Grudzień 2021

Delfiny przekazują informacje zmieniając głośność gwizdania

Nowe badanie przeprowadzone przez kalifornijskich naukowców wykazało, że delfiny mogą przekazywać przydatne informacje swoim towarzyszom, zmieniając amplitudę, czyli głośność ich gwizdów, podczas gdy kombinacja częstotliwości dźwięku w każdym z ich gwizdów pozostaje czysto indywidualna, nie zmienia się od niemowlęctwa i służy jako rodzaj podpisu dla każdej osoby. 

Odkrycia sugerują, że delfiny butlonosy mogą używać komunikacji inaczej niż ludzie. Według autorki nowego badania na ten temat, Brittany Jones z National Marine Mammal Foundation w San Diego w Kalifornii, sekwencja częstotliwości w ich przypadku działa jak własny znak wywoławczy, ale wzorzec amplitudy „wypowiedzi” zmienia się z prawie każdym nowym dźwiękiem - mogą zmieniać amplitudę, aby przekazywać sobie dodatkowe informacje.

 

Delfiny butlonosy uważane są za najbardziej znane i rozpowszechnione delfiny, ich długość ciała wynosi od 2 do 4 m, waga od 150 do 650 kg. Żyją średnio 20 lat, ale mogą żyć ponad 40. Od prawie 60 lat naukowcy badają charakterystyczne gwizdy delfina butlonosego Tursiops truncatus. Jednak dość trudno jest uchwycić różnicę w amplitudzie u zwierząt podwodnych, które nieustannie poruszają się w różnych kierunkach. 

 

Teraz ulepszona technologia umieszczania podwodnych mikrofonów – hydrofonów – wraz z bardziej wyrafinowanym sprzętem do analizy dźwięku i bardziej kontrolowanym środowiskiem w zakresie przeprowadzania eksperymentów, umożliwiła rejestrowanie amplitud gwizdów delfinów z dużo większą dokładnością.

 

Jones i jej współpracownicy wykorzystali tę technologię do nagrania około 50 powtórzeń charakterystycznych gwizdów ośmiu dorosłych delfinów żyjących w naturalnych basenach z wodą morską w zatoce San Diego. Delfiny te były wykorzystywane w ramach programu marynarki wojennej na ssaki morskiej, uruchomionego w 1962 r., w celu testowania podwodnych systemów biotechnologicznych wykorzystujących zwierzęta do technologii. Służą do wyszukiwania i wydobywania podwodnych obiektów, zbierania danych środowiskowych i hydrologicznych za pomocą przyrządów zamontowanych na zwierzętach, a także wspomagania nurków i odpierania ataków przez podwodnych sabotażystów. Jako zwierzęta doświadczalne wykorzystuje się zwykle duże ssaki morskie – głównie delfiny butlonose i lwy morskie.

 

Eksperymenty wykazały tendencję do zwiększania głośności, gdy delfiny gwizdały z mniejszą częstotliwością, ale poza tym nie zaobserwowano wyraźnych wykresów amplitudy u delfinów lub gwizdów tego samego delfina. Z każdym gwizdkiem niektóre części „wypowiedzi” brzmiały głośniej, inne ciszej. 

 

Ponadto powtarzanie tego samego „słowa” zdarzało się w kółko, co nie mogło być przypadkiem. Naukowcy zasugerowali więc, że w ten sposób delfiny mogą przekazywać dodatkowe informacje, na przykład zgłaszać swoje położenie, poziom pobudzenia, status rozrodczy i czy w pobliżu znajduje się drapieżnik.

 

Artykuł na ten temat został opublikowany w czasopiśmie Behavioral Processes.


Merkury okazuje się być najbliższą planetą Ziemi

Która planeta jest najbliżej Ziemi? Zdrowy rozsądek podpowiada, że ​​jest to Mars lub Wenus, nasi najbliżsi sąsiedzi. Z tych dwóch Wenus jest bliżej Ziemi niż jakakolwiek inna planeta, a jej orbita jest najbliżej naszej. Ale Wenus nie jest najbliższą planetą przez ponad połowę czasu, jak wskazano w nowym artykule w Physics Today - okazuje się, że wtedy najbliższą planetą jest Merkury.

W rzeczywistości naukowcy, którzy napisali ten artykuł, obliczyli i odkryli, że średnio Merkury jest najbliższą planetą nie tylko Ziemi, ale wszystkich innych planet Układu Słonecznego.

 

Naukowcy opracowali symulację Układu Słonecznego, w którym wszystkie planety poruszają się po swoich orbitach. Pozwalają planetom krążyć po orbicie przez tysiące symulowanych lat, jednocześnie obliczając odległość między dowolnymi dwoma z nich. Naukowcy następnie uśrednili te wartości razem, aby określić, które planety są najbliżej siebie w czasie.


Co zaskakujące, odkryli, że Merkury był najbliższą planetą wszystkich siedmiu innych planet. Może wydawać się to niemożliwe, ale ma to sens, jeśli weźmie się pod uwagę, że każda planeta spędza około połowy swojego czasu po przeciwnej stronie Słońca. W przypadku Ziemi, chociaż Wenus zbliża się do Ziemi, spędza również dużo czasu bardzo, bardzo daleko.

