Iran - ropa naftowa i geopolityka część 3

Kategorie: 

Źródło: Kadr z Youtube

Historia irańskiego programu nuklearnego sięga początku lat 70-tych. Przez pierwsze kilkanaście lat swoich rządów szach nie wyrażał zainteresowania wykorzystywaniem energii atomowej. Zmienił jednak zdanie i w 1974 roku powołał do życia Irańską Organizację Energii Atomowej, która zakładała budowę 20 reaktorów. Plany nuklearyzacji Iranu popierała Francja oraz Republika Federalna Niemiec, które to podpisały kontrakty na budowę reaktorów. Pomysł spodobał się również Amerykanom, którzy z kolei doprowadzili do podpisania dwustronnej umowy o wartości 15 mld dolarów, na mocy której Iran zakupić miał od Stanów Zjednoczonych 8 reaktorów. Ważną rolę w podpisaniu umowy miał wcześniej wspomniany już Henry Kissinger, który to sprawował wówczas funkcję sekretarza stanu.

Kolejna amerykańska administracja była jednak bardziej sceptyczna w kwestii posiadania przez Iran własnego programu nuklearnego, gdyż prezydent Jimmy Carter kładł duży nacisk na promowanie zakazu proliferacji broni atomowej.

W roku 1974 niemiecki koncern Siemens rozpoczął budowę dwóch reaktorów atomowych w Buszerze. Technologię nuklearną chciał Irańczykom ofiarować również Izrael, jednak szach z tej propozycji nie skorzystał. Wraz z wybuchem islamskiej rewolucji irański program nuklearny został zatrzymany. "Odkurzono" go dopiero na początku lat 90-tych. Ponieważ Niemcy tym razem odmówili Irańczykom, Ci poprosili o pomoc upadające Imperium Sowieckie. Było to dla nich bardzo korzystne finansowo rozwiązanie, gdyż wobec erozji systemu komunistycznego można było "kupić" radzieckich naukowców z dziedziny atomistyki nawet za 1000 dolarów miesięcznie.

Po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej Irańczycy zasięgiem swoich poszukiwań objęli również podupadający Irak Saddama Husseina, w którym również roiło się od naukowców zdolnych do prac przy wykorzystaniu energii atomowej (iracki program nuklearny został powstrzymany przez Izrael w 1981 roku, kiedy to izraelskie bombowce zaatakowały iracki reaktor Osirak, natomiast całkowitego zniszczenia dokonała armia Stanów Zjednoczonych w trakcie wojny w zatoce).

W 1992 roku inspektorzy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej odkryli w Iranie ogromne zapasy uranu. Zarzucili również Teheranowi szkolenie naukowców w rosyjskich laboratoriach (z wydatną pomocą Korei Północnej) mające na celu budowę irańskiego programu rakietowego (irańskie Shababy oparte są na bazie północnokoreańskich Taep'o dongów). Izraelskie służby (konkretnie Mossad) oskarżyły o pomoc w tworzeniu irańskich rakiet dwa rosyjskie przedsiębiorstwa. Izraelczycy obawiali się irańskiego programu jądrowego, który w połączeniu z programem rakiet średniego i dalekiego zasięgu mógł stanowić zagrożenie dla ich kraju. Sami z resztą mieli doświadczenie w ukrywaniu przed inspekcjami MAEA działań zmierzających do wykorzystania energii jądrowej w celach militarnych. W latach 60-tych bardzo sprytnie oszukiwali wizytacje agencji w nuklearnym ośrodku w Dimonie, wpuszczając kontrolerów jedynie na wyższe kondygnacje podziemnej instalacji, podczas gdy główne prace nad budową izraelskiej bomby odbywały się na kondygnacjach niższych.

Rosjanie nie zabrali jednoznacznego stanowiska w kwestii irańskiej energii atomowej. Jak już to bywa w rosyjskiej polityce okresu postradzieckiego, ścierają się w niej ze sobą różne frakcje, które mają zgoła odmienne interesy i wizje budowy relacji międzynarodowych. Jesienią 1994 roku wysoki rangą izraelski dyplomata, urzędujący w moskiewskiej ambasadzie otrzymał od rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (wywiad cywilny) raport, z którego wynikało, że wysocy urzędnicy Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, w zamian za łapówki, zobowiązali się dostarczyć Iranowi wirówki przeznaczone do wzbogacania uranu, nie informując o tym nikogo w rządzie. Zdemaskowanie tych działań było możliwe jedynie dzięki oficerowi rosyjskiego wywiadu, który miał bardzo dobre rozeznanie wśród irańskich elit.

