Czy zbliża się rozwiązanie wszystkich problemów ludzkości? Do 2045 roku mężczyźni nie będą w stanie rozmnażać się

Kategorie: 

Źródło: Internet

Prof. Shanna Swan od wielu dekad bada ludzką płodność. Konkluzje z jej badań nie są optymistyczne dla tych, którzy chcą przedłużenia ciągłości naszego gatunku.

Liczba plemników przeciętnego mężczyzny w krajach zachodnich od 1973 do 2011 roku, spadła o 59 procent. Prognozy prof. Swan wskazują, że jeśli trend się utrzyma, do 2045 roku, połowa wszystkich mężczyzn będzie pozbawiona plemników zdolnych do przekazywania życia, a druga połowa będzie ich posiadała niewiele, blisko zera.

Co jest tego przyczyną?

Przede wszystkim powszechne stosowanie chemikaliów, zaburzających gospodarkę hormonalną. Chodzi o wszystkie substancje chemiczne zawarte w tworzywach sztucznych, elektronice, opakowaniach, w pestycydach, w perfumach i w kosmetykach.

Na uwagę zasługują szczególnie bisfenol A i ftalany, bowiem to one zakłócają funkcje testosteronu i estrogenu.

Czy powinno nas to martwić?

Patrząc na to, w jakim kierunku zmierza ludzka cywilizacja, może po prostu lepiej by było, gdyby nas nie było? Oby tylko nie udało się do perfekcji opanować sztucznych form powielania Homo Sapiens.

Sami sprowokowaliśmy tę sytuację, więc nie ma powodu, by Natura miała się z nami obejść łaskawie. Być może więc już wkrótce ukłonimy się przed Kosmosem i zakończymy żałosny spektakl o nazwie „Ludzkość”.

 

Źródło: https://www.pch24.pl/chemikalia-dobija-ludzkosc--zerowa-plodnosc-mezczyzn-do-roku-2045-,82769,i.html

Ocena: 

Średnio: 5 (2 votes)

Komentarze

Portret użytkownika Arya

Pisząc o kimś, niestety w

Pisząc o kimś, niestety w języku polskim nie da się pisać inaczej niż w trzeciej osobie. Ale... Czy czymkolwiek cię obraziłem w tamtym komentarzu? Jeśli cyferki 96 z twojego nicka to rok urodzenia, to znaczy, że masz jeszcze sporo czasu na zbudowanie związku. Ja w swój pierwszy poważny związek wszedłem w wieku 25 lat, czyli  tyle ile ty masz chyba teraz. A potem były jeszcze 2 inne poważne związki. Od 7 lat jestem jednak sam, ale uważam, że to się może zmienić w każdej chwili. I wiele razy mogło się zmienić w ciągu tych 7 lat, tylko ja się nie zdecydowałem. A wiesz, dlaczego nie? Bo bycie z kimś, kto chce być ze mną tylko dlatego, by nie być samemu, to słaby powód, by się z kimś związać, a na takie desperatki trafiałem, choć przyznam, że  te kobiety mnie mocno bawiły swoją desperacją... Nie mam ciśnienia na bycie w związku, ale też nie przeszkadza mi to, że jestem sam. Jestem gotowy dać szczęście komuś odpowiedniemu, bo sam jestem szczęśliwy i pracuję nad tym, by to szczęście powiększyć. Skoro ja mogę to robić, to może każdy również ty... Pomyśl nad tym.

Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku-z powrotem do Źródła.

Portret użytkownika Ractaros96

Da się mówić inaczej używając

Da się mówić inaczej używając imienia osoby lub w tym wypadku nicku, a nie per "on".

Nie wiem czy mam się nad czym zastanawiać. Muszę się przyzwyczaić do samotności totalnie teraz, żeby samemu nie skończyć jako desperat.

Znalezienie kogoś to jedna rzecz, bycie w związku to inna. Ludzie najczęściej popełniają dwa błędy w związkach. Pierwszy to taki, że nie akceptują do końca drugiej osoby taką jaka jest (zarówno jej zalety, jak i wady). Drugim błędem jest próba wpływania na partnera, aby się zmienił, co jest związane z pierwszym błędem.

W samotności mogę być tylko co najwyżej względnie spokojny, nie mogę być natomiast szczęśliwy. Bez drugiej osoby pewne rzeczy wydają mi się bez sensu w życiu, jak np. obchodzenie świąt.

