Co to jest Nikaragua? Konkwista, okupacja, tyrania i rewolucja cz.5

Kategorie: 

Źródło:

4 stycznia 1982 roku Ronald Reagan podpisał ściśle tajną dyrektywę nr. 17 w kwestii bezpieczeństwa narodowego (NSDD-17), dającą Centralnej Agencji Wywiadu Stanów Zjednoczonych uprawnienia do rekrutowania i wspierania bojowników Contras. Dekret Reagana dotyczył pomocy wojskowej, która miała wynosić 19 mln dolarów rocznie.

Bojownikami Contras początkowo byli byli członkowie Gwardii Narodowej Somozy, jednak z czasem dzięki działaniom CIA stali się grupą najemników ściąganych z różnych stron świata (w tym z USA spośród np. weteranów wojny w Wietnamie) wspieranych przez tajne służby Stanów Zjednoczonych oraz kilku innych krajów z nimi sprzymierzonych, m.in. Arabii Saudyjskiej, Brunei, Tajwanu, Hondurasu, Gwatemali, Salwadoru, Korei Południowej oraz rzecz jasna Izraela.

W sierpniu 1981 r. Duane R. Clarridge, nowy szef operacji CIA w Ameryce Łacińskiej, spotkał się z liderami Contras i argentyńskimi doradcami wojskowymi w Hondurasie, aby formalnie ustanowić Nicaraguan Democratic Force (FDN), główną siłę bojową Contras. Ataki Contras rozpoczęły się na dobre w marcu 1982 r. Według raportu amerykańskiego wywiadu obronnego (DIA):

W okresie 100 dni od 14 marca do 21 czerwca w Nikaragui miało miejsce co najmniej 106 incydentów powstańczych. 

FDN pod dowództwem byłego gwardzisty narodowego płk Enrique Bermúdeza zwerbowało byłych gwardzistów narodowych i chłopów z wyżyn północnych. Niektórzy z tych biednych rolników przyłączyli się do partyzantki ze względu na wynagrodzenie zapewniane przez rząd USA; niektórzy z powodu religijnych obaw przed marksizmem; a niektórzy w odpowiedzi na politykę gospodarczą rządu FSLN, która ustanowiła kontrolę cen i rynku. Niektórzy chłopi zostali porwani przez Contras i zmuszeni do służby, pod groźbą prześladowania ich rodzin.     

Jak wspomina w swojej książce "Poza kontrolą" amerykańska dziennikarka Leslie Cockburn:

Miejscem gdzie najdogodniej można było się przekonać o amerykańskim zaangażowaniu w wojnę był Honduras. Kraj został właściwie podzielony na dwie części, przy czym terytorium kontrolowane przez Contras ciągnęło się poszarpaną wstęgą wzdłuż rzeki Rio Coco, stanowiącej południową granicę. Choć cywilne kierownictwo Contras wolało przyjemności życia w Miami, to kierownictwo wojskowe zainstalowało się nad granicą.

Dalej Cockburn dodaje:

Niektóre z przybywających amerykańskich grup wojskowych były bardziej zakamuflowane niż pozostałe. Członkowie tych grup woleli nosić cywilne tropikalne koszule z niedbale rozpiętymi kołnierzykami, mieli fałszywe wizytówki z adresami nieistniejących firm. Zdradzały ich krótko ostrzyżone włosy i wojskowa postawa. Jeśli nie przebywali w głębi kraju, prowadząc tajemnicze operacje rozpoznawcze, szukali rozrywki w kasynie lub wylegiwali się nad zielonkawą wodą basenu. Jedna z takich delegacji zainstalowała się w hotelu w Tegucigalpie na początku 1985 r. Ta szczególna grupa była zbiorowiskiem amerykańskich wojskowych z różnego rodzaju jednostek, określanych jako misja Biura Połączonych Szefów Sztabów. [...] Misja tej grupy, jak wynikało z nieco nieostrożnych rozmów jej członków, prowadzonych w restauracjach i na basenie, polegała na wynajdowaniu miejsc pod jeszcze większą liczbę lotnisk i - co jest bardziej interesujące - na planowaniu sił do inwazji Nikaragui.

