Klimatolodzy twierdzą, że "Ziemia ostrzega ludzkość przed katastrofą"

Kategorie: 

Źródło: pixabay.com

Naukowcy na całym świecie są zrozumiale zaniepokojeni tym, co dzieje się obecnie na świecie. Coraz częstsze wybuchy wulkanów, tajfuny czy trzęsienia ziemi są przez niektórych traktowane jako „ostatnie ostrzeżenie Ziemi” o zbliżającej się katastrofie klimatycznej. Rozwiązaniem tego problemu, ma być geoinżynieria i blokowania promieni słonecznych. Czy jest to jednak rozsądny pomysł?

Rok 2020 rozpoczął się niszczycielskimi pożarami w całej Australii, a zakończył równie wielkimi katastrofami. Atlantyk nawiedziły rekordowe burze tropikalne, Kalifornię ogarnęły ogromne pożary, Afryka cierpi z powodu suszy, a Azja cierpi z powodu powodzi. Każdy kontynent jest atakowany przez siły natury.

 

Naukowcy wiążą nasilenie tych zjawisk ze zmianami klimatycznymi, wierząc, że natura przesyła nam dość jasne ostrzeżenie. Inger Andersen, dyrektor Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska, uważa że „natura wysyła nam sygnał”. Co jednak stanie się z nami jeśli go nie posłuchamy?

Pomimo pandemii COVID-19, która zatrzymała działalność człowieka na prawie całym świecie, zgodnie z niedawnym raportem ONZ, Światowej Organizacji Meteorologicznej i innych naukowców, emisje gazów cieplarnianych nadal rosną. W szczególności mowa tu o trzech głównych gazach cieplarnianych - metanie, tlenku azotu i dwutlenku węgla.


Emisja CO2 w 2019 roku przekroczyła poziom z 1990 roku o 62%. Zdaniem ekspertów, spowoduje to wzrost globalnej temperatury Ziemi o 1,5 ° C do 2024 roku. Naukowcy proponują zredukowanie tego efektu, poprzez rozpylanie substancji odblaskowych w atmosferze, aby przeciwdziałać zmianom klimatu. Mowa tu o słynnych chemtrailsach, które od dawien dawna, były postrzegane jako teorie spiskowe.

Teraz, oficjalnie mówi się, że mogą one uratować naszą cywilizacje. Czy jednak zabawa z ziemskim klimatem, to aby na pewno dobry pomysł? Długofalowe skutki zabaw z klimatem są niemożliwe do ustalenia a zakładanie iż wszystko pójdzie zgodnie z planami badaczy, jest wielce naiwne.

 

Ocena: 

4
Średnio: 4 (1 vote)
Opublikował: [email protected]
Portret użytkownika M@tis

Komentarze

Portret użytkownika izi

Pozornie nie na temat. Mam w

Pozornie nie na temat. Mam w domu tzw. las w słoiku, dwie rośliny, ziemia, naturalne żyjątka. To podlane pół roku temu i szczelnie zamknięte korkiem wytworzyło przez ten czas miniaturowy ekosystem. Od tamtej pory (od sześciu miesięcy) podlałam go może ze dwa razy, ale chyba nie był zachwycony, bo zaparował słoik, więc przewietrzyłam i od paru miesięcy nie otwieram i nie podlewam. Las zarósł cały słoik, listki się zminiaturyzowały, dwie rośliny żyją w zgodzie nie próbując wyprzeć jedna drugiej, skoczogonki sobie gdzieś tam skaczą. Do czego piję: ostatnio przemeblowałam pokój i przestawiłam słoik na drugą stronę pokoju, po prostu w inne miejsce, ani mniej słoneczne ani bardziej. Las zaczą więdnąć. Przestawiłam go z powrotem tam gdzie stał i odżył. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie. Ziemia jest takim właśnie ekosystemem jak mój las w słoiku. Dostosowuje siebie do nas, a my jak skoczogonki dostosowujemy się do niej. Wystarczy jednak jedna nietrafiona ingerencja w ten stabilny ekosystem, by zaczął zdychać.....