"Trudności materialne nigdy nie powinny być przeszkodą na drodze rozwoju człowieka" - Moje własne słowa

Portret użytkownika Arya

Da się mówić inaczej używając

Da się mówić inaczej używając imienia osoby lub w tym wypadku nicku, a nie per "on".

Owszem da się użyć nicku, ale to wciąż będzie trzecia osoba. Jeśli cię razi użyta forma, to oznacza, że masz do przepracowania emocje i przekonania. Jeśli tak reagujesz, na neutralne słowa osoby, której nawet nie znasz, to jaka jest twoja reakcja na atak słowny osoby, którą znasz? Odpowiedz sam sobie. 

 Muszę się przyzwyczaić do samotności totalnie teraz, żeby samemu nie skończyć jako desperat.

Nie musisz. Twój umysł stworzył iluzję, że jeśli się nie przyzwyczaisz do samotności, to możesz skończyć jako desperat.  To kwestia niekorzystnego przekonania. A co by było, gdybyś miał przekonanie, że niezależnie od tego, czy jesteś w związku, czy sam, to czujesz się wspaniale? 

Znalezienie kogoś to jedna rzecz, bycie w związku to inna

Prawda. 

 Ludzie najczęściej popełniają dwa błędy w związkach. Pierwszy to taki, że nie akceptują do końca drugiej osoby taką jaka jest (zarówno jej zalety, jak i wady).

Trzeba być świadomym pewnych spraw na samym początku znajomości. Chodzi o wartości. Jeśli druga osoba ma totalnie różne wartości, to wchodzenie w taki związek nie ma sensu. Podczas pierwszego spotkania może nie, ale podczas drugiego można, a podczas trzeciego to już wręcz powinno się porozmawiać o wartościach. Jeśli są zbyt różne, to lepiej odpuścić niż dalej w to brnąć. I czasem mogą to być banalne rzeczy. Ja się kiedyś spotykałem z dziewczyną, która nie lubiła słońca, a ja za to kocham słońce. Ja chciałem na wakacje do Hiszpanii czy Grecji, a ona do Norwegii. Trwało to ledwie kilka spotkań, bo tak różne podejście było zbyt dużą przeszkodą. I to właśnie wartości (ale też i przekonania) są odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Natomiast 100% akceptacja drugiej osoby (a właściwie nie samej osoby, tylko jej zachowania) to mit. Ona może być bardzo wysoka, ale wartość 100% jest nieosiągalna- i w sumie bardzo dobrze, bo jesteśmy ludźmi, a nie jakimiś cyborgami.

Drugim błędem jest próba wpływania na partnera, aby się zmienił, co jest związane z pierwszym błędem.

Tylko po co wywierać wpływ na drugą osobę, jeśli ona od początku do nas nie pasuje? To jest właśnie kwestia wartości. Natomiast jeśli osoba się zmieniła w trakcie trwania związku i jest inna niż była na początku, to trzeba być świadomym, że ludzie się zmieniają. Tak jest z każdym z nas. Dziś jesteś ciut inny, niż byłeś wczoraj, trochę inny niż byłeś miesiąc temu i baaardzo inny niż 10 lat temu. A teraz UWAGA. Napisze coś, co wyda się kontrowersyjne. Dla mnie też było kontrowersyjne, dopóki tego nie przemyślałem na spokojnie, co trwało dość długo. Ludzie zakładają, że związek powinien trwać całe życie. Nie biorą pod uwagę, że partner się zmieni, albo ze oni się zmienią, co sprawi, że  związek lepiej będzie zakończyć niż trwać w nim na siłę. Nam się od najmłodszych lat wmawia, że związek do grobowej deski... tyle że to się bardzo rzadko sprawdza. Nie twierdzę, że się nie da, tylko że mamy oczekiwania, które do pewnego czasu są spełniane, a potem przestają być spełniane. Gdyby ludzie to rozumieli, to by się rozstali w pokoju i może nawet pozostali przyjaciółmi, zamiast się ze sobą męczyć. 

W samotności mogę być tylko co najwyżej względnie spokojny, nie mogę być natomiast szczęśliwy. 