Aby jednak inwazja na Nikaraguę doszła do skutku potrzebny był casus belli. Cockburn tak opisuje swoją rozmowę z jednym z amerykańskich wojskowych:

Nieco później tego samego wieczora oficer rozpostarł szczegółową mapę na wyczyszczonym szamponem dywanie w swym hotelowym pokoju. Ostrożnie wyrysował krąg wokół małego miasteczka Los Chiles, leżącego już na terytorium Kostaryki. [...] Jak powiedział, przebywała tam grupa obywateli amerykańskich pochodzenia kubańskiego, mających swą bazę w Los Chiles i walczących na terytorium Nikaragui. Strefa nadgraniczna była w tym czasie we władaniu Amerykanów, zaś grupa najemników "gringo" szkoliła tam Contras. "To nie są nasi" - dodał szybko, mając na myśli że nie należą oni do sił specjalnych. Jeśli w pościgu za tą grupą sandinowcy wtargnęli by do Los Chiles, wówczas Stany Zjednoczone byłyby zobowiązane do interwencji. Był to "punkt zapalny", gdzie mogło dojść do długo wyczekiwanej konfrontacji między amerykańskimi wojskowymi i armią nikaraguańską - niezbędnego elementu w planach inwazji. Oficer nie wyjaśnił dlaczego mi to powiedział, ale dał całkiem jasno do zrozumienia, że coś o mało się nie wydarzyło. Atak na amerykańską własność byłby tak oburzającą prowokacją, że nie dałoby się uniknąć bezpośredniej interwencji wojskowej Stanów Zjednoczonych.

Jednak amerykańskie tajne służby, mające pełne poparcie w osobie prezydenta Ronalda Reagan oraz jego doradców miały inny pomysł na sprowokowanie wojny pomiędzy USA i Nikaraguą. Jak to bywało już wielokrotnie w przypadku Stanów Zjednoczonych, pretekstem do wojny miała być po raz kolejny operacja fałszywej flagi. Oddajmy ponownie głos amerykańskiej dziennikarce Leslie Cockburn:

Jesus Garcia nie był ani prezesem banku ani portierem, ale jako funkcjonariusz więzienia Dade County podobnie jak i inni pragnął zrobić swoje dla Towarzystwa i sprawy. Miał się jednak przekonać, że CIA i rząd USA nie zawsze rewanżuje się za lojalność tych, którzy mu zaufali. [...] W lutym 1985 roku lotnisko Howard Johnson's było przepełnione gośćmi zaliczanymi do uczestników ruchu oporu. Wśród nich byli Steven Carr (alkoholik, narkoman i fałszerz czeków, którego ojciec był ważnym dyrektorem koncernu IBM), Robert Thompson i Bruce Jones (rezydent CIA w Kostaryce). Choć byli oni powiązani z Brygadą 2506 poprzez wysoko postawionego Rene Corvo (funkcjonariusza CIA) i Fransisco Chanesa, to byli szczęśliwi, że mogą skorzystać z pomocy Jesusa Garcii przy gromadzeniu i załadunku broni, która miała być 6 marca wysłana do Fortu Lauerdale. Garcia był dużo mniej szczęśliwy w związku z bardzo nietypową akcję, którą, jak powiedział, omawiali Posey, Corvo, Jones i inni. "Przyszli do mnie z planem ataku na ambasadę amerykańską w Kostaryce. Uważali, że zapoczątkuje to wojnę między Nikaraguą i Stanami Zjednoczonymi.

Cockburn następnie dodaje:

Gdyby celem była ambasada kubańska czy przedstawiciel sandinistów Garcia prawdopodobnie czułby się zobowiązany. Jednak plany przestawione przy drinkach na lotnisku Howard Johnson's zrodziły w Garcii niepokój, że atak taki może pociągnąć ze sobą ofiary śmiertelne. Mógł z pewnością zrozumieć kryjący się za nimi sens, szczególnie potem, gdy przeczytał, że ambasador USA w Managui, ostrzegł rząd sandinistowski, iż jakikolwiek incydent w ambasadzie amerykańskiej w regionie zmusi Stany Zjednoczone do podjęcia działań. [...] "Plan z ambasadą miał błogosławieństwo Białego Domu. Zbyt wielu znaczących ludzi było weń wplątanych. W przypadku zaatakowania ambasady USA nawet my Kubańczycy, którzy mieszkamy w Miami, normalnie bez ogródek zawiadomilibyśmy CIA." Plan był tym bardziej niezwykły, że przewidywał zamach na samego ambasadora Lewisa Tambsa. Tambs miał być przeniesiony z Kolumbii do Kostaryki w lipcu, a informacja o tym pojawiła się już w prasie. Tambs zirytował czołowych luminarzy kolumbijskiego biznesu kokainowego w związku z tym, że, jak sądzili zbyt entuzjastycznie podszedł do sprawy uporządkowania handlu. Jedna z wielkich kolumbijskich rodzin zajmujących się narkotykami, Ochasowie, wyznaczyli w związku z tym milion dolarów nagrody za głowę dyplomaty. Klika z lotniska Howard Johnson's i jej sprzymierzeńcy chciała służyć wielkim celom amerykańskiej polityki zagranicznej i za jednym zamachem czemuś bardziej przyziemnemu, sprawie Ochasów.

