Covidowa paranoja i operacja atomizacji społeczeństwa

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Pod koniec lat 70-tych XX wieku, w Argentynie rządzonej przez juntę wojskową Jorge Videli, tamtejsza marynarka wojenna wprowadziła eksperymentalny program „reedukacji” osób wyznających poglądy inne od tych, które życzyłby sobie reżim oraz jego amerykańscy opiekunowie.

Według Horacio Verbitsky’ego pierwsze informacje o programie reedukacji osób o poglądach prospołecznych, które po wojskowym zamachu stanu w 1976 roku, wspieranym przez inspirowaną przez CIA Operacją Kondor, tamtejsza junta aresztowała i przetrzymywała w obozach koncentracyjnych, datowane są na połowę roku 1978.

 

Owe obozy, zwane dla zmylenia opinii publicznej obozami reedukacji, reżim wojskowy wzorował na obozach dla więźniów politycznych założonych przez Francuzów w Algierii i Indochinach. Argentyńczykom tym łatwiej było owe obozy zakładać, gdyż członkowie Organizacji Tajnej Armii, która walczyła o utrzymanie rządów kolonialnych w Algierii i która zakładała tak owe w Afryce, emigrowali po rozbiciu OAS i uzyskaniu przez Algierię niepodległości właśnie do Argentyny.

 

Programem reedukacji objęto 80 „wywrotowców”, tzn. osoby, które m.in. troszczyły się o los osób biednych, bezrobotnych czy też poddawanych dzikiej eksploatacji ekonomicznej przez zagraniczne koncerny. Reedukacja była kontrolowana przez psychologów i socjologów. Celem owych zabiegów było wykorzenienie wrażliwości społecznej i zaszczepienie więźniom indywidualizmu i zdystansowania wobec problemów społecznych.

 

W proces reedukacji reżim a konkretnie tamtejsza marynarka wojenna włączyła jedynie osoby, które wykazywały wolę zaakceptowania jedynych słusznych, wyrażanych przez reżim oraz ich amerykańskich mocodawców, poglądów. Pozostali, których nie wyznaczono do „ideologicznego leczenia” byli np. bici, torturowani, gwałceni (w przypadku kobiet) a następnie zrzucani z helikopterów do oceanu.

 

Jak przyznaje Horacio Verbitsky, najważniejszy demaskator działań zbrodniczego reżimu Jorge Videli, którego współpracownikiem był m.in. Jorge Maria Bergoglio, znany obecnie jako papież Franciszek:

Aby zostać włączonym do tego procesu, należało […] zademonstrować to, co funkcjonariusze marynarki nazywali „wolą reedukacji”. […] próbowali oni rozwijać u swoich ofiar indywidualizm i tłumić uczucie solidarności z innymi ludźmi. W piątki, przykutym do krzeseł, wyświetlano filmy. Celem tych zabiegów było modyfikowane tożsamości, wymazanie przeszłości i zniesienie przyszłości zatrzymanego, sprowadzenie jego rzeczywistości do zmiennej i kapryśnej teraźniejszości, gdzie bicie i grożenie śmiercią przeplatało się z rozmowami telefonicznymi i wizytami w domach rodzinnych.

W innym fragmencie Verbitsky pisze:

Proces odzyskiwania [polegał na] próbie nakłonienia nas do przyjęcia modelu życia odrzucającego na zawsze solidarność, godność ludzką, troskę o problemy społeczne. Chodziło o poddanie nas programowi prania mózgów, którego realizację wspierał lekarz psycholog. Mieliśmy zapomnieć, kim byliśmy, po co żyliśmy, i zaakceptować życiowe wzorce wroga.

Krótko mówiąc, wojskowy reżim chciał z osób o poglądach lewicowych, socjalistycznych a także prawicowych i konserwatywnych lecz prospołecznych, zrobić za pomocą wojskowego eksperymentu osoby skrajnie egoistyczne, indywidualistyczne, nie przejmujące się problemami innych ludzi, odrzucające troskę o biednych czy też bezrobotnych. Wszystko w ramach mitycznej wojny z komunizmem, która pod auspicjami Waszyngtonu i przy wsparciu takich krajów jak Izrael czy też Arabia Saudyjska, w Ameryce Łacińskiej przyjmowała charakter iście zbrodniczy.

