Styczeń 2021

Bill Gates zaproponował plan walki z kolejną pandemią

Założyciel firmy Microsoft i współprzewodniczący organizacji charytatywnej - Bill Gates - wezwał do przygotowania się do nowych pandemii i potraktowania ich tak poważnie, jak potencjalny konflikt zbrojny. To stwierdzenie zostało zawarte w corocznym komunikacie Fundacji Billa i Melindy Gatesów opublikowanym przez The Seattle Times.

Miliarder wyraził opinię, że świat musi podjąć poważne kroki, aby przygotować się na następną pandemię. Uznał za rozsądne zainwestowanie miliardów w rozwój nauki, testy i stworzenie globalnego systemu ostrzegania o nowych ogniskach chorób. 

 

Zwrócił również uwagę na znaczenie utworzenia specjalnego „zespołu reagowania”. Czymś w rodzaju pandemicznej straży pożarnej. Podobnie jak strażacy, ci wysoko wykwalifikowani specjaliści muszą być gotowi do zareagowania na potencjalnie kryzysową sytuację, gdy tylko stanie się ona znana - wyjaśnił swój plan zwalczania takich zjawisk.

 

Gates zaznaczył, że w przypadku braku zagrożeń związanych z nową pandemią, członkowie takiego zespołu powinni skupić się na zwiększaniu swoich kompetencji. Zasugerował także, aby regularnie organizować dla nich ćwiczenia, takie jak te, przez które przechodzi wojsko.

 

Bill Gates i jego żona Melinda są właścicielami fundacji charytatywnej i co roku publikują komunikaty, które wskazują na osiągnięcia i plany organizacji na przyszłość. Fundacja Billa i Melindy Gatesów koncentruje się na zwalczaniu niebezpiecznych chorób w krajach rozwijających się, a także na różnych programach opieki zdrowotnej i edukacji w Stanach Zjednoczonych. 

 


Dlaczego satelity Starlink stały się niewidoczne dla ludzkiego oka?

W ciągu ostatnich dwóch lat prywatna firma aeronautyczna SpaceX wysłała w kosmos już ponad 950 satelitów Starlink. Ale w przyszłości zamierza wysłać 12 tysięcy obiektów na orbitę okołoziemską i ma na to już nawet pozwolenie Federalnej Komisji Łączności (FCC). Firma zalewa kosmos satelitami w dobrych celach, ponieważ chce zapewnić Internet nawet w najbardziej odległych miejscach na naszej planecie. Jest to jednak problem dla naziemnej astronomii - liczne satelity moga zakłócać obserwacje nieba. Znaleziono jednak ciekawe rozwiązanie.

W 2020 roku Internet satelitarny Starlink zaczął działać w trybie testowym, a pierwsi użytkownicy już udostępnili swoje recenzje. Jednak astronomowie nie są zadowoleni z wystrzelonych satelitów, ponieważ odbijają światło słoneczne i uniemożliwiają im badanie odległych obiektów kosmicznych. A jeśli przybędzie jeszcze więcej satelitów, naukowcy mogą przegapić zbliżanie się niebezpiecznej asteroidy, co może się skończyć nawet ogólnoświatową katastrofą. 

 

Ale ostatnio satelity Starlink zaczęły odbijać mniej światła i stały się prawie niewidoczne gołym okiem. Co takiego się stało? SpaceX od dawna jest świadomy narzekań astronomów na swoje satelity. Aby zredukować odbicia od satelitów, wczesnym latem 2020 roku na orbitę Ziemi wystrzelono nowe modele wyposażone w osłony ochronne. 

Nowy typ satelitów nazwano VisorSat, a ich piękno polega na tym, że nie pozwalają na silne odbijanie padających na nie promieni słonecznych. Początkowo pomysł firmy wydawał się wątpliwy, ale ostatecznie okazał się skuteczny. Współczynnik odbicia satelitów nazywany jest albedo, a ostatnio naukowcy odkryli, że po zainstalowaniu osłon ochronnych wartość ta znacznie się zmniejszyła.

