Maj 2022

Elon Musk pokłócił się z założycielem Twittera z powodu algorytmu, który manipuluje ludźmi

Elon Musk powiedział, że użytkownicy Twittera są „manipulowani” przez algorytm kanału informacyjnego witryny. Założyciel Tesli i SpaceX nazwał algorytm portalu społecznościowego Twitter „manipulacyjnym”. Podzielił się swoją opinią na swoim koncie. Musk opublikował specjalną „instrukcję”, jak to naprawić.

Algorytm manipuluje tobą w sposób, z którego nie zdajesz sobie sprawy. Wystarczy wprowadzić drobną zmianę, aby zobaczyć różnicę.

Oto jak naprawić wasz profil na Twitterze:
Naciśnij przycisk Początek.
Stuknij gwiazdki w prawym górnym rogu ekranu.
Wybierz Ostatnie tweety.

Założyciel Twittera i były dyrektor generalny Jack Dorsey szybko zareagował na tweet Muska. Stwierdził, że ta funkcja została zaprojektowana, aby zaoszczędzić czas użytkowników. Po prostu starają się umieścić na górze tweety, z którymi najprawdopodobniej się zaangażujesz. Otóż to. Przewidywanie na podstawie tego, co lubisz, przesyłaj dalej, odpowiadaj, szukaj, wstrzymuj itp. to ma być wygoda, nic więcej. Ponownie najważniejsza jest możliwość wyłączenia.

 

Algorytmy działają po prostu po to, aby po prostu wypychać tweety, z którymi najprawdopodobniej będziesz wchodzić w interakcje, na górę. To wszystko. Jest to prognoza oparta na tym, co lubisz, oceniane są retweety, odpowiedzi, wyszukiwania itp. To dla wygody, nic więcej. Funkcję można wyłączyć. Sposób działania algorytmu pozostaje tajemnicą, a Musk wcześniej powiedział, że planuje to zmienić.

 

Dyrektor generalny Tesli odpowiedział na jego pierwszy tweet, zaznaczając, że nie uważa algorytmu za złośliwy. Może jednak nieumyślnie manipulować lub wzmacniać czyjś punkt widzenia, nie zdając sobie sprawy z tego, co się dzieje. Do tej pory Musk odkładał zakup sieci społecznościowej, powołując się na dużą ilość spamu lub fałszywych kont na platformie, a CEO Parag Agarwal nie wykluczył, że transakcja w ogóle nie dojdzie do skutku.

 


Naukowcy odkryli, że gigantyczna erupcja wulkanu Tonga była tak silna jak Krakatau w 1883 roku

Podwodny wulkan, który wybuchł w styczniu bieżącego roku w pobliżu wyspy Tonga na Pacyfiku, wysłał potężne fale ciśnienia do ziemskiej atmosfery, gdzie kilkakrotnie okrążyły planetę. Jak pokazują nowe badania ostatnim wulkanem, który spowodował tak duże zniekształcenia w atmosferze, był Krakatoa w 1883 roku, podczas jednej z najbardziej niszczycielskich erupcji wulkanicznych w historii.

 

Naukowcy już wielokrotnie zwracali uwagę, że to zdarzenie związane z falą atmosferyczną było bezprecedensowe we współczesnym okresie. Badanie opublikowane 12 maja w czasopiśmie Science wykazało, że impuls ciśnienia wytworzony przez wulkan Tonga był „porównywalny pod względem amplitudy do erupcji Krakatoa w 1883 roku i o rząd wielkości większy niż erupcja Mount St. Helens w 1980 roku”. Im wyższa amplituda fali, tym erupcja jest intensywniejsza.

 

Drugie badanie, również opublikowane 12 maja w czasopiśmie Science, sugeruje, że ten potężny impuls nie tylko wzburzył atmosferę, ale także wysłał fale na ocean poniżej. W rzeczywistości fale atmosferyczne generowały małe, szybko zmieniające się tsunami pogodowe – to jest serię fal spowodowanych zaburzeniami ciśnienia powietrza – które uderzyły w wybrzeże na kilka godzin przed zwykłym, sejsmicznym tsunami generowanym przez wybuch wulkanu.

 

Te małe „zwiastuny” tsunami zaobserwowano na całym świecie, głównie na Oceanie Spokojnym, ale także w Oceanie Atlantyckim i Morzu Śródziemnym. Wysokość tsunami wynosiła od kilku do kilkudziesięciu centymetrów, zależnie od lokalizacji.

 

Wulkan Tonga - zwany Hunga-Tonga-Hunga-Ha'apai lub po prostu Hunga - znajduje się około 65 km na północny zachód od stolicy Tonga, Nuku'alofa. Jest to jeden z 12 znanych wulkanów podwodnych w łuku wulkanicznym Tonga-Kermadec, strukturze geologicznej, która biegnie wzdłuż zachodniego krańca płyty pacyficznej. Kiedy Hunga wybuchł w połowie stycznia, powstały pióropusz gazu i cząstek wszedł do mezosfery - trzeciej warstwy atmosfery nad powierzchnią Ziemi - i stał się największym pióropuszem wulkanicznym w zapisie satelitarnym.

