Globalne ocieplenie stało się nową religią XXI wieku

Kategorie: 

Źródło: dreamstime.com

Religie są potrzebne ludzkości. Nie każdy człowiek jest w stanie zbudować sobie właściwy światopogląd, który pozwoli mu iść przez życie według zdrowych wartości. W czasach, gdy religie są zwalczane przez tak zwane światowe elity konieczne są pewne ich surogaty i obecnie rolę tę przejmuje kult globalnego ocieplenia.

 

Gdy ludzie przestają wierzyć w Boga starają się przerzucić swoją wiarę na cokolwiek, na przykład pieniądze. Taki zdezorientowany tłumek jest bardzo chętnie zagospodarowywany przez rozmaitych hochsztaplerów udających mesjaszy. Kimś takim bez wątpienia jest "papież" nowej światowej religii, globalnego ocieplenia, którym stał się Laureat Pokojowej Nagrody Nobla za prezentację, Al Gore.

 

Ta nowa religia wykreowana na świecie ma swoich duchownych i instytucje kościelną, którą został obwołany IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu). Kreują oni dogmaty tej osobliwej wiary a osoby, które poddają w wątpliwość ustalenia rzekomych naukowców nazywane są "negacjonistami". Podobieństw między wiarą w Boga a wiarą w Globalne Ocieplenie jest zresztą więcej. W pierwszym wypadku za nie postępowanie według wytycznych wiary grozi nam kara boska i zniszczenie a w drugim grozi kara ze strony Matki Ziemi, która rozeźlona faktem, że nie chcemy się dać opodatkować doprowadzi do naszego unicestwienia.

 

Działania duchownych tego nowożytnego kultu przypominają trochę postępowanie kapłanów egipskich, którzy również wykorzystywali ciemny lud przekonując go, że zaćmienie Słońca jest gniewem bożym za nieposłuszeństwo. Głosiciele wiary w antropogeniczne globalne ocieplenie traktują ustalenia swoich naukowców niczym orzeczenia watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, czyli dogmatyzują to, co uważają za korzystne dla swojej religii.

 

Gdy jakaś instytucja, jak na przykład brytyjski Met Office stwierdza, że od 16 lat nie ma globalnego ocieplenia, zaczynają działać "inkwizytorzy" nowej religii stwierdzając, że to skandal, aby atakować dogmaty. Co z tego, że fakty wskazują na to, iż od 1997 roku nie było statystycznie istotnego wzrostu światowej temperatury? Tym gorzej dla faktów. Metoda wyznawców globalnego ocieplenia jest bardzo prosta. Ignorują kolejne skandale jak słynne Climate Gate a gdy ktoś podaje suche fakty odwracają głowę starając się po prostu iść do przodu wytyczoną przez kogoś drogą, nawet jeśli wiąże się to z fałszerstwami. Cel uświęca środki.

 

 

 

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
Opublikował: admin
Portret użytkownika admin

Redaktor naczelny i założyciel portalu zmianynaziemi.pl a także innemedium.pl oraz wielu innych. Specjalizuje się w tematyce naukowej ze szczególnym uwzględnieniem zagrożeń dla świata. Zwolennik libertarianizmu co często wprost wynika z jego felietonów na tematy bieżące. Admina można również czytać na Twitterze   @lecterro


Komentarze

Portret użytkownika AMRŚP

ja tylko tak dla

ja tylko tak dla wyjaśnienia....
 "Deep Shield"

Właśnie teraz, na zące do śmierci miliardów ludzi na ziemi.
Dotychczas „bawiliśmy się” w przewidywania, prognozy i przepowiednie dot. końca świata. Spokojnie sobie dyskutowaliśmy, która z wersji zagrożenia jest bardziej lub mniej prawdopodobna. Teraz jednak nie ma już ani czasu ani powodu do dyskusji. Życie na ziemi jest poważniej niż kiedykolwiek zagrożone. To stało się FAKTEM !

Co się w takim razie dzieje?

Można by powiedzieć że wszystko zaczęło się w roku 1988, od raportu Edwarda Tellera, nazywanego „Ojcem Bomby Wodorowej”. Wielu z Was już na pewno wie, że E. Teller był członkiem ekskluzywnego „zespołu” naukowego z Livermore (Lawrence Livermore National Laboratory’), a to oznacza że bezpośrednio lub pośrednio był zaangażowany w większość najbardziej tajnych projektów rządu USA.

