Co to jest Gwatemala? Majowie, kolonizacja, rewolucja, zamach stanu, wojna domowa i szwadrony śmierci cz.5

Kategorie: 

Źródło: Kadr z Youtube

13 listopada 1960 r. grupa oficerów o poglądach lewicowych z akademii wojskowej Escuela Politécnica poprowadziła nieudany bunt przeciwko autokratycznemu rządowi generała Ydigorasa Fuentesa, który uzurpował sobie władzę po zamachu na urzędującego prezydenta, pułkownika Castillo Armasa.

Młodzi oficerowie byli oburzeni skalą korupcji reżimu Ydígorasa, faworyzowaniem przez rząd w awansach wojskowych i przyznawaniu innych nagród oficerów wspierającym Ydígorasa oraz niekompetencją w rządzeniu krajem. Jednak decydującym momentem w decyzji o podjęciu buntu była decyzja Ydígorasa, aby zezwolić Stanom Zjednoczonym na szkolenie w Gwatemali sił inwazyjnych, które przygotowywano do inwazji na Kubę w Zatoce Świń, bez konsultacji z gwatemalskim wojskiem i bez dzielenia się z wojskiem funduszami otrzymanymi w zamian od amerykańskiego rządu.

Wojsko było zaniepokojone naruszeniem suwerenności ich kraju, ponieważ nieoznakowane samoloty amerykańskie pilotowane przez kubańskich emigrantów przelatywały nad ich krajem, a Stany Zjednoczone utworzyły tajne lądowisko i obóz szkoleniowy w Retalhuleu, aby przygotować się do inwazji na Kubę.

Agenci amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadu (CIA) latali na bombowcach B-26 ucharakteryzowanymi na gwatemalskie samoloty wojskowe, aby bombardować bazy rebeliantów, ponieważ zamach stanu zagroził amerykańskim planom inwazji na Kubę, a także wspieranemu przez nią reżimowi Gwatemali. Rebelianci uciekli na wzgórza wschodniej Gwatemali i sąsiedniego Hondurasu i utworzyli trzon czegoś, co stało się znane jako MR-13. Ocalali oficerowie uciekli na wzgórza wschodniej Gwatemali, a później nawiązali kontakt z kubańskim rządem Fidela Castro. W 1962 roku ci oficerowie, którzy przeżyli, utworzyli ruch powstańczy znany jako MR-13 (Movimiento Revolucionario 13 Noviembre), nazwany na cześć daty buntu oficerów.

Na początku 1962 roku wrócili oni do kraju i 6 lutego 1962 roku w Bananera zaatakowali biura United Fruit Company (obecnie Chiquita Brands), amerykańskiej korporacji, która kontrolowała rozległe terytoria w Gwatemali, a także w innych krajach Ameryki Środkowej. Atak spowodował wybuch protestów w całym kraju, z którymi reżim Ydígorasa rozprawił się w wyjątkowo brutalny sposób. Ta brutalna rozprawa doprowadziła następnie do wybuchu wojny domowej.

W początkowej fazie konfliktu MR-13 był głównym składnikiem ruchu powstańczego w Gwatemali. MR-13 zainicjował kontakt z wyjętą spod prawa PGT (Gwatemalską Partią Pracy, złożoną z intelektualistów i studentów z klasy średniej) oraz z organizacją studencką o nazwie Movimiento 12 de Abril (Ruch 12 kwietnia) i razem z tymi grupami połączyli się w grudniu 1962 roku w jedną koalicyjną organizację partyzancką zwaną Rebel Armed Forces (FAR).

Z FAR był również powiązany FGEI (Edgar Ibarra Guerrilla Front). MR-13, PGT i FGEI działały w różnych częściach kraju jako trzy odrębne „frentes” (fronty). MR-13 zadomowił się w departamentach Izabal i Zacapa, FGEI działał w Sierra de las Minas, a PGT działała jako partyzantka miejska. Każdym z tych trzech frontów (składających się z nie więcej niż 500 bojowników) przewodzili byli członkowie wojskowego buntu z 1960 roku, którzy wcześniej zostali przeszkoleni w Stanach Zjednoczonych do walki z powstańcami.

W 1964 i 1965 roku Siły Zbrojne Gwatemali rozpoczęły działania przeciw ruchowi MR-13 we wschodniej Gwatemali. W lutym i marcu 1964 roku gwatemalskie siły powietrzne rozpoczęły kampanię bombardowań baz MR-13 w Izabal, po której we wrześniu i październiku nastąpiła operacja przeciw powstańcom w sąsiedniej prowincji Zacapa, znana jako „Operacja Sokół”.

Właśnie na tym etapie konfliktu rząd USA wysłał Zielone Berety i doradców z CIA, aby przeszkolili gwatemalskie wojsko w zwalczaniu partyzantki. Ponadto wysłano amerykańską policję i doradców ds. bezpieczeństwa publicznego, aby zreorganizowali gwatemalskie siły policyjne. W odpowiedzi na wzmożoną aktywność powstańczą w stolicy, w czerwcu 1965 roku utworzono specjalny oddział policji krajowej o nazwie Comando Seis („Commando Six”), który miał zajmować się napadami organizowanymi przez miejską partyzantkę. „Commando Six” przeszedł specjalne szkolenie w ramach amerykańskiego programu bezpieczeństwa publicznego oraz otrzymał pieniądze i broń od amerykańskich doradców ds. bezpieczeństwa publicznego.

W listopadzie 1965 r. amerykański doradca ds. bezpieczeństwa publicznego John Longan przyjechał do Gwatemali, aby pomóc wyższym rangą wojskowym oraz oficerom policji w utworzeniu miejskiego programu przeciwdziałania zagrożeniom ze strony rebeliantów. Z pomocą Longana wojsko Gwatemali rozpoczęło „Operację Limpieza” ("Operacja Oczyszczanie"), miejski program przeciwdziałania powstańcom pod dowództwem pułkownika Rafaela Arriagi Bosque. Program ten koordynował działania wszystkich głównych agencji bezpieczeństwa w kraju (w tym wojska, policji sądowej i policji krajowej), zarówno w ramach tajnych, jak i jawnych operacji antypartyzanckich. Pod kierownictwem Arriagi siły bezpieczeństwa zaczęły porywać, torturować i zabijać kluczowych członków PGT.

Z pieniędzmi i wsparciem amerykańskich doradców prezydent Enrique Peralta Azurdia założył Prezydencką Agencję Wywiadowczą w Pałacu Narodowym, w ramach której istniała telekomunikacyjna baza danych znana jako Regionalne Centrum Telekomunikacyjne lub La Regional, łącząca policję krajową, policję skarbową, policję sądową, Dom Prezydencki i Wojskowe Centrum Łączności. La Regional służyła również jako baza danych z nazwiskami podejrzanych „wywrotowców” i miała własną jednostkę wywiadowczą i operacyjną znaną jako Policía Regional. Sieć ta została zbudowana w oparciu o „komitety przeciw komunizmowi” utworzone przez CIA po zamachu stanu w 1954 r.

W dniach 3 i 5 marca 1966 r. gwatemalski wywiad wojskowy i policja sądowa dokonały nalotu na trzy domy w mieście Gwatemala, aresztując dwudziestu ośmiu związkowców i członków PGT. Wśród schwytanych znalazła się większość członków komitetu centralnego PGT i przywódca federacji chłopskiej Leonardo Castillo Flores. Wszyscy następnie „zniknęli” i zostali określeni przez prasę gwatemalską jako „28”.

Po tym wydarzeniu nastąpiła fala niewyjaśnionych „zaginięć” i zabójstw w stolic kraju oraz na gwatemalskiej prowincji, o których donosiła prasa Gwatemali.

Kiedy cenzura prasowa została zniesiona na jakiś czas, krewni „28” i innych, którzy „zniknęli” w strefie wojskowej Zacapa-Izabal, zgłosili się do prasy lub do Stowarzyszenia Studentów Uniwersyteckich (AEU).

