Czy stworzenie sztucznej inteligencji uprawnia ludzkość do odszkodowania?

Kategorie: 

Źródło: Internet

Choć sztuczna inteligencja nie jest jeszcze na tyle potężna, by zagrozić istnieniu ludzkiej cywilizacji, to w przyszłości jej potencjał może spowodować, że staniemy się gatunkiem wymarłym. Jest jednak bardziej optymistyczny scenariusz, w którym ekspansja cyfrowych intelektów spowoduje radykalne zwiększenie światowego bogactwa, które należy sprawiedliwie dystrybuować.

Teoretycznie ludzkość może trwać tak długo, jak długo będzie istniał Wszechświat. Jeśli jednak podejmiemy niewłaściwe decyzje odnośnie naszego długofalowego rozwoju, bądź staniemy się ofiarami jakiegoś kosmicznego kataklizmu w momencie, gdy nie będziemy jeszcze gotowi intelektualnie i technologicznie do obrony przed zagładą, to zaprzepaścimy szanse na istnienie trwające miliardy lat i dłużej.

 

Filozof Nick Bostrom uważa, że stworzenie sztucznej inteligencji stawia wobec ogromnego ryzyka całą resztę ludzkości, która z tego względu uprawniona jest do odszkodowania. Jego wielkość jest tak ogromna, że może ono jedynie przybrać formę przekazania wszystkim udziałów w zyskach, jeśli sprawy przybiorą korzystny obrót. Zakładając, że obserwowalny Wszechświat jest tak niezamieszkany, jak się wydaje, zawiera on więcej niż jedną pustą galaktykę na każdego żyjącego człowieka. Większość ludzi wolałaby mieć zapewniony dostęp do jednej galaktyki ze wszystkimi jej zasobami, niż otrzymać los dający szansę na miliard stania się posiadaczem miliarda galaktyk.

 

Ba, większość ludzi wolałaby posiadać jedną gwiazdę, niż jedną szansę na miliard posiadania galaktyki liczącej miliardy gwiazd. W gruncie rzeczy większość ludzi wolałaby nawet mieć miliardową część zasobów Ziemi, niż jedną szansę na miliard posiadania zasobów całej planety. Biorąc pod uwagę astronomiczną wielkość kosmicznego dziedzictwa ludzkości, wydaje się jednak, że człowiek we własnym interesie powinien przedkładać transakcje gwarantujące każdej osobie pewny udział, nawet jeśli każdy z tych udziałów, odpowiada jedynie niewielkiemu ułamkowi całości.

 

Kiedy w perspektywie są tak niesamowite łupy, ważne, by nie zostać na lodzie. Kłopoty mogą się pojawić, gdy Kosmos jest nieskończony lub zawiera absurdalnie wielkie, lecz skończone wartości. Należy zastosować w kwestii podziału tych dóbr matematyczny model Hotelu Hilberta. Ekonomia tego hotelu jest dość prosta: koszty są nieskończone, przychody nieskończone, zyski nieskończone i podatki nieskończone. Można jednak zapłacić ten nieskończony podatek (inflacja itp.) a zyski nadal będą nieskończone.

Nasza planeta jest obecnie w 99,999999 procentach martwa w tym sensie, że ta część jej materii nie jest częścią biosfery i nie robi prawie nic użytecznego dla życia poza zapewnianiem siły przyciągania grawitacyjnego i pola magnetycznego. Zwiększa to potencjał wykorzystania pewnego dnia sto milionów razy więcej materii w aktywnym wspieraniu życia. Jeżeli będziemy mogli optymalnie wyzyskać całą materię w Układzie Słonecznym (w tym Słońce), otrzymamy jeszcze milion razy lepszy wynik. Skolonizowanie Galaktyki zwiększyłoby nasze zasoby kolejne biliony razy.

Jak wielkie jest nasze kosmiczne wyposażenie? W szczególności jakie górne granice narzucają prawa fizyki na ilość materii, którą życie może ostatecznie wykorzystać? 