 

Jest to zupełnie inny sposób obliczania „najbliższej planety” niż ten, który zna większość ludzi. Zwykle odległość od jednej planety do drugiej odnosi się do odległości między orbitami dwóch planet. Ale wynik pokazuje, że jeśli chodzi o określenie najbliższej Ziemi planety, istnieje kilka sposobów, aby to zrobić.


Kraje Europy Wschodniej podejmują autorytarne środki przeciwko Covid

W Europie mamy obecnie powszechne naruszenia praw i wolności demokratycznych w odpowiedzi na pandemię koronawirusa SARS-CoV-2. Jak wykazała analiza Guardiana, europejskie podejście polityczne do pandemii koronawirusa podzieliło się według twardych linii między Wschodem a Zachodem.

Według badania przeprowadzonego przez Institute for Varieties of Democracy (V-Dem), w 5 z 18 krajów Europy Wschodniej zgłoszono poważne naruszenia międzynarodowych wolności demokratycznych od marca 2020 roku, podczas gdy żaden z 12 krajów Europy Zachodniej tego nie zrobił.

 

Badanie pokazuje również, że kraje Europy Wschodniej częściej uciekają się do niewłaściwego przymusu, dezinformacji i dyskryminacji, przy czym najczęstszym naruszeniem są ograniczenia mediów.

 

Najpoważniejsze naruszenia miały miejsce w Serbii, gdzie ich liczba była trzykrotnie większa niż średnia europejska. W ramach specjalnego reżimu wprowadzonego w ramach ogłoszonego stanu wyjątkowego uchodźcy, migranci i osoby ubiegające się o azyl byli selektywnie wybierani i umieszczani w ścisłej 24-godzinnej kwarantannie kontrolowanej przez wojsko. Nie wolno im było opuszczać ośrodków, a personel pomocniczy nie mógł wejść do środka.

 

Belgia była jedynym krajem Europy Zachodniej, w którym doszło do umiarkowanych naruszeń. Według Instytutu V-Dem podczas pandemii w kraju odnotowano profilowanie etniczne, a mniejszości etniczne zostały nieproporcjonalnie dotknięte przez policję. Śmierć 19-latka z Afryki Północnej podczas policyjnego pościgu wywołała protesty antyrasistowskie, ludzi domagających się sprawiedliwości i odpowiedzialności. Później Komitet ONZ ds. Eliminacji Dyskryminacji Rasowej (Cerd) wydał raport, w którym wyraził zaniepokojenie dyskryminującymi działaniami policji.

 

Eksperci twierdzą, że takie działania często następują po represjach w związku z Covid-19 ustanowionych przez rząd i nie mają jasnej podstawy w zakresie praworządności. Analiza Guardiana pokazała również, w jaki sposób niektóre rządy w Europie Wschodniej i Środkowej z historią podważania zasad demokratycznych wykorzystały pandemię do dalszego rozpowszechniania antydemokratycznych praktyk.

 

W Słowenii rząd nałożył ograniczenia finansowe i prawne na organizacje pozarządowe i zmienił przepisy dotyczące ochrony środowiska w ramach pakietu środków stymulujących rozprzestrzenianie się koronawirusa. Od 23 czerwca 2021 r. kraj został dodany do listy obserwacyjnej krajów doświadczających gwałtownego spadku wolności obywatelskich. Rządy coraz częście używają Covid-19 jako wymówki, aby podjąć działania, które wpływają na podstawowe prawa człowieka.

 

Podczas gdy demokracje pozostały dość stabilne w większości krajów Europy Zachodniej, według Instytutu V-Dem cztery kraje Europy Wschodniej przekształciły się z demokracji liberalnej w demokrację wyborczą. Dwa inne kraje – Węgry i Serbia – przeszły od demokracji wyborczej do autokracji wyborczej.

 

Jest jednak nadzieja, ponieważ autorytaryzm opiera się zasadniczo na poparciu społecznym. Dla zwykłych ludzi protest, sprzeciw i edukacja są najlepszymi sposobami oporu wobec tendencji antydemokratycznych.

 

Indeks Liberalnej Demokracji, opracowany przez Instytut V-Dem, mierzy stopień demokracji i siłę instytucji demokratycznych w danym kraju, z punktacją od 0 do 1. Mierzy jakość wyborów, prawo wyborcze, wolność słowa i mediów, wolność zrzeszania się, ograniczenia władzy wykonawczej i praworządności. Składający się z kilku wskaźników wtórnych, ma dać kompleksową ocenę jakości demokracji w kraju.

 


Były doradca premiera Izraela: Jeffrey Epstein pracował dla izraelskiego wywiadu wojskowego

Ari Ben-Menashe, w latach 1977-1987 oficer wywiadu wojskowego Izraelskich Sił Obronnych a następnie doradca ds. wywiadu premiera Icchaka Szamira w rozmowie z witryną Consortium News stwierdził, że Jeffrey Epstein, amerykański finansista i przestępca seksualny, był współpracownikiem wojskowych specsłużb państwa Izrael.

