Dochód gwarantowany w Polsce może wynosić 1600-1700 zł miesięcznie, a może… 174 miliony zł?

Kategorie: 

Źródło: Internet

Debata nad słusznością wprowadzenia dochodu gwarantowanego ciągle skupiona jest wokół kwestii możliwości finansowych gospodarki. Brakuje wyraźnego zaakcentowania powodów ideologicznych, dla których takie świadczenie jest właściwym i pożądanym kierunkiem rozwoju społeczeństwa.

Naczelnym argumentem za dochodem podstawowym jest wynagrodzenie ludziom zaznanej niesprawiedliwości. Dzisiejszy bardzo nierównomierny podział kapitału jest wynikiem popełnionych kiedyś oszustw i kradzieży dóbr narodowych. Dzikie prywatyzacje, nielegalne uwłaszczanie się, wyprzedaż polskich zasobów - to wszystko odbyło się kosztem całego narodu.

 

Najsłynniejsza obietnica wyborcza Lecha Wałęsy, który chciał wypłacić każdemu kto na niego zagłosuje 100 milionów ówczesnych złotych, a więc równowartość 100 średnich miesięcznych pensji, miała być sfinansowana poprzez dochody z prywatyzacji. Od 1989 roku wypłynął z Polski kapitał wart około 5-7 bilionów nowych złotych. I trudno powiedzieć, by te biliony posłużyły za narzędzie rekompensaty finansowej dla mieszkańców naszego kraju. Obywatele powinni być świadomi własnego prawa do redystrybucji dóbr.

 

Jednym z fundamentów demokracji jest prawo do wolności. Kłopot w tym, że w aspekcie ekonomicznym nie ma mowy o prawdziwej suwerenności jednostek. Wolność oznacza bowiem brak uzależnienia od decyzji kogoś ponad nami: mężów, żon, rodziców, pracodawców czy urzędników. Ci, którzy nieustannie krytykują pomysł dochodu gwarantowanego bez przerwy powtarzają, że takie świadczenie zniechęci do pracy. Trzeba jednak dokonać przedefiniowania pojęcia jakim jest „praca”.

 

Już w Biblii mamy wskazówkę, że Pan Bóg skazał Adama na trud pracy dopiero po tym jak wspólnie z Ewą zostali wygnani z raju na skutek popełnienia grzechu, zwanego dziś pierworodnym. Wynika z tego, że praca jest karą za grzechy, a nie jakimś podstawowym, uniwersalnym kosmicznym kryterium sensownego życia. Czy to oznacza, że choć większość ludzi traktuje pracę jako zło konieczne, musimy ciągle płacić cenę za błąd pierwszych ludzi? Przecież zostaliśmy wybawieni od grzechu pierworodnego przez śmierć Jezusa Chrystusa.

 

W Piśmie Świętym padają również słowa, które elity przez wieki wykorzystywały do tego, by przekonać pracującą na ich rzecz biedotę, że ma ona większe szanse na zbawienie niż najbardziej majętni i najbardziej wpływowi:

 

Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, aniżeli bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego.

Dlaczego zatem nie zostaliśmy wybawieni od niewoli ekonomicznej? Dla wielu ten argument może wydawać się naiwny, ale znakomita większość społeczeństwa deklaruje swoją wiarę, a nawet ją wyraźnie manifestuje. Dlaczego więc z taką niechęcią podchodzi ona do innego spojrzenia na sens pracy zarobkowej? Jeśli ci ludzie faktycznie czytają Pismo Święte, to powinni takie rzeczy zauważyć.

Bertrand Russell w „Pochwale lenistwa” napisał:

Moralność pracy to moralność niewolników, a świat współczesny nie potrzebuje niewolnictwa. Jest oczywiste, że w społeczeństwie pierwotnym chłopi pozostawieni sami sobie nie rozstawaliby się z ową skromną nadwyżką, z której utrzymywali się kapłani i wojownicy. Raczej już wytwarzaliby mniej albo spożywali więcej. Początkowo produkowali i oddawali część owoców swojej pracy zmuszani do tego siłą. Z czasem jednak okazało się, że wielu z nich można wpoić etykę, wedle której ciężka praca jest ich obowiązkiem, nawet jeśli to dzięki niej inni mogą próżnować. […] Historycznie biorąc, pojęcie obowiązku było środkiem, za którego pomocą posiadający władzę skłaniali wszystkich pozostałych, aby żyli zgodnie z interesami swoich władców, a niezgodnie z interesem własnym. Sprawujący władzę nie dopuszczają do siebie świadomości tego stanu rzeczy, umiejąc wzbudzić w sobie przekonanie, że ich interesy tożsame są z ogólnym interesem ludzkości.

