Czy może istnieć państwo bez podatków, inflacji, odsetek i długów?

Kategorie: 

Źródło: Internet

Nasze kulturowe dziedzictwo, wiedza, technika i postęp, były przekazywane nam stopniowo od początków cywilizacji. Dzięki temu nie musimy na nowo zaczynać od „wynalazku koła”. Jesteśmy tylko administratorami kulturowego dziedzictwa i w tym wymiarze kulturowe dziedzictwo jest własnością nas wszystkich, bez wyjątku.

Systemy zostały stworzone dla człowieka, a nie człowiek dla systemów. Interes człowieka, którym jest jego własny rozwój, jest ponad wszystkimi systemami, czy to teologicznymi, politycznymi, czy ekonomicznymi. Każda istota ludzka, przez sam fakt przynależ­ności do rodzaju ludzkiego, musi, w ten lub inny sposób, odnosić korzyści z powszechnego przeznaczenia dóbr materialnych dla dobra ogól­nego ludzkiego gatunku. Skoro coraz większa część produkcji powstaje dzięki postępowi w technologii, a nie dzięki zwiększaniu zatrudnienia ludzi, to powinno to mieć odwzorowanie w postaci wypłacania dywidend dla wszystkich jako owocu wspólnego dziedzictwa.

Dywidenda narodowa oparta jest na istnieniu dzie­dzictwa kulturowego i kapitału społecznego, który należy do każdego. Składa się on z odkryć i wynalazków naukowych. Wszyscy jesteśmy spadkobiercami tego, co zgromadziły poprzednie pokolenia. Wszyscy jesteśmy kapitalistami i wszy­scy mamy prawo co najmniej do dywidendy wy­starczającej do naszej ochrony przed ubóstwem.

Bogactwa naturalne nie stanowią produkcji żadnego człowieka: są one darem Natury który musi służyć wszystkim. Wszelkiego rodzaju wynalazki dokonane przez pokolenia, rozwijane przez nie i przekazywane z jednego na drugie, stanowią dziś najważniejszy czynnik produkcji. Żaden człowiek nie może rościć pretensji, żeby być jedynym właścicielem tego postępu, skoro jest on efektem pracy wielu pokoleń. Pracujący ma prawo do dywidendy i do swojej pensji. Niezatrudniony nie otrzymuje pensji, ale ma prawo do dywidendy.

Papież Jan Paweł II w 1981 r., w encyklice Laborem exercens  pisał o pracy ludzkiej:

Człowiek, […] łatwo może zdać sobie sprawę z tego, że pracą swoją wchodzi w podwójne dziedzictwo – mianowicie w dziedzictwo tego, co jest dane wszystkim ludziom w zasobach Natury, oraz tego, co inni przed nim już wypracowali na gruncie tych zasobów, przede wszystkim rozwijając technikę, czyli kształtując zespół coraz doskonalszych narzędzi pracy; człowiek pracując, wchodzi zarazem w ich pracę.

Clifford Hugh Douglas i Louis Even zaproponowali nowy model ekonomii, zwany „kredytem społecznym”. Jego trzy filary to:

• Dywidenda Narodowa, która zapewnia wszystkim obywatelom podstawowy, zagwarantowany dochód bez względu na to, czy dana osoba pracuje, czy nie,

• Cena wyrównana (mechanizm regulacji cen), odzwierciedlająca rzeczywisty koszt produkcji jako przeciętną szybkość konsumpcji w stosunku do przeciętnej szybkości produkcji w jednakowym okresie czasu

• Narodowe Biuro Kredytowe, ustalające statystyczną wysokość kredytu, jaki powinien krążyć w obiegu ekonomicznym.

Proponowana technika osiągnięcia równowagi cen i siły nabywczej oraz likwidacji ubóstwa, jest złożona z dwóch metod rozprowadzania pieniędzy: dyskonta skompensowanego i dywidendy. Celem dyskonta skompensowanego (wyrów­nanego) jest utrzymanie równowagi pomiędzy cenami i siłą nabywczą poprzez tworzenie i rozprowadzanie pie­niędzy bez inflacji. Pieniądze z dyskonta skompen­sowanego miałyby za zadanie finansować redukcję cen na korzyść konsumentów.

