Geomagnetyczne burze mogą wywołać nuklearny kataklizm i zniszczyć całą światową elektronikę

Kategorie: 

Źródło: Internet

Obecnie świat zmaga się z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2, ale to nie oznacza, że inne zagrożenia dla ludzkości nie istnieją. Jednym z nich są geomagnetyczne burze.

Na świecie działa 450 reaktorów jądrowych, setki następnych są w fazie projektowania lub budowy. 104 z nich znajdują się w USA, a 195 w Europie. Wyobraźmy sobie, do jakiego spustoszenia doszłoby w naszej cywilizacji i w ekosystemach naszej planety, gdyby jednoczesnemu stopieniu uległ nie jeden lub dwa rdzenia reaktorów jądrowych, ale czterysta lub więcej!

Jakie jest prawdopodobieństwo zaistnienia wydarzenia, które spowoduje awarię setek reaktorów jądrowych i w rezultacie stopienie ich rdzeni w mniej więcej tym samym czasie? Jeśli zaledwie dwie poważne katastrofy: w Czarnobylu i w Fukushimie, oddalone od siebie o 25 lat, spowodowały tak ogromne zniszczenia środowiska, to co by się wydarzyło, gdyby jednocześnie na całej planecie doszło do setek podobnych kataklizmów?

W ostatnich 152 latach Ziemia doznała dwóch potężnych  geomagnetycznych zaburzeń  wywołanych przez słoneczne superburze. Gdyby takie burze o tej samej mocy wystąpiły obecnie, niewątpliwie zainicjowałyby cały łańcuch wydarzeń prowadzących do katastroficznych awarii w większości reaktorów jądrowych na świecie – bardzo podobnych do wydarzeń w Czarnobylu i Fukushimie, tyle że w co najmniej stukrotnie większej skali.

Ostatnie takie zaburzenie o potencjalnie niszczycielskiej mocy wystąpiło w roku 1921, na długo przed narodzinami nowoczesnej elektroniki i elektrowni jądrowych. To powoduje, że większość z nas pozostaje w błogiej nieświadomości tego zagrożenia. Prawda jest bowiem taka, że jesteśmy totalnie nieprzygotowani na jego konsekwencje.

Nasz globalny system wytwarzania i dystrybucji energii elektrycznej , od której uzależniony jest każdy aspekt naszego współczesnego życia, jest w jego obecnej formie bardzo podatny na oddziaływanie geomagnetycznych burz, które uderzają w naszą planetę średnio raz na 70 lat.

Od sieci energetycznej zależy utrzymanie i dystrybucja żywności, telekomunikacja, usługi internetowe i medyczne, obrona, transport, działania rządów, uzdatnianie wody, oczyszczanie ścieków, usuwanie śmieci, chłodzenie, rafinacja ropy naftowej, pompowanie gazu, prowadzenie wszelkiego rodzaju handlu itd.

Niestety działające na całym świecie elektrownie jądrowe są w ich obecnym stanie w krytyczny sposób zależne od utrzymania stałego połączenia z funkcjonującą siecią energetyczną, nie licząc krótkich okresów przerw w dostawie energii elektrycznej. Od tego stałego połączenia zależy utrzymanie ciągłości chłodzenia rdzeni reaktorów, które chroni je przed katastrofalnym w skutkach stopieniem i pożarem zbiorników ze zużytym paliwem jądrowym.

 

Jeśli jakaś szczególnie silna geomagnetyczna burza spowoduje rozległą zapaść dostaw energii elektrycznej (do czego z pewnością, wcześniej lub później, dojdzie), wówczas w ciągu jednej lub dwóch godzin od ustania pracy awaryjnych generatorów prądu elektrowni jądrowej z powodu ich uszkodzenia lub braku paliwa, rdzenie reaktorów zaczną się topić. Kilkudniowa przerwa w dostawie energii elektrycznej zasilającej pompy układu chłodzenia sprawi, że woda w basenach, w których przechowywane są zużyte pręty paliwowe, wygotuje się, po czym zmagazynowane pręty paliwowe stopią się i zaczną palić.

Komisja nadzoru nuklearnego dopuszcza obecnie zaledwie jednotygodniowy zapas paliwa do awaryjnych generatorów prądu w przeliczeniu na jeden reaktor. Jest więc w takim wypadku tylko tydzień na przygotowanie się do Armagedonu.

Nieuchronnie zmierzamy w kierunku następnej, cyklicznie powtarzającej się, nieuniknionej superburzy słonecznej, która wykończy znany nam dzisiaj uprzemysłowiony świat, przynosząc niewyobrażalne cierpienia, śmierć i zniszczenie środowiska naturalnego na skalę niespotykaną od czasu wyginięcia dinozaurów.

W samych Stanach Zjednoczonych geomagnetyczna burza wywołałaby skoki natężenia i napięcia prądu oraz indukowane harmoniczne anomalie, które poważnie uszkodziłyby lub zniszczyły ponad 350 transformatorów bardzo wysokiego napięcia, które są kluczowe dla funkcjonowania sieci energetycznej USA, i przypuszczalnie ponad 2000 takich samych transformatorów na całym świecie.

Takie transformatory są konstruowane na zamówienie, do każdej instalacji osobno, ważą do 300 ton i kosztują ponad milion dolarów każdy. Biorąc pod uwagę, że obecnie trzeba czekać trzy lata na dostawę jednego takiego transformatora i że ogólne globalne zdolności produkcyjne wynoszą w normalnych warunkach  około 100 tego typu transformatorów rocznie, łatwo sobie wyobrazić, co to wszystko może oznaczać.

