Maj 2021

Czy kolczaste białko koronawirusa stosowane w szczepionkach wywołuje Covid-19?!

Najnowsze badanie na temat koronawirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę Covid-19 dowodzi, że tak zwane białko kolczaste koronawirusa odgrywa znacznie większą rolę w wyzwalaniu Covid-19, niż dotychczas zakładano. Co więcej, to białko jest wstrzykiwane ze szczepionkami a nawet jest produkowane w organizmie człowieka, jeśli przyjął preparat mRNA!

Naukowcy z Salk Institute for Biological Studies w San Diego, odkryli, że Covid-19 jest głównie chorobą naczyniową, a nie oddechową. Instytut ogłosił to w komunikacie prasowym. 

 

Chodzi o tak zwane białko wypustkowe, które nieoczekiwanie odgrywa kluczową rolę w chorobie Covid-19 wywoływanej przez wirusa SARS-CoV-2. Te białka kolców znajdują się w lipidowej otoczce koronawirusa i umożliwiają mu wejście do nowej komórki.

 

Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie Circulation Research pokazuje, w jaki sposób wirus SARS-CoV-2 uszkadza i atakuje układ naczyniowy na poziomie komórkowym. Dotychczas nie wiedziano jednak jak dokładnie to się dzieje.

 

Wśród naukowców panuje coraz większa zgoda co do tego procesu. Problemy oddechowe są tylko jedynymi z wielu powikłań. Specjaliści badający inne koronawirusy od dawna podejrzewali, że białko kolca przyczynia się do uszkodzenia komórek śródbłonka naczyniowego, ale jest to pierwszy raz, kiedy udokumentowano ten proces.

 

W swoich badaniach naukowcy odkryli również, że Covid-19 nie jest chorobą układu oddechowego, jak wcześniej zakładano, ale w rzeczywistości jest to choroba naczyniowa.To mogłoby wyjaśniać, dlaczego niektórzy ludzie mają udary lub komplikacje w innych częściach ciała. Cechą wspólną między tymi przypadkami jest to, że wszystkie mają podstawy naczyniowe.

 

Naukowcy kontynuowali to odkrycie o naczyniach krwionośnych w swoich badaniach. W tym celu stworzyli model matematyczny „pseudowirusa”, który był otoczony klasyczną koroną z białek kolczastych z SARS-COV-2, ale który nie zawierał prawdziwego wirusa. 

 

Ten pseudowirus spowodował uszkodzenie płuc i tętnic w modelach zwierzęcych. Zdaniem naukowców to dowodzi, że samo białko kolca wystarczy, aby wywołać chorobę. Próbki tkanek wykazały również stan zapalny w komórkach śródbłonka wyściełających wnętrze naczyń krwionośnych.

 

Zespół powtórzył ten proces w laboratorium i wystawił zdrowe komórki śródbłonka na działanie białka kolca. Stwierdzono, że białko wypustki uszkodziło komórki przez wiązanie ACE2. Enzym konwertujący angiotensynę 2 (ACE2) jest wytwarzany głównie przez komórki płuc, gdzie może służyć jako punkt wejścia wirusa na powierzchnię komórki. Wiązanie zakłóciło sygnalizację molekularną ACE2 do mitochondriów (organelli, które wytwarzają energię dla komórek), tym samym uszkadzając i fragmentując mitochondria.

 

Wcześniejsze badania wykazały podobny efekt, gdy komórki były narażone na działanie wirusa SARS-COV-2, ale jest to pierwsze badanie, które pokazuje, że uszkodzenie występuje, gdy komórki są wystawione na działanie samego białka kolca. Następnie naukowcy chcą przyjrzeć się bliżej mechanizmowi, za pomocą którego zakłócone białko ACE2 uszkadza mitochondria i powoduje zmianę ich kształtu.

 

Co ciekawe praktycznie wszystkie szczepionki przeciw COVID-19 opierają swoje działanie na dostarczeniu do naszego organizmu w jakiś sposób właśnie tego białka. Dzieje się to w różny sposób zależnie od zastosowanej szczepionki.

 

W przypadku szczepionek wektorowych białko spike jest dostarczane wraz ze zmodyfikowanym adeniwirusem, a w przypadku preparatów genetycznych mRNA to wspomniane białko jest programowane do wytwarzania w ludzkich komórkach, aby stymulować reakcję układu odpornościowego. 

 

Zasadne wydaje się zatem pytanie, czy to białko implementowane rożnymi technologiami w formie tak zwanych szczepionek,ma za zadanie złapanie odporności wobec infekcji koronawirusem wywołującym Covid-19 czy wręcz przeciwnie. 

 

 


Premier Morawiecki chce odkupić szczepionki, z których Dania zrezygnowała z powodu zakrzepów!

Polski rząd jest tak zdeterminowany, by wyszczepić jak najwięcej Polaków, że zamierza kupować nawet te szczepionki, których inne państwa nie chcą, w obawie przed ich skutkami ubocznymi. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Premier Morawiecki wystosował list do premier Danii Mette Frederiksen. Zawarta została w nim propozycja zakupu niewykorzystanych przez ten kraj szczepionek na COVID-19, firmy Johnson&Johnson.

