Korea Południowa naprawi stosunki z Koreą Północną

Kategorie: 

Źródło: Kadr z YouTube/Arirang News

Spełniły się oczekiwania analityków. Po podliczeniu wszystkich głosów okazało się, że liberalny polityk Moon Jae-in z Partii Demokratycznej osiągnął zdecydowane zwycięstwo. Kim Dzong Un może otwierać szampana.

 

Minionej nocy czasu polskiego Krajowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że Moon Jae-in zdobył niewiele ponad 41% poparcia i zostawił swoich konkurentów daleko za sobą - Hong Jun-pyo i Ahn Cheol-soo otrzymali odpowiednio 24,03% i 21,41% głosów. Wydawało się, że jego zwycięstwo jest nieuchronne. Nie pomogło nawet gdy jego przeciwnicy zarzucali mu uległość i chęć pojednania się z Kim Dzong Unem. Frekwencja wyniosła około 75%.

Praktycznie nikt nie ma już wątpliwości, że Korea Południowa zmieni teraz swoje podejście wobec potężnego sąsiada z północy. Co prawda Moon Jae-in nie ma zamiaru odwrócić się od Stanów Zjednoczonych ale będzie domagał się ponownego rozpatrzenia dostawy amerykańskiego systemu antybalistycznego THAAD, który zainstalowano niedaleko Seulu. Nowy prezydent opowiadał się za dążeniem do samodzielnej polityki na Półwyspie Koreańskim, bardziej niezależnej od decyzji USA.

Z kolei władze Korei Północnej mogą już świętować. Tamtejsza gazeta Rodong Sinmun (Gazeta Pracy) tuż przed południowokoreańskimi wyborami prezydenckimi zaznaczała, że przez ostatnie 10 lat konserwatyści doprowadzili relacje międzykoreańskie do ruiny a jeśli "grupa zdrajców" znów dojdzie do władzy to wszystkich czekają kolejne "tragiczne dni". Zwycięstwo Moon Jae-ina zwiększa szansę na deeskalację napięcia na Półwyspie Koreańskim.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (2 votes)
Opublikował: John Moll
Portret użytkownika John Moll

Redaktor współpracujący z portalem zmianynaziemi.pl niemal od samego początku jego istnienia. Specjalizuje się w wiadomościach naukowych oraz w problematyce Bliskiego Wschodu



Komentarze

Portret użytkownika n..

To bardzo dobra wiadomość z

To bardzo dobra wiadomość z tego zakątka świata, tak trzymać! Teraz jeszcze jakieś mądre działania, po jednej i po drugiej stronie, i niech sobie wszyscy żyją w pokoju!

A ja pamiętam inne, bardzo pozytywne wiadomości z Korei, z przed wielu lat, gdy ponad 1300 miejscowych dziennikarzy i ponad 400 korespondentów zagranicznych   przyglądało się spotkaniu rodzin z Korei Północnej i Korei Południowej, osób bardzo bliskich, które nie widziały się przez jakieś 50 lat!
Dnia 15 sierpnia 2000 roku na płycie Międzynarodowego Portu Lotniczego Kimpo w Korei Południowej wylądował samolot z flagą Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Na pokładzie znajdowali się mieszkańcy tego państwa, którzy za pośrednictwem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża uzyskali potwierdzenie, że na południu żyją jeszcze członkowie ich rodzin. Następnie ten sam samolot zabrał 100 obywateli południowokoreańskich i poleciał na północ, gdzie doszło do podobnego spotkania. Wyobraźcie sobie, że od przeszło 50 lat nie widzieli się z bratem, siostrą, matką, ojcem, dzieckiem albo współmałżonkiem! Sporo osób biorących udział w tym spotkaniu zbliżało się do siedemdziesiątki lub osiemdziesiątki, a ostatni raz widzieli swych krewnych, gdy byli nastolatkami!
Tak jak zaplanowano, odwiedziny trwały zaledwie cztery dni i trzy noce, po czym wszyscy musieli wrócić do swych krajów. Nic więc dziwnego, że wielu krewnych rozmawiało niemal bez przerwy! Ze względu na ryzyko doznania przez nich wstrząsu lub szoku postawiono w stan pogotowia lekarzy, pielęgniarki i karetki. Zgodnie z przewidywaniami trzeba było skorzystać z ich pomocy.
Spotkanie umożliwiono tylko bardzo małej części wszystkich rozdzielonych rodzin. Jak szacowano, odłączonych od bliskich było 690 000 ludzi po sześćdziesiątce i 260 000 po siedemdziesiątce. Tymczasem spomiędzy 76 000 mieszkańców Korei Południowej, którzy odpowiadali ustalonym kryteriom i zgłosili chęć odwiedzenia krewnych z północy, wybrano jedynie 100 osób.