Menashe twierdzi, że wbrew temu co niektórzy uważają i co powtarzają, Epstein nie współpracował z Mossadem lecz z wywiadem wojskowym – Amanem. Z kolei w rozmowie opublikowanej w książce Dylana Howarda pt. „Epstein: Dead Men Tell No Tales” ten żydowski oficer wywiadu twierdzi, że współpracował osobiście z Maxwellem, który również miał być człowiekiem Amanu a nie Mossadu. Oraz że to Maxwell zaangażował we współpracę z izraelską razwiedką swoją córkę Ghislaine oraz Epsteina.

 

Stwierdził także, że działalność pedofilska Epsteina i Maxwell wynikała z rozkazów izraelskich służb specjalnych:

Epstein kręcił się z Robertem Maxwellem, a jego córka też tam się kręciła i tak się poznali. Później [Ghislaine] razem z nim zaangażowała się w izraelski wywiad. Ale nie w ten biznes handlu bronią z Iranem  Ci ludzie byli postrzegani jako agenci. Nie byli tak naprawdę kompetentni, żeby robić zbyt wiele. I tak znaleźli dla siebie niszę. Pan Epstein był prostym idiotą, który dostarczał dziewczyny wszystkim politykom w Stanach Zjednoczonych. Widzisz, pieprzenie się nie jest przestępstwem. To może być krępujące, ale to nie przestępstwo. Ale ruchanie czternastoletniej dziewczyny to przestępstwo. I robił zdjęcia politykom ruchającym się z czternastoletnimi dziewczynami – jeśli chcesz to wyjaśnić. Po prostu szantażowali ludzi, po prostu szantażowali ludzi w ten sposób.

Ari Ben Menashe jest także autorem kontrowersyjnej książki „Zyski z wojny”, napisanej na przełomie lat 80-tych i 90-tych w której to ujawnia tajne powiązania Izraela z handlem bronią na różnych kontynentach, w tym we współpracę Izraela oraz Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w połowie lat 80-tych kiedy to polski przemysł zbrojeniowy miał według autora dostarczać Iranowi broń i amunicję poprzez pośrednika a więc właśnie Izrael. Zielone światło dla tej działalności miał zapalić ówczesny szef KGB Wiktor Czebrikow. Mimo iż ZSRR w wojnie Iranu z Irakiem (1980-1988) faworyzował Irak Husseina.

Jak zauważają autorzy artykułu o Epsteinie z Consortium News z czerwca 2020 roku dotychczasowe produkcje dokumentalne w sprawie Epsteina pomijają jego zaangażowanie w działalność wywiadowczą co uniemożliwia opinii publicznej zapoznanie się z istotą działalności jego oraz Ghislaine Maxwell z zakresu pedofilii i handlu dziećmi, którą to według Ben Menashego uprawiali jego koledzy z izraelskich wojskowych służb specjalnych.

Jeffrey Epstein, przestępca który dostarczał dziewczyny wpływowym amerykańskim politykom, został w 2019 roku aresztowany pod zarzutem handlu nieletnimi w celach seksualnych. Miesiąc po aresztowaniu miał on popełnić samobójstwo w więziennej celi. Według patologa zatrudnionego przez brata Epsteina, został on zamordowany.

Ghislaine Maxwell, córka izraelskiego szpiega Roberta Maxwella, wspólniczka Epsteina oraz także współpracowniczka żydowskich specslużb, została wczoraj uznana winną przedstawionych jej zarzutów: nakłaniania nieletnich do podróży celem podejmowania zabronionych czynności seksualnych, przewożenia ich z zamiarem odbycia nielegalnej aktywności seksualnej i stręczenia. Za te przestępstwa grozi jej kara od 5 do 40 lat pozbawienia wolności.

 

 

Na podstawie:

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2149390,1,ghislaine-maxwell-jest-winna-lawn...

https://en.wikipedia.org/wiki/Jeffrey_Epstein

https://books.google.pl/books?id=tIm0DwAAQBAJ&pg=PT44&lpg=PT44&dq=Mr.+Epstein+was+the+simp...

https://consortiumnews.com/2020/06/18/epstein-case-documentaries-wont-touch-tales-of-intel...

https://en.wikipedia.org/wiki/Ari_Ben-Menashe

Ben-Menashe A., "Profits of War. Inside the Secret U.S. - Israeli Arms Network", Walterville 1992


Cena kryptowalut spada,bo wiele krajów zacieśnia nad nimi kontrolę

Kryptowaluty są w tym tygodniu w wielkiej gorączce, a ich wartość gwałtownie spada. Bitcoin i Ethereum straciły na wartości prawie 7% w świetle nowych obaw przed ściślejszą regulacją walut cyfrowych.

 

Spadek nastąpił po tym, jak Bank Centralny Rosji ogłosił, że będzie weryfikował transakcje związane z kryptowalutami.

 

Tymczasem Bank Rezerw Indii wezwał parlament do przyjęcia przynajmniej wstępnej wersji ustawy, która będzie regulować korzystanie z kryptowalut.

 

Analitycy z CoinDesk, serwisu informacyjnego specjalizującego się w bitcoinach i walutach cyfrowych, przypisują to obawom o nowe decyzje regulacyjne, które Rezerwa Federalna USA może podjąć w 2022 roku.

 

Według CoinDesk, Bitcoin spadł we wtorek o ponad 7% do 47 330 dolarów, o ponad 30% poniżej rekordowego poziomu 68 990 dolarów.

