Listopad 2021

Czy mutanty z kosmosu zaatakują? Naukowcy ostrzegają przed nowym zagrożeniem biologicznym

Naukowcy ostrzegają, że gwałtowna kosmiczna aktywność prowadzona przez ludzkość grozi niebezpieczeństwem, którego nie docenia. Mówimy o zagrożeniu inwazją obcych organizmów i biologiczną infekcją przez bakterie pozaziemskie lub inne formy życia. 

 

Życie na orbicie okołoziemskiej wręcz kipi. Oprócz załóg astronautów stanowiących załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej - ISS - coraz częściej w kosmos wysyłani są prywatnymi statkami kosmicznymi zwykli turyści. Za dziesięć lat NASA zamierza dostarczyć na Ziemię marsjańską glebę, Elon Musk zamierza skolonizować Czerwoną Planetę, a kilka krajów planuje budowę pełnoprawnych, długoterminowych baz na Księżycu. Ryzyko przeniesienia na naszą planetę śmiertelnych patogenów, które powstały poza Ziemią, stale rośnie.

 

Plany eksploracji kosmosu i komercyjnego wykorzystania przestrzeni w pobliżu Ziemi szybko się rozwijają. W tym roku na Czerwonej Planecie wylądowały dwa łaziki, amerykański i chiński. W przyszłym roku swoją aparaturę wyśle ​​tam również Europejska Agencja Kosmiczna. Na początku lat trzydziestych zaplanowano misję NASA, która dostarczy pierwsze próbki gleby z Marsa. 

 

Nieco później japońskie sondy przyniosą próbki pobrane z dwóch satelitów Marsa - Fobosa i Deimosa. W najblższej przyszłości nieunikniona wydaje się również załogowa misja na Czerwoną Planetę i jej stopniowa kolonizacja. Oznacza to, że na pokładzie jednego z wielu statków kosmicznych, które regularnie powracają na Ziemię, mogą znajdować się obce organizmy. Jeśli znajdą tu odpowiednie dla siebie warunki i nie sprostają zagrożeniom, ich inwazja może wyrządzić ogromne szkody biosferze naszej planety. 

 

O takim zagrożeniu pisze międzynarodowa grupa naukowców, której artykuł został opublikowany w czasopiśmie BioScience. Zdaniem autorów, obecnie dokonuje się rewolucja w eksploracji i użytkowaniu kosmosu. Globalna branża prywatnych i publicznych firm, które chcą czerpać zyski z produktów lub usług kosmicznych - stale rośnie. Oprócz misji kosmicznych pod auspicjami krajowych agencji i rządów rozpoczynają się loty prywatnych firm (np. SpaceX, czy Blue Origin), a przestrzeń kosmiczna staje się dostępna dla coraz szerszego grona ludzi. Tym samym drastycznie zmienił się profil zagrożeń związanych z działalnością kosmiczną.

 

Naukowcy dzielą te zagrożenia na dwa rodzaje. W pierwszym przypadku zagrożeniem są obce organizmy sprowadzone na Ziemię. Można to porównać do inwazji na odizolowany kontynent, taki jak Australia, przez biologiczne gatunki zwierząt i roślin z innych krajów i kontynentów. Takich przypadków w historii Australii było wiele – wystarczy przypomnieć króliki, które wyrządziły ogromne szkody rodzimej faunie i florze, wypierając miejscowe gatunki.

 

W drugim przypadku niebezpieczeństwo stwarzają ziemskie mikroorganizmy, które poleciały w kosmos i wróciły z powrotem. Faktem jest, że w ekstremalnych warunkach kosmosu (ekstremalne zmiany temperatury, promieniowanie, brak ciśnienia) niektóre pierwotniaki szybko mutują, dostosowując się do nowego siedliska. Po powrocie na Ziemię te mikroorganizmy (na przykład grzyby lub bakterie) mogą wykazać bezprecedensową odporność na antybiotyki, a jeśli ludzie zostaną nimi zakażeni, będą niezwyciężone. 

 

Ryzyko przypadkowego bezpośredniego skażenia środowiska pozaziemskiego zostało niedawno zademonstrowane na przykładzie izraelskiego aparatu księżycowego Bereszita. W 2019 roku rozbił się na Księżycu a przewoził setki niesporczaków, bezkręgowców znanych ze swojej zdolności do wytrzymywania trudnych warunków, takich jak ekstremalne wysuszenie, niskie temperatury i wysokie dawki promieniowania. Załóżmy, że pewnego dnia powrócą na Ziemię. Nie da się przewidzieć, jakie właściwości nabiorą w czasie, gdy znajdowały się na powierzchni Księżyca pod wpływem promieniowania kosmicznego.

 


Wariant Omikron - media rozkręcają histerię i usiłują przestraszyć ludzi

Świat ogarnia właśnie nowa panika z powodu wariantu koronawirusa, który ma być jego najbardziej zmutowaną wersją. Sęk w tym, że jeszcze niewiele o nim wiadomo, a już wygląda to tak, jakby cała ludzkość miała umrzeć za 15 minut.

Ktoś, w sposób świadomy wznieca kolejny poziom koronapaniki wokół wariantu, o którym nadal bardzo niewiele wiemy. Rozsiewanie tego lęku przebija już chyba to, z czym mieliśmy do czynienia przez ostatnie 1,5 roku. To, że Omikron ma więcej mutacji,  nie oznacza, że musi być groźniejszy. Tylko laboratoria są w stanie stwierdzić jego większą inwazyjność oraz skuteczniejsze unikanie przeciwciał. Póki co nie ma takiej wiedzy, ale media już tworzą swojego pełnego grozy „matrixa”. Ci, którym najbardziej zależy na tym, żeby covidowy interes się kręcił, zaczęli już swoją psychologiczną grę z ludzkością, której efektem mogą być różne konsekwencje.

