innym fragmencie Soros przyznaje, że:

Obecnie zasada suwerenności stoi na przeszkodzie ingerowaniu w wewnętrzne sprawy państw. Istniejące instytucje międzynarodowe nie spełniają zadania utrzymania pokoju, powstrzymywania konfliktów wewnętrznych i usuwania krnąbrnych dyktatorów.

I jeszcze jeden fragment:

Optując za metodą multilateralną, nie twierdzę, że Stany Zjednoczone powinny we wszystkich okolicznościach działać za pośrednictwem ONZ. Organizacja jest tak niedoskonała i tak niepodatna na wszelkie próby reform, iż czasami konieczne jest wyjście poza jej ramy. Uważam, że nasza interwencja w Kosowie bez upoważnienia ONZ była usprawiedliwiona; lepiej też byłoby, gdybyśmy w Bośni polegali raczej na siłach NATO a nie ONZ.

W innym fragmencie tej samej książki Soros usprawiedliwia a nawet pochwala operację militarną w Iraku (z wyjątkiem jej powojennych implikacji) a także twierdzi, że proponowana przez niego polityka niewiele różni się od polityki prowadzonej przez "rzeczników amerykańskiej supremacji" tj. neokonserwatystów.

Jeżeli więc uprościmy do maksimum amerykańską dwupartyjną scenę polityczną i przyjmiemy, że neokonserwatyści kontrolują Partię Republikańską (co jest zbliżone do prawdy) a Soros kontroluje Partię Demokratyczną (co jest jeszcze bardziej zbliżone do prawdy) dojdziemy do wniosku, że Stany Zjednoczone nie chcą, aby decyzje w kwestiach międzynarodowych podejmowały organizację ponadnarodowe. Krótko mówiąc: żadna z dwóch amerykańskich mafii politycznych nie chcę rządu światowego czyli nie chce pogłębiania globalizacji.

Oczywiście jest to duże uproszczenie, gdyż w miarę zaniku dominacji w USA białej ludności pochodzenia europejskiego nad nie-białymi mniejszościami, również te mniejszości zyskują wpływ na politykę i "rekrutują" spośród swoich "towarzyszy" członków amerykańskiego rządu i amerykańskiej administracji. A lojalność wobec amerykańskiego państwa i jego partykularnych interesów osób, które wywodzą się z mniejszości rasowych tudzież narodowych nie musi być taka oczywista jak w przypadku białych WASP, którzy dominowali w amerykańskiej polityce od początku istnienia Stanów Zjednoczonych aż do przejęcia kontroli albo ściślej rzecz biorąc do podziału wpływów w amerykańskiej polityce pomiędzy białych "euroamerykanów" a Żydów.

Tak więc jeżeli jest tak jak ustaliłem a mianowicie jeżeli obie amerykańskie partie nie chcą, aby jakaś ponadnarodowa instytucja dyktowała Stanom Zjednoczonym "warunki gry", które krępują ich imperialne poczynania, możemy dojść do wniosku, że istnienie scentralizowanego rządu światowego, wszystko jedno czy pod postacią Organizacji Narodów Zjednoczonych czy innego tworu, który miałby ją zastąpić byłoby niekorzystne dla amerykańskiej hegemonii a ściślej rzecz biorąc dla jej podtrzymywania.

Tak więc w dobie rywalizacji o światowy prymat USA są przede wszystkim zainteresowane osłabianiem znaczenia instytucji międzynarodowych, rozpowszechnianiem propagandy o rzekomym kontrolowaniu ich przez Chiny i co się z tym wiąże z występowaniem z ich struktur. Wszystko w jednym celu: w celu prowadzenia samodzielnej polityki, zmierzającej do zabezpieczenia interesów swojego najważniejszego sojusznika na Bliskim Wschodzie oraz podtrzymywania globalnej dominacji, której to globalizacja z całą pewnością nie służy.

