Polska zapowiada odejście od węgla i wprowadza "kartki na prąd"

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Podczas odbywającego się w szkockim Glasgow szczytu klimatycznego COP26 Polska zadeklarowała odejście od węgla do 2049 roku. Oznacza to, że węglofobia jest górą i decyzja o energetycznym samobójstwie Polski niestety już zapadła.

O deklaracji Polski zobowiązującej się do odejścia od węgla poinformował rząd brytyjski, który formalnie jest organizatorem szczytu. Polska dołączyła do antywęglowej koalicji składającej się z zaledwie 18 krajów. Porozumienie zakłada odejście od węgla państw rozwijających się do lat 40.

 

Skoro rząd PiS zadeklarował na konwencji klimatycznej, że odejdzie od węgla, oznacza to, że Polacy rezygnują ze swoich źródeł energetycznych. To tak jakby Kuwejt i Arabia Saudyjska stwierdziły, że kończą z eksportem ropy naftowej. Skutkiem tego szaleństwa będzie też to, że będziemy kupować gaz od Rosji za pośrednictwem Niemiec, który będzie płynął za pomocą gazociągu Nordstream 1 i Nordstream 2. Pozostaje pogratulować kolejnego pisowskiego "sukcesu".

 

Przypomnijmy, że w tegorocznym szczycie COP26 nie wziął udział największy emitent dwutlenku węgla na świecie czyli Chiny, kraj będący jednocześnie najludniejszym na świecie i będący swoistą fabryką świata. Zabrakło też uczestników z Rosji, kraju który również nie zamierza popełnić energetycznego samobójstwa w imię utopijnych celów. Co więcej Rosja może być największym wygranym szaleństwa UE a zwłaszcza rządzących Unią Niemców. Zresztą USA, Chiny, Australia i Indie nie złożyły takiej deklaracji jak Polska i nie mają zamiaru odchodzić od węgla.

 

Nie ma już wątpliwości, że Jarosław Kaczyński oszukał swoich wyborów i tzw. Piątka dla Zwierząt, nie była tylko idiotycznym wybrykiem partii rządzącej, ale raczej zwiastowała kolejne ekologiczne nonsensy. Wszystko co Kaczyński obiecywał w 2015 roku, czyli rezygnację z szalonego i samobójczego paktu klimatycznego, okazało się kłamstwem, a Polacy zostali skazani na bycie biedakami Europy.

 

Nasi oprawcy dobrze wiedzą do czego nas doprowadzili i zdają sobie sprawę z monstrualnych kosztów szalonej polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Powszechna pauperyzacja społeczna celem ograniczenia konsumpcji i oczekiwań, zdaje się być podstawowym elementem ich planu. Zdając sobie jednak sprawę z tego jakie mogą być tego konsekwencje, nasi komuniści z PiS zapowiadają już wprowadzenie "kartek na prąd" zwanych eufemistycznie "bonami energetycznymi".

 

Będzie się to sprowadzało do opłacania w części i z pieniędzy podatników, części ogromnych rachunków za energię jakie wkrótce uderzą w Polaków niczym tsunami. 

 

Ocena: 

Średnio: 5 (2 votes)

