Nowy System Finansowy

Kategorie: 

Źródło: Internet

Na portalu Zmiany na Ziemi.pl często pojawiają się artykuły dotyczące sytuacji ekonomicznej świata oraz jego perspektyw. Większość z nich dotyczy technicznych aspektów obecnych patologii oraz propozycji korekt w obrębie tych aspektów. Ja chciałbym zwrócić uwagę na kilka innych elementów pomijanych w tej debacie.

 

Wszystkie one leżą u podstaw tego, co można nazwać „kapitałem naturalnym”. Kapitał naturalny to wszystkie dobra, które wytwarzają inne organizmy żywe, ale także wszystkie mechanizmy Natury, bez których życie człowieka nie byłoby możliwe lub byłoby bardzo utrudnione. Są to dobra, których człowiek sam nie wytwarza, a które można przynajmniej częściowo wycenić. Wstępna grupa 39 banków podpisała Deklarację Kapitału Naturalnego. Dokument ten definiuje ów kapitał jako „ziemskie zasoby naturalne (gleba, powietrze, woda, flora i fauna), oraz usługi ekosystemu z nich wynikające, które czynią życie ludzkie możliwym”.

 

Zgodnie z deklaracją, aktywa te są warte biliony dolarów każdego roku, ale nie są odpowiednio wycenione przez światowy system gospodarczy. Pytanie brzmi, dlaczego w wycenę tego kapitału nie włączyć samego człowieka, jak i innych czynników, które powinny się znaleźć w jego definicji? Wartość tych dóbr należy traktować jako kapitał, którego udziałowcami są wszyscy ludzie. Nie musieliśmy na to pracować, a zatem zaoszczędziliśmy czas, energię i pieniądze.

 

Co z reguły robi się z zaoszczędzonymi funduszami? Inwestuje je w coś innego. Często podnoszony jest argument, że wprowadzenie dochodu gwarantowanego wytworzy jeszcze większe patologie i uzależni społeczeństwo od władzy. Argument ten wynika stąd, że do tej pory wszyscy traktują dochód gwarantowany jako typowe świadczenie socjalne. Oparcie światowej ekonomii na „kapitale naturalnym” oznaczałoby korzystanie z środków w ramach tego kapitału, niejako niezależnie od obecnych modeli gospodarczych. Żeby to zrozumieć właściwie, trzeba się zastanowić nad jedną kwestią: wygranych w Lotto. W ostatnim czasie jedna osoba wygrała rekordową w historii Polski kwotę prawie 37 milionów złotych, puszczając trzy zakłady na „chybił trafił”. Praca tego człowieka ograniczyła się do wypowiedzenia zdania: „Trzy na chybił trafił” i zapłacenia za owe zakłady. Wygrywając taką kwotę, człowiek ten zapewnił sobie dostatnie życie dla siebie i swojej rodziny, do końca życia. Mając ponad 30 mln złotych netto, można przez 500 lat żyć za 5000 złotych miesięcznie lub przez 100 lat za 25 000 złotych. Plus dodatkowy dochód z tytułu pracy, jeśli ów człowiek nie zrezygnuje z aktywności zawodowej.

 

Nie wiemy kim jest ta osoba. Być może bez tej wygranej i tak doskonale radzi sobie w życiu. Ktoś, kto sobie nie radzi i potrzebowałby tych pieniędzy o wiele bardziej, być może nigdy takiej, bądź zbliżonej kwoty nie wygra. Pytanie brzmi więc: dlaczego nie robimy nic, by loteryjność ludzkich losów choć trochę uregulować, opierając korzystanie z dóbr materialnych na „kapitale naturalnym”, którego nie wypracowaliśmy sami, a bez którego nie moglibyśmy funkcjonować? Jeśli dla minister Elżbiety Bieńkowskiej 6000 złotych, to kwota, za którą może pracować „złodziej lub frajer” i nie da się z tego wyżyć, to ustanówmy dochód gwarantowany na poziomie 5000 złotych netto dla każdego. W końcu 5000 złotych to o 1000 złotych mniej, a więc świadczenie jeszcze bardziej „głodowe” w rozumieniu Bieńkowskiej.

 

Kluczowe jest tu także uświadomienie sobie innej kwestii. Ray Kurzweil przewiduje, że
w ciągu 30 lat dojdzie do 3 sytuacji:

  • Między 2030 a 2040 rokiem inteligencja niebiologiczna osiągnie poziom przewyższający człowieka miliard razy.
  • Do roku 2045 nanotechnologia pozwoli tworzyć żywność i inne przedmioty
    „z powietrza”.
  • Do roku 2045 nasza inteligencja ulegnie zwielokrotnieniu dzięki bezprzewodowemu łączeniu naszej kory mózgowej z mocą obliczeniową chmury.

Kapitał naturalny jest czymś, z czego wszyscy powinni korzystać od zawsze. Wszystko co mogliśmy zrobić z tymi środkami w przeszłości, przepadło. Jeśli za 30 lat nanotechnologia będzie w stanie stworzyć każde dobro materialne w zasadzie z niczego, bez wydatkowania naszej pracy i energii, to pieniądz przestanie istnieć. Dochód gwarantowany będzie więc wypłacany do czasu wprowadzenia na masową skalę „nanobotów”. Im szybciej się to stanie, tym mniej pieniędzy trzeba będzie przeznaczyć na takie świadczenie. Dlaczego więc nie wykorzystać choć części tych zasobów w okresie przejściowym, między teraz a stworzeniem sztucznej inteligencji oraz implementacją nanotechnologii?

 

Szczęsny Górski stwierdza, że:

"W ujęciu koncepcji kredytu społecznego zauważa się, że dobra w coraz mniejszym stopniu powstają dzięki osobistej pracy ludzkiej, a w coraz większym – dzięki bogactwom naturalnym, energii i technologii. Właśnie za opracowania wykazujące dominujący wpływ tego ostatniego czynnika, Robert Solow otrzymał ekonomicznego Nobla. Nawiasem mówiąc C. H. Douglas pisał o tym ok. 30 lat wcześniej. Trzeba teraz zauważyć, że bogactwa naturalne i technologia stanowią wspólne dziedzictwo wszystkich obywateli – wspólny kapitał, w którym każdy ma swoją cząstkę, z samej racji bycia potomkiem poprzednich jego dziedziców i pomnożycieli. Jest to tak samo naturalne jak to, że ktoś dziedziczy majątek czy akcje po rodzicach. A będąc akcjonariuszem, ma się prawo do dywidendy od narodowego kapitału, niezależnie czy się aktualnie pracuje czy nie. Prawie wszyscy na tym by korzystali. Przemysł i handel miałyby większe obroty, bezrobotni mieliby pokrycie choćby części swych podstawowych potrzeb, matki mogłyby łatwiej decydować się na osobiste odchowanie dzieci. Cała gospodarka byłaby lepiej „ukrwiona” przez ten dodatkowy kredyt. Straciliby tylko ci, którzy obecnie przywłaszczają sobie – poprzez podatki – społeczną dywidendę od przyrostu realnego bogactwa, tj. oprocentowanie jego finansowego odpowiednika, który sami wykreowali z nicości.