Z powodu wariantu Omikron władze mogą chcieć całkowicie zresetować obecne paszporty szczepionkowe i zmusić do szczepień zupełnie nowymi szczepionkami, z powodu lęku, ze ten wariant może być odporny na obecnie podawane specyfiki. Zrodzi to zapewne nowe formy agresji w wymuszaniu szczepień oraz jeszcze bardziej gwałtowne próby łamania praw człowieka.

Pojawi się też zmasowana nagonka na niezaszczepionych, których będzie się obwiniać za to, że Omikron w ogóle się pojawił. Władze każą pozamykać ich w domach i odciąć od społeczeństwa. Omikronem, podobnie jak deltą, będzie się też przykrywać zgony z powodu szczepionek.

Osoby odmawiające szczepień w dobie nowego wariantu, mogą zostać oskarżone o świadome zabijanie ludzi i podlegać paragrafom jak mordercy. Masowa histeria mediów głównego nurtu, zmotywuje polityków do wprowadzania lockdownów i blokad, które znowu przerwą łańcuch dostaw, zwiększą inflację i problemy ekonomiczne narodów. Omikron będzie wytrychem, którym rządy będą tłumaczyć swoje błędy w polityce gospodarczej. Wybory w roku 2022 mogą odbywać się korespondencyjnie, co znowu będzie rodziło wątpliwości co do sposobu liczenia głosów.

Ostatecznie może być tak, że wariant omikronowy sprawi, że wojsko pod groźbą wywiezienia do obozu koncentracyjnego, będzie chodziło od domu do domu i szczepiło zbuntowanych. A kiedy to wszystko zostanie już wprowadzone, pojawi się wariant jeszcze groźniejszy niż Omikron. I tak w kółko, aż do skutku.

Media chcą oglądalności, BigPharma ogromnych kontraktów, a Klaus Schwab chce Wielkiego Resetu.

 

 


Niemcy rozważają kolejny lockdown i obowiązkowe szczepionki na Covid

W środę Niemcy podejmą decyzję o zaostrzeniu działań wobec pandemii Covid. Politycy rozważają wprowadzenie surowszych restrykcji, a nawet pełnego lub częściowego lockdownu. Pojawiają się też głosy, że Niemcy pójdą drogą Austrii i wprowadzą przymus szczepień warunkując od ich przyjęcia prawa obywatelskie.

Mimo wyszczepienia ponad 75% Niemców, w kraju każdego dnia odnotowuje się rekordową liczbę przypadków Covid i jak co roku w sezonie grypowym, zwiększa się obciążenie szpitali. Zdaniem niemieckiego ministra zdrowia, Jensa Spahna, wszystko z powodu wariantu delta wirusa, który zyskuje na popularności.

 

Nikt nie śmie nawet zadać pytania jak to możliwe, że mimo masowych szczepień sytuacja jest gorsza niż rok temu kiedy tych szczepień nie było w ogóle. Dochodzenie do niebezpiecznie logicznych konkluzji na ten temat jest obecnie surowo zakazane, a skoro szczepionki pogorszyły sytuację to jedyne co skorumpowane władze mogą zaproponować to więcej szczepionek i więcej niedziałających lockdownów. Wygląda na to, że właśnie w takim szaleńczym kierunku podąża obecnie cała Europa...

 

Niemcy prawdopodobnie podejmą decyzję o zaostrzeniu ograniczeń dotyczących walki z Covid-19 i mogą nawet zdecydować się na całkowity lockdown w obliczu rekordowych codziennych infekcji i rosnącej presji na szpitale. Minister zdrowia kraju, wydał w tym tygodniu ponure ostrzeżenie dla Niemców, mówiąc, że do końca zimy „prawie wszyscy w Niemczech zostaną zaszczepieni, wyzdrowieją lub umrą”. Ustępująca kanclerz Angela Merkel wezwała przywódców 16 krajów związkowych Niemiec (które w dużej mierze miały swobodę decydowania o własnych środkach bezpieczeństwa) o zaostrzenie przepisów.

 

Ogłoszono już, że nawet bez blokady wszystkich, więcej przestrzeni publicznych będzie ograniczonych tylko do zaszczepionych, ozdrowieńców lub ludzi z negatywnym wynikiem testu. To tak zwana „reguła 3G”. Od środy wszystkich Niemców jadących do pracy lub w transporcie publicznym obowiązuje reguła 3G.

Wiele niemieckich krajów związkowych ograniczyło już dostęp do miejsc publicznych, takich jak bary, restauracje, kina i muzea zgodnie z „zasadami 2G”, ograniczając dostęp tylko tym, którzy są zaszczepieni – „geimpft” w języku niemieckim – lub wyzdrowieli, „genesen”. Wiele dużych niemieckich jarmarków bożonarodzeniowych, które nie zostały odwołane w tym roku, przyjęło zasady 2G.

 

Oznacza to powrót Niemiec do segregacyjnych praktych obserwowanych w tym kraju w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku. Pretekstem do powrotu faszyzmu okazała się rzekoma pandemia wirusa grypopodobnego o śmiertelności normalnej grypy sezonowej. To wystarczyło, żeby w Europie znowu dziesiątki milionów ludzi zaczęło wspierać dyskryminację i segregację ludzi na lepszych i gorszych. Kiedyś był tyfus, teraz mamy covidka, kiedyś zwalczano rzekomo przenoszących tyfus żydów, a teraz rozkręca się ponowna machina dyskryminacji niezaszczepionych, którzy albo zaczną regularnie wstrzykiwać sobie preparaty, które nakazuje rząd, albo zostaną usunięci ze społeczeństwa.