Rząd zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi w zabójstwach i zaginięciach. W dniu 16 lipca 1966 roku AEU opublikowała szczegółowy raport na temat nadużyć reżimu Peralty, w którym wymieniła trzydzieści pięć osób zaangażowanych w zabójstwa i zaginięcia, w tym komisarzy wojskowych i członków Ambulanckiej Żandarmerii Wojskowej (PMA) w koordynacji z gwatemalską wojskową bezpieką. Po opublikowaniu tego raportu ataki szwadronów śmierci na AEU i Uniwersytet San Carlos zaczęły się nasilać. Wielu studentów prawa i członków AEU zostało zamordowanych.

W lipcu 1966 r. prezydent Julio Caesar Mendez Montenegro podpisał pakt, który dał armii i służbom bezpieczeństwa zielone światło do stosowania „wszelkich niezbędnych środków” w walce z powstańcami i wewnętrznymi grupami opozycyjnymi. Sztab generalny armii następnie przejął pełną kontrolę nad siłami bezpieczeństwa i mianował wiceministra obrony, płk Manuela Francisco Sosę Avilę, głównym koordynatorem przeciwdziałania powstaniu. Ponadto Sztab Generalny Armii i Ministerstwo Obrony przejęły kontrolę nad Prezydencką Agencją Wywiadowczą - a tym samym nad La Regional i całą powiązaną z nią siecią wywiadowczą - i przemianowały ją na Gwatemalską Służbę Bezpieczeństwa Narodowego (Servicio de Seguridad Nacional de Guatemala - SSNG)

W ramach wspieranego przez CIA przeciwdziałania powstaniu, rozwinęły się bliskie stosunki między prawicowymi organizacjami paramilitarnymi a strukturami bezpieczeństwa.

Wielu cywilnych strażników powiązanych z MLN (Ruchem Wyzwolenia Narodowego, partią założoną przez Castillo Amasa) i prawicowymi grupami paramilitarnymi zostało wchłoniętych przez gwatemalski wywiad wojskowy w kolejnych latach. Działali jako powiernicy lub „komisarze wojskowi” i byli przydzieleni do lokalnych garnizonów wojskowych w całym kraju.

Jeden z wysokich urzędników Gwatemali przyznał, że ponad 3000 członków MLN współpracowało z armią. Najbardziej znaną z prawicowych grup paramilitarnych działających w latach sześćdziesiątych była MANO, znana również jako Mano Blanca („Biała Ręka”).

Utworzona została w czerwcu 1966 roku przez skrajnie prawicową partię MLN jako front paramilitarny w celu uniemożliwienia prezydentowi Méndezowi Montenegro objęcie urzędu. MANO szybko zostało przejęte przez armię jako siła pomocnicza.

Członkami MANO, będącego jedynym szwadronem śmierci utworzonym niezależnie od rządu byli głównie wojskowi. Byli oni finansowani głównie przez bogatych właścicieli ziemskich.

Polski podróżnik Wiesław Zdaniewski w swojej książce pt. "Karaibska karuzela" tak opisuje czym było MANO Blanca:

To jeszcze nie wszystko czytelniku, który wybierasz się w podróż marzeń na drugą półkulę. Oczekują na Ciebie sekty odmóżdżonych sadystów: Mano Blanca, Biała Dłoń, gwatemalska wersja jednostki Gestapo szkolona w nienawiści do ludzi, na usługach armii i rządu [...] Szkolenie tej doborowej jednostki rzeźników nawiązywało do archaicznych plemion autochtonów, które w swych społecznościach kultywowały ceremoniał przejścia od wieku chłopięcego w dorosłość oparty na fizycznych próbach przetrwanian w odosobnieniu, o głodzie lub narażając się  na niewyobrażalne niebezpieczeństwa. W stanie oszołomienia w jaki pogrążały ich te ćwiczenia spodziewali się nawiązania porozumienia z duchami przodków lub ze światem nadprzyrodzonym.

Liderem MLN i jego paramilitarnego ramienia był Mario Sandoval Alarcon (późniejszy wiceprezydent Gwatemali w latach 1974–78). Sandoval Alarcon był opłacany przez CIA przez co najmniej 30 lat, począwszy od lat pięćdziesiątych. MANO otrzymywało również informacje z wywiadu wojskowego za pośrednictwem La Regional, który był powiązany ze Sztabem Generalnym Armii i wszystkimi głównymi siłami bezpieczeństwa.

W styczniu 1967 r. utworzono specjalną jednostkę antyterrorystyczną pod nazwą Specjalna Jednostka Komandosów Armii Gwatemali (SCUGA) pod dowództwem pułkownika Maximo Zepedy. Stacja CIA w Gwatemali planowała rozszerzyć swoją działalność o sieć wywiadowczą za pośrednictwem SCUGA. Celem SCUGA było zbieranie informacji poprzez aresztowania i przesłuchania tych, których uważali za komunistycznych rewolucjonistów.

SCUGA wykonywała "zadania specjalne", które obejmowały uprowadzenia i zabójstwa lokalnych urzędników, których CIA uznawała za prawdziwych lub domniemanych komunistów. Sama CIA określiła SCUGA jako „sponsorowaną przez rząd organizację terrorystyczną… wykorzystywaną głównie do porwań oraz politycznych morderstw”.

W marcu 1967 r., po tym jak wiceminister obrony i koordynator ds. przeciwdziałania powstańcom płk Francisco Sosa Avila został mianowany dyrektorem generalnym policji krajowej, utworzono specjalną jednostkę Policji Krajowej ds. przeciwdziałania rebelii, znaną jako Czwarty Korpus, w celu prowadzenia niezgodnych z prawem operacji. Czwarty Korpus był nielegalnym, pięćdziesięcioosobowym szwadronem śmierci, który działał w tajemnicy przed innymi członkami policji krajowej, przyjmując rozkazy od płk Sosy i płk Arriagi.

W okresie kontrpowstania i militaryzacji policji pod wodzą płk Sosy Avili, policja krajowa ściśle współpracowała z Biurem Bezpieczeństwa Publicznego Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego, które w dużej mierze działało jako organizacja frontowa CIA. W latach 1966–1974 Office of Public Safety pomagało w zmilitaryzowaniu policji krajowej i zapewniało szerokie szkolenia gwatemalskim służbom bezpieczeństwa w obszarach zwalczania rebelii, zbierania informacji wywiadowczych i przesłuchań. Do 1970 roku ponad 30 000 gwatemalskich funkcjonariuszy policji przeszło jakąś formę szkolenia w ramach OPS.

16 marca 1968 r. porywacze w obecności silnie uzbrojonych żołnierzy i policjantów uprowadzili rzymskokatolickiego arcybiskupa Mario Casariego y Acevedo w odległości 100 metrów od Pałacu Narodowego. Porywacze (prawdopodobnie członkowie sił bezpieczeństwa działający z rozkazu naczelnego dowództwa armii) zamierzali zorganizować incydent pod fałszywą flagą, wplątując siły partyzanckie w porwanie. Arcybiskup był dobrze znany ze swoich niezwykle konserwatywnych poglądów i uznano, że można by zorganizować taką operację, aby zaszkodzić reputacji partyzantów.

Arcybiskup został zwolniony po czterech dniach niewoli. W następstwie incydentu dwóch cywilów biorących udział w operacji - Raul Estuardo Lorenzana i Ines Mufio Padilla - zostało aresztowanych i zabranych policyjnym radiowozem. W drodze samochód zatrzymał się, a policjanci wysiedli z pojazdu, aby można go było ostrzelać pistoletami maszynowymi.

