Wrzesień 2021

Ludzie udomowili kazuary znacznie wcześniej niż kury i gęsi

Już 18 tysięcy lat temu mieszkańcy Nowej Gwinei mogli hodować kazuary, tj. duże nieloty. Świadczy o tym analiza skamieniałości skorupy jaj ptaków przeprowadzona przez archeologów z University of Pennsylvania.

 

Fragmenty starożytnych skorupek jaj są często znajdowane na stanowiskach archeologicznych, ale rzadko stają się przedmiotem badań. Naukowcy z Pensylwanii postanowili zmienić ten zwyczaj i zbadać szczątki jaj kazuarów znalezionych podczas wykopalisk na Nowej Gwinei.

 

Za pomocą modelowania 3D naukowcom udało się przywrócić wygląd i stan jaj na różnych etapach ich inkubacji. Modele zostały również porównane z muzealnymi okazami starożytnych jaj kazuarów. Stwierdzono, że dawni mieszkańcy Nowej Gwinei zbierali ptasie jaja w późniejszych etapach okresu inkubacji i przynosili je do swoich osad. Jednocześnie na większości fragmentów nie znaleziono śladów obróbki cieplnej, co może oznaczać, że jajka nie były konsumowane.

 

Naukowcy zauważyli, że cele, dla których starożytni mogli hodować kazuary, są nadal niejasne. Możliwe, że ptaki były zabijane i zjadane już w wieku dorosłym, ale ta wersja wymaga potwierdzenia. Jedno jest pewne. Na długo przed kurami i gęsiami ludzie udomowili kazuary. Z badań wynika również, że kości, często znajdowane podczas wykopalisk, mogły należeć nie tylko do ptaków złowionych podczas polowania, jak wcześniej sądzono, ale także do ptaków udomowionych.

 


Ludzkość nie może powstrzymać globalnego ocieplenia

Sekretarz generalny ONZ António Guterres ostrzegł, że ludzkość stoi na krawędzi porażki w walce z globalnym ociepleniem. Polityk zauważył, że zostało bardzo mało czasu na przyspieszenie działań mających na celu zapobieżenie katastrofie.

 

Na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku Guterres nazwał globalne wysiłki niewystarczające i przewidział „piekielny wzrost temperatury”, jeśli nie zostaną osiągnięte cele porozumienia paryskiego, tj. ograniczenie emisji dwutlenku węgla do zera do 2050 r. i ograniczenie ocieplenia około 1,5 stopnia Celsjusza w stosunku do poziomu sprzed epoki przemysłowej.

 

„Mamy kilka tygodni przed Konferencją Klimatyczną ONZ (COP26) w Glasgow i wygląda na to, że minie kilka lat świetlnych, zanim osiągniemy neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla. Dlatego musimy poważnie potraktować kryzys klimatyczny i działać bardzo szybko” – powiedział sekretarz generalny ONZ. Dodał, że brak jedności w walce z globalnym ociepleniem i pandemią koronawirusa postawił ludzkość „na ścieżce zniszczenia”. Guterres uważa, że to źle, że podczas gdy miliony ludzi głodują i nie mają dostępu do szczepionek, miliarderzy latają w kosmos.

 

John Kerry, wysłannik prezydenta ds. klimatu, jest bardziej optymistyczny. Ma nadzieję, że przed COP26 rozwinięte gospodarki zdołają zebrać planowane 100 miliardów dolarów na pomoc biednym krajom w walce z globalnym ociepleniem. Do tej pory ani razu od 2009 roku bogate państwa nie były w stanie przeznaczyć wymaganej kwoty. W tej chwili maksymalna kwota środków na ekoprojekty w krajach rozwijających się wyniosła 79,6 mld dolarów. Kwota ta została zebrana w 2019 roku.

 

Naukowcy z think tanku Chatham House wezwali również rządy do pilnego przyspieszenia walki z globalnym ociepleniem. Eksperci oszacowali szanse na osiągnięcie celów Porozumienia Paryskiego przy obecnym tempie redukcji emisji dwutlenku węgla na poziomie jednego procenta i ostrzegli przed katastrofalnymi skutkami zmian klimatycznych, które będą odczuwalne w ciągu najbliższych 20 - 30 lat. Na planecie będzie więcej klęsk żywiołowych, wzrośnie śmiertelność, a kryzys żywnościowy i migracyjny się jeszcze bardziej pogłębi.