Otóż przedstawił on na ‘International Seminar on Planetary Emergencies’ (Międzynarodowe Seminarium Planetarnych Zagrożeń) raport, w którym ostrzegł, że spadek poziomu ozonu w stratosferze i spowodowany tym wzrost promieniowania UV i kosmicznego spowoduje do ok. roku 2025 wyginięcie 89% życia biologicznego na ziemi, a w tym całej populacji ludzkiej!
Poza tym ostrzegł on też, iż z powodu zwiększonej aktywności słonecznej ziemia będzie się w najbliższych dziesięcioleciach poważnie nagrzewać, co tylko jeszcze poważniej skomplikuje, całkiem już trudną sytuację.

E.Teller zaproponował wtedy jako pierwszy program tworzenia podniebnej tarczy ze sztucznie tworzonych chmur, które miały by chronić ziemię przed promieniowaniem komicznym i zbytnim jej nagrzewaniem. Pomysł powstał na podstawie obserwacji zjawisk zachodzących po wybuchu wulkanu. Warstwy pyłu wulkanicznego tworzą wtedy w troposferze rozległą zawiesinę. Zwarty masyw chmuro-podobny, utrzymuje się przez wiele miesięcy, nie przepuszczając większości promieni słonecznych i schładzając dzięki temu duży obszar ziemi nawet do kilku stopni Celsjusza w skali roku. Sama tarcza z chmur nie wystarczyła by do ochrony ziemi, a tylko do jej schładzania.

W celu ochrony ziemi przed promieniowaniem niezbędne by też było rozpylenie cząsteczek odbijających promieniowanie z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Sugerowane były różne składniki – w tym: cząsteczki aluminium i srebra. W końcu zdecydowano się na aluminium, ze względu na koszty i jego dostępność, ale o tym później.

Co skłoniło E. Tellera do sporządzenia takiego raportu? Jak doszedł do takich przerażających wniosków?

Już od lat 50-tych XX wieku prowadzone były badania zawartości ozonu w powietrzu. Ozon jest składnikiem powietrza absorbującym promieniowanie UV. Inaczej mówiąc dzięki niemu większość śmiertelnego promieniowania jest absorbowana, a ta resztka, która dociera na ziemię pozwala nam się opalać i jest, lub raczej do niedawna była dla ludzi nieszkodliwa. Zawartość ozonu w powietrzu mierzona jest w „Jednostkach Dobsona”. Od 1978 roku, dzięki satelitom, są też badane najwyższe warstwy atmosfery. Wtedy to odkryto pierwsze dziury ozonowe nad biegunami. Wyniki tych badań były utrzymywane w tajemnicy, lecz mimo to kwestia dziur ozonowych została nagłośniona i stała się w latach 80-tych przedmiotem wielu dyskusji. Wtedy też zaczęła się, pamiętana jeszcze przez wielu z nas, wielka nagonka na wszelkiego rodzaju aerozole, które zawierały niszczący warstwę ozonową freon.

Badania satelitarne dziur ozonowych zostały, przynajmniej oficjalnie, przerwane w roku 1991. Jako powód podano awarię urządzeń pomiarowych na satelicie. Dopiero w raporcie powstałym po „Intergovernmental Panel for Climate Change” (IPCC 2005), który odbył się pod auspicjami ONZ, w Londynie (Międzyrządowy Panel na temat Zmian Klimatu), zapisano podjęcie się projektu zainstalowania nowego satelity z podobną aparaturą. Realizacja tego projektu ma być rozpoczęta jeszcze w roku 2007 i satelita ten powinien być w pełni operacyjny do roku 2011.

Dziwnym „zrządzeniem losu”, w latach 90-tych sprawa dziur ozonowych jakby ucichła. Zaczęto za to dużo mówić (zastępczo) o ocieplaniu się klimatu, nie ujawniając przy tym wyników badań wzrastającej aktywności słońca. Całą winą obarczono przemysł i udano się do Kyoto aby podpisać, mało znaczący pakt o ograniczeniu emisji CO2 (bez USA).