 


NASA zapytała teologów - Jak zareaguje świat na odkrycie kosmitów?

Amerykańska agencja kosmiczna NASA zrekrutowała ostatnio 24 teologów do udziału w programie Centrum Badań Teologicznych (CTI - Center for Theological Inquiry) na Uniwersytecie Princeton. Grupa oceni jak ludzie zareagują w przypadku znalezienia życia na innych planetach i jak to odkrycie wpłynie na nasze wyobrażenia o bogach i stworzeniu.

CTI jest określane jako budowanie „mostów porozumienia poprzez łączenie teologów, naukowców i decydentów politycznych w celu wspólnego myślenia i informowania opinii publicznej o problemach globalnych”. NASA zauważa, że ​​program ma na celu udzielenie odpowiedzi na pytania, które myliły nas od niepamiętnych czasów, na przykład, czym jest życie? Co to znaczy żyć? Gdzie narysować granicę między człowiekiem a kosmitą? Jakie są możliwości inteligentnego życia gdzie indziej?

 

Andrew Davison, teolog z Cambridge University z doktoratem z biochemii w Oksfordzie, dołączył do grona teologów NASA, jest przekonany, że perspektywa znalezienia życia na innej planecie staje się coraz bardziej realna. Przygotował do publikacji książkę "Astrobiologia i doktryna chrześcijańska", która ukaże się w przyszłym roku. Książka zauważa, że ​​wyznawcy wielu tradycji religijnych mogą zaakceptować ideę obcego życia. 

 

Carl Pilcher, który do 2016 r. kierował Instytutem Astrobiologii NASA, powiedział, że wydział chce, aby teologowie „rozważyli implikacje stosowania narzędzi nauki z końca XX i początku XXI wieku do kwestii, które były rozważane w tradycjach religijnych od setek lub tysięcy lat". Według niego nie można sobie wyobrazić, że Ziemia jest jedynym miejscem we Wszechświecie, w którym istnieje życie. 

 


Naukowcy odkryli, w jaki sposób czerwone mięso prowadzi do zawałów serca i udarów

Eksperci z Cleveland Clinic odkryli, że zamiłowanie do czerwonego mięsa jest obarczone zwiększonym ryzykiem zawału serca i udaru mózgu z powodu wytwarzania substancji, która uszkadzają układ sercowo-naczyniowy podczas trawienia. Poinformowano o tym w nowym artykule opublikowanym w czasopiśmie Nature Microbiology.

Wcześniej ta sama grupa badaczy zauważyła, że ​​N-tlenek trimetyloaminy – produkt uboczny powstający, gdy bakterie jelitowe trawią pewne składniki odżywcze z czerwonego mięsa i innych pokarmów zwierzęcych – zwiększa ryzyko udaru mózgu i chorób serca. W procesie przekształcania karnityny w TMAO powstaje pośredni metabolit gamma-butyrobetaina.

 

Wiele drobnoustrojów może przekształcić karnitynę w gamma-butyrobetainę, ale tylko kilka z nich przekształca następnie gamma-butyrobetainę w TMAO. Najczęściej robi to bakteria Emergencia timonensis, która występuje w dużych ilościach w kale wszystkożerców, a w małych w kale wegetarian.

 

Naukowcy pobrali próbki osocza na czczo od prawie 3000 ochotników i zbadali zawartość gamma-butyrobetainy w próbkach. Porównując poziomy gamma-butyrobetainy z danymi klinicznymi, naukowcy odkryli, że im wyższy poziom we krwi, tym częściej uczestnicy badania doświadczali udarów, zawałów serca i innych chorób sercowo-naczyniowych.

 

Eksperymenty na myszach i badanie kału uczestników badania wykazały, że wzrost stężenia bakterii Emergencia timonensis przyczynia się do wyraźniejszego przetwarzania gamma-butyrobetainy w TMAO. Naukowcom udało się zidentyfikować klaster sześciu genów w mikroorganizmach jelitowych odpowiedzialnych za wykorzystanie gamma-butyrobetainy. Okazało się, że obecność gamma-butyrobetainy sprzyja aktywnej pracy wszystkich sześciu genów, z których cztery odgrywają główną rolę w konwersji gamma-butyrobetainy do TMAO.

 

Naukowcy uważają, że odkryty zespół genów może w przyszłości stać się celem do walki z jednym z czynników chorób układu krążenia. W międzyczasie zalecają nie nadużywać czerwonego mięsa - drób i ryby mogą stać się bezpieczniejszymi źródłami białka.


Rosyjska rakieta „Angara A5” na skutek awarii może spaść na Ziemię w niekontrolowany sposób

W poniedziałek, rosyjska agencja kosmiczna Roscosmos, wystrzeliła rakietę Angara A5. Pojazd zmierzał w kierunku tzw. „grobowej orbity” - obszaru przestrzeni wokół Ziemi, gdzie satelity zwykle trafiają pod koniec swojego okresu eksploatacji. Jednak zanim rakieta dotarła do miejsca docelowego, jej silnik górnego stopnia uległ awarii w dwie sekundy po drugim odpaleniu. W rezultacie rakieta i jej atrapa utknęły na bardzo niskiej orbicie okołoziemskiej i nieuchronnie spadną na powierzchnię naszej planety.