 

 


Diety niskotłuszczowe i wysokotłuszczowe okazały się równie korzystne

W eksperymencie porównano wpływ dwóch diet, tj. niskotłuszczowej diety roślinnej i niskowęglowodanowej diety opartej na mięsie, na spożycie kalorii, poziom hormonów, masę ciała i kluczowe wskaźniki zdrowotne. W ciągu czterech tygodni dwudziestu zdrowych mężczyzn i kobiet najpierw stosowało pierwszą dietę, a dwa tygodnie później przeszło na drugą.

 

 

Eksperyment wykazał zalety obu diet, ale efekt był zupełnie inny. Okazało się również, że przejadanie się i przybieranie na wadze zależy nie tylko od ilości spożytego tłuszczu i węglowodanów.

 

Niskotłuszczowa dieta roślinna zawierała około 10% tłuszczu i 75% węglowodanów. Z kolei dieta niskowęglowodanowa składała się z 10% węglowodanów i 75% tłuszczu. W obu przypadkach spożycie białka wynosiło około 14 - 15%, ale poziom kalorii w diecie niskowęglowodanowej zawierał dwa razy więcej kalorii na gram pożywienia.

 

Na przykład obiad roślinny może zawierać pieczone ziemniaki, ciecierzycę, brokuły i pomarańcze. Obiad o niskiej zawartości węglowodanów obejmował pieczeń wołową z ryżem i kalafiorem. Obie diety były minimalnie przetworzone i zawierały równe ilości warzyw nieskrobiowych.

 

Obserwacje wykazały, że osoby na diecie niskotłuszczowej spożywały około 550 - 700 kalorii mniej. Jednak pomimo tak dużej różnicy w poziomie kalorii, w obu przypadkach uczestnicy nie zauważyli różnic w głodzie, sytości i zadowoleniu z jedzenia.

 

Ta dieta była bogata w węglowodany o wysokim indeksie glikemicznym. Prowadziło to z jednej strony do wahań poziomu glukozy i insuliny we krwi, z drugiej do wyraźniejszej utraty wagi. To ostatnie odkrycie przeczy konwencjonalnej opinii, że dieta wysokowęglowodanowa prowadzi do przejadania się.

 

Jak zauważają autorzy badania, dieta niskowęglowodanowa nie doprowadziła do przyrostu masy ciała pomimo dużej zawartości tłuszczu. W ich opinii oznacza to, że czynniki prowadzące do przejadania się i tycia są dużo bardziej złożone niż tylko uzależnienie od ilości spożywanych w diecie węglowodanów i tłuszczów. Na przykład, wcześniejsze badanie wykazało, że żywność UHT jest bardziej podatna do przejadania się i przybierania na wadze niż żywność minimalnie przetworzona, która jest zbilansowana pod względem węglowodanów i tłuszczów.

 

„Widzimy zalety obu diet, ale nie wiemy jeszcze, czy efekt utrzymuje się w dłuższej perspektywie” - podsumowali autorzy. Podkreślają również, że wyniki badań nie sugerują żadnych zaleceń dotyczących jakiejkolwiek diety odchudzającej.

 


Polski „Nowy Ład”. Rząd będzie mógł wyłączyć Internet?!

Od kilku dni polski rząd zapowiada „nowy ład” - zestaw rozwiązań dla Polski „postCOVID-owej”. Przy okazji nowelizuje ustawy, które mogą być wstępem do władzy totalitarnej.

„Dziennik Gazeta Prawna” poinformował, że w projekcie nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa pojawiły się zapisy, które ni mniej, ni więcej… pozwalają na odłączenie serwisów internetowych na polecenie premiera!

Obecnie uprawnienia ministra właściwego do spraw informatyzacji posiada właśnie premier. I to on może wydać polecenie wyłączenia serwisów internetowych operatorom telekomunikacyjnym w przypadku wystąpienia incydentu krytycznego.
 

Nowe przepisy są przepustką rządu do wyłączenia Internetu!

Rząd będzie mógł zablokować dostęp do konkretnych stron na dwa lata. Firmy telekomunikacyjne będą musiały zakazać połączeń z określonymi adresami IP lub stronami internetowymi.