 


Silne trzęsienie ziemi na Krecie - są ofiary i zniszczenia

Trzęsienie ziemi o sile 6 stopni w skali Richtera, nawiedziło wyspę Kretę należącą do Grecji. Epicentrum znajdowało się stosunkowo płytko, bo na głębokości 8 km i było zlokalizowane zaledwie 7 km od miasta Trapsanon.

 

Co najmniej jedna osoba zginęła, a dziewięć zostało rannych po trzęsieniu ziemi, które nawiedziło grecką wyspę Kretę. Europejskie Śródziemnomorskie Centrum Sejsmologiczne (EMSC) poinformowało, że trzęsienie w rejonie kurortu miało niewielką głębokość i było jednym z serii wstrząsów sejsmicznych odczuwanych przez mieszkańców w poniedziałek rano. Najsilniejsze z trzęsień ziemi miało miejsce około godziny 9.15 czasu lokalnego, po czym w okolicy wystąpiło również co najmniej dziewięć silnych wstrząsów wtórnych.

 

Greckie Ministerstwo ds. Kryzysu Klimatycznego i Obrony Cywilnej potwierdziło, że lokalne władze zgłosiły jednego zabitego i dziewięciu rannych, po wcześniejszych doniesieniach, że dwie osoby zostały uwięzione w uszkodzonych budynkach. Różne instytuty sejsmologiczne podały różne szacunki wielkości trzęsienia ziemi, przy czym EMSC wcześniej twierdził, że jego siła wynosiła 6,5.

 

W wyniku incydentu sporo ludzi opuściło swoje domy, a budynki użyteczności publicznej w tym szkoły, zostały ewakuowane. Lokalne media na Krecie doniosły o uszkodzeniach, głównie zawaleniu się murów starych kamiennych budynków w wioskach w pobliżu epicentrum na wschodzie wyspy.


Słoń dostał szału w hinduskiej świątyni

Słonie to częsty dodatek do codziennych rytuałów modlitewnych w hinduskich świątyniach. Jedno ze zwierząt, wprawiło jednak wierzących w przerażenie po tym, gdy niespodziewanie, rzuciło się na siedzącego na nim mężczyznę. Wideo, w którym cudem unika on zdeptania przez stopy zwierzęcia, pojawiło się niedawno w sieciach społecznościowych.

Zwierzę energicznie potrząsało ciałem i głową, zrzucając jeźdźca na ziemię. Wtedy wściekły słoń rzucił się na mężczyznę, próbując go zdeptać. Incydent miał miejsce w świątyni Tiruvilvamala Vilvadrinath znajdującej się w regionie Thrissur. Doszło do niego w piątek wieczorem podczas rytuału nirmalyam. 

 

Zgodnie z doniesieniami medialnymi, mężczyzna odniósł drobne obrażenia. Słoń świątynny o imieniu Panancheri Parameshwaran został spacyfikowany dopiero po prawie półtorej godziny szału.


Chiński import kukurydzy wzrósł o 221% rok do roku

W sierpniu 2021 r. miesięczny import kukurydzy do Chin wzrósł o 221,2% w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Wygląda na to, że Chiny na coś się szykują. Pytanie brzmi, na co?

Jak donosi Generalna Administracja Celna (CGAC) , Chiny zaimportowały w sierpniu 3,23 mln ton kukurydzy. To już drugi rekordowy miesiąc pod rząd i o 12,9% więcej niż poprzednio. Zwiększyło to całkowity import kukurydzy od stycznia do sierpnia 2021 r. do 21,4 mln ton, o 221,7% więcej niż w tym samym okresie w 2020 r.

 

Oficjalnie gwałtowny wzrost importu jest związany z niszczycielskimi powodziami w Chinach, ale jest również wynikiem innych niesprzyjających warunków wzrostu, w tym rekordowych mrozów, które w tym roku zaobserwowano w dużej części Chin.