 

Według niektórych ekspertów rakieta jest tak nisko, że oczekuje się jej niekontrolowanego powrotu do atmosfery. Masa rakiety i ładunku wynosiła „około czterech ton”, a to wystarczająca masa aby niektóre jej części mogły dotrzeć do powierzchni Ziemi.

 

Jest to bardzo podobna sytuacja jak w przypadku chińskiej rakiety Long March 5B, która spadła na Ziemię w niekontrolowany sposób tej wiosny. Należy jednak zauważyć, że Długi Marsz ważył 22,5 tony metrycznej - znacznie więcej niż rosyjska rakieta. 

Chociaż Angara prawdopodobnie spłonie rozpadając się na małe w większości nieszkodliwe kawałki, nadal jest to dość wstydliwe niepowodzenie dla rosyjskich wysiłków kosmicznych – zwłaszcza biorąc pod uwagę kontrowersje, jakie jej budowa wywoływała w Rosji w ciągu ostatnich lat. 

 

Angara to rodzina rosyjskich rakiet nośnych, które mają zastąpić dotychczas wykorzystywane rakiety: Sojuz, Proton i Zenit. Pierwszy udany start rakiety z rodziny Angara odbył się 9 lipca 2014 roku z kosmodromu Plesieck. Najcięższe warianty Angary będą nośnością porównywalne do rakiet: Delta IV Heavy, Atlas V, Ariane 5 ECA, Chang Zheng 5, Falcon 9 i GSLV Mk III.


Elon Musk odrzuca twierdzenia, że ​​jego satelity zaśmiecają przestrzeń kosmiczną

Elon Musk odrzucił twierdzenia Chin, że ​​jego projekt Internetu satelitarnego Starlink zajmuje zbyt dużo miejsca w kosmosie. Jego zdaniem na orbitach blisko Ziemi można zmieścić „dziesiątki miliardów” satelitów.

Jego komentarze pojawiły się po tym, jak szef Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) ogłosił, że Musk „ustanawia własne zasady” dla rozwijającego się komercyjnego przemysłu kosmicznego.

 

Musk trafił na pierwsze strony gazet w tym gdy Chiny oficjalnie poskarżyły się, że ich stacja kosmiczna została zmuszona do unikania kolizji z satelitami SpaceX systemu Starlink. Zdaniem chińskiej agencji kosmicznej w tym roku były już dwa „bliskie spotkania” z satelitami Starlink. Incydenty miały miejsce 1 lipca i 21 października, jak wynika z dokumentu przedłożonego w tym miesiącu przez Chiny do Biura ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej.

 

Incydenty leżące u podstaw skarg wniesionych do agencji kosmicznej ONZ nie zostały jeszcze niezależnie potwierdzone. Chiny oskarżyły również Stany Zjednoczone o narażanie astronautów na niebezpieczeństwo poprzez ignorowanie ich zobowiązań wynikających z traktatów kosmicznych.

„Kosmos jest ogromny, a satelity są bardzo małe”, powiedział Musk 

Musk odrzucił również sugestie, że jego projekt Starlink Internet Services skutecznie zniechęca konkurentów w branży satelitarnej, mówiąc, że na orbicie ziemskiej jest wystarczająco dużo miejsca dla satelitów.

„To nie jest sytuacja, w której jakoś blokujemy innych. Nikomu nie przeszkadzaliśmy i nie zamierzamy” – powiedział - „Kilka tysięcy satelitów to nic. To jak kilka tysięcy samochodów na Ziemi, to nic” 

W tym miesiącu Josef Aschbacher, dyrektor generalny ESA, ostrzegł, że tysiące satelitów komunikacyjnych wystrzelonych przez Starlink pozostawi konkurentów z dużo mniejszą przestrzenią. Inni eksperci stwierdzili, że potrzebne są znacznie większe odległości, aby zapobiec kolizjom między statkami kosmicznymi, niż przewidywał Musk.

 

Naukowcy zgłaszali również wcześniej obawy dotyczące ryzyka kolizji w kosmosie i wezwali światowe rządy do podzielenia się informacjami na temat około 30 tysięcy satelitów i innych kosmicznych śmieci krążących wokół Ziemi.

 

SpaceX wystrzelił już do tej pory prawie 1900 satelitów telekomunikacyjnych konstelacji Starlink i planuje wystrzelić kolejne tysiące z nich.


Ośmiornice mogą być tak wyczekiwanymi przez nas kosmitami

Ludzkość od dekad aktywnie poszukuje śladów życia poza Ziemią. Pojawiła się teoria sugerująca, że kosmici przebywają z nami już od setek milionów lat i są nimi ośmiornice.

540 milionów lat temu, razem z meteorami i kometami, które rozbiły się w oceanie, przybyły na Ziemię zamrożone jaja ośmiornic.

Zdaniem zespołu 33 uczonych, ośmiornice, kalmary i mątwy, mają być dowodem wpływu wirusów pochodzenia pozaziemskiego na kształtowanie się ewolucji na naszej planecie.

Okazuje się, że genów kodujących białka, jest u ośmiornic o 33 000 więcej, niż u ludzi.