Dania wykluczyła ten specyfik z programu szczepień, ponieważ pojawiły się przypadki zakrzepów, łączone z tą szczepionką.

O treści listu poinformował portal polsatnews.pl.

Morawiecki napisał w nim:

Polacy pozytywnie podchodzą do szczepień, a coraz więcej moich rodaków korzysta z ochrony, którą dają szczepionki. W ostatnich dniach odnotowałem informację, że Dania zdecydowała się wycofać wprowadzenie szczepionki Johnson&Johnson do obrotu na rodzimym rynku. Gdyby Dania zdecydowała się na odsprzedaż części swoich zapasów, Polska jest gotowa odkupić te szczepionki. Dla Polski i Polaków byłoby to coś więcej niż wzajemne korzystna transakcja. Oznaczałoby to gest solidarności wzmacniającej nasze partnerstwo. […] Wierzę, że moja propozycja spotka się z Pani zainteresowaniem i już wkrótce nasze wspólne wysiłki pozwolą przezwyciężyć pandemię i jej skutki, a z tego trudnego czasu wyjdziemy wszyscy silniejsi i lepiej przygotowani na wyzwania przyszłości.

Dania zrezygnowała nie tylko z preparatu Johnson&Johnson, ale także ze szczepionki AstraZeneki.

Dlaczego polskie władze są takie zdesperowane? Dlaczego jedno państwo może podchodzić do kwestii szczepień ostrożnie, a inne, jak Polska, zbiera medyczny szrot z całej Europy, żeby robić za prymusa w UE?

Zaraz Morawiecki zacznie skupować niewykorzystane Sputniki z Rosji, szczepionki chińskie, leki z Wysp Salomona i Papui-Nowej Gwinei.

Podczas gdy Dania zablokowała medykament J&J, Polska użyła go w masowej akcji narodowego szczepienia w „majówkę”. Sznury ludzi ustawiły się w mobilnych punktach szprycowania, żeby móc sobie załatwić przepustkę do siedzenia na leżakach w egipskich kurortach i cykania fotek z basenu.

Wiele wskazuje na to, że propaganda zadziałała i wielu Polaków ma w sobie emocjonalne zapotrzebowanie na szczepionkę, analogiczne do konsumpcji „kiełbasy wyborczej”.


Sztuczna inteligencja przezwyciężyła jedną z największych przeszkód w astrofizyce

Przy wykorzystaniu uczenia maszynowego, astrofizycy są w stanie symulować rozległe, złożone wszechświaty w ciągu jednej tysięcznej czasu, jaki zajmowało to konwencjonalnymi metodami. Nowa metoda badawcza, została opisana w badaniu naukowym opublikowanym 4 maja na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences.

 

Nowa metoda opracowana przez Yin Li, z Flatiron Institute w Nowym Jorku i jego współpracowników, zasila algorytm uczenia maszynowego modelami małego obszaru przestrzeni. Zestawy zawierają zarówno zdjęcia w niskiej, jak i wysokiej rozdzielczości.

 

Algorytm uczy się, jak skalować modele o niskiej rozdzielczości, aby dopasować je do szczegółów znalezionych w wersjach o wysokiej rozdzielczości. Po przeszkoleniu, inteligentny algorytm, może generować symulacje „super rozdzielczości” zawierające do 512 razy więcej cząstek. Proces ten, jest podobny do robienia rozmytego zdjęcia i ponownego dodawania brakujących szczegółów, dzięki czemu obraz staje się ostry i wyraźny.

W przypadku obszaru we Wszechświecie o średnicy około 500 milionów lat świetlnych, zawierającego 134 miliony cząstek, istniejące metody wymagałyby 560 godzin, aby przeprowadzić symulację o wysokiej rozdzielczości przy użyciu pojedynczego rdzenia przetwarzającego.

 

Dzięki nowemu podejściu naukowcy potrzebują tylko 36 minut. Algorytm stworzony przez zespół Yin Li, wykorzystywał sieci neuronowe do przewidywania, jak grawitacja będzie przemieszczać ciemną materię w czasie.

 

Jak dotąd nowe symulacje uwzględniają tylko ciemną materię i siłę grawitacji. Chociaż może się to wydawać nadmiernym uproszczeniem, grawitacja jest zdecydowanie dominującą siłą wszechświata w dużych skalach, a ciemna materia stanowi 85 procent całej „materii” w kosmosie.

 

Cząsteczki w symulacji nie są literalnymi cząsteczkami ciemnej materii, ale zamiast tego są używane jako elementy śledzące, aby pokazać, jak fragmenty ciemnej materii poruszają się we wszechświecie.

 


Niezwykła anomalia w Korei Południowej. Co się dzieje z ziemskim klimatem?