 

 


Ziemia może zyskać śmieciowe pierścienie prawie jak Saturn

Chmury gruzu wokół Ziemi gromadzą się w pierścienie. Fragmenty starych satelitów i różnych statków kosmicznych utworzyły już całą chmurę wokół naszej planety. Krążą one bez ogólnego czyszczenia na orbicie ludzkość możemy nawet stracić dostęp do przestrzeni kosmicznej w nadchodzących dziesięcioleciach.

Bliski kosmos stanie się bezużyteczny na dziesiątki, a nawet setki lat z powodu tak zwanego zespołu Kesslera. Efekt ten został opisany przez konsultanta NASA Donalda Kesslera w 1978 roku. Obiekty w kosmosie zderzają się, generują kosmiczne śmieci, które ponownie zderzają się z nowymi obiektami i tak dalej bez końca.

 

Zderzenie nawet dwóch dużych orbitujących satelitów doprowadzi do powstania tysięcy i milionów szczątków, które będą latać we wszystkich kierunkach, uderzając w inne satelity i tworząc nowe szczątki. Jest to proces bardzo podobny do reakcji w ładunku jądrowym, ale rozciągnięty do skali orbity Ziemi.

 

Na niskich orbitach bliskich Ziemi, do wysokości około 2 tysięcy kilometrów, według różnych szacunków znajduje się od 200 do 300 tysięcy obiektów stworzonych przez człowieka. Ich łączna masa sięga 5 tysięcy ton. Ponadto wokół Ziemi krąży duża liczba małych szczątków o szerokości około centymetra. Fragmenty szczątków zderzają się okresowo z ogromną prędkością rzędu 10 km/s, co prowadzi do pojawienia się nowych szczątków.

Ludzkość nie wymyśliła jeszcze skutecznych sposobów niszczenia kosmicznych śmieci. Istnieją projekty satelitarne, które mogłyby odparować szczątki za pomocą silnej wiązki laserowej. Inną opcją jest zmiana ich orbit za pomocą wiązek jonów. Pomysł polega na tym, aby szczątki opadły, a następnie spłonęły w atmosferze.

 

Naukowcy zaproponowali niedawno inny sposób utylizacji odpadów kosmicznych. Śmieci można zbierać wokół Ziemi w postaci pierścieni, takich jak pierścienie Saturna. Zgodnie z planem sortowanie powinno odbywać się pod wpływem pól magnetycznych. Naukowcy opracowali technologię manipulowania przedmiotami, nawet jeśli nie zawierają metali magnetycznych. Przy takim podejściu śmieci oczywiście nie znikną, ale przynajmniej zostaną umieszczone w zgrabnych pierścieniach i nie będą przeszkadzać.

 

Grupa amerykańskich specjalistów z Uniwersytetu Utah opracowuje technologię, która umożliwia manipulowanie obiektami w polach magnetycznych. Aby to osiągnąć stworzono magnesy, których działanie jest skierowane we wszystkich kierunkach. Taki magnes wygląda jak sześcian, wewnątrz którego znajdują się trzy elektromagnesy skierowane prostopadle do siebie. Przykładając napięcie do tych trzech magnesów, można będzie manipulować takimi kosmicznymi obiektami w dowolnym kierunku. Każdy z tych elektromagnesów wytwarza wirujące pole magnetyczne, które porusza obiekty.

 

To zachęcające, że jak dotąd zespół Kesslera rozwija się powoli. Nie trzeba obawiać się błyskawicznego wzrostu ilości kosmicznych śmieci. Modele pokazują, że duże zderzenia obiektów na orbicie zdarzają się mniej więcej co pięć lat. Niemożność wystrzelenia nowych satelitów zagraża nam w XXII wieku. Na generalne czyszczenie orbity jest jeszcze czas, ale nie powinniśmy też zwlekać z rozwiązaniem problemu.


W Korei Południowej w przedszkolach pojawiły się roboty, aby dzieci przyzwyczaiły się do nich od urodzenia

Roboty śpiewają, tańczą i ćwiczą kung fu. Są używane jako pomoce naukowe w trzystu ośrodkach opieki nad dziećmi w całym Seulu. Seul rozpoczął testowanie robotów w ramach projektu pilotażowego, który według władz miasta pomoże przygotować następne pokolenie na przyszłość zaawansowanych technologii.

 

„Wierzymy, że te doświadczenia będą miały głęboki wpływ na postawy dzieci w okresie dojrzewania i dorosłości” — powiedział Agence France Presse Han Dong, urzędnik ds. opieki nad dziećmi w Seulu.

 

Roboty Alpha Mini są częścią pilotażowego programu szkoleniowego w trzystu ośrodkach opieki nad dziećmi w stolicy Korei Południowej. Alpha Mini ma 24,5 cm wysokości i potrafi tańczyć, śpiewać piosenki, opowiadać historie, a nawet uczyć ruchów kung fu. Dzieci powtarzają ćwiczenia i ruchy za robotem. Alpha Mini zmienia też mimikę, mruga i robi zdjęcia.

 

Roboty pracują w przedszkolach i ośrodkach opieki nad dziećmi, a rząd zaleca program dla dzieci w wieku od trzech do pięciu lat.