Krótko mówiąc: klika tajnych agentów CIA planowała za aprobatą Białego Domu dokonać zamachu terrorystycznego pod fałszywą flagą, którego celem miała być amerykańska placówka dyplomatyczna w San Jose, stolicy Kostaryki oraz amerykański ambasador w tym kraju, realizując w ten sposób interes neokonserwatystów z Waszyngtonu oraz kolumbijskiego kartelu narkotykowego. I jak tu nie wierzyć w różne teorie o zamachach z 11 września 2001 roku...

Wracając jednak do wsparcia Contras: oprócz rządów USA oraz jego sojuszników bandy Contras były też wspierane przez różnorakie organizacje, wśród których można wymienić m.in. CAUSA International, kościół Sun Myung Moona oraz "Operacja błogosławieństwo". W sumie pomoc finansową dla Contras szacowano na 80 mln dolarów rocznie.

Mimo iż oficjalnie administracja Reagana oraz CIA wspierali Contras w celu zahamowania rozprzestrzeniania się "komunizmu" oraz "kubańskich i radzieckich wpływów" jak zaznacza Dan Kovalik, działacz na rzecz praw człowieka, który analizował zbrodnie amerykańskich tajnych służb jeszcze jako student na rzymskokatolickim Uniwersytecie Daytona w Ohio:

Przede wszystkim wojna w Nikaragui unaoczniła, do jakiego stopnia urzędnicy rządowi - zwłaszcza ci z CIA [..] gotowi są dla osiągnięcia swoich celów deprecjonować samych siebie, kłamać i stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa oraz jakości życia amerykańskich obywateli. Wiemy od dawna, że w przypadku wojny w Nikaragui, w celu wspierania terrorystów, którzy mieli zdestabilizować niewielkie, biedne państwo Środkowej Ameryki, rząd USA gotów był nielegalnie sprzedawać broń Iranowi, ale oprócz tego maczał też palce w przemycie narkotyków, które sprzedawano Amerykanom, zwłaszcza zaś naszym ubogim, czarnoskórym rodakom. Niedawno Greg Grandin słusznie napisał w "The Nation", że po tym jak Kongres, powodując się troską o poszanowanie praw człowieka, zakazał kontynuowania rządowej pomocy militarnej, "contras - wspomagani przez administrację Ronalda Ragana [i CIA] - uczynili z Ameryki Środkowej węzeł przeładunkowy dla kolumbijskiej kokainy, a pieniądze z narkotyków wykorzystywali do finansowania wojny z sandinistami". Narkotyk ten sprzedawano następnie w USA, co przyczyniło się do wywołania kokainowej epidemii w South Central Los Angeles.

Kovalik dodaje ponadto:

Już na początku wojny w Wietnamie Stany Zjednoczone uznały, że nie zdołają jej wygrać dzięki pokonaniu sił wyzwoleńczych. Postanowiono zatem, że trzeba tak długo go bombardować, aż Wietnam cofnie się do epoki kamienia, a partyzantów pozostawić na stercie gruzów i niech wtedy sobie nią rządzą. Podobną taktykę przyjęły USA w Nikaragui, tym razem jednak uznały, że jedynym realistycznym rozwiązaniem będzie terroryzm. Ich celem nie było obalenie sandinistów, ponieważ cieszyli się zbyt dużym poparciem i byli zbyt dobrze zorganizowani, aby to mogło się udać. Zamiast tego postanowiono zatem doprowadzić Nikaraguę do stanu ruiny ekonomicznej oraz społecznego chaosu i uczynić z niej pokazowy przykład tego, z czym liczyć się muszą potencjalni rewolucjoniści w innych krajach regionu i świata, gdyby udało im się przejąć władzę.

Kovalik w swojej książce pt "Rosja jako kozioł ofiarny" opisuje także historię jednego z przywódców rewolucji sandinistowskiej, Tomasa Borge, który to według Amnesty International był "najokrutniej torturowanym żywym człowiekiem".

W czasach bandyckich rządów Somozy został on razem z żoną porwany i uwięziony przez nikaraguańską Gwardię Narodową. Gwardziści zgwałcili oraz zamordowali jego żonę w jego obecności. Później zaczęli go torturować by na końcu go wykastrować. Udało mu się jednak przeżyć i poprzysiągł on zemstę na swoich oprawcach.

