luty 2021

Europa została pokryta radioaktywnym piaskiem z Sahary skażonym podczas francuskich prób jądrowych

Okazało się, że piasek z Sahary, który pokrył Europę w lutym 2021 roku, był radioaktywny. Nosił on ślady francuskich testów nuklearnych prowadzonych na Saharze we wczesnych latach sześćdziesiątych. Odkryto, że piasek był skażony izotopem cezeu-137.

Pył zebrany we francuskim Haut-Doubs został przeanalizowany przez laboratorium ACRO, a naukowcy wyraźnie zidentyfikowali obecność cezu-137, sztucznego pierwiastka promieniotwórczego powstałego w wyniku rozszczepienia jądrowego podczas wybuchu jądrowego.

 

Wykryta śladowa ilość cezu-137 (80 000 Bq na km2) nie jest niebezpieczna dla zdrowia. Jednak chmura pyłu rozproszyła stare ślady cezu-137 wszędzie tam, gdzie miało to miejsce we Francji i w sąsiednich krajach.

 

Cez-137 ma 30-letni czas rozpadu. Co 30 lat traci połowę swojej radioaktywnej zawartości. Dlatego uważa się, że po 7 cyklach po 30 lat pozostaje tylko 1% materiału radioaktywnego.

W rzeczywistości oznacza to, że na Saharze i południowej Algierii ludność żyje codziennie wdychając cez-137, niektóre obszary są nadal silnie skażone, co daje wyobrażenie o zanieczyszczeniu w tamtym czasie.

 

Francja przeprowadziła swój pierwszy test nuklearny 13 lutego 1960 roku w pobliżu Reggany w południowej Algierii. Bomba atomowa „Blue Gerboise” o mocy 70 kiloton eksplodowała o godzinie 7 rano czasu lokalnego, zamieniając się w eksplozję 3-4 razy silniejszą niż w Hiroszimie. W okresie od 1960 do 1966 roku w Algierii przeprowadzono 17 powietrznych i podziemnych prób jądrowych.

 

Francja następnie do kontynuowania testów jądrowych wybrała Polinezję. Era testów została zakończona przez prezydenta Jacquesa Chiraca 29 stycznia 1996 roku. Teraz, 60 lat później, te ślady testów jądrowych wracają do Francuzów.


Ogromna góra lodowa oderwała się od lądolodu Antarktydy

Gigantyczna góra lodowa o powierzchni 1270 kilometrów kwadratowych oderwała się od Antarktydy. Blok lodu wielkości dużego miasta podryfował w Oceanie Południowym.

Góra lodowa oderwała się od szelfu lodowego Brunt, w którym mieści się brytyjska stacja badawcza Halley. Ponad dziesięć lat temu na lodowcu o grubości 150 metrów zaczęły pojawiać się duże pęknięcia. W styczniu jedna z największych szczelin zaczęła szybko rosnąć, zwiększając jej długość o jeden kilometr dziennie. W piątek 26 lutego w ciągu kilku godzin szczelina ta rozszerzyła się o kilkaset metrów, w wyniku czego powstała góra lodowa.

 

Jak twierdzą brytyjscy naukowcy, oddzielenie się lodu nie stwarza zagrożenia dla stacji, gdyż jeszcze w 2016 roku została ona przeniesiona w głąb kontynentu, aby w przypadku oderwania się góry lodowej nie dała się ze sobą unieść. Dwunastu pracowników opuściło stację w połowie lutego w związku z nadejściem zimy na Antarktydzie.

 

Według niej naukowcy wykorzystują obrazy z satelitów Europejskiej Agencji Kosmicznej, NASA i niemieckiego statku kosmicznego TerraSAR-X. Mówiąc o kierunku góry lodowej. Eksperci twierdzą, że góra lodu ​​może oddalić się od kontynentu lub osiąść na mieliźnie i pozostać blisko lodowca.


Na Hawajach zaobserwowano ​​na niebie jednocześnie dwa rzadkie zjawiska

Na Hawajach zarejestrowano niezwykłe zjawisko pogodowe - słup niebiesko-czerwonych świateł otoczony jasnym płomieniem białego światła wygląda jak element z filmu science fiction. Dowiedz się, co zostało pokazane.