„Kiedy mówię mu, żeby śpiewał, on śpiewa. Każę mu tańczyć i tańczymy razem” – powiedział Lee Ga-Yun, pięciolatek z przedszkola w Seulu.

 

Alpha Mini stała się częścią codziennego harmonogramu dzieci w przedszkolu Maru.


Armia Australii przenosi osoby z COVID-19 do obozów

Australijska armia zaczęła przymusowo przenosić mieszkańców Terytoriów Północnych do obozu kwarantanny w Howard Springs w Darwin po tym, jak w społeczności Binjari zidentyfikowano dziewięć nowych przypadków zakażenia chorobą COVID-19.

„Mieszkańcy Binjari i Rockhole utracili pięciu powodów, dla których mogli wychodzić z domów” – powiedział główny minister Terytorium Północnego Michael Gunner. Wspomniane przez niego powody to kupowanie żywności i zapasów, ćwiczenia fizyczne trwające do dwóch godzin, opieka lub wsparcie dla osoby trzeciej, praca i nauka (jeśli nie można wykonać ich w domu), oraz przyjęcie preparatu genetycznego na COVID-19 w najbliższym punkcie „szczepień”. Obecnie z obu miejscowości wolno wyjeżdżać tylko w celu leczenia, w nagłych wypadkach i dotyczących wykonania obowiązków prawnych.

„Najprawdopodobniej dzisiaj więcej mieszkańców zostanie przeniesionych do Howard Springs z powodu pozytywnych wyników testów lub bliskiego kontaktu [z zakażonymi]” – informuje Gunner. „Zidentyfikowaliśmy już 38 bliskich kontaktów w Binjari, ale liczba ta wzrośnie. Te 38 osoby są teraz przenoszone [do obozów]” – dodał.

„Wczoraj wieczorem skontaktowałem się z premierem. Jesteśmy wdzięczni za wsparcie około 20 pracowników ADF, a także ciężarówek wojskowych w celu pomocy w transportowaniu [do obozów koncentracyjnych] pozytywnych przypadków i bliskich kontaktów, oraz za wsparcie społeczności. Obecnie przeprowadzamy ocenę, jakich dodatkowych zasobów możemy potrzebować od władz federalnych. Premier jest gotowy do dalszej pomocy – dziękuję mu za to” – poinformował.

„Jesteśmy świadomi faktu, że może to mieć jakiś wpływ na zdrowie psychiczne ludzi, a także na ich ogólne samopoczucie” – powiedział „NT News” komisarz policji Jamie Chalkner.

Z dziewięciu nowych przypadków zakażenia w Binjari cztery to kobiety, a pięć to mężczyźni, w tym 78-letnia kobieta, która została przetransportowana do szpitala w Darwinie.

W niedzielę nie zgłoszono żadnych nowych przypadków COVID-19, jednak minister Gunner powiedział, że martwi się „mieszaniem się gospodarstw domowych” w Binjari i Rockhole, których populacje wynoszą odpowiednio około 220 i 130 osób. „Tak, to są silne środki [działania], ale zagrożenie życia jest ekstremalne” – uzasadnił decyzję więzienia ludzi w obozach minister.

Na podstawie: Aecom.comFacebook.comABC.net.au
Źródło oryginalne: ZeroHedge.com
Źródło polskie: WolneMedia.net


Firma Billa Gatesa buduje eksperymentalny reaktor jądrowy

W zeszłym tygodniu firma TerraPower, założona przez Billa Gatesa, ogłosiła, że ​​wybrała Kemmerer w stanie Wyoming na miejsce swojego pierwszego reaktora prędkiego, chłodzonego sodem. Firma planuje teraz zbudować pierwszy tego rodzaju reaktor w Idaho National Laboratory.

Reaktor zostanie zbudowany we współpracy z gazowym gigantem Southern Company i będzie wykorzystywał technologię reaktora prędkiego na stopiony chlorek TerraPower. Według TerraPower, ten typ reaktora różni się od innych zdolnością do wytwarzania bezwęglowej energii i generowania ciepła, co może uczynić ten rodzaj konstrukcji atrakcyjnym dla przemysłu ciężkiego, takiego jak stal, który wymaga wysokich temperatur i dużej mocy. Samo laboratorium jest ośrodkiem badań w dziedzinie energetyki jądrowej.

 

Southern Company twierdzi, że reaktor będzie pierwszym na świecie reaktorem rozszczepienia o szybkim widmie, chłodzonym sodem, który będzie działał w samowystarczalnej jądrowej reakcji łańcuchowej. Poinformowano, że reaktor będzie miał moc mniejszą niż 500 kilowatów, co czyni go bardziej eksperymentalnym prototypem niż funkcjonalnym urządzeniem.

 

Reaktor ma zostać uruchomiony w 2026 r., ale początki projektu sięgają 2015 r., kiedy obie firmy otrzymały od Departamentu Energii 40 mln dolarów w ramach dotacji infrastrukturalnej na wsparcie reaktorów prędkich na stopiony chlorek. Podczas gdy większość reaktorów jądrowych koncentruje się na wytwarzaniu energii elektrycznej dla społeczeństwa, reaktor ten mógłby położyć większy nacisk na dostarczanie ekologicznych rozwiązań dla przemysłu.

 

Firma TerraPower została założona w 2006 roku przez Billa Gatesa w celu komercjalizacji nowych eksperymentalnych reaktorów jądrowych. Wcześniej planowano budowę pierwszego reaktora na paliwo sodowe w Pekinie, ale projekt padł ofiarą zaostrzonych ograniczeń regulacyjnych podczas prezydentury Trumpa. W zeszłym tygodniu firma ogłosiła, że ​​prototyp będzie działał w Wyoming.