Wygląda to następująco:

Jeśli wartość osiągalnej produkcji wynosi 12 miliardów dolarów, a siła nabywcza dla jej zakupu wynosi tylko 9 miliardów dolarów, Narodowe Biuro Kredytowe zarządza 25% obniżkę wszystkich cen, potrącenie z cen (dyskonto) wszystkich produktów w okresie sprzedaży, do ostatniego konsumenta. Redukuje w ten sposób ceny do poziomu siły nabyw­czej. Potrącenie z cen jest wyrównywane (kom­pensowane) kupcowi detalicznemu. Narodowe Biuro Kredytowe przekazuje mu pieniądze, które stracił przez to potrącenie (przez dyskonto). Pie­niądze te tworzone są do­kładnie w ten sam sposób jak dzisiejsze pieniądze bankowe. Te nowe pieniądze w rzeczywistości fa­woryzują konsumenta pod warunkiem, że dokonuje on zakupów; trafiają one do kupca detalicznego pod wa­runkiem, że sprzedaż została dokonana. Są to pieniądze, które sprzedają produkcję przez obni­żenie cen. Dzięki temu każdy jest zadowolony: kupujący, kupiec detaliczny oraz producent, który sprzedaje swoją produkcję.

Wysokość emisji pieniędzy w obiegu musi odpowiadać wartości pieniężnej towarów na rynku, wystawionych na sprzedaż. Każdy obywatel musi otrzymywać regularnie gwarantowaną sumę pieniędzy na pokrycie podstawowych potrzeb życiowych. Producenci muszą mieć dostęp do kredytu w celu finansowania swoich biznesów tak, aby pieniądze nigdy nie były przeszkodą w rozwoju firm. Ceny trzeba obniżać, kiedy produkcja staje się łatwiejsza, wykorzystując dyskonto dla konsumentów otrzymywane nie od producentów, lecz od całego społeczeństwa. Administracja i wszelkie prace publiczne muszą być finansowane z emisji nowych pieniędzy, która będzie odpowiadała wielkości nieskonsumowanej masy produkcyjnej. Będzie to oznaczało zniknięcie podatków i całej biurokracji.

Dziś, jeśli ktoś próbuje zwiększyć wynagrodzenia, zwiększa też cenę produktów i usług. Aby kupić wszystko, co zostało wyprodukowane, potrzebny jest dodatkowy dochód, niezależny od wypłacanej przez pracodawcę pensji. Dywidenda byłaby przekazywana każdego miesiąca każdemu obywatelowi kraju i finansowana przy pomocy nowych pieniędzy, tworzonych przez naród, a nie przez pieniądze podatników.

Ustalając ceny sprzedaży, producenci uwzględniają koszt wyrobu produktu i dodają do niego koszty manipulacyjne, transportowe, magazynowania, sprzedaży i zyski rozmaitych pośredników. Nie oznacza to jednak, że taka cena będzie równa sile nabywczej konsumenta.

Trzeba więc ustalać ceny w oparciu o dwie liczby, podawane przez samych obywateli i nieustalane arbitralnie.  Liczby te określają:

1. całkowitą sumę cen (podaną przez pro­ducentów);
2. siłę nabywczą konsumentów (żądania konsumentów w zależności od posiadanych pieniędzy).

Cena dokładna jakiejś rzeczy jest całkowitą sumą wydatków poniesionych na wyprodukowanie tej rzeczy. Można ją ustalić w złotówkach, dolarach, euro, w ergach, w roboczogodzinach lub w czymkolwiek. Załóżmy, że jakaś praca kosztuje cztery godziny wysiłku robotnika, dziesięć gramów jego potu, jeden po­siłek i jednorazowe użycie narzędzi. Jeżeli to wyliczenie jest kompletne, ceną dokładną tej pracy są: cztery godziny wysiłku, dziesięć gra­mów potu, jeden posiłek, jednorazowe użycie na­rzędzi. Ani więcej, ani mniej. Jeżeli wszystkie koszty surowca, pracy, energii, zużycia to 100 złotych, cena do­kładna tego produktu jest równa stu złotym. Istnieje ponadto cena rachunkowa. Kiedy wytwarzany jest produkt, prowadzony jest rachu­nek zakupionych surowców, kosztów przerobu, wy­datków na płace, kosztu kapitału itd. Całość oznacza koszt finansowy produktu.