W jednym z doniesień prasowych stwierdzono, że ciało Lorenzany miało 27 ran postrzałowych, a Padilla 22. Policjanci wyszli ze strzelaniny bez szwanku. Raul Lorenzana był znanym liderem szwadronu śmierci MANO i operował w kwaterze głównej gwatemalskiej armii - Cuartel de Matamoros i w kryjówce rządu w bazie lotniczej La Aurora.

Armia wyciszyła skandal wynikły z tej operacji false flag, a jej trzech dowódców z programu przeciwdziałania powstaniu zostało odsuniętych od piastowanych stanowisk i wysłanych za granicę. Minister obrony Rafael Arriaga Bosque został wysłany do Miami na Florydzie, gdzie został konsulem generalnym, wiceminister obrony i dyrektor generalny policji krajowej płk Francisco Sosa Avila został wysłany jako attache wojskowy do Hiszpanii, a pułkownik Arana Osorio został ambasadorem w Nikaragui, będącej wówczas pod rządami Somozy.

Liczba politycznych morderstw dokonywanych przez szwadrony śmierci zmniejszyła się w kolejnych miesiącach, a 24 czerwca 1968 roku „stan oblężenia” został zredukowany do „stanu alarmowego”.

Przerwa w trwającej od lat fali politycznych morderstw zakończyła się w sierpniu 1968 roku, kiedy to zamordowany został ambasador USA John Gordon Mein. Zabójstwa tego dokonali członkowie Rebelianckich Sił Zbrojnych, walczących z gwatemalskim reżimem.

Niektóre źródła sugerowały, że w zabójstwie ambasadora Meina udział brało naczelne dowództwo gwatemalskiej armii. Zasugerował to amerykańskim śledczym wiele lat później Jorge Zimri Saffie, były ochroniarz płk Arany Osorio, który uciekł do USA w 1976 roku i został aresztowany w 1977 roku.

Gwatemalska policja twierdziła, że ​​rozwiązała sprawę tego morderstwa prawie natychmiast, ogłaszając, że podejrzaną zlokalizowano jeszcze tego samego dnia. Była nią Michele Firk, francuska socjalistka, która wypożyczyła samochód użyty do porwania Meina. Popełniła ona samobójstwo, gdy policja przyszła ją przesłuchać. W swoim notatniku napisała:

Trudno znaleźć słowa, by wyrazić stan zgnilizny, jaki panuje w Gwatemali i permanentny terror w jakim żyją mieszkańcy. Codziennie z rzeki Motagua wyciągane są ciała podziurawione kulami i częściowo pozjadane przez ryby. Każdego dnia mężczyźni są porywani na ulicy przez niezidentyfikowanych ludzi w samochodach, uzbrojonych po zęby, bez interwencji patroli policyjnych.

Zabójstwo ambasadora Meina doprowadziło do publicznych wezwań do zaostrzenia środków zwalczania rebeliantów przez wojsko i zwiększenia amerykańskiej pomocy w zakresie bezpieczeństwa. Doszło także do nowej fali zabójstw członków opozycji przez szwadrony śmierci pod kontrolą nowego ministra obrony płk Rolando Chinchilla Aguilara i szefa sztabu gwatemalskiej armii płk Doroteo Reyesa, którzy zostali następnie awansowani do stopnia generała we wrześniu 1968 r.

31 marca 1970 r. ambasador Republiki Federalnej Niemiec, hrabia Karl Von Sprite został porwany przez uzbrojonych członków Rewolucyjnych Sił Zbrojnych. FAR następnie opublikowało list, w którym zażądali okupu w wysokości 700 000 dolarów oraz uwolnienia 17 więźniów politycznych (ostatecznie zażądali uwolnienia nie 17 a 25). Rząd Mendeza odmówił współpracy z FAR, wywołując oburzenie środowiska dyplomatycznego i rządu niemieckiego. Dziesięć dni później, 9 kwietnia 1970 roku, Von Sprite został znaleziony martwy po anonimowym telefonie, w którym poinformowano o miejscu, gdzie znajdowały się jego szczątki.

W lipcu 1970 roku fotel prezydenta objął pułkownik Carlos Arana Osorio. Arana, wspierany przez wojsko, reprezentował sojusz MLN (twórców szwadronu śmierci MANO) i Partii Instytucjonalno-Demokratycznej (MLN-PID). Arana był pierwszym z szeregu wojskowych dyktatorów Gwatemali sprzymierzonych z Partią Instytucjonalno-Demokratyczną, która zdominowała politykę Gwatemali w latach 70-tych i 80-tych. Pułkownik Arana, który był odpowiedzialny za kampanię terroru w Zacapie, był zaciekłym antykomunistą, który powiedział kiedyś:

Jeśli konieczne jest przekształcenie kraju w cmentarz, aby go spacyfikować, nie zawaham się tego dokonać.

Pomimo minimalnej aktywności zbrojnych powstańców Arana w dniu 13 listopada 1970 r. ogłosił kolejny „stan oblężenia”. I zarządził godzinę policyjną od 21:00 do 5:00, podczas której cały ruch samochodowy i pieszy - w tym karetki pogotowia i wozy strażackie - został wstrzymany na terytorium całego kraju. Oblężeniu towarzyszyła seria przeszukań dokonywanych przez policję, która podobno tylko w ciągu pierwszych piętnastu dni stanu oblężenia doprowadziła do 1600 zatrzymań w stolicy. Arana narzucił również specjalny kodeks ubioru, zakazując minispódniczek wśród kobiet i długich włosów wśród mężczyzn. Zagraniczni dziennikarze opierając się o źródła rządowe podawali, że dokonano 700 egzekucji przeprowadzonych przez siły bezpieczeństwa lub paramilitarne szwadrony śmierci w pierwszych dwóch miesiącach „stanu oblężenia”. Potwierdza to tajny biuletyn służb wywiadowczych amerykańskiego Departamentu Obrony ze stycznia 1971 r., w którym wyszczególniono eliminację przez siły bezpieczeństwa setek podejrzanych  „terrorystów i bandytów” na gwatemalskiej prowincji.

Większość ofiar represji rządowych pod rządami Arany stanowili jednak mieszkańcy stolicy. „Specjalni komandosi” wojska i Czwartego Korpusu Policji Krajowej, działający pod kontrolą rządu, uprowadzili, torturowali i zabili tysiące lewicowców, studentów, przywódców związków zawodowych i zwykłych przestępców w Gwatemala City.

W listopadzie 1970 roku policja sądowa została formalnie rozwiązana i utworzono nową, półautonomiczną agencję wywiadowczą policji krajowej, zwaną „Korpusem Detektywów”, z członkami działającymi w cywilnych ubraniach. Jedna z metod tortur powszechnie stosowanych w tamtym czasie przez policję polegała na założeniu na głowę ofiary gumowego kaptura wypełnionego środkiem owadobójczym i poczekania aż ofiara się udusi.

Pierwszymi ofiarami stanu oblężenia Arany byli jego krytycy w prasie i na uniwersytecie. W mieście Gwatemala 26 listopada 1970 r. siły bezpieczeństwa porwały dziennikarzy Enrique Salazar Solorzano i Luisa Pereza Diaza w odwecie za pisane przez nich artykuły,w których potępiali oni represje. W dniu 27 listopada został znaleziony zamordowany profesor prawa Uniwersytetu Narodowego i krytyk rządu Julio Camey Herrera. Następnego dnia właściciel stacji radiowej Humberto Gonzalez Juarez, jego wspólnik biznesowy Armando Bran Valle oraz jego sekretarz zaginęli, a następnie ich ciała znaleziono w wąwozie.

W październiku 1971 r. ponad 12 000 studentów Uniwersytetu San Carlos w Gwatemali rozpoczęło strajk generalny, aby zaprotestować przeciwko mordowaniu studentów przez siły bezpieczeństwa. Wzywali oni do zakończenia „stanu oblężenia”. W dniu 27 listopada 1971 r. wojsko Gwatemali zareagowało rozległym nalotem na główny kampus uniwersytetu w poszukiwaniu przechowywanej tam broni. Do nalotu zmobilizowano 800 żołnierzy, a także czołgi, helikoptery i samochody opancerzone. Przeszukali cały kampus od pokoju do pokoju, ale nic nie znaleziono.