Reaktor fuzyjny z Korei Południowej pobił kolejny rekord. Funkcjonalne sztuczne słońce coraz bliżej

Naukowcy pracujący przy południowokoreańskim reaktorze fuzyjnym KSTAR dokonali kolejnego przełomu. Podczas najnowszego eksperymentu udało się utrzymać plazmę o temperaturze 100 mln stopni Celsjusza przez całe 30 sekund.

 

Reaktor KSTAR (Korea Superconducting Tokamak Advanced Research) został wybudowany w 2007 r., a rok później wygenerował pierwszą plazmę. W 2016 r. KSTAR ustanowił rekord świata, utrzymując plazmę rozgrzaną do 50 mln stopni Celsjusza przez 70 sekund. Chiński reaktor fuzyjny EAST pobił ten rekord w 2017 r., podtrzymując plazmę rozgrzaną do tej samej temperatury przez 102 sekundy.

 

Jednak jednym z kluczowych elementów w okiełznaniu fuzji jądrowej jest utrzymanie temperatury plazmy na poziomie 100 mln stopni. Południowokoreański reaktor KSTAR dokonał tego podczas najnowszego eksperymentu. Naukowcy z National Fusion Research ogłosili 22 listopada, że ich tokamak utrzymał podgrzaną do tej temperatury plazmę przez 30 sekund. To o 10 sekund więcej, niż podczas testu, który przeprowadzono w 2020 r.

 

Naukowcy zamierzają poprawić swój wynik. Dalsze usprawnienia w reaktorze KSTAR mają pozwolić na podtrzymanie plazmy podgrzanej do temperatury 100 mln stopni Celsjusza przez całe 300 sekund - przynajmniej taki wyznaczyli cel na 2026 r.

 

Przypomnijmy jednak, że niekwestionowanym liderem w tematyce fuzji jądrowej pozostają Chiny. W tym roku chiński eksperymentalny reaktor termojądrowy EAST (Experimental Advanced Superconducting Tokamak) podtrzymał temperaturę plazmy na poziomie 160 mln stopni Celsjusza przez 20 sekund i 120 mln stopni Celsjusza przez 101 sekund, a tym samym ustanowił nowy światowy rekord. Mimo kolejnych postępów, chińscy naukowcy twierdzą, że fuzja jądrowa może faktycznie opuścić laboratorium za co najmniej 30 lat, ale będzie w przyszłości odgrywać kluczowe znaczenie w "zielonej transformacji".

 


Tysiące oficerów wywiadu USA odmawia szczepienia na COVID-19. Czy to foliarze?

Tak zwani „eksperci”, wyśmiewają zwolenników teorii spiskowych wokół pandemii COVID-19. Ci, którzy nie chcą się zaszczepić, to według nich idioci, którzy narażają życie zaszprycowanych. Ciekawe, jak określą pracowników amerykańskiego wywiadu, którzy także nie chcą przyjąć szczepionek.

Jeżeli ktoś pracuje w jednej z agencji wywiadu USA, to na pewno jest człowiekiem, posiadającym o wiele większą wiedzę niż przeciętny obywatel. O takim człowieku nie można powiedzieć, że bredzi, opierając swoje poglądy na wpisach użytkowników mediów społecznościowych. Taki ktoś wie nawet więcej niż ci wszyscy „mędrcy” z rad medycznych przy premierach.

Skoro bardzo duża grupa ludzi tego pokroju, mówi covidowym szczepionkom „nie”, to znaczy, że coś musi być z nimi nie tak.

Republikanin Chris Stewart, który jest członkiem Komitetu Wywiadu Izby Reprezentantów poinformował, że tysiące oficerów zatrudnionych w agencjach wywiadowczych, może zostać zwolnionych z pracy za zignorowanie nakazu szczepień.

Jak rząd Stanów Zjednoczonych pogodzi przymus szczepień, z realną groźbą utraty całej armii pracowników z wysoce specjalistyczną wiedzą, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo państwa?

Jeśli administracja Bidena stworzy podwójne standardy, a więc jednym każe się „dźgać”, a innym, z uwagi na ich strategicznie istotną pozycję odpuści, to wywoła w społeczeństwie jeszcze większy bunt.

Jeśli nie ulegnie i wyciągnie konsekwencje wobec niezaszczepionych, które będą skutkowały zwolnieniem, narazi USA na zagrożenia, bo zabraknie personelu, który mógłby sprostać wszystkim zadaniom stawianym przed agencjami wywiadu.

Do tego, cała masa tych osób, może zaraz w akcie zemsty zacząć „sypać”, niczym sygnalistka z Facebooka i burzyć fundamenty misternego planu globalistów, aby wykorzystać pandemię koronawirusa, do wprowadzenia Nowego Porządku Świata.

Doprawdy dziwi to, jak w swoim mniemaniu inteligentni ludzie, nie są w stanie zauważyć, że media głównego nurtu w ogóle nie drążą kwestii poddających w wątpliwość covidową narrację rządów. Jeśli już jakkolwiek wspomina się o „spisku”, to zwykle jest to ton prześmiewczy, który ma rzekomo obnażać głupotę tych, którzy nie wierzą ludziom, wielokrotnie już kłamiącym w innych sprawach i mającym tak zszargany „autorytet”, że idiotyzmem jest raczej traktowanie ich słów, jako wyznacznika prawdy.