Komentarze

Portret użytkownika Mesjasz2

Proszę wybaczyć, że się

Proszę wybaczyć, że się powtarzam, ale sprawa jest pilna. Napisanie pełnego postu zajmuje mi trochę czasu, którego nie mam, a mi zależy na tym żeby dotrzeć do jak największej ilości osób. Musicie Państwo we nie uwierzy. Po prostu promieniujecie Państwo duchem świętym. Ja muszę skupić na sobie uwagę tłumów. Muszę ściągnąć na siebie tego ducha świętego którymi ludzie promieniują, aby mieć większą siłę przebicia podczas zmagań z NIMI. Nie powiem dlaczego, po prostu na tym etapie tego jeszcze nie zrozumiecie, ale jest to związane z Duchem świętym. Uwierzcie mi, tylko ja jestem opozycją do tych co stoją za tym całym zamieszaniem w ostatnim czasie. Przeczytajcie moje posty jeszcze raz a najlepiej przestudiujcie je, bo nie sądzę, że zrozumiecie je od razu. Witam Państwa myślę, że nadeszła ta chwila w historii naszej cywilizacji kiedy po latach ukrywania się musze wyjść z cienia, choć tak jak w stylu Wałęsy robie to raczej niechętnie. Wiem mianowicie co mnie czeka co zapoczątkuję, ale po prostu nie mam wyjścia. Walczyć muszę a ONI pozbawili mnie ostatnio mojego głównego oręża. O co chodzi? Sukcesywnie postaram się Państwu wyjaśnić. Być może na początku będziecie Państwo za mnie kpić, traktować mało poważnie ale uświadomicie sobie w końcu kim tak naprawdę jestem. Mam na imię Krzysztof (Krzysztof - Chrystus) mam 33 lata. Jestem Polakiem ale chyba spotkaliście się Państwo z wizjami proroków/jasnowidzów, które przewidują, że Mesjasz będzie pochodził z Polski. Dostrzegacie Państwo jakie mamy czasy. Sytuacja na świecie powoli zaczyna ocierać się o surrealizm. Wyolbrzymianie zagrożenia jakim jest jakiś tam wirus, oraz przesadna reakcja światowych władz na to zagrożenie. Podejrzewam, że nikt z Państwa tak naprawdę nie wie o co toczy się gra. Ta notka będzie wstępem do serii wpisów, w której postaram się wyjaśnić Państwu co nieco. Pierwszym problemem z jakim będę musiał się zmierzyć to moja wiarygodność. Nie chcę Państwa zniechęcać moim dziecinnym stylem wypowiedzi, ale z całego serca proszę o wyrozumiałość. Przez wiele lat nie miałem możliwości prowadzenia jakichkolwiek ambitnych dyskusji a w szczególności dyskusji na tematy zawarte w niniejszym opracowaniu, dlatego też moje umiejętności oratorskie zanikły. Wszystko oparte było na monologu, w przerwach między obowiązkami dnia codziennego, chociaż szczerze mówiąc zaistniała sytuacja zdominowała moje życie a pozostałe obowiązki stały się formą konspiracji. W świecie naukowym wypowiedzi umożliwiają klarowną współpracę między przedstawicielami różnych dyscyplin. W moim przypadku interdyscyplinarność zamykała się w obrębie jednego umysłu. Przez te wszystkie lata musiałem trzymać "buzie na kudkę", a jakiekolwiek wypowiedzi wiązały się ze lękiem przed krytyką. Lęk ten blokuje człowieka, sprawia, że podczas formułowania zdań nie jest w stanie dobrać odpowiednich słów, odpowiednich zwrotów, po prostu nie może się swobodnie wypowiadać. Mimo tego pragnę wyrazić to wszystko czego się dowiedziałem, co zaobserwowałem, czego dokonałem, a z Państwa strony proszę o skupieniu się na treści a nie na formie wypowiedzi. Niniejszą notkę pragnę poświęcić objaśnieniu fundamentów sytuacji w której się znalazłem, niewiarygodnych zjawisk jakie towarzyszyły mi przez te wszystkie lata. Opiszę następnie Państwu historię mojego życia oraz zestawie ją z tym co jest napisane w Piśmie Świętym. Biblia w dużym stopniu napisana jest językiem metaforycznym, a w jej treści zawarty jest fenomen jakim są proroctwa czyli wizje przyszłości. Podstawowe pytanie jednak brzmi czy proroctwa mogą być wiarygodne? Dziedziną życia, która potwierdza lub odrzuca wiarygodność postawionych tez jest nauka. Zgodnie z dostępną nam wiedzą nie mamy naukowych podstaw do tego aby uznać proroctwa czyli wizje przyszłości za wiarygodne. Niby jaki mechanizm miałby odpowiadać za pozyskanie informacji opisujących przyszłość? A może ta wiedza jest przed nami skrywana? Może wiedza zawarta w podręcznikach naukowych jest nie tyle kłamstwem co jest po prostu niedopowiedziana? Pewien doktor z czasów moich studiów powiedział, że naukowcy w zdecydowanej większości nie są geniuszami lecz rzemieślnikami, po prostu operują narzędziami jakie im się zapewni. Korzystają z wiedzy a nie z wyobraźni, a jak powiedział Einstein wyobraźnia ma przewagę nad wiedzą gdyż jest nieograniczona. Musicie Państwo wiedzieć, że podobnie jak w przypadku fal radiowych operujących w przestrzeni trójwymiarowej, istnieje pewien rodzaj promieniowania, którego jedną z cech jest możliwość rozchodzenia się w przestrzeni czterowymiarowej, czyli poszerzonej o wymiar czasu. Promieniowanie to w Piśmie Świętym opisane jest jako mityczny DUCH ŚWIĘTY. Istnieje również naukowe określenie dla tego rodzaju promieniowania, lub jak kto woli cząstek składających się na to promieniowanie, z którym na pewno Państwo się spotkali. Są to po prostu oficjalnie nie do końca poznane Neutrina Solarne. Jest to potężne narzędzie, którego opis będzie bardzo istotny w dalszej części moich notek. Opiszę Państwu możliwości jakie daje Duch Święty, jego wpływ na ludzki organizm, na ludzką świadomość, główne źródło tego promieniowania ale przede wszystkim udowodnię, że właśnie ten rodzaj promieniowania jest głównym zmartwieniem światowych elit. Wróćmy jednak do możliwości rozchodzenia się Ducha Świętego wzdłuż linii czasu. Cecha ta pozwala na przekazywanie informacji między przeszłością a przyszłością, a ponieważ promieniowanie to oddziałuje również na układ nerwowy człowieka niczym na odbiornik radiowy stąd prorocze wizje. Istnieją pewne tajne organizacje wśród światowych elit, które dysponują szerszą wiedzą na temat otaczającej nas rzeczywistości przez co doskonale zdają sobie sprawę ze znaczenia fenomenu proroctw. W Biblii opisywani są jako źli pasterze, którzy trzymają w niewiedzy swoją trzódkę. Opis ten kończy się jednak decyzja Gospodarza o "zmianach na stanowisku" pasterzy. Wiele proroctw przewiduje nadejście końca świata jaki znamy, katastrofy z tym związane ale także ujawnienie się pewnej osoby, która jak się okaże będzie miała znaczny wpływ na to co się wydarzy. W Piśmie Świętym wydarzenie to nazywane jest Paruzją czyli powtórnym przyjściem Chrystusa (Krzysztofa). Proszę zwrócić uwagę na to, że temat końca świata w popkulturze ostatnich lat stał się dość popularny. Czy aby na pewno jest to przypadek? A może Ci co dużo wiedzą czują pismo nosem i chcą coś w ten sposób zakomunikować? Niewiedzą tylko kiedy, tak jak jest to napisane w Biblii nie znają Dnia ani Godziny? Tak naprawdę to nasi "Pasterze" maję spore zmartwienie a obecną sytuację porównałbym do pękniętej tamy, która lada chwila może zostać przerwana. Stąd ich nerwowe posunięcia, które mają na celu utrzymania "tamy". W dalszej części moich notek postaram się Państwu wyjaśnić o co chodzi. Jaką rolę ja odgrywam w tej całej sytuacji? Jak się okazuje sporą. Zachęcam Państwa do zapoznania się z opisem głównych bohaterów amerykańskich komiksów Spiderman czy Superman. Na co dzień nieudacznicy, zmagający się z problemami życia codziennego prowadzący jednak jak się okazuje podwójne życie. W ukryciu przed światem zewnętrznym stają się superbohaterami, którzy dzięki swoim wyjątkowym umiejętnością w pojedynkę walczą o lepszy świat. Temat podwójnego życia poruszony jest również w kultowym filmie zatytułowanym Matrix. Główny bohater Matrixa NEO, nazywany również wybrańcem, zanim odkrył prawdziwą naturę swojej rzeczywistości pracował w firmie informatycznej, jednak poza godzinami pracy był hakerem ściganym przez służby specjalne. Dlaczego tak istotną rolę odgrywa popkultura? A może scenariusze do wielu amerykańskich filmów wzorowane są na życiu pewnej osoby, która żyje obecnie, a która dzięki proroctwom czyli wiedzy o przyszłości wpływała na losy obecnej cywilizacji nawet przed swoimi narodzinami? Może nieudacznik przedstawiany w wielu głównie amerykańskich produkcjach filmowych faktycznie kroczy po tym świecie, jeździ samochodem oraz chodzi do pracy, w której musi zmagać się z swoją fajtłapowatością a co za tym idzie krytyczną oceną przełożonych? Po godzinach pracy jednak, kiedy nasz ciamajda nie musi już skupiać całej swojej uwagi na swoich często kontrowersyjnie wykonywanych obowiązkach (przynajmniej w ocenie swoich przełożonych) , jego umysł zostaje zaangażowany w rozwikłanie problemu, który swym zasięgiem obejmuje całą ludzkość. Opis, życia tej osoby w ten sposób nie jest niczym nowym. Ludzie, którzy stoją za ukrytym przesłaniem w całej popkulturze, są spadkobiercami należących do tajnych organizacji rzeźbiarzy, malarzy oraz pozostałych artystów