Kovalik tak opisuje jego zemstę:

Tomas nie dość, że przeżył, to czynnie przyczynił się do obalenia reżimu Somozy w roku 1979. Wtedy, zgodnie z tym, co sobie przyrzekł, nadszedł czas pomsty. Krótko po "tryumfie" nad Somozą Tomas dowiedział się, że kilku żołnierzy spośród tych, którzy go wtedy torturowali, schwytano i przebywają teraz w więzieniu. To co się stało później, Tomas własnoręcznie opisał w swojej książce pt. "Christianity and Revolution: Tomas Borge Theology of Life": "po tym jak brutalnie torturowano mnie jako więźnia, po tym jak na dziewięć miesięcy założono mi worek na głowę, po tym jak przez siedem miesięcy byłem skuty kajdankami, kiedy dowiedziałem się, że schwytaliśmy moich oprawców, powiedziałem im: <Nadeszła godzina mojej zemsty: nie wyrządzimy wam nawet najmniejszej krzywdy. Nie uwierzyliście nam wtedy, uwierzycie teraz>. Taka jest nasza filozofia, takie są nasze obyczaje.

Borge podszedł do jednego z jego byłych oprawców, uściskał go i powiedział, że karą za torturowanie jego, jego rodziny oraz wielu innych Nikaraguańczyków będzie dla niego wypuszczenie na wolność, aby na własne oczy ujrzał, jak Nikaraguańczycy, których przez tyle dręczył, uczą się teraz czytać, pisać i godnie żyć. Po twarzy Borge oraz jego oprawcy spływały łzy. Następnie Sandinista otworzył drzwi jego celi, wyprowadził swojego oprawcę na ulicę i puścił go wolno.

Opisany wyżej akt był klasycznym przykładem wybaczenia i miłosierdzia, jakim kierowała się sandinistowska rewolucja. Nikaraguańscy partyzanci wyciągnęli wnioski z rewolucji sowieckiej, chińskiej oraz kubańskiej a ponieważ kierowali się naukami chrześcijańskiej teologii wyzwolenia, postanowili, że będą postępować inaczej niż bezbożni, komunistyczni rewolucjoniści. Nie mieli oni zamiaru stawiać stronników Somozy przed plutonami egzekucyjnymi. Co więcej, jednym z ich pierwszych posunięć było całkowite zniesienie kary śmierci.

Oficer CIA James Stockell tak z kolei opisuje "humanitarne" działania sadystycznych terrorystów Contras:

Nie jest moim zamiarem stosowanie wobec was werbalnej przemocy, ale musicie zrozumieć, co robi wasz rząd oraz jego agenci. [Contras] wchodzą do wiosek i wywlekają z domów całe rodziny. Zmuszają dzieci, żeby patrzyły, jak kastrują ich ojca; zdzierają mu skórę z twarzy, wkładają granat w usta i wyciągają zawleczkę. Dzieci muszą patrzeć na zbiorowy gwałt na ich matce i na to, jak obcinają jej piersi. A czasami, dla urozmaicenia, zmuszają rodziców do patrzenia na to, jak to samo robią ich dzieciom.

Ronald Reagan pomaganie tym sadystom usprawiedliwiał tym, że Stany Zjednoczone nie mogą dopuścić do utworzenia "radzieckiego przyczółka" w Ameryce Środkowej. Kiedy amerykański Kongres w 1982 roku a także dwa lata później za sprawą poprawki Bolanda odciął Contras od legalnego finansowania przez amerykański rząd, czego przyczyną było łamanie praw człowieka (cóż za wyświechtany slogan na określenie zwyczajnego terroryzmu i pospolitego okrucieństwa) oraz zaminowanie nikaraguańskich portów, Reagan postanowił szukać pomocy u swoich równie brutalnych sojuszników znad Zatoki Perskiej. Mowa o Arabii Saudyjskiej.

Stosunki pomiędzy tajnymi służbami Arabii Saudyjskiej i ich kolegami z CIA były bardzo dobre od czasu kiedy kontrolę nad GID zaczął sprawować Kamal Adham.

W 1984 roku szef bliskowschodniego wydziału operacyjnego w CIA, Chuck Cogan wysondował w rozmowie z ambasadorem Arabii Saudyjskiej, Bandarem Ibn Sultanem czy saudyjska monarchia nie wspomogłaby amerykańskie władze w finansowaniu partyzantki Contras. Cogan stwierdził, że Contras potrzebują jakieś 20-30 mln dolarów. W ciągu kilku dni Bandar otrzymał z Rijadu negatywną odpowiedź. Jako przyczynę podano rozbieżność interesów Arabii Saudyjskiej i USA w Ameryce Środkowej. Jako przykład podano fakt iż rząd Sandinistów w Nikaragui jest proarabski natomiast reżimy w Kostaryce i Salwadorze, wspierane przez USA zaangażowały się w antyarabską dyplomację a także przeniosły swoje ambasady w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Ostatecznie jednak Bandar w rozmowie z jednym z wysokich urzędników Białego Domu, Robertem McFarlane'm zgodził się wspomóc Contras kwotą 8 milionów dolarów, wypłacaną w ratach po 1 mln dolarów miesięcznie. W lutym 1985 roku Reagan przyjął w Białym Domu króla Arabii Saudyjskiej Fahda, który zgodził się podwyższyć kwotę przekazywaną Contras do 2 mln dolarów miesięcznie.

