Australia znów protestuje przeciwko przedłużającemu się lockdownowi

Kategorie: 

Źródło: Kadr z Youtube/DW

Tysiące Australijczyków protestowało w miniony weekend przeciwko lockdownowi, który jest regularnie przedłużany o kolejne tygodnie. Mieszkańcy domagali się przywrócenia wolności, podczas gdy rząd ostrzega o rosnącej dziennej liczbie zakażeń.

 

Demonstracje odbyły się w sobotę w najbardziej zaludnionych miastach Australii. W Melbourne protestowało około 4 tysiące osób. Podczas tego wydarzenia doszło do licznych bójek z policją. Zatrzymano ponad 210 osób, a co najmniej 7 funkcjonariuszy zostało pobitych. Podobna akcja odbyła się w Brisbane z udziałem ponad 2 tysięcy mieszkańców. Lokalne media wskazują, że zatrzymanym grozi grzywna w wysokości ponad 3,8 tys. dolarów za naruszenie przepisów sanitarnych.

 

Tymczasem w Sydney, największym mieście Australii, demonstracja liczyła zaledwie 250 osób. Do dystryktu biznesowego, gdzie mieli zorganizować się ludzie, wysłano wcześniej dodatkowe siły policyjne, które utrudniały dojazd na miejsce. Taksówkom zabroniono przewożenia mieszkańców na miejsce protestu, a tramwaje nie zatrzymywały się na tamtejszych przystankach. Policja zatrzymywała również tysiące samochodów i wręczała mandaty.

Najnowsze protesty miały związek z decyzją o przedłużeniu lockdownu w stanie Wiktoria, a także w Sydney, gdzie potrwa co najmniej do końca września. Co więcej, na przedmieściach tego miasta wprowadzono godzinę policyjną od 21:00 do 5:00.

 

Australijczycy mają już wyraźnie dość niekończących się obostrzeń i siedzenia w domu. Tymczasem rząd wskazuje na rekordową liczbę nowych przypadków zakażeń na COVID-19 i zapowiada, że lockdown nieprędko zostanie zniesiony.

 

Ocena: 

Średnio: 5 (2 votes)

Komentarze

Portret użytkownika inzynier magister

Niedawno minister zdrowia

Niedawno minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił początek czwartej fali pandemii COVID-19. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta czwarta fala owszem, pojawiła się, ale jedynie w głowie pana ministra. I ewentualnie w głowach niektórych członków Rady Medycznej. 

Coraz częściej możemy usłyszeć z ust napotkanych znajomych, że szaleństwo pandemiczne nie skończy się najpewniej nigdy. I o ile jeszcze rok temu wydawało się, że sprawa pandemii stanie się zaledwie epizodem w dziejach III RP, o tyle dzisiaj wiemy jedno: końca tego obłąkańczego kontredansu w dalszym ciągu nie widać.

O naiwni, którzy uwierzyliście, iż szczepionki staną się remedium na epidemię. Jeśli przypomnimy sobie słowa premiera Mateusza Morawieckiego zapewniającego, że jesteśmy tuż, tuż od momentu historycznego zwycięstwa nad COVID-19 a bronią w tej walce są właśnie szczepionki, to widzimy dzisiaj jak na dłoni, że chyba jednak nie o złapanie króliczka w tej koszmarnej zabawie chodzi, lecz o nieustanne uganianie się za umykającym futrzakiem. 

Być może najbardziej dojmującym efektem wielomiesięcznych bojów z pandemią jest absolutne przekonanie władzy, że z każdego kryzysu można wyjść suchą stopą. Coś takiego jak odpowiedzialność za podejmowane decyzje w Polsce nie istnieje mniej więcej od czasów afery hazardowej rządu Donalda Tuska, gdy piekielnie inteligentny lider PO do wyjaśnienia bardzo poważnych zarzutów korupcyjnych delegował partyjnych funkcjonariuszy, karnie wykonujących jego działania. Scenariusz z wybijającym się na niezależność prof. Tomaszem Nałęczem, szefem słynnej komisji ds. afery Rywina, nie mógł się zatem powtórzyć. I faktycznie: nie powtórzył się. Później była katastrofa smoleńska, której jedynymi „winnymi” według osądu ówcześnie rządzących okazali się nieżyjący pasażerowie TU-154, co utwierdziło nas w przekonaniu o całkowitej bezkarności polityków.