Kadr został uchwycony przez kamerę teleskopową Gemini North w Gemini Observatory, znajdującym się na wulkanie tarczowym Mauna Kea. Zdjęcie zostało opublikowane przez National Research Laboratory for Optical Infrared Astronomy (NOIRLab). Są na nim widoczne specjalne rodzaje błyskawic - czerwony skrzat i niebieski strumień. Pojawiają się jako pojedyncza kolumna światła po prawej stronie kadru.

 

Skrzaty zwane też duszkami, albo sprite, to wyładowania elektryczne zimnej plazmy, coś w rodzaju błyskawicy w mezosferze. Mogą pojawić się podczas bardzo silnych burz na dużych wysokościach od 50 do 130 kilometrów. Osobliwością strumieni piorunów jest to, że zdają się one wyskakiwać z chmur burzowych. Taka błyskawica może osiągnąć w stratosferze wysokość 50 km .

 

Oba zjawiska nie trwają długo - to kwestia milisekund - więc rzadko udaje się je uchwycić na fotografii. Ponadto są zwykle zasłonięte przez chmury burzowe. Wiadomo, że aparat, który uchwycił na niebie wyjątkowe zjawisko, jest w stanie robić zdjęcie co 30 sekund.


Jak bardzo sztuczna inteligencja może wyprzedzić człowieka?

Nadal trudno ocenić, ile czasu dzieli nas od momentu, w którym pojawi się silna sztuczna inteligencja, co najmniej dorównująca potencjałowi intelektualnemu ludzi. Wiadomo natomiast mniej więcej, jakie mogą być granice wzrostu możliwości takiej SI, jeśli nie uda się zmodyfikować pewnych praw fizycznych.

Okazuje się, że możliwe jest przynajmniej milionowe przyspieszenie w porównaniu do możliwości ludzkich mózgów. Trzeba rozważyć różnicę prędkości i energii istotnych procesów zachodzących w mózgu i porównać je z bardziej wydajnym przetwarzaniem informacji.

Prędkość światła jest ponad miliona razy większa, od prędkości przekazywania bodźców nerwowych w ludzkich mózgach. Potencjały czynnościowe generują ponad milion razy więcej ciepła niż jest to termodynamicznie konieczne, a częstotliwości współczesnych tranzystorów, są ponad milion razy wyższe niż częstotliwość potencjałów czynnościowych.

Ostateczne granice superinteligencji, wyznaczają opóźnienia transmisji odbywającej się z prędkością światła, kwantowe ograniczenia prędkości zmiany stanu oraz objętość konieczna do pomieszczenia umysłu.

Jeśli uda się przenieść ludzką świadomość do komputera, kluczowym zagadnieniem, będzie zdolność do przeżycia okresu znacznie dłuższego niż życie w biologicznym ciele. Nawet przy pewnej różnorodności zadań i regularnych okresach wakacji nie ma pewności, czy umysł podobny ludzkiemu, może przeżyć tysiące subiektywnych lat, nie doznając zaburzeń psychicznych w takim wirtualnym środowisku.

Co więcej, jeśli całkowita pojemność pamięci jest ograniczona - co jest następstwem posiadania skończonej liczby neuronów - to wówczas kumulacja wiedzy i umiejętności nie może trwać w nieskończoność; po przekroczeniu pewnego punktu umysł próbujący zapamiętać nową informację musi zapomnieć jedną ze starych (sztuczną inteligencję można byłoby zaprojektować tak, by poprawić możliwość rozwiązywania tych potencjalnych problemów).

Różnice biorąc pod uwagę same kwestie ilościowe, są więc gigantyczne. Nie do końca wiadomo jak ta matematyczna przewaga silnej sztucznej inteligencji, może przełożyć się na praktyczną kreatywność i wynikające z niej rewolucyjne odkrycia. Patrząc na sprawy z tej perspektywy, mimo wszystko chyba jednak lepiej mieć taką potęgę intelektualno-obliczeniową po swojej stronie.

 


Nigdy nie rozmawiaj przez telefon, który się ładuje

Kto nie rozmawiał przez telefon podczas ładowania? Prawdopodobnie takiej osoby po prostu nie można znaleźć, skoro w momencie ładowania telefon często może dzwonić. I nigdy nikomu nie przychodzi do głowy, że trzeba go najpierw odłączyć od ładowarki, a dopiero potem odebrać aparat.