W stolicy w tym okresie pojawiło się wiele szwadronów śmierci, dowodzonych przez policję i służby wywiadowcze.

13 października 1972 r. dziesięć osób zostało zabitych nożem przez szwadron śmierci znany jako „Sęp Mściciel”.

Źródła rządowe Gwatemali potwierdziły Departamentowi Stanu USA, że "Sęp Mściciel" i inne podobne szwadrony śmierci działające w tym okresie były zasłoną dymną dla taktyk pozaprawnych stosowanych przez policję krajową przeciwko przestępcom niepolitycznym.

Innym niesławnym szwadronem śmierci działającym w tym czasie był „Ojo por Ojo” (Oko za oko), opisany w depeszy wywiadowczej Departamentu Stanu USA jako „składający się w większości z wojska z pewną współpracą cywilną”. „Ojo por Ojo” torturowało, zabijało i okaleczało w pierwszej połowie lat 70-tych dziesiątki cywilów związanych z PGT lub podejrzanych o współpracę z FAR.

Według Amnesty International i krajowych organizacji praw człowieka, takich jak „Komitet Krewnych Osób Zaginionych”, ponad 7 000 przeciwników sił bezpieczeństwa spośród cywilów zaginęło lub zostało  znalezionych martwych w latach 1970 i 1971, a kolejnych 8 000 w latach 1972 i 1973. W okresie od stycznia do września 1973 r. Gwatemalska Komisja Praw Człowieka udokumentowała zgony lub "zaginięcia" 1314 osób, które przypisano działaniom szwadronów śmierci. Gwatemalska Komisja Praw Człowieka oszacowała, że ​​w latach 1970–1974 zginęło lub zaginęło 20 000 osób. Według Amnesty International ogółem w latach 1966-1973 zginęło lub zaginęło w Gwatemali aż 42 000 cywilów.

Przez kilka lat po „stanie oblężenia” rebelia była w dużej mierze nieaktywna, pokonana i zdemoralizowana na wszystkich frontach. Utrzymywały się ogromne nierówności gospodarcze, potęgowane przez czynniki zewnętrzne, takie jak kryzys naftowy z 1973 r., który doprowadził do wzrostu cen żywności, niedoborów paliw i spadku produkcji rolnej z powodu braku importowanych towarów i nawozów na bazie benzyny.

Inflacja, brak stabilności, oburzenie społeczne z powodu oszustw wyborczych i niezadowolenie z rażących naruszeń praw człowieka wywołały powszechne protesty i nieposłuszeństwo obywatelskie. Powstał masowy ruch społeczny, który trwał przez większą część dekady lat 70-tych.

W przeciwieństwie do swojego poprzednika, generał Laugerud, który objął urząd prezydenta 1 lipca 1974 roku nie rozpoczynał swojej kadencji od użycia wojskowych represji w celu umocnienia władzy i wolał sprzyjać negocjacjom między związkami zawodowymi a przemysłem niż uciszać robotników stosowaniem przemocy. Wsparcie publiczne udzielone spółdzielniom przez generała Laugeruda skłoniło amerykańską Agencję Rozwoju Międzynarodowego (USAID) do przyznania Gwatemali 4 500 000 USD na sfinansowanie zakupu nawozów oraz innych towarów, podczas gdy Międzyamerykański Bank Rozwoju na początku 1976 roku przyznał na rozwój spółdzielczości dodatkowe 15 000 000 USD.

W sobotę 7 czerwca 1975 r. właściciel ziemski José Luis Arenas został zamordowany na terenie swojej farmy „La Perla”. Przed jego biurem było około dwustu do trzystu robotników chłopskich którzy domagali się otrzymania zapłaty. Wśród robotników ukryto czterech członków EGP (Partyzanckiej Armii Ubogich), którzy zniszczyli radio komunikacyjne farmy i dokonali egzekucji na Arenasie. Po zamachu partyzanci przemawiali do rolników w języku Ixil, informując ich, że są członkami Partyzanckiej Armii Ubogich i zabili „Tygrysa Ixcán” z powodu jego rzekomych wielokrotnych zbrodni na członkach społeczności. Następnie napastnicy uciekli w kierunku Chajul, a syn José Luisa Arenasa, który przebywał wówczas w San Luis Ixcán, schronił się na pobliskiej górze i czekał na przybycie samolotu, który zabierze go bezpośrednio do Gwatemala City do pałacu prezydenckiego. Tam natychmiast zgłosił sprawę ministrowi obrony, generałowi Fernando Romeo Lucasowi Garcii. Romeo Lucas odpowiedział:

Mylisz się, w tamtym rejonie nie ma partyzantów.

Pomimo zaprzeczenia przez ministra obrony obecności partyzantów w Ixcán, rząd zareagował na te nowe akcje partyzanckie, systematycznie eliminując wielu przywódców spółdzielni na gwatemalskich wyżynach.

7 lipca 1975 r., miesiąc po zamachu na Arenasa, na rynek Ixcán Grande przybył kontyngent wojskowych spadochroniarzy. Złapali oni tam 30 mężczyzn, którzy byli członkami spółdzielni Xalbal i zabrali ich helikopterami. Wszyscy oni następnie zaginęli.

W sumie 60 przywódców spółdzielni z Ixcan zostało zamordowanych lub zaginęło w okresie od czerwca do grudnia 1975 r. Kolejne 163 przywódców spółdzielni i wiosek zostało zamordowanych przez szwadrony śmierci w latach 1976–1978.

Jako że Kościół katolicki stanowił większą część bazy społecznej Partyzanckiej Armii Ubogich, gwatemalski reżim zaczął również wskazywać potencjalne cele wśród katechetów.

Od listopada 1976 do grudnia 1977 szwadrony śmierci zamordowały 143 katechetów Akcji Katolickiej z diecezji El Quiche. Udokumentowane przypadki zabójstw i zaginięć z tego okresu stanowią niewielki ułamek prawdziwej liczby zabójstw popełnionych przez siły rządowe, zwłaszcza na rdzennych wyżynach, ponieważ wiele morderstw nie zostało zgłoszonych.

4 lutego 1976 r. trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,5 stopnia w skali Richtera wstrząsnęło Gwatemalą. W wyniku tego kataklizmu śmierć poniosło ponad 23 000 Gwatemalczyków, a prawie milion straciło dach nad głową.

Presja polityczna, którą wygenerował ów kataklizm powodowała wywieranie większego nacisku na reżim wojskowy, aby zainicjował on reformy. Siły bezpieczeństwa wykorzystały zamieszki w stolicy do przeprowadzenia fali morderstw na tle politycznym, z których 200 przypadków zostało udokumentowanych przez Amnesty International. Po trzęsieniu ziemi na indiańskich wyżynach rozpoczął się okres wzmożonej militaryzacji, któremu towarzyszyły dodatkowe operacje przeciw powstańcom.

W tym samym czasie gwatemalski reżim był coraz bardziej izolowany na arenie międzynarodowej. W 1977 administracja prezydenta Jimmy'ego Cartera wzięła na cel reżim Gwatemali oraz inne kraje Ameryki Środkowej, których władze w rażący sposób naruszały prawa człowieka.

Opublikowała ona raport, w którym określono reżim Gwatemali jako rażąco i konsekwentnie łamiący prawa człowieka, zauważając jednak, że sytuacja pod rządami prezydenta Kjella Eugenio Laugeruda Garcíi poprawia się. Rozgniewany tym raportem rząd Laugeruda w dniu 11 marca 1977 r.  zrzekł się wszelkiej amerykańskiej pomocy wojskowej.

Amerykański Kongres zmniejszył pomoc wojskową dla Gwatemali na rok 1978 i zakazał udzielania Gwatemali wojskowej pomocy po 1978 r.