 

Gdy widzimy bogatego człowieka, z portfelem pełnym akcji, z których ma dywidendę, jest to dla nas zupełnie normalne. Gdyby poszedł do pracy to nawet bylibyśmy źli, bo ma przecież swoje akcje i nie powinien zabierać pracy mniej zamożnym. Więc dlaczego nas oburza myśl, że człowiek zwykły, który nie chce, chce mniej, lub całkiem nie może pracować zarobkowo, miałby skromnie żyć z dywidendy? Jest przecież także akcjonariuszem majątku narodowego. Istnieje wiele rodzajów pracy, społecznie ważnej, pożytecznej, zwiększającej potencjał narodowy tj. kredyt realny, za którą nikt nie płaci np. praca matek w rodzinach, uczenie się, uprawianie sztuki i sportu dla własnego rozwoju, opieka nad słabszymi. Zdrowy, normalny człowiek nie może długo wytrzymać bez pracy. Nie można chyba przykrawać ogólnych rozwiązań społecznych według stylu życia społecznego marginesu? Natomiast praca zarobkowa bywa szkodliwa dla zdrowia, dla osobowego rozwoju jej wykonawcy; może być pośrednio czy bezpośrednio szkodliwa społecznie. Trzeba więc odróżnić pracę od zarobkowego zatrudnienia. Zauważmy też, że część płatnego zatrudnienia nie wiąże się ze wzrostem realnej zasobności społeczeństwa a nawet je wręcz zubaża."

 

Artykuł 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka mówi wyraźnie:

"Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny, włączając w  to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i  konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny."

Obecny system wspiera rentierów, a złe systemy podatkowe wzmacniają nierówności
i pchają świat z powrotem w stronę kapitalizmu dziedzicznego. Ochrona patentowa poszła dziś tak daleko, że hamuje postęp i niszczy konkurencję. Trzeba to znieść i wyeliminować. Kiedy ludzie mają się dokształcać? Kiedy wymyślać nowe koncepcje? Do kreatywności potrzebne jest bujanie w obłokach. System korporacyjny wpaja ludziom, jak wielką cnotą jest uczenie się przez całe życie, ale jednocześnie odbiera im czas, który mogliby na to przeznaczyć.

 

Philippe van Parijs napisał:

"Bezwarunkowy dochód podstawowy to niezasłużona dobra wiadomość dla niepracującego surfera. Jest ona jednak etycznie nie do odróżnienia od masy niezasłużonego szczęścia, którym charakteryzuje się obecny rozkład bogactwa, dochodu i czasu wolnego. Nasza rasa, płeć i obywatelstwo, wykształcenie i bogactwo, talenty matematyczne, płynna znajomość angielskiego, wygląd fizyczny, a nawet poziom ambicji, zależą w przeważającej mierze od tego, kim akurat są nasi rodzice oraz od innych równie arbitralnych okoliczności. Nawet najbardziej narcystyczny, zawdzięczający wszystko samemu sobie człowiek, nie może uznać, że to on ustalił, kim mieli być jego rodzice, gdy przyszedł na świat. Dary losu tego rodzaju są nieuniknione i nie można ich krytykować, jeżeli są one sprawiedliwie rozdzielone. Minimalnym warunkiem takiej dystrybucji jest zagwarantowanie każdemu skromnego udziału w tych niezasłużonych darach. Argument moralny tego rodzaju nie będzie wystarczający, aby wpłynąć na to, co politycznie możliwe. Równie dobrze może się jednak okazać decydującym. Nie odrzucając znaczenia pracy i roli osobistej odpowiedzialności, uchroni nas od przemożnego wpływu retoryki politycznej, która usprawiedliwia narzucanie większego jarzma najmniej uprzywilejowanym. Upewnia nas on o słuszności uniwersalnego dochodu podstawowego bardziej niż o słuszności powszechnego prawa wyborczego. W oparciu o niego nawet łatwiej będzie się nam zgodzić z tym, że każdy powinien mieć prawo do dochodu, w tym i ludzie leniwi, niż z tym, że każdy powinien mieć prawo głosu, nawet ci, którzy są niekompetentni."

 

Czy setka najbogatszych byłaby wciąż bogata, gdyby urodziła się w Afryce, wśród biednych rodzin? Nie. Grupy te napędzane są złą ideą, zgodnie z którą niektórzy ludzie są lepsi od pozostałych. Obecny system pozostawi ich na miejscu, na dobrej pozycji na dobry okres czasu. Twoje dzieci nie mają żadnych szans w porównaniu do ich dzieci. Bez względu na to do jakiej szkoły je wyślesz. Wyniki pokazane w książce Duch równości są jednoznaczne: im większa nierówność, tym gorzej żyje się wszystkim, nie tylko najbiedniejszym. Większe nierówności związane są z tak licznymi negatywnymi zjawiskami społecznymi, jak choroby fizyczne i psychiczne, narkomania, przemoc, otyłość, krótszy czas trwania życia, mniejsza trwałość rodziny. Socjolog Guy Standing orzeka wprost: „jeśli nie wyjdziemy naprzeciw rosnącej niepewności, której doświadczają ludzie oraz rosnącym nierównościom, dostarczymy paliwa kolejnym problemom politycznym. Dlatego potrzebujemy powszechnego dochodu gwarantowanego.”

 

Edmund Burke pisał, że społeczeństwo to kontrakt nie tylko między żyjącymi, ale również z tymi, co już pomarli, i z tymi co się dopiero narodzą. Według Nikołaja Fiodorowa zastępowalność pokoleń rodzi podstawową niesprawiedliwość - pokolenie starsze daje dar życia pokoleniu młodszemu i nie otrzymuje w zamian nic, co byłoby jakościowo zbliżone. Konieczne jest zatem odwzajemnienie daru życia poprzez wskrzeszenie poprzednich pokoleń przez ludzi, którzy posiądą taką możliwość. Jak to wszystko rekompensować sobie i innym? Powinniśmy rozmawiać o nowych pomysłach i ideach. Powinniśmy odzyskać zdolność do myślenia, również utopijnego. Obecny system pilnie wymaga korekt. Powtarzanie, że musi być, jak jest, to żadna odpowiedź.