Fanatycy globalnego ocieplenia, nie mają ostatnio łatwego życia. Po wielu anormalnych zjawiskach klimatycznych zgłaszanych na całym świecie, na przełomie 1 i 2 maja po raz pierwszy od 22 lat, w Korei Południowej w tym miesiącu spadł śnieg. Mało tego, ulice regionu Gangwon, pokryło blisko 18,5 cm białego puchu. 

 

Koreańska administracja meteorologiczna potwierdziła zaistnienie tej anomalii. Zazwyczaj o tej porze roku, w całym kraju panują letnie warunki. Szczególnie silnie dotknięte żywiołem były obszary otaczające pasmo górskie Taebaek. Zgodnie ze statystykami, zarejestrowano tam ponad 18 cm śniegu. Jest to kolejne z długiej listy doniesień dotyczących stale ochładzającego się klimatu na naszej planecie.

Należy zauważyć, że doniesienia z Korei, pojawiają się na krótko po tym, gdy donosiliśmy, że na kontynencie europejskim, miniony kwiecień okazał się najzimniejszy od niemal stu lat, nie trudno o wniosek, że zwolennicy teorii o globalnym ociepleniu mijają się z prawdą. Bez cienia przesady można mówić o anomalii temperaturowej przed 30 kwietnia w stosunku do normy klimatycznej z lat 1981-2010. Taka sytuacja miałą miejsce na przykład w Niemczech gdzie zanotowano najzimniejszy kwiecień od 40 lat.

 

Warto chyba przypomnieć, że jeszcze w lutym tego roku, na terenie Stanów Zjednoczonych, padło 2 400 rekordów temperaturowych. W wyniku niesprzyjającej pogody, niemal 70 osób straciło tam życie. Ile jeszcze trzeba dowodów, aby zapatrzeni w swoje dogmaty ekolodzy spostrzegli, że klimat ochładza się, a nie ociepla i to niezależnie od podejmowanych przez nich kroków. Naukowcy uważają, że winę za taki stan rzeczy może ponosić zjawisko La Niña, które jest odpowiedzialne za nienormalny spadek temperatury i obfite opady na półkuli północnej tej zimy i wczesnej wiosny, jest prawdopodobnie związane z końcem cyklu słoneczny i początkiem nowego.

 


Asteroida uderzy w Polskę? Czy możemy powstrzymać ciała niebieskie, które nadlecą aby zniszczyć nasz świat?

Agencje kosmiczne na całym świecie wzięły udział w symulacji scenariusza uderzenia asteroidy. Uczestniczący w nich eksperci dowiedzieli się o trajektorii fikcyjnej asteroidy i musieli zareagować. Podczas ćwiczeń nie byli w stanie zapobiec upadkowi asteroidy na Europę, pokazując, jak nieprzygotowani jesteśmy na taki kryzys. 

 

Zespół ekspertów z amerykańskich i europejskich agencji kosmicznych wziął udział w tygodniowych ćwiczeniach prowadzonych przez NASA, podczas których zmierzyli się z hipotetycznym scenariuszem zakładającym, że nadlatuje asteroida oddalona o 56 milionów km i wciąż zbliża się do naszej planety, a trajektoria tego ciała niebieskiego wskazuje, że może zderzyć się z Ziemią w ciągu następnych sześciu miesięcy.

 

Z każdym dniem ćwiczenia uczestnicy dowiadywali się więcej o wielkości asteroidy, nowych danych o jej trajektorii i prawdopodobieństwie zderzenia. Następnie musieli współpracować i wykorzystać swoją wiedzę technologiczną, aby sprawdzić, czy można coś zrobić, aby zatrzymać kosmiczną skałę. Zespół ustalił, że żadna z istniejących technologii na Ziemi nie jest w stanie powstrzymać wpływu hipotetycznej asteroidy w ciągu sześciu miesięcy wyznaczonych na modelowanie. W tej alternatywnej rzeczywistości, któa wraz z ćwiczeniem nadal trwa, asteroida uderzy w Europę Wschodnią i wirtualnie zniszczy min. Polskę oraz jej okolice.

O ile nam wiadomo obecnie, żadna asteroida nie stanowi takiego zagrożenia dla Ziemi jak hipotetyczna asteroida, która unicestwiła w ćwiczeniach nasz kraj i kraje ościenne. Ale mniej więcej dwie trzecie asteroid ma 250 metrów średnicy lub więcej, czyli są wystarczająco duże, aby siać spustoszenie jeśłi zderzą się z pozostaje niewykrytych. Dlatego NASA i inne agencje starają się przygotować na taką sytuację. NIestety okazało się, że obecnie sześć miesięcy to za mało czasu na przygotowanie się do zderzenia z asteroidą.

