Depopulacja – dobro czy zło dla ludzkości?

Kategorie: 

Źródło: Internet

Dla wielu ludzi depopulacja jest niezwykle złowrogim planem elit, które dla własnego interesu i wygody, a pod przykrywką walki o ocalenie świata, próbują radykalnie zmniejszyć liczbę ludzi na nim żyjących. Dla etyków i filozofów problem jest jednak głębszy i dotyczy tego czy przypadkiem nie byłoby dla ludzi lepiej, gdyby nie musieli zderzać się z mechanizmami Natury i czy nie byłoby lepiej dla Natury, gdyby nie musiała mierzyć się z działaniami człowieka?

Analizę problemu depopulacji trzeba zacząć od argumentów filozoficzno-moralnych.

Co jeśli cierpienie istnieje nie przez intencję, ale przez losowość jakiejś kosmicznej anomalii i nigdy nie było zamierzone? Jeśli nie ma żadnego wyższego celu, nie edukuje nas. nie czyni nas silniejszymi ani mądrzejszymi? Co, jeśli nigdy nie miało zaistnieć, ale z powodu jakiejś anomalii istnieje i nic nie da się z tym zrobić?

Nick Bostrom napisał:

Suma cierpień, jakich co dnia doznają wszystkie żywe stworzenia, jest wręcz niewyobrażalna. W ciągu minuty, jaką zajęło mi napisanie tego zdania, tysiące zwierząt zostało zjedzonych żywcem, tysiące uciekało przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, umierając ze strachu, tysiące było powoli drążonych od środka przez pasożyty, a kolejne tysiące umierało w koszmarnych mękach z głodu, pragnienia lub choroby. Tylko w ramach naszego gatunku 150 000 osób ginie każdego dnia, a niezliczona liczba cierpi z powodu przerażającego wachlarza udręk i niedostatków. Natura może i jest wielkim eksperymentatorem, ale nie przeszłaby pomyślnie rozmowy z komisją etyczną, bo jej działania naruszają zarówno zasady ujęte w Deklaracji Helsińskiej, jak i wszelkie normy moralnej przyzwoitości – lewicowe, prawicowe i centrowe. Istotne jest to, byśmy nie powielali niepotrzebnie takich potworności.

 

To ludzie w całej historii istnienia naszego gatunku są odpowiedzialni za śmierć miliardów innych ludzi. W ciągu roku zadają ból i śmierć około 70 miliardom zwierząt. Pozyskują z nich mięso i skórę, przeprowadzają na nich eksperymenty, niszczą ich siedliska, a czasem zadają im cierpienie po prostu dla przyjemności. Niektórzy myśliciele uznają człowieka za najbardziej destrukcyjną istotę na Ziemi i twierdzą, że brak ludzi będzie oznaczał koniec wyrządzania przez nich krzywdy innym czującym istotom. Gdyby zniszczenia o takiej skali powodowane były przez inny gatunek, niezwłocznie uznalibyśmy, że nowe osobniki nie powinny powstawać dla naszego dobra i bezpieczeństwa.

Do czego jeszcze doprowadza tworzenie ludzi przez ludzi? Statystki są przygnębiające. Jak podaje David Benatar:

  • ponad 15 milionów ludzi umarło w ostatnim tysiącleciu w wyniku klęsk żywiołowych
  • około 20 000 ludzi dziennie umiera z głodu
  • 840 milionów ludzi cierpi głód i niedożywienie
  • ponad 102 miliony ludzi umarło od roku 541 przed naszą erą do roku 1912 w wyniku epidemii (choć ta liczba może być znacznie większa, gdyż według niektórych z powodu samej epidemii dżumy w średniowieczu zmarło w sumie 200 milionów ludzi)
  • 50-100 milionów ludzi umarło w roku 1918 w wyniku pandemii grypy
  • blisko 11 milionów ludzi rocznie umiera na choroby zakaźne
  • ponad 7 milionów ludzi rocznie umiera na nowotwory złośliwe
  • ponad 3,5 miliona ludzi rocznie umiera w wypadkach
  • w sumie około 56,5 miliona ludzi umiera co roku, co daje ponad 107 śmierci na minutę
  • 133 miliony ludzi przed dwudziestym wiekiem zostało zabitych w masowych mordach
  • od 170 milionów do 360 milionów nieuzbrojonych cywili i cudzoziemców w pierwszych osiemdziesięciu ośmiu latach dwudziestego wieku w wyniku rozporządzeń rządów zastrzelono, zatłuczono, torturowano do śmierci, zadźgano, spalono, zagłodzono, zamrożono, zmiażdżono, zmuszono do pracowania do śmierci, pogrzebano żywcem, utopiono, powieszono, zbombardowano lub w jakiś inny sposób zabito
  • 1,6 miliona ludzi umarło w wyniku wojen w XVI wieku, 6,1 miliona w XVII wieku, 7 milionów w XVIII wieku, 19,4 miliona w XIX wieku, 109,7 miliona w XX wieku
  • około 40 milionów dzieci rocznie pada ofiarami przemocy
  • ponad 100 milionów obecnie żyjących kobiet i dziewczynek zostało poddanych klitoridektomii (obcięciu łechtaczki i zaszyciu pochwy)
  • co roku ponad milion ludzi popełnia samobójstwo