 

Paul Mason konstatuje:

"Jeśli nadamy wagę takim procesom, jak tworzenie wolnego oprogramowania, kooperatyw, akcji crowdfundingowych, wielkich przedsięwzięć całkowicie opartych na wolontariacie, takich jak Wikipedia, i prawdziwie docenimy ich znaczenie, a zatem pozwolimy sobie na zmianę naszego myślenia o technologii, własności i pracy, mamy szansę stworzyć nową jakość i pozbyć się gigantycznej korporatokracji. Wszystko się zmieni, jeśli udowodnimy, że potencjał monopoli się wyczerpał i nie można już na nich zarabiać. Społeczeństwo charakteryzujące się minimalnym zatrudnieniem jest dystopią, tylko jeśli system ekonomiczny jest zorientowany na dystrybucję dóbr wyłącznie poprzez pracę. Dlatego trzeba poszukiwać alternatyw. Kluczowym zajęciem edukacji będzie nauczyć ludzi rozumieć i korzystać z piękna. Musimy skoncentrować się na sztuce zagospodarowania wolnego czasu, który stanie się udziałem przyszłych pokoleń. Jeśli przyjmiemy, że czas wolny sprzyja tworzeniu pięknych rzeczy, a my nie będziemy już musieli tracić energii na pracę, to być może uzyskamy wgląd w przyszłość."

 

Carl Sagan powiedział: „jeśli chcesz zrobić szarlotkę zupełnie sam, musisz najpierw stworzyć cały wszechświat.”  Pokazał tym stwierdzeniem, że faktycznie nikt nie może sobie przypisywać żadnej zasługi, pomijając wszystkie okoliczności, które doprowadziły do realizacji konkretnych celów. Wszyscy ludzie mają jedną wspólną pramatkę. Wszystkie organizmy żywe mają wspólne DNA. Wszyscy jesteśmy stworzeni z pierwotnego wodoru, który wypełnia Wszechświat. Wszyscy jesteśmy efektem ewolucji promieniowania i złamania symetrii. Zatem każdy powinien mieć prawo do dywidendy z tytułu kapitału naturalnego.

 

Kybalion opisuje ten problem szerzej:

"Żadne zdarzenie nie „tworzy” innego zdarzenia, lecz jest jedynie poprzedzającym ogniwem w wielkim uporządkowanym łańcuchu zdarzeń, wypływających z twórczej energii WSZYSTKIEGO. Istnieje ciągłość pomiędzy wszystkimi zdarzeniami poprzedzającymi, występującymi i nadchodzącymi. Istnieje relacja pomiędzy wszystkim, co już było, a wszystkim, co nastąpi. Kamień odrywa się od skalnej ściany i przebija się przez dach chaty stojącej w dolinie. Na pierwszy rzut oka uważamy to za efekt przypadku, lecz kiedy zbadamy tę sprawę, to odnajdziemy w niej ogromny łańcuch przyczyn. Przede wszystkim spadł deszcz, który zmiękczył ziemię podtrzymującą kamień, co pozwoliło mu upaść. To jednak było wpływem słońca, deszczu itd., które stopniowo odłamywały kawałek skały od większej części. Były również przyczyny, które doprowadziły do uformowania się góry i jej wyniesienia poprzez siły natury etc., w nieskończoność. Możemy również podążać za przyczynami stojącymi za spadającym deszczem itp. Następnie możemy rozważyć istnienie dachu. Wkrótce znajdziemy się w całej sieci przyczyn i skutków, z której będziemy się chcieli szybko wyplątać. Tak samo człowiek ma dwoje rodziców, czworo dziadków, ośmioro pradziadków, szesnaścioro prapradziadków itd., aż dojdziemy do milionów – i ta liczba przyczyn stoi za nawet najbardziej trywialnymi zjawiskami, jak np. odrobina sadzy przelatująca przed oczyma. Nie jest prostą sprawą prześledzić tę drobinkę sadzy w historii świata, kiedy tworzyła część masywnego pnia drzewa, które potem stało się węglem itd., aż ta drobinka sadzy przelatuje przed oczyma na swej drodze ku innym przygodom.

 

Do obecnego stanu sprowadził ją potężny łańcuch zdarzeń, przyczyn i skutków, i właśnie ten stan jest jednym ze zdarzeń, które będą tworzyć dalsze zdarzenia, przez setki lat. Jedną z serii zdarzeń wynikających z tej drobiny sadzy było napisanie tych słów, potem drukarz musiał wykonać swoją pracę, podobnie korektor, a praca ta pobudzi twój umysł do myślenia, tak samo jak i umysły innych. Wy będziecie wpływać na jeszcze inne osoby - i tak dalej, i tak dalej, poza zdolność ludzkiego myślenia – a wszystko to spowodowane jest pojawieniem się małej drobiny sadzy. To wszystko wykazuje względność i powiązanie pomiędzy sobą oraz dalszy fakt, że „nic nie jest duże; nic nie jest małe; w umyśle, który to wszystko powoduje”. Gdyby określony mężczyzna nie spotkał określonej kobiety, dawno temu, w mrokach epoki kamienia – nie byłoby ciebie, który czytasz te słowa. A być może, gdyby ta sama para się nie spotkała, nie byłoby również nas, którzy piszemy te słowa. A sam fakt pisania, z naszej strony, i fakt czytania, z twojej, dotknie nie tylko twojego i naszych żyć, lecz będzie miał również bezpośredni lub pośredni wpływ na wielu innych ludzi, którzy żyją obecnie, i na tych, którzy będą żyć w następnych wiekach. Każda nasza myśl, każde działanie, ma swój bezpośredni i pośredni rezultat, który staje się częścią wielkiego łańcucha przyczyn i skutków."

 

Jak więc wyliczyć wartość kapitału naturalnego i skąd wziąć na to pieniądze?

Na wstępie odpowiedzmy sobie na pytanie: czy jest jakaś granica tworzenia pieniądza? Nie ma. Bank Centralny ma możliwość zwiększania podaży pieniądza w nieskończoność. Im mniejszy poziom stóp rezerw obowiązkowych, tym Bank Centralny może generować więcej pieniędzy w systemie. A przy stopie równej 0 w systemie będzie nieskończona ilość pieniędzy. Wszyscy moglibyśmy być niewyobrażalnie bogaci.

