Czy niektóre komety mogą być sondami badawczymi obcych cywilizacji?

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zaobserwowano wiele niezwykłych ciał niebieskich, uważanych za komety, których właściwości i orbity nie wydają się być typowe z punktu widzenia astronomów. Najlepszy tego przykładem był obiekt znany jako Oumuamua 1I/2017 U1, który pojawił się w naszej przestrzeni kosmicznej w 2017 roku. Przy okazji tego przelotu pojawiły się sugestie, że może to byc zakamuflowany statek obcych. Czy to możliwe, że dziwne komety to de facto pojazdy pozaziemskich cywilizacji, kamuflujących się przed nami?

Ilość dziwacznych ciał niebieskich pojawiających się w okolicy Ziemi jest zastanawiająca. Warto wspomnieć kometę Donatiego, odkrytą na wieczornym niebie w sierpniu 1858 roku. Obserwowano gołym okiem od sierpnia do końca listopada. Peryhelium miało miejsce 30 września 1858 r.  Od początku sierpnia do pierwszego tygodnia października "kometa" znajdowała się na północ od Słońca. A więc można ją było zobaczyć zarówno wieczorem, jak i na porannym niebie. 

Kometa Donatiego - wikipedia.org

Na początku września 1858 roku, kometa Donatiego stała się obiektem o jasności gwiazdowej magnitudo 3, a kometa widoczna była z krótkim ogonem. W środku miesiąca magnitudo wzrosło do 2 i warkocz kometarny miał już 4 stopnie wielkości. Pod koniec tego miesiąca jasność komety Donati osiągnęła magnitudo 0 - a więc była bardzo jasna. Według doniesień z epoki kometa szybko przesunęła się na południowy wschód i przeniosła na półkulę południową gdzie była widoczna gołym okiem do końca listopada. W pewnym momencie kometa Donatiego nagle zaczęła się dziwnie zachowywać - mrugać - zmieniając swoją jasność w odstępach 4,6 godziny.

 

Innym obiektem tego typu, który warto wspomnieć jest kometa 41P/Tuttle-Giacobini-Kresak, która w 1973 roku, po przejściu peryhelium z nieznanych przyczyn zwiększyła swoją jasność aż 10 000 razy (!), a następnie w ciągu dwóch tygodni zmniejszyła swoją jasność do poprzedniej wartości. 

Kometa 41P/Tuttle-Giacobini-Kresak - źródło: wikipedia.org

Ale tego typu atrakcje to nie był jednorazowy wypadek. Podobne zjawisko zaobserwowano przy przelocie komety 12P/Pons–Brooks w 1884 roku. Zwiększała ona swój blask 1000 razy co 3 godziny. Te same niewytłumaczalne rozbłyski zostały zademonstrowane w 1927 roku podczas przelotu komety 29P/Schwassmann-Wachmann. Zmieniła ona swoją jasność 600 razy bez wyraźnego powodu.

Kometa 29P/Schwassmann-Wachmann - źródło: wikipedia.org

Badacze już od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku sugerowali, że niektóre złożone cząsteczki, które mogą być obecne w jądrach komet, rozkładając się pod wpływem słonecznych protonów i plazmy, mogą tworzyć związki wybuchowe. Co więcej, astronomowie wielokrotnie obserwowali, że wraz z gwałtownym wzrostem jasności w jądrze komety następowało potężne wyrzucenie kulistej powłoki. 

 

Niektórzy astrofizycy próbowali symulować podobne procesy w laboratoriach. Podjęto próbę wyjaśnienia wszystkich tych skutków wpływem światła słonecznego i ciepła na jądro komety. Gdyby jednak tylko te czynniki działały, wówczas wyładowanie materii następowałoby tylko od strony zwróconej ku Słońcu. W praktyce kilkakrotnie obserwowano jednocześnie wyładowanie na całym jądrze. To wskazywało, że we wnętrzu komety musiał być aktywowany jakiś mechanizm detonacji. Ale to założenie jest tylko hipotezą i wybuchowe cechy komet zostaną wyjaśnione dopiero po dalszych obserwacji i badań.

 

Wiele niespodzianek przyniosła naukowcom słynna kometa Halleya podczas swojego ostatniego podejścia do Ziemi. Francuscy naukowcy stwierdzili gwałtowną zmianę jego jasności z częstotliwością występującą co 24-28 godzin. Podjęto próbę wyjaśnienia tego „mrugania” własnym obrotem jądra komety, ale było dziwne, że w obserwacjach z poprzednich lat nie zaobserwowano okresowych zmian jasności komety Halleya. 