Czy ta aparatura pomiarowa naprawdę się popsuła, czy też tylko utajniono wynik badań w następnych latach, tego nie można być pewnym. Mogę tylko podejrzewać dlaczego nie mogę się nigdzie doszukać wyników badań zawartości ozonu w powietrzu po roku 1995. Jedyne dostępne informacje mówią o drastycznym spadku zawartości ozonu po roku 1998, nie podając przy tym żadnych konkretnych danych.

Nie trudno się jednak domyślić, że Ci co „uciszali” sprawę „ozonową” mieli ku temu całkiem poważny powód – te same wyniki badań i wnioski z nich płynące. Przypatrzcie się poniższej tabeli pomiarów:
 

Źródło: University of Campbridge - Centr for atmospheric Science /
http://www.atm.ch.cam.ac.uk/tour/part1.html

 
Wynika z niej wyraźnie, że zawartość ozonu w powietrzu spadła do roku 1995 o ponad 60%, przy czym jej najgwałtowniejszy spadek przypada na lata 1980-1995. Nie znam wyników aktualnych badań, lecz mając wiedzę, iż nic nie wskazuje na poprawę sytuacji a wręcz odwrotnie i patrząc na trend wykazany w tabeli, obawiam się, że aktualna zawartość ozonu nie przekracza 30 jednostek Dobsona, czyli tylko 9% stanu z lat 60-tych XX wieku! Oznacza to, że codziennie jesteśmy wystawieni na śmiertelne promieniowanie! Promieniowanie, które zabija powoli ale skutecznie. Nie jest ono odczuwalne żadnymi naszymi zmysłami, więc do czasu kiedy ciężko zachorujemy nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z tego faktu. Później, kiedy już chorujemy też nie ma jak powiązać powodu naszego zachorowania z tym lub innym czynnikiem. Biorąc więc pod uwagę powyższe dane nie należy się dziwić dlaczego zachorowalność na choroby nowotworowe, w ostatnich latach drastycznie wzrasta. Choroba nowotworowa jest najbardziej rozpoznawalnym objawem wystawiania się na szkodliwe promieniowanie, ponieważ atakowane są bezpośrednio ludzkie komórki i geny. Następnym odczuwalnym efektem powinien być wzrost wszelkiego rodzaju mutacji biologicznych. Prawdopodobnie już podczas sporządzania swojego raportu E. Teller wiedział o tym wszystkim a najprawdopodobniej ... wiele więcej.

Wróćmy jednak do samego raportu Tellera i następstw wynikających z jego przyjęcia. W roku 1991, w Gacona na Alasce zostaje uruchomiony projekt HAARP. Podstawowym zadaniem tego projektu jest wysyłanie wiązek elektromagnetycznych w najwyższe warstwy atmosfery. Wiązek o mocy 3 gigawaty i więcej! Jak dotychczas, podano wiele powodów oficjalnych i teorii na temat tego projektu (w tej kwestii odsyłam do innych artykułów na temat projektu HAARP), lecz ma on też swoją ważną role w innym projekcie, który powstał w tym samym roku. Projekcie o nazwie „Deep Shield” (Głęboka Tarcza).

Projekt „Deep Shield” to nic innego jak tworzenie już wspomnianej powłoki chmur oraz rozpylanie nad nią cząsteczek aluminium. Dzięki tej tarczy z chmur można odbijać z powrotem w kosmos promienie słoneczne i kosmiczne. Pytanie tylko jak stworzyć taką tarczę nad większością powierzchni ziemi? Jak ją tam utrzymać? Na drodze stoją przecież problemy natury technicznej i politycznej. Technicznej, ponieważ trzeba stworzyć trwałą tarczę z chmur do czasu odtworzenia gęstości ozonu w powietrzu, co samo w sobie jest bardzo trudnym zadaniem. Polityczne, ponieważ trzeba będzie zaangażować wiele krajów świata w ten projekt, co biorąc pod uwagę ówczesną i aktualną sytuację na świecie, samo w sobie jest też zadaniem niesamowicie trudnym. Nie można też wzbudzić paniki na świecie. Mogła by ona doprowadzić do załamania się struktur politycznych, społecznych jak i światowej ekonomii. Jest to też jednym z oficjalnych powodów tajemnicy otaczającej ten projekt, chociaż od początku wiadomo było że uda się ją utrzymać tylko przez jakiś czas. Zastanawiający jest fakt, iż mimo wielu materiałów dostępnych w Internecie, oraz codziennie tworzonych na niebie, nad wieloma krajami, najwyraźniej sztucznych pasów chmur, oficjalne media zachowują jak na razie jeszcze całkowite milczenie. Jestem pewien, że zmiana tego stanu rzeczy to tylko kwestia czasu. Internet jest już zawalony materiałami dotyczącymi chemtrails.