 

Wartość ludzkiego życia według:

Ekonomistów z Uniwersytetu Stanforda: 129 000 $

Banku Światowego: 2 500 000 $

Transportation Department: 6 000 000 $

Food and Administration Department: 7 900 000 $

Environment Protection Agency: 9 100 000 $

„Wired”: 45 618 575 $

 

Popatrzmy na poniższe przykłady i wyliczenia:

 

Tora uznaje, że tylko człowiek uczyniony jest według istoty (na podobieństwo) Boga. To „podobieństwo” do Boga, nadaje życiu każdego człowieka nieskończoną wartość.
Ile jest więc wart człowiek, wkomponowany w taką rzeczywistość? Oprócz argumentów filozoficznych mamy również wnioski do których prowadzą nauki przyrodnicze.

 

Białka są długimi łańcuchami krótszych jednostek – aminokwasów. Żeby białko „działało” jako sterownik reakcji chemicznych w żywej komórce, jego łańcuch musi mieć precyzyjnie określony kształt, ponieważ w przeciwnym razie będzie ono bezużyteczne jako chemiczne „narzędzie”. Białka tracą swoje kształty, robią się z nich przypadkowe kłębki. Niemniej potrafią wrócić do właściwej formy. Czynią to zazwyczaj w ciągu kilku sekund. Rodzi to pewien problem, bo gdyby łańcuch aminokwasów formował się na nowo jak zwykły mechaniczny układ, musiałby wybrać właściwy sobie kształt spośród gigantycznej liczby rzędu 10 do potęgi 100 możliwych wariantów. (Cząstek w znanym wszechświecie jest około 100 trylionów razy mniej). Gdyby ten proces przywracania kształtu zachodził tak szybko, jak tylko dopuszcza fizyka, trwałby 10 do potęgi 77 lat! (Wg innych oszacowań „tylko” 10 do potęgi 50 lat). Należy przyznać, że jest to liczba niewyobrażalna  i niemożliwa do porównania z czymkolwiek. Płynie z tego taki wniosek, że na gruncie znanej dziś biochemii i fizyki, funkcjonowanie białek (i innych biopolimerów, w tym DNA) jest zwyczajnie niemożliwe i niepojęte. Następny wniosek: muszą istnieć prawa przyrody, które mimo to ułatwiają białkom przybieranie ich kształtu.

 

Jaka jest wartość zaoszczędzonego dzięki mechanizmom Natury czasu?

Atmosfera planetarna przepuszcza do Ziemi około jednej dwumiliardowej całkowitego promieniowania świetlnego Słońca. I należy pamiętać, że dostajemy od Słońca również inne formy energii – światło nie jest jedynym słonecznym darem, docierającym do naszej atmosfery. Ogromne ilości energii słonecznej zalewają Ziemię, obejmując długości fal tak wyższe, jak i niższe, od pasma dostrzegalnego dla człowieka.

 

Rachunek za całość energii, którą otrzymaliśmy od Słońca przez 4,6 mld lat:

Oświetlona powierzchnia planety razy ilość promieniowania na metr kwadratowy razy cena w dolarach za wat energii i to wszystko pomnożone przez czas:

 2,55x10^14 m^2 x 1,366x10^3 W/m^2 x 3x10^-8 USD/(Wxs) x 1,454x10^17 s = 1,52x 10^27 USD - kwadryliard 520 kwadrylionów dolarów.

 

Alan Moore konkluduje:

"Podczas każdego spółkowania między ludźmi, setki milionów plemników rywalizuje o jedną komórkę jajową. Przemnóż to przez niezliczone pokolenia i prawdopodobieństwo, że twoi przodkowie żyją, spotykają się. Płodzą tego określonego syna, tę konkretną córkę. W wyniku tego połączenia z setek milionów dzieci konkurujących o zapłodnienie pojawiasz się ty i tylko ty. Wyłonienie tak specyficznego kształtu z tego chaosu niemożliwości jest niczym przemiana powietrza w złoto… To ukoronowanie nieprawdopodobieństwa. Termodynamiczny cud (…) Ale świat jest tak pełen ludzi, tak zapchany tymi cudami, że powszednieją i zapominamy o nich."

 

Wtóruje mu Richard Dawkins:

"Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona."

 

Wartość każdego człowieka, rozumianego jako ukoronowanie nieprawdopodobieństwa, termodynamiczny cud, porównywalny do przemiany powietrza w złoto: 239 548 022 599 200 000 000 000 – 239 tryliardów 548 trylionów 22 biliardy 599 bilionów 200 miliardów dolarów.

 

Rob Munafo szacuje liczbę wszystkich „możliwych ludzi” na 3,1 x 10^3 576 838 408. Szansa na posiadanie IQ wysokości 200 lub wyższej jest szacowana jako 1:76 017 000 000. Zatem w potencjale ludzkiego DNA jest zawarta możliwość zaistnienia około 10^3 576 838 397 ludzi genialniejszych od Newtona i Einsteina. Szansa przypadkowego ułożenia nici DNA w taki sposób, by powstało inteligentne życie to 1 do 10 do potęgi 400 000 - taka sama jak to, że będę wygrywał na loterii codziennie przez 15 miliardów lat.

 

Ile jest warte ludzkie DNA?

Wniosek: Biblioteka genetyczna, która rozwija się na Ziemi jest formą waluty, która nie ma odpowiednika cenowego. Jej wartość daleko przekracza wszystko, co ludzka myśl mogłaby sobie wyobrazić.

 

Rozważmy istnienie hipotetycznej piany kwantowej, z której wiecznie rodzą się nowe wszechświaty, w nieprzebranej ilości. Logiczna konkluzja matematyczna przewiduje bardzo niepokojący skutek. Inflacja nigdy się nie kończy, co daje nieskończoną liczbę nieskończonych kosmosów. W nieskończonym wszechświecie wszystko, co jest możliwe, ciągle się wydarza. Ale w nieskończonych wszechświatach, niemożliwe dzieje się właśnie teraz. Każda kombinacja jest możliwa. Jakkolwiek mogło się ułożyć Twoje życie, ktoś taki sam, właśnie je prowadzi. Wszystko, co można wymyślić, wszystko co jest możliwe, zdarzy się nieskończenie wiele razy. Niemożliwe staje się nieuchronne. Niewiarygodne staje się banalne.

 

W nieskończonym czasie z nieskończoną ilością prób, każdy możliwy wynik, zdarzy się nieskończoną ilość razy. Z logicznego punktu widzenia, każdy wykonuje
w tym momencie nieskończoną ilość pracy, w nieskończonej ilości wszechświatów.