 

 


W Chinach odkryto 12 milionów dzieci, które były ukrywane przez rodziców

Sytuacja demograficzna w Chinach jest coraz gorsza - w kraju rodzi się coraz mniej dzieci. Nie pomogło nawet wykrycie milionów dzieci, których istnienie nie było zgłaszane przez rodziców z powodu rygorystycznej polityki jednego dziecka.

 

Jak wynika z najnowszego rocznika statystycznego, wydanego przez chiński rząd, w latach 2000-2010 w kraju urodziło się 172,5 mln dzieci. Tymczasem spis powszechny z 2010 r. wskazuje, że dzieci było 160,9 mln. Różnica wynosi 11,6 mln i może to wynikać ze stosowanej w tamtym okresie rygorystycznej polityki jednego dziecka. Wielu rodziców najwyraźniej nie zgłaszało swoich dzieci, aby nie przekroczyć limitu i uniknąć surowych konsekwencji. Jednak prawda i tak wyszła na światło dzienne, gdyż niezgłaszane dzieci były po kilku latach zapisywane do szkół.

 

Mimo tego odkrycia, sytuacja demograficzna w Chinach wciąż pozostaje najgorsza od dekad. Dane ze spisu z 2020 r. wskazują, że populacja Chin kontynentalnych wzrosła o niemal 5,4% do 1,41 miliarda. Jednak tempo wzrostu populacji tego azjatyckiego państwa było najniższe od 1953 r., czyli od momentu, w którym zaczęto prowadzić spis powszechny. Obecny współczynnik dzietności w Chinach wynosi zaledwie 1,3 dziecka na kobietę. Tymczasem wskaźnik 2,1 jest wymagany dla prostej zastępowalności pokoleń.

Sytuacja jest na tyle trudna, że w 2016 r. wprowadzono politykę dwojga dzieci, a w połowie 2021 r. politykę trojga dzieci. Co więcej, w mieście Panzhihua w prowincji Syczuan zaczęto oferować pieniądze w ramach programu działającego na wzór polskiego 500+. Rodzice będą mogli pobierać 500 juanów miesięcznie na drugie i trzecie dziecko do 3 roku życia. Ponadto otrzymają bezpłatny dostęp do opieki położniczej. Miasto zachęca również firmy i państwowe przedsiębiorstwa, aby zaczęły oferować usługę opieki nad dziećmi.

 


Dlaczego warto jeść miód, jakie ma właściwości zdrowotne i gdzie można kupić prawdziwy miód?

Miód to naturalny smakołyk, który nie raz osładza nam chwile przy śniadaniu i umila wieczory w towarzystwie ciepłej herbaty z cytryną i sokiem malinowym. To zdrowa alternatywa dla cukru. Nie bez powodu miód nazywany jest nektarem życia - oprócz walorów smakowych posiada także cenne dla naszego organizmu właściwości lecznicze. Kto z nas nie leczył przeziębienia ciepłym mlekiem z dodatkiem masła, czosnku i cudownego miodu? Kiedy warto sięgać po miód i dlaczego jego spożywanie ma zbawienne skutki dla naszego organizmu?

 

Płynne złoto lekiem na wszelkie dolegliwości

Istnieje wiele rodzajów miodów - te najbardziej popularne to miody: rzepakowe, gryczane, lipowe, czy akacjowe. Każdy z nich posiada pewne charakterystyczne cechy, które determinują jego zalety. Wszystkie gatunki miodów łączy fakt, że są one niesamowicie zdrowe, a spożywane w odpowiednich ilościach pomagają w naturalny sposób zadbać o prawidłowe funkcjonowanie naszego organizmu. Miód reguluje poziom cukru we krwi, dlatego też zalecany jest diabetykom. Warto sięgać po niego również wtedy, kiedy nachodzi nas ochota na “coś słodkiego”. To lepsza alternatywa niż czekoladki i batony. Okres jesienno - zimowy niesie ze sobą sporo zdrowotnych zasadzek - dopadają nas infekcje górnych dróg oddechowych lub grypa. Ulgę przy przeziębieniu może przynieść właśnie miód. Najbardziej pomocny w tym przypadku okaże się miód lipowy, który cechuje się silnymi właściwościami bakteriobójczymi i antyseptycznymi. Ma także działanie przeciwgorączkowe, napotne oraz łagodzi kaszel.

Po płynny nektar najlepiej sięgać szczególnie w czasie jesieni, kiedy to jesteśmy najbardziej narażeni na ataki różnych wirusów i bakterii. Alergie sezonowe to prawdziwa udręka, jednak za pomocą miodu można złagodzić ich objawy. Wszystko to dzięki przeciwzapalnym właściwościom pszczelego wytworu. Zawarte w nim pyłki kwiatowe, czyli alergeny mogą działać odczulająco. Ważne jednak, by pamiętać, że miodu nie należy podawać dzieciom, które nie ukończyły pierwszego roku życia. Poza cechami leczniczymi, płynny nektar znalazł również zastosowanie jako kosmetyk. To dzięki niemu nasza skóra staje się odżywiona, nawilżona i zregenerowana. Przyspiesza gojenie ran oraz zapobiega powstawaniu bliznowców. Ze względu na działanie bakteriobójcze, świetnie sprawdza się w leczeniu zmian skórnych. Zbawienny wpływ miodu na skórę Kleopatra odkryła już w starożytności dodając go do kąpieli. Jak widać miód pszczeli warto trzymać nie tylko w swojej kuchni, ale także i w kosmetyczce. 

https://schroniskobukowina.pl/miod-spadziowy

Miód w kuchni - do czego warto go wykorzystać?