Po wyjściu na jaw owej afery kremlowskie władze nie ukrywały swojej dezaprobaty wobec działań wojskowych urzędników. W trakcie rozmowy z Billem Clintonem, Borys Jelcyn wyjaśnił tą sytuację oraz "wyrzucił do kosza" ów projekt. Jednak zarówno izraelskie jak i amerykańskie tajne służby traciły zaufanie do Rosji w kwestii irańskiego programu nuklearnego.

Rosja nie była jedynym krajem, który pomagał Iranowi w jego programie nuklearnym. Abdul Kadir Khan, pakistański naukowiec, który w latach 70-tych pracował w holenderskim ośrodku badań naukowych w Almelo, sprzedał swoją wiedzę praktyczną, dotyczącą kwestii nuklearnych nie tylko Iranowi ale również Libii oraz Korei Północnej. Było to możliwe w dużej mierze dzięki wykradnięciu z holenderskiej placówki dokumentacji potrzebnej do skonstruowania reaktora na paliwo uranowe. Zakupu planów reaktora dokonał Masud Naragi, bliski współpracownik prezydenta Iranu Rafsandżaniego.

Aby zdobyć dowody na irańską aktywność atomową, izraelskie tajne służby wysłały w 1996 do Iranu dwóch szpiegów przebranych za turystów, którzy przywieźli do Izraela próbki ziemi ukryte w butach. Wyniki badań potwierdziły irańską aktywność atomową, jednak nie musiało świadczyć to o wykorzystywaniu energii jądrowej do celów militarnych. Dopiero na początku XXI wieku, kiedy to szefem Mossadu został Meir Dagan, Izraelczycy zaczęli zwiększać swoje możliwości zwalczania irańskich działań w sferze "militaryzacji" atomu. To jednak  tylko czysta teoria, gdyż Izrael już 20 lat wcześniej rysował plany przekształcenia Bliskiego Wschodu w kształt dla siebie najbardziej korzystny.

Jedną z konsekwencji irańskiej rewolucji islamskiej z roku 1979 było przejęcie przez Irańczyków tajnego raportu CIA o nazwie "Izrael: Wywiad Zagraniczny i Przegląd Służb Bezpieczeństwa" w którym to na 47 stronach opisano strukturę izraelskich służb specjalnych oraz m.in. ilość agentów, jakimi dysponuje każda z nich, zarówno wywiad zagraniczny - Mossad, służba bezpieczeństwa wewnętrznego - Szin Bet jak i wywiad wojskowy - Aman. Raport został w całości opublikowany. Nie zmieniło to jednak stosunku Izraela do dwóch istotnych graczy w rejonie Bliskiego Wschodu. Kiedy wybuchła wojna Iraku z Iranem, Izraelczycy potajemnie wspierali państwo rządzone przez Ajatollaha Chomeiniego a Irak, kraj z którym Izrael był od 1948 roku formalnie w stanie wojny (Irak w przeciwieństwie do innych krajów arabskich odmówił podpisania zawieszenia broni) był przez Żydów zwalczany, czego najlepszym przykładem było zbombardowanie irackiego reaktora atomowego Osirak, który już rok wcześniej został zaatakowany przez irańskie lotnictwo, jednak wyrządzono mu wtedy jedynie niewielkie szkody.

W 1978 roku, rok przed ujawnieniem przez Irańczyków tajnego raportu CIA wysoki rangą oficer izraelskiego wywiadu Arnon Milchan wyprodukował swój pierwszy film. Nosił on tytuł "The Medusa Touch". W trakcie owego filmu możemy dostrzec scenę, w której Boeing 747 uderza w jeden z najwyższych wieżowców w Nowym Jorku, Pan Am Building (obecnie MetLife Building). Rok później, w 1979 roku doktryna "Wojny z terroryzmem" zostaje wprowadzona na międzynarodową scenę polityczną. W lipcu tegoż roku w Jerozolimie zorganizowano konferencję, której przewodniczył premier Izraela Menahem Begin. Już po pierwszym dniu trzydniowej konferencji, w której organizację istotny wkład miał instytut Jonathana Netanjahu, organizacja założona przez obecnego premiera Izraela oraz jego ojca w celu promowania ideologii "wojny z terrorem", w Jerusalem Post ukazała się wypowiedź dziennikarza brytyjskiego Guardiana, Ian Blacka, który to specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących Izraela i Bliskiego Wschodu. Stwierdził on, że:

Organizatorzy konferencji spodziewają się, że zainicjuje ona wielką ofensywę antyterrorystyczną.