Najbardziej zdumiewa fakt, że takie polecenie premier może wydać bez uzasadnienia, „jeżeli wymagają tego względy obronności lub bezpieczeństwa państwa lub bezpieczeństwa i porządku publicznego”.

Zatem rząd otrzyma prawo do cenzury wszystkiego, co uzna za warte cenzury, ot tak!

Kancelaria Premiera twierdzi, że nowe przepisy nie uwzględniają „wyłączania serwisów społecznościowych, publicznie dostępnych aplikacji czy stron internetowych”. Jednak według ekspertów wytyczne są skonstruowane w taki sposób, że może, a raczej na pewno będzie dochodzić do licznych nadużyć.

Jesteśmy więc o krok od post-pandemicznego autorytaryzmu.

Podobne praktyki blokowania Internetu mają miejsce na Białorusi, w Chinach, czy Korei Północnej. Polska właśnie wkracza do tego „zaszczytnego” grona.

 

 

Źródło: https://serwisy.gazetaprawna.pl/nowe-technologie/artykuly/8078979,nowelizacja-ustawy-o-cyberbezpieczenstwie-odlaczenie-serwisow.html


Iwermektyna może stać się kolejnym potencjalnym lekiem na koronawirusa

Jak donosi telewizja Sky News, australijski lek Iwermektyna, który jest stosowany na całym świecie w leczeniu chorób pasożytniczych, wykazuje świetne wyniki w zabijaniu koronawirusa w badaniach z udziałem pacjentów. Czy stoimy właśnie przed odkryciem kolejnego potencjalnego leku na chorobę COVID-19?

 

Iwermektyna jest znanym od dawna lekiem przeciwpasożytniczym, znajdującym się na liście kluczowych preparatów Światowej Organizacji Zdrowia. W toku badań, ustalono, iż jest on inhibitorem wirusa SARS-CoV-2. Zdaniem naukowców, nie tylko wyhamowuje on rozmnażanie się wirusa ale i zmniejsza ilość wirusowego RNA o 5000 razy, w ciągu zaledwie 48 godzin. Informacje na temat tego związku i jego oddziaływania na postep choroby COVID-19, pojawiły się jeszcze w połowie ubiegłego roku. Wiadomo już, że lek osiągnął niemal 100% skuteczność w badaniach klinicznych i jest szeroko dostępny w większości państw świata.

 

Jest to już kolejny potencjalny lek na koronawirusa, którego skuteczność została udowodniona w ciągu ostatnich miesięcy. Pod tym względem, w Polsce głośno robi się o amantadynie. Jest to lek zakazany przez polskie Ministerstwo Zdrowia kierowane przez Adama Niedzielskiego. Jest tak mimo badań uczonych z Cambridge, które dowodzą, że promujący taką terapię dr. Bodnar, przedstawia dowiedzione naukowo fakty. Być może wkrótce, zaślepieni nowo nabytą władzą rządzący, spostrzegą że leczenie chorób, wbrew znanemu przysłowiu jest równie ważne dla zdrowia i życia Polaków co ich zapobieganie.

 


20 tysięcy funtów kary dla organizatorów wielkiej bitwy na śnieżki w Leeds

Dwóch młodych Brytyjczyków w wieku 20 i 23 lat, zostało ukaranych grzywną w wysokości 10 000 funtów za zorganizowanie ogromnej bitwy na śnieżki w Leeds. Tłumy ludzi, przybyły do ​​Woodhouse Moor w Hyde Parku w Leeds 14 stycznia. Materiał filmowy ze spotkania udostępniono w mediach społecznościowych.

Zgodnie z oświadczeniem policji, jeden z organizatorów był wcześniej ukarany grzywną za złamanie przepisów covidowych w listopadzie ubiegłego roku. Organizacja wydarzenia odbyła się częściowo w mediach społecznościowych. Udział w wydarzeniu brali studenci z różnych uczelni, a także osoby niebędące studentami. Celem przyświecającym organizatorom było rozładowanie stresu szerzącego się obecnie wśród studentów.