 

Fikcyjna asteroida w symulacji została nazwana 2021 PDC. Zgodnie ze scenariuszem NASA, po raz pierwszy zauważyłą ją 19 kwietnia, a następnie uznano, że ma 5% szans na zderzenie się z naszą planetą 20 października, sześć miesięcy po jej odkryciu. Ale drugi dzień ćwiczeń został przesunięty na 2 maja, kiedy nowe obliczenia trajektorii zderzenia wykazały, że 2021 PDC prawie na pewno zderzy się z Europą lub Afryką Północną. Uczestnicy symulacji rozważali różne misje, w których statek kosmiczny mógłby próbować zniszczyć asteroidę lub zboczyć z jej trajektorii. Doszli jednak do wniosku, że takie misje nie będą mogły się rozpocząć w krótkim okresie przed zderzeniem z asteroidą.

 

Gdybyśmy mieli do czynienia z hipotetycznym scenariuszem 2021 PDC w rzeczywistości, nie bylibyśmy w stanie wystrzelić żadnego statku kosmicznego w tak krótkim czasie przy obecnych możliwościach. Rozważano również możliwość zdetonowania lub zniszczenia asteroidy za pomocą nuklearnego urządzenia wybuchowego. Uznano, że misji zniszczenia nuklearnego może znacznie zmniejszyć ryzyko szkód spowodowanych przez kolizję. Jednak zgodnie z symulacjami rozmiar 2021 PDC może wynosić do kilometra średnicy, więc prawdopodobieństwo, że bomba atomowa mogłaby wyrządzić odpowiednie szkody, uznano za niepewne.

 

Trzeci dzień ćwiczeń został przesunięty na 30 czerwca, ale przyszłość Ziemi wyglądała ponuro. Trajektoria 2021 PDC pokazała, że ​​zmierza ona w kierunku Europy Wschodniej. Prawdopodobieństwo upadku asteroidy w pobliżu granicy między Niemcami, Czechami i Austrią wynosiło 99%. Eksplozja przyniesie tyle energii, co duża bomba atomowa. Wszystko, co można było zrobić, to wcześniejsza ewakuacja dotkniętych regionów. Kuszące jest założenie, że w prawdziwym świecie astronomowie zauważyliby asteroidę taką jak 2021 PDC znacznie wcześniej niż sześć miesięcy, ale większości asteroid w ogóle nie możemy wykryć, a wiele z nich jest zauważanych dopiero po przelocie.

 

NASA zbadała możliwe opcje dla naukowców w przypadku zderzenia niebezpiecznej asteroidy z Ziemią. Wśród nich - zgodnie z sugestiami uczestników ćwiczeń detonacja urządzenia wybuchowego w pobliżu kosmicznej skały, czy uruchomienie laserów, które mogą ogrzać i odparować asteroidę na tyle, aby zmienić jej trajektorię. Inną możliwością jest wysłanie statku kosmicznego, tak aby zderzył się z nadlatującą asteroidą i tym samym zrzucił ją z trajektorii. 

Właśnie tę strategię NASA traktuje najpoważniej. Agencja planuje rozpocząć próbę takiej technologii jeszcze w tym roku. W ramach projektu Double Asteroid Redirection Test (DART) jesienią 2022 r. statek kosmiczny zostanie skierowany na asteroidę Dimorphos i celowo się z nią zderzy. NASA ma nadzieję, że kolizja zmieni orbitę Dimorphos. Chociaż ta asteroida nie stanowi zagrożenia dla Ziemi, misja może udowodnić, że przekierowanie asteroidy jest możliwe przy odpowiednim czasie na przeprowadzenie misji.


Rolnik zmienił granicę między Francją a Belgią

Granica między Francją a Belgią rozciąga się na odcinku 620 km i została oficjalnie uzgodniona w Kortrijk w 1820 roku. Teraz okazało się, że może ona przebiegać inaczej niż pokazują mapy.

 

Rolnik z Belgii wywołał poruszenie po nieumyślnym przekreśleniu granicy kraju z Francją. Mężczyzna usunął z trasy przejazdu swojego traktora dwustuletni zabytkowy kamień graniczny, który wyznaczał linię podziału między dwoma krajami. Lokalny mieszkaniec szedł przez las i zauważył, że kamień wyznaczający granicę między dwoma krajami jest przesunięty o 2,29 m.

„Belgijski rolnik, który był wyraźnie zirytowany kamieniem na drodze przed swoim ciągnikiem i przeniósł go do Francji” - komentują mieszkańcy sąsiedniej wioski.

Zamiast sprowokować międzynarodową reakcję i wielki konflikt, incydent został powitany uśmiechami po obu stronach granicy.

„Mężczyzna rozszerzył Belgię i zredukował Francję. To zły pomysł”- powiedział David Laveau, burmistrz belgijskiej wioski Erquelin.

Według niego takie posunięcie powoduje ból głowy między prywatnymi właścicielami ziemskimi.

 

Granica między Francją a dzisiejszą Belgią rozciąga się na odcinku 620 km. Została oficjalnie wyznaczona zgodnie z traktatem z Kortrijk, podpisanym w 1820 roku po klęsce Napoleona pod Waterloo pięć lat wcześniej. Kamień pochodzi z 1819 roku, kiedy to po raz pierwszy wyznaczono granicę.