Przybliżona liczba cząstek materii (protonów i neutronów), które przyszłe życie może wykorzystywać: 

· Nasza biosfera – 10^43 
· Nasza planeta – 10^51 
· Układ Słoneczny – 10^57 
· Nasza Galaktyka – 10^69 
· W zasięgu podróży z połową prędkości światła – 10^75 
· W zasięgu podróży z prędkością światła – 10^76 
· Wszechświat – 10^78

Przyszłe życie, które osiągnie granice technologiczne, będzie wymagać głównie jednego, podstawowego zasobu: tak zwanej materii barionowej, czyli wszystkiego, co składa się z atomów lub ich składników (kwarków i elektronów). Niezależnie od formy tej materii zaawansowana technologia może przekształcić ją w dowolne pożądane substancje lub przedmioty, w tym elektrownie, komputery i zaawansowane formy życia.

 

Z fizyki wynika, że wszystko, co przyszłe życie być może zechce stworzyć - od siedlisk i maszyn do nowych form życia -  jest po prostu cząstkami elementarnymi pogrupowanymi w jakiś szczególny sposób. Tak jak płetwal błękitny jest pogrupowanym odpowiednio krylem, a kryl jest pogrupowanym odpowiednio planktonem, cały Układ Słoneczny to po prostu pogrupowany odpowiednio w ciągu 13,8 miliarda lat ewolucji kosmicznej wodór: grawitacja pogrupowała atomy wodoru w gwiazdy, które przekształciły go w cięższe atomy, po czym grawitacja uformowała takie atomy w naszą planetę, na której procesy chemiczne i biologiczne przekształciły je w życie.

 

Przyszłe życie, które osiągnie swoją granicę technologiczną, może przeprowadzać takie przegrupowania szybciej i sprawniej, wykorzystując dostępną mu moc obliczeniową do określenia najbardziej wydajnej metody, a następnie zużywając dostępną energię do napędzania procesu reorganizacji materii. Materia może być przekształcana zarówno w komputery, jak i w energię, a więc w pewnym sensie jest to jedyny podstawowy zasób, którego potrzebujemy. Mowa tu tylko o materii zbudowanej z atomów. Istnieje około sześciu razy więcej ciemnej materii, ale jest ona bardzo ulotna i do tej pory nie została odkryta eksperymentalnie, gdyż jej cząstki przelatują przez Ziemię na wskroś, nie pozostawiając żadnych śladów, dopiero więc się okaże, czy przyszłe życie będzie w stanie ją odkryć i wykorzystać. Kiedy przyszłe życie dotrze do fizycznej granicy tego, co może zrobić ze swoją materią, pozostaje tylko jedna droga, by dokonać czegoś więcej: uzyskanie większej ilości materii. Jedynym sposobem, w jaki może to zrobić, jest rozprzestrzenienie się na cały Wszechświat. 

Gdyby cała materia naszego obserwowalnego Wszechświata mogła być użyta do symulowania ludzi, to otrzymalibyśmy ponad 10^69 istnień ludzkich – lub cokolwiek innego, co sztuczna superinteligencja wolałaby uczynić z jej mocą obliczeniową. Można by uzyskać nawet jeszcze więcej żyć, gdyby ich symulacja była przeprowadzana wolniej. Jeśli podzielimy swoją energię pomiędzy n różnych obliczeń równoległych, mogą one być wykonane wolniej i wydajniej. Nick Bostrom szacuje, że symulacja ludzkiego życia trwającego sto lat, wymaga około N = 10^27 operacji. Jego zdaniem ogólnie po przyjęciu bardziej konserwatywnych założeń dotyczących sprawności energetycznej można by symulować 10^58 istnień ludzkich. Bez względu na to, jak żonglujemy tymi liczbami, są one ogromne, podobnie jak nasza odpowiedzialność za zapewnienie, aby ten przyszły potencjał życia nie został zaprzepaszczony. Jak to ujął Bostrom: „Jeśli całość szczęścia przeżywanego przez to jedno życie przedstawimy w postaci jednej łzy radości, wówczas szczęście tych dusz mogłoby w ciągu sekundy zapełnić ziemskie oceany i powtarzać to przez sto miliardów miliardów tysiącleci. Naprawdę ważne jest, abyśmy się upewnili, że są to łzy radości”.