Miesiąc później Reagan wygłosił przemówienie, w którym określił Contras jak "moralny ekwiwalent naszych Ojców-Założycieli", to znaczy porównał ich do Jerzego Waszyngtona, Tomasza Jeffersona i innych bohaterów amerykańskiej walki o niepodległość. Podpułkownik Oliver North, główna postać afery Iran-Contra, która zachwiała rok później administracją Reagana, po tych słowach uznał, że stawianie Contras na piedestale uprawnia go do wysłania kolejnej transzy pomocy militarnej. Wkrótce po przemówieniu Reagana Richard Secord, emerytowany generał amerykańskiego lotnictwa a także wspólnik Northa zorganizował dla Contras dostawę 5,5 ton broni i amunicji. Kolejna dostawa została przeprowadzona w maju 1985 roku. Oczywiście ta oraz wcześniejsze dostawy były z punktu widzenia amerykańskiego prawa nielegalne, gdyż Kongres USA zabronił wszelkich dostaw broni dla nikaraguańskich bojowników. Okres rządów Reagana miał jednak to do siebie, że łamanie prawa, zarówno krajowego jak i międzynarodowego było na porządku dziennym. A bywały również przypadki konfiguracji tegoż prawa, a ściślej rzecz biorąc braku zgody na jego konfigurację tylko po to, aby wzmocnić Contras.

12 października 1985 roku Izba Reprezentantów uchwaliła ustawę, ograniczającą import tekstyliów do USA. W listopadzie przyjął ją Senat natomiast Reagan ją zawetował. Dlaczego tak się stało?

Otóż głównym eksporterem tekstyliów do USA był Tajwan. Ustawa ograniczająca import tekstyliów uderzyła by bezpośrednio w rząd Tajwanu i w jego gospodarkę. A w tamtym czasie akurat rząd tajwański prowadził tajne negocjacje z wysokim urzędnikiem amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Gastonem Sigurem w sprawie przekazania Contras 2 milionów dolarów przez tajwański rząd. Toteż Amerykanie nie mogli w takim momencie uderzyć w tajwańską gospodarkę, gdyż mogło to spowodować brak zgody tego kraju na pomoc dla nikaraguańskich partyzantów. Krótko mówiąc: wolny rynek wolnym rynkiem, ale imperium i jego interesy i tak najważniejsze.

W kwestii wspierania Contras nie można zapomnieć o operacjach propagandowych oraz psychologicznych, organizowanych przez tajne służby Stanów Zjednoczonych.

W 1983 roku CIA wydrukowała rebeliantom Contras dwa podręczniki. Pierwszy z nich, nazwany "Podręcznik wojownika o wolność" przeznaczony był dla tych "najgorzej wykształconych" (czyt. analfabetów) i instruował ich jak wywoływać protesty i zamieszki przeciwko rządowi Sandinistów. Zawarto w nim instrukcje o tym m.in. jak produkować koktajle mołotowa a także dezorganizować nikaraguańską gospodarkę. Drugi, nazwany "Operacje psychologiczne w walce partyzanckiej" odzwierciedlał prawdziwe cele amerykańskich tajnych służb, mianowicie instruował on jak dokonywać morderstw i zamachów terrorystycznych na nikaraguańskich urzędników. Podręcznik ten był jawnie sprzeczny z założeniami rozporządzenia prezydenckiego nr 12333, podpisanego przez Reagana 4 grudnia 1981 roku, które to zakazywało dokonywania zamachów oraz morderstw. W rozporządzeniu tym możemy przeczytać:

Żadna osoba zatrudniona przez rząd Stanów Zjednoczonych lub działająca w jego imieniu nie będzie angażować się w zamach ani dokonywać spisków.

No ale tak jak już wcześniej wspomniałem, okres prezydentury Reagana charakteryzował się rażącą pogardą dla wszelakich instytucji ograniczających bezpardonową wojnę o amerykański prymat na świecie. Innym przykładem zachęcania Contras do mordowania Nikaraguańczyków było uzbrajanie ich w specjalne noże, zwane nożami spadochroniarskimi, które służyły przede wszystkim do podrzynania gardeł. Zobaczmy co o tym pisze amerykańska dziennikarka Leslie Cockburn:

W celu uzupełnienia podręcznika instruktorzy z CIA coś jeszcze podarowali oddziałom Contras. Gdy Chamorro wstąpił do FDN, dowiedział się, że: "wśród rzeczy, które otrzymaliśmy od CIA był spory nóż. Zwie się go nożem spadochroniarskim, a każdy z naszych ludzi chciał taki nóż mieć, by zabijać ludzi, podrzynając im gardła." [...] Dowody na istnienie tego procesu można było zobaczyć w odludnych regionach Nikaragui, jak Siuna i Paiwas, na początku 1985 roku. Równie liczne jak doniesienia o zwykłych morderstwach były alarmujące informacje o torturach. Szczególnie wzruszające i przerażające były zeznania dzieci, których rodzice zostali zabici podczas ataków Contras w różnych regionach kraju. Okazało się, że twarze ofiar zostały obdarte ze skóry.