Z jakiego więc powodu nadal hołdujemy pracy w obecnym znaczeniu?

Bez względu na to czy jakąś czynność uznaje się za pracę w tradycyjnym ujęciu, czy też nie, zawsze, przy każdej z nich (by wymienić choćby aktywność w Internecie czy opiekę nad potrzebującymi pomocy), mamy do czynienia z wytwarzaniem pewnej wartości przeliczalnej ekonomicznie. Warunki w jakich tworzone są wszelkie innowacje powstają dzięki sieciom społecznym, zawodowym i państwu, jako ogólnej zbiorowości obywateli.

 

Przełomowe odkrycia i wynalazki to w głównej mierze suma wielu zdarzeń, wiedzy i doświadczenia różnych osób. Zapominamy o tym z powodu skonstruowanego z niekorzyścią dla obywateli prawa własności intelektualnej. Skoro próbuje się nam wmówić konieczność przestrzegania takich standardów, to właściciele i najwięksi beneficjenci praw patentowych powinni znaleźć i udowodnić każdy najdrobniejszy indywidualny wkład w powstanie jakiegoś pomysłu. Będzie to od nich wymagało zejścia na poziom neuronów pojedynczego człowieka, nie mówiąc o wszystkich ludziach. Powodzenia.

Dlaczego więc tak wiele osób, które mogłyby przecież skorzystać z systemu dochodu gwarantowanego, tak silnie wzbrania się przed podjęciem otwartej dyskusji na ten temat, bez uprzedzeń i z góry założonych negatywnych opinii?

Dochód gwarantowany wypłacany co miesiąc każdemu obywatelowi jako rozłożona na raty rekompensata za utracone prawo do zasobów państwa nie wydaje się absurdem, jeśli weźmie się pod uwagę czynniki, które naprawdę motywują jego wprowadzenie. Jaką wysokość mogłoby mieć takie świadczenie?

Członkowie Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego wymieniają pięć głównych źródeł finansowania takiego dochodu: wchłonięcie środków z funkcjonującego obecnie systemu pomocy społecznej, nałożenie nowych podatków, zwiększenie stawek podatków już istniejących, zatrzymanie gotówki, która nielegalnie wypływa z Polski i zwiększenie wydatków publicznych do poziomu średniej unijnej.

Przy skupieniu się na tych pięciu sposobach finansowania dochód gwarantowany powinien na początkowym etapie wynosić 1600-1700 złotych dla osoby dorosłej i 750 złotych dla dziecka. Potrzeba na to około 670 miliardów złotych, choć jak twierdzą twórcy tego pomysłu nie będzie trudne zebranie takiej kwoty poprzez wykorzystanie wymienionych powyżej mechanizmów. Pamiętać trzeba również o tym, że budżet rządu, to nie to samo, co budżet całego sektora publicznego. Budżet rządu to 370-400 miliardów złotych, zaś budżet całego sektora publicznego to około 730 miliardów złotych. Aby taki dochód wprowadzić całościowo, potrzeba w obecnych warunkach około 4 lat. Przy zmniejszeniu wysokości świadczenia do poziomu 1000 złotych dla wszystkich dorosłych i zachowaniu programu 500+ dla dzieci, 75% środków może pochodzić z dotychczasowych świadczeń. I tak, jeśli ktoś netto otrzymuje 3000 złotych emerytury, to przy takim rozpatrywaniu sprawy otrzyma 2000 emerytury i 1000 złotych nieopodatkowanego dochodu gwarantowanego. Jeśli odrzuci takie rozwiązanie, otrzyma emeryturę w wysokości 3000 złotych, ale nie otrzyma 1000 złotych z tytułu dochodu podstawowego.

Wyeliminuje się w ten sposób wydatki związane z zasiłkami dla bezrobotnych, świadczeniami przedemerytalnymi, środkami na podjęcie działalności gospodarczej, zasiłkami pieniężnymi i rzeczowymi, kosztami utrzymania administracji oraz rentami i emeryturami. W kasie państwa zostałoby 100-110 miliardów złotych. Resztę trzeba będzie tak czy inaczej finansować podwyższając podatki. Polskie wydatki publiczne w stosunku do PKB są o ok. 6% PKB niższe od średniej unijnej, to 110 miliardów złotych. Na reformie w takim kształcie 80 procent Polaków zyska, a 20 procent straci. Jednak za tę cenę praktycznie zostanie zlikwidowane ubóstwo, wszyscy otrzymają podstawowe zabezpieczenie socjalne i znacząco zostaną zredukowane nierówności. Będzie to ponadto oznaczało wzmocnienie pozycji negocjacyjnej pracownic i pracowników i zwiększenie wzrostu gospodarczego.

