Czerwiec 2021

Popularny środek chwastobójczy glifosat zwiększa ryzyko malarii

Zaskakujące nowe wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z amerykańskiego Johns Hopkins University wskazują, że najczęściej stosowany na świecie herbicyd - glifosat - osłabia układ odpornościowy owadów wspomagając rozprzestrzenianie się malarii.

Eksperyment z komarami roznoszącymi malarię sugeruje, że glifosat może zwiększyć podatność owadów na infekcje pasożytnicze, zwiększając tym samym ryzyko przeniesienia ich na ludzi.

 

Glifosat jest środkiem zwalczającym chwasty szeroko stosowanym w rolnictwie. Zabija rośliny, zakłócając ważny proces metaboliczny zwany szlakiem szikimowym. Ta ścieżka znajduje się tylko w roślinach, więc przez wiele lat glifosat był uważany za idealny herbicyd - nieszkodliwy dla wszystkiego oprócz roślin o ile nie są zmodyfikowane genetycznie do ignorowania glifosatu.

 

Jednak w ostatnich latach pojawiły się obawy dotyczące wpływu tej substancji chemicznej na środowisko i ludzi. Austria i Wietnam były pierwszymi krajami, które całkowicie zabroniły stosowania herbicydu, podczas gdy kilka innych krajów wycofuje jego stosowanie w nadchodzących latach. Wpływ glifosatu na owady jest nadal kontrowersyjny. Badania wykazały, że herbicyd może zabijać bakterie jelitowe owadów, co może prowadzić do zmian behawioralnych lub fizjologicznych. Nowe badania sugerują, że glifosat może osłabiać układ odpornościowy owadów, a to może mieć niszczący wpływ na zdrowie człowieka.

 

W 2001 roku grupa naukowców badała wpływ glifosatu na grzyby i odkryła, że ​​substancja chemiczna hamuje produkcję melaniny przez grzyby. Dla ludzi melanina jest przede wszystkim pigmentem ochronnym skóry, ale dla owadów ta cząsteczka odgrywa kluczową rolę w odporności. W nowym badaniu naukowcy zastanawiali się, jaki wpływ ma glifosat na odporność owadów, biorąc pod uwagę, że substancja chemiczna zakłóca produkcję melaniny. Skutki działania glifosatu badano przy użyciu dwóch ewolucyjnie różnych modeli owadów: przenoszącego malarię afrykańskiego komara i gatunku ćmy woskowej.

 

W obu modelach naukowcy odkryli, że glifosat hamował produkcję melaniny i zwiększał podatność owadów na infekcje patogenne. Jednak badania nad komarami przyniosły jedne z najbardziej niepokojących wyników. Komary wystawione na glifosat były mniej zdolne do kontrolowania infekcji Plasmodium, którym w przeciwnym razie byłyby odporne, co wskazuje, że ekspozycja na glifosat może uczynić je lepszymi nosicielami malari. Wyniki te budzą obawy dotyczące zwiększonego stosowania glifosatu w regionach świata, w których malaria występuje jako choroba endemiczna.

 

Nowe badanie zostało opublikowane w czasopiśmie PLoS Biology.


Tajemniczy zgon Johna McAfee. Czy jego śmierć pogrąży amerykańskie elity?

John McAfee, magnat oprogramowania antywirusowego, zmarł w wieku 75 lat. McAfee czekał na ekstradycję w hiszpańskim więzieniu po tym, jak został oskarżony o uchylanie się od płacenia podatków w Stanach Zjednoczonych. Kataloński departament sprawiedliwości, poinformował że medycy próbowali reanimować 75-latka, ale ich wysiłki nie przyniosły skutku.

 

Początkowo sugerowano, iż mężczyzna niemal na pewno popełnił samobójstwo. Po upływie kilku dni narracja uległa zmianie, a w sprawie jego śmierci rozpoczęto śledztwo. Być może taka zmiana w podejściu, wynika z ostatnich wypowiedzi wdowy po antywirusowym potentacie. Janice McAfee otwarcie domagała się „dokładnego śledztwa”, aby uzyskać „odpowiedzi na temat tego, co mogło się wydarzyć”. Według władz, wyniki autopsji mogą pojawić się dopiero za kilka dni lub tygodni.

 

W październiku 2020 roku, John McAfee został aresztowany w Hiszpanii, gdy znajdował się na pokładzie samolotu do Turcji. Oskarżono go, o nie składanie zeznań podatkowych przez cztery lata, pomimo zarabiania milionów na pracy konsultingowej, przemawianiu, promocji kryptowalut i sprzedaży praw do jego historii życia. Amerykański departament sprawiedliwości twierdził, że McAfee unikał zobowiązań podatkowych, wpłacając swoje dochody na konta bankowe i wymieniając je na kryptowaluty. Zarzucano mu także ukrywanie majątku i nieruchomości.