W tym miejscu trzeba się wspomóc eksperymentem myślowym:

W jakimś państwie roczna produkcja dóbr została oceniona na 100 milionów dolarów. Jeżeli wszystkie wydatki mieszkańców  w ciągu tego roku wyniosły 80 milio­nów, to okaże się, iż produkcja tego kraju w danym roku kosz­towała 80 milio­nów, ponieważ ludność, która ją wytworzyła, zużyła ją w całej jej wartości 80 milionów. Produkcja ta została oszacowana przez rachunko­wość kosztów wła­snych na 100 milionów, poniesiono jednak na nią tylko 80 milionów real­nych wydatków. Trzeba więc wziąć pod uwagę obie wielkości. Zatem ceną do­kładną produkcji 100 milionów jest 80 milionów. Innymi słowy, gdy zostało wyprodukowane bogactwo o wartości 100 milionów dolarów, bogactwo o wartości 80 milionów dolarów zo­stało skonsumowane. Konsumpcja o wartości 80 milionów jest prawdziwą ceną produkcji wartej 100 milionów.

Przypuśćmy teraz, że zestawienie w pewnym roku przedstawia się następująco:

Produkcja dóbr kapitałowych: 3 000  milionów       
Produkcja dóbr konsumpcyjnych: 7 000  milionów       
Import: 2 000  milionów       
Całkowite wpływy: 12 000  milionów       
Deprecjacja dóbr kapitałowych: 1 800 milionów       
Konsumpcja: 5 200 milionów       
Eksport: 2 000 milionów       
Całkowite zmniejszenie: 9 000 milionów    

Jeśli kraj wzbogacił się o produkcję wartości 12 miliardów – zużył, skon­sumował lub wyeksportował produkcję o wartości 9 miliardów. Rzeczywistym kosztem produkcji 12 miliardów jest 9 miliardów. Jeżeli na produkcję dóbr i usług o wartości 12 miliardów kraj wydał w rzeczywistości 9 miliardów, powinien móc korzystać ze swoich 12 miliardów wartości produkcji, płacąc za nie tylko 9 miliardów. 9 miliardami powinien zapłacić za 12 miliar­dów. Za 12 zapłacić 9. Wymaga to regulacji cen: obniżyć cenę rachunkową 12 do poziomu ceny rzeczywistej 9 i dokonać tego nikomu nic nie narzucając i nic nikomu nie zabierając.

Wniosek jest więc następujący:

Ponieważ konsumpcja 9 miliardów, wliczając w to zużycie maszyn, pozwoliła na produkcję 12 mi­liardów, realną ceną produkcji jest 9 miliardów. Żeby kraj mógł używać tej produkcji, tak długo jak chce, musi on mieć możliwość uzyskania jej za realną cenę, 9 miliardów, co nie staje na przeszkodzie, by kupcy uzyskali za nią 12 miliardów. Z jednej strony konsumenci w kraju powinni móc kupić 12 za 9; powinni móc korzystać z pro­dukcji krajowej płacąc za nią 9/12 ceny oznaczo­nej. Z drugiej strony kupcy powinni uzyskać całą sumę: 12. W przeciwnym razie nie będą mieli żadnego zysku, który stanowi zapłatę za ich usługi.

Jeżeli klientowi udzieli się dyskonta 3 na 12 albo 25 na 100, zapłaci on tylko 9/12 ceny oznaczonej. Jeżeli stół będzie kosztował 120 zł, klient kupi go za 90 zł; jeżeli para skarpet kosztować będzie 4 zł, konsument kupi ją za 3 zł. To samo odnosi się do wszystkich artykułów w kraju. Jeżeli więc za wszystkie artykuły płaci się 75% ich ceny oznaczonej, będzie można otrzymać całą swoją 12 miliardową produkcję za 9 miliardów, które zostaną wydane  na konsumpcję. Sprzedawcy otrzymają od klientów 75% ceny towarów. Naro­dowe Biuro Kredytowe, wypłacałoby im 25%, po okazaniu zaświadczenia o sprzedaży i o przy­znanych im dyskontach. Tym sposobem społeczeństwo otrzymałoby całą produkcję, która odpowiada realnemu zapotrzebowa­niu. Sprzedawcy i producenci odzyskaliby zaś koszty produkcji i dystrybucji.