Czy zatem zwiększanie i przedłużanie życia populacji ludzkiej jest dobre czy złe?

Budda nauczał, że nie zdając sobie sprawy z cierpienia, z którym związane jest życie, człowiek płodzi dzieci i co za tym idzie staje się przyczyną starości i śmierci. Jeśli tylko zda sobie sprawę z tego,  jakie  cierpienie  może  spowodować płodząc potomstwo, powstrzyma  się  od  prokreacji i w ten  sposób  położy  kres  starzeniu się, umieraniu i cierpieniu.

Według niektórych etyków czyn  „niestworzenie  dziecka” ma  przewagę  nad czynem „stworzenie dziecka”. Powinien być uznawany za lepszy tak długo, jak długo nie będziemy w stanie całkowicie wykluczyć tego, że dziecko będzie mniej lub bardziej nieszczęśliwe, a  nigdy  nie  jesteśmy  w  stanie  tego  zrobić. Zawsze  moralnie  wskazane będzie więc „niestworzenie dziecka.”

Jeśli chcemy spróbować całkowicie wykluczyć ryzyko nieszczęśliwego życia, musimy skupić się na tym, czyja wola powinna być uwzględniana w procesie tworzenia życia i jego modyfikacji. Możemy powiedzieć, że trzeba uwzględniać wolę „wszystkich”, ale co to właściwie oznacza: „wszystkich”? Czy chodzi o istoty będące na obrzeżach człowieczeństwa, jak na przykład embriony, płody, pacjenci w stanie śmierci mózgowej, cierpiący na poważne przypadki demencji lub będący w stanie wegetatywnym? Czy u pacjentów po komisurotomii (zabiegu chirurgicznym polegającym na przecięciu spoideł mózgowych łączących półkule mózgu) każdej półkuli mózgowej przypisać należy oddzielną wagę i czy będzie to taka sama waga, jaką się przypisuje całemu mózgowi zwykłego człowieka? Co z ludźmi, którzy żyli w przeszłości i umarli? Co z ludźmi, którzy urodzą się w przyszłości? Co ze zwierzętami znajdującymi się na wyższych szczeblach ewolucyjnej drabiny i innymi istotami rozumnymi? Co z umysłami cyfrowymi? Co z istotami pozaziemskimi?

Jeśli chcemy zapewnić wszystkim ludziom jednakowy poziom dobrostanu, trzeba brać pod uwagę dobra naturalne i społeczne. Do tych pierwszych trzeba zaliczyć: zdrowie, wigor, inteligencję i wyobraźnię, a do tych drugich: prawa i wolności, władzę i możliwości, dochód i bogactwo oraz szacunek do samego siebie.

Konieczne jest też ewoluowanie samej etyki, której obecnym zadaniem jest uszczęśliwianie ludzi żyjących, stawianie nieustannie pytania o to, jak istniejący świat czynić bardziej sprawiedliwym, respektowanie ludzkich żądań oraz refleksja nad tym, jak zmienić ludzi nikczemnych w cnotliwych.

Etyka nowej generacji musi powoływać na świat ludzi szczęśliwych od urodzenia, tworzyć zupełnie nowy, sprawiedliwy system społeczny, przysparzać światu tych, którzy będą wysuwali zupełnie nowe żądania i dokonywać genetycznych manipulacji zmierzających do rodzenia się wyłącznie cnotliwych ludzi.