Znalazł się wśród nich 82-letni (wtedy) Jang Dzin Jul. Za pośrednictwem Czerwonego Krzyża otrzymał wiadomość, że Jang Won Jul, jego 70-letni brat z północy, szuka krewnych na południu. W roku 1950 młodszy z braci studiował w Seulu i przepadł po wybuchu wojny koreańskiej. Od tamtej pory słuch o nim zaginął. Po 50 latach rozłąki doszło do spotkania obu braci, a także ich dwóch sióstr!

Li Pok Jon, który miał 73 lata, zobaczył się ze swoją 70-letnią żoną i dwoma synami. Po raz ostatni widzieli się, gdy jeden z synów miał zaledwie dwa, a drugi pięć lat. Pewnego dnia podczas wojny Li Pok Jon wyszedł z domu, mówiąc, że idzie kupić rower. Od tamtego czasu nie dawał znaku życia. W trakcie emocjonującego spotkania jego żona, teraz dotknięta porażeniem i cukrzycą, zadała mu pytanie, które nurtowało ją od kilkudziesięciu lat: Dlaczego tak długo kupował ten rower?

W roku 1950 Li Czong Pil jako gimnazjalista, stracił kontakt z rodziną i został zarejestrowany jako osoba zaginiona. Teraz zobaczył swoją 99-letnią matkę Czo Won Ho (sam mając wtedy 69 lat) oraz dwóch braci i dwie siostry z południa. Niestety, sędziwa matka go nie rozpoznała.

Takich wzruszających spotkań odbyło się wiele. Transmitowało je na żywo kilka krajowych i zagranicznych stacji telewizyjnych. Widzowie byli poruszeni do łez! Niejeden zastanawiał się, czy ta inicjatywa będzie kontynuowana. Tak czy inaczej, odwiedziny szybko dobiegły końca, a pożegnanie było niemal równie bolesne jak pierwsze rozstanie. Krewni nie wiedzieli, kiedy i czy w ogóle dojdzie do ponownego spotkania.

Dnia 15 sierpnia 1945 roku Korea zrzuciła jarzmo 36-letnich japońskich rządów kolonialnych. Wkrótce jednak ze względu na ówczesną sytuację polityczną kraj ten podzielono. Kiedy Japończycy zostali usunięci z Półwyspu Koreańskiego, Amerykanie przejęli kontrolę nad obszarem położonym na południe od 38 równoleżnika, a Rosjanie nad obszarem położonym na północ. Wojna, która niedługo potem wybuchła, nie przyniosła rozwiązania. W Korei zapanowała dwuwładza. Począwszy od roku 1945 i potem w okresie wojny koreańskiej rozdzielono tysiące rodzin. Gdy w roku 1953 wojna wreszcie się skończyła, kraj podzieliła zaminowana strefa zdemilitaryzowana.

Przez kilkadziesiąt lat właściwie nie było oznak pojednania. Jednakże 13 czerwca 2000 roku na lotnisku Sunan wylądował samolot z prezydentem Korei Południowej Kim De Dzungiem. Na płycie lotniska przywitał go północnokoreański przywódca Kim Dzong Il. Nieoczekiwanie błysnął promyk nadziei. Ci dwaj przywódcy nigdy wcześniej się nie spotkali, teraz jednak zachowywali się jak bracia, którzy zobaczyli się po długiej rozłące. Podczas trzydniowego szczytu zobowiązali się pracować na rzecz pojednania i zakończenia trwającej od pół wieku wrogości. Do pierwszych rezultatów szczytu należało spotkanie członków rozdzielonych rodzin. Jednak niestety, później te relacje znów oziębły, a ostatnio słyszeliśmy tylko same niepokojące wieści.