W takim systemie inflacja byłaby niemożliwa wobec dostatecznej ilości produktów w stosunku do zapotrzebowania. Nowy pie­niądz pojawiałby się tylko dzięki obecno­ści produktu pożądanego i zakupionego. Emisja nowego pieniądza nie wcho­dziłaby w rachunek cen, gdyż nie byłaby to ani pensja, ani lokata; pojawiałaby się po wytworzeniu produktu, po wycenieniu go i sprzedaniu.

Klient nawet gdyby zapłacił całą cenę produktu lub usługi również otrzymałby zwrot 25% ceny towaru lub usługi w filii Narodo­wego Biura Kredytowego, po okazaniu zaświad­czenia o wysokości ceny za­kupu. Gdyby istniała tylko dywidenda narodowa ceny rosłyby nawet gdyby koszt towarów pozostawał niezmienny. Gdyby istniało wyłącznie obniżenie cen, bez żadnej dywidendy, nie miałoby to znaczenia dla ludzi, którzy nie mają żadnego dochodu.

Dywidenda nie byłaby finansowana z podatków płaconych przez osoby pracujące, lecz przez nowy pieniądz wykreowany przez Narodowe Biuro Kredytowe. Argument życia na koszt podatników zostałby obalony.

Inflacja oznacza wzrost cen, a najlepszym sposobem za­pobieżenia wzrostowi cen jest ich obniżenie!

Jak byłyby finansowane roboty i usługi pu­bliczne w tym nowym systemie finansowym? Za każdym ra­zem gdyby społeczność chciała dokonać reali­zacji jakiegoś projektu, rząd nie zadawałby pytania: „Czy mamy pieniądze na jego realizację?”, ale: „Czy mamy materiały i pracowników potrzebnych do jego realizacji?”. Jeżeli byliby pracownicy i materiały, wtedy Narodowe Biuro Kredytowe automatycznie kreowałoby nowe pieniądze dla sfinansowania nowej produkcji.

Jeżeli budowa no­wego mostu kosztuje 50 milionów złotych, to Narodowe Biuro Kredytowe kreuje 50 milionów złotych i opłaca koszty budowy. Wszyst­kie nowe pieniądze muszą być wycofane z obiegu wraz z konsumpcją nowej pro­dukcji. Jeżeli most będzie zdatny do użytku przez 50 lat, a kosztował 50 milionów złotych, to każdego roku straci na wartości 1 milion złotych. Zatem każdego roku Narodowe Biuro Kredytowe będzie musiało wycofywać z obiegu 1 milion złotych. I tak przez 50 lat.  Czy wycofywanie pieniędzy z obiegu będzie się odbywało przez opodatkowanie? Nie. Zostanie zastosowana metoda regulacji cen (zwana też dyskontem wyrównaw­czym).  Na­rodowe Biuro Kredytowe będzie miało za zadanie prowadzić dokładną księgowość krajowych przychodów i rozchodów. Będzie to wymagało zaledwie 2 ko­lumn: w jednej będzie się zapisywało całą produkcję krajową w danym okresie czasu, a w drugiej całko­witą konsump­cję. Jeśli wartość mostu obniży się o 1 milion złotych rocznie, trzeba będzie to zapisać w kolumnie „konsumpcja”, razem z innymi dobrami „skonsumowanymi” i znikającymi w skali roku.

Wszystko to otwiera wielkie horyzonty i możliwości.

Skuteczna zdolność obywateli do wydawania rozkazów, będzie wzrastała wraz z ich jednomyślnością. Gdyby wszyscy obywatele chcieli jednakowego rezultatu, nie byłoby żadnej możliwości istnienia jakichkolwiek partii politycznych, a także żadnego oporu wobec ich żądań. Zdajemy sobie sprawę, że raczej trudne będzie uzyskanie zgody wszystkich zgromadzonych wokół urny wyborczej. Wydaje się jednak, że może zaistnieć zgoda co do rezultatów, jakich ludzie będą domagać się od polityków.