 

Wówczas powstało nowe założenie, że zmiana jasności jest związana z uszkodzeniem powierzchniowej warstwy pyłu na jądrze komety. Ale takie uszkodzenie mogło nastąpić tylko w wyniku silnego zderzenia komety z innym dużym ciałem kosmicznym, w przeciwnym razie skala zniszczenia nie spowodowałaby tak potężnych fluktuacji jasności. Jednak w tym przypadku silne zderzenie powinno było gwałtownie zmienić trajektorię samej komety, okres jej obrotu i w konsekwencji zakłócić czas jej ponownego przybycia - a tak się nie stało. Zgodnie z trzecią hipotezą, zmiana jasności komety Halleya mogła być spowodowana lokalnymi erupcjami gazów z jądra komety. Ale jak zatem wytłumaczyć ścisłą cykliczność tych emisji? 

 

Stwierdzono, że niektóre komety mają cechy w ruchu, których nie można wyjaśnić jedynie przyciąganiem ciał w Układzie Słonecznym. W wielu przypadkach charakter ruchu komety może być postrzegany jako sterowany.

Kometa C/1969 Y1 (Bennett) - źródło: Zdj. Obserwatorium w Cerro Tololo

Dokładnie tak zachowywała się kometa C/1969 Y1  - Bennett, odkryta w 1969 roku. Ta kometa była wyraźnie nieobojętna na planety w Układzie Słonecznym. Zbliżyła się do Ziemi, Marsa, udała się na orbitę Wenus, a następnie Jowisza. Odnosiło się wrażenie, że kometa nie zobowiązała się szczególnie do ścisłego przestrzegania grawitacyjnych praw ruchu, a jedynie używała ich zgodnie z własnymi „planami” stosując asysty grawitacyjne tak jak nowożytne ziemskie statki kosmiczne.

 

Podobnie robiła wcześniejsza kometa 72P/Denning-Fujikawa z 1881 roku. Zachowanie tego obiektu było pod wieloma względami niezwykłe. Nie zbliżyła się do Słońca, praktycznie nie emitowała warkocza za to w swojej podróży przez Układ Słoneczny zbliżyła się bardzo blisko w skali kosmicznej do Ziemi bo jedynie 6 mln km, a następnie zbliżyła się do Marsa na 9 mln km. Wenus kometa ta minęła o zaledwie 3 mln km.

 

Taka dokładna trajektoria nie mogłaby powstać przez przypadek. Okazuje się jednak, że kometa z 1881 roku nie była najbardziej „ciekawa” w stosunku do naszej planety. W maju 1983 roku kometa C/1983 H1 (IRAS-Araki-Alcock) minęła Ziemię w odległości 5 milionów kilometrów, a kometa Lexel w 1770 r., bijąc wszelkie rekordy spotkań międzyplanetarnych, przeszła dosłownie o włos od Ziemi, bo znalazła się w odległości 2,26 mln km. 

 

Interesujące było też zachowanie komety Brooks-2 z 1886 r., która w ruchu orbitalnym najpierw dogoniła Jowisza, ryzykując zderzenie przelatując zaledwie 100 tys. km od jego powierzchni, następnie przekroczyła orbitę tej gigantycznej planety i wykorzystując jej potężne przyciąganie, została wyrzucona. Ten manewr grawitacyjny został wykonany tak mistrzowsko, że liczne księżyce Jowisza nie wpłynęly na przejście komety! 

 

Jednak nie wszystkie komety zachowują się w ten sposób. Jeśli kometa C/1975 V1 West, w lutym 1976 r. okrążyła Słońce w odległości 150 mln km, nie wypuszczając nawet warkocza niezbędnego w tym przypadku na skutek oddziaływania gwiazdy. A kometa C/1963 R1- Pereyra z 1963 r. przeszła zaledwie 60 tys. km od Słońca. Z kolei Wielka Kometa Południowa z 1887 r. przeszła przez wewnętrzną koronę Słońca podgrzewaną do wielu milionów stopni Celsjusza. Taka stabilność termiczna komet w żaden sposób nie pasuje do „lodowej” koncepcji ich budowy, którą kiedyś zaproponowano. Przecież lód powinien był natychmiast wyparować, ale z jakiegoś powodu tak się nie dzieje. A może te komety w ogóle nie były zrobione z lodu?

 

Takich dziwactw jest jednak więcej. Na przykład kometa Arenda-Rolanda, która została odkryta w 1956 roku. Warkocz tej komety pojawił się 22 kwietnia 1957 roku, a na samym początku maja nagle zniknął. A nawet wcześniej takich ogonów jak w tym przypadku w ogóle nie obserwowano w kometach. Wraz ze zwykłym ogonem, skierowanym, zgodnie z oczekiwaniami, z dala od Słońca, kometa miała bardzo wąski ogon w kształcie włóczni, który był skierowany w stronę Słońca, co generalnie naruszało wszelkie wyobrażenia o dynamice gazowej komet. 