Społeczeństwo musi postępować tylko w taki sposób, aby skutki jego działania dały się pogodzić z ciągłością trwania autentycznego życia ludzkiego i nie były destrukcyjne względem możliwości ludzkiego życia w przyszłości. Musi w swych teraźniejszych wyborach wśród obiektów swojego „chcenia” uwzględniać przyszłą integralność człowieka. I pamiętać o tym, żeby problemy wywołane przez sposób rozwiązywania problemów wyjściowych nie okazały się większe, niż problemy, którym chciało pierwotnie zaradzić.

Jeżeli każda osoba ma zerowy poziom dobrostanu w każdym z możliwych światów, w którym nie istnieje, to świat, w którym nigdy nie powstał gatunek Homo sapiens, jest światem, który ma zerową wartość dla miliardów nieistniejących w nim osób. Piękny, niezaludniony świat ma zatem wartość osobową, która ma moralne znaczenie. Koncepcja „zerowego dobrostanu” zmusza egalitarystów do uznania, że jedynym sposobem osiągnięcia doskonałej równości jest zrównanie poziomu dobrostanu wszystkich ludzi do poziomu zerowego. Dlaczego? W każdym możliwym świecie, wszystko będzie miało wartość zerową dla osób, które nie istnieją. A zatem, aby wyrównać poziom dobrostanu, nie wystarczy zapewnić wszystkim osobom takiego samego pozytywnego poziomu dobrostanu. Musimy mieć pewność, że wszyscy osiągną poziom zerowy.

Jak z tej perspektywy oceniać problem depopulacji?

Wśród antynatalistów – osób, które nie uważają, że życie ludzkie (i nie tylko) ma jakąś nadrzędną wartość, pojawiło się kilka radykalnych grup, których bezkompromisowość przewyższa najbardziej „zbrodnicze” plany elit.

Ruch  Dobrowolnego Wyginięcia  Ludzkości  postuluje  nie  ograniczenie,  lecz  całkowite  wymarcie  rasy  ludzkiej.  Alternatywą  dla  wyginięcia  milionów  gatunków  na  naszej  planecie  jest  według członków tego ruchu dobrowolne  wyginięcie  jednego  gatunku - człowieka. Według nich znajdujemy  się  na  szczycie  łańcucha  pokarmowego,  przez  co  nie  stanowimy pożywienia dla innych gatunków. W myśl tej logiki znacznie bardziej niezbędne dla przetrwania całości życia na Ziemi są np. mikroskopijne bakterie,  które stanowią podstawę tegoż łańcucha. Ludzie przyrodzie są zbędni. Apogeum antynatalizmu jest przekonanie o tym, że nie tylko ludzie, ale także wszystkie inne organizmy żywe nie mają prawa istnieć. Gdyby za pomocą naciśnięcia jednego przycisku było możliwe wyeliminowanie całego życia na Ziemi, to należałoby to zrobić.

Jak wobec dotychczas przedstawionych argumentów oceniać plany elit?

Najdalej w swych postulatach idzie Dave Foreman - współzałożyciel Earth First. Jego głównym celem jest zmniejszenie populacji ludzi do 100 milionów. Poza tym chce zniszczenia infrastruktury przemysłowej i odbudowy bogactwa gatunków na całym świecie. Założyciel amerykańskiej stacji CNN Ted Turner wielokrotnie twierdził, że idealny poziom ludzkiej populacji to 250-300 milionów. Naczelne przykazanie monumentu z Georgii mówi o utrzymywaniu liczby ludzi poniżej 500 milionów.

Profesor biologii z University of Texas - Eric R. Pianka jest przekonany, że „świat - w tym cała ludzkość - z pewnością byłby o wiele lepszy bez tak wielu z nas”. Zasugerował on wykorzystanie zmutowanego wirusa Ebola, zdolnego rozprzestrzeniać się w powietrzu do unicestwienia 90 proc. ludzkości na Ziemi.