Jak zauważył Phillip Paull, autor książki "International Terrorism: The Propaganda War" użycie słowa "ofensywa" jest bardzo trafne, gdyż w konferencji wzięli udział czterej byli dyrektorzy izraelskiego wywiadu wojskowego: gen. Chaim Herzog, gen. Meir Amit, gen. Aaron Yariv oraz gen. Shlomo Gazit. Fakt, że czterech byłych szefów Amanu wzięło udział w tej trzydniowej konferencji wskazuje na to, że izraelski wywiad wojskowy był zaangażowany w ową propagandową ofensywę.

Dwa miesiące później, we wrześniu 1979 roku były dyrektor Szin Betu, Mossadu oraz wysoki funkcjonariusz izraelskiego wywiadu wojskowego Isser Harel w trakcie rozmowy z Michaelem D. Evansem, amerykańskim dziennikarzem i Syjonistą, kiedy ten spytał go czy terroryzm przyjdzie do Ameryki, odpowiedział:

Obawiam się, że przyjdzie do ciebie w Ameryce. Ameryka ma siłę, ale nie wolę, do walki z terroryzmem. Terroryści mają wolę, ale nie siłę, aby walczyć z Ameryką - ale wszystko to może się z czasem zmienić. Arabskie pieniądze za ropę kupują więcej niż namioty.[...] Nowy Jork jest symbolem wolności i kapitalizmu. Prawdopodobnie uderzą one w Empire State Building, wasz najwyższy budynek i symbol waszej potęgi.

Trzy lata później w żydowskim kwartalniku Kivunim opublikowano tzw. Plan Yinona - plan rozbicia Bliskiego Wschodu na mniejsze kraje według podziałów etnicznych i religijnych. Doradca izraelskiego ministra obrony Ariela Szarona, Oded Yinon napisał w nim:

Późniejszy rozpad Syrii i Iraku na jednolite etnicznie lub religijne obszary, takie jak Liban, jest na dłuższą metę głównym celem Izraela na froncie wschodnim, podczas gdy rozkład siły militarnej tych państw, służy jako główny cel krótkoterminowy.

Cztery lata później Benjamin Netanjahu opublikował kolekcję dokumentów z drugiej konferencji instytutu Jonathana Netanjahu, która odbyła się w Waszyngtonie w 1984 roku. Praca nosiła nazwę "Terroryzm. Jak zachód może wygrać" i była kontynuacją działań prowadzonych od 1979 roku a mających na celu promowanie globalnej wojny z terroryzmem.

W międzyczasie, w 1983 roku, izraelski wywiad wojskowy "w ramach wojny z terroryzmem" rozpoczął szkolenie muzułmańskich fundamentalistów podporządkowanych islamskiemu przywódcy religijnemu Gulbuddinowi Hekmatjarowi, którzy walczyli z radziecką armią w Afganistanie. Operacja była finansowana przez CIA oraz Arabię Saudyjską a Hekmatyar zawarł rok później sojusz z Osamą Bin Ladenem. Warto w tym miejscu dodać, że Ali Mohamed, pierwszy doradca wojskowy, który szkolił Bin Ladena był Egipcjaninem pracującym dla izraelskiego wywiadu wojskowego.

Można uznać to za teorię spiskową, jednak po zakończeniu Zimnej Wojny, kiedy to naruszono mechanizm wspierania przez Związek Radziecki antyizraelskich rządów na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, Stany Zjednoczone, we władzach których proizraelskie siły (neokonserwatyści) odgrywały coraz to większą rolę, zaczęły realizować te plany, o których mowa w poprzednich akapitach. Generał Wesley Clark, w latach 1997-2000 głównodowodzący sił NATO w Europie, 3 października 2007 roku w trakcie wystąpienia w Commonwealth Club of California opisał spotkanie z podsekretarzem obrony Paulem Wolfowitzem (autorem osławionej "Doktryny Wolfowitza", która usprawiedliwiała agresję militarną na dowolny kraj, w którym zagrożone są interesy Stanów Zjednoczonych) do którego doszło w 1991 roku.