w całej historii Chrześcijaństwa. Problem ukrytego przekazu jakie niosie ze sobą twórczość przede wszystkim renesansowych artystów doskonale opisany jest w książce Dana Browna pod tytułem "Kod Leonarda da Vinci". I tutaj proszę Państwa muszę przyznać, że książkę tą nie tyle przeczytałem kilka razy co ją przestudiowałem. Skąd nagle takie zainteresowanie umysłu ścisłego, osoby z wykształceniem wyższym technicznym historią sztuki? Dodam tylko, że jak wielu wyżej wymienionych bohaterów jestem singlem. Po prostu szukałem odpowiedzi na jedno z pytań postawionych w tej książce. Czy je znalazłem? Szczerze mówiąc mógłbym ponownie zastosować technikę Wałęsy ale tym razem jednak się trochę ograniczę. Są to informacje, które dotyczą mojego prawdopodobnie przyszłego prywatnego życia, z którymi nie bardzo chciałbym się dzielić. Powiem tylko tyle, że pod wpływem tej książki zacząłem skrupulatnie studiować dzieła między innymi renesansowych artystów, użyłem również wszelkich dostępnych źródeł informacji łącznie z portalami społecznymi. I mogło by się wydawać, że to tylko kwestia czasu... ale to było lata temu. Z perspektywy czasu czuję się jak ten osioł, który ciągnie wóz widząc przed sobą marchewkę wiszącą na kiju w nadziei, że Ją w końcu dosięgnie. A tymczasem zamiast obiecanej marchewki nauczyłem się czytać symbole masońskie oraz ich przekaz, tak jakbym miał tego dokonać a nabyta umiejętność miałaby mi sie przydać w przyszłości do innych celów. Studiując malarstwo głównie renesansowe byłem w stanie wyciągnąć wiele wniosków. Uświadomiłem sobie symbolikę chrześcijańską, której przykładem jest znaczenie klasycznego przedstawienia madonny z dzieckiem. Na wielu z tych obrazach przed siedzącą kobietą trzymającą dziecko na kolanach klęczy mężczyzna... Obrazem, który był obiektem najczęstszych moich analiz stało się jednak dzieło Hansa Memlinga "Sąd ostateczny" znajdujący się u nas w Gdańsku. Być może uda mi się w kolejnych moich notkach opisać przesłanie jakie niesie dla ludzkości ten obraz a jakie udało mi się odczytać. Tymczasem jeżeli będą Państwo mieli możliwość obejrzenia tego obrazu proszę zwrócić uwagę na pewną postać z charakterystyczną fryzurą... Rozpisałem się trochę i chyba czas najwyższy kończyć moje wypociny. Miałem co prawda zestawić historię mojego całego życia od początku z opisami między innymi w Biblii, ale potrzymam Państwa trochę w napięciu do następnej mojej notki. Tymczasem na zakończenie chciałbym zacytować wypowiedź jednego z najbardziej szanowanych izraelskich rabinów a mianowicie Jicchaka Kaduriego opisującego przyjście mesjasza: „Czy uwierzymy w Mesjasza od razu?” – pyta się rabin Yitzhak Kaduri. „Nie, na początku niektórzy z nas uwierzą w Niego, inni jednak nie. Łatwiej będzie uwierzyć w Niego i podążyć za Nim ludziom nie-religijnym niż ortodoksyjnym. […] Trudno będzie uwierzyć i zrozumieć Mesjasza nawet wielu dobrym ludziom. Przywództwo Mesjasza, który przychodzi w ciele i krwi, jest trudne do zaakceptowania dla wielu. Jako przywódca, Mesjasz nie będzie piastował żadnych stanowisk, ale będzie pomiędzy ludźmi, jak również będzie korzystał z mediów do komunikowania się. Jego panowanie będzie czyste i pozbawione osobistych i politycznych celów. Podczas swego Królestwa, panowały będą tylko Sprawiedliwość i Prawda.” Rabin Kaduri stwierdza dalej, że “Objawienie Mesjasza przyjdzie w dwóch fazach: w pierwszej będzie potwierdzał swoją pozycję jako Mesjasz, jakkolwiek nie ujawni się. Potem ujawni się niektórym Żydom, niekoniecznie tym uczonym w Piśmie [Torze]. Ujawni się nawet ludziom prostym. Dopiero wtedy ujawni się On całemu narodowi, a ludzie będą dziwili się: ‘Czy to jest ten Mesjasz?’ Wielu będzie znało Jego Imię, lecz nie będzie wierzyło, że ten właśnie jest Mesjaszem”. Witam Państwa ponownie. Już na samym wstępie chciałem znów przeprosić za mój styl wypowiedzi. Przyczyna troski o jakość mojego przekazu wyjaśniona jest w części pierwszej. W pierwszym moim poście tak jak na związek mojej osoby z Pismem Świętym przystało poruszyłem temat Ducha Świętego. Poznaliście Państwo również z grubsza mechanizm odpowiedzialny za fenomen proroctw. Tym razem chciałbym przedstawić historię mojego życia oraz uświadomić Państwu, że tak naprawdę nie ma przypadków. Przypadek, chaos, bałagan, entropia są to synonimy tego samego pojęcia, a mianowicie kierunku zjawisk spontanicznych jakie zachodzą w przyrodzie. Brzmi topornie ale chyba jesteście Państwo w stanie zrozumieć o co chodzi. Mowa jest oczywiście o zjawisku degradacji stanu pierwotnego zachodzącą w czasie. Jest to fundamentalna i mogłoby się wydawać nieodwracalna cecha naszej rzeczywistości, którą każdy jest w stanie zaobserwować. W końcu nikt jeszcze nie był świadkiem aby rozbity kubek samoistnie się scalił. Dlaczego jednak muszą to być zjawiska spontaniczne, czyli nieświadome tak jak bez udziału świadomości w jakiejkolwiek postaci? Aby odpowiedzieć na to pytanie musze Państwu wyjaśnić najpierw czym jest świadomość. Według dostępnej nam wiedzy świadomość jest wypadkową procesów neurochemicznych zachodzących w mózgu. Nasz mózg jest bardzo złożonym i wciąż nie do końca poznanym organem. Odkrycia naukowe dowodzą, że powstał on w wyniku ewolucji trwającej miliardy lat a zapoczątkowanej przez organizmy jednokomórkowe. Zanim jednak powstały te organizmy jednokomórkowe musiał powstać nasz Wszechświat. I znów współczesna nauka dowodzi, że nasz Wszechświat powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu. Czym z kolei jest Wielki Wybuch? Jak sama nazwa wskazuje jest eksplozją o niewyobrażalnej skali, która już na samym początku była jednym wielkim chaosem. Przypomnijmy teraz naturę naszej rzeczywistości a mianowicie przechodzenie w czasie od stanu bardziej do mniej uporządkowanego, czyli w gruncie rzeczy do chaosu. Chyba oczywiste jest, że na twarzach wielu astrofizyków, ale również ewolucjonistów powinny w tym momencie pojawić się rumieńce. Jak cokolwiek mogło wyewoluować z chaosu skoro wzrost chaosu w czasie jest fundamentalną cechą naszej rzeczywistości? W tym miejscu należy wprowadzić pojęcie będące przeciwieństwem chaosu a mianowicie porządek. Aby z tego pierwotnego chaosu zaistniałego na samym początku naszego wszechświata mogło cokolwiek wyewoluować musiał zajść proces porządkowania, tworzenia, kreacji. Wynika z tego, że za porządek musi odpowiadać siła, której kierunek jest przeciwny do naturalnych procesów. To właśnie tą siłę należałoby nazwać świadomością lub inaczej entropią ujemną. W końcu aby posklejać rozbity kubek wymagana jest ingerencja człowieka obdarzonego świadomością. Świadomość nie jest więc tylko tym czym nam się wydaję, że jest czyli tworem naszych umysłów. Entropia ujemna istniała już zanim powstały pierwsze zalążki mózgów u organizmów żywych. Istnieje również inna nazwa dla świadomości czyli siły odpowiedzialnej za kreacje a mianowicie Duch Święty. Jak było wspomniane we wcześniejszym poście Duch Święty jest formą promieniowania, a cząsteczki składające się na to promieniowanie we współczesnej nauce nazywane są Neutrinami Solarnymi. Tak jak sama nazwa wskazuje głównym źródłem świadomości w naszym układzie słonecznym jest Słońce. Chyba ma to sens. Bez słońca nie byłoby życia, a na pewno każdy z nas lubi przebywać na słońcu. Mam nadzieję że spotkaliście się Państwo z pojęciem aura ludzka. Na pewno każdy użył kiedyś terminu "otacza cię pozytywna aura". Pojęcie to nie jest tylko pojęciem abstrakcyjnym lecz oznacza również pewną niewidoczną otoczkę wokół ciała człowieka składającą się między innymi z Neutrin. Wróćmy jednak do terminu przypadek. W moich rozważaniach na ten temat doszedłem do ciekawych wniosków. Zaobserwowałem mianowicie, że NAWET CHAOS TWORZY SIĘ WEDŁUG OKRESLONEGO PORZĄDKU. Istnieje matematyczny opis procesu tworzenia się chaosu, a nazywany jest rachunkiem prawdopodobieństwa. Pytanie teraz brzmi czy w sposób techniczny kierując strumień neutrin o odpowiedniej gęstości na określony obszar, można by na tym obszarze wpływać na rozkład prawdopodobieństwa na poziomie kwantowym? Czy można by stworzyć urządzenie, które pozwoliło by na określenie wyników losowania maszyny losującej zgodnych z ludzką wolą? Odpowiedź nasuwa się sama. Chyba zdajecie sobie Państwo sprawę z tego, kto byłby najbardziej zainteresowany i kto miałby największe możliwości opracowania takiego urządzenia? Oczywiście światowe elity, masoni, czy jak ich tam zwał. W końcu temat neutrin a także akceleratora cząsteczek w CERN czy urządzeń typu HAARP stał się ostatnio dość popularny w świecie nauki. Nasi pasterze chcą mieć nad nami po prostu większa kontrolę wpływając nawet na nasz los. To ONI w dużym stopniu tworzą naszą