W przypadku Nikaragui lat 80-tych i jej wojny o gospodarczą oraz polityczną suwerenność nie można pokrótce nie wspomnieć o sprzedaży broni reżimowi Chomeiniego, z której to transakcji fundusze były przeznaczone na pomoc dla Contras. Afera ta została określona jako afera Iran-Contra. O aferze tej można by napisać całe wypracowanie, jednak aby nie zanudzać czytelników dwudziesto czy trzydziesto stronicowym artykułem spójrzmy co ma ten temat do powiedzenia Wikipedia:

Afera Iran-Contras – skandal polityczny, który miał miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 1986-1987. Powodem było ujawnienie przez media informacji na temat nielegalnej, tajnej sprzedaży broni Iranowi, w zamian za co oczekiwano pomocy w uwolnieniu zakładników uprowadzonych w Bejrucie przez bojowników Hezbollahu. Pieniądze uzyskane z tych transakcji przekazywano na wspomaganie nikaraguańskich rebeliantów Contras.

Prowadzone od początku 1985 roku rozmowy na temat sprzedaży m.in. rakiet przeciwczołgowych TOW i przeciwlotniczych Hawk zaakceptował w styczniu 1986 roku prezydent Ronald Reagan. Dostawy broni miały miejsce w czerwcu i październiku roku 1986. W maju 1986 roku podjęto nieudaną próbę zwolnienia zakładników. Wartość transakcji irańsko-amerykańskich to ok. 100 mln dolarów, z czego organizacja Contras otrzymała 48 mln dolarów.

Aferę ujawniono w listopadzie 1986 roku. Sprzedaż broni do Iranu była sprzeczna z amerykańską doktryną zakazu sprzedaży broni krajowi oskarżanemu o wspieranie terroryzmu i nielegalna w myśl nałożonego na Iran embarga. Finansowanie Contras natomiast było niezgodne z decyzjami podjętymi przez Kongres Stanów Zjednoczonych w 1984 roku.

Afera spowodowała dymisje wielu ważnych urzędników administracji Stanów Zjednoczonych i odbiła się na autorytecie prezydenta Reagana, natomiast w Iranie nie była szeroko znana. Po tej aferze, przez którą udało się przejść Reaganowi bez większego uszczerbku, pewna dziennikarka określiła go teflonowym prezydentem.

Wspominając o finansowaniu bandytów Contras nie można zapomnieć o roli jaką w tym procederze odegrał reżim syjonistyczny. Z artykułu Jonathana Marshalla z września 1989 roku możemy się dowiedzieć że:

W 1983 r. dyrektor CIA William Casey zwrócił się do Pentagonu o pomoc w zdobyciu broni [...], którą Izrael zdobył od OWP w Libanie w 1982 r. "Po rozmowach generała dywizji Merona z Izraela i emerytowanego generała dywizji Richarda Secorda z rządu Stanów Zjednoczonych" - ujawnia memorandum - "Izrael potajemnie dostarczył Departamentowi Obrony kilkaset ton broni na podstawie grantu w maju 1983 r." (Secord później stał się prywatnym agentem Oliviera Northa w kontaktach zarówno z Iranem, jak i z Contras) Ta operacja, nazwana Tipped Kettle, dostarczyła broń i amunicję o wartości około 10 milionów dolarów. CIA, ponownie pracując przez Pentagon, zorganizowała kolejną dostawę broni latem 1984 r. w Operacji Tipped Kettle II: "Chociaż CIA doradzało Kongresowi, że broń będzie wykorzystywana do różnych celów, w rzeczywistości wiele z niej zostało przekazane nikaraguańskiemu ruchowi oporu, ponieważ skończyły się odpowiednie fundusze." W tym czasie, jak zauważa memorandum, CIA natrafiła na pułap pomocy i zwróciła się do Izraela. W sierpniu Kongres ostatecznie wydał całkowity zakaz pomocy dla Contras, znany jako poprawka Bolanda. Do tego czasu obsesja administracji związana ze zwiększeniem wsparcia państw trzecich dla Contras, za pośrednictwem takich źródeł jak Arabia Saudyjska, Tajwan, Korea Południowa, Chińska Republika Ludowa i Brunei, osiągnęła punkt desperacji. Izrael zawsze był na szczycie listy darczyńców zespołu Reagana lub blisko niej.