 

Ile jest warta ta praca i dlaczego mielibyśmy nie korzystać z części jej wartości
w ramach kapitału naturalnego, skoro wszystko jest ze sobą połączone łańcuchem przyczynowo-skutkowym?

 

Nick Bostrom dodaje jeszcze jeden argument:

"Stworzenie sztucznej inteligencji stawia wobec ogromnego ryzyka całą resztę ludzkości, która z tego względu uprawniona jest do odszkodowania. Jego wielkość jest tak ogromna, że może ono jedynie przybrać formę przekazania wszystkim udziałów w zyskach, jeśli sprawy przybiorą korzystny obrót. Zakładając, że obserwowalny Wszechświat jest tak niezamieszkany, jak się wydaje, zawiera on więcej niż jedną pustą galaktykę na każdego żyjącego człowieka. Biorąc pod uwagę astronomiczną wielkość kosmicznego dziedzictwa ludzkości, wydaje się, że człowiek we własnym interesie powinien przedkładać transakcje gwarantujące każdej osobie pewny udział, nawet jeśli każdy z tych udziałów, odpowiada jedynie niewielkiemu ułamkowi całości. Kiedy w perspektywie są tak niesamowite łupy, ważne, by nie zostać na lodzie. Kłopoty mogą się pojawić, gdy Kosmos jest nieskończony lub zawiera absurdalnie wielkie, lecz skończone wartości."

 

Powyższe przykłady mogą stanowić o sile argumentacji, której celem jest aprobata dla oparcia świata na wartości kapitału naturalnego. Wszystko zależy od zmiany nastawienia do pieniądza, roli człowieka w ekosystemie oraz roli ekosystemu w życiu człowieka. Do wypłaty dywidendy można wykorzystać mechanizmy systemu Bitcoin.

 

Bitcoinów będzie nie więcej niż 21 milionów. Chodzi o to, by nie wywoływać zjawiska inflacji. Ale jest coś, co zdecydowanie warto rozważyć.

 

BITCOIN JEST ŁATWO PODZIELNY (TEORETYCZNIE W NIESKOŃCZONOŚĆ, OBECNIE DO OŚMIU MIEJSC PO PRZECINKU), ZATEM NIE MA CO SIĘ OBAWIAĆ, ŻE ZABRAKNIE WIRTUALNYCH MONET.

 

Co to oznacza?

Można by odwrócić obecne wartościowanie produktów materialnych tak, by ich wartość była określana przez podzielność Bitcoinów.

 

Im mniejsza ilość zer po przecinku, tym droższy byłby produkt. Wartość najdroższego z nich nie mogłaby przekroczyć 1 Bitcoina. Bitcoin konceptualnie jest podzielny w nieskończoność. Kwestia umowy społecznej, jaki poziom cen ustalimy.

 

Taki mechanizm mógłby zagwarantować wolność ekonomiczną i zniósłby nierówności, dając każdemu dostęp do dywidendy z tytułu wartości kapitału naturalnego, która pełniłaby także funkcję odszkodowania, o którym pisał Bostrom oraz bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. System ten funkcjonowałby do momentu wprowadzenia na masową, dostępną dla wszystkich skalę, rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją oraz nanotechnologią.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (2 votes)
Opublikował: Marcin Kozera
Portret użytkownika Marcin Kozera


Komentarze

Portret użytkownika daro

Panie Marcinie mówi Pan w

Panie Marcinie mówi Pan w słowach komentarza,,posługujesz się językiem,który nie podlega spadkowi wartości jako nośnik metafizycznego bytu'', że''korekta aksjomatyzacjii pdstawowych pojęć bytu''jest koniczna w celu stworzenia lepszego świata. ,, Pokory życzę i Tobie, bo lansujesz się na krynicę mądrości. '' Moim zdaniem to Panu potrzeba pokory, zarówno Pański język jak i myśli wyrażają zachwyt własną osobą i włsnym intelektem. Z artykułu trudno odgadnąć, komu mają służyć Pana idee.Mówi Pan, że zrobiliśmy z Pana kozła ofiarnego utopii. Być może jest Pan człowiekiem INDYGO, który chce tworzyć nowy lepszy świat a my Pana nie rozumiemy, ale Pan też nie rozumie nas.My LUDZIE nie jestesmy doskonali ,jesteśmy chciwi, zazdrośni,egoistyczni dlatego ten utopijny rysunek świata jest zarówno wspaniały jak niebezpieczny.  Mówi Pan ,że nie wierzymy iż człowiek może być lepszy, dzięki stworzeniu dla wszystkich wspólnej poprawy dobrobytu. Idea bardzo piękna, tylko kto nas ludzi w aniołów przemieni. Być może  Pan wie jak sprawić byśmy stali się cierpliwi,życzliwi,sprawiedliwi, pelni dobra i miłości, bo dopiero wtedy jest szansa na stworzenia świata dobrobytu.

Najpierw mówi Pan potrzebie korekty aksjomatyzacji podstawowych pojęć bytu a potem  broni Pan  aksjomaty naszej cywilizacjii mówiąć ,,Jeżeli stracimy zaufanie do religi i nauki, wiary i teorii, języka i liczb to co nam pozostanie?'' Ludzie Światła wiedzą ,że mimo tych niediskonałości mamy w sercach cudowny klejnot i to ON nam pozostanie (Q090090 nazywa Go PRAWDĄ). Ja nazywam Go Miłością.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 
a miłości bym nie miał, 
stałbym się jak miedź brzęcząca 
albo cymbał brzmiący. 
Gdybym też miał dar prorokowania 
i znał wszystkie tajemnice, 
i posiadał wszelką wiedzę, 
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. 
a miłości bym nie miał, 
byłbym niczym. 
 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
Miłość cierpliwa jest, 
łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą;nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego;  nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
 Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma. 
 Miłość nigdy nie ustaje, 
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, 
albo jak dar języków, który zniknie, 
lub jak wiedza, której zabraknie. 
 Po części bowiem tylko poznajemy, 
po części prorokujemy. 
 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, 
zniknie to, co jest tylko częściowe.