Co więcej, niektóre z genów nie występowały w jakiejkolwiek wcześniejszej formie życia. Skoro nie było ich na Ziemi, to musiały przybyć spoza niej.

Zatem może zamiast szukać daleko w Kosmosie, lepiej skupić się na dokładnym badaniu tego, co mamy na naszej planecie?

Naukowcy mówią, że o oceanach wiemy o wiele mniej niż o Księżycu i Marsie. O czymś więc to świadczy.

Ośmiornice czy delfiny to zdecydowanie są organizmy, które powinny stać się w o wiele większym stopniu potencjalnymi kandydatami do stwierdzenia, że Kosmici są już wśród nas, tyle, że w zupełnie innej formie niż ta, którą faszeruje nasze świadomości kino science-fitcion.

 


W Izraelu ptasia grypa zabija żurawie

Ofiarami ptasiej grypy, która wybuchła w Izraelu, padło 2 tys. żurawi, które zamieszkiwały teren rezerwatu na północy kraju. Poinformowali o tym kierownicy rezerwatu i władze izraelskie.

Wirus ptasiej grypy jest obserwowany w Izraelu co roku, ale niedawna epidemia jest znacznie większa niż zwykle. Oprócz 2 tys. zgonów żurawi z powodu wirusa, około 10 tys. jest obecnie zarażonych.

 

Co roku żurawie przylatują do Izraela w sezonie jesiennym, lecąc do Afryki. Ptaki zatrzymują się na chronionym obszarze Doliny Hula, a następnie większość z nich kontynuuje swoją drogę. W tym roku w dolinie pozostało około 40 tysięcy ptaków.

 

Zarządzający obszarami chronionymi i władze kraju obawiają się wybuchu ptasiej grypy na dużą skalę, która może mieć wpływ na liczebność populacji ptaków. Wirus H5N1 rzadko przenosi się na ludzi, ale znane są przypadki, kiedy tak się stało. Według danych WHO od 2003 roku infekcja pochłonęła życie 459 osób. Prawie wszyscy byli obywatelami Indonezji, Egiptu i Wietnamu.

 


Chińczycy opracowują „prokuratora” AI, który może tworzyć akty oskarżenia jak w filmie Raport Mniejszości

Naukowcy z Chin twierdzą, że jako pierwsi na świecie stworzyli maszynę, która za pomocą sztucznej inteligencji może oskarżać ludzi o przestępstwa. Według naukowców „prokurator” AI może wnieść akt oskarżenia z ponad 97-procentową dokładnością jedynie na podstawie słownego opisu sprawy.

Cyfrowy prokurator został zbudowany i przetestowany przez Ludową Prokuraturę Szanghaj Pudong, największy i najbardziej ruchliwy okręg prokuratorski w państwie środka.

 

Według profesora Shi Yonga, dyrektora Laboratorium Big Data i Zarządzania Wiedzą Chińskiej Akademii Nauk oraz głównego badacza projektu, technologia może zmniejszyć codzienne obciążenie prokuratorów, pozwalając im skoncentrować się na bardziej złożonych sprawach. System ma potencjał, by w pewnym stopniu zastąpić prokuratorów w procesie podejmowania decyzji.

 

Wykorzystanie technologii sztucznej inteligencji w organach ścigania rozszerza się na całym świecie. Niektórzy niemieccy prokuratorzy używają technologii sztucznej inteligencji, takich jak rozpoznawanie wzorców i kryminalistyki cyfrowej, aby poprawić szybkość i dokładność prowadzonych spraw, ale to chińscy prokuratorzy przodują i jako pierwsi zastosowali sztuczną inteligencję już w 2016 roku. Wielu z nich używa teraz narzędzia AI znanego jako System 206. Narzędzie to może ocenić siłę dowodów, warunki aresztowania i zagrożenie publiczne ze strony podejrzanego.

Ale wszystkie istniejące narzędzia sztucznej inteligencji odgrywają ograniczoną rolę, ponieważ nie są zaangażowane w proces podejmowania decyzji w celu wniesienia zarzutów i skazania. Podejmowanie takich decyzji będzie wymagało od maszyny zidentyfikowania i usunięcia z akt sprawy wszystkiego, co nie ma związku z przestępstwem, bez usuwania przydatnych informacji.

 

Maszyna będzie również musiała przekształcić złożony, ciągle zmieniający się ludzki język w standardowy format matematyczny lub geometryczny, który może zrozumieć komputer. Chińskie firmy internetowe opracowały potężne narzędzia do przetwarzania języka naturalnego, ale często wymagają do działania dużych komputerów, do których prokuratorzy nie mają dostępu.

 

Prokurator AI opracowany przez zespół profesora Shi, może działać na każdym komputerze stacjonarnym. Dla każdego podejrzanego sporządzi akt oskarżenia w oparciu o 1000 cech pochodzących z tekstu opisu przypadku wygenerowanego przez człowieka, z których większość jest zbyt mała lub abstrakcyjna, aby miała sens dla człowieka. System 206 następnie ocenia dowody.