Jego śmierć jest dość zastanawiająca, biorąc pod uwagę jego ostatnie wypowiedzi pod adresem służb USA. McAfee otwarcie mówił o tym że oficjele rzadowi Stanów Zjednoczonych czyhają na jego życie. Informował również, że w razie gdyby coś mu się stało, przygotował szereg "deatch switchy" a więc dokumentów, które zostaną opublikowane w razie jego śmierci.

W jednym z wpisów na Twitterze, z października 2020 roku, McAfee mówił że jest szczęśliwy, otoczony przez przyjaciół oraz nie ma zamiaru żegnać się z tym światem. Dodał również, że jeśli coś mu się stanie, "jak u Jeffreya Epsteina", to oznacza to, iż został zamordowany.

Wkrótce po jego śmierci, na jego Instagramowym profilu pojawiło się zdjęcie z literą Q. Było to nawiązanie do teorii spiskowej QAnon, zgodnie z którą Donald Trump podczas swojej prezydentury zwalczał siatkę pedofili oraz handlarzy ludźmi, działającą pod płaszczykiem USA. Zdjęcie zostało usunięte z Instagrama wkrótce po jego publikacji.

Okazało się, że jego metadane zawierały w sobie klucz do portfela Ethereum o nazwie EPSTEIN i identyfikatorze WHACKD, który aktywował się wkrótce po śmierci McAfee'ego. Użytkownicy forum 4chan, obserwujący aktywność tego konta, ustalili że wytworzone przez milionea tokeny NFT (wirtualny plik działający w oparciu o architekturę blockchain) zaczęły być wysyłane na losowe adresy. Spekuluje się obecnie, że ich odbiorcy będą następnie odsyłani do jednego z wielu VPSów (wirtualnych serwerów) wynajętych przez milionera na których za życia udostępnił 31 terabajtów dokumentów, mogących pogrążyć wielu prominentnych polityków w USA. Jedna z takich paczek została rzekomo odnaleziona na stronie thepiratebay.

Zarówno jej rozmiar jak i data publikacji, pokrywają się ze słowami McAfee'ego odnośnie przygotowanego "death switch-a". Dominująca w sieci teoria zakłada, że milioner stworzył ten system, aby udostępnić pozyskane przez niego materiały za pośrednictwem sieci blockchain co uniemożliwia śledzenie i usunięcie jego "zabezpieczenia". Najprawdopodobniej dokonał tego za pomocą serii inteligentnych kontraktów, które aktywowały się po konkretnym czasie lub z inicjatywy jakiejś nieznanej osoby. O ile ktoś nie zadba o to, żeby pliki McAfee'ego nie ujrzały światła dziennego, nie wykluczone że poznamy prawdę już wkrótce. 
 

 


Czaszka „Smoczego Człowieka” należy do nowego gatunku homo sapiens!

Jak donosi czasopismo naukowe The Innovation,  starożytna czaszka, którą odkryto w Chinach, może należeć do zupełnie nowego gatunku człowieka. Naukowcy nazwali go Homo longi, co wywodzi się z nazwy pobliskiej rzeki Czarnego Smoka. Tak zwany „Smoczy Człowiek” reprezentuje gałąź ludzkiej ewolucji, która żyła w Azji Wschodniej co najmniej 146 000 lat temu.

 

Czaszka znajdowała na dnie studni w miasteczku Harbin w północno-wschodnich Chinach, przez ponad 80 lat. Według analiz geochemicznych, ma ona około 138 000 do 309 000 lat. Zdaniem badaczy, łączy w sobie prymitywne cechy, takie jak szeroki nos i niskie brwi z tymi, które są bardziej podobne do Homo sapiens. Homo longi może zastąpić neandertalczyków jako najbliższego krewnego naszego gatunku.

Odkrycie tych szczątków przypomina historię rodem z filmów akcji. Zgodnie z powielaną wersją historii, znaleziono ją w 1933 roku. Grupa chińskich robotników, natrafiła na te szczątki budując most w mieście Harbin, na północy Chin. Aby czaszka nie wpadła w ręce okupujących te tereny Japończyków, schowano w opuszczonej studni. Znajdowała się ona tam, aż do 2018 roku, kiedy to pierwoty odkrywca czaszki powiedział o niej swojemu wnukowi, na krótko przed śmiercią. Qiang Ji, jeden z autorów badania, przekonał rodzinę do oddania jej do Muzeum Nauki o Ziemi Uniwersytetu Hebei GEO.

Znalezisko jest ogromne w porównaniu z przeciętnymi czaszkami innych gatunków ludzkich. Mózg "Człowieka Smoka" był porównywalny pod względem wielkości do przedstawicieli Homo Sapiens. Chińscy naukowcy utrzymują, że inne zagadkowe chińskie skamieniałości, które trudno było dotąd sklasyfikować – takie jak szczątki znalezione w Dali w Yunnan w południowo-zachodnich Chinach oraz szczęka z płaskowyżu tybetańskiego, reprezentują stopniową ewolucję nowego gatunku. Pojawiła się również teoria, że Homo longi może być przedstawicielem Denisowian.

