Cena baryłki ropy naftowej może osiągnąć poziom 200 dolarów

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Cały świat mierzy się obecnie z ogromnym kryzysem energetycznym. Jednak analitycy ostrzegają, że może być jeszcze gorzej.

W opinii ekspertów od rynku paliw, jesteśmy dopiero na początku trendu zwyżkowego cen ropy naftowej. Według niektórych analiz, cena ropy do grudnia 2022 roku osiągnie historyczną wysokość 200 dolarów za baryłkę ropy Brent.

 

Kraje zrzeszone w ramach OPEC+, nie nadążają z wydobyciem tego surowca po pandemii COVID-19. W grudniu tego roku cena ropy osiągnie 100 dolarów za baryłkę Brent. Na wzrost cen wpływ będą mieć postępujące globalne zakłócenia łańcuchów dostaw oraz to, że wiele regionów świata będzie borykało się z brakami zaopatrzenia w surowce energetyczne.

 

To z kolei będzie wywoływało cykliczną panikę na rynkach energii. Jej preludium jest to, co obecnie dzieje się z rynkiem gazu w Europie. Żyjemy w naprawdę niespokojnych czasach i chyba coraz bardziej natarczywe stają się podejrzenia, że ktoś próbuje doprowadzić do kulminacji kryzysów, żeby ostatecznie tak czy inaczej, wprowadzić słynny „Wielki Reset”.

 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera

Komentarze

Portret użytkownika Tadeusz Starzyk

Po prostu kraje będą

Po prostu kraje będą poszukiwać u siebie innych żrudeł energii i takie kraje jak Rosja i bliski wschód na tym stracą a europejski zielony kołchoz się rozpadnie. Polska lepiej będzie się rozwijać bez UNI.

Portret użytkownika inzynier magister

Z zażenowaniem obserwuję

Z zażenowaniem obserwuję kolejne kontredanse premiera Mateusza Morawieckiego, starającego się za wszelką cenę wydusić z Brukseli unijne pieniądze. Tak, dla tej władzy to kwestia być albo nie być. Ale nie dla nas. Wystarczy, że rząd pozwoli nam normalnie żyć i pracować.

W rozmowie z „Sieci” prezes PiS Jarosław Kaczyński wyraźnie – choć bardzo dyplomatycznie – zwrócił uwagę, że rząd zrobi wszystko, by otrzymać unijne pieniądze. Wbrew uprzednim deklaracjom, że teraz to już się nie damy i nie ustąpimy nawet o krok. Zapytany przez Michała i Jacka Karnowskich o kwestie kar za Turów oraz orzeczeń TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, Kaczyński odpowiedział: „To jest problem związany ze sprawą zasadniczą: Krajowym Planem Odbudowy i głównymi funduszami unijnymi. To jest kwestia skali, która się z tym wiąże i oceny racjonalności pewnych działań, czasami także płacenia lub nie pewnych kar. Staramy się być elastyczni. Jest plan reform wymiaru sprawiedliwości, w tym likwidacja Izby Dyscyplinarnej”.

W powyższej wypowiedzi trudno doszukać się konkretnego stanowiska wobec unijnych roszczeń. To tak zawoalowana deklaracja, by nie dało się z niej wyciągnąć niczego konkretnego, poza ofertą wycofania się z reformy – kompletnie zresztą nieudanej – dla której PiS kruszył kopie, tłukąc się zapamiętale ze wszystkimi, w tym także z Brukselą. Ale prezes zawarł w tej mętnej odpowiedzi inną, ważną myśl: teraz liczy się unijna kasa i zrobimy wszystko by ją otrzymać. 

To dlatego premier Morawiecki pojawił się w Parlamencie Europejskim, by odpierać zarzuty jakie od kilku miesięcy stawiane są Polsce. To sprawa o tyle ważna, że staliśmy się swoistym poligonem doświadczalnym: jeśli faktycznie ustąpimy, damy zielone światło dalszej integracji Unii Europejskiej, dążącej do zatarcia granicy między prawem krajowym i niezależnością narodowych parlamentów a prawem unijnym. Możecie być jednak Państwo pewni: ustąpimy. Skoro prezes gotowy jest płacić odszkodowania za Turów – ta sprawa nawet nie jest absurdalna, ona jest wręcz skandaliczna jeśli chodzi o orzeczenie TSUE – to wysyła tym samym jasny sygnał: zrobimy wszystko, ale sypnijcie wreszcie tym groszem.

Dla władzy to sprawa życia i śmierci. Gra toczy się nie tylko o realizację Polskiego Ładu, czyli idee fixe prezesa i szefa rządu. To także rozgrywka propagandowa. Przypuszczam, że koszmar utraty tych środków ze śmiejącym się do rozpuku Tuskiem w tle budzi Jarosława Kaczyńskiego każdego ranka. Nie trudno sobie wyobrazić, kto tryumfowałby na polskiej scenie politycznej, gdyby Bruksela nie zrobiła Polsce przelewów.

Na guzik nam jednak te pieniądze? Rozumiem, że Mateusz Morawiecki nie wyobraża sobie rozwoju gospodarczego bez państwowych środków. A mnie się wydaje – i mam na to dowody, których dostarczają efekty tzw. ustawy Wilczka – że Polakom wystarczy pozwolić pracować i zarabiać pieniądze, by zapewnić nam gospodarczy sukces. Tymczasem prezes PiS uwija się jak w ukropie wymyślając kolejne łady i inne wielkie programy, by – jak sam uzasadnia – „dogonić wreszcie Zachód”. Ale by to zrobić naprawdę trzeba niewiele: radykalnie odchudzić kilka urzędów, a potem wyrzucić do kosza tysiące ustaw podatkowych i regulacji. Tak naprawdę, zamiast ładować pieniądze w tworzenie planów gospodarczych i ich realizację wystarczy kupić solidną niszczarkę. No, może dziesięć. Ale to i tak taniej, niż kosztowało samo przygotowanie Polskiego Ładu i dużo taniej niż zapłacimy za jego wdrażanie.

Nie widzę zbyt wielu korzyści z otrzymania kolejnej transzy unijnych funduszy poza chwilowym wstrzyknięciem miliardów do gospodarki, czasowym ożywieniem, a później przeżuwaniem rosnących długów. Natomiast widzę ogromny sens, by inwestować w Polaków. Na początku lat 90. dokonało się w Polsce tysiące małych cudów gospodarczych, które po latach owocowały całkiem przyzwoitym wzrostem PKB. Dzisiaj widzę reportaże o ludziach, którzy potrafią w domowych warunkach zbudować elektryczny samochód. Tak, ten sam, którego w milionach sztuk – zgodnie z zapowiedziami Morawieckiego – powinny jeździć teraz po naszych ulicach. Panie Premierze, zamiast opowiadać kocopoły o tym, czego to państwo nam nie zbuduje, jakimi to dobrami nas nie obsypie i jakich szans nam nie da, niech pan machnie ręką na unijne fundusze, puści z dymem kolejne tomy ustaw regulujących naszą gospodarkę i pozwoli Polakom uczciwie pracować. Na własny rachunek i dla interesu naszego kraju. To naprawdę jest możliwe.

Tomasz Figura

Ojcem Mieszka był, według niego, Siemomysł, dziadem Lestek, a pradziadem Siemowit. Z pierwszą żoną, Dobrawą, miał Mieszko syna Bolesława i córkę.

Skomentuj