To kolejna iluzja umysłu i niekorzystne przekonanie. Ja mam takie przekonanie, że obojętnie czy jestem sam, czy z kimś, to moje szczęście zależy tylko o de mnie. Kiedyś myślałem tak jak ty, a potem zrozumiałem, że takie przekonanie jest dla mnie niekorzystne, więc je zmieniłem. A z drugiej strony jak chcesz dać szczęście drugiej osobie, jeśli sam go nie posiadasz? 

Bez drugiej osoby pewne rzeczy wydają mi się bez sensu w życiu, jak np. obchodzenie świąt.

Zobacz na to, co napisałeś. Kluczowe są słowa "wydają mi się". To jest tylko twoja opinia, a nie fakt. Ta opinia wynika z przekonań i wartości, a przekonania i wartości można zmienić. Dodatkowo twój umysł tworzy kolejną iluzję, jakoby święta to były jakieś inne (lepsze, wyjątkowe) dni. 

 

Reasumując, jeśli chcesz mieć tzw. "dobre życie", to musisz zacząć pracować nad sobą. Zainteresuj się rozwojem osobowości (tylko nie pomyl tego z rozwojem osobistym, bo rozwój osobisty nie za bardzo działa, a często szkodzi). Na początek polecam przejrzeć fanpage Grzegorza i branie udziału we wszystkich lajwach, które on prowadzi (zazwyczaj w niedziele o 21, ale trzeba być na żywo, bo nagrania są usuwane). Link do tego fanpage: https://www.facebook.com/TrenerMentalnyHRO Coś tam pisałeś, ze nie masz konta na FB, więc jeśli się nie zdecydujesz na ponowne założenie, to przejrzyj sobie stronę http://holisticmind.pl/ i kanał na YT: https://www.youtube.com/channel/UCa3M5QQl1kWs7ytUNz3VahQ

Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku-z powrotem do Źródła.

Portret użytkownika Ractaros96

A z drugiej strony jak chcesz

A z drugiej strony jak chcesz dać szczęście drugiej osobie, jeśli sam go nie posiadasz?

Bo mam pewne cechy osobowości i żyję według pewnych zasad, które bardzo pomagają w związku, a nawet bym powiedział, że są jego podstawą i właśnie to mogę wykorzystać, aby kogoś uszczęśliwić. Poza tym związek to ciągła wymiana uczuć. Raz odbita piłka powinna się odbijać w nieskończoność, jeśli obie osoby będą dbać, aby się nie zatrzymała.

Dodatkowo twój umysł tworzy kolejną iluzję, jakoby święta to były jakieś inne (lepsze, wyjątkowe) dni.

Same święta to tylko wyróżnione dni w kalendarzu, same w sobie bez znaczenia. Bez osób w życiu z którymi chciałoby się spędzać te święta robienie tych wszystkich rytuałów, typu sprzątanie czy gotowanie jest bez sensu. Sam świąt nigdy nie będę obchodził, bo to dla mnie dni jak każde inne. Inaczej jest, gdy masz kogoś z kim może być to forma spędzenia razem czasu. Wtedy mi zaczyna naprawdę zależeć, a uczucia jakie mam do danej osoby jeszcze bardziej motywują do robienia wspólnie tych wszystkich rzeczy.

Na początek polecam przejrzeć fanpage Grzegorza i branie udziału we wszystkich lajwach, które on prowadzi (zazwyczaj w niedziele o 21, ale trzeba być na żywo, bo nagrania są usuwane).

Nie, dziękuję. Gdybyś mnie lepiej znał, to byś wiedział, że nie uznaję żadnych autorytetów, które potencjalnie mogą mi wyprać mózg. Pamiętaj, że każdy człowiek popełnia błędy i bazowanie tylko na jednej osobie, aby kształtować swój światopogląd jest głupotą. Zawsze starałem się czerpać ze wszystkiego i wszystkich po trochu, żeby wyrobić sobie zdrowy obraz rzeczywistości. Nie twierdzę, że jest idealnie, bo mam świadomość, że to jak żyję jest bardzo często podyktowane strachem i nieufnością - bardziej niż bym chciał. Jednak to już jest kwestia barier jakie sam sobie stawiam i tylko ja mogę te bariery pokonać.

"Trudności materialne nigdy nie powinny być przeszkodą na drodze rozwoju człowieka" - Moje własne słowa

Portret użytkownika Arya

Bo mam pewne cechy osobowości

Bo mam pewne cechy osobowości i żyję według pewnych zasad, które bardzo pomagają w związku, a nawet bym powiedział, że są jego podstawą i właśnie to mogę wykorzystać, aby kogoś uszczęśliwić.