 

 

Dlatego wideo użytkownika TikTok murtazaahmed4, w którym mężczyzna demonstruje, co się dzieje w tym przypadku, zaskoczyło wielu. Za pomocą woltomierza mężczyzna uświadomił widzom, że podczas ładowania smartfona pojawia się prąd, a jeśli weźmiemy taki gadżet i zaczniemy mówić, napięcie elektryczne (choć nie śmiertelne) przejdzie przez całe ludzkie ciało. Mężczyzna demonstruje to na swoich dzieciach, tj. córce i synu. Jak widzimy, jeśli dotykamy takiej przewodzącej (rozmawiającej przez telefon) osoby, wówczas w ciele tej osoby, która została dotknięta, powstanie napięcie elektryczne.

 

Według użytkownika murtazaahmed4 jest to bardzo szkodliwe dla zdrowia ludzkiego, a naukowcy całkowicie się z tym zgadzają. Jak się okazuje, współczesne smartfony niosą ze sobą to zagrożenie, oprócz tajemniczego promieniowania, które negatywnie wpływa na ludzki mózg.

 

Eksperci twierdzą, że promieniowania można uniknąć za pomocą słuchawek, ale jeszcze łatwiej jest uniknąć porażenia prądem z ładowarki. Na etapie ładowania po prostu nie można używać telefonu, albo przynajmniej trzeba odłączyć go od ładowarki w trakcie rozmowy.

 


Huragany są dwukrotnie silniejsze niż 50 lat temu

Według nowych badań ocieplenie oceanów powoduje powstawanie znacznie silniejszych huraganów. Żywioły te zauważalnie zyskują na rozmiarach, prędkości wiatru i częściej niż kiedyś prowadzą do potężnych zniszczeń. 

 

Policzono, że huragany docierające na Bermudy, zwiększyły prędkość wiatru ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich 66 lat. Zdaniem naukowców dzieje się tak z powodu wzrostu temperatury oceanów w regionie, który nastąpił w wyniku zmian klimatu.

 

Jest to jednak tylko jedna z hipoteza. Niedawno odkryto, że przyczyną ocieplenia oceanów może nie być „globalne ocieplenie” a tysiące podwodnych wulkanów. Jednak najbardziej wspierana przez polityków teoria zakłada, że winne jest ocieplenie, które wywołał rzekomo człowiek. 

Naukowcy odkryli, że w promieniu 100 kilometrów od Bermudów średnia maksymalna prędkość huraganów wzrosła z 56 do 117 km/h co nastąpiło między 1955 a 2019 rokiem. Odpowiada to wzrostowi o 10 km/h co dziesięć lat.

 

W tym czasie, jak wynika z danych zebranych przez Bermudy Institute of Ocean Sciences, temperatura powierzchni mórz w regionie również wzrosła o 1,1 stopnia Celsjusza. 

Naukowcy już wcześniej wiedzieli, że wyższe temperatury powierzchni morza powodują silniejsze cyklony tropikalne. Jednak nowe dane pokazują, że temperatury pod powierzchnią morza również odgrywają kluczową rolę w powstawaniu tych burz.

 

Na obecne prognozy dotyczące huraganów duży wpływ mają temperatury powierzchni morza. Jednak naukowcy odkryli, że temperaturę górnych 50 metrów słupa wody można wykorzystać do dokładniejszego przewidywania ich intensywności. 


Sonda słoneczna zrobiła niesamowite zdjęcie Wenus

Znajdująca się w drodze na Słońce sonda NASA, była w stanie uzyskać niezwykłe zdjęcie Wenus, które naukowcy wcześniej uważali za niemożliwe do wykonania. 



Amerykańska agencja kosmiczna NASA wysłała w 2018 roku sondę Parker Solar Próbę, która ma za zadanie zbadać Słońce. Teraz znajduje się ona dopiero w środkowej fazie swojej misji, chociaż udało jej się już dokonać nieoczekiwanego odkrycia, niezwiązanego z naszą gwiazdą.

 

Sonda, za pomocą kamery termowizyjnej z szerokokątnym obiektywem WISPR, była w stanie sfotografować i dość wyraźnie pokazać powierzchnię Wenus, która wcześniej była ukryta przed naukowcami - to jest moment, w którym byli naprawdę zaskoczeni. Spodziewali się bowiem, że planeta zostanie zasłonięta grubymi chmurami dwutlenku węgla, ale ostatecznie uzyskali obraz.

 

Sonda Parker Solar Probe znalazła się w pobliżu Wenus, ponieważ wykorzystuje grawitację tej planety do utrzymywania jej w pewnej odległości od Słońca. Ten statek kosmiczny stał się jedynym ludzkim obiektem, który znajduje się tak blisko centrum Układu Słonecznego - około 6 milionów kilometrów.