 


Kefir może być lekarstwem na COVID-19

Izrael to nie tylko światowy lider szczepień przeciwko COVID-19, ale także awangarda „Nowej Normalności”, w której segregacja sanitarna obywateli jest już pełną realizacją dystopijnych scenariuszy rodem z Orwella. Jednak tamtejsi naukowcy nie ustają w wysiłkach, aby znaleźć alternatywy dla obecnych „leków” na koronawirusa.

Uczeni z Uniwersytetu Ben-Guriona ogłosili niedawno, że udało im się zidentyfikować cząsteczki w kefirze i jogurcie, które wykazują się skutecznością w leczeniu różnych stanów zapalnych. Jednym z takich stanów są tzw. „burze cytokin”, wywoływane przez COVID-19. Owa „burza” pojawia się wtedy, gdy układ odpornościowy organizmu w ramach reakcji obronnych atakuje sam siebie.

 

Taka immunologiczna autoagresja jest jedną z głównych przyczyn śmierci pacjentów zainfekowanych koronawirusem SARS-CoV-2. Zdaniem naukowców z Izraela, cząsteczki znajdujące się w kefirze, czy jogurcie z mleka krowiego lub koziego, zawierającymi odpowiednie szczepy bakterii, mogą zapobiegać „burzy cytokin” i tym samym radykalnie minimalizować liczbę potencjalnych zgonów.

 

Uczeni są co prawda na początku drogi do opracowania potencjalnych kefirowych lekarstw, ale zdecydowanie warto docenić ich wysiłek, przy założeniu, że w tych badaniach nie ma powielania standardów znanych z opracowywania obecnych szczepionek na COVID-19.

 


Asteroida 2021 JV przeleci dziś w pobliżu Ziemi

Nowo odkryta asteroida oznaczona jako 2021 JV przeleci dziś obok Ziemi w odległości 140 620 km. Jest to 53 znana asteroida, która zbliżyła się w tym roku do Ziemi na mniejszą odległości niż Księżyc od początku roku.

 

2021 JV została zaobserwowana po raz pierwszy 3 maja, przez astronomów z projektu ATLAS-HKO, na Hawajach. Obiekt, należy do grupy asteroid Apollo i ma szacunkową średnicę od 8,8 do nawet 20 metrów.


Brytyjska armia testuje kombinezony umożliwiające swobodne latanie

Brytyjska armia rozpoczęła testy specjalnych kombinezonów umożliwiających żołnierzom latanie. W takim kombinezonie można się unosić w powietrzu przez około osiem minut.

Królewska piechota morska Wielkiej Brytanii testowała kombinezony odrzutowe podczas lądowania na morzu. Całe wydarzenie zostało sfilmowane z wielu kamer i opublikowane na YouTube. Należy zauważyć, że producentem prototypów użytych w teście była firma Gravitiy Industries.

 

Materiał filmowy pokazuje żołnierzy armii brytyjskiej wylatujących w powietrze nad HMS Tamar, przemieszczających się między nim a otaczającymi go łodziami w ciągu kilku sekund. Według zapewnień producenta takie kombinezony mogą unosić człowieka w powietrzu przez około osiem minut.

 

Niezwykły strój obejmuje pięć małych silników odrzutowych, z których cztery są przymocowane do rąk człowieka, a piąty jest umieszczony na plecach. Pilot takiego skafandra w powietrzu może osiągnąć prędkość do prawie 90 kilometrów na godzinę.

 


Naukowcy ostrzegają! Nadwaga to ważny czynnik ryzyka przy COVID-19

Badanie na 6,9 milionach ludzi w Wielkiej Brytanii, wykazało że wynik wskaźnika nadmiernej masy ciała (BMI) może zwiększyć ryzyko hospitalizacji pacjenta chorego na COVID-19 o 5%. Dotyczyło to zwłaszcza młodych ludzi. Naukowcy, opisali swoje ustalenia w artykule naukowym, w czasopiśmie Lancet Diabetes & Endocrinology.


Statystyki pokazują, że choroby układu krążenia, ponad czterokrotnie zwiększyły prawdopodobieństwo zgonu pacjentów z powodu zakażenia koronawirusem, a otyłość i cukrzyca około 3-5 razy zwiększyły szanse na koniecznośc wysłania pacjenta na intensywną terapię. Biolodzy nie są jeszcze pewni, dlaczego tak się dzieje. Sugerują, że podatność diabetyków i osób otyłych na COVID-19 wynika z faktu, że są oni bardziej podatni na przewlekłe i ostre stany zapalne oraz inne poważne zaburzenia układu odpornościowego w porównaniu z innymi nosicielami SARS-CoV-2.