To niestety muszę cię rozczarować. To, że tak uważasz, to może być kolejna iluzja umysłu, a nie fakt. Tym razem napisałem, że może być iluzja, a nie że jest na pewno, bo po prostu tego nie wiem. Inna sprawa, że nawet jeśli to jest fakt, a nie iluzja, to sprawdzi się to tylko dla określonych osób i tych osób będzie raczej niewiele. 

 Poza tym związek to ciągła wymiana uczuć. Raz odbita piłka powinna się odbijać w nieskończoność, jeśli obie osoby będą dbać, aby się nie zatrzymała.

To nie tylko wymiana uczuć, ale też emocji (emocje to nie to samo co uczucia), przekonań, wartości i pewnie innych rzeczy. Ty zakładasz, ze piłka powinna się nieustannie odbijać. Czyli masz oczekiwania. Ale druga strona też masz oczekiwania. Dopóki są spełniane z obu stron, to piłka będzie się odbijać. Może jednak przyjść czas, ze przestaną być spełniane, bo... np. ktoś się zmieni, a zmiana zawsze jakaś zachodzi. Tego się nie da przewidzieć. Problemem są głównie oczekiwania, a po tym co piszesz, widzę, że ty masz bardzo dużo oczekiwań w kwestiach związkowych. 

Same święta to tylko wyróżnione dni w kalendarzu, same w sobie bez znaczenia. Bez osób w życiu z którymi chciałoby się spędzać te święta robienie tych wszystkich rytuałów, typu sprzątanie czy gotowanie jest bez sensu. Sam świąt nigdy nie będę obchodził, bo to dla mnie dni jak każde inne. Inaczej jest, gdy masz kogoś z kim może być to forma spędzenia razem czasu. Wtedy mi zaczyna naprawdę zależeć, a uczucia jakie mam do danej osoby jeszcze bardziej motywują do robienia wspólnie tych wszystkich rzeczy.

Zestawmy to z tym, co napisałeś wcześniej, a mianowicie, że obchodzenie świąt bez drugiej osoby jest bez sensu. A co by było, gdyby niezależnie od tego, czy jesteś sam, czy w związku, nie obchodzić żadnych świąt, a za to każdy dzień traktować jakby był świętem? Co by to zmieniło?

Nie, dziękuję. Gdybyś mnie lepiej znał, to byś wiedział, że nie uznaję żadnych autorytetów, które potencjalnie mogą mi wyprać mózg.

To, że nie masz autorytetów, to bardzo dobrze. Ja też ich nie mam. Ale pomyśl, czy gdybyś chciał się nauczyć jakiejś konkretnej umiejętności to, czy uczyłbyś się sam, czy jednak skorzystałbyś z pomocy osób, które się na tym znają? Być może w niektórych przypadkach  samodzielna nauka byłaby dobrym rozwiązaniem, a w niektórych jednak lepiej byłoby skorzystać z pomocy innych. Być może podstaw czasem można się nauczyć samemu, ale w kwestiach zaawansowanych bez pomocy eksperta się nie obejdzie. Dam ci przykład. Jest sobie 100 osobowa grupa dzieci w wieku 7 lat. Zadaniem jest nauczenie się czytania i pisania. Jak myślisz, ilu z tych dzieciaków nauczy się czytać i pisać samodzielnie? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że jak będą mieć nauczyciela to na 99,99 % będzie to cała setka. Inne pytanie, to nawet jeśli jakieś dziecko dokona tego samo, to ile czasu mu zejdzie w porównaniu do nauki z nauczycielem? Tu nie chodzi o to, by uznać kogoś za autorytet, tylko o to, że dobry nauczyciel bardzo szybko pomoże nam nauczyć się pewnych rzeczy. Ale dam ci jeszcze jeden przykład. Jest sobie pociąg. W tym pociągu jest przedział, w którym jest megaluksus. Po prostu wszystko, o czym można zamarzyć łącznie ze złotymi klamkami. W tym przedziale jedzie pewna osoba. Jest bardzo zadowolona z tego, że jest w tym przedziale, bo wiadomo luksus i te sprawy... Na zewnątrz wagonu jest napis, którego jednak ta osoba nie widzi, no bo ona jest w środku a napis na zewnątrz. Napis brzmi następująco: "W tym przedziale jedzie totalny idiota". Teraz pewnie zapytasz, jak się to ma do tego, o czym piszemy. To proste, inne osoby dostrzegają rzeczy, których my sami nie jesteśmy w stanie dostrzec. Oczywiście im ktoś ma większe doświadczenie w danym temacie, tym więcej dostrzeże. 