Tak zwani, Denisowianie to tajemniczy gatunek ludzi, który kiedyś, zamieszkiwał tereny Syberii i Wschodniej Azji. Niestety, znamy ich jedynie z nielicznych fragmentów ich kości i DNA, a do tej pory, brakowało jakichkolwiek większych śladów po tej kulturze. Analiza genetyczna odnalezionych szczątków tych hominidów, dowiodła że około 50 tysięcy lat temu, denisowianie krzyżowali się z ludźmi. Wiadomo to, ponieważ w jaskini Denisowa w Rosji (skąd pochodzi nazwa tej nowej rasy) odnaleziono fragmentaryczne szczątki tego nieznanego gatunku.

 

Denisowianie i Homo longi mieli duże, podobne zęby trzonowe, co zauważono zresztą w badaniu, ale biorąc pod uwagę niewielką liczbę skamielin dostępnych do porównania, nie można powiedzieć niczego ze 100% pewnością. Dopieo testy DNA, mogą pozwolić na wysnucie jakichkolwiek wniosków. Zespół planuje teraz sprawdzić, czy wyodrębnienie starożytnych białek lub DNA z czaszki jest możliwe. Wkrótce, rozpoczną się bardziej szczegółowe badania wnętrza czaszki przy wykorzystaniu tomograffii komputerowej.

 


Bezsens wyboru Joe Bidena na prezydenta USA jest coraz wyraźniejszy

O tym, że Joe Biden nie jest delikatnie mówiąc najlepszą opcją dla Stanów Zjednoczonych, wiadomo od dawna. Doprawdy trudno zrozumieć, po co ten człowiek jeszcze jest w polityce na takim szczeblu.

Wystawianie w wyborach prezydenckich kandydatów przed 80-tym rokiem życia, w żadnym państwie nie jest posunięciem inteligentnym, ale w wypadku USA, jest to już po prostu czysta głupota.

Nie dość, że nadal nie wyjaśniono ostatecznie kwestii korupcyjnych i obyczajowych z udziałem Joe Bidena, jego syna i reszty rodziny, to jeszcze ciągle nie milkną echa sposobu, w jaki doszedł on do władzy w Stanach.

Najistotniejsze w tej chwili jest jednak to, że ewidentnie jest już za stary i za słaby, by stanowić o sile przywództwa USA na arenie międzynarodowej. Najlepszym przykładem jest ostatni szczyt państw G7, gdzie w spotkaniach prezydentów i premierów zastępowała go żona - Jill.

Teraz media donoszą, że „śpiący Joe” nie poleci również na ceremonię otwarcia igrzysk olimpijskich w Tokio. Ponownie bowiem, ma zastąpić go żona.To ona spotka się także z premierem Japonii - Yoshihide Sugą.

Joe Biden jako przywódca największego (póki co) światowego mocarstwa nie wie co ma robić, co ma mówić i zachowuje się po prostu coraz dziwniej.

Wyręcza go nie tylko żona, ale i wiceprezydent Kamala Harris. To dopiero początek kadencji, więc jak tak dalej pójdzie, po prostu trzeba będzie go odwołać z urzędu, zanim niechcący wywoła globalną wojnę nuklearną z Rosją i Chinami.

A może taki był plan - wybrać niedołężnego starca i sterować nim jak pacynką zza jego pleców?

USA mają problem, bo ich klasa polityczna jest bandą stetryczałych dziadków, bez żadnej wizji i polotu. Trump może i jest oszołomem, ale przynajmniej ma charyzmę, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o reszcie.

Ostatnim naprawdę mocnym kandydatem na prawdziwego lidera, był niedoceniany Ron Paul, który chciał zlikwidować CIA i Rezerwę Federalną, ale z oczywistych powodów, przegrał nominację.

Prezydentem chciał być faworyt Wall Street - Michael Bloomberg, jednak nawet jego gigantyczny majątek nie pomógł mu przekonać wyborców i partii. Spekulowano, że o Biały Dom chcą też walczyć Michelle Obama, Bill Gates, Oprah Winfrey i Mark Zuckerberg. Ostatecznie jednak wystartował… celebryta i raper Kanye West, co pokazuje, że powaga Ameryki, to obecnie raczej dowcip.


Teoria Stephena Hawkinga została potwierdzona! Powierzchnia czarnych dziur nie może się zmniejszać

Jedno z najsłynniejszych praw istnienia czarnych dziur, przewidziane przez fizyka Stephena Hawkinga, zostało niedawno potwierdzone za pomocą fal grawitacyjnych. Zgodnie z twierdzeniem Hawkinga o powierzchni czarnych dziur z początku lat 70., powierzchnia tych obiektów, nie może się zmniejszać z czasem.