Ilość energii uwolnionej przez erupcję była porównywalna z tą, którą można było uzyskać z eksplozji od 4 do 18 megaton trotylu lub z jednoczesnej eksplozji ponad 100 bomb wielkości Hiroszimy. Po rekordowej erupcji grupa ponad 70 naukowców z 17 krajów postawiła sobie za zadanie udokumentowanie, jakie fale atmosferyczne zostały wygenerowane przez wybuch. W tym celu zebrali dane z licznych naziemnych i kosmicznych systemów monitorowania, które rejestrowały erupcję w momencie jej wystąpienia. 

 

Zespół odkrył, że spośród wszystkich fal atmosferycznych generowanych przez eksplozję, tak zwane fale Lamba wyróżniają się jako najbardziej zauważalne. Fale te rozchodzą się po powierzchni Ziemi i są podobne do fal dźwiękowych, ponieważ wytwarzają wibracje w ośrodku, przez który przechodzą. Jednak fale Lamba rozchodzą się z ekstremalnie niskimi częstotliwościami gdzie efekt grawitacji staje się znaczący.

 

Naukowcy rzadko rejestrują fale Lamba, ponieważ występują one tylko w ogromnych eksplozjach w atmosferze, na skalę wielkich erupcji wulkanicznych i prób jądrowych. Zazwyczaj nie widać ich w małych erupcjach wulkanicznych. Amplituda najwyższych fal Lamba generowanych przez erupcję Hunga wynosiła 450 km, to znaczy uderzały one w jonosferę - gęstą warstwę naładowanych elektrycznie cząstek, która znajduje się na wysokości od 60 do 1000 km nad powierzchnią planety. Przez sześć dni fale te promieniowały z wulkanu, okrążając Ziemię cztery razy w jednym kierunku i trzy razy w drugim.

 

Opierając się na danych historycznych, erupcja Krakatau w 1883 roku wygenerowała fale Lamba, które okrążyły Ziemię taką samą liczbę razy, stwierdzili naukowcy.  Oprócz ogromnych fal Lamba i szybko poruszającego się tsunami, erupcja Tonga wygenerowała również fale dźwiękowe o niewiarygodnie dalekim zasięgu i fale infradźwiękowe – fale akustyczne o zbyt niskiej częstotliwości, by mogły być słyszane przez ludzi. Warto zauważyć, że słyszalne dźwięki składające się z krótkich, powtarzających się „bumów” zostały nagrane na całej Alasce, ponad 10 tys. km od miejsca erupcji. 


Węgiel kosztuje nawet 3500 zł za tonę! Cena gazu jest nie do ustalenia. Przyszła zima jawi się jako koszmar

Przyszła zima może być trudna pod wieloma względami. Już teraz ceny paliw kopalnych szybują w przestworzach a wszyscy wiemy, że będzie tylko drożej. Poziomy jakie osiągają ceny węglas, gazu i innych paliw, są horrendalne. Mimo to zimą z pewnością będzie drożej niż teraz.

 

A jest ekstremalnie drogo. Tona tzw "ekogroszku" czyli węgla o małej frakcji, do popularnych automatycznych kotłów, kosztuje już 3500 zł za tonę! Jeszcze w zeszłym roku dało się kupić dobry ekogroszek za 800-1300 zł. Skoro wkrótce mamy lato, a tona ekogroszku podrożała trzykrotnie, to zimą chyba będzie się płaciło 5000 zł za tonę. Tak wysokie ceny spowodują, że Polacy zaczną palić czym popadnie. Na skutek decyzji polityków niektórzy po prostu nie będą w stanie się ogrzać. Jeśli zima będzie mroźna może dojść do wielu tragedii.

 

Widząc co się dzieje z ceną węgla, aktywnie zwalczanego przez ideologię klimatyczną  UE, wielu Polaków postanowiło ogrzewać dom paląc drewnem. Jednak ten surowiec też ostatnio podrożał minimum trzykrotnie. Metr bukowiny to koszt nawet 350 zł. Opalanie domu drewnem to wykonalne zadanie, ale każdy kto się go podejmuje musi się zmienić w palacza i drwala. 

 

Ciekawą alternatywą dla powyższych paliw jest gaz. Przy tak horrendalnych cenach węgla gaz, mimo, że drożeje, nadal się opłaca. Jednak jego zależność od sytuacji geopolitycznej i zdarzeń losowych, czyni gaz paliwem nieprzewidywalnym. Oznacza to, że poziom cen na to paliwo jest po prostu znany tylko w krókim okresie czasu i może szybko drożeć, a nawet może dochodzić do jego niedoborów, czego też wykluczyć nie można. Poleganie zatem tylko na ogrzewaniu gazowym jest obecnie bardzo ryzykowne.