 

Popyt ze strony przemysłu paszowego jest głównym czynnikiem wzrostu, ponieważ kraj odbudowuje populację zwierząt gospodarskich po powodziach i śmiertelnej epidemii afrykańskiego pomoru świń (ASF).  Jednocześnie dane CGAC opublikowane w poniedziałek wykazały, że chiński import soi z Brazylii wzrósł o 10,9% w sierpniu 2021 r. w porównaniu z tym samym miesiącem w 2020 r.

 

 


Fotograf uchwycił jedno z najrzadszych wyładowań plazmowych na Ziemi

Wieczorem 20 września portorykański fotograf Frankie Lucena skierował swój aparat na morską burzę elektryczną. Podczas robienia zdjęć zarejestrował rzadkie zjawisko znane nauce jako Sprite (co tłumaczy się na duszek). Gigantyczna błyskawica z towarzyszącymi jej kulami ognia ukazała się przez moment na niebie nad Puerto Rico.

 

Incydent z plazmą odrzutową miał miejsce w pobliżu Wysp Dziewiczych, podczas silnej burzy. Fotograf nie mógł uwierzyć, że udało mu się uwiecznić tak niezwykłe zjawisko. Nauka po raz pierwszy opisała je w 1886 roku. Zgodnie ze współczesnym rozumieniem, jest to wielkoskalowe wyładowanie elektryczne, do którego dochodzi w jonosferze Ziemi. Mowa tu o warstwie atmosfery, na wysokości powyżej 60.

Według firmy meteorologicznej Metsul, piorun uchwycony przez Lucenę może być uważany za „najwyższy na Ziemi”. Zderzył się on z jonosferą, na wysokości ponad 80 km. Lucena sfotografował rzadką odmianę tego zjawiska o morfologii „marchewki”. Po raz pierwszy, opisano je w czasopiśmie Nature w 2003 roku


„Dżety marchewkowe” wyróżniają się wewnętrznymi sferami światła, o szerokości setek metrów. Proces powstawania i struktura tych wyładowań atmosferycznych, nie są jeszcze w pełni poznane przez naukę. W 2017 i 2018 roku Oscar van der Velde z Politechniki Katalonii, zainstalowali szybkie kamery na północnym wybrzeżu Kolumbii. W ciągu trzech miesięcy obserwacji udało mu się uchwycić tylko dwanaście takich zjawisk.


Rozpoczęła się produkcja sztucznej wieprzowiny

Impossible Foods uruchomi produkcję sztucznej wieprzowiny w Stanach Zjednoczonych, Singapurze i Hongkongu. Najpierw Amerykanie i Azjaci będą karmieni mięsem w restauracjach, a niedługo potem pojawi się ono w sklepach. Pisze o tym CNBC.

 

Szef firmy, Dennis Woodside, jest przekonany, że sztuczna wieprzowina może przewyższyć prawdziwą nie tylko pod względem ceny, ale także smaku. Świadczy o tym ślepy test przeprowadzony w Hongkongu. 54% respondentów wolało Impossible Foods od zwykłej wieprzowiny. Ponadto odpowiednik sojowy jest rzekomo zdrowszy niż prawdziwe mięso.

 

Nie jest tak wysokokaloryczna, zawiera o jedną trzecią mniej tłuszczów nasyconych, brak w niej cholesterolu i ma taką samą ilość białka jak zwykła wieprzowina. Szef Impossible Foods przekonuje, że w przeciwieństwie do wytworzenia wołowiny, produkcja sztucznej wieprzowiny jest znacznie mniej kosztowna, tj. wymaga o 81 - 85% mniej wody i 66 - 82% mniej gruntów.

 

Ponadto proces produkcyjny wyemitował o 73 - 77% mniej gazów cieplarnianych. Firma dąży do osiągnięcia pozycji lidera w produkcji mięsa roślinnego. Wcześniej wprowadziła na rynek sztuczne nuggetsy z wołowiny i kurczaka sojowego. Impossible Foods ogłosiło plany wejścia na giełdę w nadchodzącym roku z kapitalizacją 10 miliardów dolarów. Otrzymała już 1,5 miliarda dolarów od prywatnych inwestorów, którzy wykazują duże zainteresowanie mięsem z probówek.