 

Ta zasada jest ściśle związana z drugą zasadą termodynamiki, która mówi, że entropia lub nieporządek układu zamkniętego musi zawsze wzrastać. Ponieważ entropia czarnej dziury jest proporcjonalna do jej powierzchni, obie muszą zawsze rosnąć. Wyniki nowego badania są wskazówką co do fundamentalnego znaczenia czarnych dziur we wszechświecie.

Obszar powierzchni czarnej dziury, jest określony przez kulistą granicę zwaną horyzontem zdarzeń. Po jej przekroczeniu, nawet światło, nie może uciec przed potężnym przyciąganiem grawitacyjnym. Zgodnie z interpretacją ogólnej teorii względności Hawkinga, powierzchnia czarnej dziury wzrasta wraz z jej masą, a żaden obiekt wrzucony do środka nie może się wydostać, jej powierzchnia nie może się więc zmniejszyć.

Aby przetestować tę teorię, naukowcy przeanalizowali fale grawitacyjne lub zmarszczki w strukturze czasoprzestrzeni, utworzone 1,3 miliarda lat temu przez dwie gigantyczne czarne dziury, które krążyły ku sobie z dużą prędkością. Dzieląc sygnał odbierany przez detektory LIGO i VIRGO na dwie połowy – przed i po połączeniu czarnych dziur – naukowcy obliczyli masę i rotację zarówno dwóch oryginalnych czarnych dziur, jak i nowej, połączonej. Te liczby z kolei pozwoliły im obliczyć powierzchnię każdej czarnej dziury przed i po zderzeniu.

Powierzchnia nowo utworzonej czarnej dziury była większa niż dwóch pierwszych łącznie, co potwierdza „prawo powierzchni” Hawkinga z ponad 95% pewnością. Jak zauważają autorzy nowego badania, ich wyniki są w dużej mierze zgodne z oczekiwaniami. Potwierdzenie przez naukowców prawa obszaru wydaje się sugerować, że właściwości czarnych dziur są ważnymi wskazówkami na temat ukrytych praw rządzących wszechświatem.

 


Brak kwasów omega-3 w diecie skraca życie

Amerykańscy naukowcy zidentyfikowali nowy czynnik przyczyniający się do przedwczesnej śmierci. Piszą o tym w American Journal of Clinical Nutrition.

Eksperci odkryli, że brak kwasów tłuszczowych omega-3 może zwiększać ryzyko przedwczesnej śmierci, podobnie jak palenie. Naukowcy doszli do tego wniosku po kolejnym etapie długotrwałego badania klinicznego serca o nazwie Framingham. Badania te uważane są za jedne z najdłuższych od czasu ich powstania.

 

Według sondażu Framingham w 2018 r. przebadano 2500 uczestników w wieku od 66 do 73 lat. Lekarze odkryli, że spożywanie kwasów tłuszczowych omega-3 wiąże się z niższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych i wydłużeniem oczekiwanej długości życia.

 

Osoby z najwyższym indeksem omega-3 są o 33 procent mniej narażone na przedwczesną śmierć. Palenie i indeks omega-3 wydają się być najłatwiejszymi do modyfikacji czynnikami ryzyka.

„Według najnowszego modelu palenie skraca oczekiwaną długość życia o ponad cztery lata, co jest równoznaczne ze skróceniem życia osób z niską zawartością kwasów omega-3”- powiedział dr Michael McBurney z Instytutu Badań nad Kwasami Tłuszczowymi.

Bogate źródła kwasów omega-3 to m.in. łosoś, śledź, makrela, śledź, pstrąg, dorsz, orzeszki ziemne oraz oleje m.in. siemię lniane, rzepak, soja i słonecznik, chleb pszczeli.

 


Ludzie bez obywatelstwa nie mogą zostać zaszczepieni przeciwko COVID-19

Bezpaństwowcy nie są objęci programem szczepień. Są to takie grupy ludności, jak nielegalni imigranci oraz wszyscy, którzy z różnych powodów nie mogli uzyskać paszportów, zezwoleń na pobyt itp. Biuro ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) podało oficjalne statystyki, według których jest ponad 4,2 mln osób, któ®zy nie posiadają paszportów. Na razie nikt nie wie, co z nimi zrobić.


Problem pogłębia fakt, że bezpaństwowcom odmawia się opieki medycznej. Nie otrzymują prawa do wykonywania badań PCR, nie są przyjmowani do szpitala, ponieważ brak statusu prawnego sprawia, że są „niewidoczni”.

 

Przedstawiciele UNHCR twierdzą, że większość bezpaństwowców obawia się, że zostanie złapana przez policję i deportowana, ale jednocześnie osoby „niewidzialne” chorują na koronawirusa i zarażają innych.