 

Aby poznać wpływ nadwagi na przebieg zakażenia koronawirusem naukowcy przeanalizowali historie medyczne ponad 6,9 miliona osób, które zostały przyjęte do brytyjskich klinik w okresie od stycznia do kwietnia ubiegłego roku z różnymi problemami zdrowotnymi, w tym tymi związanymi z COVID-19. W tym czasie, około 13,5 tysiąca osób w Wielkiej Brytanii zostało zarażonych koronawirusem. Znaczna część z nich trafiła na intensywną terapię z ciężkimi postaciami choroby. Szczególnie zaskakujące dla badaczy było to, że wysoki wskaźnik masy ciała, (który wskazuje na otyłość) miał niewielki wpływ na prawdopodobieństwo wyzdrowienia lub śmierci wśród Brytyjczyków w wieku 80 lat i starszych.

Stanowił on jednak jeden z najważniejszych czynników ryzyka dla młodych ludzi o wskaźniku masy ciała powyżej 23 kg/m2 (za granicę normy uważa się wskaźnik 25 kg/m2). Średnio każdy „dodatkowy” punkt BMI zwiększał ryzyko przedwczesnej śmierci u Brytyjczyków o 4%. Naukowcy nie są w stanie ocenić, czy ryzyko ulega zmniejszeniu, jeśli dana osoba zdoła schudnąć przed zarażeniem się COVID-19 i czy zwiększone BMI wpływa na skuteczność szczepień.

 

 


W Wałbrzychu wściekły tłum chciał aresztować prezydenta miasta za wprowadzenie paszportów szczepień

Wczoraj w Wałbrzychu doszło do dużej demonstracji przeciwników sanitarnej dyskryminacji jaką zapowiedział urzędujący prezydent tego miasta Roman Szełemej. Wraz z radą miejską przegłosował on niekonstytucyjne uchwały zakładające dyskryminację części społeczeństwa ze względu na to, że nie wstrzyknęło sobie eksperymentalnych preparatów dopuszczonych warunkowo i wstrzykiwanych obecnie na masową skalę na całym świecie.

 

Tłum liczący kilka tysięcy osób - nie tylko Wałbrzyszan - spotkał się pod jednym z lokalnych supermarketów, a następnie przemaszerowano pod dom prezydenta w dzielnicy Podzamcze. Nie obyło się bez przeszkód. Drogę protestującym zastawiła policja, która usiłowała nie dopuścić grupy bezpośrednio pod rezydencję pana prezydenta. To się jednak nie udało stróżom prawa, którzy zostali zignorowani, bo ludzie znaleźli inną drogę. Ostatecznie cała impreza zakończyła się pod willą pana Szełemeja.

 

Uczestnicy protestu współorganizowanego przez Stowarzyszenie STOP NOP i inicjatywę Wolni Ludzie, wykrzykiwali wolnościowe hasła. Odbyła się też runda przemówień, w których prelegenci ostrzegali przed nadciągającym sanitarnym totalitaryzmem na nieznaną skalę. Przeważały głosy o potrzebie obudzenia się z letargu i walki o prawa odbierane jak ucinane kawałki salami.

 

Jeszcze troche wolności nam zostało, chociaż nikogo chyba nie trzeba oprzekonywać, że w ciągu roku nasze prawa skurczyły się w sposób bezprecedensowy i dalej się kurczą. Bezczynność i milcząca zgoda na segregację sanitarną będzie niewątpliwie aktem założycielskim ewidentnej tyranii perfidnie dla niepoznaki nazywanej "demokracją".

 

 


Głupi głupiego głupim pogania… Czyli jak wyprano ludziom mózgi

Proces infantylizacji społeczeństw, trwa od bardzo dawna. Planowano go z wybitną perfidią, a przy okazji wcale się z tym nie kryto. Pora zacząć rozkładać na czynniki pierwsze to, co zapowiadano już kiedyś, bo teraz mamy wiele okazji, aby przekonać się na własnej skórze, że daliśmy się złapać w pułapkę.

Zacznę od sztandarowego punktu wyjścia w rozważaniach nad tym, jak „elity” ogłupiają masy.

To fragment pracy Edwarda Bernaysa zatytułowanej „Propaganda”:

„Świadoma i inteligentna manipulacja zorganizowanych przyzwyczajeń i opinii mas, jest ważnym elementem demokratycznego społeczeństwa. Ci, którzy manipulują tym niewidzialnym mechanizmem społeczeństwa, stanowią niewidzialny rząd, który jest prawdziwą siłą rządzącą [...] Jesteśmy rządzeni, nasze umysły są modelowane, nasze gusta formowane, idee tworzone na podstawie sugestii, w większości przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy [...] Niemal w każdym akcie naszego codziennego życia, zarówno w sferze polityki jak i biznesu, nasze zachowania społeczne i myślenie etyczne jest zdominowane przez stosunkowo niewielką liczbę ludzi, którzy rozumieją procesy mentalne i społeczne wzorce mas. Oni pociągają za sznurki kontrolujące umysł społeczny, dopinają stare społeczne siły i wymyślają nowe sposoby, aby przejąć kontrolę nad światem.”
 

Kto ten proces wspiera?