Każdy bowiem niezależnie od wyznawanego światopoglądu będzie wymagał: bezpieczeństwa ekonomicznego, wystarczającej ilości dóbr dzisiaj i gwarantowanych jutro oraz wolności wyboru swojego zawodu i stylu życia. Każdy tego chce, nawet ci, którzy nie chcą tego dla innych, chcieliby dla siebie samych.

Dlaczego zatem kierować uwagę w stronę urny wyborczej, w stronę rzeczy, które dzielą, zamiast przykładać się do skutecznego zjednoczenia wszystkich ludzi wokół kwestii, z którymi wszyscy mogą się zgodzić?

Jeśli jakaś partia zostaje założona dla przeprowadzenia fundamentalnej reformy, chwilę później przestaje ona istnieć z powodu wyborczego niepowodzenia. Jeżeli jakimś sposobem dochodzi do władzy, staje wobec tak wielu przeszkód, że ulega paraliżowi i nie ma już żadnego innego celu, niż pozostawanie u władzy, nie robiąc niczego więcej niż inne partie. Aby pokonać przeszkody potrzeba siły, którą stanowią właściwie poinformowani w dziedzinie polityki ludzie. Poza tym, żadna reforma nie powinna wyłaniać się z wyborów, lecz wynikać z naturalnego i demokratycznego procesu, z dojrzewania dobrze pielęgnowanej idei. Potrzebna jest akceptacja i zapotrzebowanie odpowiedniej ilości ludzi na stworzenie powszechnej woli, która może zostać wyrażona bez padania ofiarą ryzyka wyborczych wyników. Chodzi o to, aby wszystkie partie polityczne chciały wprowadzić do swoich programów te same postulaty. Nowa idea rozpowszechniana jest przez propagandę i zakorzenia się przez studia nad nią.

Im nowsza idea i większe jej reperkusje, tym więcej wysiłku, czasu i wytrwałości wymaga jej propagowanie i wprowadzanie w życie. Siła społeczeństwa musi zostać zbudowana tak, żeby jego nacisk na rządy przewyższał siłę władzy finansowej.

To nie w parlamencie ludzie mogą zbudować swoją siłę. To tam, gdzie się znajdują – poza parlamentami. Jeśli zgadzacie się, że celem wysyłania grupy ludzi do parlamentu jest osiągnięcie tego, co chcecie, to dlaczego w ogóle decydujecie się wybierać specjalną grupę ludzi albo specjalną partię? Ludzie, którzy już się tam znajdują, powinni uzyskać to, czego chcecie – to jest ich obowiązek. Nie jest ich sprawą wskazywanie, jak cel ma zostać osiągnięty, za to bowiem odpowiadają eksperci. To oni muszą wiedzieć, czego chcą obywatele, a te żądania muszą pochodzić od samych obywateli. Agitacja przedwyborcza wypaczyła demokrację. Jedyną rzeczą, jaką osiągają partie polityczne jest dzielenie społeczeństwa, osłabianie jego siły i doprowadzanie go do rozczarowań.

Opierając się na idei kredytu społecznego, Izabela Litwin zaproponowała nieco inny model państwa bez żadnych podatków.

Państwo może spłacać dług pieniędzmi z nowej emisji. Obywatel musi spłacać swój dług ze swoich bieżących dochodów. Polscy obywatele pozbawili państwo prawa do emisji pieniądza, przyznając je konstytucyjnie NBP, to jest instytucji niezależnej od państwa. Nie zmienia to jednak faktu, że prawo państwa do emisji pieniądza może być rządowi tego państwa przywrócone. PKB to suma wszystkich wydatków konsumpcyjnych obywateli dokonywanych w ciągu roku. Pieniądz ma pokrycie w sile nabywczej, to znaczy w ilości niewadliwych dóbr (towarów i usług) oferowanych do sprzedaży z uwzględnieniem wskaźnika rotacji. Jeśli pieniądza jest za mało, niesprzedany towar zalega na półkach lub społeczeństwo zadłuża się w bankach. Społeczeństwo, rozumiejące mechanizm lichwy (odsetek) nie powinno brać kredytów. Skąd więc wziąć brakujący fundusze i jak wprowadzić je na rynek? Należy wyemitować pieniądz i pokryć nim wydatki tradycyjnie pokrywane z podatków. Nie jest to żaden absurd.

Posłużmy się przykładem.