 

UNHCR wzywa władze krajów do zaszczepienia wszystkich bez wyjątku, tj. nielegalnych imigrantów, opiekunek do dzieci i osób nieposiadających dokumentów tożsamości. Gillian Triggs, szefowa UNHCR ds. ochrony międzynarodowej, domaga się zwrócenia szczególnej uwagi na bezpaństwowców.

 

Są kraje, które zawiesiły wydawanie aktów urodzenia z powodu pandemii COVID-19. To z kolei zwiększa liczbę niewidzialnych. Jako przykład UNHCR podaje te państwa, w których wszyscy ludzie otrzymują szczepienia przeciwko koronawirusowi, niezależnie od ich statusu prawnego, tj. Hiszpania, Portugalia, Turkmenistan, Liban itd. Odnotowują one wysoki spadek liczby zarażonych groźnym wirusem.

 


Szczepionka przeciw Alzheimerowi przechodzi testy drugiej fazy

Naukowcy opublikowali w czasopiśmie Nature wyniki drugiej fazy badań klinicznych leku do leczenia choroby Alzheimera. Jest to szczepionka peptydowa, która powoduje, że pacjenci wytwarzają przeciwciała przeciwko białku tau. Lek był dobrze tolerowany przez pacjentów i wytwarzał przeciwciała u 98,3 procent uczestników badania.

Choroba Alzheimera jest postępującą chorobą neurodegeneracyjną, w której w mózgu odkładają się blaszki amyloidowe i sploty neurofibrylarne. Beta-amyloid znajduje się w mózgu w normalnych warunkach, ale w chorobie Alzheimera konsoliduje się i tworzy oligomery. Oprócz odkładania się płytek amyloidowych dochodzi również do naruszenia struktury białka tau. Jego włókna łączą się ze sobą i tworzą sploty neurofibrylarne wewnątrz komórek. Prowadzi to do degradacji struktur wewnątrzneuronowych i zakłócenia transmisji biochemicznej między neuronami.

 

Ostatnio mówiono o nowym leku do leczenia choroby Alzheimera, który jest ukierunkowany na beta-amyloid. Jest to przeciwciało monoklonalne, które rozkłada agregaty beta-amyloidu. Opracowywane są również leki ukierunkowane na białko tau. Naukowcy uważają, że działa on jak prion i jest zdolny do infekowania otaczających komórek, dlatego postanowili działać na zewnątrzkomórkowe białko tau, aby ograniczyć powstawanie splątków neurofibrylarnych w komórkach.

 

Naukowcy zidentyfikowali strukturę regionu białka tau wymaganego do agregacji i stworzyli komplementarne przeciwciało. Następnie opracowali szczepionkę peptydową, która wyzwala produkcję przeciwciał przeciwko białku tau, hamując jego agregację i pobieranie komórek. Nowy lek został nazwany AADvac1.

 

Po udanych próbach na szczurach rozpoczęto pierwszą fazę badań klinicznych na ludziach. Wykazano, że lek jest bezpieczny, a także poprawił wyniki testów poznawczych.

 

Druga faza badań klinicznych trwała 24 miesiące. Michał Nowak i jego koledzy z AXON Neuroscience włączyli do nowego badania 196 osób, które podzielono na grupy AADvac1 i placebo (3:2). Łącznie badanie kliniczne trwało 24 miesiące i w tym okresie uczestnicy otrzymali jedenaście dawek leku.

 

Poważne zdarzenia niepożądane (wszelkie zgłoszone zdarzenia, które mogą mieć lub nie mieć związku przyczynowego z lekiem) zaobserwowano u 17,1 procenta grupy AADvac1 i 24,1 procenta grupy placebo. Przeciwciała IgG zostały opracowane u 98,3 procent pacjentów. Naukowcy nie zaobserwowali różnicy w wynikach testów poznawczych przez cały okres.

 

W drugiej fazie badań klinicznych naukowcy potwierdzili bezpieczeństwo stosowania AADvac1, a wkrótce planują rozpocząć trzecią fazę w celu bardziej szczegółowej analizy wszystkich aspektów skuteczności, tj. poziomów biomarkerów choroby i wpływu leku na funkcje poznawcze.

 


W związku z pandemią koronawirusa na świecie wzrosło zapotrzebowanie na narkotyki

Obecnie na świecie jest około 275 milionów narkomanów. Ponad 36 milionów z nich cierpi na różnego rodzaju zaburzenia uzależnienia od narkotyków. Według ekspertów, 5,5% światowej populacji w zeszłym roku używało nielegalnych narkotyków, a kolejne 11 milionów narkotyków iniekcyjnych. Takie rozczarowujące statystyki podali autorzy raportu o narkotykach w ONZ.