Kilka dni temu niejaka Kerry Chant, dyrektor ds. zdrowia australijskiego stanu Nowa Południowa Walia w trakcie przemówienia, w którym to straszyła Australijczyków „zabójczą” pandemią Koronawirusa wypowiedziała takie oto słowa:

Musimy powstrzymać rozprzestrzenianie się COVID. Aby to zrobić, wszyscy musimy współpracować, musimy ograniczyć nasze ruchy, za każdym razem, gdy wychodzimy z domu musimy brać pod uwagę, że ktokolwiek kto z nami jest i ktokolwiek z kim się kontaktujemy, może przenosić wirusa. Więc chociaż w ludzkiej naturze leży rozmowa z innymi, bycie przyjaznym, niestety nie jest to odpowiedni czas, więc nawet jeśli natkniesz się na sąsiada w centrum handlowym, w Colesworth lub Aldi lub w jakimkolwiek innym sklepie spożywczym, nie rozpoczynaj rozmowy. Teraz jest czas na zminimalizowanie interakcji z innymi; nawet jeśli masz maskę, nie myśl, że zapewnia całkowitą ochronę. Chcemy mieć absolutną pewność, że w codziennym życiu nie spotkamy się z nikim innym, kto stanowiłby zagrożenie. Oczywiście ludzie mają… praca jest niezbędna, praca jest i nie powinnam używać tego terminu – niezbędna, rozumiem że praca jest niezbędna dla każdego i prawdopodobnie potrzebujemy nowego słowa, innego niż niezbędna, ale myślę, że społeczność rozumie, co mamy na myśli. Musimy utrzymać nasze usługi żywieniowe, dostawy logistyczne, potrzebujemy szpitali i usług zdrowotnych, ale teraz jest czas, aby naprawdę upewnić się, że wszyscy przestrzegają charakteru i celu. A charakterem i celem nakazów zdrowia publicznego jest ograniczenie mobilności, zmniejszenie możliwości kontaktu z kimkolwiek innym. Tak więc ta odpowiedzialność spoczywa teraz na miejscach pracy, aby podejmować te działania i wyraźnie widzieliśmy zamknięcie wielu miejsc pracy, co również to ułatwia.

To orwellowskie przemówienie pasuje jak ulał do wojskowego eksperymentu, który junta Jorge Videli realizowała w latach 70-tych XX wieku: nie rozmawiajcie z ludźmi, nie interesujecie się niczym, dystansujcie się od problemów społecznych, każdy człowiek to wasz potencjalny wróg, każdy człowiek to potencjalny nosiciel wirusa. Nie zawracajcie uwagi nawet na sąsiada. Praca jest najważniejsza. Pracujcie i się niczym, absolutnie niczym nie interesujcie !

Owe przemówienie zostało rzecz jasna wygłoszone po kolejnych wykrytych w Australii przypadkach zakażenia tzw. koronawirusem, jednak obrazuje ono idealnie mentalność elit politycznych, które zarządziły wprowadzenie absurdalnych obostrzeń w związki z pandemią COVID-19 i przeciągają te obostrzenia w nieskończoność, zastraszając przy okazji społeczeństwa niczym trep z argentyńskiej marynarki w czasach autorytarnego reżimu Videli zastraszał „wywrotowców”, którzy nie godzili się na istnienie w ich kraju autorytarnego reżimu namaszczonego przez obce mocarstwo.

Zastanawiając się dlaczego w Australii reżim tak bardzo chce dokręcać śrubę obywatelom nie mogę nie dojść do wniosku, że ten kraj jest właściwie spisany na straty. To znaczy spisany na straty, jeżeli Stanom Zjednoczonym nie uda się w niemilitarny sposób pokonać konkurenta do dominacji w światowej gospodarce a więc Chiny.

Kiedy wiemy, że Australia ma być w przypadku konfliktu zbrojnego na zachodnim Pacyfiku de facto amerykańskim lotniskowcem, na co godzą się obecne władze tego kraju, nawet kosztem pogorszenia stosunków ze swoim najważniejszym partnerem handlowym a więc Chinami i tym samym na zerwania licznych umów gospodarczych, nie trudno jest się domyśleć po co zachodnim elitom gospodarczym i politycznym jest potrzebny tak mocno zdyscyplinowany, zastraszony i obojętny społecznie naród australijski. Wszak gdyby tarcia na Morzu Południowochińskim doprowadziły do wybuchu konfliktu zbrojnego pomiędzy dwoma konkurentami do światowej dominacji, to Australijczycy, w normalnych warunkach bardzo szybko stawili by opór wobec udziału ich kraju w wojnie hegemonicznej i skazaniu ich kraju na ataki ze strony chińskich rakiet dalekiego zasięgu.

Potencjalne demonstracje antywojenne bardzo mocno ograniczyłyby pole manewru reżimu wobec angażowania kraju w wojnę prowadzoną w interesie Stanów Zjednoczonych a nie Australii. W dodatku takie protesty mogłyby być podsycane przez chińską agenturę rozlokowaną na obszarze tegoż kraju. Tymczasem naród spacyfikowany i zastraszony paranoidalnymi wypowiedziami polityków i tzw. specjalistów ds. zdrowia będzie dużo bardziej skłonny do pozostania w domach i nie angażowania się w politykę.

Jedna z ofiar argentyńskiego reżimu wojskowego Videli o imieniu Tito powiedziała, że celem eksperymentu wojskowego, któremu był poddawany było to, aby wycofał się on z działalności politycznej i najlepiej wyjechał z kraju.