Clark spytał się Wolfowitza czy ten jest zadowolony z rozstrzygnięcia pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Wolfowitz stwierdził, że nie do końca gdyż Amerykanie powinni "pozbyć się Saddama Husseina ale nie zrobili tego". Dodał następnie:

Jedną rzeczą jaką się nauczyliśmy, powiedział, jest to, że dowiedzieliśmy się, że możemy wykorzystać naszą armię w regionie Bliskiego Wschodu a Sowieci nas nie powstrzymają[...] Mamy około pięciu lub dziesięciu lat na "wyczyszczenie" starych reżimów będących klientami Sowietów - Syrii, Iranu, Iraku, zanim kolejna wielka superpotęga stawi nam wyzwanie.

Dlaczego Wolfowitz zaliczył Iran do starych klientów Związku Radzieckiego? Wydaje się, że było to zwyczajne uproszczenie a temu wpływowemu politykowi chodziło o wrogów państwa żydowskiego. Aby się utwierdzić w przekonaniu, że tak właśnie było wystarczy zajrzeć do dokumentu z 1996 roku znanego jako: "A Clean Break. A New Strategy for Securing the Realm", przygotowanego dla premiera Izraela Benjamina Netanjahu przez grupę neokonserwatystów na czele z Richardem Perlem a także: Jamesa Colberta, Charlesa Fairbanksa Jr., Roberta Loewenberga, Douglasa Feitha, Davida Wurmsera i Meyrav Wurmser.

W owym raporcie Perle przekonuje Netanjahu, aby ten odrzucił warunki porozumienia z Oslo (pokojowy układ pomiędzy Izraelem a Organizacją Wyzwolenia Palestyny z 1993 roku) i przyjął agresywną politykę, polegającą na "zasadzie udaremniania":

Izrael współdziałając z Turcją i Jordanią, może ukształtować swoje otoczenie strategiczne poprzez osłabianie Syrii, powstrzymywanie, a nawet odepchnięcie jej od swoich granic. W tym celu należy skoncentrować się na odsunięciu od władzy Saddama Husseina - co samo w sobie stanowi ważny izraelski cel strategiczny.

Douglas Feith z kolei w dokumencie "Strategia dla Izraela" z roku 1997 namawiał do ponownej okupacji terenów zajmowanych przez Palestyńczyków, natomiast Wurmser poszedł jeszcze dalej:

Izrael i Stany Zjednoczone powinny [...] rozszerzyć konflikt i dokonać ostatecznego zniszczenia, a nie tylko rozbrojenia ośrodków radykalizmu w regionie, czyli reżimów w Damaszku, Bagdadzie, Trypolisie, Teheranie i Gazie. Wówczas zdano by sobie sprawę, że walka ze Stanami Zjednoczonymi lub Izraelem jest walką samobójczą.

Zarówno Wolfowitz, Perle, Feith jaki i Wurmser odgrywali kluczową rolę w przekonaniu administracji prezydenta Busha o konieczności agresji na Irak. Wspomniany wcześniej generał Wesley Clark w trakcie przemówienia w Commmonwealth Club of California opowiedział pewną sytuację, która miała miejsce po zamachach z 11 września 2001 roku:

10 dni po 11 września 2001 r. poszedłem do Pentagonu gdzie spotkałem się z sekretarzem do spraw obrony Rumsfeldem i jego zastępcą Wolfowitzem. Po drodze poszedłem witać parę osób ze sztabu które ze mną współpracowały a jeden z generałów poprosił mnie do swego biura i mi powiedział: - Muszę Wam coś powiedzieć to potrwa minutę...

Clark otrzymał wtedy informację, że Stany Zjednoczone przygotowują agresję na Irak, mimo iż nie znaleziono żadnych dowodów łączących Husseina z zamachami na World Trade Center i Pentagon. Kilka tygodni później były dowódca NATO od tego samego generała usłyszał, że Stany Zjednoczone w ciągu 5 lat zaatakują 7 krajów: zaczną od Iraku, następnie dokonają agresji na Syrię, Liban, Libię, Somalię, Sudan a skończą na Iranie.