Lokalne władze, nie miały jednak litości. Poinformowano, że mimo iż sprawa dotyczyła młodych ludzi, to ich działania zachęciły setki osób do przebywania blisko siebie, stwarzając znaczne i całkowicie niepotrzebne ryzyko zwiększenia rozprzestrzeniania się od wirusa:

„Było to rażące naruszenie przepisów, które mają pomóc ludziom zachować bezpieczeństwo w krytycznym dla nas wszystkich czasach. [...] Wydarzenie przyciągnęło zrozumiałą uwagę mediów i powszechne potępienie wszystkich, którzy wzięli w nim udział w nieodpowiedzialny sposób."


Jak Joe Biden chce się rozprawić ze zwolennikami Donalda Trumpa?

W USA nastała „nowa normalność”. Odszedł Donald Trump, przyszedł Joe Biden, którego sztab w większości jest sztabem Baracka Obamy. Niektórzy więc śmieją się, że mamy obecnie do czynienia nie z pierwszą kadencją Bidena, ale właśnie z trzecią kadencją Obamy. Jednak czas rozliczeń ciągle trwa i wiele wskazuje na to, że będzie to czas trudny dla „trumpistów”.

Demokratom, zwłaszcza Nancy Pelosi, ale i (o dziwo) niektórym Republikanom, bardzo zależy na tym, aby uniemożliwić Donaldowi Trumpowi start w wyborach w 2024 roku. Abstrahując już od tego czy Trump będzie jeszcze miał siłę na agresywną kampanię wyborczą (skończy wtedy 78 lat), trzeba powiedzieć, że bardzo zastanawiająca jest ta obsesja na punkcie całkowitego usunięcia go z orbity możliwości decydowania o kierunku, w jakim podążać będą USA oraz przy okazji cały świat.

Jednak obserwacja wydarzeń mających obecnie miejsce w Stanach Zjednoczonych nasuwa refleksję, że nie chodzi już tylko o blokadę kariery politycznej Donalda Trumpa, ale o całkowite usunięcie tych, którzy wyznają jego filozofię (jakakolwiek by ona nie była).

Jak bowiem rozumieć te histeryczne nawoływania wspierających Bidena mediów głównego nurtu do tego, aby „reedukować” zwolenników Trumpa i ich dzieci? Jak ta „reedukacja” ma wyglądać? Mianowicie, jeśli nadal ktoś będzie wyrażał wątpliwość co do uczciwości wyborów w 2020 roku i będzie dawał temu upust chociażby w mediach społecznościowych lub w czasie protestów, może stracić pracę (są już doniesienia o takich przypadkach), bądź będzie bojkotowany jego biznes. Ktoś taki może nawet zyskać status terrorysty.

Sięganie po takie instrumenty jak zwalnianie z pracy, utrudnianie do maksimum działalności biznesowej, podejrzenia o terroryzm, tylko dlatego, że w „największej demokracji świata” (oprócz Indii), ktoś ma prawo mieć inne poglądy polityczne? Co to oznacza? Czym stają się więc USA?

Joe Biden i Kamala Harris wprowadzają swój naród w epokę, w której mężczyzna może być uważany za kobietę, a kobieta za mężczyznę. Nie jest to już bowiem kwestia biologii, lecz stanu umysłu. Jeśli więc mężczyzna (na przykład dwumetrowy, ważący 120 kg kulturysta) czuje się kobietą, to będzie mógł brać udział w zawodach dla kobiet, bić wszystkie dotychczasowe „kobiece” rekordy, a po zawodach kąpać się w łaźni dla płci pięknej i przebierać się w żeńskiej szatni, jako „mentalna kobieta”.

Joe Biden i Kamala Harris prowadzą naród (i ludzkość w ogóle) do rzeczywistości, w której wszystko jest płynne. Jednak definicja niezgodna z kierunkiem myślenia obecnych rządzących USA spowoduje, że staniesz się terrorystą.