Jeśli uda się Polsce zagospodarować w pełni jej zasoby naturalne, wtedy nie będzie potrzeby eksperymentowania przy podatkach i kombinowania jak spiąć budżet państwa. Mamy potencjał wykorzystania 400 miliardów ton węgla, którego wartość po zgazowaniu wyniesie ponad 355 bilionów złotych i 4 bilionów baryłek ropy naftowej, która przy średniej cenie za baryłkę w wysokości 60 dolarów, jest warta 240 bilionów dolarów. Część ekspertów jest zdania, że eksploatacja węgla metodą zgazowania przyniesie przychód w kwocie 6 069 823 zł dla każdego Polaka, pod warunkiem, że obecny rząd nie odda eksploatacji polskich złóż węgla obcym korporacjom.

 

Trzeba ponadto uwzględnić wyliczenia wartości ludzkiego życia dokonywane przez różne agencje rządowe i wykorzystywane m.in. w debacie nad wielkością odszkodowań za wojnę. Na przykład Environmental Protection Agency szacuje przeciętną wartość jednego ludzkiego życia na 10 milionów dolarów. Magazyn „Wired” w sposób bardziej szczegółowy wycenił wszystkie narządy ludzkie. Według autorów tych obliczeń najcenniejszy w ludzkim organizmie jest szpik kostny, którego wartość oszacowano na 23 miliony dolarów. Drugie w kolejności jest DNA o wartości 9 milionów dolarów. Całkowita wartość rynkowa ludzkiego ciała to ponad 45,6 miliona dolarów, czyli prawie 174 miliony złotych przy kursie dolara na poziomie 3,815 zł.

 

Dlaczego nie oprzeć wypłacania dochodu gwarantowanego na tych wyliczeniach? Mechanizm byłby podobny do wypłacania świadczenia emerytalnego z tytułu odwróconej hipoteki. Z tą różnicą, że nie oddawalibyśmy swojego ciała na własność państwu. Jak widać pole manewru w tej kwestii jest dość szerokie. Potrzeba tylko rzeczowej dyskusji i konkretnych projektów politycznych.

 

 

Ocena: 

4
Średnio: 4 (2 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera


Komentarze

Portret użytkownika wombad

Na ekonomi to ja się za

Na ekonomi to ja się za bardzo nie znam, ale myślę że na wprowadzenie takiego dochodu jest stanowczo za wcześnie. Najpierw muszą nas zastąpić maszyny i komputery, aby coś takiego było możliwe, bo kto będzie np. produkował żywność, budował drogi czy choćby wywoził nieczystości jak każdy ma dostać tyle samo.

Dodatkowo jak autor dodaje takie obrazki jak powody do pracy to raczej mi to przypomina wyideowany obraz ze star treka, który to jest możliwy do osiągniecia może za 100 lat Smile

Portret użytkownika wombad

Na ekonomi to ja się za

Na ekonomi to ja się za bardzo nie znam, ale myślę że na wprowadzenie takiego dochodu jest stanowczo za wcześnie. Najpierw muszą nas zastąpić maszyny i komputery, aby coś takiego było możliwe, bo kto będzie np. produkował żywność, budował drogi czy choćby wywoził nieczystości jak każdy ma dostać tyle samo.

Dodatkowo jak autor dodaje takie obrazki jak powody do pracy to raczej mi to przypomina wyideowany obraz ze star treka, który to jest możliwy do osiągniecia może za 100 lat Smile

Portret użytkownika .........................

.............................

....................................mamy duże zasoby i bogactwa chyba wszyscy powinni cośkolwiek z tego otrzymać.................................problem jest taki że albo obcy nam to zabiorą albo rządzący polską oddadzą to obcym za przysłowiową złotówkę........................................te zasoby mają określoną wysoką cenę i tego należałoby się trzymać................................... nie opierałbym żadnych wyliczeń na dzisiejszej złodziejskiej ekonomii.............................uussmańcy nie dlatego są bogaci że stosują ekonomię tylko dlatego że potrafią ekonomicznie albo i nie ekonomicznie okradać inne kraje np::::::::::::::::::::polaczkowo pół afryki azji am...płdn............................to samo niemcy francja angole,,,,, aj waj,,,,, wykradają ropę gaz złoto diamenty metale i inne nie chce mi się podawać tutaj przykładów ale przez ostatnie wieki to widać gołym okiem chyba nie ma co do tego złudzeń...................................te niby giełdy gdzie większość to jest prawdopodobnie ustawka jak i większość dziedzin życia wygrywają zdobywają tam tylko najbogatsi reszta dokłada do interesu..............................ta ekonomia akademicka to jest dla maluczkich....................................wielcy typu korporacje banki uussmańcy ,,,aj waj,,,,stosują złodziejstwa naciski szantaże groźby itp:::::::::::::::::::::co z ekonomią niewiele ma wspólnego jakąś nawet dużą firmę ale konkurencyjną mogą zniszczyć w krótkim czasie ale w mediach podadzą oficjalną wersję że firma powiedzmy zbankrutowała......................................i teraz dobrze byłoby żeby jacyś ludzie niezależni nie z żydo-okrągłego stołu przypilnowali z pomocą społeczeństwa by te zasoby bogactwa nie wypłynęły bocznym korytem z tego żydopiolin do kieszeni powiedzmy sorosów czy rodszyldów.......................................biorąc pod uwagę ostatnie 30 lat przekrętów i bezkarności to jest to wielce możliwe..........................................................