 

Jeśli zbuduje się większy komputer, to ostatecznie napotka się ograniczenia względności wynikające z opóźnień komunikacyjnych pomiędzy różnymi częściami komputera – sygnały nie rozchodzą się szybciej niż światło. Jeśli zmniejszy się komputer, napotka się kwantowe ograniczenia miniaturyzacji. Jeśli zwiększy się gęstość komputera, napotka się na ograniczenie czarnej dziury. Prawdę mówiąc, nie możemy być całkowicie pewni, że nie okaże się pewnego dnia, że nowa fizyka znalazła jakieś metody obejścia tych ograniczeń. Nawet przy 100% prędkości światła (nieosiągalnej dla obiektów o niezerowej masie spoczynkowej), liczba galaktyk, do których można dotrzeć wynosi zaledwie około 6 x 10^9 (6 miliardów). Zakładamy, że nasze współczesne rozumienie istotnych reguł fizyki jest prawidłowe.

 

Trudno osiągnąć całkowitą pewność co do jakiegokolwiek ograniczenia górnego, ponieważ można sobie przynajmniej wyobrazić, że superinteligentna cywilizacja rozciągnie swój zasięg w sposób, który uznajemy za fizycznie niemożliwy (przykładowo: budując maszyny czasu, dając początek nowym, rozszerzalnym wszechświatom lub jakąś inną, niewyobrażalną jeszcze metodą). Być może więc taka cywilizacja zyska dostęp do nieskończonych zasobów obliczeniowych, które będzie mogła wykorzystywać w dowolny sposób. I te zasoby trzeba jakoś sprawiedliwie podzielić. Wszyscy bowiem jesteśmy zbudowani z atomów, których taka superinteligencja może użyć do budowy komputronium, a więc zasobów fizycznych uporządkowanych w sposób optymalny w celu dokonywania obliczeń. Zatem każdemu człowiekowi należy się co najmniej dostęp do takiej ilości komputronium, jakie da się stworzyć z atomów, które przypadają na każdą jednostkę ludzką.

 

I wszystkie te przyszłe konsekwencje rozwoju superinteligencji powinny być wpisane w jakąś globalną umowę społeczną, która zabezpieczy nie tylko interesy ludzi współczesnych, ale także tych, którzy żyli w przeszłości i będą żyli w przyszłości. Może się bowiem okazać, że jakieś nadludzko inteligentne byty zdecydują się na uruchomienie symulacji wszystkich istot, które kiedykolwiek istniały na naszej planecie i nie tylko. Przyszła superinteligencja może być zgodnie z definicją Bostroma o wiele lepiej „wykształcona” pod kątem moralnym. Do tego, w momencie nadejścia „technologicznej Osobliwości”, człowiek przestanie pełnić jakąkolwiek rolę w udoskonalaniu nowych generacji artilektów.

Największe korporacje technologiczne, które prawdopodobnie stworzą kiedyś sztuczną inteligencję przewyższającą wszystkich ludzi, muszą pamiętać, że swój sukces będą zawdzięczać wieloletnim wysiłkom rzeszy ludzi i organizacji. Rozwój technologii komputerowej można prześledzić, sięgając aż do czasów wynalezienia mechanicznej maszyny liczącej przez Charlesa Babbage‘a na początku XVII wieku. Innowacje, które przyniosły bogactwo i wpływy dzisiejszej ekonomii informacji, nie mogą się jednak równać pod względem znaczenia z przełomową pracą takich pionierów, jak Alan Turing czy John von Neumann. Różnica polega na tym, że nawet najmniejszy postęp może przełożyć się na wielki sukces technologii.

 

W pewnym sensie dzisiejsi innowatorzy są jak uczestnik bostońskiego maratonu, który w 1980 roku dołączył do grupy biegaczy zaledwie 800 metrów przed linią mety. Oczywiście wszyscy wynalazcy korzystają z dokonań poprzedników. Wiemy jednak, że technologia informacyjna jest zupełnie inna. Jej niezwykła umiejętność powielania inteligencji maszyn w taki sposób, by mogły one zastąpić pracowników i tworzyć scenariusz typu „zwycięzca bierze wszystko”, będzie miała ogromny wpływ zarówno na gospodarkę, jak i na społeczeństwo. Sektor prywatny tych technologii nie stworzył, jedynie skomercjalizował, tworząc je przyjaźniejsze dla użytkowników. Miliarderzy komercjalizując technologie stworzone przez państwa zgarniają ogromne zyski. Często nie chcąc się tymi zyskami dzielić. Coś w takim urządzeniu świata jest nie w porządku.