Po pierwsze: media - tzw. „czwarta władza”. A jak owe media to robią? Zdradził to John Swinton - były dyrektor New York Times:

„W Ameryce nie ma czegoś takiego, w tym rozdziale historii świata, jak niezależna prasa. Wy to wiecie i ja to wiem. Żaden z was nie śmie uczciwie przedstawić swojej opinii. A gdyby spróbował, to wie z góry, że nigdy by się to nie ukazało w druku... Interesem dziennikarza jest zniszczenie prawdy, kłamanie w żywe oczy, perwersja, poniżenie, drżenie u stóp mamony i sprzedawanie swojego kraju i swojej rasy za codzienny chleb. Wy o tym wiecie i ja o tym wiem, i co za szaleństwo wznosić ten toast za niezależną prasę? Jesteśmy narzędziami i wasalami bogaczy za kulisami. Jesteśmy marionetkami, oni pociągają za sznurki, a my tańczymy. Nasze talenty, nasze możliwości i nasze życie są własnością innych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami.”
 

Po drugie: system oświaty. W jaki sposób? To już przekazał nam słynny Bertrand Russell:

„Edukacja w społeczeństwie naukowym może, moim zdaniem, być analogiczna do edukacji prowadzonej przez jezuitów. Jezuici prowadzili jeden rodzaj edukacji dla chłopców, którzy mieli stać się zwykłymi ludźmi z całego świata, a drugi dla tych, którzy mieli stać się członkami Zakonu. W podobny sposób, naukowi władcy zapewnią jeden rodzaj edukacji dla zwykłych kobiet i mężczyzn, a drugi dla tych, którzy mają stać się posiadaczami naukowej władzy. Zwykli mężczyźni i kobiety będą musieli być posłuszni, pracowici, punktualni, bezmyślni i zadowoleni. Z tych cech chyba zadowolenie będzie najważniejsze. W celu jego wytworzenia, wszystkie badania z psychoanalizy, behawioryzmu i biochemii zostaną wprowadzone do gry.”
 

To jednak nie wszystko, bo Russell mówił i pisał coś jeszcze:

„Edukacja powinna dążyć do zniszczenia wolnej woli, tak, aby uczniowie po ukończeniu szkoły pozostali w stanie myślenia i działania przez resztę swojego życia odmiennym, niż by sami chcieli.”

I jeszcze to:

„Psychologia społeczna przyszłości będzie mieć pod kontrolą wiele klas szkolnych, na których będzie próbować różnych metod wytwarzania niezachwianych przekonań, takich jak to, że śnieg jest czarny. […] Opinia, że śnieg jest biały, będzie uznana za chorobliwą ekscentryczność. Spodziewam się, że przyszli naukowcy sprecyzują te maksymy oraz określą dokładnie koszty tego, aby dzieci wierzyły, że śnieg jest czarny i ile mniej by to kosztowało niż pogląd, że jest ciemnoszary.”

Na koniec kwintesencja procesu masowego ogłupienia: brutalna konstatacja byłego dyrektora CIA - Wiliama Caseya:

„Nasza udana operacja dezinformacyjna zostanie zakończona, kiedy wszystko w co uwierzy amerykańska opinia publiczna, będzie nieprawdą.”

Jeśli ktoś naprawdę wierzy, że tam, na szczycie, ktoś chce dobrze dla ludzi, to powinien wziąć czerwoną pigułkę…
 

 


Zdaniem uczonych znikające lodowce zachodniej Antarktydy mogą podnieść poziom mórz aż o 4 metry!

Klimatolodzy szczegółowo obliczyli konsekwencje całkowitego zaniku lodowców w zachodniej części Antarktydy i doszli do wniosku, że ich zniknięcie podniesie poziom morza o 4,2 metra. To około metra więcej niż poprzednie szacunki. Wyniki ich badań zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Science Advances.

Tradycyjnie uważa się, że zniknięcie pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej podniesie poziom morza o około 3,2 m. Poprzednie próby obliczenia skutków tego kataklizmu nie uwzględniały jednak, jak wpłyną na niego procesy geologiczne związane ze zniknięciem ciężkiej pokrywy lodowej. Zdaniem ekspertów z Harvardu doda to około metra do ogólnego wzrostu poziomu morza.

 

Klimatolodzy uważają, że pierwszą i główną ofiarą globalnego ocieplenia będą regiony polarne Ziemi i lodowce górskie. Temperatura tam już wzrosła o 4-9 ° C niż w poprzednich stuleciach. W rezultacie ich obszar może zostać znacznie zmniejszony, a większość Antarktyki i Arktyki w nadchodzących stuleciach ma być rzekomo wolna od lodu.

 

Procesy te zaczęły już wpływać na lodowce w zachodniej części Antarktydy. Dotyczy to zwłaszcza masywów lodowych pokrywających Półwysep Antarktyczny. Na przykład trzy lata temu zawalił się jeden z ostatnich fragmentów lodowca Larsen, znajdujący się na jego terytorium. W rezultacie powstała góra lodowa ważąca bilion ton, porównywalna pod względem powierzchni z dużym miastem.