Czas pokaże, czy te obecne wybory rzeczywiście zwiastują nowy początek lepszego jutra.
Ale i tak nie ulega wątpliwości, że ludzkość potrzebuje ogólnoświatowych rządów Królestwa Bożego (Mateusza 6:9, 10). Rozgłaszanie pokrzepiającego orędzia o tym Królestwie Świadkowie Jehowy rozpoczęli na Dalekim Wschodzie już w roku 1912. Dotarło ono do wielu mieszkańców północnej części Półwyspu Koreańskiego i niejeden je przyjął. Ale podczas okupacji japońskiej dziesiątki takich osób trafiły do więzienia za odmowę wzięcia udziału w wojnie.

Po zakończeniu II wojny światowej ci chrześcijanie — Świadkowie Jehowy — zostali uwolnieni i zaczęli się razem spotykać. Większość z nich wyjechała na południe, gdzie cieszyli się wolnością wyznania. W czerwcu 1949 roku w Seulu powstał pierwszy zbór, a obecnie Świadkowie Jehowy są w Korei Południowej prężną organizacją, liczącą ponad 100 tys. aktywnych członków. Tysiące z nich do dziś żyje w rozłące ze swymi krewnymi z północy.

Być może wypadki tak się potoczą, że wszystkim rozdzielonym rodzinom koreańskim uda się połączyć. A co ważniejsze, koniec tej separacji może oznaczać, iż miliony mieszkańców Korei Północnej wreszcie będzie miało sposobność usłyszeć orędzie biblijne! Tylko co wtedy z Un-bogiem?
Teraz pewnie "trolle" nacisną "minusy", ale kto z Was normalnych ma dobre serce, to niech sobie odpowie, czy nie lepiej tak bardzo się szanować, jak my ŚJ to robimy?
Nawet martwimy się o pomyślność i szczęście innego, zupełnie obcego człowieka (lecz jednak "brata"), nawet gdzieś na drugim końcu świata! Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich braci!

Portret użytkownika n..

Medium, cierpisz na

Medium, cierpisz na bezsenność czy już całą dobę musisz "pracować"?
Pozdrawiam zwłaszcza serdecznie moich kochanych braci w Rosji, tych niby "ekstremistów", a przecież ludzi najbardziej pokojowo usposobionych na Ziemi!
 Ludzi prześladowanych jedynie za swoją miłość braterską, czytanie Psalmów, Ewangelii i głoszenie dobrej nowiny o Królestwie Bożym!

Każdy tyran na świecie nienawidzi ludzi pokojowo usposobionych, którzy zdecydowanie odmawiają służby wojskowej, gdyż nie chcą uczyć się zabijania innych ludzi z zimną krwią, by niby " bronić ojczyzny", a w rzeczywisrości bronić interesów władcy uważającego się za boga!
 Gdy jakiś tyran słyszy, że to Jezus Chrystus przejmie w przyszłości władzę nad całą Ziemią, to się wścieka i dostaje szefskiej furii!
Religia fałszywa rzeczywiście jest bardzo fałszywa, bo zawsze kłamie jak jej "ojciec kłamstwa" diabeł, więc usłużnie podlizuje się tyranowi, zawsze przytakuje i poklepuje po plecach, a kropidłem chętnie macha nad żołnierzami i składami amunicji!
Dlatego tyrani okrutnie nas nienawidzą i prześladują, podobnie jak to czynił Hitler i Stalin! Jednak każdy tyran ostatecznie umiera, bo jest też tylko zwykłym śmiertelnikiem, a chociaż miałby za swojego życia nawet "władzę absolutną", to nie ma żadnej władzy nad śmiercią!

 Nasz wspaniały Bóg Jehowa, któremu lojalnie służymy ma taką władzę! On dał też taką władzę swojemu Synowi, Jezusowi, który powiedział: "kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony"!
 Pomyśl o tej obietnicy Medium, i odpowiedz sobie samej (gdyż na Ziemi stoisz przed obliczem Boga żywego), komu lepiej służyć?
Czy naprawdę nie chcesz żyć jako młoda i zdrowa osoba, by widzieć swoich ukochanych najbliższych i słońce? Czy dla Boga jest coś niemożliwego?

Skomentuj