 


Pasożyty, które wywołują malarię, stały się trudniejsze do zabicia. To grozi nową pandemią

Z Afryki donoszą o rozprzestrzenianiu się lekoopornej malarii Plasmodium. Badanie wykazało, że choroba stała się jeszcze trudniejsza do leczenia. Wyniki zostały opublikowane przez The New England Journal of Medicine. Grupa naukowców z Japonii i Ugandy przeprowadziła badanie afrykańskiej malarii Plasmodium. Okazało się, że nabyła ona lekooporności. To wszystko sprawia, że wszystkie zabiegi są całkowicie bezużyteczne.

Eksperci zauważyli jednak, że lekooporność dramatycznie wydłuża żywotność pasożytów w układzie krążenia człowieka. Tak więc naukowcy odkryli kilka mutacji, które najprawdopodobniej są bezpośrednio związane z opornością. W ciągu ostatnich kilku lat stały się bardziej powszechne.

 

Podobnie jak wirusy i bakterie, pasożyty eukariotyczne ewoluują, mutują i stają się odporne na szczepionki i leki. Pod koniec lat pięćdziesiątych stało się tak w przypadku Plasmodium falciparum, co doprowadziło do wybuchu epidemii malarii. Następnie chorobę leczono chlorochiną, a czterdzieści lat później artemizyniną.

 

Grupa naukowców z Japonii i Ugandy zaobserwowała, jak zmieniała się liczba i żywotność plasmodii we krwi kilkuset pacjentów z malarią. Następnie naukowcy sprawdzili, czy zwiększony okres półtrwania był rzeczywiście związany z lekoopornością. Następnie biolodzy zsekwencjonowali genomy plasmodii i znaleźli siedem różnych mutacji w genie kelch13, który został powiązany z opornością na artemizyninę.

 

Naukowcy są przekonani, że nawet częściowa odporność na artemizyninę może doprowadzić do katastrofy. Jeśli oporna plasmozja rozprzestrzeni się w Afryce, która odpowiada za około 90% przypadków malarii na świecie, naukowcy będą musieli znaleźć nowe sposoby walki z Plasmodium. W przeciwnym razie świat stanie w obliczu nowej pandemii.

 

Przypomnijmy, że w lutym 2014 r. epidemia eboli rozpoczęła się w Afryce Zachodniej, a potem przypadki zachorowań zdarzały się w Europie i Stanach Zjednoczonych.

 


Kanaryjski wulkan Cumbre Vieja może wywołać w Europie kwaśne deszcze

Erupcja wulkanu na kanaryjskiej wyspie Palma postawiła Europę na krawędzi katastrofy ekologicznej na dużą skalę. Chmury ze związkami siarki dotarły już na kontynent i mogą wywołać niszczące kwaśne deszcze.

 

Wulkan Cumbre Vieja wybuchł w zeszłą niedzielę po pół wieku uśpienia. Emitowana lawa zmiata wszystko na swojej drodze. Według najnowszych danych ponad trzysta domów zostało zniszczonych lub uszkodzonych. Mieszkańców ewakuowano, wielu nie zdążyło nawet odebrać swoich kosztowności. Wyspa La Palma nie utrzymuje się z turystów, ale z rolnictwa. Stąd pochodzą banany, które są wysyłane do Hiszpanii, a nawet na eksport. Teraz niemal wszystkie plantacje zostały zniszczone, jeśli nie lawą, to gorącym popiołem spadającym niemal na całej wyspie.

 

W powietrzu utrzymuje się tam dużo szkodliwych substancji a erupcja wulkanu wciaż trwa. Mieszkańcy niektórych osiedli zostali ewakuowani i to samo może spotkać kolejne osiedla. Władze lokalne sugerują, żeby mieszkańcy mieli przy sobie dokumenty, a na noc nie zamykali okien w domach, aby usłyszeć ewentualne syreny. 

 

W strefie katastrofy pracują służby operacyjne i naukowcy, którzy wciąż nie są pewni, czy lawa dotrze do oceanu, czy zatrzyma się na brzegu. Chmury ze szkodliwymi substancjami zbliżają się już do Pirenejów, a Francja przygotowuje się na kwaśne deszcze.

 

Wulkan wyrzuca ogromne ilości siarki, po kilka ton dziennie. I stopniowo, dzień po dniu, ta masa dwutlenku siarki dotrze do Francji. A to będzie miało niekorzystne konsekwencje, ponieważ siarka reaguje z parą wodną w powietrzu i w rezultacie powstaje kwas, a w konsekwencji z nieba spadają kwaśne deszcze. Takie opady są niszczące dla roślin i mogą wywołać katastrofę ekologiczną na dużą skalę.