Według autorów raportu konopie indyjskie stały się silniejsze i bardziej skoncentrowane. Zwrócić uwagę należy na główny składnik psychoaktywny w składzie Delta 9-HTC, a jego koncentracja wzrosła z 6 do 11% w krajach europejskich i z 4 do 16% w Stanach Zjednoczonych.

 

Naukowcy zbadali również stosunek młodzieży do narkotyków. W ciągu ostatnich dziesięciu lat stosunek młodych ludzi do narkotyków zmienił się dramatycznie. 40% nastolatków w USA i 25% w Europie nie uważa marihuany za szkodliwą. Obecnie aktywnie wzrasta wzrost spożycia substancji odurzających.

 

Podczas pandemii koronawirusa liczba konsumentów konopi na świecie wzrosła o 40%. Również w tym czasie wzrosła liczba osób stosujących niemedyczne środki farmaceutyczne. Zwiększony popyt na narkotyki doprowadził do wzrostu handlu narkotykami i stosowania bezdotykowych metod dostarczania narkotyków użytkownikom końcowym.

 

Pandemia COVID-19 spowodowała trudności gospodarcze w wielu krajach. Ludzie po prostu sobie z nimi nie radzą i zaczynają łamać prawo, tj. rozdawać narkotyki i je brać. Również sprzedaż leków jest aktywnie prowadzona przez darknet.

 


Pyłek z drzew i kwiatów jest podejrzewany o rozprzestrzenianie koronawirusa

Fizycy odkryli, w jaki sposób cząsteczki nowego typu koronawirusa oddziałują z pyłkiem. Naukowcy uważają, że pyłki mogą przyspieszać przenoszenie SARS-CoV-2 między ludźmi. Odkrycia naukowców zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Physics of Fluids.

 

Wiosną w mediach zaczęły pojawiać się doniesienia, że ​​koronawirus może się rozprzestrzeniać, w tym za pomocą pyłków. Faktem jest, że europejscy biolodzy zauważyli, że wiele lokalnych wybuchów pandemii COVID-19 zbiegło się w czasie z epizodami kwitnienia różnych roślin w niektórych regionach Europy.

 

Obserwacje te wywołały wiele dyskusji na temat tego, czy taki związek rzeczywiście istnieje i jak dokładnie pyłek roślinny może przyczynić się do rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2. Niektórzy naukowcy sugerowali, że może osłabiać układ odpornościowy i zwiększać podatność płuc na infekcje, podczas gdy inni powiązali to zjawisko z faktem, że cząstki pyłku mogą działać jako „nośnik dostarczania” wirusa.

 

Specjaliści przetestowali słuszność drugiej teorii, tworząc realistyczny model komputerowy kwitnącej wierzby i znajdującej się obok niej grupy kilkudziesięciu osób, wśród których jest kilku nosicieli zakażenia koronawirusem. Korzystając z tego modelu, naukowcy obliczyli, w jaki sposób cząstki koronawirusa i pyłku będą oddziaływać, a także monitorowali, jak rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2 zmieni się przy różnych stężeniach pyłku w powietrzu i przy jego całkowitym braku.

 

Okazało się, że pyłki znacznie przyspieszyły rozprzestrzenianie się koronawirusa, nawet jeśli prędkość wiatru na ulicy była minimalna. Średnio ziarna pyłku pozwalają cząsteczkom SARS-CoV-2 latać ponad sześć metrów po uwolnieniu w powietrze przez kaszel lub kichanie zakażonych ludzi. W normalnych warunkach lecą nie więcej niż dwa metry.

 

W rezultacie chorzy piesi mogą przenosić koronawirusa na innych znacznie częściej, niż dzieje się to w przypadku braku pyłków w powietrzu. Według naukowców ta cecha interakcji pyłku i cząstek wirusa może wyjaśniać, dlaczego niektóre regiony Stanów Zjednoczonych i Europy, takie jak Luizjana i Hiszpania, doświadczyły niewyjaśnionych letnich skoków rozprzestrzeniania się COVID-19 w zeszłym roku.

 


Singapur kończy z covidowym szaleństwem i będzie traktował koronawirusa jak grypę

Singapur ogłosił "powrót do normalności". To azjatyckie państwo-miasto postanowiło skończyć z kwarantanną i codziennym podawaniem statystyk dotyczących zachorowań. Tamtejszy rząd będzie traktował COVID-19 na równi z grypą i innymi chorobami endemicznymi.

 

Singapur to niewielkie państwo zamieszkałe przez ok. 5,7 mln ludzi, gdzie dzienna liczba nowych przypadków zakażeń od wielu miesięcy utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, a z powodu COVID-19 zmarło zaledwie 35 osób. Można powiedzieć, że tamtejsze władze w pewnym sensie ogłosiły koniec pandemii.