 

Pamiętaj, że każdy człowiek popełnia błędy i bazowanie tylko na jednej osobie, aby kształtować swój światopogląd jest głupotą.

Prawda. Ale ja nie napisałem, żebyś bazował tylko na jednej osobie. Gdybym chciał się nauczyć tańca, to nie pójdę do Grzegorza, bo on tańczyć nie potrafi. Znajdę sobie innego trenera. Ale nawet w kwestiach, o których piszemy, zawsze można skorzystać z pomocy innych. Dla mnie ważne jest to, żeby podopieczni danego trenera mieli efekty. A tak jest w przypadku Grzegorza. Oprócz niego znam jeszcze tylko jedną osobę, która ma podobne efekty, ale ta osoba nie jest tak bardzo dostępna. Znam też osoby, o których myślałem, że mają wiedzę, ale okazało się, że opowiadają bzdury. Zweryfikowanie umiejętności tych osób zajęło mi w niektórych przypadkach nawet 10 lat. 

Zawsze starałem się czerpać ze wszystkiego i wszystkich po trochu, żeby wyrobić sobie zdrowy obraz rzeczywistości.

To, czemu teraz nie chcesz tego zrobić i sprawdzić, co ma do zaoferowania polecona przeze mnie osoba? Nie będzie ci odpowiadać, to sobie odpuścisz, ale co jeśli miałoby się okazać, że to, czego ona naucza, będzie pomocne w twoim życiu?

Nie twierdzę, że jest idealnie, bo mam świadomość, że to jak żyję jest bardzo często podyktowane strachem i nieufnością - bardziej niż bym chciał.

No właśnie strach... tyle że 90% rzeczy, których się boimy, nigdy się nie wydarzy. A co by było, gdybyś miał przekonanie, że nie ma się czego bać? Wiem, że to nie jest proste, ale wiem, że da się takie przekonanie nabyć. Co do nieufności, to może to być atut, tylko trzeba to sobie poukładać w głowie w odpowiedni sposób. Chodzi o to, że zaufanie oznacza oczekiwania, a jak już wiesz, oczekiwania to nic dobrego. W związku lepiej pozwolić komuś na bycie wolnym niż mieć oczekiwania. Paradoksalnie takie podejście cementuje związek, bo jeśli druga osoba wie, że gdy zrobi coś nieakceptowalnego, to bez żalu zwrócimy jej wolność, to będzie bardziej dbać o ten związek. Oczywiście nas  również to dotyczy. W innych kontekstach nieufność też można wykorzystać, na podobnej zasadzie jak w związku.

Jednak to już jest kwestia barier jakie sam sobie stawiam i tylko ja mogę te bariery pokonać.

100% prawdy, że tylko ty możesz te bariery pokonać. Tylko nie rozumiem, po co je sobie w ogóle stawiasz. Prawdą jednak jest też, że inni ludzie mogą ci pokazać coś, o czym nie masz pojęcia (jak w przykładzie z pociągiem) i mogą ci pomóc odmienić życie na lepsze. Trzeba tylko im na to pozwolić. I jak widzisz, nie musi to mieć nic wspólnego z zaufaniem (a nawet nie powinno), to jest kwestia powiedzenia innym ludziom: "ok sprawdzam".

 

Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku-z powrotem do Źródła.

Portret użytkownika Ractaros96

Niech faceci więcej się

Niech faceci więcej się przepracowują ku chwale korporacji i życia ponad stan na kredyt, jedzą śmieciowe żarcie, tyją i nie ćwiczą. Dzieci z tego nie będzie.

Kto wie, może utrata płodności w ten sposób to pewien mechanizm obronny naszego gatunku przed samozaoraniem, żeby dać nam szansę zdać sobie sprawę, że robimy coś bardzo nie tak.

Jeśli czegoś jestem pewien, to tego, że ekonomiczny zamordyzm i życie rodzinne się ze sobą nie łączą.

"Trudności materialne nigdy nie powinny być przeszkodą na drodze rozwoju człowieka" - Moje własne słowa

Strony

Skomentuj