 

Podobną niewiadomą są ceny prądu, który jest "paliwem" dla coraz większej ilości gospodarstw domowych. Elektryczność zasila te wszystkie pompy ciepła. Bez prądu nie będzie ciepło, a zakładanie, że prąd będzie zawsze, jest bardziej ryzykowne niż podobne założenie w przypadku gazu. Ceny prądu, zwłaszcza w Polsce, będą tylko rosnąć z powodu ideologii klimatycznej UE. Na dodatek w Polsce nie ma skąd wziąć prądu w zimie. Większość użytkowników pomp ciepła montuje je z fotowoltaiką na dachu. Do kwietnia tego roku istniało prawo dające rzekomo 15 lat gwarancji , że dany prosument wyprodukuje dużo zmiennej energii w lecie i prawie nic zimą, ale swój dom z tej "nadwyżki" będzie grzał pompą ciepła, bo przecież "prąd ma za darmo", nie licząc raty za panele.

 

Problem w tym, że im więcej takich pomp będzie działało zimą, przy poziomie polskiej infrastruktury i możliwościach produkcyjnych naszych elektrowni, tym większe prawdopodobieństwo licznych przerw w dostawach elektryczności, a zasilenie pompy ciepła z własnych paneli PV jest mrzonką bez potężnego magazynu energii. Jeśli kogoś nie stać na kolejne 100 tysięcy złotych w bateriach, powinien pomyśleć o alternatywnym źródle ciepła na wypadek wielu dni bez prądu przy mroźnej pogodzie.

 

Polska jest niestety krajem zimnym i mimo ideologicznego zadęcia, sezon grzewczy trwa od września do maja, albo się marznie. Polska jest też krajem z największymi zasobami węgla w całej UE, a okazuje się, że cena wskazuje iż nie ma węgla, nie ma drewna, mimo, że jedna czwarta powierzchni kraju to lasy w których trwa masowa wycinka na export. Czy Polacy zrozumieją wreszcie w jakiej znaleźli się sytuacji? Lepiej dobrze wygrzać kości tego lata, bo jak przyjdzie zima to zacznie się płacz.


Naukowcy proponują przekształcać kurze odchody w biopaliwo

Kurczaki to bardzo popularne zwierzęta hodowlane na całym świecie. Jednak ich popularność ma swoją wadę - w hodowlach powstają ogromne ilości odpadów, które zanieczyszczają glebę i wodę. Zdaniem naukowców, kurze odchody po wymieszaniu z konkretną rośliną można z powodzeniem przekształcać w biopaliwo.

 

Odchody kur mogą zawierać hormony, antybiotyki i metale ciężkie, które przedostają się do wód powierzchniowych. Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa ostrzega, że nieprawidłowa gospodarka odpadami hodowlanymi może mieć negatywny wpływ na środowisko.

 

Naukowcy z Landmark University oraz Covenant University wykazali, że w wyniku połączenia kurzych odchodów oraz słonecznika meksykańskiego (Tithonia diversifolia), inwazyjnego gatunku roślin, można otrzymać biogaz. Uczeni opracowali proces wstępnej przeróbki ptasiego kału, dzięki czemu beztlenowe mikroby trawią odpady i meksykańskie słoneczniki.

 

Wystarczy 8 kilogramów odchodów i wspomnianych roślin aby uzyskać 3 kilogramy gazu, który można wykorzystać np. do zasilania generatora. Zdaniem autorów badania, pozostałe substancje stałe, które uzyskano z procesu, można stosować jako nawóz lub środek do kondycjonowania gleby. 

 


Krwisty superksieżyc i zaćmienie

Dzisiaj tarcza ksiezycowa będzie się wydawać wyjątkowo duża. Wszystko to przez astronomiczne zjawisko zwane superksiężycem. Dodatkowo dojdzie do zaćmienia Księżyca, który będzie przy tym wyglądał na krwisto czerwony.

 

Superksiężyc to zjawisko astronomiczne zachodzące wtedy gdy mamy jednocześnie pełnię i największe zbliżenie Księżyca do Ziemi, co skutkuje tym, że tarcza księżycowa jest zauważalnie większa. Niekiedy bywa ona aż o 30 procent większa niż zwykle. Robi to szczególne wrażenie gdy zbiega się z zaćmieniem.

 

Całkowite zaćmienie księzyca i superksiężyc to przepis na krwawy kolor.  Powierzchnia srebrnego globu jest ukryta przez cień ziemi, co sprawia, że jego odcień ​​wydaje się czerwonawy. Złowieszczy wygląd zbiega się niekiedy z niebezpiecznymi zdarzeniami.

Zwykle przyjmuje się, że w trakcie większego niż zwykle oddziaływania grawitacyjnego Księżyca na Ziemię należy się spodziewać katastrof naturalnych na ogromną skalę. W przeszłości notowano, że każdy superksiężyc pojawia się w niebezpiecznej korelacji z występującymi na Ziemi wielkimi trzęsieniami ziemi i powodziami, zwłaszcza tymi wywoływanymi przez nadzwyczajne przypływy, będące znakiem rozpoznawczym superksiężyca.


Rolnik znalazł na polu meteoryt warty 100 tysięcy funtów

Rolnik z WIelkiej Brytanii znalazł na swoim polu meteoryt o wadze ponad kilograma o wartości do 100 tysięcy funtów. Udało mu się go odnaleźć po półtora roku poszukiwań.