rzeczywistość i to w sensie dosłownym. To ONI aranżują namacalne zdarzenia wokół nas. Chyba dostrzegacie Państwo analogię do Filmu Matrix, gdzie rzeczywistość była sztuczną symulacją? Rozumiecie Państwo już przesłanie jakie niósł ze sobą ten film? Powinniście sobie Państwo teraz uświadomić moją rolę do odegrania w tym całym zamieszaniu. Niczym ten filmowy NEO mam po prostu przyczynić się do zniszczenia ich systemu. Proszę zwrócić uwagę na ostatnią wypowiedź NEO w pierwszej części tego filmu, która niesie ze sobą ukryte przesłanie. Pozwolę sobie ją zacytować: "Wiem, że tam jesteście. Wyczuwam to. Wiem, że się boicie. Boicie się nas. Boicie się zmian. Nie znam przyszłości. Nie wiem jak to się skończy. Ale wiem jak to się zacznie. Zaraz odłożę telefon. A potem pokaże ludziom to co przed nimi ukrywacie. Pokaże im świat bez was. Bez zasad, kontroli, granic czy innych ograniczeń. Świat, w którym wszystko jest możliwe. Co zrobicie potem? Decyzję pozostawiam wam." Tak sie składa, że z tyłu głowy w miejscu gdzie filmowy NEO miał wtyczkę, ja mam bliznę, która rozmiarami zbliżona jest do wspomnianej wtyczki. Pochodzenie tej blizny wyjaśnię Państwu opisując historię mojego życia. Urodziłem się 21.07.1988, mogło by się wydawać, że nie ma szczęśliwszej daty narodzin. W końcu jest w niej zawarta liczba 21 czyli oczko oraz liczba 7. Niestety moje życie rozpoczęło się tragicznie gdyż po uradzeniu miałem jeden punkt Apgar w dziesięciostopniowej skali. Oznacza to że urodziłem się siny i nie oddychałem. Jedyną oznaką tego, że nadal żyje było moje ledwie bijące serce. Moja Mama nie zdążyła mi się nawet dobrze przyjrzeć gdy zabrano mnie do inkubatora. Jako noworodek miałem przetaczaną krew od mojej Mamy. Moim narodzinom towarzyszyło inne rodzinne wydarzenie. W tym samym szpitalu na innym oddziale leżał od jakiegoś czasu mój dziadek, ojciec mojego ojca, który w wyniku upadku z drabiny doznał urazu kręgosłupa. Podobno gdy dowiedział się, że ma wnuka wzruszył się bardzo. Po ośmiu dniach od narodzin przywrócono mi funkcje życiowe i rodzice mogli mnie zabrać do domu. Dwa dni potem czyli dziesięć dni po moich narodzinach mój dziadek zmarł. Pomimo kłopotliwych narodzin rozwijałem się i dorastałem. Już od najwcześniejszych lat wykazywałem zainteresowanie lotnictwem. Magia jaka otaczała samoloty budziła we mnie ogromne emocje. Z perspektywy dziecka latanie przeczyło wszelkim znanym zasadom. Jak samolot może wisieć w powietrzu skoro pod nim nic nie ma? Magia ta, oraz marzenia o karierze pilota towarzyszyła mi przez następne lata. Gdy poszedłem do szkoły w pierwszych latach mojej nauki nie byłem raczej orłem. Nauka nie szła mi najlepiej. W poczuciu zakompleksienia zawsze zazdrościłem mojej starszej siostrze jednej z najzdolniejszej uczennic w szkole a obecnie pani doktor z dziedziny genetyki. Nie poddawałem się jednak i już od czwartej klasy podstawówki zacząłem zbierać kolekcję czerwonych pasków na świadectwie co objęło również swym zasięgiem czasy gimnazjum. Pomimo sukcesów naukowych w drugiej klasie podstawówki pojawiła się pierwsza przeszkoda na mojej drodze do wymarzonej kariery pilota. Okazało się, że muszę nosić okulary. Następna przeszkoda związana była z kolejnym tragicznym wydarzeniem w moim życiu mającym miejsce 9 listopada 1999 roku. Miałem wtedy jedenaście lat gdy podczas próby przejścia przez jezdnię wychodząc ze szkolnego autobusu zostałem potrącony przez samochód. W wyniku tego zdarzenia doznałem złamania otwartego prawego podudzia, kilku złamań kości prawej dłoni a także miałem krwiaki na głowie powstałe w wyniku uderzenia o asfalt. Po wypadku lekarze straszyli moją rodzinę, że mogę nie przeżyć. Rodzice relacjonowali, że mój chrzestny gdy zobaczył mnie podłączonego do aparatury podtrzymującej życie opisał to jako obraz Z AMERIAKŃSKIEGO FILMU. Podobno w śpiączce leżałem tydzień ale mi amnezja wyżarła szesnaście dni. Na kości podudzia miałem założoną szynę stabilizującą przymocowaną siedmioma śrubami. Krwiaki natomiast okazały się na tyle nie groźnie, że obeszło się bez ingerencji chirurgicznej. Nie mniej jednak skóra w miejscu krwiaków była tak stłuczona, że powypadały mi włosy. Stąd blizna z tyłu głowy przypominająca wtyczkę jaką miał NEO. Po prawie dwóch miesiącach rodzice mogli znów odebrać mnie ze szpitala do domu, gdzie dalej byłem poddawany rehabilitacjom. W domu najserdeczniej przywitał mnie mój psiak, kundel jamnikowaty imieniem Kanis. Biedne zwierze musiało wyczuwać atmosferę panującą w domu gdyż zaraz po przywiezieniu mnie pomimo blokad stosowanych przez rodziców wbiegł do domu po czym od razu udał się do mojego pokoju prawie wskakując mi do łóżka. Po tym wypadku pamiętam ktoś nie pamiętam kto powiedział proroczo jak się okazuje, że mam misję do spełnienia w życiu gdyż dwa razy otarłem się o śmierć. Gdy leżałem w szpitalu po odzyskaniu świadomości cały czas była przymnie moja mama. Pomimo traumatycznego przeżycia, jakim było przebudzenie się jako dziecko w szpitalu pamiętam jeden bardzo pozytywny moment. To był grudniowy wieczór, wokół mojego łóżka szpitalnego zgromadziła moja cała rodzina, siostra wracająca ze szkoły już wtedy średniej, tato z pracy oraz mama, która cały czas mi towarzyszyła. Byliśmy wszyscy razem tak jak dawniej. Z perspektywy czasu uświadamiam sobie, że nawet w piekle potrafią zdarzać się pozytywne momenty. Po tym wypadku moje życie toczyło się dalej, a ja nie przestawałem marzyć o karierze pilota. W tym miejscu rozpoczyna się pewna historia, która dziwnym trafem jest bardzo zbliżona do historii pewnego chłopca a potem mężczyzny w filmie zatytułowanym Forest Gamp z Tomem Hanksem w roli głównej. Dwa lata po moim wypadku operacyjnie wyciągnięto mi z nogi szynę stabilizującą kość wraz z mocującymi ją śrubami. Młodzieńcza wiara w to, że dzięki wysiłkowi oraz pracy nad sobą nadal mam szansę zostać pilotem była dla mnie ogromną motywacją. Po pewnym czasie gdy ubytki po śrubach w kości zostały uzupełnione a noga odzyskała jako taką sprawność zacząłem biegać. Ogromną rolę w ocenie moich postępów odegrał mój wcześniej wspomniany pies. Jako mieszaniec z jamnikiem miał krótkie łapy ale mimo to bardzo chętnie towarzyszył mi podczas biegania. Na początku całą trasę biegliśmy razem. Po jakimś czasie z wiszącym językiem ukrywał się w zaroślach w połowie trasy, poczym zadowolony wybiegał z tych zarośli gdy wracałem z powrotem. Ostatecznie jednak gdy moje postępy były znaczne pamiętam ten moment kiedy rozpoczynając bieg na tej samej trasie, mój psiak również wystartował ale pobiegł w przeciwnym kierunku. Od tej pory biegać musiałem już sam. Dziś jeżdżę na rowerze, potrafię przejechać dystans rzędu dwustu kilometrów, co umożliwiło mi objechanie Dolnego Śląska, z którego pochodzę niczym Forest Gamp Ameryki wzdłuż i w szerz. Po skończeniu Gimnazjum dostałem się do elitarnego Liceum Ogolnokształcącego. Tam powoli zacząłem sobie uświadamiać mimo wszystko, że nie mam szans dostać się do lotniczej szkoły oficerskiej, o której tak naprawdę marzyłem. Po skończeniu Ogólniaka oraz zdaniu matury postanowiłem kontynuować swoją edukację na Politechnice i tam los przygotował dla mnie miłą niespodziankę. Okazało się, że na jednym z wydziałów jest kierunek lotniczy. Dzięki temu podczas studiów oprócz wiedzy teoretycznej miałem kontakt z wojskowymi samolotami służącymi jako pomoce dydaktyczne, prawie tak jak w moich marzeniach. Właśnie na studiach spotkała mnie kolejna przygoda, która trwa do dnia dzisiejszego, a której efektem jest moja próba ujawnienia się. To był luty 2010 roku. Leżąc na łóżku przed snem zadałem sobie takie pytanie: "gdy się urodziłem mogłem nie przeżyć, gdy miałem jedenaście lat wpadłem pod samochód, w tym roku (tak jak w 2010) kończę 22 lata, jakiej próbie tym razem Boże mnie poddasz?" No i poddał mnie Bóg próbie a w zasadzie nadal poddaje. Przypominam że dziś mam 33 lata - czyli lata chrystusowe. To przełomowe zdarzenie opisywane jest przez dwie prorocze historie. Pierwsza brzmi: ...zmarł na krzyżu, trzeciego dnia zmartwychwstał. Druga natomiast związana jest z pewnym ptakiem z greckiej mitologii, feniksem, który spalał się a trzeciego dnia powstawał z popiołów. Symbol krzyża oraz płonący ptak opisują katastrofę samolotu z parą prezydencką w Smoleńsku, oraz rozpoczęcie mojej przygody niedługo potem. Historię tych jedenastu lat mojego życia po katastrofie smoleńskiej opiszę Państwu w kolejnym poście. Mam nadzieję, że powoli otwierają się Państwu oczy i uświadamiacie sobie kim tak naprawdę jestem. Tak jak jest to powiedziane w wizjach rabina Kaduriego, na początku dotrę do niektórych, lecz potem usłyszy o mnie cały świat. Dlaczego tak bardzo zależy mi na ujawnieniu