 Gdy byłem dzieckiem, 
mówiłem jak dziecko, 
czułem jak dziecko, 
myślałem jak dziecko. 
Kiedy zaś stałem się mężem, 
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; 
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: 
Teraz poznaję po części, 
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. 
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: 
z nich zaś największa jest miłość.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Portret użytkownika Marcin Kozera

"Nie dałem Ci ani określonego

"Nie dałem Ci ani określonego miejsca, ani własnego oblicza, ani żadnego daru, który byłby Tobie właściwy, o człowiecze, ażebyś sam zapragnąwszy swojego oblicza, swojego miejsca i swoich darów, zdobył je i posiadał. Określona granicami Natura posłuszna jest prawom przeze mnie ustanowionym. Ale Ciebie nie zamyka żadna inna granica, jak tylko Twój własny sąd, w którego moc Cię oddałem. Ty sam Naturę określasz. Postawiłem Cię pośrodku świata, ażebyś lepiej mógł widzieć, co się na nim znajduje. Nie uczyniłem Cię ani niebiańskim, ani ziemskim, ani śmiertelnym, ani nieśmiertelnym, abyś Ty, podług własnej woli i godności, sam kształt swój uczynił. Będziesz mógł degenerować się i staczać do rzędu zwierząt; i będziesz mógł odradzać się
i  mocą swego ducha wznosić się do rzędu istot boskich. (…) I jeśli zobaczyłbyś jakiegoś człowieka, który dba tylko o żołądek i pełza po ziemi, ten korzeniem jest raczej przytwierdzonym do ziemi niż człowiekiem. A jeśli zobaczyłbyś, że ktoś, jakby przez Kalipso czarodziejskimi sztuczkami oślepiony i fałszywą ułudą omamiony, jest niewolnikiem zmysłów — zwierzę widzisz a nie człowieka. Jeśli zaś zobaczyłbyś filozofa roztrząsającego wszystko własnym rozumem, tego winieneś czcić. Ten bowiem nie ziemską,  ale niebiańską jest istotą. Jeśli zaś widziałbyś, że ktoś zapominając o swym własnym ciele, jako czysty kontemplator, oddał się dociekaniom umysłu, ten ani ziemską, ani niebiańską nie jest istotą, ale zjawiskiem mającym w sobie coś boskiego, odzianym jedynie w ciało ludzkie." - Mirandola - O godności człowieka.

Aksjomatów w obrębie nauki i religii jest wiele. Nie powie mi Pan, że wszystkie dobre aksjomaty w obrębie tego, co udało się człowiekowi wytworzyć, są świadomie wykorzystywane do budowy lepszego świata. Ja wspominałem o korekcie aksjomatyki, a nie obaleniu wszystkiego. Jest chyba jakaś subtelna różnica między całkowitą negacją, a próbą wybrania z tego, co wymyślił człowiek, idei bardziej szczytnych?

Marcin Kozera

Portret użytkownika daro

,,Kochaj i czyń co chcesz''

,,Kochaj i czyń co chcesz'' św. Augustyn

,,Nie uczyniłem Cię ani niebiańskim, ani ziemskim, ani śmiertelnym, ani nieśmiertelnym, abyś Ty, podług własnej woli i godności, sam kształt swój uczynił. Będziesz mógł degenerować się i staczać do rzędu zwierząt; i będziesz mógł odradzać się i  mocą swego ducha wznosić się do rzędu istot boskich.''

Filozofią  ludzkości nie nakarmimy, ale wierzę ,że najpierw musi być myśl. Dziękuję Ci za to, że oderwałeś mnie od świata lęków i wątpliwości i przeniosłeś do nierzeczywistego świata myśli i marzeń. Pamiętam świat mojej młodości , abstrakcyjne nieograniczone mysli  otwierały szeroką perspektywę .Dominowało cudowne uczucie wolności. Zmieniło się wszystko, po wielu latach życia w tym naszym ,,systemie  pieniądza''.  Doświadczenie nauczyło mnie że, marzeniami świata nie zmienimy, ale może właśnie jest odwrotnie. Życzę Tobie ,Sobie i Innym abyśmy mocą swego ducha mogli wznosić się do rzędu istot boskich.