Populację o 90% chciał też zmniejszyć Michaił Gorbaczow. Profesor Hans Joachim Schellnhuber wybrany jako przedstawiciel watykańskiej grupy do spraw klimatu powiedział, że planeta jest przeludniona o co najmniej sześć miliardów ludzi. Konkretniej uważa, iż Ziemia może posiadać tylko miliard ludzi Jego celem jest ustanowienie „Planetarnego Trybunału” umacnianego przez „Konstytucję Ziemi”. Taki Trybunał  sprawowałby władzę nad każdym narodem i rządem na świecie. Uważa, że globalna demokracja może być zorganizowana wokół trzech podstawowych działań, a mianowicie:

Konstytucji Ziemi - byłaby ona ważniejsza od Karty Narodów Zjednoczonych. Miałaby ustanowić pierwsze zasady w dążeniu ludzkości do wolności, godności, bezpieczeństwa i stabilności.

Rady Globalnej - byłaby to grupa osób wybieranych bezpośrednio przez wszystkich ludzi na planecie. Przynależność nie byłaby ograniczana geograficznie, religijnie, kulturowo.

Planetarny Sąd - byłbym globalnym ciałem prawnym skupionym na karaniu naruszeń Konstytucji Ziemi.

Problem depopulacji jest więc bardzo złożony, a najtrudniejszą kwestią zdaje się być ustalenie, kto z ludzi miałby na naszej planecie pozostać przy życiu i czy w ogóle ktokolwiek powinien żyć? Proces zmniejszania liczby ludności musi bowiem także obejmować przedstawicieli elit, którzy poza posiadaniem kapitału nie wnoszą praktycznie żadnego twórczego wkładu w postępy cywilizacyjne. Wręcz przeciwnie, to szalona pogoń za maksymalizacją zysków dla elit powoduje niszczenie środowiska naturalnego, wojny i kryzysy społeczne. Logiczne więc staje się uznanie elit żyjących na koszt przyrody i innych ludzi za pierwszą grupę, która powinna przestać istnieć. Inną sprawą jest to czy faktycznie potrafimy sprawić, by życie tych, którzy przetrwają, było faktycznie zgodne z Naturą i lepsze niż istnienie generacji, które padły ofiarą procesu depopulacji?

 

 

Ocena: 

2
Średnio: 1.3 (3 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera


Komentarze

Portret użytkownika tryku

Ludzkość różni się od drożdży

Ludzkość różni się od drożdży jednym, że jest wstanie przesuwać granice, tego co da się wyciągnąć z tego gąsiora czyli "Ziemi". Ilość ludzi, którzy będą mogli żyć na Ziemi, zawsze była związana z ilością plonów. Kiedy ludzie prowadzili tryb zbieracko-łowiecki nie było ich dużo, kiedy zaczęli uprawiać role ich ilość się zwiększyła, co więcej zaczęli łączyć się w grupy, wymieniać myśli opracowywać nowe techniki uprawy. W technologii upraw wiele się nie zmieniało, od czasu do czasu pojawiały się nowe narzędzia, jednak większość opierała się na udoskonalaniu technik agrokultury i pozyskiwaniu nowych terenów. Do pewnego stopnia populacja się zwiększała, ale osiągnęła pewny limit. Wszystko zmieniła rewolucja przemysłowa i boom technologiczny. Maszyny i sztuczne nawozy, choć szkodliwe dla zdrowia, pozwoliły na duże powiększenie ilości dostępnego pożywienia. Oczywiście ważna była medycyna i inne elementy, ale gwałtownie rosnącą populację trzeba przede wszystkim wykarmić. Dlatego, że rozwijają się technologie produkcji i zwiększania się plonów, możemy poszerzać granice naszej populacji.

Pytanie brzmi czy da się poszerzać te granice w nieskończoność?

Możemy również spróbować przenieść się do innego gąsiora, na inną planetę. To jednak nie jest takie łatwe jak brzmi.

Według mnie, ludzkość wykończy, lub przynajmniej zdziesiątkuje tak zwana pułapka cywilizacyjna. Widać już jak do życia podchodzą ludzie młodzi. Kiedyś pracowało się tylko i wyłącznie by wykarmić własną rodzinę i zapewnić jej schronienie, a dzieciom jakieś wykształcenie, niekoniecznie wysokie. Na luksusy stać było niewielki ułamek społeczeństwa. Dziś pracuje się na duży dom, w nim szereg sprzętów, telewizor, komputer, telewizor, jeden, a czasem więcej samochodów, szereg smartfonów, pieska, kotka, podróże do Hiszpanii, Włoszech lub nawet dalej. Z tego wszystkie wystarczy na jedno, dwójkę dzieci, góra trójkę. Kiedyś normą społeczną nawet w względnie zamożnych rodzinach normą była 5-6 potomstwa. Niestety preferowany model w "rozwiniętych" krajach 2+1 lub 2+2, jest główną przyczyną ich depopulacji. Jak to ukryć - Imigrantami. Wszyscy to dobrze widzimy, czy to z krajów arabskich, czy jak to się robi u nas z Ukrainy.