Tak więc pandemia koronawirusa, która według doradcy Donalda Trumpa generała Roberta Spaldinga, jednego z autorów obecnie obowiązującej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA przyniesie w dłuższej perspektywie czasu korzyści Stanom Zjednoczonym a osłabi Chiny nie jest wstępem do żadnego globalnego komunizmu czy też utworzenia scentralizowanego rządu światowego, gdyż tego typu struktura powoływana jest zazwyczaj na zakończenie konfliktu zbrojnego, aby doprowadzić do podziału wpływów w Nowym Powojennym Porządku Światowym oraz utrzymywaniu względnego pokoju przez pewien okres czasu. Oczywiście historia pokazała, że pokój taki zazwyczaj nie trwa zbyt długo a apetyt krajów, które zakończyły konflikt zbrojny w obozie zwycięzców "rośnie w miarę jedzenia". Wystarczy spojrzeć na czas po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to okres pokoju pomiędzy dwoma mocarstwami i dwiema wrogimi sobie ideologiami, (które z przyczyn geopolitycznych musiały w czasie konfliktu zbrojnego ze sobą współpracować) trwał zaledwie 5 lat, do 1950 roku kiedy to wojska Korei Północnej, wspierane przez Związek Radziecki przekroczyły 38 równoleżnik i zaatakowały swojego południowego sąsiada.

Oczywiście można przyjąć tezę, że pandemia Koronawirusa jest ekwiwalentem wojny. W tym jednak wypadku należy się zastanowić jak jej zakończenie miałoby wpłynąć na pogodzenie interesów obecnie dwóch najpotężniejszych krajów a więc Chin oraz Stanów Zjednoczonych. Te interesy wydają się nie do pogodzenia. Tym bardziej, że retoryka stosowana przez administrację prezydenta USA zmierza raczej w kierunku konfrontacji (wystarczy posłuchać jakie tezy wygłaszał nasz ostatni gość z Ameryki, Mike Pompeo podczas wystąpienia w czeskim parlamencie). Pytanie tylko czy będzie to jedynie konfrontacja poprzez zastępcze dla działań militarnych środki takie jak wojna handlowa, wojna informacyjna, propaganda czy też wspomniana przeze mnie pandemia koronawirusa czy też środki te okażą się nie wystarczające dla jednej ze stron konfliktu (ja zakładam że to zdecydowanie Stany Zjednoczone chcą za pomocą środków niemilitarnych zniszczyć swojego wroga a niżeli Chiny) i w walkę o światową dominację zostaną zaangażowane środki militarne.

Jak się wydaję nikt w Pekinie ani w Waszyngtonie raczej nie będzie zainteresowany prowadzeniem bezpośredniego konfliktu, gdyż takowy, w przypadku błędnej decyzji tudzież złej oceny sytuacji może przekształcić się w konflikt w czasie którego zostanie użyta broń nuklearna. Także jeżeli Stany Zjednoczone dojdą do wniosku, że nie uda im się utrzymać światowej hegemonii poprzez środki nie militarne, w tym osłabianie wiarygodności Chin i niszczenie ich wizerunku, poprzez oskarżanie ich o zaatakowanie "zachodu" koronawirusem, co administracja Trumpa już oficjalnie czyni, będą musiały wywołać konflikt militarny gdzieś na obrzeżu chińskich wpływów, gdzie destabilizacja przyniesienie ich konkurentowi największe szkody. Idealnym miejscem wydaje się Iran, gdyż poprzez zawarcie przez ten kraj umowy handlowej z Chinami o wartości kilkuset miliardów dolarów, Chińczycy mogą sobie na długie lata zagwarantować dostęp do taniej ropy naftowej, którą to Iran będzie zmuszony sprzedawać, chcąc wydostać się z gospodarczego dołka, w którego wepchnęła go jastrzębia polityka administracji Trumpa, który to realizuje politykę maksymalnej presji na władze w Teheranie, aby utrudnić im kontynuowanie prac nad wyprodukowaniem broni nuklearnej, która poważnie zagrażała by izraelskiej hegemonii nuklearnej na Bliskim Wschodzie.