Pierwsze co przychodzi nam na myśl to pyszna, rozgrzewająca herbata z dodatkami takimi jak sok malinowy, cytryna, pomarańcza, goździki, imbir i miód. Taka mikstura z pewnością zadba o nasze zdrowie. Grzane piwo z dodatkiem miodu będzie smakowało doskonale. Ten pszczeli produkt ma wiele zastosowań w kuchni - można wykorzystać go do przygotowania sosów sałatkowych, dressingów i znakomitych deserów miodowych. Będzie świetnie komponował się razem z owsianką, czy naleśnikami. Smak dzieciństwa przywoła zwykła kanapka posmarowana masłem i miodem. Wyjątkowe danie mięsne takie jak np. karkówka z sosem miodowo - musztardowym sprawi, że pochłoniemy całą porcję. 

https://schroniskobukowina.pl/miod-wrzosowy

Naturalne miody - gdzie można je kupić?

Prawdziwe naturalne miody cieszą się zainteresowaniem wśród klientów głównie ze względu na liczne właściwości prozdrowotne i walory smakowe. Obecnie na rynku dostępnych jest wiele rodzajów tego płynnego nektaru, jednak czasami nie mają one nic wspólnego z właściwym miodem. Produkty cieszące się sporym zainteresowaniem i najwyższą jakością znaleźć można na stronie sklepu internetowego Schronisko Bukowina w kategorii Miodyhttps://schroniskobukowina.pl/miody. W ofercie dostępna jest szeroka gama miodów, począwszy od tych powszechnie znanych, skończywszy na rzadszych, unikalnych rodzajach. 

 


Nowy szczep koronawirusa nazwany Omikron budzi grozę na świecie

WHO nazwała nowy szczep Covid B.1.1.529 z Republiki Południowej Afryki „Omikron” zgodnie z 15 literą alfabetu greckiego. Teraz możemy się już zacząć bać tej nowej mutacji, bo stara poczciwa Delta już nam spowszedniała.

W oświadczeniu wydanym przez organizację po nadzwyczajnym spotkaniu Technical Advisory Group on the Evolution of Viruses, wariant Omikron został uznana za opcję budzącą niepokój ze względu na dużą liczbę (32) mutacji. Może w związku z tym wykazywać dużą zaraźliwość,

 

Istniejące testy PCR wykrywają go, chociaż kilka laboratoriów wskazało, że szeroko stosowany test PCR nie wykrywa jednego z trzech genów docelowych, więc nie może być używany jako marker dla tego wariantu, dopóki nie zostanie potwierdzony przez sekwencjonowanie. 

Eksperci badają dowody na to, jak skuteczne są szczepionki przeciwko Omikronowi, ponieważ wiele mutacji wskazuje, że jest on wysoce odporny na szczepionki. Szczep ten charakteryzuje się ponoć tym, że ma więcej zmian w białku wypustek niż wszystkie inne warianty COVID-19.

 

Wcześniej informowano, że wariant B.1.1.529 został znaleziony w RPA, Botswanie, Izraelu i u turysty, który przybył do Hongkongu z RPA. Ten szczep został również zidentyfikowany w Belgii. Wszystko wskazuje na to, że nowy szczep może wyprzeć „deltę”.


Ludzkość prawie przeoczyła największą w historii erupcję podmorskiego wulkanu

Gdyby nie fakt, że turyści powracający z wakacji na wyspach Samoa, zobaczyli przez okno samolotu „niezwykle dużą masę” unoszącą się na oceanie setki kilometrów od północnego wybrzeża Nowej Zelandii, nic nie dowiedzielibyśmy się o wielkiej erupcji wulkanicznej jaka tam wystąpiła. Pasażerowie wykonali kilka zdjęć i wysłali e-mailem zdjęcia dziwnej mazi  do naukowców, którzy od razu zdali sobie sprawę, co to jest

Po powierzchni dryfowała pływająca platforma z pumeksu i inncych substancji, która powstała przez wybuchający podwodny wulkan. Nie była to jednak typowa erupcja tylko największej erupcji tego rodzaju w historii.

 

Incydent, napędzany był przez podwodny wulkan Le Havre Seamount, początkowo nie został zauważony przez naukowców, ale unosząca się platforma skalna, którą wygenerował wulkan, była trudniejsza do przeoczenia.

 

W 2012 roku zaobserwowana tratwa z pumeksu – rodzaj bardzo lekkiej, wypełnionej powietrzem skały wulkanicznej – pokryła około 400 kilometrów kwadratowych południowo-zachodniego Pacyfiku, ale kilka miesięcy później satelity zarejestrowały, że pumeks rozproszył się na obszarze dwa razy większym niż wielkość obszaru Nowej Zelandii.

Kiedy w 2015 r. naukowcy zbadali 1220 metrów pod powierzchnią co tam się wydarzyło, byli zszokowani, Uderzyła ich wielkość skalistych przeobrażeń dna. Gdy nzaczęły napływać dane początkowo uznano, że to awaria sonaru. Dopiero potem zrozumiano, że to właściwy obraz dna po erupcji.

 

W kalderze o długości prawie 4,5 km, w wyniku „masowego pęknięcia wulkanu”, lawa wypłynęła z 14 otworów powodując nie tylko emisje pumeksu, ale także popiołu, kopuły lawy i lawę płynącą na dnie morskim. Ponieważ do erupcji doszło głęboko pod wodą trudno zrozumieć skalę tego wydarzenia. Dość wspomnieć, że erupcja ta była około 1,5 raza większa od Mount St. Helens w 1980 roku i 10 razy większy od Eyjafjallajökull na Islandii w 2010 rok.