Rok 2018: PKB = 1980 miliardów zł (1,98 biliona złotych). Rok 2019: planowane PKB – wzrost o 10%, to jest o kwotę 198 miliardów zł. Jeżeli uwzględnimy wskaźnik rotacji na poziomie 3,3, należy wyemitować 198 miliardów zł/3,3, czyli 60 miliardów zł. Emisja tego pieniądza rozłożona w czasie w całości pokryje wszystkie budżetowe wydatki państwa. Podatki okażą się zbędne.

Izabela Litwin zakłada wysoki (10%) wskaźnik wzrostu PKB ponieważ uważa, że dodatkowy pieniądz będzie nakręcał koniunkturę, czyli poprawi popyt wewnętrzny. Uznała, iż przyrost PKB osiągnie 10% w wyniku:

1.   wprowadzenia na rynek pieniędzy z dodatkowej emisji;
2. pobudzenia popytu wewnętrznego poprzez wzrost siły nabywczej pieniądza. Likwidacja podatku VAT spowodowałaby obniżenie cen (średnio o 16%);
3. zmniejszenia wydatków ludności na obsługę pieniądza dłużnego (obydwa poprzednie punkty likwidują konieczność korzystania z kredytów, a pieniądze, które przeznaczono by na spłatę odsetek, są wydawane i napędzają popyt wewnętrzny). W ten sposób gospodarka się kręci.

Wbrew temu co mówią nam ekonomiści głównego nurtu istnieją więc konkretne alternatywy dla obecnego systemu ekonomicznego. Jak długo będziemy musieli czekać na to, by jakiś rząd w końcu odważył się wyjść przed szereg i obalił dogmaty, przez które zwykli ludzie nie mogą żyć lepiej i spokojniej?

Ocena: 

3
Średnio: 3 (2 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera


Komentarze

Portret użytkownika hghgh

Zeby panstwo istnialo musi

Zeby panstwo istnialo musi byc wojsko, policja, sądy

Zapłacisz w podatkach za panstwo.

Nie chcesz placic podatkow? Kup sobie wyspe ktora nikt sie nie interesuje i prowadz niezalezne zyucie, poki cie ktos nie najedzie.

Portret użytkownika euklides

Kolego Kozera emisja

Kolego Kozera emisja pieniądza to nic innego jak UKRYTY PODATEK. Nazywa się to czasem podatkiem inflacyjnym. Jako taki ma zalety, ponieważ jest prosty i nie da się na nim oszukiwać. Osobiście wolałbym podatek inflacyjny od VAT, PIT, CIT i całej plejady rozmaitego ścierwa. Mam jednak o wiele lepszą propozycję od podatku inflacyjnego, którą postaram się za jakiś czas opisać.

Portret użytkownika Dawid Wawrzyniak

Autor najpierw przytacza

Autor najpierw przytacza słowa JP II że człowiek pracuje i ma, by następnie pisać że komuś się coś należy bez pracy (dywidenda) , cały ten artykuł świadczy o ubustwie intelektualnym autora, jakiejś chorej wizji komunizmu Natury.

Portret użytkownika dd

WIele miejsc do przekrętów w

WIele miejsc do przekrętów w zaproponowanym artykule - np. jak tylko słyszę o dopłatach czy wyrównaniach.

Szansy należy szukac gdzie indziej - prędzej należałoby pokazywać u kogo są zadłużone wszystkie kraje i jak działa ponadnarodowy system lichwy.

 

Portret użytkownika vagabondo

zdekonstruowanemu psychicznie

zdekonstruowanemu psychicznie spoleczenstwu z checia posiadania wiecej i wiecej ciezko zrozumiec sens takiego istnienia i rozumowania,natomiast doskonale rozumieja niewolnictwo i zapitalanie pod przymusem (strach o prace) 12 godzin dziennie 6 dni w tyg. do roboty  i placenie podatkow na wiejskie zoo;-)

Portret użytkownika PawełS

Mokry sen każdego komunisty.

Mokry sen każdego komunisty. Widzę, że wkrada się on nawet na ten serwis. Dziękuje, postoje. A jak jeszcze raz zobaczę tu podobny pomysł na świat to jeszcze podziękuje. 

JAK MOŻNA zabrać komuś kto pracuje, tworzy coś i dać to obojętnie komu? 