Maszyna została „przeszkolona” dla ponad 17 tys. przypadków w latach 2015-2020. Obecnie jest w stanie zidentyfikować i ścigać osiem najczęstszych przestępstw w Szanghaju. Obejmują one oszustwa związane z kartami kredytowymi, hazardem, lekkomyślną jazdą samochodem, umyślnemu wywoływaniem obrażeń ciała, utrudnianiem wykonywania obowiązków, kradzieżami, oszustwami i „podżeganiem do kłótni i wzniecaniem zamętu”, czyli kategorią oskarżenia najczęściej używaną do tłumienia protestujących.

 

Twórcy systemu stwierdzili, że Prokurator AI wkrótce stanie się potężniejszy dzięki ulepszeniom. Będzie mógł rozpoznać mniej powszechne przestępstwa i wnieść kilka zarzutów przeciwko jednemu podejrzanemu. Nie wiadomo, kiedy i czy technologia znajdzie zastosowanie w innych częściach Chin. 


Czy wędrujące planety stanowią zagrożenie dla Ziemi?

Grupa astronomów, korzystając z danych z kilku teleskopów Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO) i innych instrumentów, odkryła co najmniej 70 nowych wędrujących planet w naszej galaktyce. Według obliczeń naukowców, w Drodze Mlecznej może znajdować się kilka miliardów takich wędrujących ciał niebieskich. o ich istnieniu dowiedzieliśmy się stosunkowo niedawno i nadal nie wiemy czy i jak może to zagrażać Ziemi.

 

W rzeczywistości ludzkość nie wie tyle o tym, co dzieje się poza Układem Słonecznym, ile by chcieli naukowcy. A teraz nadal trwa okres aktywnego gromadzenia wiedzy, co w dużej mierze wiąże się z poprawą technicznych możliwości obserwacji. Nawet o naszym domu, o samym Układzie Słonecznym, ludzie mają bardzo małą wiedzę jak na kosmiczne standardy.

 

Owszem, w pobliżu Ziemi prawie wszystkie ciała niebieskie są policzone i uwzględniane w podręcznikach, ale w kwestii tego co na przykład znajduje się poza orbitą Neptuna, często możemy tylko zgadywać i polegać na badaniach teoretycznych. Na przykład - według współczesnej teorii około jeden rok świetlny od Słońca znajduje się hipotetyczny obszar Układu Słonecznego - obłok Oorta - to tam powstają komety długookresowe, których okres obrotu wokół Słońca trwa ponad 200 lat. Ale nie można było zobaczyć, jak wygląda ta chmura, bo była za daleko. Najszybsza sonda kosmiczna opuszczająca Układ Słoneczny, Voyager 1, poleci tam dopiero po tysiącach lat i najprawdopodobniej nie będzie wtedy już działać. Nie da się też zobaczyć obłoku Oorta za pomocą teleskopów - współczesna optyka jeszcze nie jest do tego zdolna.

 

Poza Układem Słonecznym sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ludzkość może obserwować właściwie tylko bardzo jasne źródła, takie jak gwiazdy. Większość innych obiektów znajduje się za pomocą obliczeń matematycznych i obserwując jasność bardziej zauważalnych obiektów. To właśnie zmiana światła, zniekształcenie propagacji promieniowania elektromagnetycznego pod wpływem grawitacji od innych obiektów, pozwoliło ludziom widzieć niewidzialne - znajdować planety w pobliżu innych gwiazd. Tak więc zwykle egzoplaneta znajduje się na podstawie przyciągania grawitacyjnego, jakie wywiera na swoją gwiazdę (metoda prędkości radialnej) lub jasności układu, który jest słabszy, gdy planeta przechodzi przed gwiazdą (metoda tranzytu). 

Ale to nie zadziała w przypadku „wędrujących planet”, ponieważ nie są one związane grawitacją z gwiazdami. Są to planety, które z jakiegoś powodu oderwały się od grawitacji swojej gwiazdy i odleciały w przestrzeń kosmiczną. W 2011 roku naukowcy na podstawie pomiarów sugerowali, że może istnieć wiele takich planet - bez swojej „rodzimej” gwiazdy, a w 2021 roku grupa europejskich naukowców była w stanie wykryć niewielką ich część bardzo ciekawą metodą. 

 

Europejscy eksperci wykorzystali fakt, że w ciągu kilku milionów lat, które minęły od ich powstania, planety te wciąż są wystarczająco gorące, aby świecić w widmie podczerwonym. Dzięki temu są dostępne do bezpośredniego wykrywania za pomocą czułych kamer zamontowanych na dużych teleskopach.

 

Mówiąc w uproszczeniu, zwykłym okiem nie zobaczysz kogoś w całkowicie ciemnym pomieszczeniu, bo nic go nie oświetla, ale możesz użyć kamery na podczerwień i zobaczyć jego termiczną poświatę. Dokładnie taką technologię obserwacji w podczerwieni będzie wykorzystywał wystrzelony niedawno kosmiczny teleskop Jamesa Webba - JWST. Prawdopodobnie wykryje on bardzo wiele wędrujących planet.

 

Jednak ​​ta metoda działa tylko na planety, które są jeszcze gorące i mają wystarczającą wielkość. Dlatego wszystkie znalezione wędrujące planety mają masę porównywalną do masy Jowisza, czyli ponad 300 razy większą niż masa Ziemi. To znaczy najprawdopodobniej istnieją małe wędrujące planety, podobne do wielkości Ziemi, ale jak dotąd nie zdołaliśmy ich wykryć.

