Czy dealerzy samochodowi utrudniają sprzedaż pojazdów elektrycznych?

Kategorie: 

Źródło: Tesla Motors

Naukowcy przeprowadzili eksperyment w 82 salonach samochodowych w Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii i Szwecji. Menedżerowie sprzedaży samochodów nie tylko nie dążą do zwiększenia sprzedaży pojazdów elektrycznych, ale także utrudniają ten proces. Taki wniosek został wyciągnięty przez brytyjsko-duński zespół naukowców z Aarhus (Dania) i Sussex University (Wielka Brytania). Wyniki badań opublikowanych w czasopiśmie Nature Energy i portalu internetowym The Next Web.

 

Zakup elektropojazdu nie jest łatwy. W pozyskaniu tego ekologicznego środka transportu potencjalnych klientów wstrzymują dwa główne podstawowe czynniki, tj. wysoka cena, która przekracza koszty tradycyjnych samochodów z silnikami spalinowymi, napędzanych benzyną lub olejem napędowym, a także niewystarczająca liczba stacji ładowania.

 

Według nowych badań, kolejnym powodem jest szeroki zakres oferowanych samochodów elektrycznych i niedbała postawa menedżerów sprzedaży. W ramach eksperymentu naukowego naukowcy odwiedzili 82 salony samochodowe w 15 miastach pięciu krajów skandynawskich: Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii i Szwecji. Pod przykrywką klientów wykazywali zainteresowanie zakupem pojazdu elektrycznego, starając się zmaksymalizować sprzedawców, aby ocenić ich intencje i kompetencje.

Podczas naśladowania aktywności kupujących naukowców zaskoczyło niecodzienne zachowanie dealerów samochodowych. Pomimo chęci odwiedzających do zakupu samochodu elektrycznego, pracownicy działów sprzedaży stanowczo odradzali im taki krok. W początkowej fazie ponad 75% wizyt dealerzy samochodowi nawet nie wspomnieli, że sprzedają samochody elektryczne. W 66% wizyt sprzedający nieustannie próbowali przeorientować klientów na samochody spalinowe.

 

W wyniku kontroli centrów samochodowych okazało się, że w większości przypadków sprzedający otwarcie ignorują pojazdy elektryczne lub prezentują je jako pojazdy niższej klasy. Dostawcy dostarczyli klientom niewiarygodne informacje na temat charakterystyki technicznej pojazdów elektrycznych, tj. zapas mocy bez doładowania, czas pełnego naładowania akumulatora, mocy silnika i akumulatora, maksymalna prędkość i przyspieszenie do 100 km / h. Nie w pełni i rzetelnie informowali klientów o istniejących ulgach podatkowych i korzyściach, które znacznie obniżają ostateczną cenę maszyny i koszt dalszej eksploatacji.

Eksperci uważają, że bezinteresowne nastawienie dealerów samochodowych do samochodów elektrycznych zasadniczo odzwierciedla politykę rządów. Wciąż ma on głównie na celu wspieranie rynku tradycyjnych samochodów. Władze jeszcze nie zaczęły promować pojazdów elektrycznych na poziomie krajowym jako priorytetowego środka transportu. Niechęć sprzedawców do reklamowania nowego produktu w połączeniu z wysokimi kosztami i pewnymi trudnościami operacyjnymi stwarza przeszkody w szerokim rozprzestrzenianiu się transportu przyjaznego dla środowiska.

 

Zwiększenie prestiżu i popularności pojazdów elektrycznych pozwala na aktywną politykę państwa. Tylko w tym przypadku, według naukowców, można osiągnąć globalny cel 100 milionów pojazdów elektrycznych na drogach świata do 2030 roku.

 

Jak zauważa Next Web, wszystkie pięć krajów, w których prowadzono badanie, są uznanymi liderami w dziedzinie polityki klimatycznej i energetycznej. Każdy z nich opracował własne sposoby stymulowania sprzedaży przyjaznych dla środowiska pojazdów elektrycznych. Bezwarunkowym liderem nadal pozostaje Norwegia. Jedna czwarta wszystkich nowych samochodów sprzedawanych w kraju to samochody elektryczne. Według danych za 2015 rok, w kraju o populacji nieco ponad 5 milionów osób jest już ponad 75 tys. „zielonych" samochodów. Na każdy tysiąc Norwegów przypada 14,7 pojazdów elektrycznych. Dla porównania, najbliższego konkurenta Stanów Zjednoczonych, ta wartość wynosi tylko 0,97.

 

Ocena: 

3
Średnio: 3 (1 vote)



Komentarze

Portret użytkownika tomasz26

koło wynaleziono rzekomo

koło wynaleziono rzekomo kilka wieków temu spaliny rako i alergotowrcze półtory wieku temu ..samochody zamiast spalać tego smrodu mniej spalają jeszcze więcej.
od 150 lat jeździć smrodami zamiast latać antygrawitacjią ps. takie rzeczy potrafili Ariowie 5 tys lat temu..
nie trzeba być zbyt rozgarniętym żeby wiedzieć ze latanie jest znacznie praktyczniejsze pod każdym względem ,a rozwodzenie się nad kierunkiem rzekomego postępu;) czy puszka ma być na prod ,czy śmierdziel jest bardzo krótkowzroczne

Portret użytkownika Maxxx

"...transport przyjazny

"...transport przyjazny środowisku" No to się uśmiałem Smile nie trzeba chyba tego komentować. A co do braku zainteresowania...na prawdę oni nie dostrzegają że cena takiego auta skutecznie odstrasza ludzi? Nawet na Zachodzie mało kogo stać na tak drogie auto.

Portret użytkownika Dr Piotr

I słusznie robią, praktycznie

I słusznie robią, praktycznie żaden kraj nie jest przystosowany pod względem wydajności energetycznej i infrastruktury pod masowy zalew autami elektrycznymi. Koszty budowy elektrowni to tylko ułamek kosztów związanych z budową linii energetycznych i stacji ładowania aut elektrycznych - to są niebotyczne koszty i lata pracy. Pomijam kompletnie wydajność takich aut...wyobrażacie sobie rodzinę z Zakopanego jadącą na wczasy do Kołobrzegu - postój co 200km i kilka godzin ładowania i to przy założeniu, że będą pierwsi w kolejce do ładowania, czyli to nie wyjazd, a 2-3 dniowa wyprawa w jedną stronę z uwzględnieniem 1-2 noclegów po drodze...przecież to absurd.

Portret użytkownika Wales

Nie no lepiej wciskać ludziom

Nie no lepiej wciskać ludziom za 160 tys g..no wielkości zapałek które przejedzie 200 km bez klimy ,radia i z prędkością 80 km/h a potem 5 godzin będzie się ładować...straszne ludzie nie są debilami i za te same pieniądze wolą kupić merca C klas ,bete 3 albo audiusa 4 jeżdzić jak Pan w luksusowym samochodzie co na baku z klimą,radiem i 140 lm/h robi lekko 500 km a na stacji traci 4 minuty na zatankowanie do pełna..

Skomentuj