Tak więc wygrana Trumpa w jesiennych wyborach może z całą pewnością przynieść kolejne próby podkopywania chińskich dążeń do uzyskania statusu pierwszego, globalnego mocarstwa, tym bardziej że jego doradcy (w tej chwili już byli doradcy) tacy jak wspomniany wcześniej przeze mnie Robert Spalding oficjalnie przyznają, że Stanom Zjednoczonym do "pokonania Chin" pozostały jakieś 2-3 lata (a mówił tak w 2019 roku). Oczywiście konflikt z Iranem, jeżeli do tak owego dojdzie może mieć charakter "proxy war", gdyż Stany Zjednoczone nie są w stanie prowadzić 2 wojen na dużą skalę jednocześnie, a warto zauważyć, że Ameryka od czasów Obamy koncentruje się raczej na zachodnim Pacyfiku, natomiast w kwestii Bliskiego Wschodu stara się uzbrajać i dostarczać pomoc finansową przychylnym sobie reżimom islamskim oraz szkolić i finansować armie zastępcze, takie jak różnej maści organizacji paraterrorystyczne, które próbowały obalić władzę Baszszara Al-Asada w Syrii.

Oczywiście nie można nie wspomnieć o europejskim teatrze wojennym. Jednak według mnie działania USA w tym rejonie w ciągu ostatnich lat koncentrowały się głównie na destabilizacji europejskich struktur politycznych poprzez obalanie arabskich reżimów u wybrzeży Morza Śródziemnego, czego konsekwencją były fale imigrantów docierające do Europy i destabilizujące jej struktury państwowe i społeczne, które w konsekwencji doprowadziły do osłabienia poparcia dla projektu europejskiego oraz wzrostu poparcia dla prawicowych i antyunijnych sił politycznych, co z całą pewnością było korzystne dla Stanów Zjednoczonych. Pandemia koronawirusa również doprowadziła do korzystnych dla USA zjawisk w europejskiej polityce takich jak osłabienie niemieckiej gospodarki, zniszczenie ogólnego wizerunku Chin wśród europejczyków oraz dalszy wzrost poparcia dla opuszczenia struktur unijnych w takich krajach jak np. Włochy.

Oczywiście jeżeli przyjrzymy się Europie, możemy dojść do wniosku, że każdy z ostatnich poważnych kryzysów czy to ekonomiczny, czy imigracyjny czy też "koronawirusowy" jakoś najmniej uderza w Polskę. Można oczywiście dogłębnie analizować tego przyczyny, jeżeli jednak spojrzymy powierzchownie na nasz kontynent i zapytamy siebie samych: który region jest dla Amerykanów w Europie najważniejszy z punktu widzenia ich geostrategii, możemy z całą pewnością wskazać na Europę Środkową i Wschodnią. I z tego też powodu jego destabilizacja na skalę, którą mamy okazję dostrzec w Europie Południowej czy też Zachodniej z pewnością nie byłaby na rękę światowemu hegemonowi. Oczywiście nie należy przesadzać z zainteresowaniem naszą pomyślnością ze strony Imperium Amerykańskiego. Ma ono wymiar czysto instrumentalny.

George Friedman, założyciel agencji Stratfor w jednym z wywiadów przy okazji omawiania tez zawartych w swojej książce pt. "Następne 100 lat" mówił, że Polska stanie się regionalnym mocarstwem, gdyż tego będą chciały Stany Zjednoczone. Kiedy jednak Polska wejdzie w konflikt hegemoniczny na obszarze Europy Środkowej i Południowej z Turcją, USA staną po stronie Turcji, gdyż tego będzie wymagać utrzymywanie równowagi sił na danym obszarze geograficznym. Krótko mówiąc USA z pewnością będą zainteresowane tym, aby Polska najmniej "obrywała" przy okazji różnych światowych turbulencji, jednak należy się liczyć z tym, że Ameryka będzie jednocześnie pilnować abyśmy po pierwsze nie stali się samodzielni w kreowaniu naszej polityki, czemu służyć ma okupacja militarna naszego kraju a po drugie: potęga gospodarcza Polski ma być kształtowana przez amerykański kapitał (Robert Spalding, doradca Trumpa twierdzi, że amerykański biznes musi przenosić produkcję z Chin do krajów demokratycznych, aby osłabiać potencjał ekonomiczny Chin i wymóc na nich pełne otwarcie na świat, tj. polityczną demokratyzację oraz możliwość pełnej eksploatacji ekonomicznej Chin przez zachodni, głównie amerykański kapitał).