Portret użytkownika Serggt11

Zgadzam sie z koncem artykulu

Zgadzam sie z koncem artykulu, wyeliminowac elity I zycie na ziemi stalo by sie lepsze. Pytanie Czy potrafilibysmy zyc I zapobiec stworzeniu kolejnych elit, ktore byly by tak samo pasozytnicze. Po prostu potrzebujemy nowego systemu, ktorego jeszcze nikt nie wymyslil, a ktory pozwoli na zycie w harmonii z innymi ludzmi I natura. Moim zdaniem po depopulacji, pozostali ludzie stali by sie znieczulonymi potworami na kazde cierpienie I nie przestali by na zabiciu 90% ludzkosci, poszli by o wiele dalej. A wystarczy na poczatek wyeliminowanie okolo 10 tysiecy ludzi rzadzacych tym swiatem I trzymajacych ponad 90% bogadztwa. 

Portret użytkownika tubylec

Nie, nie potrafilibyśmy żyć

Nie, nie potrafilibyśmy żyć bez stworzenia sobie kolejnych elit .. bo ludzka niewolnicza mentalność, pozbawiona odpowiedzialności za siebie nie wytrzymałaby żeby nie wybrać sobie Pana, który będzie im mówił co wolno a co nie. Zabijemy elity to zaraz powołamy nowe, równie podłe i nienażarte jak te obecne, w swojej naiwności wierząc że te będą lepsze. Dopóki człowiek będzie miał w sobie potrzebę poddaństwa to będzie kopany w dupę przez takie czy inne elity.

Portret użytkownika H2SO4

Czyli już jesteśmy na etapie

Czyli już jesteśmy na etapie "oswajania" z nieuniknionym. A  jeszcze rok temu ktoś kto wspomniał o NWO,

wyzywany był od debili. Szybko to się toczy i wyraźnie przyspiesza. Chyba już niewiele czasu nam zostało.

Najwyższy czas posprzątać te elity zanim one sprzątnął nas.

Portret użytkownika Gaf

Problemem nie jest wielkość

Problemem nie jest wielkość populacji tylko jej konsumpcja. Jaka jest konsumpcja wioski hinduskiej a jaka Amerykanina ?  Parlament europejski zużywa tyle energii co cale państwa w Afryce oczywiście debatując jak tych afrykanczyków depopulować. Do większości cierpienia na ziemi nie przyczyniają się ludzie a korporacje w pogoni za zyskiem więc depopulujmy korporacje lub te 60 rodzin które za nimi stoją. Posiadaja one wiekszość planety i ciągle im malo, my im stoimy na drodze by się mogły nazreć.

PS. W zestawieniu brakuje ile cierpienia spowodowało plemię Eskimosów w ramach robienia interesów

Portret użytkownika gdani

Natura to Ty i Ja

Natura to Ty i Ja
Jest tym co sprawia że dziecko rośnie, że oddychasz, że umierasz gdy przyjdzie pora.
Co najważniejsze sama się reguluje.
Nie możemy zrobić czegoś przeciwko niej, bo jesteśmy jej integralną częścią.
(tłumaczy to jednocześnie wszystkie teorie spiskowe)

Przerózne okrucieństwa które się dzieją są wpisane w tą krętą droge rozwoju, są jej częścią.
To dziwnie zabrzmi ale terrorysta który wysadza 1000 osób, działa zgodnie z naturą... 
Wszystkie 'wynaturzenia' też są jej częscią Biggrin

Portret użytkownika Ractaros96

Człowiek, który stawia naturę

Człowiek, który stawia naturę wyżej niż siebie i jawnie głosi teorie ludobójstwa jest niebezpieczny dla otoczenia. Ma prawo być na Ziemi nawet i 20 miliardów ludzi, a to, że 3/4 będzie cierpiało z powodu braku zaspokojenia podstawowych potrzeb? To już problem człowieka i jego sumienia oraz rodziców dzieci, które będą cierpieć. Idealnie powinniśmy dążyć do tego, aby nie wywierać wpływu na otaczające nas środowisko, ale jednocześnie rozwijać się samemu jako gatunek i cywilizacja.