Pomimo tego zakazu, tajne i jawne wsparcie USA dla armii Gwatemali nadal trwało. Administracja Cartera nadal wysyłała sprzęt do Gwatemali za pośrednictwem CIA.

Do gry włączył się również Izrael. Już w 1977 roku reżim syjonistyczny podpisał z prezydentem Laugerudem Garcią umowę o współpracy wojskowej. Rok później, kiedy administracja Cartera znacznie ograniczyła pomoc wojskową dla Gwatemali izraelskie korporacje zbrojeniowe dostrzegły świetną okazję do wejścia na tamtejszy rynek. W tym samym roku Gwatemala otrzymała 11 samolotów IAI Arawa, 10 pojazdów opancerzonych RBY-MK, 15 000 karabinów Galil, setki moździerzy o kalibrze 81 mm, bazooki, granatniki, trzy łodzie patrolowe klasy Dabur, taktyczny system transmisyjny, obwód radarowy, a także 120 ton amunicji. W tamtym czasie izraelski doradca wojskowy w Gwatemali, podpułkownik Amatzia Shuali, powiedział:

Nie obchodzi mnie, co Goje robią z bronią, najważniejsze jest to, że Żydzi odnoszą korzyści.

Początek lat 80-tych przyniósł eskalację agresji w stosunku do organów bezpieczeństwa, związaną z wyborem w 1978 roku na prezydenta Romeo Lucasa Garcii, który nasilił państwowy terror, który w praktyce oznaczał mordowanie Bogu ducha winnych cywilów. Państwowy terror Garcii spowodował wybuch powstania w gwatemalskiej stolicy.

15 sierpnia 1980 roku rebelianci zamordowali Juana Antonio Limę Lopeza, zwyrodnialca, który piastował stanowisko dowódcy jednostki Commando Six w policji narodowej. W dniu swojej śmieci Lima Lopez nosił sygnet armii Stanów Zjednoczonych.

1 stycznia 1980 roku grupa wysiedlonych chłopów z plemienia Kicze i Ixil zajęła ambasadę Hiszpanii w gwatemalskiej stolicy, aby zaprotestować przeciwko porwaniu i zamordowaniu chłopów w Uspantan przez szwadrony śmierci reżimu Garcii.

Urzędnicy rządowi Gwatemali, w tym Szef Korpusu Detektywów Policji Narodowej, napiętnowali ich jako partyzantów, kolaborantów i wywrotowców. W Pałacu Narodowym odbyło się spotkanie z udziałem prezydenta Romeo Lucasa, płk Germána Chupiny Barahony i ministra spraw wewnętrznych Donaldo Álvareza Ruiza. Pomimo apeli ambasadora Hiszpanii Máximo Cajala y Lópeza o negocjacje, gabinet generała Lucasa Garcii podjął decyzję o przymusowym wydaleniu grupy okupującej ambasadę.

Krótko przed południem około 300 silnie uzbrojonych agentów rządowych zamknęło teren wokół ambasady dla ruchu samochodowego i odcięło prąd, wodę i linie telefoniczne.

Zgodnie z rozkazem podpułkownika Pedro Garcii Arredondo, oddział Commando Six Policji Krajowej zajął pierwsze i trzecie piętro budynku. Ambasadora Cajal krzyczał w ich kierunku, że ​​naruszają w ten sposób międzynarodowe prawo.

Chłopi zabarykadowali się wraz z uwięzionym personelem ambasady i odwiedzającymi go gwatemalskimi urzędnikami w biurze ambasadora na drugim piętrze.

Gdy „Commando Six” uniemożliwiło osobom znajdującym się w ambasadzie wyjście z budynku wybuchł pożar, w którym zginęło 36 osób. Pogrzeb ofiar (w tym ojca Rigoberty Menchú, Vicente Menchú) przyciągnął setki tysięcy żałobników, a dla upamiętnienia tej daty utworzono nową formację partyzancką, Frente patriotico 31 de enero (Front Patriotyczny 31 stycznia lub FP-31 ).

Incydent nazwano przełomowym wydarzeniem wojny domowej w Gwatemali. Rząd Gwatemali wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że jego siły weszły do ​​ambasady na prośbę hiszpańskiego ambasadora, a okupanci ambasady, których nazywali terrorystami, poświęcili zakładników, a potem spalili się.

Ambasador Cajal zaprzeczył twierdzeniom gwatemalskiego rządu, a Hiszpania natychmiast zerwała stosunki dyplomatyczne z Gwatemalą, nazywając tę ​​akcję pogwałceniem najbardziej elementarnych norm prawa międzynarodowego. Stosunki między Hiszpanią a Gwatemalą znormalizowano dopiero we wrześniu 1984 r.

Klimat strachu, jaki wywoływał reżim Lucasa w Gwatemali, utrzymywał się przez lata 1980 i 1981. Polityczne zabójstwa i zaginięcia mieszkańców były na porządku dziennym, a zwykli mieszkańcy żyli w strachu przed szwadronami śmierci. Skoordynowaną kampanię przeciwko związkowcom podjęła policja krajowa pod dowództwem płk Germana Chupina, który miał bliskie powiązania z Amerykańską Izbą Handlową i licznymi tamtejszymi korporacjami. Menadżer koncernu Coca-Cola w Gwatemali, John C. Trotter z Teksasu, był przyjacielem pułkownika Chupiny.

Trotter miał rzekomo kontaktować się telefonicznie z płk Chupiną w sprawie działalności związku zawodowego w jego zakładzie, po czym wielu związkowców zaginęło lub zostało później znalezionych martwych. Powstańcy bezskutecznie usiłowali zamordować płk Chupinę, a także ministra spraw wewnętrznych Donaldo Álvareza w lutym i marcu 1980 r.

21 czerwca 1980 r. 60 nieumundurowanych agentów - prawdopodobnie z Korpusu Detektywów - aresztowało 27 członków Narodowego Związku Robotniczego (CNT) podczas ataku na jego siedzibę. Związkowcy byli wywożeni nieoznakowanymi jeepami Toyoty lub wpychani do ich własnych samochodów i wywożeni. Wśród uprowadzonych byli członkowie związku reprezentującego pracowników fabryki Coca-Coli.

W dniu 7 lipca 1980 r. płk Miguel Angel Natareno Salazar, szef niesławnego czwartego Korpusu Policji, został zamordowany wraz ze swoim kierowcą i dwoma ochroniarzami w drodze do pracy. W następnym tygodniu dokonano zabójstwa trzech policjantów, dwóch agentów specjalnych Armii G-2 i ochroniarza Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

W dniu 24 sierpnia 1980 r. ubrani po cywilnemu żołnierze policji i armii pod dowództwem Alfonso Ortiza, zastępcy szefa Korpusu Detektywów, uprowadzili 17 przywódców związkowych i administratora katolickiego z seminarium w posiadłości „Emaus Medio Monte” należącej do diecezji Escuintla, na południowym wybrzeżu Gwatemali. Zatrzymani zostali przewiezieni do garaży policji krajowej w strefie 6 w Gwatemali, gdzie byli torturowani pod kierunkiem byłego szefa Commando Six, płk Pedro Garcii Arredondo.

W dniu 5 września 1980 r. Ejército Guerrillero de los Pobres (EGP) przeprowadzili atak terrorystyczny na Pałac Narodowy Gwatemali, będącego siedzibą rządu Gwatemali. W ataku zginęło sześciu dorosłych i mały chłopiec. Liczba rannych nie została dokładnie określona.

Wraz ze wzrostem liczby zabójstw dokonywanych przez rządowe siły bezpieczeństwa i szwadrony śmierci wzrosła liczba ataków terrorystycznych ze strony rebeliantów na prywatnych przedsiębiorców, których postrzegano jako reakcjonistów i wyzyskiwaczy, którzy kolaborowali z ludobójczym rządem.