Kometa Arenda-Rolanda - źródło: wikipedia.org

dy kometa Arenda-Rolanda zbliżyła się do Ziemi, zaczęła się nagle obracać, a jej warkocz w kształcie włóczni zamienił się w rozszerzającą się wiązkę. Widmo tego anomalnego warkocza  również było niezwykłe. Jeśli komety ze zwykłym warkoczem pyłowym mają widmo ciągłe, to widmo Arenda-Rolanda było dyskretne, nieciągłe. Niezwykłe było również to, że anomalny warkocz pojawił się i nagle zniknął, jakby był „włączany” i „wyłączany”.

 

Kolejną tajemnicą komety Arenda-Rolanda było odkrycie 10 marca 1957 roku przez amerykańskich badaczy promieniowania krótkofalowego o długości fali 11 m (27,6 MHz). Natężenie tego promieniowania oscylowało w granicach +/- 30%, a jego źródło znajdowało się w warkoczu głównym, w znacznej odległości od jądra. Począwszy od 20-21 kwietnia, czyli tuż przed pojawieniem się anomalnego warkocza, źródło to zaczęło oddalać się od Słońca w kierunku promieniowym. Ale 9 kwietnia w Belgii zarejestrowano kolejne źródło emisji radiowej z tej niesamowitej komety, pracującej na długości fali 0,5 m (600 MHz).

 

Wysoka stabilność tego promieniowania, zarówno pod względem częstotliwości, jak i amplitudy, zaprzeczała założeniu o sporadycznym promieniowaniu w plazmie warkoczy kometarnych. Emisję o długości fali 11 metrów obserwowano przez ponad miesiąc i osiągnęła maksimum w okresie od 16 marca do 19 kwietnia, czyli w przeddzień pojawienia się anomalnego warkocza. Ponadto intensywność wysyłanych sygnałów z dnia na dzień rosła. Mechanizmów tej emisji radiowej nie można wyjaśnić ani termicznym, ani żadnym innym znanym procesem naturalnym. 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: admin
Portret użytkownika admin

Redaktor naczelny i założyciel portalu zmianynaziemi.pl a także innemedium.pl oraz wielu innych. Specjalizuje się w tematyce naukowej ze szczególnym uwzględnieniem zagrożeń dla świata. Zwolennik libertarianizmu co często wprost wynika z jego felietonów na tematy bieżące. Admina można również czytać na Twitterze   @lecterro


Komentarze

Portret użytkownika MiamiVibe

Temat UFO i pozaziemskich

Temat UFO i pozaziemskich cywilizacji, zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do poziomu religii, gdzie boziów, maryje, allachy czy tam inne zeusy zastąpią w końcu Plejadanie, Arkturianie, Reptylianie czy tam inne Annuaki, a widzę to po filmikach na Youtube, gdzie przekaz od pozaziemskich istot zawsze jest podawany przez jakieś ,,medium", które ma ,,umiejętności" gadki z tymi istotami i tak naprawdę to medium może pierdolić co chce i nie ma możliwości weryfikacji tego, a ludziska w to wierzą... tak samo jak z księdzem czy tam innym kapłanem, który w swoim mniemaniu jest pośrednikiem między ,,bogiem" a prostym ludem... XD

Portret użytkownika Max 1983

No cóż słabi psychicznie

No cóż słabi psychicznie ludzie potrzebują Bogów ,a że w 21 wieku co raz trudniej wytłumaczyć ich istnienie ,skoro ich nie widać ,nie słychać i nie czuć, to ludzkość przerzuca się na starszych braci w kosmosie.Tylko że akurat w tym wypadku jest całkiem spore prawdopodobieństwo że coś na rzeczy może być.

Trwam na tej planecie tylko dlatego że wierzę iż zobacze jej koniec .To będzie ostatnia i zarazem najpiękniejsza rzecz jaką zobaczę.

Portret użytkownika Quark

Nie pozostaje więc nic innego

Nie pozostaje więc nic innego jak pewnego dnia "złapać" taką kometę i zadać pytanie : "pokaż kotku co masz w środku". Choć szczerze wątpię aby ktokolwiek chciał wykorzystywać kosmiczne skały jako nośnik jakiejś sondy badawczej z trzech powodów , (1) bo osiągana przez nie prędkość jest śmiesznie mała w kosmicznej skali , (2) bezwładność jej masy utrudniałaby tylko jej manewrowanie , nie mówiąc już o ilości paliwa potrzebnej do jej rozpędzenia do jakiejść rozsądnej prędkości. Powód (3) wszystko co pojawia się w okolicach ziemi pochodzi z naszego układu słonecznego - oczywiście poza statkami kosmicznymi obcych opisywanych jako "UFO" a skoro mają pojazdy zdolne do między-planetarnych podróży to pocóż im jakieś "kamienne" sondy ?

Skomentuj