Zacznijmy więc najpierw od tego jak tworzone są sztuczne chmury (chemtrails) :
Powstają one na skutek rozpylania mieszanki chemicznej o bliżej nieznanym składzie, na wysokościach pomiędzy 6 000 a 10 000 metrów. Mówi się, że w skład tej mieszanki wchodzi barek sodu, który absorbuje wodę i polimery (biologiczne – o szybkim stopniu degradacji), ponieważ służą one do wiązania struktur chmurzastych w stabilną powłokę. Oparto się tutaj na przykładzie z natury – pajęczej sieci, która jest lekka i wytrzymała. Poza tym polimer ma właściwości statyczne, dzięki czemu przyciąga i łączy się z innymi cząsteczkami, tworząc swoistego rodzaju zawiesinę, która dość długo może utrzymywać się w powietrzu, a raczej bardzo wolno opada. Mieszanka ta rozpylana jest przez samoloty ze specjalnie do tego celu skonstruowanych zbiorników. Wygląda to na początku podobnie jak pas kondensacyjny (contrail) powstały po przelocie samolotu, tyle tylko że pas kondensacyjny znika po 20 sekundach do 2 minut, a pas po rozpylonej mieszance (chemtrail) utrzymuje się w powietrzu godzinami i rośnie, tworząc „pasiaste” chmury.
Chemtrails są już od kilku lat na co dzień tworzone na wszystkich kontynentach. Jest ich coraz więcej. Są też pierwsze meldunki zachorowań całych grup ludzi. Zachorowali oni poprzez skażenie chemiczne. Wszędzie są meldunki o powstrzymywaniu mediów przed nagłaśnianiem sprawy chemtrails, chociaż całkiem niedawno uczeni angielscy przyznali ich istnienie.

http://infowars.wordpress.com/2007/10/01/c...eadly-spraying/

Kto bierze udział w projekcie? Projekt ten jest podobno realizowany „pod kontrolą” ONZ, przez takie kraje jak: USA, Kanada, Rosja, Unia Europejska i Australia. Kto jeszcze? Nie wiem. Wiem tylko, że mieszanka jest produkowana w różnych krajach, przesyłana do wspólnych składów w krajach „trzecich” i tam pod kontrolą międzynarodowych obserwatorów, rozsyłana jest metodą „na ślepo” (blind method) w różne części świata. Jak to się udaje, biorąc pod uwagę bardzo skomplikowaną sytuację polityczną na świecie? Nie wiem. Można się tylko domyślać, że jest to jeden z powodów tak agresywnej polityki USA na świecie i tak intensywnie prowadzonej polityki globalizacji. Czy przy tym nie próbuje się stworzyć rządu światowego? Może...

Tak czy inaczej projekt ten rozpoczęto realizować na dużą skalę od roku 1998 (w Europie zaczęto od Szwajcarii w roku 2002) i ma być realizowany do roku 2025 –2050. Termin jego zakończenia jest zależny od stopnia jego skuteczności i czasu odnowy składu ozonu w atmosferze. W tym zadaniu ma najprawdopodobniej pomóc właśnie HAARP, który ma zacząć tzw. terraforming (odnowę życia), odtwarzając dzięki silnym wiązkom elektromagnetycznym ozon w wyższych partiach atmosfery.