się? Nie dla chwały, nie po to, żeby głosić płomienne przemowy. Prowadzę zmagania z NIMI i sam już nie daję rady. Fakt mojego istnienia musi dotrzeć do Państwa świadomości muszę zaistnieć w waszych umysłach. Musicie wszyscy we mnie uwierzyć abym mógł dalej walczyć i stawiać im skuteczny opór a w przyszłości wygrać z nimi. Jeżeli będziecie Państwo śledzić kolejne posty zrozumiecie na czym polegają moja wojna. Witam Państwa myślę, że nadeszła ta chwila w historii naszej cywilizacji kiedy po latach ukrywania się musze wyjść z cienia, choć tak jak w stylu Wałęsy robie to raczej niechętnie. Wiem mianowicie co mnie czeka co zapoczątkuję, ale po prostu nie mam wyjścia. Walczyć muszę a ONI pozbawili mnie ostatnio mojego głównego oręża. O co chodzi? Sukcesywnie postaram się Państwu wyjaśnić. Być może na początku będziecie Państwo za mnie kpić, traktować mało poważnie ale uświadomicie sobie w końcu kim tak naprawdę jestem. Mam na imię Krzysztof (Krzysztof - Chrystus) mam 33 lata. Jestem Polakiem ale chyba spotkaliście się Państwo z wizjami proroków/jasnowidzów, które przewidują, że Mesjasz będzie pochodził z Polski. Dostrzegacie Państwo jakie mamy czasy. Sytuacja na świecie powoli zaczyna ocierać się o surrealizm. Wyolbrzymianie zagrożenia jakim jest jakiś tam wirus, oraz przesadna reakcja światowych władz na to zagrożenie. Podejrzewam, że nikt z Państwa tak naprawdę nie wie o co toczy się gra. Ta notka będzie wstępem do serii wpisów, w której postaram się wyjaśnić Państwu co nieco. Pierwszym problemem z jakim będę musiał się zmierzyć to moja wiarygodność. Nie chcę Państwa zniechęcać moim dziecinnym stylem wypowiedzi, ale z całego serca proszę o wyrozumiałość. Przez wiele lat nie miałem możliwości prowadzenia jakichkolwiek ambitnych dyskusji a w szczególności dyskusji na tematy zawarte w niniejszym opracowaniu, dlatego też moje umiejętności oratorskie zanikły. Wszystko oparte było na monologu, w przerwach między obowiązkami dnia codziennego, chociaż szczerze mówiąc zaistniała sytuacja zdominowała moje życie a pozostałe obowiązki stały się formą konspiracji. W świecie naukowym wypowiedzi umożliwiają klarowną współpracę między przedstawicielami różnych dyscyplin. W moim przypadku interdyscyplinarność zamykała się w obrębie jednego umysłu. Przez te wszystkie lata musiałem trzymać "buzie na kudkę", a jakiekolwiek wypowiedzi wiązały się ze lękiem przed krytyką. Lęk ten blokuje człowieka, sprawia, że podczas formułowania zdań nie jest w stanie dobrać odpowiednich słów, odpowiednich zwrotów, po prostu nie może się swobodnie wypowiadać. Mimo tego pragnę wyrazić to wszystko czego się dowiedziałem, co zaobserwowałem, czego dokonałem, a z Państwa strony proszę o skupieniu się na treści a nie na formie wypowiedzi. Niniejszą notkę pragnę poświęcić objaśnieniu fundamentów sytuacji w której się znalazłem, niewiarygodnych zjawisk jakie towarzyszyły mi przez te wszystkie lata. Opiszę następnie Państwu historię mojego życia oraz zestawie ją z tym co jest napisane w Piśmie Świętym. Biblia w dużym stopniu napisana jest językiem metaforycznym, a w jej treści zawarty jest fenomen jakim są proroctwa czyli wizje przyszłości. Podstawowe pytanie jednak brzmi czy proroctwa mogą być wiarygodne? Dziedziną życia, która potwierdza lub odrzuca wiarygodność postawionych tez jest nauka. Zgodnie z dostępną nam wiedzą nie mamy naukowych podstaw do tego aby uznać proroctwa czyli wizje przyszłości za wiarygodne. Niby jaki mechanizm miałby odpowiadać za pozyskanie informacji opisujących przyszłość? A może ta wiedza jest przed nami skrywana? Może wiedza zawarta w podręcznikach naukowych jest nie tyle kłamstwem co jest po prostu niedopowiedziana? Pewien doktor z czasów moich studiów powiedział, że naukowcy w zdecydowanej większości nie są geniuszami lecz rzemieślnikami, po prostu operują narzędziami jakie im się zapewni. Korzystają z wiedzy a nie z wyobraźni, a jak powiedział Einstein wyobraźnia ma przewagę nad wiedzą gdyż jest nieograniczona. Musicie Państwo wiedzieć, że podobnie jak w przypadku fal radiowych operujących w przestrzeni trójwymiarowej, istnieje pewien rodzaj promieniowania, którego jedną z cech jest możliwość rozchodzenia się w przestrzeni czterowymiarowej, czyli poszerzonej o wymiar czasu. Promieniowanie to w Piśmie Świętym opisane jest jako mityczny DUCH ŚWIĘTY. Istnieje również naukowe określenie dla tego rodzaju promieniowania, lub jak kto woli cząstek składających się na to promieniowanie, z którym na pewno Państwo się spotkali. Są to po prostu oficjalnie nie do końca poznane Neutrina Solarne. Jest to potężne narzędzie, którego opis będzie bardzo istotny w dalszej części moich notek. Opiszę Państwu możliwości jakie daje Duch Święty, jego wpływ na ludzki organizm, na ludzką świadomość, główne źródło tego promieniowania ale przede wszystkim udowodnię, że właśnie ten rodzaj promieniowania jest głównym zmartwieniem światowych elit. Wróćmy jednak do możliwości rozchodzenia się Ducha Świętego wzdłuż linii czasu. Cecha ta pozwala na przekazywanie informacji między przeszłością a przyszłością, a ponieważ promieniowanie to oddziałuje również na układ nerwowy człowieka niczym na odbiornik radiowy stąd prorocze wizje. Istnieją pewne tajne organizacje wśród światowych elit, które dysponują szerszą wiedzą na temat otaczającej nas rzeczywistości przez co doskonale zdają sobie sprawę ze znaczenia fenomenu proroctw. W Biblii opisywani są jako źli pasterze, którzy trzymają w niewiedzy swoją trzódkę. Opis ten kończy się jednak decyzja Gospodarza o "zmianach na stanowisku" pasterzy. Wiele proroctw przewiduje nadejście końca świata jaki znamy, katastrofy z tym związane ale także ujawnienie się pewnej osoby, która jak się okaże będzie miała znaczny wpływ na to co się wydarzy. W Piśmie Świętym wydarzenie to nazywane jest Paruzją czyli powtórnym przyjściem Chrystusa (Krzysztofa). Proszę zwrócić uwagę na to, że temat końca świata w popkulturze ostatnich lat stał się dość popularny. Czy aby na pewno jest to przypadek? A może Ci co dużo wiedzą czują pismo nosem i chcą coś w ten sposób zakomunikować? Niewiedzą tylko kiedy, tak jak jest to napisane w Biblii nie znają Dnia ani Godziny? Tak naprawdę to nasi "Pasterze" maję spore zmartwienie a obecną sytuację porównałbym do pękniętej tamy, która lada chwila może zostać przerwana. Stąd ich nerwowe posunięcia, które mają na celu utrzymania "tamy". W dalszej części moich notek postaram się Państwu wyjaśnić o co chodzi. Jaką rolę ja odgrywam w tej całej sytuacji? Jak się okazuje sporą. Zachęcam Państwa do zapoznania się z opisem głównych bohaterów amerykańskich komiksów Spiderman czy Superman. Na co dzień nieudacznicy, zmagający się z problemami życia codziennego prowadzący jednak jak się okazuje podwójne życie. W ukryciu przed światem zewnętrznym stają się superbohaterami, którzy dzięki swoim wyjątkowym umiejętnością w pojedynkę walczą o lepszy świat. Temat podwójnego życia poruszony jest również w kultowym filmie zatytułowanym Matrix. Główny bohater Matrixa NEO, nazywany również wybrańcem, zanim odkrył prawdziwą naturę swojej rzeczywistości pracował w firmie informatycznej, jednak poza godzinami pracy był hakerem ściganym przez służby specjalne. Dlaczego tak istotną rolę odgrywa popkultura? A może scenariusze do wielu amerykańskich filmów wzorowane są na życiu pewnej osoby, która żyje obecnie, a która dzięki proroctwom czyli wiedzy o przyszłości wpływała na losy obecnej cywilizacji nawet przed swoimi narodzinami? Może nieudacznik przedstawiany w wielu głównie amerykańskich produkcjach filmowych faktycznie kroczy po tym świecie, jeździ samochodem oraz chodzi do pracy, w której musi zmagać się z swoją fajtłapowatością a co za tym idzie krytyczną oceną przełożonych? Po godzinach pracy jednak, kiedy nasz ciamajda nie musi już skupiać całej swojej uwagi na swoich często kontrowersyjnie wykonywanych obowiązkach (przynajmniej w ocenie swoich przełożonych) , jego umysł zostaje zaangażowany w rozwikłanie problemu, który swym zasięgiem obejmuje całą ludzkość. Opis, życia tej osoby w ten sposób nie jest niczym nowym. Ludzie, którzy stoją za ukrytym przesłaniem w całej popkulturze, są spadkobiercami należących do tajnych organizacji rzeźbiarzy, malarzy oraz pozostałych artystów w całej historii Chrześcijaństwa. Problem ukrytego przekazu jakie niosie ze sobą twórczość przede wszystkim renesansowych artystów doskonale opisany jest w książce Dana Browna pod tytułem "Kod Leonarda da Vinci". I tutaj proszę Państwa muszę przyznać, że książkę tą nie tyle przeczytałem kilka razy co ją przestudiowałem. Skąd nagle takie zainteresowanie umysłu ścisłego, osoby z wykształceniem wyższym technicznym