Zjednoczona Prawica realizuje zbliżony scenariusz. Miliony zmarnowane na tzw. wybory kopertowe, decyzje o lockdownach podejmowane wbrew prawu i jakiejkolwiek logice minimalizowania strat, oburzający zakaz kultu religijnego wprowadzony w czasie Świąt Wielkanocnych czy wreszcie zakaz pracy i prowadzenia działalności gospodarczej milionom ludzi – przez ostatnie miesiące dewastowano nasz kraj na potęgę. Odpowiedzialny za tę psychiczną i fizyczną rozwałkę jest jeden: wirus Sars-Cov-2. Chcecie, to możecie go sobie postawić przed sądem lub Trybunałem Stanu. Ale nie wińmy Szumowskiego, Niedzielskiego czy Morawieckiego. Oni działają, to jasne, w szeroko rozumianym „interesie publicznym”. Panowie po prostu nie mają waszego płaszcza i nic im nie zrobicie. Nic. Tym samym za jedne z najbardziej dramatycznych wydarzeń w najnowszej historii naszego kraju i ich opłakane skutki nie odpowiada nikt. Według rządowej narracji to się po prostu stało, bo…  się stało. I tyle.

Ta bezkarność i świadomość, że pod pretekstem grożącego nam kryzysu zdrowotnego można zrobić wszystko popycha władzę to kolejnych szaleństw. Takich jak „genialne” pomysły Niedzielskiego, by umożliwić nakładanie 30 dniowej kwarantanny czy kar w wysokości 30 tys. zł za kłamstwo w trakcie wywiadu epidemicznego. To wszystko brzmi jak jakiś przedsionek dystopii. Ale przecież i takie wymysły Niedzielski jest nam w stanie wyjaśnić wizją kolejnej epidemii. Pamiętajmy – wiele opinii bowiem ginie w przepastnych korytarzach naszej pamięci – że kilka miesięcy temu szef resortu zdrowia zapowiadał rozbudowę kompetencji służb sanitarnych, by przygotować państwo na kolejną epidemię.

Jaka będzie nowa normalność?

Gdybym był złośliwy to także w słynnych już „atakach antyszczepionkowców” na punkty szczepień doszukiwałbym się znamion prowokacji (czegoś w rodzaju spalonej budki strażniczej przed ambasadą rosyjską w trakcie jednego z marszy niepodległości), które pozwalają władzy uciekać od odpowiedzi na trudne pytania dotyczące nie tylko lockdownów, ale także fiaska programu szczepień. Nikt w kręgach rządowych nie ukrywa, że plan się nie udał, ale winni są oczywiście Polacy dający posłuch agresywnych ruchom antyszczepionkowym.

Zostawmy rozstrzyganie tego, ile jest w tym racji, a ile tępej propagandy. Faktem jest, że cel nie został zrealizowany, a pieniądze w ów program wpompowano ogromne. Nie chodzi już nawet o sam zakup szczepionek i ich darmowe rozdawanie wszystkim chętnym, ale chociażby o miliony przeznaczone na kampanię promocyjną, bardzo krytycznie ocenianą przez ekspertów.

Konsekwencja naiwnej wiary rządu, że tylko szczepionki wybawią Polskę od złego jest w tym kontekście dotkliwa dla nas: od kilku dni wysłuchujemy gróźb z ust Niedzielskiego, iż czeka nas segregacja sanitarna i przymus szczepień. Nie będę nikogo uspokajał: nie ma tu żadnego spójnego planu działania, bo minister pytany o to czy obostrzenia będą nakładane na poziomie województw czy powiatów, najpierw zapewnił, że tych pierwszych a potem jednak stwierdził, że jeszcze o tym zdecyduje. Jak na weterana walki z pandemią, brzmi to jak rzeczowy dowód absolutnej indolencji.

Jak zatem będzie wygląda nowa normalność, przekonamy się właśnie jesienią. Zaszczepiono dotąd około połowy Polaków i więcej osób tych preparatów już raczej nie przyjmie. Być może niektórzy rodzice zaszczepią dzieci, ale to nie spowoduje radykalnego wzrostu odsetka zaszczepionych, a poza tym – jeśli wierzyć naukowcom – dzieci nie są narażone na ciężki przebieg choroby. Zatem właśnie zbliżające się miesiące odpowiedzą nam na pytanie, jak będzie wyglądała rzeczywistość popandemiczna. Możliwe są dwa scenariusze: brytyjski, w którym rząd stwierdzi, że znosimy wszystkie obostrzenia i żyjemy z COVID-19 jak z grypą; lub kontynuowanie tego, z czym mamy do czynienia: śledzenie kontaktów, badania, kwarantanny, maseczki, ograniczenia a nawet zamykanie branż, szkół, świątyń itd.

Przyznam szczerze, że nie wierzę, by pod zdrowotnym dyktatem Niedzielskiego zdecydowano się pójść drogą brytyjską. Minister zdrowia jest typem człowieka niezdolnego do podejmowania odważnych decyzji. Pozbawiony excelowskich tabelek zaczyna się gubić. Jedyną nadzieją jest manewr zastąpienia Niedzielskiego kimś nieco bardziej zdroworozsądkowym. To jednak mogłoby oznaczać przyznanie się do porażki. A przecież w potrzebę walki z COVID-19 liderzy Zjednoczonej Prawicy wierzą naprawdę. Choćby ceną tej bitwy było zniszczenie wszystkiego, co udało nam się z trudem zbudować przez ostatnie dekady. I nie zapominajmy: mówimy cały czas o bitwie, w której nie sposób zdefiniować czym jest zwycięstwo. A to już przypomina wizje wyjęte żywcem z głowy Huxleya czy Orwella.