Portret użytkownika Marcin Kozera

Problem z Waszą interpretacją

Problem z Waszą interpretacją artykułu polega na tym, że Wy od samego początku nie wierzycie w "człowieka", jako istotę zdolną do budowania dobrego świata. Napisałem bardzo wyraźnie, że przewaga jednych nad drugimi bierze się z tego, że jeden ma więcej, a drugi mniej. Jeden wie więcej, drugi mniej. Jeden jest bogatszy, drugi biedniejszy. Jeden piękniejszy, drugi brzydszy. Jak ktoś rodzi się i rozwija w chaosie superlatywów, to jest mu dużo łatwiej w życiu brylować niejednokrotnie kosztem innych, bez refleksji. Cytaty pojawiły się po to, żeby pokazać jak wielu ludzi myśli o tym w podobny sposób. Zupełna kontra wobec wszystkich komentujących, którzy myślą całkowicie na odwrót. Zrobiliście ze mnie kozła ofiarnego utopii. Ok. Tylko pytanie co tym chcieliście osiągnąć? John Petersen, lider think tanku Arlington Institute, sowicie opłacany przez Departament Obrony USA, zajmuje się problemem tzw. "dzikich kart" - mało prawdopodobnych zjawisk, które mogą się zdarzyć nagle i wszystko zmienić. Wśród wszystkich analizowanych potencjalnych scenariuszy, obok nuklearnego ataku na USA, upadku ONZ są też: ponowne pojawienie się Mesjasza, kontakt z inteligencją pozaziemską i... UWAGA: WYBUCH GLOBALNEJ FALI ALTRUIZMU. Różnica pomiędzy Petersenem a Wami jest taka, że Wy nie wierzycie w to, że człowiek może być lepszy, dzięki stworzeniu dla wszystkich wspólnej podstawy dobrobytu. Zatem w Waszym mniemaniu niemożliwe jest to, by ludzkość tworzyła zdrową, harmonijną wspólnotę. Ja uważam, że to możliwe, stąd trudno jest się porozumieć z takimi osobami jak Lord. Nikt Ci nie broni żyć Twoim stylem życia. Nikt Ci nie broni nie korzystać z takiej wspólnej dla wszystkich podstawy. Ale jawnie negując założenia znajdujące się w artykule pokazałeś jak bardzo Ci nie zależy na spójnym rozwoju naszego gatunku. Pytam po raz kolejny: czy Ty, czy ktokolwiek jest w stanie powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że na absolutnie wszystko w swoim życiu miał wpływ? Czy miał wpływ na to, że powstał wszechświat i teraz nie wiedzieć po co, musi w tym wszechświecie żyć i użerać się z problemami? Czy ktokolwiek od razu urodził się dorosły i zaradny? Myślę, że każdy przechodził etap "robienia w pieluchy" i ssania smoczka. Trudno jest stwierdzić, że w tym czasie ma się kontrolę nad wszystkimi sprawami. Zamieściłem fragment Kybalionu, żeby uwydatnić skalę zależności, jaka dotyka KAŻDEGO. Po to, żeby podkreślić, że  fundamentalne dobra Natury, których się nie tworzy, trzeba SPRAWIEDLIWIE podzielić. Podałem przykłady wyliczeń. Liczby te wystarczy przedzielić przez 7,5 mld, żeby się dowiedzieć, ile należałoby się każdemu. To byłaby Lordzie PODSTAWA bytu. A Ty nadal mógłbyś robić co robisz. Dlaczego tego nie rozumiesz? Kto miałby to wypłacać? Zadałeś dziwne pytanie. Wiadomo, że musiałaby to być jakaś instytucja ZUS-podobna, z tą różnicą, że oparcie myślenia o pieniądzu na innych zasadach, a więc uznanie kapitału naturalnego, powodowałoby, że nie mielibyśmy do czynienia z bankrutem, który kradnie z OFE, żeby miał z czego wypłacać świadczenia, tylko z globalnym systemem dystrybucji dóbr, które wynikają z tego kapitału, w którym miałby pokrycie pieniądz. Pisałem o Bitcoinie, zaproponowałem nawet to, jak mógłby wyglądać sposób wartościowania wszelkich dóbr. Dopóki będzie się nim spekulować jak zwykłą walutą, dopóty ludzie pokroju Lorda, będą szydzić z technicznych możliwości, jakie daje architektura takiej kryptowaluty. Uważam, że w tym, że z technicznego punktu widzenia jest możliwa nieskończona podzielność Bitcoina bez dodruku, tkwi ogromna szansa na uwolnienie się spod jarzma banksterów. I instytucji ZUS-podobnych. Mamy więc warianty do wyboru. Lordzie, gdybyś wiedział, że należy Ci się jakieś dobro, które ktoś sobie zagarnął, to nic byś z tym nie zrobił? Gdyby ktoś zaproponował Ci jakąś żałośnie małą formę rekompensaty za o wiele cenniejsze dobra, które Ci zabrał, byłbyś usatysfakcjonowany? Proponujesz jakieś talony żywnościowe, itp. Czy te talony rozwiążą problem nieuregulowanych zobowiązań wobec ludzi? Neil Keenan na swojej stronie internetowej podaje, że majątek "Elity" to jedynka i 50-60 zer. PKB świata to jakieś 80 bilionów. 12 zer. Czyli może być tak, że "Elity" mają od około 100 sekstylionów do około 100 oktylionów razy więcej, niż wynosi PKB świata. Czy te "Elity" poza kontrolą pieniądza, dokonały czegoś wielkiego dla ludzkości? Wynalazły ogień, koło, język, matematykę, pismo, rolnictwo? Czy gdyby nie niewolnicy, którzy budowali ich pałace, byliby w stanie sami te pałace budować? Korzyść ich pozycji jest przypadkowa. Na każdego posiadającego 1000 żon i 1000 pałaców Salomona, przypadają miliony bez żony i bez pałacu. Na jakiej podstawie? Jak udowodnić, że praca miliardera Johna Paulsona (który zarobił miliardy na machinacjach w czasie kryzysu z 2008 roku, który bogacił się, gdy inni tracili dach nad głową), jest warta tyle, co praca 80 tysięcy pielęgniarek? Jak uzasadnić, że jest warta choć tyle, co praca jednej pielęgniarki? Jak to jest, że jeden żyje za dolara dziennie, a Tamara Ecclestone wydaje 1,5 miliona dolarów na wannę z kryształów? Nie kłuje Was to w oczy, biorąc pod uwagę to, co napisałem w artykule, a więc fakt, że z perspektywy kosmosu, wszyscy jesteśmy równi. Co mówił Reagan:

"Pośród obecnych antagonizmów, często zapominamy jak wiele łączy wszystkich członków ludzkości. Być może potrzebujemy jakiegoś zewnętrznego, uniwersalnego zagrożenia, abyśmy mogli nawiązać tą wspólną więź. Jak szybko znikną nasze różne poglądy, jeżeli stanęlibyśmy w obliczu obcego zagrożenia z zewnątrz?"

O co zatem kruszymy kopie Lordzie? Gdyby doszło do faktycznego zagrożenia dla gatunku ludzkiego, do jakiejś gigantycznej konfrontacji pomiędzy ludźmi a "kimś innym", to wtedy też byś był tak wrogo nastawiony do mnie? Gdybyśmy musieli uznać, że stanowimy o jednej ludzkości, to także miałbyś obiekcje co do sprawiedliwego podziału dóbr? Czy gdybyśmy wyszli cało z takiej konfrontacji, chcielibyśmy powrotu do starego, skurwiałego świata czy może dążylibyśmy do budowy choć trochę lepszego?

Reasumując, dziękuję za Wasze uwagi, ale z drugiej strony Wasze reakcje pokazały, jak wiele w nas wszystkich nieumotywowanej, podskórnej agresji, jak wiele chęci, żeby sobie dokopać i wygrać spór niezależnie od prawdy materialnej. Przedstawiłem swoją wizję. Coś, nad czym spędziłem wiele nieprzespanych nocy, coś, przez co wiele poświęciłem. Nie muszę mieć racji, ale pośród tylu małostek przykuwających uwagę ludzi, chciałem zrobić coś pożytecznego, dla wszystkich.

Na koniec chciałbym zacytować modlitwę bodhisattwy. Nie wszyscy na tym świecie stracili wiarę w ludzi. Nie zapominajmy, że nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa.

"Jeśli zgromadziłem jakiekolwiek zasługi, to na ich mocy chcę stać się zdolny do usunięcia wszelkiego cierpienia wszystkich dusz. Niech dla dręczonych niemocą i chorobą, stanę się lekarzem  i pielęgniarzem, dopóki nie uśmierzę choroby! Niech dla nędzarzy stanę się skarbcem niewyczerpanych bogactw i klejnotów oraz uzyskam zdolność służenia im wszelkimi przedmiotami! Dla dobra wszystkich istot bez żalu porzucam wszelkie uciechy i szczęście trzech czasów. Tak jak ziemia i pozostałe żywioły przemieniają się w niezliczone przedmioty doznania dla tej całej gromady dusz, zamieszkujących nieskończoną przestrzeń, tak samo niech i ja stanę się sługą wszystkich, dopóki wszystkie dusze świata nie uwolnią się od cierpień samsary."

Namaste.