Wszystko powyższe mogło by nas wciąż jeszcze napawać nadzieją, gdyby nie to, że tak naprawdę nie wiadomo jakie będą ostateczne konsekwencje realizacji projektu „Deep Shield”. Chodzi tu przede wszystkim o wpływ używanych chemikaliów, systematycznie opadających na ziemię, na organizmy żywe, a w tym na człowieka. Oficjalne szacunki mówią, że z tego powodu, w ciągu najbliższych 30 lat, zginie lub będzie trwale okaleczonych ok. 2 miliardy ludzi na ziemi. To oznacza ok. 60 milionów ofiar rocznie! Wykazując bezpośrednią szkodliwość używanych w rozpylaniu związków chemicznych, można się tutaj posłużyć przykładem aluminium, które zostało w ostatnich latach uznane za pierwiastek silnie toksyczny dla organizmu człowieka (niszcząc komórki mózgowe powoduje między innymi chorobę Alzheimera). Tak na marginesie, nie przeszkadza to jednak w ogóle np. producentom farmaceutycznym, którzy wciąż dużo produkowanych leków opierają na związkach z aluminium (np. zawiesiny aluminiowe w preparatach przeciw zgadze). Ale przecież rozpylana mieszanka zawiera inne, równie lub może nawet bardziej szkodliwe chemikalia, których nie znamy... Jakie skutki będą one wywoływać?

Dotychczas rozpoznanymi, bezpośrednimi objawami, często występującymi po przelotach samolotów rozpylających mieszankę do tworzenia tarczy są: objawy podobne do grypowych (bez gorączki), krótkie zaniki pamięci, chroniczne poczucie przemęczenia, duszności, reakcje alergiczne, stany depresyjne. Najbardziej zagrożeni są w pierwszym rzędzie astmatycy i ludzie z chorobami wieńcowymi. Z czasem skażenie będzie też wpływać na nas wszystkich, powodując schorzenia, których nawet nie potrafimy się domyśleć.

Jest jeszcze wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi, i których nie chcą udzielić nam rządzący, uważając, że jeszcze nie dorośliśmy do planetarnej debaty. Traktują nas jak ślepe stado, któremu nic z wiedzy, że idzie na rzeż. Nie wiem czy dorośliśmy do poważnej debaty na temat przyszłości naszej planety, ale wiem że mamy prawo do samostanowienia i decydowania o własnej przyszłości, nawet jeśli czasem popełniamy błąd. Traktując nas w ten sposób zabrano nam to prawo. Nie bez powodu ukrywa się już 20 lat wyniki badań, wyraźnie wskazujące na zagrożenia, których jesteśmy właśnie świadkami. Dlaczego to ukrywano? Być może wtedy jeszcze moglibyśmy coś wspólnymi siłami zrobić. Tylko że wtedy musiało by się zbyt dużo na świecie zmienić i to nie my ale rządzący nie byli na to gotowi.

Dzisiaj musimy sobie uświadomić, że udawanie, że nic się nie dzieje, w niczym nam nie pomoże. Spełni się wtedy biblijna przepowiednia, że do dni ostatnich będziemy ślepi i głusi.

Co więc robić? Na to pytanie, każdy z nas osobno i wszyscy razem powinniśmy szukać odpowiedzi. Powinniśmy rozmawiać, szukać rozwiązań i domagać się od naszych rządów prawdy. Na pewno nie uda się nam przejść obok tego tematu obojętnie. To jest tylko kwestia czasu kiedy każdy z nas odczuje go na własnej skórze. Pamiętajmy o swojej osobistej odpowiedzialności za siebie i swoich bliskich. Jest to moment naszego prawdziwego egzaminu dojrzałości. Egzaminu z wiary i człowieczeństwa. Szansa i nadzieja zawsze jest. Kto szuka ten znajdzie.
Poniżej przykłady tworzonych chemtrails, w Australii, w Europie i USA:

Chemtrails w Baltimore (USA)

Chemtrails w strefie pacyficznej, północno-zachodniej

Chemtrails w Australii

Chemtrails w Amsterdamie

Chemtrails w Portland (USA)

Chemtrails w Wielkiej Brytanii

A oto kilka linków odnoszących się do chemtrails i projektu „Deep Shield” :

http://www.holmestead.ca/chemtrails/shieldproject.html
http://www.lightwatcher.com/chemtrails/deepshieldII.html
http://www.lightwatcher.com/chemtrails/playing_god.html
http://lchx.wordpress.com/category/chemtrails/
http://infowars.wordpress.com/2007/10/01/c...eadly-spraying/

Przyjrzyjcie się też chemtrails, które są już tworzone na polskim niebie.

