Karpacz, niezwykłe miasto na skraju Dolnego Śląska

Kategorie: 

Źródło: pixabay.com

Karpacz to jeden z głównych celów podróży mieszkańców Dolnego Śląska, bądź też jeden z punktów odwiedzanych podczas wyjazdów do Czech. To niepozorne miasto jest domem dla wielu niezwykłych miejsc, o których dziś postaram się wam opowiedzieć.

 

Pierwsze co rzuca się w oczy, podczas eksploracji Karpacza to duża ilość obiektów sakralnych porozrzucanych po mieście (przynajmniej w stosunku do jego skali). Okazuje się, iż funkcjonuje tam oecnie kościół pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa, Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny oraz kaplice św. Wawrzyńca i Matki Boskiej Ostrobramskiej. Do tego dochodzi jeszcze słynny "Kościół Górski Naszego Zbawiciela" znany dziś jako Świątynia Wang.

 

Powstał on jeszcze w 1842 roku w miejscowości Vang, leżącej nad jeziorem Vangsmjøsa w Norwegii. W XIX wieku świątynia stała się za mała na potrzeby ludności miejscowości Vang, która chcąc wybudować nowy kościół, musiała zaciągnąć pożyczkę na pokrycie kosztów budowy. Wtedy norweski malarz Jan Krystian Dahl przebywający w Dreźnie skłonił pruskiego króla Fryderyka Wilhelma IV do zakupu świątyni za 427 marek dla berlińskiego muzeum. W 1841 rozebraną świątynię przewieziono najpierw do Szczecina, a potem do Berlina, jednak koleje losu doprowadziły do tego, że zaprzyjaźniona z królem hrabina Fryderyka von Reden przekonała go, żeby przewiózł kościółek na Śląsk.


Ponieważ mowa tu o mieście leżącym w Karkonoszach, trudno nie wspomnieć o licznych szlakach turystycznych ciągnących się od Karpacza. Z okolic miasta zaczyna się żółty i niebieski szlak. Dotarcie do czerwonego i zielonego wymaga od turystów pewnej dozy determinacji, ale ich końcowe odcinki również zbliżają się do miasta. Do tego, wart wzmianki jest jeszcze czarny szlak, który w zasadzie stanowi kontynuację żółtego.W samym Karpaczu znajduje się również wiele ośrodków narciarskich a nawet skocznia narciarska nazywana "Orlinek". Nie uchodzi wątpliwości, że Karpacz to miasto które żyje najbardziej w okresie zimowym ale nie jest to przecież nic złego. Tym bardziej, że turyści, którzy zmierzają tam w okresie letnim lub nawet poza sezonem, również znajdą coś dla siebie.

Na myśl przychodzi tu słynna "Anomalia Grawitacyjna", Muzeum Zabawek czy też lokalny browar "Sowiduch". Ten trzeci przykład jest szczególnie ciekawy, ze względu na możliwość obserwowania całego procesu tworzenia piwa, na własne oczy. No i przy okazji, ponieważ jest to również restauracja wiąże się to również z możliwością zjedzenia posiłku po ciężkim dniu eksploracji. Sam Karpacz ma oczywiście do zaoferowania wiele więcej, ale o tym przekonacie się już na własnej skórze.

Ocena: 

4
Średnio: 4 (1 vote)
Opublikował: [email protected]
Portret użytkownika M@tis

Komentarze

Portret użytkownika Pawełos

<p>Polecam dawną osadę górską

<p>Polecam dawną osadę górską Budniki więcej na budniki.pl leży między Karpaczem a Kowarami 960mnpm, historia powstania osady zaczyna się w czasach wojny 30-letniej, a kończy po II wojnie światowej w chwili poszukiwania uranu przez rosjan</p>

Portret użytkownika Jose

Byliśmy kilka lat z rzędu w

Byliśmy kilka lat z rzędu w Karkonoszach głównie Szklarska Poręba. Góry przepiękne, fajne szlaki, ale odkąd zaczęto rozdawać piniąse za darmo zrobiło się tragicznie. Pozatym w Szklarskiej wyburzono część pięknej, lokalnej zabudowy na rzecz wielopiętrowych hoteli zasłaniających góry. Serio. Jedziesz w góry i masz widok na hotel. Niestety teraz Karpacz, jak i Szklarska to przygnębiająca komercha istny Ciechocinek. Kto lubi takie tandetne klimaty będzie zadowolony. Szkoda, bo kiedyś było tam bardzo klimatycznie. No, ale są przecież inne miejscowości na uboczu.

Portret użytkownika baca

zaraz... no to karpaczowianie

zaraz... no to karpaczowianie, karpaczowianki i parakatolicy z tamtejszej parafi majo biblijny problem, no bo skoro jeden święty kościół jest najświetszego serca jezusa a drugi najświętszej maryjopanny no to kuźwa który jest najświętszy w końcu?
bo może najświętsza jest kapliczka najświetszej matki boskiej karpaczkiej lub najświętszego ducha świętego z dupy wziętego i wniebowziętego?
to obrazuje najlepiej ten katolicki debiloobłęd przy którym koronościema wymięka...
już kiedyś wyciągnąłem do nieogarniających parafianów rękę żeby usystematy sobie tych świętych aby mogli ich chociaż z grubsza ogarnąć ale wiadomo... olali to bo za ciężko im było wstać z klęczek...
gdyby mnie posłuchali mieliby iście niebiański porzadek: świętych, świętszych, najświętszych i najprzenajświętszych patronów...
i taki szumowski byłby wg mojej klasyfikacji arcynajprzenajświetszym Łukaszem, patronem maseczek i koronoidiotów... a tamten Łukasz co skrobał ewangelie gęsim piórem na glinianych tabliczkach byłby najświętszym Łukaszem patronem spółdzielni mleczarskiej wyrabiającej nabiały z mleka rabina...
i nigdy żaden katolik z karpacza by się nie zaszamotał ani nie pomylił na widok tych wszystkich świętych Łukaszów , świętych napletków i świętych kościołów...
ech...

 

Skomentuj