To absurd. Jeżeli ustala się, że wszystko jest płynne, to jest płynne par excellence, a nie tylko tam, gdzie ci się podoba. Ta płynność może być dobra tylko wtedy, gdy dotyczy dosłownie każdego aspektu życia i daje prawo do wolności, którego nikt nie blokuje. A tu się blokuje, wedle uznania.

Henry Ford miał kiedyś powiedzieć, że jego „Ford T” może być każdego koloru, pod warunkiem, że jest koloru czarnego. Tak właśnie teraz będzie wyglądało „wszystko jest płynne” w USA.

W Stanach jest więc w tej chwili około 75 milionów terrorystów i ich rodzin, którym trzeba odebrać prawa obywatelskie, ponieważ zachciało im się kontestować destabilizację procesu wyborczego.

Ludzie obecnie rządzący „Ameryką” są tak absurdalni jak przywódca Demokratów w Senacie Chuck Schumer, który tak się zapędził w ataku na Trumpa, że oskarżył go o wzniecanie na Kapitolu nie „insurekcji”, lecz „erekcji”. Skromna pomyłka.

To jak „Deep State” zjednoczył się w walce z Trumpem pokazuje to, czym chwalił się  demokratyczny czarnoskóry kongresmen James Clyburn. Powiedział on, że w czasie inauguracji nowego prezydenta Bidena podszedł do niego były prezydent George W. Bush dziękując mu słowami: „To ty jesteś zbawicielem, ty wsparłeś Bidena i tylko on mógł pobić Trumpa”. W ten sposób podziękował za pomoc, której w Karolinie Płd. udzielił Joe Bidenowi organizując dla niego poparcie wśród dużego czarnoskórego elektoratu. To dzięki między innymi temu wsparciu Biden po słabym początku w wyścigu o prezydenturę, otrzymał nominację swojej Partii i mógł zostać przywódcą USA. Główne pytanie brzmi: dlaczego Republikanin - George W. Bush - cieszył się z przegranej republikańskiego kolegi Donalda Trumpa? Czy to nie jest dowód na to, że  „Deep State” trzyma się razem?

I na koniec jeszcze jeden przykład tego, jak specyficzna może być prezydentura Joe Bidena.

W jego uchu, w czasie zaprzysiężenia, był nadajnik, przez który grono suflerów podpowiadało  mu co ma w danej chwili robić i mówić. Kiedy więc Biden wraz z żoną w dniu inauguracji zbliżali się do trzymających przed Białym Domem wartę żołnierzy, prezydent otrzymał podpowiedź: „salutuj Marines”. Tak więc to on miał im zgodnie ze zwyczajem zasalutować. Co zrobił Biden? Powiedział do oficerów: „Salutuj Marines”, a więc zmusił ich do tego, aby to oni jemu oddali honor. A miał tylko wykonać ruch, który został mu podpowiedziany przez suflerów. Co ciekawe, żołnierze mu nie zasalutowali, co może potwierdzać plotki, że część armii nadal popiera Trumpa.

To dobitnie pokazuje, że Biden może nie być w stanie samodzielnie myśleć i będzie tak naprawdę marionetką papugującą to, co inni powiedzą, zrobią lub każą zrobić.

Takie czasy…

 

Źródła:

https://www.businessinsider.com/video-fox-news-reeducation-camps-conspiracy-theory-harris-faulkner-2021-1?IR=T

https://www.independent.co.uk/news/world/americas/us-politics/james-clyburn-george-bush-biden-b1790343.html


Przełomowe badanie sugeruje możliwość odwracania efektów starzenia się mózgu

Naukowcy odkryli jeden ze sposobów, w jakim komórki odpornościowe stają się dysfunkcyjne wraz z wiekiem, prowadząc do procesów zapalnych, które odgrywają rolę w większości chorób związanych z wiekiem – od raka po osłabienie funkcji poznawczych. Wstępne badanie wskazuje na możliwość odwrócenia dysfunkcji immunologicznej, a co za tym idzie, istnieje możliwość opracowania specjalistycznych terapii przeciwdziałających starzeniu się.