Krótko mówiąc: Polska ma stać się powojennymi Niemcami, z jedną, zasadniczą różnicą, mianowicie o ile Niemcy jako kraj musiały zostać zremilitaryzowane, aby odeprzeć ewentualny atak Związku Radzieckiego natomiast jako społeczeństwo musiały zostać "zdemilitaryzowane" i "zdemokratyzowane" (czyli zdenazyfikowane) o tyle polskie społeczeństwo musi zostać "zmilitaryzowane" (aby Amerykanie pokazywali Rosjanom, że Polacy są gotowi rzucić się na ruskie czołgi nawet z dzidami albo widłami) i wytresowane (aby posłusznie pracowało na rzecz amerykańskiego kapitału) o tyle jednak Polska jako państwo wcale nie zostanie aż tak zmilitaryzowana jak powojenne Niemcy, gdyż Rosja nie jest już ideologicznym wrogiem (więc w połączeniu z brakiem roszczeń terytorialnych nie istnieje żaden logiczny powód dla którego miałaby zaatakować Polskę) a skromna amerykańska obecność jest jedynie swego rodzaju "wyznacznikiem" granicy wpływów, której Rosjanie przekroczyć nie mogą. Poza tym zbytnia militaryzacja Polski mogłaby w połączeniu z usamodzielnieniem się Polski sprawić Amerykanom więcej kłopotów niż korzyści, gdyż w przypadku zdjęcia z Polski "parasola ochronnego" przez USA nasze elity, indoktrynowane latami rusofobią mogłyby jeszcze podjąć się niebezpiecznych dla światowego porządku kroków, a biorąc pod uwagę że Rosja musi Amerykanom równoważyć wpływy w Euroazji i zabezpieczać swoją granicę przed inwazją "żółtych ludzików", żadne polsko-rosyjskie militarne przepychanki z pewnością USA nie są potrzebne.

Neokonserwatysta Francis Fukuyama na przełomie lat 80-tych i 90-tych uknuł teorię o końcu historii. Samuel Huntington z kolei stwierdził, że koniec Zimnej Wojny nie doprowadzi do "końca historii" a stanie się początkiem nowej rywalizacji, tym razem na polu walki politycznej, militarnej, kulturowej, propagandowej staną cywilizacje. Gdyby pandemia koronawirusa miała oznaczać utworzenie światowego rządu, musiałoby to oznaczać koniec z rywalizacją cywilizacji i upowszechnienie jednego systemu politycznego, narzuconego przez scentralizowaną władzę, Historia jednak pokazuje, że rywalizacja wydaje się wpisana w nasz kod genetyczny, a poza tym wciąż bardzo dużą rolę na świecie ogrywają tajne struktury, które tą rywalizacją są zainteresowane.

Dwight Eisenhower kiedy opuszczał Biały Dom ostrzegał przed uzyskaniem zbyt dużych wpływów przez kompleks militarno-przemysłowy, który był żywotnie zainteresowany stanem permanentnej destabilizacji oraz marginalizacją znaczenia instytucji międzynarodowych. Jednak wtedy tenże kompleks miał w Stanach Zjednoczonych silną opozycję wobec swoich działań. Tą opozycją byli żydowscy intelektualiści, którzy stali w awangardzie ruchów antywojennych. Sytuacja polityczna państwa Izrael sprawiła, że Ci żydowscy intelektualiści, którzy w latach 60-tych organizowali płomienne antywojenne wiece, 10 lat później stali się awangardą ruchu, który wspierał amerykański militaryzm i stał na straży wysiłku mającego na celu podtrzymywanie zimnowojennej konfrontacji ze Związkiem Radzieckim.

Przez 40 lat sytuacja ta nie uległa zmianie: intelektualiści żydowscy połączyli siły z amerykańskim kompleksem militarno-przemysłowym i od czasów zwycięstwa nad sowieckim komunizmem budują Nowy Porządek Świata. Ten Nowy Porządek Świata nie jest porządkiem, w którym centralna władza, rząd światowy narzuca wszystkim krajom jeden system polityczny, prawny czy też jedną ideologię. Ten Nowy Porządek Świata jest próbą zdominowania przez jeden kraj a właściwie przez jeden kraj w imieniu drugiego kraju całej reszty świata, odrzucając przy tym system prawa międzynarodowego (który jest ekwiwalentem rządu światowego) i na trupach milionów ludzi postarać się zbudować hegemoniczny porządek światowy, w którym jeden kraj znajduje się poza jakąkolwiek kontrolą jakichkolwiek międzynarodowych instytucji, które hamują jego zapędy imperialne i próby narzucania innym narodom jego dominacji.