Ojcem Mieszka był, według niego, Siemomysł, dziadem Lestek, a pradziadem Siemowit. Z pierwszą żoną, Dobrawą, miał Mieszko syna Bolesława i córkę.

Portret użytkownika baca

wojownicy o wolność poszli na

wojownicy o wolność poszli na protest bez kapitana bumeranga i justyny sochy?

to musiało się skończyć spektakularną klapą, mogli chociaż zabrać aborygenów... a nie, zaraz... oni ich chyba wymordowali i pozamykali niedobitków w rezerwatach...

a to pech, bo karma to surowa Pani i jak dojebie to nawet nie ma co zamiatać....

polskie oszołomy które tam wyemigrowały po dulary jeszcze długo nie będą mogły się pozbierać do kupy - z przyjemnością te kretyńskie filmiki ogladam na jutubie na których jęczą że im krzywda się dzieje, bo już lata temu wszyscy ogarnięci pisali żeby Polacy stamtąd wypierdalali i wracali do kraju...

a australopiteki? faktem jest że ich tam sprowadzono jako skazańców z ramienia tej królowej os z wielkiej brytfanny no ale nikt im nie kazał wymordować rdzennych mieszkańców, bo mogli sobie z nimi żyć po bratersku  nie wchodząc sobie nawzajem na głowy... ale nie - oni musieli ich zajebać tak po bożemu no to teraz niech na aborygeńskich cmentarzach szukają sobie wsparcia skoro ani justyna socha ani marta lempart im nie chce pomóc Smile

 

Portret użytkownika semperparatus

Dotarłem do informacji,że na

Dotarłem do informacji,że na 31 sierpnia szykowany jest ogólnokrajowy strajk kierowców ciężarówek a Australii...w celu przerwania łańcucha dostaw i-docelowo-obalenia tyrańskiego rządu.W związku z tym obywatele są zachęcani do  gromadzenia zapasów na minimum 1-2 tygodnie...szczególnie żywności i innych podstawowych artykułów.

A więc:idzie "na grubo"...tylko czekać na podobną reakcję pracowników w innych krajach.Ludzie zobaczyli,że demonstrowanie na ulicach nic nie daje(rządzący przechodzą nad tym do "porządku dziennego")...i zaostrzyli metody walki...

Portret użytkownika ​euklides

Tylko, że te masochistyczne

Tylko, że te masochistyczne metody "walki" przypadkiem wpisują się w plan plandemii. A przecież jak się chce zrobić krzywdę nie sobie, tylko tyranom to wystarczy pójść pod dom jakiegoś dygnitarza i porozmawiać przy koktajlach albo iść na komisariat załatwić sprawę będąc petentem, a nie ofiarą...

Portret użytkownika ​euklides

Tylko, że te masochistyczne

Tylko, że te masochistyczne metody "walki" przypadkiem wpisują się w plan plandemii. A przecież jak się chce zrobić krzywdę nie sobie, tylko tyranom to wystarczy pójść pod dom jakiegoś dygnitarza i porozmawiać przy koktajlach albo iść na komisariat załatwić sprawę będąc petentem, a nie ofiarą...

Portret użytkownika Set

a kto to zechęca do robienia

a kto to zechęca do robienia zapasów? Jaki to ma sens, skoro tirowcy przerwą dostawy, a obywatele się przygotują do kryzysu i nie będzie impulsu odpowiednio silnego, aby tzw. głodny i zły obywatel wziął ten rząd za kłaki? To powinno być zorganizowane z dnia na dzień.

Portret użytkownika semperparatus

Tak...to ma sens...ale

Tak...to ma sens...ale zobaczymy jak to "wyjdzie w praniu"...w każdym razie dobrze,że ludzie coś próbują zmienić...bo dotychczasowa taktyka demonstracji ulicznych okazała się nieskuteczna...Może całkowity bojkot tych którzy mają jakikolwiek związek z tyrańską covid-polityką?

Portret użytkownika ​euklides

Fajnie chłopaki, tylko, że

Fajnie chłopaki, tylko, że Aborygenów mordowały te same państwowe siepacze królewny Eli, które teraz pacyfikują białych aborygenów z braku oryginałów. Nie ma się doprawdy z czego cieszyć dopóki włosek z głowy nie spada tym największym ku...m. Karma zbyt często jest śpiąca i niepociumana jak Aborygeni, dlatego karma powinna dosięgnąć karmę za zaniechania i zaniedbania. I myślę, że jest już blisko ten moment kiedy konstrukcja tego świata jego pato-karma, pato-autorytety i patologia runie.

Strony

Skomentuj