Portret użytkownika Ktosik

Co za kretynizm.

Co za kretynizm.

Jak można przywłaszczyć rozwój technologiczny.

Każda firma ma własme know how/ technologię którą rozwija. Odbierając to i jeszcze każąc płacić dla tych co nic nie wymyślili to pomyłka. Uwstecznimy się, wynalazcy zostaną zepchnięci na margines. Pan autor właśnie odebrał możliwośc zarabiania dla piosenkaży, poetów jak i innych osób twórczych zakładając że wszystko zostało już wynalezione i odkryte.

Tego typu system jest idealistyczny dla leni i obiboków. Czy autor zastanawiał się jak się wytwarza wszystko? Czemu obecnie auto może kupić przeciętny kowalski a nie tak jak 100 lat temu tylko wybrańcy. Marże na produkty są coraz mniejsze bo coraz mniej osób jest zaangażowanych w produkcję. Te wszystkie dobra które spożywamy nie twożą się same i jeszcze przez najbliższe 100 może więcej lat nie będą w stanie same się wytważać.

Nam pozostaje zmniejszanie kosztów zarówno w produkcji tych dóbr jak i zażądzaniu państwem.

Portret użytkownika Jeden z kretynów

Spójrzmy na to szerzej. Każda

Spójrzmy na to szerzej. Każda firma ma własme know how/ technologię którą rozwija, ale to nie wsystarczy.

1. Kazda firma korzysta ze znacznie większego od własnego know how dorobku cywilazycyjnego będącego dziedzictwem całego społeczeństwa. 

2. Każda firma korzysta z zasobów naturalnych. Kto jest ich właścicielem? (powietrze, woda, zasoby energetyczne, minerały...)

To oczywiście nie znaczy, że nowy system ekonomiczny powinien obciążyć firmy tymi kosztami.

Wręcz przeciwnie. 

Należy zdjąć z nich najcięższe jarzmo - lichwę.

Obecny system emisji pieniądza jest absurdalny i niewydolny. Ostatecznie doprowadzi nas do zapaści.

Ekonomia nie jest systemem religijnym opartym na dogmatach.

 

 

 

 

 

 

Portret użytkownika euklides

Problem w tym, że koncepcja

Problem w tym, że koncepcja pieniądza została całkowicie wypaczona przez państwo. Oryginalnie pieniądz to nic innego jak wygodne medium wymiany towarów. Ponieważ pieniądz odgrywa tak istotną rolę w gospodarce to państwo zmonopolizowało sobie pieniądz i zawłaszczyło jego pojęcie. Następnie w serii głupich posunięć władcy oddali władzę nad pieniądzem grupie cwaniaków.

Dygresja. Zjawisko to obserwujemy w każdej dziedzinie, np. nacjonalizacje zakładów przemysłowych przez PRL (np. Ursus, Wedel, browary), a następnie ich prywatyzacje w latach 90tych. Państwo to instytucja, której nijak nie można ufać, a jednak zindoktrynowani ludzie pokładają nadzieję właśnie w tej instytucji.

W rynkowej gospodarce pieniądzem może być cokolwiek. Wystarczy zlikwidować monopol pieniężny, a wszystko wróci do normy. I tego najbardziej boją się banki, ponieważ monopol pieniężny to tak naprawdę ich monopol i sposób na uzależnienie społeczeństwa od siebie.

Portret użytkownika Alvin

Panie Autorze - Ty tak na

Panie Autorze - Ty tak na poważnie?

PiS to robi od dawna - nie wprowaza nowych podatków - tylko opłaty; daniny i inne cuda-wianki - przykład załączony. 

Autor robi to samo - tylko wydaje się Panu Autorowi, że bardziej uczenie, a genialne myśli autora w stylu: 

Inflacja oznacza wzrost cen, a najlepszym sposobem za­pobieżenia wzrostowi cen jest ich obniżenie! - no sukces na miarę geniusza ekonomii (na razie tego portalu, no ale od czego trzeba zacząć). 

