Bez owadów, które zapylają rośliny, znacznie spadnie produktywność rolnictwa

Kategorie: 

Źródło: dreamstime.com

Pszczoły odgrywają ogromnie ważną rolę w zapylaniu roślin. Mimo, że istnieją metody zapylania roślin bez ich pośrednictwa, to wykorzystanie ich na skalę przemysłowa wydaje się nierealistyczne, zwłaszcza dla roślin uprawianych poza szklarniami. Ubytek populacji pszczół to w efekcie mniejsze plony i - w konsekwencji wzrost cen żywności, a więc i głodu na świecie.

 

W pogoni za wzrostem produktywności, rolnicy starają się wybierać najlepsze odmiany roślin, pod kątem ich zapotrzebowania na nawadnianie, nawożenie,  a czasami też konieczności używania pestycydów, jako środków ochrony uprawianych roślin przed szkodnikami. Na możliwość ich zapylania przez owady zwykle nie zwraca się uwagi. To kardynalny błąd, bo bez tych małych pomocników pyłek kwiatowy nie byłby rozniesiony, a niezapylone kwiaty roślin uprawnych opadłyby bez wytworzenia się zawiązków owocowych.

 

Aby poprawić plon często w okolicach sadów montuje się ule dla pszczół. Pyłek z jednego kwiatu na drugi przenosi też wiatr, ale tylko w niewielkim stopniu. Głównie robią to pszczoły, ale  i inne owady zapylające. Odgrywają one ważną rolę nie tylko przenosząc pyłek, ale wpływając także na jakość i ilość wyprodukowanej żywności. Biorąc udział w zapylaniu, owady oferują nieocenione usługi ludzkości, umożliwiając wzrost plonów roślin uprawnych i zwiększając wydajność rolnictwa, promując w ten sposób wzrost gospodarczy.

 

Ekolog z Argentyny, Lucas Alejandro Garibaldi, profesor Uniwersytetu Narodowego w Rio Negro, opublikował na ten temat artykuł w najnowszym numerze czasopisma Science. Jak dotąd, naukowcy skupiali się na pszczołach miodnych i ich wymieraniu na skutek stosowania chemii w rolnictwie, dopiero teraz grupa 46 ekspertów pod kierunkiem prof. Garibaldiego zbadała rolę dzikich owadów zapylających w ponad 40 typach różnych upraw w 600 miejscach na wszystkich kontynentach świata, z wyjątkiem Antarktydy.

"Okazało się, że w ekosystemach, w których różnorodność jest mała, a populacja dzikich owadów skąpa, uprawy dają znacznie niższe plony. Dotyczy to również tych ziem, gdzie krajowych pszczół miodnych nie brakuje. Oznacza to, że wniosek jest jasny: chodzi o ilość i jakość transportowanego pyłku. Pszczoły, jednak nawet, jeśli jest ich wiele w danym miejscu nie mogą zastąpić dzikich owadów zapylających" - twierdzi profesor Garibaldi

Im liczniejsze i bardziej różnorodne były dzikie owady zapylające zamieszkujące dany obszar rolniczy, tym wyższą produktywność plonów odnotowywano. Liczba "dzikich zapylaczy" skorelowana była także ze strukturalną różnorodnością roślin.

 

Dlatego też, według prof. Garibaldi, tak rozpowszechniona w niektórych częściach USA praktyka instalowania specjalnie wynajętych od pszczelarzy uli z pszczołami miodnymi wzdłuż niekończących się pól z monokulturą dla całego okresu jej kwitnienia, w niewielkim tylko stopniu poprawiają wydajność. Profesor Garibaldi stwierdził, że potrzebujemy więcej heterogenicznych krajobrazów, nie monokultur. Konieczna jest różnorodność i płodozmiany. Ponadto jesteśmy w stanie wdrożyć specjalny program działań na rzecz wspierania "dzikich zapylaczy". Można starać się tworzyć korzystne warunki dla ich siedlisk, albo chociaż zaprzestać stosowania pestycydów w czasie kwitnienia roślin.

 

Okazało się, że różnorodność gatunków roślin w wielu częściach lasu przekształconego w grunty orne jest bardzo niewielka, a ze 109 gatunków dzikich pszczół opisanych w XIX i XX wieku dziś istnieje mniej niż połowa.  Znacząco zmniejszył się poziom zapylenia, co było szczególnie dotkliwe dla gatunków roślin, w których zapylaniu wyspecjalizowane były wymarłe gatunki pszczół. 

 

Powstaje pytanie czy czeka nas świat, w którym stosowane będzie więcej chemii w produkcji żywności, ponieważ spadać będzie efektywność, co paradoksalnie następuje właśnie przez wykorzystanie tej chemii? Wygląda to jak zaklęte koło, które się samonapędza. Większość ludzi chce kupić tylko tańszą żywność, nawet jeśli jest ona niezdrowa i pełna chemii, która wcześniej zabiła wiele owadów zapylających. Większość osób nie zdaje sobie z tego sprawy albo nie chce o tym myśleć, ale ignorancja może zostać kiedyś ukarana.

 

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
Opublikował: lecterro
Portret użytkownika lecterro


Komentarze

Portret użytkownika Krzychoo

Natura nie znosi próżni i

Natura nie znosi próżni i sami możecie się o tym przekonać. Giną pszczoły miodne, ale ogrodnicy zaczynają hodować murarkę ogrodową. Jest to bardzo łagodna pszczoła, pozbawiona żądła, która nie zbiera miodu ale za to znakomicie zapyla. Jeszcze rok temu po wpisaniu hasła "murarka ogrodowa" w popularnym portalu aukcyjnym wyskakiwały 2-3 oferty. Sprawdźcie ile ich jest teraz.
W ubiegłym roku kupiłem 100 kokonów murarki do małego, przydomowego sadu, liczącego 40 drzew owocowych i około 100 krzewów. W tym roku będę miał jakieś 800-1000 kokonów i zbudowałem specjalne "ule" wielokrotnego użytku. Jestem też pewien, że część pszczół złoży kokony w okolicznym lesie i tym samym ich populacja rozmnoży się dziko.
Wszystkim fatalistom i czarnowidzom przypominam, że do roku 2012 miało nie być kasztanów w Polsce. Wszystko przez jakiegoś robala, który zawitał do nas z Azji. Z pszczołami też damy radę.

Skomentuj