Jeśli dotychczas ich nie zauważyliście, to najwyższy czas codziennie chociaż kilka razy spojrzeć w niebo!
Pozdrawiam Was i życzę nam wszystkim ... przetrwania.

 

Portret użytkownika Grompel

Ale mimo wszystko w Arktyce

Ale mimo wszystko w Arktyce ostatnio zaczyna robić się nie za ciekawie. Może i nie ma globalnego ociepleni. Ale gdyby misie polarne umiały mówić, to z pewnością by powiedzieły, że przynajmniej tam u nich jest ocieplenie. "Podłoga" im się kruszy.
Sytuację w Arktyce opisuje ten blog. http://arcticicesea.blogspot.com/ 
 
Ja cenię sobię faunę Arkyki, więc mam nadzieję, że sytuacja tam kiedyś wróci do normy.

Portret użytkownika baron

nasi przodkowie z konstelacji

nasi przodkowie z konstelacji Lutni i Wegi pierwszy raz skolonizowali Ziemię 22 miliony lat temu; potem kometa - niszczyciel zaskoczyła ich w ich własnym układzie, powodując powrót prawie do społeczeństwa pierwotnego; jednak odrodzili się i następnie w okrutny sposób podbili tysiące światów, z reguły przy użyciu potężnych broni niszcząc na nich życie podczas wstępnego uderzenia; ich przywódcy bywali bardzo rozwinięci pod względem mocy ducha, do poziomu IHWH - jak wśród Plejaran po dziś dzień określa się osoby, które osiągnęły poziom pełnej mądrości i znajomości praw kosmosu; podczas sześćsetletniej wojny domowej jedna z fal uchodźców liczyła 183 wielkie statki międzygwiezdne i 360 tys. ludzi, przewodził im niejaki Asyl, a jego córka i następczyni miała na imię Plea - dlatego ich gwiazdy nazywają się u nas "Plejady"; potem znowu natknęli się w kosmosie na ową kometę, znaleźli w jej ogonie szczątki swej dawnej planety z konstelacji Lutni i podążając za nią, ponownie odkryli Ziemię oraz pozostałości niegdysiejszego osadnictwa własnych protoplastów, po czym rozpoczęła się kolejna kolonizacja, ok. 230 tys. lat temu, no i kolejne wojny domowe pomiędzy nimi już tu na miejscu - kiedyś nie byli tacy pokojowi; przez parę tysięcy lat Ziemia funkcjonowała też jako kolonia karna, coś w rodzaju najdalszego zakątka w ich imperium; 50 tys. lat temu w ich układzie znów rozgorzała wojna domowa i na Ziemię przybyło 70 tys. uchodźców, to wówczas też rdzenni mieszkańcy naszej planety pierwszy raz zaczęli między sobą mówić coś o jakimś Bogu - chodziło o Pelagona, ich lidera, który żył 4000 lat, miał 8 - 10 metrów wzrostu, a telekineza i telepatia to były wtedy w ogóle popularne umiejętności między owymi kolonizatorami; ich społeczność trwała jeszcze 5 tys. lat po śmierci Pelagona, a potem mieli kolejną wojnę domową, z której niedobitki opuściły Ziemię ok. 40 tys. lat temu i planeta przez 7 tys. lat pozostawiona była sama sobie* ekspansjoniści z Lutni i Wegi zasiali życie na tysiącach planet, a ludzie wyewoluowali w postacie mierzące od 50cm do 12m; to oni też na drodze eksperymentów stworzyli m.in. małpy człekokształtne, neandertalczyków i kilka typów Yeti; 33 tys. lat temu wrócili na Ziemię i zbudowali kultury znane jako Atlantyda i Mu (lider miał na imię Atlant, jego żona kierowała "mniejszą Atlantydą" na Morzu Śródziemnym, a jej tata Muris miastem Mu - pośrodku pustyni Gobi, z dwoma podziemnymi miastami Agharta I i Agharta II; Atlantyda była tam, gdzie dziś Azory) - te imperia miały kolonie na całej planecie; z czasem znów znaleźli się między nimi zwolennicy wojny i krwawej jatki - wyrzucono ich na gwiazdę Barnarda, ale po 2 tys. lat wrócili nieźle rozwinięci technologicznie (13 tys. lat temu), z liderem Arisem, po czym osiedlili się na Florydzie, która wówczas znajdowała się na dalekiej północy, gdyż planeta była inaczej obrócona; ludziom Arisa udało się doprowadzić do wojny pomiędzy Atlantydą i Mu, która trwała jeden dzień, a dokładniej 20 minut - pojazdy powietrzne Atlantów z zaskoczenia zniszczyły Mu, a z kolei niedobitki tamtych dołączyły silniki do siedmiomilowej asteroidy z pasa resztek planety Melona, którą w odwecie skierowali na Atlantydę - asteroida spaliła się przed dotarciem do powierzchni, ale wywołała zapłon atmosfery i pęknięcie dna oceanu, który pochłonął metropolię; atmosfera Ziemi została zanieczyszczona pyłem na 40 lat, co najlepiej przetrwała ekipa Arisa, której naukowcy w efekcie mogli się rozszaleć: lider naukowców Semiasa poskładał Ewę i Adama z genów rdzennych mieszkańców naszej planety (rasy czerwonoskórej, czarnej i białej) zmiksowanych z DNA zsamplowanym z kosmosu - to od nich pochodzimy; 9 tys. lat temu krwiożerczy potomek Arisa imieniem Jehowa szalał na Bliskim Wschodzie; [co ciekawe, według Brianstalina dusza, która była Jehową, w obecnym wcieleniu razem z nim uczęszczała na zajęcia u Dalajlamy]; następni członkowie tej krwawej dynastii zatęsknili już za pokojem i dobrem, które w końcu przywrócili, po czym odpłynęli do swoich gwiazd, gdzie tymczasem zdążyło się uspokoić - około I wieku naszej ery; wyświetlili się u nas ponownie dopiero w wieku XVI, by opiekować się planetą i ponaprawiać trochę błędów przodków, a przy tym asystować nam przez spektrum następnych wieków do XXVII-go, które będą czasem wielkich i decydujących przemian* ludzki genom został sztucznie "wzbogacony" o gen starzenia, wielokrotnie skracający długość życia, żeby człowiek jako posłuszny wykonawca swojej roli w czyimś wielkim planie nie zdążył zgrać się z wszechświatem na tyle, by przejrzeć tę grę i uzyskać dostęp do mocy kosmosu, przy użyciu których mógłby zagrozić swoim genetycznym reżyserom: m.in. telekineza, lewitacja, telepatia i tym podobne - to są normalne ludzkie umiejętności, jak pływanie czy jazda na rowerze, tyle że trochę trudniej się nauczyć, ale można - a drogą do tego jest medytacja, podobnie jak do wszystkiego, rozwoju duchowego etc.