 


Odkryto chmury na odległej egzoplanecie

Międzynarodowy zespół astronomów nie tylko odkrył chmury na odległej egzoplanecie WASP-127b, ale także zmierzył ich wysokość z niezwykłą dokładnością.

Prezentacja Romaina Allarta na Europejskim Kongresie Naukowym (EPSC) 2021 pokazuje, w jaki sposób, łącząc dane z kosmicznych i naziemnych teleskopów, zespół specjalistów był w stanie odkryć górną strukturę atmosfery planety pozasłonecznej. Otwiera to drogę do podobnej eksploracji wielu innych odległych światów.

 

WASP-127b znajduje się ponad 525 lat świetlnych od nas i jest "gorącym Saturnem" - gigantyczną planetą o masie podobnej do Saturna, która krąży bardzo blisko swojego słońca. Zespół obserwował planetę przechodzącą przed gwiazdą, aby odkryć wzory, które są osadzone w świetle gwiazdy, gdy filtruje ona atmosferę planety i jest zmieniana przez składniki chemiczne. Łącząc obserwacje w podczerwieni z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a (HST) i pomiary światła widzialnego ze spektrografem ESPRESSO na Bardzo Dużym Teleskopie ESO w Chile, naukowcy byli w stanie zbadać różne regiony atmosfery. Wyniki przyniosły kilka niespodzianek.

 

Wykryto obecność sodu, ale na znacznie niższej wysokości niż oczekiwano. W podczerwieni pojawiły się silne sygnały pary wodnej. Oznacza to, że para wodna na niższych poziomach jest osłonięta chmurami, które są nieprzezroczyste w widzialnym zakresie długości fal, ale są widioczne w podczerwieni. Połączone dane z dwóch instrumentów pozwoliły naukowcom zawęzić wysokość chmur do warstwy atmosferycznej przy ciśnieniu w zakresie od 0,3 do 0,5 milibara.

Nie jest jeszcze znany skład chmur, z wyjątkiem tego, że nie są one zbudowane z kropelek wody, jak na Ziemi. Zaskakujące jest też to, dlaczego na tej planecie znajduje się sód. Dalsze badania pomogą dowiedzieć się więcej nie tylko o strukturze atmosfery, ale także o planecie WASP-127b, która okazała się bardzo ciekawym miejscem.

 

Całkowity obrót wokół gwiazdy trwa około 4 dni, WASP-127b otrzymuje 600 razy więcej promieniowania niż Ziemia i doświadcza temperatur dochodzących do 1100 stopni Celsjusza. Powoduje to powiększenie planety do promienia 1,3 razy większego od Jowisza przy 1/5 jego masy, co czyni ją jedną z najmniej gęstych lub „najbardziej puszystych” znalezionych egzoplanet.

 

 


Ostatni samochód benzynowy będzie sprzedany w Norwegii w kwietniu 2022 r.

Norweskie władze zakazały sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi w kraju od 2025 roku, ale ludność, jak pokazują statystyki sprzedaży, porzuci „brudne” samochody znacznie wcześniej, tj. w ciągu najbliższych 7-8 miesięcy. Popyt na samochody benzynowe w Norwegii spada od czterech lat. Obecnie 14 z 15 najpopularniejszych aut sprzedaje się z silnikami elektrycznymi. Jeśli trend się nie zmieni, ostatni samochód benzynowy zostanie sprzedany w Norwegii w kwietniu 2022 roku.

 

Na podstawie miesięcznych danych Rady Informacji o Ruchu Drogowym (OFV) od 2017 r. do września 2021 r. analitycy z Norweskiej Federacji Samochodowej (NAF) doszli do wniosku, że oczekiwania władz nie pokrywały się z rzeczywistą sprzedażą. Populacja przestawia się na pojazdy elektryczne znacznie szybciej niż wszelkie prognozy.