Marcin Kozera

Portret użytkownika LordOfTheBots

Widzę, że masz żal do mnie

Widzę, że masz żal do mnie więc i odpowiem, że całkiem niesłusznie. Piszesz, że "zrobiono z Ciebie kozła ofiarnego utopii". To wyłącznie Twoje subiektywne wrażenie. Przejrzałem wszystkie komenty i w żadnym nie dopatrzyłem się oceny personalnej. Komentarze nie tyczą się nawet artykułu, a idei w nim zawartej wykazując jej szkodliwość i niebezpieczeństwa, których nie dostrzegłeś więc skąd to rozgoryczenie?

Mam podejrzenie graniczące z pewnąścią, iż ta idea nawet nie jest Twoja. Gdzieś ją przeczytałeś albo usłyszałeś i niestety, bez obrazy ale bezmyślnie i bezrefleksyjnie przyjąłeś jako swoją podobnie jak powoływanie się na wypowiedzi "autorytetów". Samemu podszedłeś do niej z entuzjazmem więc gdy została skrytykowana poczułeś rozgoryczenie i odebrałeś to personalnie jako porażkę i krytykę własnej osoby? Czy nie tak było?

Tak naprawdę to odniosłeś sukces, którego niestety nie dostrzegasz. Dużo się dowiedziałeś i jeśli przestaniesz traktować to ambicjonalnie, a na chłodno przemyślisz zrozumiesz jak bardzo niebezpieczna jest to idea i w przyszłości zachowasz większą ostrożność. Po prostu będziesz mądrzejszy.

Z autorytetami jest podobnie. Wielokrotnie powołujesz się na nie, lecz zapominasz, że ktoś kogo Ty traktujesz jako autorytet innym może być nieznany lub wręcz wzgardzany, a wypowiedzi tego "autorytetu" traktowane na równi z wypowiedziami pana Zdzisia spod budki z piwem. W dodatku jeśli przyjmiesz bezkrytycznie tezy głoszone przez tenże "autorytet", a te są absurdalne to nie tylko, że dalej powielasz te absurdy, to jeszcze powołując się na nie pokazujesz, że się z nimi utożsamiasz.

Dlatego też NIGDY nie powołuj się na tezy, których uprzednio nie przemyślałeś, nie przeanalizowałeś i nie skonfrontowałeś z rzeczywistością, czyli jeśli samodzielnie nie potwierdziłeś słuszności i prawdziwości założeń. Pamiętaj → nie ma ludzi nieomylnych, za to pełno jest sprzedawczyków często z profesorskimi tytułami, którzy za odpowiednią opłatą spreparują tezę odpowiadającą zleceniodawcy.

Napisałeś, że gdyby oparto na surowcach to nie byłoby trzeba robić skoku na OFE... widzisz... pewnie nie wiesz, że polskie zasoby surowcowe za ułamek wartości zostały sprzedane zagranicznym koncernom, zaś nasze rodzime firmy muszą startować w przetargach z obcym kapitałem.

Ale gdyby nawet jakimś cudem udało się anulować umowy i znacjonalizować surowce. Wierz mi, że w ciągu kolejnego tygodnia mielibyśmy tu kolejną Jugosławię lub Libię, gdyż NATO (North Atlantic Terrorist Organisation) to zbrojne ramię oligarchii; kompleksu finansowo-militarno-przemysłowego.

Kolejna sprawa to Bitcoins. To waluta wirtualna, która nie występuje w formie gotówki, a wszystkie transakcje są rejestrowane. Jeśli przyjrzysz się tej idei dokładnie to dostrzeżesz, że to kolejne narzędzie do zniewolenia i przygotowania społeczeństwa do obrotu bezgotówkowego czyli elektronicznego. Na szczęście Bitcoiny nie spotkały się z takim entuzjazmem jak zakładano co znacznie spowolniło eliminację gotówki z obiegu. 

No i jeszcze wiara... w moim wypadku wiara nie istnieje w jakiejkolwiek formie, gdyż wiara to substytut wiedzy. Większośc ludzi woli wierzyć bo to szybsze, prostsze. Ktoś pogryzł, a ja tylko łyknę zaś wiedzę zdobywa się latami poświęcając swój czas. Nie mniej wiedza ma wartość, wiara nie ma żadnej bo niczego się nie uczymy, niczego nie rozumiemy; przyjmujemy CUDZE zdanie i założenia przyjmując jako własne nie wnikając w ich prawdziwość.

Co do wiary w ludzi... nawet w Ewangelii jest alegorycznie powiedziane, że Ziemię zamieszkują 2 rodzaje ludzi → szlachetni, altruistyczni, prawi porównani do pszenicy oraz... chwasty. To chwasty w tej chwili mają wszystkie karty w rękach i ludzie nie bardzo mają co do powiedzenia.

Reasumując: więcej pokory kolego. Przy czym pokora to nie czołobitność i wiernopoddaństwo jak się zwykło uważać, a umiejętność zderzenia się z prawdą wynikającą z rzeczywistości oraz jej akceptacja.

Głosuj za
6
Portret użytkownika Marcin Kozera

Bunt, jeśli faktycznie jest

Bunt, jeśli faktycznie jest buntem, powinien prowadzić do korekt w aksjomatyzacji podstawowych pojęć bytu. Jeśli rzeczywiście chcemy lepszego świata, to musimy czerpać z innych paradygmatów, niż te, które przez różnego typu instytucje, są wykorzystywane do kształtowania wiedzy i moralności społeczeństwa. Możemy się Lordzie wymieniać uszczypliwościami. Ale szkoda energii na bezproduktywne starcia. Żyj więc w swojej "prawdzie", a ja będę żył w swojej. I tyle w temacie.

Marcin Kozera

Portret użytkownika Marcin Kozera

Różnica pomiędzy nauką a

Różnica pomiędzy nauką a religią jest taka, że nauka stosuje teorię, podczas gdy religia stosuje wiarę. Jednakże, zarówno teoria, jak i wiara, wypadają słabo w docieraniu do jądra wszechrzeczy. Więc w tym względzie są one podobne. Niebezpieczeństwo niewiedzy leży tylko w uwierzeniu, że niewiedza nie istnieje. Jeżeli wiemy, że brakuje nam wglądu w wewnętrzne wymiary tego jak coś funkcjonuje, wiemy, że mamy ślepe punkty. Możemy mieć otwarte oczy na jakąkolwiek dogodność, która umożliwi głębszy wgląd lub dogłębniejsze uczucie znaczenia. Musimy nauczyć się żyć z niekompletnością i używać jej raczej jako siły motywującej, niż punktu desperacji czy obojętności. Jeżeli stracimy zaufanie do religii i nauki, wiary i teorii, języka i liczb, to co nam pozostanie?

Marcin Kozera

Strony

Skomentuj