Naukowcy przypuszczają, że to zdjęcie można było uzyskać w dwóch przypadkach. Pierwsza opcja - kamera termowizyjna była w stanie uchwycić promieniowanie podczerwone planety, druga opcja - kamera mogła przypadkowo wpaść w „okno chmurowe” i uzyskać dobry kąt do zdjęcia Wenus. To kolejny dowód na to, że nawet naukowcy i inżynierowie wciąż niewiele wiedzą o kosmosie i pobliskich obiektach.

 

Aby przetestować te hipotezy, naukowcy podczas następnego lotu sondy Parker Solar Probe nad Wenus wykonali jeszcze kilka zdjęć planety. Obiecują, że też zostaną opublikowane w najbliższej przyszłości.

 

 


W domu Billa Gatesa aresztowano mężczyznę za rzekomy handel dziecięcą pornografią

Policja aresztowała mężczyznę z Seattle w rezydencji Billa Gatesa i Melindy Gates za rzekome zebranie ponad 6 tys. zdjęć, dokumentujących przestępstwa na dzieciach.

 

Rick Allen Jones, podobno zatrudniony jako inżynier w domu Gatesów, jest również oskarżony o handel zdjęciami pornograficznymi za pośrednictwem Gmaila. Mężczyzna został oskarżony o posiadanie pornografii dziecięcej.

 

Według prokuratorów hrabstwa King, 51-latek zbierał pornografię dziecięcą od dziesięciu lat. W 2013 roku śledczy zaczęli przyglądać się Jonesowi.Udało im się go namierzyć w marcu, po tym, jak udostępnił podejrzane zdjęcie przez Gmaila.

 

Nie udało się znaleźć Jonesa w jego mieszkaniu w Ballard, ale żadna z tych rzekomych zbrodni nie miała miejsca w posiadłości Gatesów.

 

Podczas gdy Jones rozmawiał ze śledczymi w posiadłości Gatesów, trzech kolejnych funkcjonariuszy miało nakaz przeszukania mieszkania Jones'a w Ballarda.

 

Znaleziono tam ponad 6 tys. obrazów przedstawiających graficzną pornografię dziecięcą i gwałty na dzieciach. Policja zidentyfikowała już co najmniej 133 przestępstwa. Jones nie został uwięziony, ale nakazano mu trzymać się z dala od wszystkich dzieci.

 


Naukowcy sklonowali pierwszy gatunek z USA, który jest zagrożony wyginięciem

Amerykańscy naukowcy po raz pierwszy sklonowali zwierzę z listy gatunków zagrożonych w Stanach Zjednoczonych. Fretka czarnogłowa nie została sklonowana w ramach eksperymentu, lecz w ramach ochrony gatunków zagrożonych.

 

Fretka czarnogłowa, której nadano imię Elizabeth Ann, urodziła się 10 grudnia 2020 roku. W procesie klonowania wzięli udział naukowcy z Fish and Wildlife Service oraz z organizacji ochrony przyrody Revive & Restore, którzy wykorzystali komórki dzikiej fretki czarnogłowej, zamrożone 30 lat temu. Cały proces zakończył się pełnym sukcesem – sklonowane zwierzę jest zdrowe.

Oczywiście technologia klonowania nie jest żadną nowością. Najwięcej zwierząt klonuje się w Azji a pierwsze takie zabiegi miały charakter głównie naukowy. Jednak teraz, klonowanie można wykorzystać między innymi do ochrony zagrożonych gatunków. Sklonowana fretka czarnogłowa należy do jednego z najbardziej zagrożonych wyginięciem ssaków w Ameryce Północnej. Dawniej gatunek ten uznano za wymarły, jednak w 1981 roku odkryto niewielką populację tych zwierząt.

 

Klonowanie nie jest postrzegane przez naukowców jako doskonały środek do ratowania zagrożonych gatunków, lecz jako jedno z wielu dostępnych narzędzi. Samo klonowanie nie rozwiąże wszystkich problemów. Wszystkie żyjące dziś fretki czarnogłowe pochodzą od zaledwie siedmiu przodków, a ich podobieństwo genetyczne sprawia, że są podatne na choroby. Technologia klonowania może powielać te fretki, ale nie może jeszcze wprowadzić takiej zmienności, która zapewniłaby im lepsze możliwości przetrwania na wolności.