Portret użytkownika Sikkimczyk

Interesujący tekst, niestety

Interesujący tekst, niestety nie uwzględnia wiele rzeczy związanych z dochodem gwarantowanym, które z punktu widzenia ekonomicznego bardzo zmniejszyły by jego koszty i wygenerowały ogromne zyski co jest jasne dla kazdego normalnego ekonomisty a nie dla oszołomionego neoliberala z wypranym mózgiem jak niektórzy z tu komentujących. Nie ma sensu tego tłumaczyć, ale jakby ktoś chciał to powinien na poczatek zapoznać się z teorią i praktyką Kynesa, który wyprowadził usa z wielkiego kryzysu - niestety ta menda Hayek cały jego dorobek zniszczyła i dlatego żyjemy w takim a nie innym świecie.

Portret użytkownika Maxxx

Tekst jest tak dennie głupi,

Tekst jest tak dennie głupi, że aż mnie oczy rozbolały. Jakim idiotą trzeba być aby kupić te komunistyczne bajeczki Biggrin

Według autora, uzależnienie finansowe od państwa oznacza likwidację "niewolnictwa"??? Przecież to oksymoron. 

Niby rozdawanie wszystkim po 1000 zł czy więcej zlikwiduje ubóstwo??? Widać, że autor ma takie samo pojęcie o tym jak dzieła gospodarka, co noworodek o chodzeniu. Sztucznie zwiększony popyt w krótkim czasie może przynieść korzyści, ale wywoła przy tym inflację który zje te darmowe pieniądze. Chleb nie będzie za 3zł tylko 8zł. Z resztą nie trzeba sobie tego wyobrażać. Wystarczy iść do sklepu, odkąd PiSowskie kundle rozdają pieniądze na prawo i lewo koszty życia poszybowały w kosmos. 

No i najlepsze, sposób finansowania. Czyli ci którzy pracują mają oddać całą swoją pensję aby masa darmozjadów mogła siedzieć na dupie, żreć i chlać? Bo chyba nikt nie jest na tyle naiwny by uważać, że ludzie nagle zaczną się rozwijać duchowo dzięki tej kasie Biggrin Cały budżet, czy pieniądze ze sprzedaży zasobów naturalnych mają być przejedzone i przepite? A kto zbuduje drogi, utrzyma szkoły, szpitale, wojsko itd...? 

W obecnym systemie praca jest karą dla wielu bo państwo właśnie odbiera nam możliwość godnej pracy i rozwoju. Żaden program socjalny tego nie zmieni.

Portret użytkownika Gaf

Drmoralizacja ludzi siega

Drmoralizacja ludzi siega kosmosu, myślą że jak ktoś (rząd ) ukradnie i da im to jest ok.  Sprzedaż zasobów naturalnych i rozdawanie pasożytom to okradanie całego narodu i przyszłych pokoleń. Autor jest jak ten lewak z krytyki politycznej co chce kasy bo on nie ma czasu na pracę bo musi walczyć z faszystami. Po to ludziom obrzydziło się religię by nie znali przykazania NIE KRADNIJ bo tym jest gwaratowangw dochód a te automaty co mają wszystko wyprodukować to mieszkają w Azji i chcą za pracę kasę

Portret użytkownika obserwator1111

jest to możliwe przy

jest to możliwe przy spełnieniu kilku warunków, sprzedaż węgla i ropy, wydobycie metali ziem rzadkich - niestety sąsiedzi blokują nam te inwestycje, żebyśmy przypadkiem nie wykopali wszystkiego za nim polożą na tym swoją łapę, oni są doskanale świadomi podziemnego pogactwa naszego kraju i prędzej nas zbombardują niż dopuszczą do jego eksploatacji

i zgadzam się, w obecnej chwili praca jest przymusem koniecznym, a powinna być pasją - dochód gwarantowany przybliżył by nas do tego

8 godzinny tryb pracy to marnotrastwo czasu i pieniędzy, efektywnie pracujemy i tak maksymalnie połowę dniówki

Strony

Skomentuj