Pandemia koronawirusa jak do tej pory idealnie wpisuje się w globalną strategię Nowego Porządku Świata. Główny konkurent światowego hegemona jest każdego dnia obrzucany błotem za "zainfekowanie" świata śmiercionośna zarazą, europejskie struktury polityczne i ekonomiczne, uosabiane w postaci Unii Europejskiej, konkurencyjnej wobec USA oraz sprzymierzające się z Chinami są w stanie permanentnej destabilizacji, u największego wroga "imperialnego buldoga" oraz jego "ogona" który nim merda w pożądaną dla siebie stronę, 1/3 społeczeństwa została zarażona wirusem COVID-19 natomiast cały świat zachodni, który to ma zostać zdestabilizowany i wciągnięty w stan ekonomicznego upadku a następnie obudowany w ramach nowego Planu Marshalla jest "tresowany". Ta tresura odnosi różne skutki, ale podgrzewanie atmosfery strachu przez media musi przynieść pożądane skutki. Jakie to mają być skutki?

Jeżeli przyjrzymy się modelowi chińskiemu, dostrzeżemy, że sukces gospodarczy Chińskiej Republiki Ludowej wynika z pracowitości chińskiego narodu, z tego, że Chińczycy są oszczędni itp. Jednak podstawą jest tresura. Gdyby Chiny poszły w 1989 roku drogą, która chcieli im wyznaczyć płatni agenci zachodu, którzy wszczynali protesty na placu Niebiańskiego Spokoju, Chiny byłyby dzisiaj tym czym chce żeby zostały doradca Trumpa, gen. Spalding - demokratycznym krajem eksploatowanym przez zachodni kapitał. O ile Chińczycy faktycznie są eksploatowani przez zachodni kapitał, o tyle niedemokratyczny reżim może tą eksploatację w pełni kontrolować, zmuszając zachodnie koncerny np. do inwestowania zysków na terenie Chin, nad czym bardzo ubolewają rzecznicy amerykańskiego imperium, którzy chcieliby żeby z Chin tak jak z bananowych republik Ameryki Środkowej miliardy dolarów można byłoby wywozić w walizkach. Tak jednak się nie dzieje. Gospodarczy liberalizm (oczywiście pod kontrolą partii komunistycznej) oraz polityczny autorytaryzm doprowadziły ten kraj do niespotykanego wcześniej w historii przeskoku cywilizacyjnego i rozwoju gospodarczego.

Aby jednak podtrzymać swój "gospodarczy cud" Chińczycy cały czas muszą podtrzymywać reżim polityczny oraz wprowadzać coraz to dalej idące mechanizmy kontroli społecznej. Aby zachód mógł rywalizować z Chinami potrzeba tą samą tresurę społeczeństwa i ten sam reżim permanentnej kontroli przenieść do zachodniego systemu demokratycznego. Koronawirus jest w mojej opinii tego rodzaju mechanizmem - mechanizmem tresowania społeczeństwa. Od tej pory, Europejczycy oraz Amerykanie, mając w podświadomości utrzymywany strach przed chorobą, będą lepiej się odżywiać, częściej się badać, prowadzić zdrowszy tryb życia. Wszystko to spowoduje ich wyższą wydajność w miejscu pracy a przede wszystkim odbuduje zniszczony przed rewolucję kulturową etos pracy. Wszystko to nie byłoby możliwe w systemie demokracji liberalnej, która z gruntu rzeczy musi prędzej czy później doprowadzić do upadku gospodarczego. Ten upadek jest co prawda opóźniany w czasie przez import taniej siły roboczej, ale ileż można pudrować tego trupa.