 

38-letni Tony Wilding z Wrexham w północnej Walii rozpoczął poszukiwania po tym, jak zobaczył kulę ognia, która rozbłysła na niebie i przeleciała nad jego domem. Rolnik ma nadzieje, że jego znalezisko zostanie certyfikowane jako meteoryt i liczy na spory zastrzyk gotówki po sprzedaży kamienia.

 

Gdy meteoryt spadł dla Brytyjczyka było jasne, że doszło do tego gdzieś w jego okolicy. Praktycznie od tego momentu prowadził poszukiwania jego fragmentów, aż wreszcie mu się udało. 

 

Jeśli naukowcy uznają, że jest to rzeczywiście gość z kosmosu, wartość tego kamienia będzie porównywalna ze złotem. Będzie to wiadomo już za kilka tygodni.


Naukowcy odkryli sekret długowieczności papug

Eksperci z Instytutu Zachowania Zwierząt im. Maxa Plancka odkryli, że długa żywotność niektórych gatunków papug wynika z faktu, że ich mózgi potrzebują więcej czasu na rozwój. Ponadto zdolności poznawcze papug pozwalają im skuteczniej radzić sobie z trudnościami, co zwiększa przeżywalność. Temat został opisany w artykule w Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences.

Naukowcy przeanalizowali ponad 130 tysięcy papug z ponad 1000 ogrodów zoologicznych. Umożliwiło to uzyskanie najbardziej wiarygodnych szacunków długości życia 217 gatunków papug – ponad połowy wszystkich znanych gatunków. Wśród stulatków była duża kakadu żółtoczuba i czerwona ara - ich oczekiwana długość życia wynosiła 25-30 lat, co jest rzadkością u ptaków o podobnej wielkości. Niektóre osobniki mogły żyć nawet 80 lat.

 

Następnie naukowcy porównali długość życia papug z wielkością ich mózgu i zdolnościami poznawczymi – założono, że inteligencja pozwala ptakom lepiej radzić sobie z trudnościami, a co za tym idzie żyć dłużej, a duży mózg wymaga dłuższego życia, ponieważ potrzebuje więcej czasu na wzrost. Jak się okazało, wielkość mózgu w stosunku do ciała rzeczywiście korelowała z oczekiwaną długością życia. 

 

Prawdopodobna jest również hipoteza o zdolnościach poznawczych – im mądrzejsze zwierzę, tym większa szansa, że ​​uniknie ataku drapieżnika lub znajdzie pożywienie. To potwierdza tezę, że generalnie większe mózgi pozwalają zwierzętom lepiej się przystosować i żyć dłużej. Na przykład, jeśli zabraknie im ulubionego jedzenia, mogą nauczyć się znajdować coś nowego, a tym samym przetrwać .

 

W przyszłości naukowcy mają również nadzieję dowiedzieć się, czy umiejętności społeczne papug i umiejętność uczenia się od siebie nawzajem wpływają na długość życia.


Naukowcy po raz pierwszy w historii wyhodowali rośliny na ziemi z Księżyca

Naukowcy po raz pierwszy wyhodowali rośliny w glebie księżycowej, wykorzystując próbki gleby zebrane podczas misji Apollo 11 na Księżyc w 1969 roku. Po raz pierwszy rośliny wykiełkowały w glebie z innego ciała niebieskiego.

Oczekuje się, że badanie położy podwaliny pod uprawę roślin na Księżycu. Przynajmniej teraz udowodniliśmy, że jest to teoretycznie możliwe - jeśli dostarczysz im tlen i składniki odżywcze. Eksperyment wykazał jednak również, jak stresujące jest dla roślin, aby rosnąć w regolicie księżycowym, glebie tak odmiennej od ich naturalnego środowiska.

 

Wyniki eksperymentu zostały opublikowane w czasopiśmie Communications Biology.

 

W tekście naukowcy twierdzą, że rośliny jednoznacznie wykazały, że próbki gleby przywiezione z Księżyca nie zawierają żadnych ukrytych patogenów ani innych nieznanych składników, które mogłyby zaszkodzić życiu na Ziemi. Oznacza to, że Księżyc może pełnić funkcję centrum eksperymentów eksploracji kosmosu, w tym budowania kolonii, która mogłaby się wyżywić.

 

Eksperyment był przygotowywany od bardzo dawna. Minęło 15 lat odkąd naukowcy po raz pierwszy zaoferowali swoją pracę i poprosili o próbki księżycowe. Ich prośba została przyjęta 18 miesięcy temu. W sumie otrzymali 12 gramów ziemi zebranej głównie przez Apollo 11 (ale także przez misje 12 i 17).