 

Naukowcy twierdzą, że co najmniej trzy czwarte materiału, który wybuchł, wypłynęło na powierzchnię i odleciało – wiele ton ocean wyrzucał na brzeg. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Science Advances.


Na rosyjskiej rzece pojawiły się tajemnicze kręgi

Niezwykle rzadkie zjawisko naturalne odnotowano w pobliżu Tiumenia, na przecięciu rzeki Tura i traktu Serov. Są to tak zwane kręgi lodowe, które niekiedy powstają na skutek specyficznych warunków atmosferycznych.

Krąg lodowy powstał na rzece Tura. Pojawił się on z powodu tak zwanego przepływu wirowego. Gładki, równy krąg zwrócił uwagę mieszkańców okolicy.

 

Zdaniem ekspertów takie wyjątkowe zjawisko występuje na rzekach o powolnym przepływie. Odbywa się to w następujący sposób - warstwy wody o różnej temperaturze stykają się ze sobą, wirują w formie lejka i zaczynają obracać krę, która się oderwała. Kra lodowa zostaje obrobiona i przybiera formę prawie idealnego koła.

 

Jednym z powodów powstania wiru, który utworzył krąg, może być duże drewno dryfujące na dnie rzeki. Ruch wiru nie zamroził krawędzi, która utworzyła okrąg. Tego typu naturalne formacje pojawiają się bardzo rzadko. Najczęściej do obserwacji takich fenomenów dochodzi w tych miejscach świata, w których występuje ostra zima, czyli np. w Kanadzie czy na połnocy USA, a także oczywiście w Rosji.


Niepokojące informacje z obozów kwarantanny w Australii

Do internetu zaczynają wyciekać informacje dotyczące warunków panujących w obozach kwarantannowych w Australii. Chociaż nie można ich bezpośrednio zweryfikować, strona TheCovidWorld.com postanowiła je opublikować z powodu wagi problemu.

Anonimowy więzień obozu szczegółowo opisuje swoje przeżycia w australijskim obozie kwarantanny. Twierdzi, że został uwięziony po przylocie do Australii z Singapuru. Pomimo zaszczepienia i wykonania podczas podróży 3 testów, z których wszystkie były negatywne, został zmuszony do uwięzienia w obozie.

Na zdjęciu niżej dowód pobytu w australijskim obozie kwarantanny covidowej.

Więzień pisze we wpisie, że uzbrojeni strażnicy zmusili go do wejścia do autobusu z zaciemnionymi szybami, którym przez dwie godziny wieziono go do kwarantannowego obozu koncentracyjnego. Według niego więźniowie są zmuszani do przyjmowania preparatu na COVID-19, są regularnie testowani i obserwowani przez kamery oraz uzbrojonych strażników. Więźniowie muszą za przymusowe uwięzienie płacić 2500 dolarów australijskich.

Chociaż izolowani mają dostęp do Internetu, który prawdopodobnie jest monitorowany, GPS jest zablokowany, aby nie mogli wiedzieć, gdzie się znajdują. Dowiedział się od innych uwięzionych, że trafił do obozu National Resilience Center w Howard Springs.

Na zdjęciu niżej strona z broszury informacyjnej rozdawana osadzonym więźniom.

„Pytali mnie, czy jestem szczepiony, odmówiłem odpowiedzi. Grozili mi i kazali iść z nimi. Wezwali wsparcie, zostałem przesłuchany, kazano mi iść za nimi i wsiadłem do autobusu z innymi. Musieliśmy siedzieć w odstępach od siebie i przywieziono nas tutaj. Okna były zaciemnione” – pisze więzień. „Nie wiem, jak długo mogę tu publikować, ale robię to, aby poinformować Cię, że jest gorzej niż myślisz”. „Była tu dziewczyna, która walczyła ze strażnikiem i nie widzieliśmy jej od sześciu dni”.

Inny więzień powiedział mu, że był sąsiadem 77-letniego mężczyzny, który po repatriacji zapił się na śmierć. Zatrzymani mogą opuścić swoje pokoje tylko raz na 3 dni, aby zrobić pranie. Wszędzie jest uzbrojona policja, która może krzyczeć na więźniów, jeśli się zatrzymają lub będą zbyt wolno szli.

Uwięziony informuje, że jedzenie jest „całkiem dobre” i jest dostarczane więźniom raz dziennie o godzinie 18:00. Dostają jeden ciepły i dwa zimne posiłki.

Na zdjęciu niżej przykładowe jedzenie podawane więźniom w obozie koncentracyjnym.

Anonimowy więzień twierdzi, że nie ma 2500 dolarów na opłacenie „pobytu” i zastanawiał się, co się stanie, jeśli nie zapłaci. Powiedział też, że zastosuje się do tego, co nakażą mu strażnicy, ale „w granicach rozsądku”.

Na zdjęciu niżej spis treści broszury dla więźniów.

Zdjęcie mapy obozu National Resilience Centre w Howard Springs.

Placówka Howard Springs pojawiła się ostatnio w wiadomościach z powodu decyzji rządu Terytorium Północnego o rozpoczęciu przymusowej wysyłki 38 rdzennych mieszkańców z Binjari do obozu. Obiekt może pomieścić 3000 osób – 2000 podróżnych międzynarodowych i 1000 krajowych. Nie wiadomo, ile osób jest obecnie przetrzymywanych w obozie.

Źródło oryginalne: TheCovidWorld.com
Tłumaczenie i źródło polskie: WolneMedia.net