Skoro coraz większa część produkcji powstaje dzięki postępowi w technologii, a nie dzięki zwiększaniu zatrudnienia ludzi - kolejny kocoboł - jednym z skutków jet to, że technologia daje Ci tylko zwiększenie skali po taniości (poprzez obniżenie kosztów) - drugim - technologia pozwala zrobić rzeczy nie do zrobienia manualnie - wyobraź sobie np. robienie manualne procka do Twojego laptopa - raczej nierealne; nawet jakbyś go chciał poskładać z elementow dyskretnych typu tranzystory; czy inne rezystory

Cały ten artykuł jest na miarę teorii o płaskiej Ziemii - kombinowanie jak koń pod górkę.... 

Proponuję zapoznać się z wypowiedziami pana Krzystofa Karonia - typu cykl pojęcia podstawowe; czy jego pogadanki w telewizji wReal'u

Panie autorze - Twoje wypowiedzi to jedna wielka brednia - dla mnie osobiście jedzie to jakimś utopijnym komunizmem. 

Ale dzisiaj jest wolność słowa - więc wiele się z tym nie zrobi...   :-)

Portret użytkownika Lommo

Technologia pozwala robić

Technologia pozwala robić rzeczy coraz tańsze to chyba fakt. Ale sprawa polega na tym że dla osób które nie są właścielami środków produkcji to jest marne pocieszenie skoro oni nie moga sprzedać swojej pracy , a nawet jeśli ktoś chce ich nająć to coraz czesciej na zero hour contrakct i za skromne stawki godzinowe. Już nawet nie trzeba szukac przykładów jak pan przytoczył podzespołów komputerowych co jest robione z minimalnym udziałem człowieka a ogromnym udziałem wkładu technologicznego. Ja znam o wiele prostszy przykłady wyparcia pracy ludzkiej na rzecz technoologi i bardzo kosztownych środków produkcji. Otóż na wsiach jeszcze w latach 60 -tych ubiegłego wieku, czyli grubo mniej niż 100 lat temu , produkowano materiały budowlane , jak dachówki betonowe z form, cegły palone w piecach polowych , wcześniej formowane ręcznie z ręcznie wydobywanej gliny, ba nawet krokwie i belki jeszcze cięto ręcznie specjlaną piłą . Jak był taki boom budowlany za  Gomułki po rozwiązaniu spółdzielni produkcyjnych to całe liczne rodziny miały pracy na lata przy samej produkcji materiałów budowlanych. Spróbuj teraz sprzedać takie artykuły , nawet nie ma takiej opcji. Klienci kupuja wyłącznie markowe materiały budowlane od wielkich korporacji , takie cegły to dziś się lansuje na produkt wysokiej technologi bo ma pory w środku - takie czoś się też produkowało i kiedyś dodając trocin do masy glinianej i po wypaleniu tez były pory. ale dziś produkt sprzeda się tylko od markowego producenta. Nawet stosunkowo bogaci ludzi indywidualni nie są w stanie wejśc w taki biznez bo nowoczesne instalacje są ogromne i bardzo kosztowne. Fabryki tego typu produkują duże uilości przy minimalnym zatrudnieniu - jeszcze 20 lat temu masy ludzi pracowały nawet w takich nowoczesnych fabrykach przy paletowaniu, dziś robią to automaty. Nawet materiały drzewne to klient obecny pod wpływem reklam chce jakieś komputerowo produkowane najczęsciej importowane z krajów zachodnich , zwykłe polskie drewno  produkowane nawet na nowoczesnym precyzyjnym traku to już za mało. Taki system gospodarczy się samo udławi bo pozbawieni dochodów ludzie nie kupią nic bo nie odłożą pieniędzy a ni nie dostaną kredytu nawet jeśli oprocentowanie by było na znacznej stopie ujemnej. W poprzednich wiekach władze zwlaczały postęp techniczny bo były świadome pozbawienia licznych grup ludnosci srodków do życia, czy to w czasach rzymskich, czy w póżniejszych wiekach posuwano się nawet do mordowania konstruktorów maszyn. Ba nawet sami kapitaliści kazali z początku niszczyć wyznalazki za bardzo usprawaniające pracę i pozbawiające zajęcia liczne rzesze ludzi - choćby zniszczenie pierwszych kombajnów do bawełny. A co do propozycji pana Marcina Kozery to powiem szczerze że są one troche zawiłe, nie wiem nie znam się , może całe życie i gospodarka robią się zawiłe i tak musi być i z nowymi pomysłami.

Skomentuj