 

W doświadczeniu wzięło udział dwanaście roślin. Plastikowe „donniczki” były dla nich wielkości naparstka. Są one powszechnie używane do hodowli komórkowych. Każdą z nich wypełniono gramem ziemi księżycowej, dodano wodę i trochę nawozu, a także kilka nasion kwiatu Arabidopsis thaliana (Reticulata Tala). Ten kwiat jest znany z tego, że szybko rośnie i jest w stanie przetrwać w każdych niesprzyjających warunkach, a teraz rozprzestrzenił się na wszystkie kontynenty z wyjątkiem Antarktydy. Ale jednocześnie nie jest mchem ani porostem. Może wytwarzać tlen, jest jadalny (choć nieprzyjemny w smaku) i ogólnie jest znacznie bardziej skomplikowany.

 

Rezuchowidka Tala jest jedną z najprostszych roślin kwitnących, dlatego badacze lubią z nią eksperymentować. Na przykład w 2019 roku Chińczycy wysłali swoje nasiona na drugą stronę księżyca na statku kosmicznym Chang'e-4. Chińscy naukowcy chcieli sprawdzić, czy możliwe jest stworzenie zamkniętego ekosystemu w statku kosmicznym, w którym larwy jedwabników uwalniałyby dwutlenek węgla, a rośliny przetwarzałyby go w tlen poprzez fotosyntezę. Niestety eksperyment się nie powiódł. Wszystkie organizmy zginęły w pierwszą księżycową noc po wylądowaniu statku kosmicznego.

 

Ale tym razem Amerykanie z University of Florida odnieśli duży sukces. Co zaskakujące, prawie wszystkie nasiona posadzone w ciemnej księżycowej glebie wykiełkowały i zaczęły rosnąć. Sugeruje to, że taka gleba nie zakłóca hormonów i sygnałów zaangażowanych w rozwój roślin.

 

Kiełki rezuchowidki pokazały, że wcale nie były entuzjastycznie nastawione do swojego siedliska. Sadzonki były mniejsze i rosły wolniej niż ich ziemscy bracia. Korzenie były karłowate, liście wąskie. Nawet w popiele wulkanicznym kwiat rósł znacznie silniej.

 

Rezuchowidka jest stale wykorzystywana w badaniach, więc jej kod genetyczny jest od dawna dobrze znany. Pozwoliło to naukowcom zbadać, w jaki sposób obca gleba wpłynęła na ekspresję genów rośliny. Okazało się, że trzy najmniejsze rośliny wykazywały ponad sto genów związanych ze stresem. Używały narzędzi powszechnie używanych do radzenia sobie z substancjami zawartymi w ziemi, takimi jak sól i metale, chociaż w glebie księżycowej nie było soli i nie ma znacznie więcej cząstek metali niż w ziemi.

 

Najgorzej wypadły kiełki wyhodowane w glebie zebranej podczas misji Apollo 11. Stały się lekko fioletowe, być może dlatego, że podczas transportu gleba została narażona na ostrzejsze działanie środowiska kosmicznego. Rośliny wyhodowane w próbkach z Apollo 12 i Apollo 17 wyglądały lepiej.

 

Nawet rośliny, które wyglądały zdrowo, zgodnie z analizą genów, dawały z siebie wszystko. Powierzchnia Księżyca jest regularnie bombardowana przez promienie kosmiczne i wiatr słoneczny, zawiera cząsteczki żelaza i maleńkie kawałki szkła. Teraz naukowcy chcą znaleźć najwydajniejszy sposób uprawy roślin w takiej glebie i pomóc sadzonkom uniknąć czynników stresowych.

 

Koniczyna Tala należy do tej samej rodziny roślin co brokuły, jarmuż, rzepa i kalafior. Dlatego taka analiza może stać się podstawą przyszłych szklarni kosmicznych. Po potwierdzeniu, że uprawa czegoś w glebie księżycowej jest możliwa w praktyce, naukowcy chcą teraz szukać suplementów, które najlepiej się do tego przyczynią. I szukają roślin, które przydadzą się przyszłym kolonistom, a jednocześnie będą się najlepiej rozwijać.


Najważniejsze zasady dotyczące montażu okapu

Stosunkowo niepozorny, lecz pełniący niezwykle ważną funkcję okap stanowi niemal nieodłączny dodatek do kuchennej płyty grzewczej. Urządzenie to możemy zamontować samodzielnie lub z pomocą specjalisty. Niezależnie od tego, które rozwiązanie wybierzemy, powinniśmy pamiętać o kilku podstawowych zasadach, które pozwolą nam na skuteczne i bezpieczne przeprowadzenie instalacji i dalsze użytkowanie okapu.  

Instalacja okapu – od czego zacząć? 

Przede wszystkim należy dopasować okap zarówno do posiadanej kuchenki, jak i rozmiarów kuchni. Wyciąg zawsze powinien być nieco szerszy niż płyta grzewcza. Na przykład, do kuchenki o szerokości 80 centymetrów warto wybrać okap szeroki na co najmniej 95 centymetrów.  

Warto wziąć pod uwagę także ukształtowanie kuchni oraz jej metraż, aby odpowiednio dopasować nie tylko wielkość okapu, ale także jego maksymalną wydajność. W przypadku otwartych kuchni połączonych z salonem zdecydowanie należy zainwestować w wywietrznik o większej mocy, z kolei w przypadku niewielkich, zamkniętych kuchni, wystarczy urządzenie o średniej wydajności.  