Transformatory bardzo wysokiego napięcia oraz setki tysięcy kilometrów linii przesyłowych wysokiego napięcia, które działają jak gigantyczne anteny przechwytujące, w których elektromagnetyczne impulsy i słoneczne superburze indukują prądy i napięcia, są szczególnie wrażliwe na potężne geomagnetyczne zakłócenia.

Utrata tysięcy transformatorów bardzo wysokiego napięcia na całym świecie, spowoduje katastroficzne załamanie sieci obejmujące większość uprzemysłowionego świata. Upłynie, w najlepszym wypadku, kilka lat, zanim ludzkość pozbiera się po takim wydarzeniu. Należy przy tym pamiętać, że większość ośrodków produkujących ten sprzęt również będzie zmagała się z powszechną awarią sieci.

Na szczęście ziemskie pole magnetyczne ma tendencję do ochrony tropikalnych szerokości geograficznych przed najbardziej niszczącymi skutkami geomagnetycznych burz. Ta ochrona słabnie jednak w miarę przesuwania się ku biegunom. Jest nadzieja, że infrastruktura i przemysł zlokalizowane w takich miejscach, jak Meksyk, Malezja, Indie i Singapur, zachowają sprawność. Jednakże większość tych krajów jest uzależniona od usług i dóbr wytwarzanych w innych częściach świata, których dostawy będą zakłócone przez wiele miesięcy lub lat po takiej ekstremalnej burzy.

Jeśli w wypadku wywołanej przez ekstremalną burzę geomagnetyczną długotrwałej zapaści sieci energetycznej obejmującej swoim zasięgiem większość naszej planety tylko z połowy basenów ze zużytymi prętami wygotuje się woda, staną się one radioaktywnymi, zasilanymi cyrkonem, piekłami generującymi skażenie, które znacznie przekroczy skumulowany efekt 400 Czarnobyli.

Okazuje się jednak, że za jeden miliard dolarów można by wbudować w sieć Stanów Zjednoczonych specjalne urządzenia chroniące transformatory bardzo wysokiego napięcia przed zniszczeniem w wyniku ekstremalnej burzy geomagnetycznej oraz zbudować magazyny na najważniejsze części zamienne do kluczowych urządzeń, które mogłyby ulec zniszczeniu. Zmagazynowanie co najmniej rocznych zapasów paliwa do silników wysokoprężnych napędzających awaryjne generatory prądu w każdej elektrowni jądrowej oraz zmagazynowanie zestawów najistotniejszych części zamiennych dla takich urządzeń, jak generatory prądu, wewnątrz odpornych na impulsy elektromagnetyczne stalowych pojemników, kosztowałoby niespełna miliard dolarów.  W skali świata byłoby to więc najwyżej kilkadziesiąt miliardów dolarów.

Kosztem kilku bombowców B-2 lub niewielkiej części funduszy przeznaczonych chociażby na ratowanie banków, można by stworzyć środki chroniące nas przed tym, co może doprowadzić do końca naszej cywilizacji i życia, jakie znamy. Trzeba tu dodać, że impuls elektromagnetyczny będący rezultatem pojedynczej suborbitalnej detonacji jądrowej, spowodowałby kompletną utratę infrastruktury energetycznej na obszarze około 1,6 miliona kilometrów kwadratowych, w rezultacie wydarzenia odpowiadającego  jednoczesnemu uderzeniu 50 huraganów Katrina.

Nie da się zabezpieczyć przed wszystkimi możliwymi skutkami słonecznych superburz, ekstremalnej burzy geomagnetycznej i ataku za pomocą impulsu elektromagnetycznego, można jednak stworzyć środki chroniące przed ich najgorszymi skutkami.

Ocena: 

4
Średnio: 4 (3 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera
loading...


Komentarze

Portret użytkownika Mechanik

Do awaryjnego chłodzenia

Do awaryjnego chłodzenia reaktorów używa się silników diesela, które jak najbardziej można uruchomić bez elektroniki. Silniki te napędzają prądnice, które produkują prąd do zasilania pomp chłodzących reaktor. W Fukushimie zawiodły silniki ponieważ zalała je woda.

Portret użytkownika angie

W artykule zabrakło

W artykule zabrakło podstawowej informacji, że nie ma czegoś takiego jak elektrownia atomowa - to tak naprawdę są fabryki plutonu, które ubocznie produkują energię elektryczną. Przy istniejącym arsenale atomowym mocarstw można by spokojnie te fabryki pozamykać, bo i tak głowic jest już za dużo i nie ma dalszego uzasadnienia dla istnienia tych fabryk.

Portret użytkownika Blupa Dada ❗

"[...]Gdyby takie burze o tej

"[...]Gdyby takie burze o tej samej mocy wystąpiły obecnie, niewątpliwie zainicjowałyby cały łańcuch wydarzeń prowadzących do katastroficznych awarii w większości reaktorów jądrowych na świecie – bardzo podobnych do wydarzeń w Czarnobylu i Fukushimie, tyle że w co najmniej stukrotnie większej skali.[...]". ??!?. Może pt. Autor od razu napisze, że to wszystko wina Korwina i nie trzeba będzie tyle pisać.
I, szczerze mówiąc, TL;DR. ZnZ schodzi na psy.

--

pzdr

Portret użytkownika docent

Kolego Blupa Dada ❗masz rację

Kolego Blupa Dada ❗masz rację!!!

Głupoty wypisują. Niech autor poda chociaż jeden artykuł w którym jest coś napisane na temat wpływy bezpośredniego burzy geomagnetycznej na pracę elektrowni atomowej.

Przeczytał coś na temat indukcji stałego pola elektrycznego w przewodach wysokiego napięcia i aby się nie powtarzać wymyślił bezpośrednie awarie w elektrowniach atomowych.

Ale kicha!!!

Skomentuj