Amerykańskie elity doszły do wniosku, że po pierwsze bez Europy ani rusz. Po drugie imigranci z Trzeciego Świata nie zastąpią wykwalifikowanej siły roboczej. A chcąc podążać za strategami amerykańskiego "bezpieczeństwa narodowego", którzy biznesmenów inwestujących w Chinach nazywają "kolaborantami" trzeba te amerykańskie inwestycje przenosić do Europy. Jeżeli jednak spojrzymy na to jak zdemoralizowane i pozbawione etosu pracy są europejskie społeczeństwa, dojdziemy do wniosku, że tylko reżim wojskowy może ustawić je do pionu. Aby jednak nie wynosić do władzy nowych skur****nów Somozów czy innych Pinochetów i podtrzymywać wśród Europejczyków i Amerykanów złudzenie istnienia systemu demokratycznego, potrzeba ustawić do pionu Europejczyków propagandą strachu i rychłej śmierci, jeżeli tylko nie będą chętni poddać się dyscyplinie w rodzaju tej, której poddawane są chińskie trybiki w chińskiej machinie permanentnej kontroli.

Ocena: 

3
Średnio: 2.3 (3 votes)
Opublikował: Adolf Rotshild
Portret użytkownika Adolf Rotshild

Komentarze

Portret użytkownika Wojna INFO

1. UEFI

1. UEFI

2. 5G

3. COVID-19

Cały świat był przeciwny i nagle cały świat albo wprowadza albo walczy (COVID-19) z tymi pomysłami. CAŁY niezależnie od ustroju jaki panuje w danym kraju! Jeżeli taka jednomyślność w szkodzeniu ludziom nie jest namacalnym dowodem na NPŚ to ja już nie wiem co nim mogło by być.

PS. Jak ktoś się próbuje stawiać (Łukaszenka) to nagle ma niepokoje, rewolucje lub katastrofy lotnicze.

Portret użytkownika marko5

ale bzdury...dam Ci przyklad

ale bzdury...dam Ci przyklad ..w dużej firnie jest 3 akcjonariuszy dużych i 10000 malych.Ci duzi mają 40% akcji.Jeśli zechcą podjąć jakąś bardzo ważną decyzję to jak myślisz Adolfie z kim będą  rozmawiali ??Tak samo jest z majątkiem na świecie - nieprawdaż ??

Portret użytkownika ARTUR

Wystarczy jednak aby ktoś

Wystarczy jednak aby ktoś krzyknął ; Firma upada i już po firmie . Taki stan mamy obecnie na świecie , ktoś krzyknął a inny chciał jedynie zarobić i pełzający kryzys gospodarczy zamienił się w katastrofę przy pomocy 7 miliardów ludzi .

Portret użytkownika ARTUR

Obecna sytuacja na świecie

Obecna sytuacja na świecie jest prosta , 3 potęgi militarne chcą teoretycznie rządzić światem co im się udaje lecz muszą urządzić nowy porządek aby nie wchodzić sobie w drogę ale współpracować . Niestety , taka sytuacja jak wiemy z historii jest nie do utrzymania gdyż zawsze będzie sojusz 2 przeciw 1 .

Portret użytkownika WOJATTI

Niestety ale rząd światowy

Niestety ale rząd światowy istnieje i nie jest oficjalny jak nam tutaj pisze autor. Aby go dostrzec trzeba być umysłem wiedzą i swiadomosci ponad system.  Dlatego nas jest tylko garstka która jest Elita tej ziemi. 

A reszta tylko się śmieje z teoria spiskowych po świetnym praniu mózgu A niech się śmieje dalej tylko to im zostało.

A teraz Kaganiec Włóż i do  pana.

Pozdrawiam  tych co wiedzą.

Portret użytkownika WOJATTI

Niestety ale rząd światowy

Niestety ale rząd światowy istnieje i nie jest oficjalny jak nam tutaj pisze autor. Aby go dostrzec trzeba być umysłem wiedzą i swiadomosci ponad system.  Dlatego nas jest tylko garstka która jest Elita tej ziemi. 

A reszta tylko się śmieje z teoria spiskowych po świetnym praniu mózgu A niech się śmieje dalej tylko to im zostało.

A teraz Kaganiec Włóż i do  pana.

Pozdrawiam  tych co wiedzą.

Portret użytkownika euklides

Myślę, że przekombinowałeś z

Myślę, że przekombinowałeś z tą analizą i przeceniasz możliwości USA, które samo jest targane wewnętrznymi konfliktami. Gdyby chcieli zrobić z Polski mocarstwo to musiliby wymienić polinowskich samozwańców na coś lepszego. Może konfederacja, ale na pewno nie żałosny, żydobolszewicki pis...

Strony

Skomentuj