W wyniku działań rebeliantów, opierając się na stałym wsparciu materialnym ze strony Stanów Zjednoczonych i państw trzecich, sprzymierzonych z USA (m.in. z Izraela), siły zbrojne pod dowództwem Szefa Sztabu Armii Benedicto Lucasa Garcii  zainicjowały strategię spalonej ziemi, aby oddzielić i odizolować powstańców od ludności cywilnej. Operacji nadano kryptonim „Operación Ceniza”. Zgodnie ze strategią opracowaną wspólnie przez Benedicto Lucasa Garcię i podpułkownika George'a Maynesa (amerykańskiego attache wojskowego) około 15 000 żołnierzy zostało wysłanych do przeczesywania gwatemalskich wyżyn.

W ramach polityki przymusowego werbunku gen. Benedicto Lucas zaczął organizować model grupy zadaniowej do walki z powstańcami, w ramach którego strategiczne siły mobilne, liczące od 3000 do 5000 żołnierzy zostały ściągnięte z większych brygad wojskowych i użyte do niszczenia ruchu powstańczego. Operacje te doprowadziły do ​​masowych ofiar wśród cywilów, sięgających dziesiątek tysięcy. Użycie ludobójczej taktyki spalonej ziemi radykalizowało ludność, wywołując niechęć do rządu i powodując wzrost liczebności powstańców do bezprecedensowego poziomu.

W międzyczasie pogorszyły się stosunki między gwatemalskim establishmentem wojskowym a reżimem Lucasa Garcii. Specjaliści z gwatemalskiej armii uważali podejście Lucasa za odwrotne do zamierzonego, ponieważ strategia rządu Lucasa dotycząca działań wojskowych i systematycznego terroru pomijała społeczne i ideologiczne przyczyny powstania podczas radykalizacji ludności cywilnej.

Ponadto Lucas Garcia działał wbrew interesom wojska, popierając swojego ministra obrony, Angela Anibala Guevarę, w wyborach prezydenckich w marcu 1982 roku.

23 marca 1982 r. młodsi oficerowie pod dowództwem generała Efraína Ríosa Montta dokonali zamachu stanu i odsunęli od władzy generała Romeo Lucasa Garcię. Zamach stanu nie był wspieraney przez żadne czynniki w rządzie Lucasa poza młodszymi oficerami zaangażowanymi w jego przygotowanie.

Architekci programu przeciw powstaniu pod rządami Riosa Montta zdawali sobie sprawę z problemów społecznych generowanych przez kampanię antypartyzancką pod rządami Lucasa Garcii. Najbardziej negatywnym skutkiem, odwrotnym do zamierzonego była powszechna niechęć do państwa wywołana mordami na masową skalę.

Poczęto więc osiągać kompromis pomiędzy dążeniem armii do wykorzenienia powstania a chęcią „zdobycia serc i umysłów” ludności cywilnej, a nowy program przeciwdziałania powstańcom, znany jako „Victoria 82” został wdrożony 6 czerwca 1982 r. Autorzy planu podkreślili. że „głównym celem jest mentalność ludności”. Program łączył brutalną taktykę spalonej ziemi opracowaną i realizowaną pod rządami Benedicto Lucasa Garcii z programami opieki społecznej i pomocą rządową, zarówno w celu zachęcenia cywilów do współpracy z armią, jak i złagodzenia negatywnych skutków masakr wojskowych.

Ríos Montt rozwinął również strategię „akcji obywatelskiej”, zapoczątkowaną przez Benedicto Lucasa. Cywilne bandy paramilitarne tworzone przez Lucasa zostały przemianowane na „cywilne patrole samoobrony” (PAC), a armia rozpoczęła rekrutację cywilnej ludności wiejskiej do milicji. Na początku okresu rządów Riosa Montta w PAC znajdowało się około 25 000 cywilów. W ciągu kolejnych osiemnastu miesięcy w wyniku polityki przymusowego poboru do wojska, liczba ta wzrosła do 700 tys.

Podczas gdy masowe mordy na chłopach osiągnęły na wsi poziom bezprecedensowy, liczba zabójstw szwadronów śmierci w miastach spadła. Raport amerykańskiego attache wojskowego informował Waszyngton w kwietniu 1982 r., że:

Armia zamierzała działać na podstawie dwóch zestawów zasad, z których jeden miał chronić i szanować prawa przeciętnych obywateli, którzy mieszkali na bezpiecznych terenach (głównie w miastach) i nie mieli nic wspólnego z działalnością wywrotową. Drugi zestaw reguł miałby być zastosowany do obszarów, na których dominowała działalność wywrotowa. Na tych obszarach („strefach działań wojennych”) obowiązywałyby zasady niekonwencjonalnych działań wojennych. Partyzanci zostaliby rozstrzelani, a ich infrastruktura zostałaby zniszczona przez programy pomocy społecznej. 

Zgodnie z nowym „zestawem reguł” armii, Rios Montt zaczął wprowadzać zmiany w aparacie wywiadowczym i rozwiązał - lub przemianował - niektóre struktury bezpieczeństwa, które okryły się złą sławą z powodu represji w gwatemalskiej stolicy za panowania poprzednich reżimów. W marcu 1982 roku, krótko po coup d'etat, Rios Montt rozwiązał „Korpus Detektywów” Policji Państwowej i zastąpił go „Departamentem Dochodzeń Technicznych” (DIT). Dodatkowo płk Germán Chupina Barahona (który był odpowiedzialny za większość represji w stolicy pod panowaniem Lucasa) został zmuszony do rezygnacji, a płk Hernán Ponce Nitsch, były instruktor w US Army School of the Americas, został mianowany generalnym dyrektorem policji.

W grudniu 1982 roku doszło do masakry wioski Dos Erres. Gwatemalski szwadron śmierci Kaibil (specjalne skrzydło operacyjne Sił Zbrojnych Gwatemali, specjalizujące się w taktyce walki w dżungli i operacjach antypartyzanckich) w ciągu trzech dni wymordował 170 mieszkańców wioski. Jedynie czterem wieśniakom udało się ujść z życiem. Jak informuje w swojej książce polski podróżnik W. Zdaniewski:

W podobny sposób, stosując politykę "scorch earth", spalonej ziemi [...]zniesiono z powierzchni ziemi 620 indiańskich wiosek wraz z mieszkańcami.

Szwadrony śmierci Kaibil były szkolone m.in. w amerykańskiej School of Americas. Jak dodaje polski podróżnik:

Szkolenie mające na celu demonstrację odwagi, obejmowało uśmiercanie zwierząt, zjadanie ich na surowo i picie krwi.[...] Szkolenie polegało na przydzieleniu każdemu rekrutowi szczeniaka - kota, psiaka lub kurczaka, którymi mieli się opiekować przez okres szkolenia. Na zakończenie oczekując, że uzyskają tę szczególną sprawność, która w ich grupie społecznej zapewni im prestiż, przywileje i moc, musieli własnoręcznie zabić zwierzę, np. kurczakowi odgryźć głowę.

Jak wykazało śledztwo prowadzone przez jedną z komisji Organizacji Narodów Zjednoczonych, do wymordowania mieszkańców tej wioski użyto broni Galil, dostarczanej gwatemalskiej juncie przez reżim syjonistyczny. Nie była to rzecz jasna jedyna aktywność izraelskiego reżimu w Gwatemali lat 80-tych. Firma z branży wojskowej - International Security Defense Systems (ISDS) zajmowała się szkoleniem tamtejszych szwadronów śmierci, gdyż jak powiedział swego czasu Dror Eyal, z izraelskiego koncernu Spearhead:

Amerykanie mają problem z międzynarodową opinią publiczną, ze swoim wizerunkiem za granicą... my tego problemu nie mamy.