 

Z tego powodu naukowcy obawiają się, że znaczna część lodowców na Antarktydzie Zachodniej zniknie do końca tego wieku. Gdyby całkowicie stopniały, poziom Oceanu Światowego mógłby wzrosnąć o około trzy metry. W rezultacie wiele obszarów przybrzeżnych na innych kontynentach może znaleźć się pod wodą.

 

 

 


Obrazy jak z "Ptaków" Hitchcocka. Tysiące papug zawładnęło miastem w Australii

Na południu stanu Nowa Południowa Walia w Australii tysiące papug przyfrunęło do miasta Nauru i terroryzowało okolicznych mieszkańców. Film z ptakami został opublikowany na stronie 9News. W filmie nakręconym przez użytkownika TikTok @ justsheff33 można zobaczyć stada białych papug pokrywające drogi, place, dachy, zaparkowane samochody i latarnie.

 

Na kolejnych ujęciach setki ptaków wzlatują w niebo i krążą nad ulicami. Według 9News stworzenia te mogą przysporzyć ludziom wielu kłopotów. Jednak lokalni mieszkańcy muszą zmagać się z obecnością nieproszonych sąsiadów i znosić ich niekontrolowane zachowanie, ponieważ gatunek ten znajduje się pod ochroną państwa.

 

Corella to ptak z rodziny kakadu, żyjący w suchych regionach Australii. Cechą charakterystyczną tych papug jest wysoki grzebień i długi, spiczasty ogon. W ich naturalnym środowisku żywotność ptaków wynosi 10 lat, podczas gdy w domu, przy należytej opiece, mogą dożyć nawet 30 lat.

 

Te papugi są łatwe do oswojenia. Potrafią zapamiętać poszczególne słowa, a nawet melodie. Samce dobrze śpiewają, naśladując ptaki uliczne, tj. sikory, sroki, słowiki.

 

Wcześniej plaga chruścików pokazała się w pobliżu kanału Kakatiya w indyjskim stanie Telangana i spowodowały korek na autostradzie między Karimnagarem a Hajdarabadem. Nagromadzenie tysięcy owadów w pobliżu autostrady zmniejszyło widoczność dla kierowców i spowodowało niebezpieczeństwo w ruchu drogowym.

 


Dlaczego warto postawić na drukarkę laserową?

Jeśli planujesz zakup drukarki to z całą pewnością zastanawiasz się nad wyborem pomiędzy drukarka laserowa a atramentową. W niniejszym artykule przedstawiamy argumenty przemawiające za drukarką laserową.

Dlaczego warto postawić na drukarkę laserową?

Po pierwsze drukarka laserowa jest nowocześniejszą technologią od druku atramentowego. Jeszcze kilka lat temu drukarki laserowe były wyraźnie droższe od drukarek atramentowych. Natomiast współcześnie różnica w cenie pomiędzy drukarką laserową a atramentową jest niemal niezauważalna. Kolejnym argumentem przemawiającym za drukarką laserową jest fakt że nawet modele pochodzące z przeciętnej półki cenowej drukują z bardzo dobrą jakością. Natomiast w przypadku druku atramentowego zdarza się że najtańsze modele drukują z jakością pozostawiają trochę do życzenia. Następny argument to szybkość druku. Drukarki laserowe są wyraźniej szybsze od atramentowych. Jedynie najszybsze drukarki atramentowe dorównują szybkością druku przeciętnej drukarce laserowej.

Druk laserowy powszechnie uchodzi za wydajny i ekonomiczny. Wystarczy kupić toner (np. toner Lexmark C3224dw) by mieć możliwość wydrukowania nawet kilkuset stron (oczywiście wydajność i żywotność zależy od możliwości konkretnego modelu drukarki). Dlatego też w  biurach i korporacjach częściej wykorzystywane są drukarki laserowe niż atramentowe.

Czy drukarka atramentowa to przeszłość? 

Jak widać drukarki laserowe mają wiele wyraźnych zalet. Zatem stosowne wydaje się  pytanie – czy drukarki atramentowe są już przeszłością czy może jednak w niektórych sytuacjach warto rozważyć zakup drukarek laserowych. Naszym subiektywnym zdaniem więcej korzyści przemawia za drukarką laserową. Jednak drukarki atramentowe również mają swoje argumenty. Jednym z nich jest łatwiejszy druk w kolorze gdyż większość modeli drukarek laserowych skupia się jedynie na druku monochromatycznym (np. gdy wykorzystywany jest Lexmark MB2236adw toner). Ponadto zaletą drukarek atramentowych jest ich ogromny wybór oraz bardzo niskie ceny. Najtańsze drukarki atramentowe można kupić już za jedyne 100 zł lub 200 zł.

Podsumowując to na jaką drukarkę się zdecydujesz zależy tylko i wyłącznie od twoich preferencji. No to czy zakup będzie udany mocno wpływa wybór konkretnego modelu urządzenia. Dlatego przed dokonaniem decyzji zakupowej warto poczytać opinie i recenzje dostępne w Internecie.