 


Hasbro zmienia nazwę Pana Ziemniaka, aby stał się neutralny płciowo

Zapewne większość z was, widziała kultową produkcję studia Pixar pt. Toy Story. Jeden z bohaterów tej bajki dla dzieci, trafił niedawno na usta internautów, za sprawą nowej decyzji firmy Hasbro. Firma produkująca plastikową zabawkę w kształcie ziemniaka znaną do tej pory jako Pan Ziemniak (bądź też alternatywny wariant Pani Ziemniak), zadecydowała o nadaniu swojemu produktowi nowej, neutralnej płciowo nazwy "Potato Head"(Ziemniako-głowy). Zmiana pojawi się na pudełkach z zabawką już w tym roku.

 

Decyzja firmy jest tłumaczona chęcią unowocześnienia klasycznych marek, aby spodobały się "współczesnym" dzieciom. W rzeczywistości, oznacza to przypodobanie się lewicowym aktywistom, którzy najwyraźniej czuli się urażeni dwupłciowością dziecięcej zabawki. Stopniowe ideologizowanie szkół, zdaje się nie być wystarczające, a postępowy zachód, zaczyna wpychać swoją ideologie dzieciom do głów, już na etapie przedszkola.

Warto przypomnieć, że w ramach podobnych ruchów, Barbie porzuciła swój blond wizerunek i teraz sprzedawane są lalki o wielu odcieniach skóry i kształtach ciała. Pociągi z bajki "Tomek i przyjaciele" zawierają postaci dziewczyn, a American Girl sprzedaje teraz lalki chłopców. Są to jednak zdecydowanie mniej znaczące zmiany, ocierające się raczej o zwiększanie asortymentu, aniżeli ideologizowanie zabawek dla dzieci. Hasbro uważa, że Pan i Pani Ziemniak, którzy istnieją od około 70 lat, potrzebują nowoczesnej przebudowy. Trudno ocenić czy jest to zaledwie zagrywka PR-owa, czy też wstęp do wprowadzenia ideologii nawet na etapie zabaw w piaskownicy. Jest to znamiono bardzo groźnego trendu, w dzisiejszej kulturze.


Prezydent USA Joe Biden zlecił pierwsze bombardowania Syrii

Stany Zjednoczone przeprowadziły pierwsze od miesięcy naloty na Syrię. Decyzja o bombardowaniach została podjęta przez nowego prezydenta Joe Bidena. Atak na pozycje irańskich bojówek z pewnością nie ułatwi negocjacji z Iranem w sprawie jego programu nuklearnego.

 

Naloty na Syrię miały miejsce w czwartek. USA zaatakowały pozycję we wschodniej części kraju, z której irańskie bojówki od dwóch tygodni ostrzeliwały amerykańskie wojska w regionie. W wyniku nalotów zginęła nieokreślona bliżej liczba bojowników.

 

Poprzednie amerykańskie ataki miały miejsce 29 grudnia, a ich celem były irańskie bojówki na terytorium Iraku. Tamtejsze władze uznały, że Stany Zjednoczone naruszają w ten sposób suwerenność państwa, po czym tłum ludzi zaatakował ambasadę USA w Iraku.

USA uznają, że za każdym atakiem na amerykańskie wojska stoi Iran, który oczywiście nie przyznaje się do nich. Jednak nowy prezydent Joe Biden został już skrytykowany przez Demokratów, którzy sugerują, aby Stany Zjednoczone, zamiast prowadzić do eskalacji, wycofały się z Bliskiego Wschodu. Bidenowi dostało się również za podjęcie decyzji o ataku bez zgody Kongresu.

 

Przewiduje się, że nowa administracja Stanów Zjednoczonych będzie dążyła do rozładowania napięcia i rozpoczęcia negocjacji nad przywróceniem irańskiego porozumienia nuklearnego. Iran zgodził się wrócić do dawnego porozumienia tylko pod warunkiem, że USA natychmiast zniosą wszystkie sankcje. Tymczasem Korea Południowa zgodziła się odmrozić irańskie fundusze w wysokości miliarda dolarów.

 


Unia Europejska zapowiada wprowadzenie paszportów szczepionkowych

Coś co jeszcze niedawno wydawało się nieprawdopodobne i wrzucano do worka z innymi teoriami spiskowymi, powoli staje się faktem. Unia Europejska już oficjalnie mówi o konieczności wprowadzenia paszportów szczepionkowych, które mogą pojawić się w najbliższych miesiącach.