 

Jeśli w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2017 roku samochody benzynowe i wysokoprężne stanowiły około 25% sprzedaży, to w analogicznym okresie tego roku ich udział w sprzedanych nowych samochodach spadł poniżej 10%. Jednocześnie siła nabywcza Norwegów praktycznie się nie zmieniła, a nawet nieznacznie wzrosła. Cztery lata temu w tym okresie sprzedano 102,8 tys. nowych aut, w tym 110,8 tys.

 

Należy zauważyć, że analiza agencji obejmuje nie tylko modele całkowicie elektryczne, ale także hybrydy. Jednak przewaga nadal dotyczy samochodów elektrycznych. Na liście 15 najpopularniejszych samochodów w Norwegii jest tylko jedna hybryda, a konkretnie zmodyfikowana wersja Toyoty RAV4 Prime. Jednocześnie popyt na japoński model stopniowo spada ze względu na konkurencję ze strony nowych pojazdów elektrycznych Volkswagena i Mercedesa.

 

„Jeśli linia trendu w sprzedaży samochodów w ciągu ostatnich pięciu lat nie zostanie przełamana, ostatni nowy samochód benzynowy lub wysokoprężny w Norwegii zostanie sprzedany za siedem miesięcy, tj. w kwietniu 2022 roku. Widzimy początek końca pojazdów na paliwa kopalne ”- powiedział NAF.

 

Jednocześnie analitycy przyznają, że najnowsze pojazdy ciężarowe mogą nieco dłużej utrzymać się na rynku norweskim. Raport uwzględnia cały transport na terenie kraju, co oznacza, że elektryfikacja powinna dotyczyć nie tylko samochodów i transportu publicznego, ale także wielkogabarytowych ciągników i sprzętu budowlanego. W tych modelach dekarbonizacja może potrwać dłużej ze względu na ograniczony wybór i wysokie koszty.

 


Chiny grożą Australii, że stanie się "mięsem armatnim" w wojnie z USA

Australia wzięła udział w pierwszym szczycie układu Quad, który skupia również Indie, Japonię i Stany Zjednoczone i koncentruje się na rosnącej potędze Chin. Rząd w Pekinie ostrzegł, że w przypadku wojny Chiny-USA, członkowie "Quad" będą "mięsem armatnim" Amerykanów. Wcześniej chińskie bombowe zostały wysłane w okolice Tajwanu.

 

Układ Quad (Quadrilateral Security Dialogue) powstał w odpowiedzi na potężne tsunami, które w 2004 roku nawiedziło Azję. W wyniku tej katastrofy zginęło ok. 230 tys. ludzi. Ostatecznie Quad, w którego skład wchodzi Australia, Indie, Japonia i Stany Zjednoczone, przeobraził się w sojusz przeciwko Chinom. 24 września odbyło się pierwsze spotkanie przywódców układu.

 

Chiny szybko zareagowały na to wydarzenie i na łamach rządowego dziennika "Global Times" zapowiedziały, że Australia, Japonia i Indie staną się "mięsem armatnim" w wojnie Chin z USA. Stwierdzono też, że układ Quad nie jest w stanie wyrządzić znacznej szkody Chinom. We wcześniejszych komentarzach zagrożono również bombardowaniem baz wojskowych i innych strategicznych obiektów Australii w przypadku jej interwencji wojskowej na Tajwanie.

Chiński bombowiec H-6, który wykonywał lot nad Tajwanem - źródło: The People's Liberation Army Air Force

W czwartek przed szczytem Quad, w okolicach Tajwanu przeleciało kilkanaście chińskich samolotów wojskowych, w tym bombowce H-6, myśliwce J-16 i J-11, a także maszyny przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia wojny elektronicznej. Chińskie loty przy wyspie mogły mieć związek ze szczytem układu Quad, dołączeniem przez Australię do paktu AUKUS w sprawie zakupu okrętów podwodnych z napędem nuklearnym lub zapowiedzią przystąpienia przez Tajwan do Wszechstronnego i Postępowego Porozumienia na rzecz Partnerstwa Transpacyficznego (CPTPP) - zachodniego paktu handlowego. Wcześniej podobny wniosek w tej sprawie złożyły Chiny.

 

Nie da się ukryć rosnącego napięcia na linii Australia-Chiny. Ma to związek ze zmianą amerykańskiej strategii, która koncentruje się właśnie na rosnącej potędze Chin. Efekty tego obserwujemy również w Europie - gazociąg Nord Stream 2 pokazał, że Stany Zjednoczone gotowe są porzucać swoich sojuszników i dogadywać się z Rosją.