historią sztuki? Dodam tylko, że jak wielu wyżej wymienionych bohaterów jestem singlem. Po prostu szukałem odpowiedzi na jedno z pytań postawionych w tej książce. Czy je znalazłem? Szczerze mówiąc mógłbym ponownie zastosować technikę Wałęsy ale tym razem jednak się trochę ograniczę. Są to informacje, które dotyczą mojego prawdopodobnie przyszłego prywatnego życia, z którymi nie bardzo chciałbym się dzielić. Powiem tylko tyle, że pod wpływem tej książki zacząłem skrupulatnie studiować dzieła między innymi renesansowych artystów, użyłem również wszelkich dostępnych źródeł informacji łącznie z portalami społecznymi. I mogło by się wydawać, że to tylko kwestia czasu... ale to było lata temu. Z perspektywy czasu czuję się jak ten osioł, który ciągnie wóz widząc przed sobą marchewkę wiszącą na kiju w nadziei, że Ją w końcu dosięgnie. A tymczasem zamiast obiecanej marchewki nauczyłem się czytać symbole masońskie oraz ich przekaz, tak jakbym miał tego dokonać a nabyta umiejętność miałaby mi sie przydać w przyszłości do innych celów. Studiując malarstwo głównie renesansowe byłem w stanie wyciągnąć wiele wniosków. Uświadomiłem sobie symbolikę chrześcijańską, której przykładem jest znaczenie klasycznego przedstawienia madonny z dzieckiem. Na wielu z tych obrazach przed siedzącą kobietą trzymającą dziecko na kolanach klęczy mężczyzna... Obrazem, który był obiektem najczęstszych moich analiz stało się jednak dzieło Hansa Memlinga "Sąd ostateczny" znajdujący się u nas w Gdańsku. Być może uda mi się w kolejnych moich notkach opisać przesłanie jakie niesie dla ludzkości ten obraz a jakie udało mi się odczytać. Tymczasem jeżeli będą Państwo mieli możliwość obejrzenia tego obrazu proszę zwrócić uwagę na pewną postać z charakterystyczną fryzurą... Rozpisałem się trochę i chyba czas najwyższy kończyć moje wypociny. Miałem co prawda zestawić historię mojego całego życia od początku z opisami między innymi w Biblii, ale potrzymam Państwa trochę w napięciu do następnej mojej notki. Tymczasem na zakończenie chciałbym zacytować wypowiedź jednego z najbardziej szanowanych izraelskich rabinów a mianowicie Jicchaka Kaduriego opisującego przyjście mesjasza: „Czy uwierzymy w Mesjasza od razu?” – pyta się rabin Yitzhak Kaduri. „Nie, na początku niektórzy z nas uwierzą w Niego, inni jednak nie. Łatwiej będzie uwierzyć w Niego i podążyć za Nim ludziom nie-religijnym niż ortodoksyjnym. […] Trudno będzie uwierzyć i zrozumieć Mesjasza nawet wielu dobrym ludziom. Przywództwo Mesjasza, który przychodzi w ciele i krwi, jest trudne do zaakceptowania dla wielu. Jako przywódca, Mesjasz nie będzie piastował żadnych stanowisk, ale będzie pomiędzy ludźmi, jak również będzie korzystał z mediów do komunikowania się. Jego panowanie będzie czyste i pozbawione osobistych i politycznych celów. Podczas swego Królestwa, panowały będą tylko Sprawiedliwość i Prawda.” Rabin Kaduri stwierdza dalej, że “Objawienie Mesjasza przyjdzie w dwóch fazach: w pierwszej będzie potwierdzał swoją pozycję jako Mesjasz, jakkolwiek nie ujawni się. Potem ujawni się niektórym Żydom, niekoniecznie tym uczonym w Piśmie [Torze]. Ujawni się nawet ludziom prostym. Dopiero wtedy ujawni się On całemu narodowi, a ludzie będą dziwili się: ‘Czy to jest ten Mesjasz?’ Wielu będzie znało Jego Imię, lecz nie będzie wierzyło, że ten właśnie jest Mesjaszem”. Witam Państwa ponownie. Już na samym wstępie chciałem znów przeprosić za mój styl wypowiedzi. Przyczyna troski o jakość mojego przekazu wyjaśniona jest w części pierwszej. W pierwszym moim poście tak jak na związek mojej osoby z Pismem Świętym przystało poruszyłem temat Ducha Świętego. Poznaliście Państwo również z grubsza mechanizm odpowiedzialny za fenomen proroctw. Tym razem chciałbym przedstawić historię mojego życia oraz uświadomić Państwu, że tak naprawdę nie ma przypadków. Przypadek, chaos, bałagan, entropia są to synonimy tego samego pojęcia, a mianowicie kierunku zjawisk spontanicznych jakie zachodzą w przyrodzie. Brzmi topornie ale chyba jesteście Państwo w stanie zrozumieć o co chodzi. Mowa jest oczywiście o zjawisku degradacji stanu pierwotnego zachodzącą w czasie. Jest to fundamentalna i mogłoby się wydawać nieodwracalna cecha naszej rzeczywistości, którą każdy jest w stanie zaobserwować. W końcu nikt jeszcze nie był świadkiem aby rozbity kubek samoistnie się scalił. Dlaczego jednak muszą to być zjawiska spontaniczne, czyli nieświadome tak jak bez udziału świadomości w jakiejkolwiek postaci? Aby odpowiedzieć na to pytanie musze Państwu wyjaśnić najpierw czym jest świadomość. Według dostępnej nam wiedzy świadomość jest wypadkową procesów neurochemicznych zachodzących w mózgu. Nasz mózg jest bardzo złożonym i wciąż nie do końca poznanym organem. Odkrycia naukowe dowodzą, że powstał on w wyniku ewolucji trwającej miliardy lat a zapoczątkowanej przez organizmy jednokomórkowe. Zanim jednak powstały te organizmy jednokomórkowe musiał powstać nasz Wszechświat. I znów współczesna nauka dowodzi, że nasz Wszechświat powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu. Czym z kolei jest Wielki Wybuch? Jak sama nazwa wskazuje jest eksplozją o niewyobrażalnej skali, która już na samym początku była jednym wielkim chaosem. Przypomnijmy teraz naturę naszej rzeczywistości a mianowicie przechodzenie w czasie od stanu bardziej do mniej uporządkowanego, czyli w gruncie rzeczy do chaosu. Chyba oczywiste jest, że na twarzach wielu astrofizyków, ale również ewolucjonistów powinny w tym momencie pojawić się rumieńce. Jak cokolwiek mogło wyewoluować z chaosu skoro wzrost chaosu w czasie jest fundamentalną cechą naszej rzeczywistości? W tym miejscu należy wprowadzić pojęcie będące przeciwieństwem chaosu a mianowicie porządek. Aby z tego pierwotnego chaosu zaistniałego na samym początku naszego wszechświata mogło cokolwiek wyewoluować musiał zajść proces porządkowania, tworzenia, kreacji. Wynika z tego, że za porządek musi odpowiadać siła, której kierunek jest przeciwny do naturalnych procesów. To właśnie tą siłę należałoby nazwać świadomością lub inaczej entropią ujemną. W końcu aby posklejać rozbity kubek wymagana jest ingerencja człowieka obdarzonego świadomością. Świadomość nie jest więc tylko tym czym nam się wydaję, że jest czyli tworem naszych umysłów. Entropia ujemna istniała już zanim powstały pierwsze zalążki mózgów u organizmów żywych. Istnieje również inna nazwa dla świadomości czyli siły odpowiedzialnej za kreacje a mianowicie Duch Święty. Jak było wspomniane we wcześniejszym poście Duch Święty jest formą promieniowania, a cząsteczki składające się na to promieniowanie we współczesnej nauce nazywane są Neutrinami Solarnymi. Tak jak sama nazwa wskazuje głównym źródłem świadomości w naszym układzie słonecznym jest Słońce. Chyba ma to sens. Bez słońca nie byłoby życia, a na pewno każdy z nas lubi przebywać na słońcu. Mam nadzieję że spotkaliście się Państwo z pojęciem aura ludzka. Na pewno każdy użył kiedyś terminu "otacza cię pozytywna aura". Pojęcie to nie jest tylko pojęciem abstrakcyjnym lecz oznacza również pewną niewidoczną otoczkę wokół ciała człowieka składającą się między innymi z Neutrin. Wróćmy jednak do terminu przypadek. W moich rozważaniach na ten temat doszedłem do ciekawych wniosków. Zaobserwowałem mianowicie, że NAWET CHAOS TWORZY SIĘ WEDŁUG OKRESLONEGO PORZĄDKU. Istnieje matematyczny opis procesu tworzenia się chaosu, a nazywany jest rachunkiem prawdopodobieństwa. Pytanie teraz brzmi czy w sposób techniczny kierując strumień neutrin o odpowiedniej gęstości na określony obszar, można by na tym obszarze wpływać na rozkład prawdopodobieństwa na poziomie kwantowym? Czy można by stworzyć urządzenie, które pozwoliło by na określenie wyników losowania maszyny losującej zgodnych z ludzką wolą? Odpowiedź nasuwa się sama. Chyba zdajecie sobie Państwo sprawę z tego, kto byłby najbardziej zainteresowany i kto miałby największe możliwości opracowania takiego urządzenia? Oczywiście światowe elity, masoni, czy jak ich tam zwał. W końcu temat neutrin a także akceleratora cząsteczek w CERN czy urządzeń typu HAARP stał się ostatnio dość popularny w świecie nauki. Nasi pasterze chcą mieć nad nami po prostu większa kontrolę wpływając nawet na nasz los. To ONI w dużym stopniu tworzą naszą rzeczywistość i to w sensie dosłownym. To ONI aranżują namacalne zdarzenia wokół nas. Chyba dostrzegacie Państwo analogię do Filmu Matrix, gdzie rzeczywistość była sztuczną symulacją? Rozumiecie Państwo już przesłanie jakie niósł ze sobą ten film? Powinniście sobie Państwo teraz uświadomić moją rolę do odegrania w tym całym zamieszaniu. Niczym ten filmowy NEO mam po prostu przyczynić się do zniszczenia ich