 

Minister handlu i przemysłu Gan Kim Yong, minister finansów Lawrence Wong oraz minister zdrowia Ong Ye Kung w artykule zamieszczonym w lokalnym dzienniku The Straits Times zapowiedzieli, że Singapur (w pewnym sensie) wraca do normalnego życia. Władze nie będą podawać codziennych informacji o liczbie zakażeń, nie będzie też obowiązku kwarantanny. Rząd uznał, że koronawirus raczej na stałe pozostanie w społeczeństwie, ale będzie też można z nim żyć.

Jednak "nowa normalność" będzie wymagała od obywateli, aby przed pójściem do pracy lub sklepu poddali się testom na COVID-19. Singapur przyspieszy również z programem szczepień i nie ukrywa, że w przyszłości potrzebne będzie odnawianie szczepień. Tamtejszy rząd twierdzi, że COVID-19 może stać się znacznie mniej groźną chorobą, podobnie jak inne choroby endemiczne.

 

W artykule zamieszczonym w The Straits Times kilka razy powołano się na Izrael, który dzięki zmasowanej akcji szczepień znacznie ograniczył zachorowalność na COVID-19. Z drugiej strony, wariant Delta koronawirusa zaczął atakować również osoby zaszczepione i coraz więcej mówi się o konieczności ulepszania szczepionek i powtarzania szczepień.

 


Według WikiLeaks, Jarosław Kaczyński w 2009 roku zgodził się na spłatę roszczeń żydowskich!

Nieformalny naczelnik państwa polskiego - Jarosław Kaczyński, w 2009 roku prawdopodobnie zdradził Polskę, a teraz on i jego klakierzy mydlą nam oczy mówiąc, że nie ugną się pod żydowskimi naciskami.

12 stycznia 2009 roku doszło do rozmów Jarosława Kaczyńskiego z ówczesnym ambasadorem USA w Polsce - Victorem Ashem. W czasie rozmów Kaczyński zgodził się na spłatę roszczeń żydowskich wobec naszego kraju.

Szef PiS, wyraził przekonanie, że Sejm uchwali przepisy prawa, dotyczące rekompensat za konfiskaty II wojny światowej i ery komunizmu. Powiedział nawet:

„Prawo będzie przyjęte. Decyzja już zapadła. Nikt wpływowy w polskiej polityce nie będzie tego kwestionował. To jedynie kwestia czasu.”

Pieniądze na rekompensaty dla Żydów, miały pochodzić z prywatyzacji dużych przedsiębiorstw państwowych. Kaczyński zastrzegł jednak, że jeśli na giełdzie będzie bessa i kursy akcji spółek Skarbu Państwa spadną, to polski rząd nie będzie w stanie znaleźć wystarczających funduszy na zaspokojenie roszczeń Izraela.

Rekompensata miała wynosić 20% rzekomo utraconego przez Żydów mienia.

Na Polskę w sprawie zapłaty haraczu Izraelowi od dłuższego czasu naciskają Stany Zjednoczone. Przedstawiciele rządu RP wiedzą o tym i zachowują tę sprawę w tajemnicy przez polską opinią publiczną.

Mamy więc do czynienia z ogromnym politycznym skandalem, który bardzo mocno dowodzi podwójnych standardów „wielkiego patrioty” Kaczyńskiego, obiecującego oficjalnie, że nikt nie podniesie ręki na Polskę, podczas gdy tak naprawdę za plecami narodu sprzedaje go komuś, kto sam jest mu winny olbrzymie pieniądze…

 

 

Źródło: https://nczas.com/2021/06/25/wikileaks-kaczynski-w-2009-zobowiazal-sie-do-zaplaty-roszczen-zydowskich/


Uczony pracujący dla globalistów z WEF, chce dokonać 5 zmian genetycznych u ludzi, by ochronić ziemski klimat

Ekipa Klausa Schwaba od kilka lat zaskakuje swoją inwencją twórczą w kontekście proponowanych zmian na świecie. Pandemia COVID-19 tylko ten proces nasiliła. Tym razem jednak, to nie Schwab będzie bohaterem artykułu, a niejaki dr Matthew Liao…

Liao jest bioetykiem z Uniwersytetu Nowojorskiego. Twierdzi, że człowiek tak bardzo zmienił klimat, że potrzebne są zdecydowanie bardziej radykalne działania naprawcze. Konkretniej, chodzi mu o to, aby dokonać zmian w kodzie genetycznym wszystkich ludzi, bo tylko to może gwarantować sukces w ochronie Ziemi.

dr Matthew Liao

 

Liao proponuje 5 modyfikacji genetycznych:

Kocie oczy u ludzi:

To ma być sposób na pozbycie się u ludzi potrzeby używania oświetlenia. Koty widzą około siedem razy lepiej niż my w nocy. Może to więc radykalnie wpłynąć na nasze zużycie energii.

Zwiększenie poziomu empatii:

Liao proponuje, aby cała ludzkość zażywała pigułki, które pomagają odczuwać większą empatię dla reszty mieszkańców świata. Ma to pozwolić na to, byśmy na przykład tworzyli mniej odpadów w trosce o innych mieszkańców planety.