Jak przekonują nas amerykańscy autorzy książki "Izraelskie Lobby i Amerykańska Polityka Zagraniczna" Stephen Walt i John Mearsheimer:

Z perspektywy Izraela Iran idealnie pasował na pierwszego kandydata. Od początku lat 90-tych Izrael ukazuje Iran jako swego największego wroga.

Minister Obrony Izraela Benjamin Ben-Eliezer konkluduje:

Irak jest kłopotliwy... Powinniście jednak zrozumieć, obecnie Iran stanowi większe zagrożenie niż Irak.

W listopadzie 2002 roku premier Izraela Ariel Szaron, udzielając wywiadu brytyjskiemu "Timesowi" opisał Iran jako "Światowe centrum terroryzmu" uznając, że administracja Busha powinna uderzyć na Teheran, gdy tylko podbije Irak.

Pod koniec kwietnia 2003 roku izraelski Haaretz donosił, że ambasador Izraela w Waszyngtonie po obaleniu Husseina domaga się teraz "zmiany reżimu w Iranie". Obalenie Husseina było jego zdaniem "niewystarczające". Zgodnie z jego słowami Stany Zjednoczone muszą teraz dokończyć to co zaczęły. 25 czerwca tego samego roku Szymon Peres opublikował w Wall Street Journal artykuł pod tytułem "Musimy się zjednoczyć, by nie pozwolić na atomówkę w rękach Ajatollahów".

Oprócz propozycji militarnego ataku na Islamską Republikę Iranu, Izraelczycy proponowali również "metody pośrednie". W 2007 roku podczas spotkania z amerykańskim podsekretarzem stanu ds. politycznych R. Nicholasem Burnsem dyrektor Mossadu Meir Dagan przedstawił amerykańskim sojusznikom pięciostronny izraelski plan osłabienia Iranu i szybkiej zmiany reżimu, w tym pośrednio poprzez tajną przemoc i agitację irańskich grup mniejszościowych. Najważniejsze punkty tego programu to: kontrproliferacja (zapobieganie transferu wiedzy i technologii do Iranu), sankcje oraz siłowa zmiana reżimu (agitacja wśród studentów i mniejszości narodowych oraz etnicznych).

A to tylko ułamek procenta całości izraelskich wysiłków na rzecz zaatakowania Iranu. Kiedy już wiemy kto odgrywa decydującą rolę w "popychaniu" Stanów Zjednoczonych ku konfrontacji z Iranem, wróćmy do kwestii irańskiego programu nuklearnego:

Na początku XXI wieku, kiedy to izraelskie służby podejmowały coraz większe wysiłki mające na celu "zbadanie" irańskiego programu atomowego, pojawił się pewien problem. Mianowicie 20 lat po rewolucji islamskiej Izrael nie dysponował na miejscu żadną siatką tajnych agentów. Toteż państwo żydowskie zaczęło poszukiwać sojuszników wewnątrz Iranu. Do tak owych idealnie pasowali Mudżahedini Ludowi (MEK) którzy to przekazywali CIA i Mossadowi kluczowe informacje na temat prac Teheranu nad bronią jądrową. W roku 2005 dla ochotników MEK stworzono bazę szkoleniową nieopodal Las Vegas, którą zarządzała elitarna jednostka JSOC, która na zlecenie Busha zaczęła sama podejmować misje szpiegowskie na terytorium Iranu.

Innymi ważnymi sojusznikami Izraela, wrogo nastawionymi do władz w Teheranie byli Kurdowie, których służby bezpieczeństwa były szkolone m.in. przez Mossad. W artykule z 11 lutego 2012 roku brytyjski "Sunday Times" ujawnił, że izraelskie służby do wypadów na terytorium Iranu wykorzystują jedną z baz na obszarze Azerbejdżanu, z którym Izrael łączą ważne stosunki handlowe - Izraelczycy m.in. kupują od Azerów ropę naftową a w pobliżu Baku otworzyli fabrykę produkującą samoloty bezzałogowe, wykorzystywane przez izraelskie siły zbrojne.