Izraelski generał Matityahu Peled ujął to bardziej konketnie:

W Ameryce Środkowej Izrael jest wykonawcą "brudnej roboty" dla administracji amerykańskiej. Izrael działa w roli wspólnika i ramienia Stanów Zjednoczonych.

Gwatemalczycy mieli być podobno zachwyceni izraelską pomocą wojskową. Jeden z prominentnych gwatemalskich polityków powiedział:

Izraelczycy nie dopuszczają do tego, aby cała ta historia z prawami człowieka kolidowała z biznesem. [...] Płacisz, a oni dostarczają towar, nie zadając żadnych pytań, w przeciwieństwie do gringos.

Jak informuje w swojej książce amerykańska dziennikarka Leslie Cockburn:

Izrael był [...] największym gwatemalskim dostawcą broni od 1977 roku. Administracja Cartera, zakłopotana swoją rolą w uzbrajaniu tak krwawej bandy, wstrzymała pomoc wojskową, pozwalając Izraelowi na przejęcie rynku. Po izraelskich dostawach samolotów Arava, artylerii i lekkiego sprzętu trafiło tam również 50 tys. karabinów Galil, tysiąc karabinów maszynowych i pięć helikopterów. Na wyposażenie armii gwatemalskiej trafiały masowo pistolety maszynowe uzi, granatniki, samochody opancerzone i kutry patrolowe.

Izraelski Ha'aretz informował:

Pistolet maszynowy uzi jest ulubioną bronią jednostek likwidacyjnych, działających we wczesnych godzinach porannych przeciwko dysydentom, Indianom i nie-Indianom, lub przeciwko "Campesinos", ubogim rolnikom, kiedy tylko odważą się na próbę zorganizowania kooperatyw rolniczych albo odkrycia losu zaginionych członków swoich rodzin. [...] specjalne jednostki [gwatemalskiej] armii noszą izraelskie mundury i uzbrojone są w izraelską broń.

I jeszcze raz zacytujmy amerykańską dziennikarkę Cockburn:

Izraelska firma Taridan [...] dostarczyła wojsku gwatemalskiemu skomputeryzowany system gromadzenia danych o potencjalnych wywrotowcach, podnosząc w ten sposób wydajność ofensywy prowadzonej przeciwko możliwemu oporowi. Ci, którzy znaleźli się na liście komputerowej mieli duże szanse na "zniknięcie".

Pewien amerykański duchowny, który sam miał zostać "zlikwidowany" powiedział:

Mieli wydruki z listami nazwisk na przejściach granicznych i na lotnisku". [...] Gdy dostaniesz się na taką listę - rozpoczyna się polowanie.

I ponownie oddajmy głos pani Cockburn:

Komputer został zainstalowany w przybudówce pałacu prezydenckiego, gdzie oficerowie gwatemalskiego wywiadu wojskowego zbierają się regularnie, aby wybierać swoje ofiary. Jeden z oficerów armii gwatemalskiej opisuje, że w tej makabrycznej przybudówce znajduje się "archiwum i skomputeryzowana kartoteka dziennikarzy, studentów, lewicowców, polityków i tak dalej." Izraelski system komputerowy ułatwił segregowanie tych dossier i sporządzanie listy śmierci. [...] W 1982 roku izraelscy doradcy mieli doniosły udział w "Planie Victoria", kampanii spalonej ziemi [...] w górskich rejonach Gwatemali, prowadzonej na rozkaz [...] generała Ephraima Rios Montta [...] Jak ujęła rzecz delikatnie ambasada gwatemalska w Waszyngtonie: "Personel przysłany przez rząd izraelski brał udział w wysiedleniu i prowadzeniu programów przystosowawczych dla osób przesiedlonych, gdy całe wsie zniknęły.

Gwatemalski dyktator Rios Montte objaśnił swoją kampanię słowami:

Ogłosiliśmy stan wyjątkowy, żeby móc zabijać zgodnie z prawem.

Izraelski doradca wojskowy, pułkownik Amatzia Shuali szkolił każdego gwatemalskiego oficera powyżej stopnia kapitana. Za każdy sześciotygodniowy kontrakt otrzymywał 6 tys dolarów. Shuali został również oddelegowany do szkolenia ochroniarzy generała Montta oraz jego następcy, Oscara Mejii Victoresa. Miejscami treningów była posiadłość prezydenta. Tak wspomina tamte czasy płk Shuali:

Nocami mieliśmy zwyczaj bawić się wraz z oficerami armii w okolicznych barach. Potem przeważnie odnosiłem ich na plecach z powrotem do bazy wojskowej. Ci ludzie nie znają umiaru w piciu.

I jeszcze raz oddajmy głos dziennikarce Cockburn:

[...] Shuali również trzymał się z dala od polityki. Uprzejmy rewolwerowiec interesował się jedynie swoim kunsztem. Co pocznie armia gwatemalska z nowo nabytymi umiejętnościami i wiedzą, którą podzielili się z nią Izraelczycy, miało małe znaczenie. Shuali okazuje swój brak skrupułów moralnych w jaskrawym świetle, gdy rozmawia ze znajomym Izraelczykiem: "Nie obchodzi mnie, co goje zrobią z bronią. Najważniejsze, że Żydzi na tym korzystają." Był to surowy sposób stwierdzenia tego, że biznes z bronią czynił Izrael wypłacalnym, a jakieś nieprzyjemności w odległej Ameryce Środkowej, które mogły z tego wyniknąć, bledły w zestawieniu z tą zasadniczą sprawą.

Ale powróćmy do wydarzeń z początku lat 80-tych.

W lutym 1983 r. tajny telegram CIA odnotował wzrost „podejrzanej prawicowej przemocy” w stolicy, połączonej ze wzrostem liczby porwań (zwłaszcza nauczycieli i studentów) i jednoczesnym wzrostem liczby odnalezionych w rowach i wąwozach zwłok ofiar gwatemalskiego reżimu.

Telegram prześledził falę represji szwadronów śmierci do spotkania generała Ríosa Montta w październiku 1982 r. z jednostką wywiadowczą "Archivos", podczas którego dał on agentom pełne upoważnienie do "zatrzymywania, przetrzymywania, przesłuchiwania i pozbywania się podejrzanych partyzantów według własnego uznania". Oznaczało to początek stopniowego powrotu do warunków, które panowały w mieście Gwatemala za poprzedników Rios Montta.

Ríos Montt  8 sierpnia 1983 roku został odsunięty od władzy w wyniku zamachu stanu przeprowadzonego przez ministra obrony, generała Óscara Humberto Mejíe Victoresa. Mejía został de facto prezydentem i usprawiedliwiał zamach stanu, mówiąc, że „fanatycy religijni” nadużywali swojej władzy, a także z powodu „oficjalnej korupcji”.

Tak okres rządów Lucasa Garcii i Rios Montta opisuje polski podróżnik Wiesław Zdaniewski w swojej książce pt. "Karaibska karuzela. Bananowe plutokracje, szwadrony śmierci i zimna wojna w Ameryce Środkowej:

Najbardziej okrutne były lata prezydentów Rios Montta (którego prezydentura pochodziła, jak twierdził, od Boga) i Lucasa Garcii. Gwatemalska armia szkolona przez US Green Berets, które miały w Gwatemali tajną bazę, dokonywała pogromów indiańskiej ludności cywilnej. Amerykańscy historycy podkreślają, że USA nie brało bezpośredniego udziału w mordowaniu ludności. To jednak amerykańscy piloci bombowców F-47 oraz F-51(D) startujący z terytorium Panamy bombardowali prowincję napalmem, a USA miało bezpośredni wpływ na formowanie gwatemalskich szwadronów śmierci [...] Sam Montt był produktem wojskowego szkolenia w USA, gdzie w 1951 roku rozpoczął naukę w School of Americas. Jako prezydent utrzymywał bliski kontakt z prezydentem Reaganem, którego prezydenturę już znamy, więc był doskonałym partnerem.