systemu. Proszę zwrócić uwagę na ostatnią wypowiedź NEO w pierwszej części tego filmu, która niesie ze sobą ukryte przesłanie. Pozwolę sobie ją zacytować: "Wiem, że tam jesteście. Wyczuwam to. Wiem, że się boicie. Boicie się nas. Boicie się zmian. Nie znam przyszłości. Nie wiem jak to się skończy. Ale wiem jak to się zacznie. Zaraz odłożę telefon. A potem pokaże ludziom to co przed nimi ukrywacie. Pokaże im świat bez was. Bez zasad, kontroli, granic czy innych ograniczeń. Świat, w którym wszystko jest możliwe. Co zrobicie potem? Decyzję pozostawiam wam." Tak sie składa, że z tyłu głowy w miejscu gdzie filmowy NEO miał wtyczkę, ja mam bliznę, która rozmiarami zbliżona jest do wspomnianej wtyczki. Pochodzenie tej blizny wyjaśnię Państwu opisując historię mojego życia. Urodziłem się 21.07.1988, mogło by się wydawać, że nie ma szczęśliwszej daty narodzin. W końcu jest w niej zawarta liczba 21 czyli oczko oraz liczba 7. Niestety moje życie rozpoczęło się tragicznie gdyż po uradzeniu miałem jeden punkt Apgar w dziesięciostopniowej skali. Oznacza to że urodziłem się siny i nie oddychałem. Jedyną oznaką tego, że nadal żyje było moje ledwie bijące serce. Moja Mama nie zdążyła mi się nawet dobrze przyjrzeć gdy zabrano mnie do inkubatora. Jako noworodek miałem przetaczaną krew od mojej Mamy. Moim narodzinom towarzyszyło inne rodzinne wydarzenie. W tym samym szpitalu na innym oddziale leżał od jakiegoś czasu mój dziadek, ojciec mojego ojca, który w wyniku upadku z drabiny doznał urazu kręgosłupa. Podobno gdy dowiedział się, że ma wnuka wzruszył się bardzo. Po ośmiu dniach od narodzin przywrócono mi funkcje życiowe i rodzice mogli mnie zabrać do domu. Dwa dni potem czyli dziesięć dni po moich narodzinach mój dziadek zmarł. Pomimo kłopotliwych narodzin rozwijałem się i dorastałem. Już od najwcześniejszych lat wykazywałem zainteresowanie lotnictwem. Magia jaka otaczała samoloty budziła we mnie ogromne emocje. Z perspektywy dziecka latanie przeczyło wszelkim znanym zasadom. Jak samolot może wisieć w powietrzu skoro pod nim nic nie ma? Magia ta, oraz marzenia o karierze pilota towarzyszyła mi przez następne lata. Gdy poszedłem do szkoły w pierwszych latach mojej nauki nie byłem raczej orłem. Nauka nie szła mi najlepiej. W poczuciu zakompleksienia zawsze zazdrościłem mojej starszej siostrze jednej z najzdolniejszej uczennic w szkole a obecnie pani doktor z dziedziny genetyki. Nie poddawałem się jednak i już od czwartej klasy podstawówki zacząłem zbierać kolekcję czerwonych pasków na świadectwie co objęło również swym zasięgiem czasy gimnazjum. Pomimo sukcesów naukowych w drugiej klasie podstawówki pojawiła się pierwsza przeszkoda na mojej drodze do wymarzonej kariery pilota. Okazało się, że muszę nosić okulary. Następna przeszkoda związana była z kolejnym tragicznym wydarzeniem w moim życiu mającym miejsce 9 listopada 1999 roku. Miałem wtedy jedenaście lat gdy podczas próby przejścia przez jezdnię wychodząc ze szkolnego autobusu zostałem potrącony przez samochód. W wyniku tego zdarzenia doznałem złamania otwartego prawego podudzia, kilku złamań kości prawej dłoni a także miałem krwiaki na głowie powstałe w wyniku uderzenia o asfalt. Po wypadku lekarze straszyli moją rodzinę, że mogę nie przeżyć. Rodzice relacjonowali, że mój chrzestny gdy zobaczył mnie podłączonego do aparatury podtrzymującej życie opisał to jako obraz Z AMERIAKŃSKIEGO FILMU. Podobno w śpiączce leżałem tydzień ale mi amnezja wyżarła szesnaście dni. Na kości podudzia miałem założoną szynę stabilizującą przymocowaną siedmioma śrubami. Krwiaki natomiast okazały się na tyle nie groźnie, że obeszło się bez ingerencji chirurgicznej. Nie mniej jednak skóra w miejscu krwiaków była tak stłuczona, że powypadały mi włosy. Stąd blizna z tyłu głowy przypominająca wtyczkę jaką miał NEO. Po prawie dwóch miesiącach rodzice mogli znów odebrać mnie ze szpitala do domu, gdzie dalej byłem poddawany rehabilitacjom. W domu najserdeczniej przywitał mnie mój psiak, kundel jamnikowaty imieniem Kanis. Biedne zwierze musiało wyczuwać atmosferę panującą w domu gdyż zaraz po przywiezieniu mnie pomimo blokad stosowanych przez rodziców wbiegł do domu po czym od razu udał się do mojego pokoju prawie wskakując mi do łóżka. Po tym wypadku pamiętam ktoś nie pamiętam kto powiedział proroczo jak się okazuje, że mam misję do spełnienia w życiu gdyż dwa razy otarłem się o śmierć. Gdy leżałem w szpitalu po odzyskaniu świadomości cały czas była przymnie moja mama. Pomimo traumatycznego przeżycia, jakim było przebudzenie się jako dziecko w szpitalu pamiętam jeden bardzo pozytywny moment. To był grudniowy wieczór, wokół mojego łóżka szpitalnego zgromadziła moja cała rodzina, siostra wracająca ze szkoły już wtedy średniej, tato z pracy oraz mama, która cały czas mi towarzyszyła. Byliśmy wszyscy razem tak jak dawniej. Z perspektywy czasu uświadamiam sobie, że nawet w piekle potrafią zdarzać się pozytywne momenty. Po tym wypadku moje życie toczyło się dalej, a ja nie przestawałem marzyć o karierze pilota. W tym miejscu rozpoczyna się pewna historia, która dziwnym trafem jest bardzo zbliżona do historii pewnego chłopca a potem mężczyzny w filmie zatytułowanym Forest Gamp z Tomem Hanksem w roli głównej. Dwa lata po moim wypadku operacyjnie wyciągnięto mi z nogi szynę stabilizującą kość wraz z mocującymi ją śrubami. Młodzieńcza wiara w to, że dzięki wysiłkowi oraz pracy nad sobą nadal mam szansę zostać pilotem była dla mnie ogromną motywacją. Po pewnym czasie gdy ubytki po śrubach w kości zostały uzupełnione a noga odzyskała jako taką sprawność zacząłem biegać. Ogromną rolę w ocenie moich postępów odegrał mój wcześniej wspomniany pies. Jako mieszaniec z jamnikiem miał krótkie łapy ale mimo to bardzo chętnie towarzyszył mi podczas biegania. Na początku całą trasę biegliśmy razem. Po jakimś czasie z wiszącym językiem ukrywał się w zaroślach w połowie trasy, poczym zadowolony wybiegał z tych zarośli gdy wracałem z powrotem. Ostatecznie jednak gdy moje postępy były znaczne pamiętam ten moment kiedy rozpoczynając bieg na tej samej trasie, mój psiak również wystartował ale pobiegł w przeciwnym kierunku. Od tej pory biegać musiałem już sam. Dziś jeżdżę na rowerze, potrafię przejechać dystans rzędu dwustu kilometrów, co umożliwiło mi objechanie Dolnego Śląska, z którego pochodzę niczym Forest Gamp Ameryki wzdłuż i w szerz. Po skończeniu Gimnazjum dostałem się do elitarnego Liceum Ogolnokształcącego. Tam powoli zacząłem sobie uświadamiać mimo wszystko, że nie mam szans dostać się do lotniczej szkoły oficerskiej, o której tak naprawdę marzyłem. Po skończeniu Ogólniaka oraz zdaniu matury postanowiłem kontynuować swoją edukację na Politechnice i tam los przygotował dla mnie miłą niespodziankę. Okazało się, że na jednym z wydziałów jest kierunek lotniczy. Dzięki temu podczas studiów oprócz wiedzy teoretycznej miałem kontakt z wojskowymi samolotami służącymi jako pomoce dydaktyczne, prawie tak jak w moich marzeniach. Właśnie na studiach spotkała mnie kolejna przygoda, która trwa do dnia dzisiejszego, a której efektem jest moja próba ujawnienia się. To był luty 2010 roku. Leżąc na łóżku przed snem zadałem sobie takie pytanie: "gdy się urodziłem mogłem nie przeżyć, gdy miałem jedenaście lat wpadłem pod samochód, w tym roku (tak jak w 2010) kończę 22 lata, jakiej próbie tym razem Boże mnie poddasz?" No i poddał mnie Bóg próbie a w zasadzie nadal poddaje. Przypominam że dziś mam 33 lata - czyli lata chrystusowe. To przełomowe zdarzenie opisywane jest przez dwie prorocze historie. Pierwsza brzmi: ...zmarł na krzyżu, trzeciego dnia zmartwychwstał. Druga natomiast związana jest z pewnym ptakiem z greckiej mitologii, feniksem, który spalał się a trzeciego dnia powstawał z popiołów. Symbol krzyża oraz płonący ptak opisują katastrofę samolotu z parą prezydencką w Smoleńsku, oraz rozpoczęcie mojej przygody niedługo potem. Historię tych jedenastu lat mojego życia po katastrofie smoleńskiej opiszę Państwu w kolejnym poście. Mam nadzieję, że powoli otwierają się Państwu oczy i uświadamiacie sobie kim tak naprawdę jestem. Tak jak jest to powiedziane w wizjach rabina Kaduriego, na początku dotrę do niektórych, lecz potem usłyszy o mnie cały świat. Dlaczego tak bardzo zależy mi na ujawnieniu się? Nie dla chwały, nie po to, żeby głosić płomienne przemowy. Prowadzę zmagania z NIMI i sam już nie daję rady. Fakt mojego istnienia musi dotrzeć do Państwa świadomości muszę zaistnieć w waszych umysłach. Musicie wszyscy we mnie uwierzyć abym mógł dalej walczyć i stawiać im skuteczny opór a w przyszłości wygrać z nimi. Jeżeli będziecie Państwo śledzić kolejne posty zrozumiecie na czym polegają moja wojna.