Działania amerykańskiego JSOC polegały z kolei na przenikaniu na terytorium Iranu młodych ludzi, przebranych za turystów z plecakami, w których mieli imitacje cegieł z ukrytymi w środku aparatami do mierzenia promieniowania. Ich misja polegała na usuwaniu z wybranych budynków w różnych miastach prawdziwych cegieł i zastępowaniu ich podstawionymi przez JSOC imitacjami. Inną metodą mierzenia promieniowania było zastępowanie tabliczek z nazwami ulic, tabliczkami zawierającymi aparaturę pomiarową. Takie tabliczki były o tyle cenne, gdyż pozwalały badać poziom promieniowania przejeżdżających obok samochodów.

Aby zadać konkretne straty irańskiemu programowi nuklearnemu od początku 2010 roku Izrael rozpoczął kampanię zamachów na terytorium Iranu. Ofiarami owych aktów terroru padali irańscy naukowcy, pracujący przy programie nuklearnym Teheranu. Po 2 latach jedna z amerykańskich agencji analitycznych ostrzegła, że owe zamachy mogą przynieść efekty odwrotne od zamierzonych a nie spowolnią irańskich prac nad bronią nuklearną, przy których pracuje kilka tysięcy ludzi.

Innym sposobem na spowolnienie irańskiego programu nuklearnego miał być opracowany przez amerykańskich (NSA) i izraelskich (Jednostka 8200) naukowców komputerowy wirus Stuxnet. Za cel jego działania obrano przemysłowe systemy komputerowe firmy Siemens, znajdujące się w irańskim zakładzie wzbogacania uranu w Natanz, około 320 kilometrów na południe od Teheranu. Robak ten infekował urządzenia kontrolujące prędkość silników wirówek służących do rozdzielania izotopów uranu. Kod Stuxnet zmieniał częstotliwość konwertera, najpierw ją podwyższając a następnie obniżając by wreszcie ją stabilizować na poziomie nieco ponad 1000 Hz. Mówiąc prościej: silniki irańskich wirówek raz zwiększały prędkość obrotów, raz ją zmniejszały by w końcu całkowicie przestać działać. Wirus został zaaplikowany Irańczykom najprawdopodobniej przez tajnego agenta, który miał dostęp do systemu komputerowego w Natanz i wgrał go za pomocą pamięci USB.

W odpowiedzi na izraelski atak Iran stworzył własną jednostkę cybernetyczną, inwestując w nią ponad miliard dolarów. Irańczycy zdali sobie sprawę, że Stuxnet był tylko początkiem wojny XXI wieku - wojny w cyberprzestrzeni a przyszłość może im przynieść ataki o jeszcze bardziej niszczycielskim charakterze. Przewidywania się sprawdziły - w 2012 roku wirus o nazwie Flame zainfekował komputery w całym kraju. W tym samym roku amerykańskie służby specjalne donosiły, że potencjał Teheranu drastycznie wzrósł pod względem "głębi i złożoności". W odpowiedzi na izraelskie działania, Iran odpowiedział atakami cybernetycznymi na saudyjski koncern naftowy, katarski koncern gazowy oraz na kilka amerykańskich banków.

Po zamachach na irańskich naukowców oraz próbach sabotowania irańskiego programu nuklearnego poprzez ataki cybernetyczne, Izraelczycy przystąpili do zastraszania Iranu opcją militarną - zbombardowaniu irańskich instalacji jądrowych przez izraelskie lotnictwo.

 

 

 

Ocena: 

Średnio: 5 (4 votes)

Komentarze

Portret użytkownika Jan K.

Bardzo dobry artykuł

Bardzo dobry artykuł (wszystkie 3 cz.,oby więcej takich o czymś) o ile zawarte w nim informacje są prawdziwe (nie twierdze że nie) a pisze o tym dlatego że ludzie czytając to przybierają jakąs stronę i jakieś poglądy (zazwyczaj) nie wiedząc i nawet nie zadając sobie pytania jak było faktycznie (chociaż i tak jest to nie do zweryfikowania przez przykładowego Jana K.). 

Skomentuj

Używasz Adblock? Blokujesz reklamy, ale podoba ci się to co tu czytasz? Wpłać cegiełkę na utrzymanie portalu, albo odblokuj reklamy na ZnZ