Portret użytkownika Wściekły kaczor

Australia to właśnie

Australia to właśnie podręcznikowy przykład na to, jak kończy się ingerowanie eko-debili od CO2 w naturalny ekosystem. Od tysiącleci mieszkający tam ludzie wiedzieli, że po długotrwałym okresie bez opadów, wystraczy jeden mały pożar, żeby całość spłonęła jak stodoła z sianem, dlatego cyklicznie wycinali pasy przeciwpożarowe, które miały za zadanie uniemożliwić dalsze rosprzestrzenianie się ognia. Wszystko działało idealnie przez stulecia, dopuki ekosekciarze od CO2 nie przyszli i nie zaczęli bruździć w myśl tej swojej skrzywionej ideologii. Równie tragicznie skończyło się budowanie "płotów" wzdłuż dróg, które uratowały kilkanaście kangurów w skali roku, a finalnie spowodowały śmierć tysięcy zwierząt, które spaliły się żywcem, po tym jak wymuszone przez eko-fajfusów ogrodzenia, odcięły im drogę ucieczki przed płomieniami. Tych wszystkich "mundrych naukofców" i eko-oszołomów opłacanych z kieszeni konstruktorów NWO, należało by zapakować w kontenery i wystrzelić w kierunku słońca. A nie wróć, w kierunku najbliższej czarnej dziury, bo zanim by do naszego słońca dolecieli, to pewnie po drodze też zdążyli by go popsuć.

Portret użytkownika izi

Zgadza się, pożary w dwóch

Zgadza się, pożary w dwóch stanach w Au to efekt działania ekoterrorystów, którzy zakazli wypalania kontrolowanego, bo "to szkodzi naturze". W rezultacie spowodowali największą katastrofę ekologiczną w dziejach Australii. Która i tak jest już stracona dla świata.

Portret użytkownika Quark

A czy ci klimatolodzy wiedzą

A czy ci klimatolodzy wiedzą co to jest "efekt motyla" ? Bo jeśli ktoś w jednej części świata CELOWO podpala lasy , żeby sobie ziemię zagarnać a w innym miejscu "reguluje" rzeki tak , że nic już do moża nie dopływa , osusza bagna a nawadnia pustynie i wypija do cna wody gruntowe o zatruwaniu wszystkiego wokoło nie wspominając to czego się spodziewają ? Jak się bezmyślnie dłubie w dobrze działajacym mechaniźmie to w końcu musi się on zdestabilizować i wszystko pierdyknąć na łeb !

Portret użytkownika 3plabc

Klimatolodzy źle odczytują

Klimatolodzy źle odczytują sygnały, które Ziemia i natura chce przekazać człowiekowi. Wszystkie te zjawiska są zwiastunem nadejścia "Tysiącletniego Królestwa Bożego na Ziemi" i Złotej ery Ludzkości. Naturalnie zanim to nastąpi, ludzkość przejdzie pewien proces wdrożeniowy (zakładam, iż trwający kilkadziesiąt lat, być może 40-50) opisany w Biblii, przez laików sprowadzany do terminu Apokalipsa. Jak dowodzi historia, czy nawet obecna sytuacja z podejściem do Covid-19 i pogwałcaniem daru Bożego zwanego "wolną wolą" naukowcy z decydentami, zapewne będą mieli olbrzymi problem ze zrozumieniem mechanizmów napędzających zaistniałą sytuację... więc pójdą w zupełnie przeciwnym kierunku niż pożądany.

Ps. Chińczycy już podobno chcą wdrażać projekt geoinżynieryjny "Podniebna Rzeka". Rzekomo chcą odparowywać(?!?) olbrzymie ilości wody z wyżyny Tybetańskiej i przekierowywać je- w jaki sposób to ja nie wiem, gdyż musieli by sterować prądami powietrznymi na przestrzeni tysięcy kilometrów do dorzecza Huang He. Naturalnie takie działania zapewne zmniejszyły by przepływy Brahmaputry, a to miało by znamiona po części ataku klimatycznego na wschodnie Indie i Bangladesz leżące nad wyżej wspomnianą. Zabawy z geoinżynierią są jednym z głupszych pomysłów, gdyż zabawa z tak wrażliwą strukturą jak klimat na Ziemi i stawianie się poniekąd w miejscu Boga musi się źle skończyć. Dla powstrzymania zmian klimatycznych, wystarczy powstrzymać deforestacje planety i zainwestować w zalesienia. Kolejny krok to rozwój energetyki wodorowej- zwłaszcza elektrowni wodorowych opartych na wodorze pozyskiwanym w procesie elektrolizy wody(woda jest nieograniczonym źródłem energii- trzeba tylko opracować efektywną technologie obróbki). Zahaczając o bardziej kontrowersyjne poglądy, wypadało by zmniejszyć pogłowie bydła mięsnego potrzebującego olbrzymich pastwisk (mogących być używanymi jako pola uprawne, bądź lasy) na rzecz bydła mlecznego.

Pss. Ja na sam widok smug kondensacyjnych zostawianych przez samoloty i świństwa znajdujące się w paliwie lotniczym mam popsuty humor, a jak czytam, że naukowcy chcą tak klimat ulepszać dla naszego wspólnego dobra i planety budzi się we mnie seryjny morderca tylko adresów tech kretynów nie znam.... ;P

Strony

Skomentuj