 

Aby znaleźć te 70 planet, naukowcy wykorzystali dane z ponad 20-letnich obserwacji. Jednocześnie, biorąc pod uwagę ogromne rozmiary przestrzeni kosmicznej, szansa na trafienie na tak wędrującą planetę (nawet jeśli w Drodze Mlecznej jest ich kilka miliardów) jest nadal praktycznie zerowa. Poza układami gwiezdnymi przestrzeń jest pusta, prawie nie ma w niej materii. Oznacza to, że nawet jeśli taka planeta znajduje się na ścieżce Układu Słonecznego, jest bardzo mało prawdopodobne, aby wpłynęło to na życie Ziemian.

Jednak taka planeta może wywołać na tyle duże reperkusje, że zmienią się orbity aktualnych planet, co w przypadku Ziemi mogłoby się wiązać z poważnymi zmianami klimatycznymi. Nie można też wykluczać, że wpływ grawitacyjny takiej pobliskiej planety wędrującej może sprowadzić na naszą część przestrzeni kosmicznej więcej kosmicznego gruzu co mogłoby w konsekwencji grozić regularnym ostrzałem asteroidami.

 


Naukowcy będą obserwować Amazonkę z kosmosu

Biorąc pod uwagę rozmiar i złożoność ekosystemu Amazonii, naukowcy wykorzystują satelity do zdalnego prowadzenia badań hydrologicznych. NASA planuje wystrzelić dwa dedykowane satelity hydrologiczne - satelitę SWOT do badania topografii wód powierzchniowych i oceanów oraz satelitę NASA ISRO SAR.

 

Dorzecze Amazonki jest największym dorzeczem na świecie. A teraz jest to także jedno z największych „laboratorium”. W sumie dorzecze Amazonki obejmuje siedem krajów i zasila 4 z 10 największych rzek na świecie. Dorzecze obejmuje gęsty las deszczowy, rozległe tereny zalewowe i połączone ze sobą tereny podmokłe. 

 

W regionie występują również duże opady deszczu - około 2200 milimetrów rocznie. Głębsze poznanie hydrologii regionu jest niezwykle ważne, zwłaszcza w świetle zachodzących zmian środowiskowych – wzrostu liczby powodzi, susz, a także czynnika ludzkiego: budowy zapór i wylesiania.

 

Naukowcy planują ocenić opady deszczu, jakość ekosystemów wodnych, zmiany środowiskowe i nie tylko przez pryzmat teledetekcji. Ma to na celu uzyskanie nowego spojrzenia na cykl wodny w Amazonii, jednocześnie identyfikując wyzwania i luki w wiedzy na potrzeby przyszłych badań w regionie. Zdaniem autorów, badania doprowadzą do opracowania kompleksowego programu monitoringu i badań dla całego dorzecza.

 

Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Reviews of Geophysics.


USA się zbroi i wyda na swoją armię rekordową sumę 770 miliardów dolarów

Prezydent Joe Biden podpisał ustawę o autoryzacji obrony narodowej - NDAA. Zwiększa ona budżet niemal wszystkich rodzajów sił zbrojnych USA.

 

Nowe fundusze przeznaczono na, jak to określono "przeciwdziałanie ekspansji militarnej Chin". Trudno odbierać to inaczej niż zapowiedź intensyfikacji niepokoju w Azji. 

 

Wspomniano też konieczność wspierania inicjatyw w celu wzmocnienia obrony Ukrainy. Z tym, że obecnie ogłoszono raczej coś odwrotnego, bo w obliczu prawdopodobnej inwazji Rosji na Ukrainę i po rozmowie Biden - Putin. Zadecydowano o czasowym zakończeniu współpracy między armią amerykańską i ukraińską. 

 

Wojna USA z Chinami wydaje się być tylko kwestią czasu. Może się ona rozpocząć już wkrótce jeśli Chiny zdecydują się na inwazję na Tajwan, który ma amerykańskie gwarancje. 

Z kolei dla Chińczyków Tajwan to zbuntowana prowincja. Ewentualna wojna o Tajwan może tylko jeszcze bardziej zakłócić dostawy półprzewodników, których i tak brakuje na świecie. 

 

Niewiadomą jest to jak zachowa się Rosja. Bo może pójść na Chiny wraz z USA lub wręcz przeciwnie. Jeśli wydarzy się pierwsza opcja to Amerykanie pozwolą Rosjanom połknąć kawałek Europy Wschodniej, a jeśli Rosja zdecyduje ruszyć na USA razem z Chinami to możemy mieć wkrótce wojnę. 

 

W obliczu takiej sytuacji międzynarodowej, w przecież jeszcze jest zawsze możliwa wojna z Iranem, trudno się dziwić, że rośnie budżet armii USA. Potencjał imperium amerykańskiego wciąż jest ogromny i świadczą o tym tak wielkie wydatki na zbrojenia. Jednak Chiny szybko nadrabiają dystans i Amerykanie muszą dobrze wybrać moment na ostateczne rozwiązanie kwestii chińskiej, póki jeszcze jest to możliwe.