Prawidłowy i bezpieczny montaż okapu  

Kiedy już dobierzemy odpowiedni rozmiar oraz wydajność okapu, możemy przejść do jego instalacji. Jedną z kluczowych kwestii jest wybór rury do okapu. Powinna ona być okrągła i gładka, o średnicy dopasowanej do wylotu z okapu. Znacznie mniej korzystnym wyborem są rury elastyczne, które determinują głośniejszą pracę okapu. Nie bez znaczenia pozostaje także długość oraz ułożenie rury. Powinna ona mieć długość około dwóch do trzech metrów, a także posiadać jedno do dwóch lekkich załamań o kącie maksymalnie 45 stopni.  

Kolejną istotną kwestią jest odpowiednia odległość, którą należy zachować między powierzchnią płyty grzewczej oraz okapu. Okap skośny należy montować w odległości około 35 do 40 centymetrów nad płytą elektryczną lub indukcyjną bądź co najmniej 40 centymetrów nad kuchenką gazową. W przypadku okapu o powierzchni równoległej do płyty odległość tę należy zwiększyć do 70 centymetrów.  

Niezależnie od tego, czy wybieramy wywietrznik wolnowiszący, czy też okap do zabudowy, musimy także pamiętać o odpowiednim i bezpiecznym miejscu jego instalacji.  Do montażu należy wybierać wyłącznie mocne i trwałe ściany, wykonane z betonu, cegły czy pustaków. Zdecydowanie niewskazane jest montowanie okapu na ścianach regipsowych, które charakteryzują się mniejszą trwałością, w związku z czym mogą nie poradzić sobie z utrzymaniem urządzenia.  

Po zakończeniu montażu okapu kuchennego – zarówno samodzielnym, jak i z pomocą fachowca – warto także zwrócić się do specjalisty z prośbą o sprawdzenie poprawności instalacji. Pozwoli nam to na upewnienie się zarówno co do właściwości wykonanego montażu, jak i bezpieczeństwa okapu. Po zamontowaniu i dokładnym sprawdzeniu instalacji będziemy także mogli ze znacznie większym spokojem używać okapu i cieszyć się jego funkcjonalnością, a co za tym idzie – wolną od intensywnych zapachów i zanieczyszczeń kuchnią.   

 

 

 


Elon Musk nazwał wodór „najgłupszą rzeczą, jaką można sobie wyobrazić”

Podczas szczytu Financial Times poświęconego przyszłości transportu drogowego Elon Musk był jednym z kluczowych prelegentów. Jeśli chodzi o wodór jako alternatywę dla paliw kopalnych, powtórzył swój sceptycyzm co do roli H2 w magazynowaniu energii. W dość dosadny sposób.

 

„Ciągle na to zwracam uwagę – o wodór pytano mnie prawdopodobnie ponad sto razy, może dwieście” – powiedział Musk w wywiadzie. „Ważne jest, aby zrozumieć, że wodór jest kiepskim rozwiązaniem do przechowywania energii”.

 

Rozwijając swoją myśl, przypomniał, że „gigantyczne zbiorniki” są wymagane do przechowywania wodoru w postaci płynnej, a jeśli w postaci gazowej, to nawet większe.

 

Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) nazywa wodór „wielofunkcyjnym nośnikiem energii”, który może być wykorzystywany w różnych dziedzinach przemysłu i transportu. W szczególności proponuje wykorzystanie go do transportu energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych do miast oddalonych „setki tysięcy kilometrów”.

 

Szef Tesli od dawna krytykuje ten pomysł. W 2014 roku nazwał ogniwa paliwowe „szokująco głupim” i „niesamowicie głupim” pomysłem.

 

Na konferencji prasowej w 2015 r. wyjaśnił, że głównym problemem jest to, skąd pozyskać wodór – na przykład pozyskiwanie go z wody wymaga elektrolizy, aby oddzielić dwa atomy wodoru od jednego atomu tlenu.

 

Według niego wykorzystanie panelu słonecznego do rozszczepienia cząsteczki wody, a następnie wykorzystanie wodoru jako paliwa, zmniejsza wydajność procesu o około połowę w porównaniu z pobieraniem energii bezpośrednio z ogniw fotowoltaicznych.

 

W wywiadzie z 2020 r. nazwał ogniwa paliwowe „uderzająco głupim” pomysłem. Musk pozostaje wierny swojemu stanowisku w sprawie wodoru.

 

„Nie można tego uzyskać naturalnie na Ziemi, wodę trzeba rozdzielać za pomocą elektrolizy lub węglowodorów” – powiedział dziennikarzom FT. „W przypadku rozkładu węglowodorów problem paliw kopalnych pozostaje nierozwiązany, a wydajność elektrolizy jest niska”.

 

Jest też „zielony” wodór, czyli pozyskiwany przy udziale energii ze źródeł odnawialnych, ale wydaje się, że Musk nie przepada za nim ze względu na jego niską efektywność energetyczną, zwłaszcza jeśli wodór jest potrzebny w postaci płynnej.