Ja uważam, że cierpienie jest potrzebne człowiekowi i nie dość, że jest głównym źródłem mądrości, to jeszcze motywatorem do postępu mającego na celu to cierpienie ograniczyć.

"Trudności materialne nigdy nie powinny być przeszkodą na drodze rozwoju człowieka" - Moje własne słowa

Portret użytkownika Ha$s

Przy takim penisowo

Przy takim penisowo szatańskim konstrukcie cywilizacji to lepiej nie bedzie. Pieniądz fidutacyjno-magiczny, lichwa i te inne dobrodziejstwa tej cywilizacji zapewniaja że bedzie jak jest :/

Portret użytkownika semperparatus

Autor artykułu rozpatruje

Autor artykułu rozpatruje sens istnienia człowieka na Ziemi w kategoriach czysto materialistycznych...tj.uzyskiwania jakiejś sumy przyjemnosci,"dobrostanu"itp...Z takiego punktu widzenia...nasza egzystencja tutaj jest niekonczącym się łancuchem cierpienia i koszmarem...

Inaczej wyglada sprawa,jeśli rozpatrujemy ją z punktu widzenia rozwoju duchowego(a pamietać powinnismy,że wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi duszami...czasowo tylko obleczonymi w przemijające ciała).Otóż zło i ciepienie jest...chociaż trudno to zaakceptować-rodzajem okrutnej ale skutecznej"terapii" umożliwiającej nam moralny(czyli także duchowy)rozwój.Jaki jest sens zła i cierpienia?Otóż:

1.Istnienie zła stwarza nam możliwość wyboru miedzy dobrem i złem właśnie...a przez to stwarza nam warunki tegoż rozwoju

2.Doświadczanie samemu zła i cierpienia uwrażliwia nas na cierpienie bliznich-przez co stajemy się lepsi

3.Istnienie zła umożliwia nam docenienie dobra(w "kontraście" między jednym a drugim)

Niestety...Pan Bóg nie "deleguje nas"do raju bez naszego wysiłku i zasługi...doskonałość musimy sobie wywalczyć sami...w żmudnym i bolesnym procesie doskonalenia poprzez proces reinkarnacji...

Portret użytkownika Maryjan_66

Nikt na to nie pozwoli -

Nikt na to nie pozwoli - nawet w naszym wyobrażeniu najgorsze rasy jakie mogły by kontrolować rodzaj ludzki. A odpowiedź jest w samym artykule.

Po pierwsze - człowiek w zasadzie rodzi się jako szczęśliwa istota (o czym autor wspomniał), po drugie - jest tak niewyobrażalnie dużo cierpienia potem, że powątpiewamy czy żyć powinninśmy i w jakiej ilości. Skoro dobre spojrzenie dziecka na jakimś etapie jest zamieniane na cierpienie, zawiść, złość etc - znaczy to, że staje się część z nas mniej lub bardziej sterowalną maszynką do przetwarzania jednej energii (dobrej) - na drugą (już nie za dobrą). A do czego maszynki-przetwornice wykorzystujemy w życiu codziennym? No po to, żeby tą drugą energę spijać. Woda źródlana obraca turbinę, ta wytwarza prąd, a ten znowu wykorzystujemy np do produkcji broni lub innych śmieci, czy ogladania TV - to już trochę wznioślejsze.

Teraz pytania: Gdzie idzie ta druga energia przez nas produkowana? Dlaczego źródłową moc przetwarzamy na coś takiego? W czyim to interesie?  I najważniejsze - jak odłączyć/dezaktywować w sobie tą 'maszynkę'?

W czyimkolwiek to interesie nie jest - interes te poleaga na tym by tych maszynek - przetwornic było jak najwięcej. Co najwyżej można je poddać większej kontroli, automatyzacji. Natomiast im więcej maszynek odłączonych, tym bardziej produkcja podupada, woda staje się czystsza.

Strony

Skomentuj