 

Na wirtualnym szczycie, przywódcy państw członkowskich UE omawiali między innymi kwestię dostaw szczepionek. Stwierdzono, że dotychczas zaszczepiono około 8% dorosłej populacji UE i uznano to za postęp, jednak planuje się rozpowszechnić szczepienia, aby zmniejszyć liczbę nowych zakażeń. Wspomniano również o nowym projekcie HERA, który pozwoli nas przygotować na nowe mutacje koronawirusa.

 

Unia Europejska upomniała również niektóre kraje członkowskie w związku z decyzją o zamknięciu granic. Jednak na największą uwagę zasługują wypowiedzi dotyczące paszportów szczepionkowych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stwierdziła, że jeśli paszporty miałyby zostać wdrożone do lata to państwa członkowskie musiałyby przyspieszyć prace nad takim rozwiązaniem.

Na chwilę obecną w Unii Europejskiej panuje zgoda co do konieczności wprowadzenia cyfrowych paszportów szczepionkowych, jednak nie wiadomo jeszcze, na jakiej zasadzie taki dokument powinien działać. Kanclerz Niemiec Angela Merkel twierdzi, że możliwość podróżowania w Unii Europejskiej nie powinna być uzależniona od posiadania paszportu szczepionkowego.

 

Unia prawdopodobnie przygląda się teraz Izraelowi, gdzie program szczepień jest realizowany błyskawicznie niczym blitzkrieg, a osoby zaszczepione otrzymują już tzw. zielone paszporty. Władze Izraela nie zmuszają do szczepień, jednak osoby niezaszczepione nie będą miały dostępu np. do restauracji, barów, kin czy centrów handlowych. Czy to samo spotka Polaków i mieszkańców innych państw UE?

 


Supermasywne czarne dziury mogły powstać dzięki ciemnej materii

Powstawanie supermasywnych czarnych dziur pozostaje jedną z nierozwiązanych tajemnic astrofizyki. Obiekty tego typu, mają większą mase niż miliony, czy nawet i miliardy słońc. Zakładając iż stopniowo pochłaniały one otaczającą je materie i zmieniały się w molochy znane dzisiejszej nauce, pozostaje jeden problem. Taki proces, powinien zająć niezwykle dużo czasu. Znane są jednak supermasywne czarne dziury, które pojawiły się mniej niż miliard lat po Wielkim Wybuchu.

 

Istnieje wiele ihpotez wyjaśniających przyspieszone formowanie się czarnych dziur. Jednym z nowszych ujęć tego problemu, jest pomysł zaproponowany przez zespół astronomów przedstawiony niedawno w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society. Autorzy zwrócili uwagę na fakt, że większość masy galaktyk przypada na tajemniczą ciemną materię, która nie objawia się w żaden sposób, poza grawitacją działającą na zwykłą materię.

Naukowcy sugerują, że jeśli gęstość ciemnej materii jest wystarczająco wysoka, może ona zapaść się, tworząc czarną dziurę. Zdaniem Carlosa Argüellesa i jego współpracowników, taki proces powinien rozwijać się znacznie szybciej niż w tradycyjnych modelach i może doprowadzić do pojawienia się supermasywnych czarnych dziur już w młodym Wszechświecie.

„Nowy scenariusz oferuje naturalne wyjaśnienie powstawania supermasywnych czarnych dziur we wczesnym Wszechświecie, bez konieczności wstępnego pojawienia się dużych gwiazd lub całkowicie nierealistycznych szybkości akrecji materii.” 

Oznacza to, że w średniej wielkości galaktykach, masa ciemnej materii powinna być niewystarczająca do zapadnięcia się. Znajdujący się w nich rdzeń supergęstej ciemnej materii pozostaje dzięki temu stabilny przez długi czas. W niektórych aspektach, jego grawitacja jest w stanie symulować obecność czarnej dziury. Co również świadczy na korzyść nowego modelu.