I jeszcze jeden fragment tegoż artykułu:

W maju następnego roku North powiadomił admirała Johna Poindextera, następcę McFarlane'a na stanowisku doradcy ds. Bezpieczeństwa narodowego: "że przedstawiciel izraelskiego ministra obrony Icchaka Rabina zaproponował w imieniu Izraela dostarczenie hiszpańskojęzycznych trenerów wojskowych i doradców ruchowi oporu. Doradcy zostaną umieszczeni w Hondurasie w związku z izraelskim planem sprzedaży myśliwca Kfir Hundurańczykom. Inni doradcy zostaną umieszczeni na froncie południowym. Pułkownik North doradził admirałowi Poindexterowi, że minister obrony Rabin chciał spotkać się z nim prywatnie w Nowym Jorku, aby omówić szczegóły, i że asystentowi sekretarza stanu Elliottowi Abramsowi  spodobał się ten pomysł.

Leslie i Andrew Cockburn w swojej książce pt. "Niebezpieczny związek. Tajna współpraca USA - Izrael" tak opisują kontakty Contras z reżimem syjonistycznym:

Emil Sa'ada na przykład przybył do Hondurasu w pomyślnym momencie. Był rok 1981 [...] rewolucja sandinistowska [..] zmusiła starego przyjaciela Izraela[..] Somozę, do udania się na wygnanie. Resztki sił Somozy [...] przeniosły się do Hondurasu, gdzie zabiegała o nie wytrwale nowo wybrana administracja Reagana.

Kim był Emil Sa'ada? Według  autorów książki "The Iran-Contra Connection: Secret Teams and Covert Operations in the Reagan Era" został on zidentyfikowany przez honduraskie źródła wojskowe jako jeden z dwóch byłych izraelskich wojskowych, którzy pomagali zorganizować dostawy broni dla Contras.

Państwo Cockburnowie piszą następnie:

Przed listopadem 1981 roku dyrektywa decyzyjna Bezpieczeństwa Narodowego przedłożyła plan. Stany Zjednoczone "wspierać będą front opozycji za pośrednictwem organizacji i wyszkolenia grup działania, przeznaczonych do gromadzenia danych wywiadowczych i działań paramilitarnych oraz politycznych w Nikaragui i poza nią. W celu osiągnięcia powyższego pracować przede wszystkim za pośrednictwem nie-Amerykanów."

Słowo "nie-Amerykanie" było słowem kluczowym, otwierającym furtkę dla pomocy ze strony sojuszniczych wobec USA reżimów takich jak Argentyna (która mogła wspierać Contras za pomocą swoich specjalistów od brudnych wojen i Operacji Condor) czy Izrael.

Jak przedstawił to jeden z obserwatorów izraelskich:

Kiedy Contras zostali stworzeni przez CIA, Stany Zjednoczone zwróciły się do Izraela, ponieważ Izrael zaoferować mógł ekspertów i broń, czyniąc to bez żadnych rozterek i problemów politycznych. Gdy administracja ma zablokowaną możliwość udzielenia bezpośredniej pomocy, na skutek nacisków politycznych lub działań Kongresu, Izrael może wkroczyć bardzo łatwo.

Emil Sa'ada, jeden z dwóch Izraelczyków oddelegowanych do pomocy Contras (drugim był Pesach Ben Or) spytany w trakcie kolacji w Marblehead w stanie Massachusetts o to czym się zajmuje, odpowiedział:

Zabijam ludzi.

Sa'ada odpowiadał za szkolenie Contras jako człowiek z otoczenia Leo Glesera, weterana misji z Entebbe z 1976 roku, który był właścicielem prywatnego przedsiębiorstwa z branży wojskowej - International Defence and Security Systems, którego specjalnością było szkolenie oraz organizacja jednostek antyterrorystycznych. Oprócz szkolenia Contras, żydowskim wojskowym powierzono również inną tajną misję - wyszkolenie honduraskiego szwadronu śmierci.