Zanim Oscar Humberto Mejia Victores objął władzę, kontrpartyzantka pod wodzą Lucasa Garcii i Ríosa Montta osiągnęła w dużej mierze swój cel, jakim było odseparowanie rebelii od cywilnej bazy wsparcia. Ponadto wywiad wojskowy Gwatemali (G-2) zdołał zinfiltrować większość instytucji politycznych. Pozbył się swoich przeciwników w rządzie poprzez terror i selektywne zabójstwa. Program przeciwdziałania rebeliantom zmilitaryzował społeczeństwo Gwatemali, tworząc przerażającą atmosferę terroru, która stłumiła większość publicznej agitacji i rebelii. Wojsko umocniło swoją władzę praktycznie we wszystkich sektorach społeczeństwa.

Ze względu na presję międzynarodową, a także naciski ze strony innych krajów Ameryki Łacińskiej, generał Mejía Victores pozwolił na stopniowy powrót do demokracji. W dniu 1 lipca 1984 r. odbyły się wybory przedstawicieli do Zgromadzenia Ustawodawczego w celu opracowania projektu demokratycznej konstytucji.

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: Adolf Rotshild
Portret użytkownika Adolf Rotshild

Komentarze

Portret użytkownika inzynier magister

Rotszildzie napisz coś o

Rotszildzie napisz coś o "polskiej gwatemali" bo przeciueż antypolska partyzantka bolszewicka zamordowała wielu Polaków, w tym Lepera, jedynego który ujawniał prawdę !

Dr Mateusz Piskorski: Andrzej Lepper był niebezpieczny dla salonu III RP i traktowany jak trędowaty

https://www.youtube.com/watch?v=OnKlPtJlLmc

Aleksander Jabłonowski: Andrzej Lepper to ten, który w Sejmie wyciągnął z ukrycia łotrostwa PO-PiS

https://www.youtube.com/watch?v=kVJnoQiRTSI

Odbudowę gospodarki po koronakryzysie Unia Europejska chce sfinansować wpływami z… nowych europodatków oraz wspólnym zadłużaniem się.Zdaniem dr hab. Katarzyny Pisarskiej, założycielki i dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji w Warszawie, w ramach unijnego budżetu na lata 2021-2027 Polska mogła wynegocjować kilka miliardów euro więcej, gdyby nasz kraj zaakceptował tzw. deklarację klimatyczną Unii Europejskiej (za RMF FM). Tymczasem dla przypomnienia: Ministerstwo Klimatu koszty osiągnięcia przez Polskę wymuszanej przez Brukselę tzw. neutralności klimatycznej w latach 2021-2050 szacuje na 400 mld euro! Czyli według logiki dyrektor Pisarskiej po to, by otrzymać kilka miliardów euro, opłaca się wydać… 400 mld euro, czyli jakieś 50-100 razy więcej! A Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami wyliczył koszty polskiej dekarbonizacji na jeszcze więcej, bo aż na 500 mld euro.Nowe europodatkiW ramach ustaleń dotyczących perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2021-2027 (1,074 bln euro) oraz funduszu odbudowy gospodarki po koronawirusowym lockdownie o nazwie Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności (750 mld euro) przedstawiciele państw członkowskich uzgodnili wprowadzenie aż czterech nowych europodatków: 1) opłaty od niepoddanych recyklingowi opakowań plastikowych, 2) granicznego cła węglowego, 3) opłaty cyfrowej oraz 4) opłaty od uprawień do emisji dwutlenku węgla.Od 1 stycznia 2021 roku opłata za niepoddawane recyklingowi opakowania z tworzyw sztucznych wyniesie 0,8 euro za każdy kilogram takich odpadów. Komisja Europejska szacuje wpływy z tego tytułu na ok. 3 mld euro rocznie. Eksperci Deloitte przewidują, że w praktyce część nowego ciężaru fiskalnego zostanie przełożona na konsumentów i podmioty wprowadzające na rynek produkty w opakowaniach.W 2023 roku na granicy zewnętrznej Unii Europejskiej ma zostać wprowadzone nowe myto od importowanych towarów, których produkcja skutkowała emisją dwutlenku węgla. Ma to dać do 14 mld euro rocznie. Zapłacą oczywiście importerzy, a potem sumy te przerzucą na konsumentów.Z kolei opłata cyfrowa – która ma zostać wdrożona również w 2023 roku – ma dotyczyć przedsiębiorstw, których obroty przekraczają 750 mln euro rocznie i ma przynieść do 1,3 mld euro wpływów rocznie. Ponadto z rozszerzenia systemu handlu emisjami na sektor lotniczy i morski finanse UE mają zyskać 10 mld euro rocznie. Tym razem zapłacą pasażerowie i konsumenci towarów przewożonych w ten sposób.

Mówi się także o wprowadzeniu unijnego (piątego nowego) podatku od transakcji finansowych, ale na razie z uwagi na brak konsensusu wśród polityków nie udaje się przepchnąć i tego szkodliwego pomysłu. Ale oczywiste jest, że w efekcie wprowadzenia nowych haraczy fiskalnych unijna gospodarka będzie produkowała droższe towary i będzie jeszcze mniej konkurencyjna.Jednak wymienione wpływy to i tak kropla w morzu potrzeb planu odbudowy, którego wartość ustalono na 750 mld euro. Te wszystkie nowe podatki nie wystarczą na wielkie rozpasanie pod koronapretekstem. Dlatego zdecydowano, że Komisja Europejska będzie mogła emitować euroobligacje, czyli zaciągać wspólnotowy dług, co zdaniem niektórych jest niezgodne z unijnymi traktatami! I ten dług ma być spłacany WSPÓLNIE przez kraje członkowskie przez 30 lat!To dopiero będzie bat na wszelkie ruchy rozwodowe z Brukselą! Jakby tego było mało, porozumienia w sprawie wieloletniego budżetu nie zaakceptował Parlament Europejski, domagając się m.in.… wyższych dotacji do tego i owego. Stanowisko ma jedynie znaczenie symboliczne, bo rezolucja nie ma mocy prawnej, a PE w ten sposób chce pokazać, że jest do czegoś potrzebny. Podobnie jak hordy wszelkiej maści (euro)urzędników, które przy okazji utrudniają życie przedsiębiorcom i zwykłym ludziom.

Powrót do centralnego planowania.Należy przede wszystkim zwrócić też uwagę na istotny fakt, że wpływy z nowych podatków mają stanowić – co jest nowością – zasoby własne Unii Europejskiej. Dotychczas bowiem budżet UE był finansowany za pomocą składek członkowskich, które szły z budżetów krajów unijnych. To ważny element w budowie po pierwsze, unijnego państwa federacyjnego, a po drugie, niezależności brukselskiej centrali od widzimisię przywódców krajów członkowskich. Gospodarki nie odbudują ani podwyżki podatków, ani wprowadzanie nowych podatków po to, by rozdawać dotacje, granty i pożyczki. Dlatego szkodliwe są wszelkie nawoływania polskich polityków, by unijny budżet czy też fundusz odbudowy był jak największy. To bowiem w pierwszej kolejności oznacza większy fiskalizm. Gospodarkę można szybko odbudować, pozostawiając więcej pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców. Bo zdecydowana większość właścicieli prywatnych firm, mając dodatkowe oszczędności, w pierwszej kolejności myśli o tym, gdzie je zainwestować. – Każdy przedsiębiorca ma mentalność inwestowania i rozwoju, chyba że jest stary i mu się nie chce – mówi Renata Cygan, prezes Biura Rachunkowego Aurum w Sosnowcu. Niestety nie rozumieją tego ani rządzący w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej, ani eurokraci spod znaku Lucyfera.

Ojcem Mieszka był, według niego, Siemomysł, dziadem Lestek, a pradziadem Siemowit. Z pierwszą żoną, Dobrawą, miał Mieszko syna Bolesława i córkę.

Skomentuj