 


Talibowie z Afganistanu zapowiadają przywrócenie egzekucji i amputacji rąk

Talibowie ponownie przejęli władzę w Afganistanie i zamierzają przywrócić surowe kary, które były stosowane pod koniec lat 90. XX wieku. Mieszkańcy powinni przygotować się na powrót egzekucji i amputacji rąk.

 

W sierpniu Afganistan został ponownie przejęty przez talibów. Szybka ofensywa islamistów miała związek z planowaną, choć przeprowadzoną w chaotyczny sposób, ewakuacją sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych i innych zachodnich państw. Afgańska armia oddała swój kraj praktycznie bez walki, a prezydent niemal natychmiast uciekł do Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

 

Wszystko wskazuje na to, że talibowie przywrócą prawa, które obowiązywały za ich rządów w latach 1996-2001. Powołany wcześniej przez talibów tymczasowy rząd ogłosił, że kobiety nie będą mogły uprawiać sportu. Teraz pojawiła się zapowiedź przywrócenia egzekucji i surowych kar, łącznie z amputacją rąk.

Nooruddin Turabi, minister sprawiedliwości w latach 1996-2001 a obecnie jeden z liderów talibów ogłosił, że egzekucje i amputacje kończyn koniecznie muszą wrócić, a jeśli kary będą wykonywane publicznie - talibowie zezwolą ludziom na robienie zdjęć i nagrywanie oraz rozpowszechnianie materiałów, aby wzmocnić efekt odstraszający wobec potencjalnych przestępców. Mówił również o tym, że talibowie zmienili się i pozwolą oglądać telewizję oraz korzystać z telefonów komórkowych.

"Nikt nam nie będzie mówił, jakie powinny być nasze prawa. Będziemy podążać za islamem i ustanowimy nasze prawa na Koranie" - powiedział Nooruddin Turabi.

Afganistan przez ostatnie 20 lat był kierowany przez prozachodni rząd i okupowany przez Stany Zjednoczone oraz NATO. Po wielu latach względnej stabilności, gdy tylko Zachód rozpoczął ewakuację, talibowie potrzebowali zaledwie kilku dni, aby przejąć kontrolę nad większością tego państwa. Teraz Afgańczycy powinni przygotować się na powrót praw islamskich, które obowiązywały pod koniec lat 90. XX wieku.

 


Najbliższy przelot asteroidy w 2021 roku! Od Ziemi dzieliło ją 7 tysięcy kilometrów

Nowo odkryta asteroida oznaczona jako 2021 SP przeleciała obok Ziemi w odległości około 7 700 km od jej powierzchni. Ten niezwykle blisko przelot, miał miejsce 17 września, 2021 roku. Obiekt, mijał wówczas naszą planetę z prędkością 14,37 km/s.

 

Jest to najbliższy przelot asteroidy w tym roku i najbliższy w historii obserwacji. Poprzednim najbliższym w 2021 roku był 2021 RS2 8 września. 2021 SP został dostrzeżony po raz pierwszy w obserwatorium Palomar Mountain w Kalifornii, w dniu swojego największego zbliżenia do Ziemi. Obiekt należy do grupy asteroid Apollo i ma szacunkową średnicę między 3,7 a 8,3 m.


Ponad 320 zniszczonych budynków! Erupcja na wyspie La Palma może potrwać jeszcze wiele tygodni

Strumienie lawy z wulkanu Combre Vieja powoli przesuwają się w kierunku wybrzeża. Zgodnie z najnowszymi szacunkami, żywioł pochłonął już 320 budynków, oraz wymusił ewakuację ponad 6000 osób. Wysokość pióropusza wulkanicznego, utrzymuje się na wysokości 4,2 km.

 

Trwająca erupcja, wciąż sieje spustoszenie na kanaryjskiej wyspie La Palma. Ujęcia dostępne w mediach społecznościowych, ukazują przerażający obraz lawy wdzierającej się do dawnych domostw. Eksperci obawiają się, że erupcja może trwać jeszcze kilka tygodni. Jak narazie, nie zgłoszono jakichkolwiek strat w ludziach.