 

Dzisiejsza technologia komputerowa istnieje dlatego, że miliardy podatników wspierały budżety krajów na badania prowadzone po II wojnie światowej. Możemy być pewni, że ci podatnicy liczyli, iż owoce tych badań zapewnią lepszą przyszłość ich dzieciom i wnukom. Trendy sugerują, że idziemy w zupełnie innym kierunku. Poza podstawowym moralnym pytaniem, czy niewielka elita powinna mieć prawo do przejęcia władzy nad technologicznym kapitałem zgromadzonym przez całe społeczeństwo, powinniśmy się zastanowić nad problemami zbyt dużych różnic w dochodach. Dalsze postępy zależą od przyszłych innowacji, a do ich osiągnięcia potrzeba odpowiedniego podziału środków.

 

Technologie, które mają zmienić rynek pracy, często są fundowane przez podatników. Można więc uznać, że wszystkie połączone siły, w tym instytucje polityczne i gospodarcze, są zasobami należącymi do obywateli. Gwarantowany poziom dochodów często nazywa się też „dywidendą planetarną”, co dobrze oddaje założenie, że każdemu z nas należy się część dochodów świata, w którym żyje. Nie chodzi już bowiem o dochód konkretnego kraju, ale globalne wpływy, które należy dystrybuować na wszystkich.

 

Ludzie powinni mieć dostęp nie tylko do pieniędzy z tytułu dodatkowych źródeł bogactwa, tworzonych przez superinteligencję, ale przede wszystkim do zasobów materii, którą taka inteligencja będzie zdolna przekształcać w dowolny sposób. Konieczne będzie także zapewnienie każdemu dostępu do interfejsów mózg-chmura obliczeniowa, tak, aby nikt już nigdy nie odstawał od reszty pod kątem wiedzy i umiejętności. W przyszłości ludzie, dzięki łączeniu się z mózgami innych osób i maszyn, powinni natychmiastowo przyswajać wszystkie umiejętności, których sami nie posiadają, ale które posiadają inni. Jeśli faktycznie rządom tak bardzo zależy na szybkim rozwoju społeczeństw poprzez edukację, to nie ma lepszej propozycji.

 

Musimy więc raz jeszcze zadać sobie najważniejsze moralne pytanie: czy ogół populacji powinien mieć dostęp do zysków generowanych przez innowacyjność?

 

Ocena: 

3
Średnio: 3 (2 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera


Komentarze

Portret użytkownika MiamiVibe

Z tym kosmosem to nawet nie

Z tym kosmosem to nawet nie wiadomo co tam jest, ale już trzeba przeliczać jaką wartość ma... nie wiadomo co Smile A społeczeństwo nic nie dostanie z tytuły fundowanych przez siebie ,,udogodnień" bo jest po prostu... głupie. A nie czekaj, dostaną mityczny raj po śmierci Biggrin

------------------------

Wszystkie konwenanse, savoir-vivre i nonszalancki bon ton służą do sterowania społeczeństwem, by biło się o pozycje generowane przez najwyższe warstwy. To tylko potyczki o ładną obrożę i łańcuch.

Portret użytkownika komuchy_do_roboty

Twój gwarantowany dochód to

Twój gwarantowany dochód to powietrze którym oddychasz, człąkostwo w społeczeństwie które daje ci bezpieczeństwo i wolność osobistą oraz dostęp do wiedzy i doświadczeń innych pokoleń i ludzi znane jako wiedza. Jeżeli chcesz jeszcze darmowego koryta i darmowej ciepłej wody w krainie to se zarób patałachu. 

Portret użytkownika euklides

Tak, jest czas wprowadzić

Tak, jest czas wprowadzić nowy podatek - od sukcesu. Zapłacą go "bogaci" Polacy, którzy zap...ą od świtu do nocy i mają nawet 10 letnie auto żeby dojechać nimi do roboty na wypizdów i wrócić o dziesiątej do domu (ten nie wszyscy ludzie sukcesu wprawdzie mają, ale jakże luksusowo spłacają 25 letnie kredyty albo wynajmują). Także trzeba obciążyć ludzi sukcesu i ich pracę kolejnymi podatkami co by było sprawiedliwiej.

Skomentuj