Zmniejszenie przeciętnych rozmiarów ludzi:

Według Liao mniejsi ludzie zużywają mniej zasobów. Może to mieć wielki wpływ na rynek produkcji żywności, pojazdów, budownictwo i energetykę.

Podrasowanie ludzkiej inteligencji:

Liao uważa, że ludzie lepiej wykształceni mają mniej dzieci. Jak wiadomo przeludnienie, to jedno z największych wyzwań dla naszej cywilizacji, więc zmniejszenie skali prokreacji, może pomóc w ochronie ziemskiego klimatu bardziej niż inne działania.

Wywołanie u ludzi genetycznej alergii na mięso:

Zmniejszenie emisji dwutlenku węgla i metanu, a zatem znaczące zredukowanie globalnego ocieplenia, jest możliwe, jeśli przestaniemy hodować tyle bydła, które potem zjadamy. Liao proponuje pigułkę, której połknięcie spowoduje, że poczujemy się źle za każdym razem, gdy zechcemy spożyć czerwone mięso. Taka reakcja organizmu powinna zniechęcić ludzi i uczynić ich zdecydowanie bardziej roślinożernymi. Nie wszyscy będą w stanie przejść na wegetarianizm bez farmakologicznego wspomagania. Jeśli jednak wszyscy przestaniemy jeść mięso, możemy zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 63 procent.

Jak Wam podobają się pomysły pana Liao?

 


W Izraelu otworzono pierwszą na świecie fabrykę sztucznego mięsa

Wielu oczekuje się, że produkty Future Meat Technologies trafią do publicznej sprzedaży do 2022 roku.

 

Startup Future Meat Technologies otworzył pierwszą na świecie fabrykę „przemysłowej hodowli mięsa” z komórek białkowych w izraelskim mieście Rehovot. Według firmy produkcja będzie mogła dostarczać drób, wieprzowinę, jagnięcinę, a później wołowinę w ilościach do 500 kilogramów dziennie.

 

Według prezesa startupu, Roma Kshuka, otwarcie zakładu to ogromny krok w kierunku przyszłości technologii mięsnej i eliminacji mięsa z uboju zwierząt. Produkty Future Meat Technologies trafią do publicznej sprzedaży do 2022 roku.

 

Do tej pory izraelski startup zebrał 43 miliony dolarów na inwestycje. Według Kshuka, udało się osiągnąć najniższą cenę za produkcję hodowanych piersi z kurczaka, zmniejszając ją do czterech dolarów.

 

Firma twierdzi, że jej produkcja, w porównaniu z tradycyjną produkcją mięsa, wytwarza o 80 proc. mniej gazów cieplarnianych, zajmuje o 99 proc. mniej miejsca, a także zużywa o 96 proc. mniej wody. Dzięki temu fabryka jest bardziej przyjazna dla klimatu.

 

Zgodnie z ogłoszonymi planami Future Meat Technologies w swoich działaniach koncentruje się na jednym z największych rynków konsumpcji mięsa, tj. USA. Do końca przyszłego roku firma zamierza stać się głównym dostawcą mięsa do restauracji w tym kraju, a później rozszerzyć swoje wpływy w Europie i Chinach.

 


Podczas testu pierwszej bomby atomowej powstały dziwne kryształy

Po pierwszym teście bomby atomowej w Nowym Meksyku w lipcu 1945 r. szczątki w miejscu testu połączyły się, tworząc szklistą substancję zwaną trynitydem - od nazwy projektu odpalenia pierwszej bomby atomowej - Trinity. Niesamowicie intensywne ciepło i ciśnienie utworzyły niezwykłą strukturę krystaliczną unikalną na skalę Ziemi.

Artefakty z początków ery atomowej wciąż budzą zainteresowanie naukowe. Większość trinitydów ma zielonkawy kolor, ale występuje też czerwony trynityd, który zawiera miedź - pozostałości drutów, które ciągnęły się po ziemi przed detonacją pierwszej bomby jądrowej.

 

Ta plamka zawiera rzadką formę materii zwaną quasikryształem, która pojawiła się na początku ery jądrowej. Normalne kryształy składają się z atomów tworzących sieć, która okresowo powtarza się w przestrzeni. Atomy quasikryształu również tworzą sieć, tak jak w normalnym krysztale, ale się nie powtarzają. Oznacza to, że quasikryształy mogą mieć właściwości, których nie mają zwykłe kryształy. W naturze takie rodzaje kryształów znajdują się w meteorytach.

Nowo odkryty na poligonie w Nowym Meksyku quasikryształ jest najstarszym znanym dziełem człowieka tego typu. Struktury te złożone są z krzemu, miedzi, wapnia i żelaza i są czymś całkowicie nowym w nauce.