Obserwując bardzo uważnie od samego początku tzw. pandemię Koronawirusa nie mogę oprzeć się wrażeniu, że cele obozów reedukacji argentyńskiego reżimu lat 70-tych oraz zachodnich elit gospodarczych i ich politycznych reprezentantów, którzy nam zafundowali całe to teatralne przedstawienie z nieustannym zastraszaniem społeczeństwa, zamykaniem ludzi w domach oraz niszczeniem stosunków społecznych, atomizowaniem i rozbijaniem narodu na egoistyczne, nieczułe i pozbawione ludzkich odruchów jednostki za pomocą nieustannej propagandy covidowej, są dokładnie identyczne – nie zwracaj uwagi na nikogo, twój sąsiad – twój wróg, każdy może być zakażony, nie interesuj się polityką – skup się na zdrowiu i pracy, jak widzisz ludzką krzywdę – odwróć głowę w drugą stronę i idź dalej.

O ile jednak w Europie innym celem tego jest, w mojej opinii, zniszczenie europejskiej gospodarki i powrót do ekonomicznej dominacji w Europie Stanów Zjednoczonych (m.in. poprzez upadek małych i średnich biznesów i wejście w ich miejsce działających w skali globalnej amerykańskich korporacji), tak jak miało to miejsce w okresie po II wojnie światowej, o tyle Australijczycy będą mieli jeszcze gorzej, gdyż w przypadku gdyby hegemon chciał utrzymać swoją dominację za wszelką cenę, ich własne elity polityczne, wasalne wobec Ameryki, mogą im zafundować udział w koalicji wojskowej, która ściągnie na nich śmiertelne niebezpieczeństwo, przy którym częściowa utrata suwerenności gospodarczej przez Europejczyków może wyglądać jak zadrapanie przy ranie postrzałowej z Barretta kaliber 50 mm.

 

 

Na podstawie:

Verbitsky H., Milczenie, Warszawa 2013

https://www.youtube.com/watch?v=cUP9TfiOux8

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: Adolf Rotshild
Portret użytkownika Adolf Rotshild

Komentarze

Portret użytkownika prorocznia

Trafne spostrzeżenia i

Trafne spostrzeżenia i porównania. Jednak czytając "Australia" widzę "Polska".

Byłem dziś w Warszawie. Pierwszys raz od roku.

To co widziałem w Centrum przeraziło. Południe. Miasto na wpół wymarłe, brudne. Co druga witryna z kartką:wynajmę/sprzedam. Kawiarnie puste. Całość okraszona ogólnymi robotami drogowymi, wykopkami, placami budów(?), na których robotnika nie uświadczysz. Dziwna cisza i śmieci fruwajace od przeciagów.

Jakby przez rok trwała tutaj wojna...

Nie taką stolicę zapamiętałem.

Portret użytkownika Nihil

Roman przez półtora roku nie

Roman przez półtora roku nie wychodził ze swojej chałupy z powodu lęku przed plagą komarów. Wszystkie telewizje go 
ostrzegały, że insekty go zabiją. Nie otwierał okien, nie podnosił żaluzji a drzwi uszczelnił watą szklaną. 
Gdy już prawie zwariował z braku słońca, powietrza i braku sąsiadów, naczelna stacja mu podpowiedziała: 
załóż kombinezon i idź do punktu dystrybucji spray'u na komary, dostaniesz go za free. Jesteś uratowany! 
Roman tak oszalał ze szczęścia, że aż się zsikał do swoich gumo filców. Pobiegł jak oszalały do punktu. 
Po dziesięciu godzinach w kolejce dostał dwa spray'e z przydziału partyjnego. 
Wrócił do chałupy, zdjął kombinezon i się cały wypryskał! Rzygał przez kolejne trzy dni, miał gorączkę 
i omamy ale przeżył. Wylazł z chaty goły. Komary go pocięły od stóp do głów. Wściekły i pokrwawiony poleciał 
do dystrybutora spray'u i się zaczął drzeć wniebogłosy: coś ty mi kurwa dał dziadu!? To nie działa!
Dystrybutor spokojnie i z uśmiechem odrzekł: spokojnie, jeszcze testujemy nasz spray ale masz gwarancje, 
że teraz będziesz miał mniejsze bąble i będzie cię mniej swędziało. Roman wrócił do domu. Lepiej tak jak nic -
 pomyślał. Włączył telewizję. Naczelna stacja od razu go poinformowała żeby dalej siedział w chałupie pod pierzyną 
w kombinezonie bo spray łagodzi tylko ukąszenia komarów z Mazur a właśnie nadciągają zmutowane insekty z Bieszczad. 
Załamał się i włączył sobie Zenka Martyniuka, który go ostrzegł, że nie wolno zabić tej miłości."

Strony

Skomentuj