 


Nowy superkondensator pozwoli naładować telefon w kilka sekund

Problem z bateriami w dzisiejszych urządzeniach elektronicznych jest wszystkim dobrze znany. Z czasem dochodzi do ich degradacji, przez co urządzenie działa coraz krócej i wymaga coraz częstszego ładowania. Jest to prawdziwa zmora dla dzisiejszych laptopów, smartfonów i tabletów. Miejmy jednak nadzieję, że nowy wynalazek wreszcie odmieni ten stan rzeczy.

 

Naukowcy z Uniwersytetu Centralnej Florydy zaprezentowani nowy superkondensator, który można naładować w ciągu kilku sekund, natomiast urządzenie pracowałoby nawet przez tydzień bez konieczności ponownego ładowania. Jest on giętki, posiada niewielki rozmiar i dużą wydajność.

"Naukowcy z UFC odeszli zupełnie od koncepcji wykorzystania grafenu. Zamiast tego owinęli nanorurkami dwuwymiarowe materiały metaliczne o grubości zaledwie kilku atomów, tworząc coś, co sami nazwali superkondensatorem. Dzięki temu, powierzchnia przyjmująca ładunki jest bardzo duża, a przepływ elektronów pomiędzy rdzeniem a powłoką większy, niż w przypadku standardowych baterii." - podaje portal Conowego.pl.

Wynalazcy twierdzą, że ich nowy superkondensator może przetrwać ponad 30 tysięcy ładowań bez degradacji. Jego wydajność i możliwość szybkiego naładowania sprawia, że znajduje idealne zastosowanie w samochodach elektrycznych i ogólnie w elektronice.

 

Dobra wiadomość jest taka, że naukowcy z Uniwersytetu Centralnej Florydy mają zamiar opatentować swój superkondensator. Miejmy więc nadzieję, że nowe superkondensatory pozwolą odmienić dzisiejszą elektronikę.

 


Kraj, który będzie liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji, zostanie "władcą świata"

Wiele się mówi o korzyściach i niebezpieczeństwach wynikających z rozwoju sztucznej inteligencji. Zwykle kładzie się nacisk na zagrożenia, których na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w pełni świadomi. Jednak jedno jest pewne - sztuczna inteligencja może wywołać w danym kraju radykalne przemiany i usprawnić wszystkie sektory, począwszy od gospodarczego po militarny.

 

Prezydent Rosji Władimir Putin, przemawiając kilka lat temu powiedział wprost, że kraj, który będzie przewodził w pracach nad sztuczną inteligencją, będzie dominował nad całym światem. Stwierdzenie to nie jest wcale przesadzone gdy weźmiemy pod uwagę, że inteligentne oprogramowania znajdują zastosowanie w każdym sektorze - zwiększają wydajność w przemyśle przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby pracowników, pozwalają zautomatyzować wiele zawodów a przede wszystkim mogą zrewolucjonizować prowadzenie wojen.

"Sztuczna inteligencja jest przyszłością, nie tylko dla Rosji, ale także dla całej ludzkości. Zapewni nam ogromne możliwości, ale także trudne do przewidzenia zagrożenia. Kto zostanie liderem w tej sferze stanie się władcą świata" - powiedział Władimir Putin.

Nic dziwnego, że światowe mocarstwa aktywnie rozwijają sztuczną inteligencję i wprowadzają ją do systemów zbrojeniowych. Rosyjski prezydent powiedział, że przyszłe wojny będą toczyły się pomiędzy uzbrojonymi dronami (robotami bojowymi), a gdy jedna strona straci swoje zabawki to pozostanie jej wywiesić białą flagę. Wielu futurologów przewiduje, że tak właśnie będą wyglądały przyszłe konflikty zbrojne.

 

Choć Stany Zjednoczone pozostają najpotężniejszym państwem świata to Chiny znajdują się na drugim miejscu. Co więcej, Chiny planują zostać światowym liderem w rozwoju i wdrażaniu sztucznej inteligencji najpóźniej w 2030 roku. Jest to kraj, który przeznacza ogromne środki w automatyzację produkcji, robotyzację i sztuczną inteligencję. Jeśli plan zostanie zrealizowany, Chiny prawdopodobnie zdetronizują USA i staną się nowym supermocarstwem.

 


Chiny posiadają najwięcej superkomputerów na liście TOP500

Od kilku lat Chiny przewodzą w rywalizacji superkomputerowej. To właśnie w Państwie Środka zbudowano najpotężniejszy jak dotąd komputer, który nie ma sobie równych. Teraz dowiadujemy się, że Chiny posiadają już oficjalnie najwięcej superkomputerów a Stany Zjednoczone znalazły się na drugim miejscu.

 

Na liście TOP500 znajduje się obecnie 202 chińskich i 144 amerykańskie superkomputery. Jeszcze sześć miesięcy temu, Stany Zjednoczone posiadały 169 superkomputerów a Chiny "tylko" 159. Jak zatem widać sytuacja zmieniła się radykalnie w bardzo krótkim czasie.