Na podsumowanie kwestii wspierania bandytów Contras przez USA oraz ich sojuszników zacytuję fragment tekstu znajdujący się na Wikipedii:

Contras zajęli się przemytem kokainy dostarczanej poprzez Panamę. Narkotyki przewozili samolotami do Kalifornii gdzie trwała wówczas wojna między gangami narkotykowymi. W 1988 roku amerykański senator John Kerry opublikował raport ujawniający powiązania między Contras a szmuglem narkotyków. Dochodzenie Narodowego Archiwum Bezpieczeństwa odkryło dokumenty wykazujące, że Biały Dom wiedział o szmuglu narkotyków i finansowaniu sił Contras z funduszy pochodzących z narkotyków. W sierpniu 1996 roku reporter Gary Webb z San Jose Mercury News opublikował serię artykułów zatytułowaną "Dark Alliance", w której połączył sojusz między Contras a CIA z początkami przemytu kokainy do Kalifornii. Według Webba administracja amerykańska w celu pozyskania funduszy dla Contras zaoferowała azyl kilku znanym handlarzom narkotyków.

I jeszcze jeden fragment tego samego artykułu:

Zwolennicy FSLN, jak i niezależne organizacje zajmujące się prawami człowieka i ich ochroną, oskarżają Contras o łamanie praw człowieka na masową skalę i podejmowanie działań zbrojnych przeciwko ludności cywilnej popierającej sandinistów. Strona amerykańska oraz zwolennicy Contras stanowczo te twierdzenia odrzucają. Mimo tego według raportu Katolickiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych "Right to Survive: Human Rights in Nicaragua" z 1987 roku partyzanci Contras winni byli morderstw, tortur, gwałtów, podpaleń oraz porwań na wielką skalę, zaś głoszone przez nich demokratyczne hasła stanowiły niewiele wartą przykrywkę. Również obserwatorzy z Americas Watch wielokrotnie alarmowali o popełnianych przez partyzantkę okrucieństwach wobec sandinistów, jeńców oraz cywilów, uwzględniających niszczenie obiektów niemilitarnych (ośrodki pomocy medycznej, szkoły, magazyny z żywnością), mordowanie cywilów, pastwienie się nad jeńcami oraz palenie całych wiosek nikaraguańskich.

Społeczność międzynarodowa surowo potępiła amerykańskie powtarzające się naruszenia suwerenności Nikaragui. W ONZ trzynastu członków Rady Bezpieczeństwa głosowało za rezolucją potępiającą Stany Zjednoczone za "eskalację aktów agresji wojskowej" i wzywającą do położenia kresu "wszelkim zagrożeniom, atakom, jawnym i tajnym wrogim działaniom przeciwko suwerenności, niepodległości oraz integralność terytorialnej Nikaragui, w szczególności zaminowywania jej głównych portów." USA po prostu zawetowały rezolucję. W czerwcu 1986 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze zagłosował za tym, że: Stany Zjednoczone Ameryki poprzez szkolenie, uzbrajanie, wyposażanie, finansowanie i dostarczanie sił przeciwnych lub w inny sposób zachęcanie i wspieranie działań wojskowych i paramilitarnych w Nikaragui i przeciwko nim, działały przeciwko Republice Nikaragui, naruszając swoje zobowiązania wynikające z międzynarodowego prawa zwyczajowego, aby nie interweniować w sprawy innego państwa. Międzynarodowy Trybunał uznał amerykańską "niezadeklarowaną wojnę" przeciwko Nikaragui za naruszenie zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego i nakazał USA zapłacić odszkodowania. Nie broniąc nawet swojej sprawy, Stany Zjednoczone odrzuciły wyrok haski i wycofały się z Sądu Światowego.

Wojna pomiędzy Contras a Sandinistami została zakończona 23 marca 1988 roku. Wojna ta poważnie osłabiła gospodarkę Nikaragui, osłabiając tym samym pozycję Sandinistów. W konflikcie tym śmierć poniosło 50 tys. osób a straty oszacowano na 12 miliardów dolarów w kraju zamieszkałym przez 3,5 miliona ludzi, którego Produkt Krajowy Brutto wynosił wtedy 2 miliardy dolarów. Gdyby porównać to do potencjału ludnościowego i gospodarczego Stanów Zjednoczonych musielibyśmy mówić o stratach rzędu 25 bilionów dolarów oraz śmierci 5 mln ludzi.

Ocena: 

5
Średnio: 5 (2 votes)
Opublikował: Adolf Rotshild
Portret użytkownika Adolf Rotshild
loading...


Komentarze

Portret użytkownika ArturK

W całym tym cyklu uderza

W całym tym cyklu uderza jedno, że jak siły konserwatyne czy parakonserwatywne to należy czytać, że to USA i Izrael a jak lewicowcy to sam narów Nikaraguański, który choduje karabiny i amunicję na swoich poletkach w dżungli, nikt ich nie podpuszcza, nie uzbraja itd. itd.
No dzielny Lenin stwia czoła imerializmowi światowemu - ten sam schemat propagandy.

Generalnie takie propagandówki to można na Discovery oglądć i w TVN, żadne to odkrywanie prawdy.

Skomentuj