Portret użytkownika Mojeimię44

Największą tajemicą tego

Największą tajemicą tego świata jest energia magnetyczna. Wszyscy powinniśmy mieć w domach generatory magnetyczne już dawno ale, że przemysł energetyczny się rządzi swoimi prawami to niestety ciągle jest to ukrywane. Górnicy powinni znaleźć pracę w zakładach produkujących generatory magnetyczne i wszyscy by byli szczęśliwi. Co więcej samochody też powinny jeździć na silniki magnetyczne. Więc dlaczego tak nie jest? Spytajcie magnatów energetycznych. Kłamstwo, kłamstwem prawdę zakrywa. Wolna energia jest pomijana i jeszcze ze 100 lat będzie. Polska może być pierwsza w energii magnetycznej ale chodzimy jak posłuszne pieski wszystkich tylko nie interesu narodowego. 

https://youtu.be/PHBaVbO8zhw

https://youtu.be/92nsAaMvQcs

https://youtu.be/TYhJwF-H3sY

Ważne, że na wikipedia jest napisane, że się nie da i wszyscy mówią, że nie ma energii magnetycznej.  Hahaha wielkie korporacje energetyczne ludziom sieczkę z mózgu robią. Produkcja paneli słonecznych jest tak ekologiczna, że zesrać można się ze śmiechu. 

Strony

Skomentuj