 

Najpotężniejszym superkomputerem na świecie pozostaje produkt "Made in China" - Sunway TaihuLight, który posiada moc obliczeniową 93 petaflopsów. Drugi w kolejności jest Tianhe-2 o mocy 33,9 petaflopsa. Dopiero potem pojawiają się superkomputery powstałe w innych krajach - szwajcarski Piz Daint (19,6 petaflopsa), japoński Gyoukou (19,1 petaflopsa) i amerykański Titan (17,6 petaflopsa).

Naukowcy z Narodowego Centrum Superkomputerowego w Tianjin zapowiadali, że już w 2020 roku zostanie oddany do użytku nowy superkomputer, który będzie posiadał moc obliczeniową zbliżoną do jednego eksaflopsa. To około 10 razy więcej od Sunway TaihuLight. Najnowszy sprzęt pozostali rywali daleko w tyle.

 


Jak wynika z badań, człowiek może dzielić się swoją energią z innym człowiekiem

Naukowcy z Uniwersytetu w Bielefeld w Niemczech wykazali, że rośliny mogą absorbować energię z innych roślin. Badania przeprowadzono na algach, zwłaszcza z gatunku Chlamydomonas reinhardtii. Odkryto, że ​​oprócz swojego podstawowego źródła energii, czyli fotosyntezy, posiadają również inną metodę, która umożliwia im dzielenie się swoją energią między sobą.

 

Wyżej rzeczone badanie zainspirowało Olivię Bader-Lee, lekarkę i terapeutkę, która zdecydowała się na dalsze badanie tego tematu. To co odkryła było niesamowite, ponieważ w dużej mierze pokrywa się z zagadnieniami, opisywanymi przez kryptonaukę, znaną jako bioenergetyka. Według Bader-Lee, nasze ciała są jak gąbki, które pochłaniają energię wokół nas, ale mogą być też z niej wyciśnięte.

"To właśnie dlatego istnieją ludzie, którzy czują się nieswojo, gdy są w pewnej grupie osób z konkretną mieszaniną energii i emocji. Organizm ludzki jest bardzo podobny do roślin, które pochłaniają energię potrzebną do zasilenia swojego stanu emocjonalnego. Może to również pobudzać tworzenie się nowych komórek i zwiększyć ilości kortyzolu. W pewnym sensie karmimy w ten sposób komórki w zależności od potrzeby emocjonalnej."

Wielu z nas zawsze wiedziało o tak zwanych wampirach energetycznych, ale zazwyczaj tłumaczyło się to za pomocą terminologii paranaukowej. Jednak słysząc, że bioenergie rzeczywiście istnieją, a ludzie są w stanie przesyłać je między sobą podobnie jak rośliny, całość nabiera bardziej naukowego a zarazem realnego obrazu.

 

Bader-Lee uważa, że ​​w ciągu wieków ludzkość utraciła związek z naturą, która umożliwiała czerpanie energii potrzebnej do funkcjonowania. W dzisiejszych czasach ludzie, którzy mówią o energii i duchowości, są często krytykowani przez główny nurt społeczności naukowej, ponieważ nie możemy jej zmierzyć przy pomocy ziemskiej technologii. Wygląda jednak na to, że wpływ otaczającej nas energii na człowieka w końcu zostanie potwierdzony naukowo, co samo w sobie jest dużym krokiem naprzód.

 


Koronawirusa mogły wywołać węże, a nie nietoperze

Po przeanalizowaniu wszystkich danych eksperci doszli do wniosku, że to węże takie jak krait chiński czy kobra chińska, mogły doprowdzić do rozprzestrzenienia COVID-19 na całym świecie. 

 

Covid po raz pierwszy wykryto u ludzi pod koniec grudnia 2019 r. w chińskim Wuhan. Uważa się, że wirus ten po raz pierwszy pojawił się u węży - kraita chińskiego i kobry chińskiej. Zostało to ujawnione po przeanalizowaniu sekwencji genetycznych 2019-nCoV i innych znanych koronawirusów.

 

Okazało się, że wirus jest najbardziej podobny do tego występującego u nietoperzy, stąd początkowo sądzono, że to one były jego źródłem. Jednak bardziej szczegółowa analiza bioinformatyczna sekwencji 2019-nCoV wykazała, że ​​covid może pochodzić od węży.

 

Aby dojść do tego wniosku, eksperci zbadali kody białkowe 2019-nCoV i porównali je z kodami białkowymi koronawirusów u ptaków, węży, jeży, nietoperzy itp. Okazało się, że kody te są najbardziej podobne do kodów węży.

 

Trzeba powiedzieć, że węże często polują na nietoperze. Co więcej, w Chinach węże były wcześniej sprzedawane na rynku, więc istnieje możliwość, że koronawirus przeniósł się z nietoperzy na te węże. Ale wciąż nie jest jasne, w jaki sposób taki wirus może przystosować się zarówno do zwierząt ciepłokrwistych, jak i zimnokrwistych.