 


USA zamierza pozyskiwać energię elektryczną z kosmosu

Departament Obrony Stanów Zjednoczonych ogłosił udane testy panelu słonecznego wielkości pudełka po pizzy, który został wysłany na orbitę w maju 2020 roku. Urządzenie produkuje wystarczającą ilość energii elektrycznej, aby zasilić iPada. Naukowcy aspirują do stworzenia systemu, który byłby w stanie magazynować i przekierowywać energię słoneczną, na Ziemię.
Naukowcy od dawna zastanawiali się nad pomysłem zbierania energii w kosmosie. Główną barierą w rozwoju tej technologii była kwestia transportu tej energii. Odpowiedzią na ten problem, ma być moduł fotowoltaicznej anteny radiowej (PRAM), który został uruchomiony w maju 2020 roku. Instalacja jest przymocowana do drona Pentagonu X-37B, który krąży wokół Ziemi co 90 minut.


Eksperyment z jej udziałem, ma na celu wykorzystanie promieniowania słonecznego z kosmosu i skierowanie go w dowolne miejsce na Ziemi. System jest przeznaczony do bardziej efektywnego wykorzystania światła. W kosmosie nie przechodzi ono jeszcze przez atmosferę ziemską, co oznacza, że ​​zachowuje energię niebieskich fal. Według głównego kierownika projektu, Paula Jaffe, panel słoneczny wytwarza obecnie około 10 watów energii, co wystarcza do naładowania iPada. Naukowcy, planują obecnie przygotować się do testów przenoszenia energii na specjalne instalacje na Ziemi. Eksperymenty rozpoczną się dopiero za jakiś czas, gdy tylko powstanie prototyp zdolny operować na wyższej orbicie. 


Koncepcja wykorzystania paneli słonecznych w kosmosie, nie jest niczym nowym. Pomysł został opisany już przez pisarza science fiction Isaaca Asimova w 1941 roku w jego opowiadaniu science-fiction Logic, które pokazało, jak stacja kosmiczna była używana jako „konwerter energii” do zbierania światła słonecznego i przesyłania go w całym Układzie Słonecznym. Rozwijana w Pentagonie technologia, przywodzi też na myśl eksperymenty słynnego Nikoli Tesli, który rzekomo opracował metodę bezprzewodowego przesyłu energii.

 

 


Janusz Korwin-Mikke w Sejmie: „maseczki obniżają zdolności intelektualne”

Konfederacja to partia, która od początku pandemii ma o niej zupełnie inne zdanie niż chociażby PiS czy Koalicja Obywatelska. Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun czy Krzysztof Bosak, to postaci barwne, niegłupie, aczkolwiek kontrowersyjne. Szczególnie ten pierwszy znany jest z poglądów radykalnych i trudnych do zaakceptowania na pierwszy rzut oka. Co tym razem stało się przedmiotem debaty?

Janusz Korwin-Mikke zgłosił w Sejmie (w czwartek 25 lutego 2021 roku) wniosek o zmianę rozporządzenia w sprawie noszenia maseczek. Zdaniem polityka obniżają one „zdolności intelektualne” posłów. Ma za to odpowiadać „dwutlenek węgla” w wydychanym powietrzu.

Polityk przedstawił dość ciekawą teorię wszystkim zgromadzonym na sali posłom oraz posłankom i w obecności marszałek Sejmu - Elżbiety Witek, tłumaczył, że zawartość dwutlenku węgla w wydychanym powietrzu wynosi 4 procent. Gdyby tylko 10 procent tego powietrza wracało do płuc w tzw. maseczce, oznaczałoby to stężenie 4 tysięcy jednostek na milion. Okazuje się, że przy tysiącu jednostek na milion, obserwuje się spadek zdolności intelektualnych. W stężeniu CO2 na poziomie 2500 jednostek, inicjatywa i myślenie strategiczne, obniżają się do poziomu dysfunkcjonalnego. Podobnie spadają też zdolności wykorzystywania informacji i szerokość spojrzenia na problem.

Następnie zwrócił się do marszałek Witek z wnioskiem formalnym:

W trosce o poziom ustaw i w trosce o poziom dyskusji, wnoszę do pani marszałek o zmianę rozporządzenia w sprawie noszenia maseczek na sali obrad.

Odpowiedź marszałek była zdecydowana:

To jest kompletnie nieformalny wniosek. Nie ma takiego czegoś w regulaminie Sejmu, natomiast dziękujemy panu bardzo za wykład.

Cóż, według licznych teorii w pandemii COVID-19 chodzi o depopulację, wprowadzenie Nowego Porządku Świata, zaczipowanie ludzi, likwidację religii, a może i także o ogłupienie społeczeństwa nie poprzez propagandę, bo ta już swoje zrobiła, ale przez wywołanie fizycznych szkód w mózgach z powodu permanentnego nakazu noszenia maseczek.