Portret użytkownika Ja

Religie są jak te

Religie są jak te pseudonauki, służa zarabianiu pieniędzy przez ich twórców/administratorów. To również test dla nas, na ile jestesmy w stanie przyjąć do wiadomości/uwierzyć w coś bez jakiegokolwiek dowodu, lub co gorsza z pominięciem bardziej istotnych faktów w czyjeś dalekoidące i na siłę doklejane teorie.

Kochane pieniążki cóż by głupcy robili gdybyście nie istniały ;]

Portret użytkownika syriues

Czlowiek musi miec lub czuc

Czlowiek musi miec lub czuc pokore inaczej rozbestwia sie i przepoczwarza w tzw sztana.Niszczy wszystko i nie tylko ziemie,ale rodzine,dzieci,religie,koscioly,kaplanow,kobiety,mezczyzn.
Powiedzcie mi jak mozna opryskac sie perfumami zrobionymi z jakichs feromonow z odbytu jakichs koz czy czegos tam i miec na ciele?W smaku jest nieco przeciez inne niz w zapachu a w ogole to czlowiek jest oglupiany zewszad.Jak przyjdzie wielki rozblysk sloneczny ,to siada wszystkie stacje i produkcje pradu a potem bedzie taki chaos ,ze nikt nie bedzie wiedzial gdzie sa jego pieniadze.To byloby sprawiedliwe,gdyby bogatym rozpuscilo sie zloto i wsiaklo w ziemie.
A wy mi tu o jakims co2 piszecie.O czyms czego nie widac.Sadzcie drzewa i tyle

Strony

Skomentuj