 

Wraz z wiekiem, ludzki układ odpornościowy staje się coraz bardziej dysfunkcyjny, przez co może wolniej reagować na infekcje, a w niektórych przypadkach, wadliwe komórki odpornościowe zaczynają atakować zdrowe komórki, powodując przewlekłe stany zapalne niskiego stopnia. Niektórzy badacze zakładają, że to przewlekłe zapalenie odgrywa główną rolę w wielu chorobach związanych z wiekiem, szczególnie w mózgu.

 

Neurolodzy z Uniwersytetu Stanforda zastanawiali się co może być przyczyną związanej z wiekiem dysfunkcji odpornościowej i czy ta przewlekła aktywność zapalna może odgrywać rolę w osłabieniu funkcji poznawczych. Kluczowe pytanie brzmi - czy można spowolnić lub odwrócić ten szkodliwy mechanizm?

 

W swoich badaniach neurolodzy skupili się na hormonie o nazwie prostaglandyna E2. Wcześniej stwierdzono, że poziom tego konkretnego hormonu wzrasta wraz z wiekiem. Wiadomo również, że prostaglandyna E2 promuje aktywność zapalną w komórkach odpornościowych.

 

W pierwszej kolejności naukowcy określili, w jaki sposób prostaglandyna E2 inicjuje aktywność zapalną makrofagów – białych krwinek odpornościowych. Podczas eksperymentów na zwierzętach i testów na komórkach ludzkich in vitro odkryto kompleksowy łańcuch zdarzeń pokazujący, w jaki sposób hormon prostaglandyna E2 bezpośrednio wyzwala dysfunkcjonalną aktywność zapalną makrofagów.

 

W dalszej części badań potwierdzono, że starsze makrofagi wytwarzają znacznie więcej prostaglandyny E2 niż ich młodsze odpowiedniki. Oprócz tego, te starzejące się makrofagi mają większą liczbę powierzchniowych receptorów EP2, które wiążą prostaglandynę E2.

 

Ostatnia część badań dotyczyła hamowania mechanizmu prostaglandyna E2-EP2. Wstępne eksperymenty in vitro ujawniły transformację starych komórek makrofagów, gdy ten mechanizm został zakłócony. Zanikły cechy zapalne, a stare komórki zostały skutecznie odmłodzone. Hamowanie tego mechanizmu w starszych mysich modelach osłabienia funkcji poznawczych dało jeszcze bardziej imponujące wyniki - stare myszy otrzymujące eksperymentalny lek blokujący wiązanie prostaglandyna E2-EP2 wykazały odwrócenie spadku funkcji poznawczych, a podczas serii testów poznawczych osiągnęły wyniki porównywalne do młodych myszy.

 

Neurolodzy wskazują, że opisany wyżej mechanizm może odmładzać mózg. Jednak jest to dopiero wstępne odkrycie, które wymaga potwierdzenia na człowieku. Jeśli podobne korzystne efekty zostaną uzyskane podczas testów klinicznych na ludziach, w przyszłości z pewnością powstaną specjalne terapie odmładzające oraz cofające demencję.

 


Godziny dla seniorów zostaną zlikwidowane. Rząd otwiera galerie sztuki i handlowe

Lockdown trwa w Polsce na róznym poziomie dolegliwości już od listopada. Prawie wszyscy już mają świadomość, że ilość rzekomych zakażeń koronawirusem nie ma przełożenia na to jak bardzo dolegliwe są nielegalne restrykcje nakładane na społeczeństwo rozporządzeniami wykraczającymi poza definicję ustawową. Widząc narastającą frustrację społeczną rządzący postanowili "poluzować" trochę obostrzenia.

Zaczął się ogólnopolski bunt przedsiębiorców, którzy postanowili wykazać się nieposłusznością obywatelską ze względu na metodyczne niszczenie biznesów przez rząd, dokonywane pod pretekstem walki z koronawirusem. Powstała wielka akcja #otwieraMy. Zbuntowali się już górale, otwierają się kolejne restauracje, a od 1 lutego otwiera się branża fitness. Rządzący widząc wzbierającą falę oburzenia wśród ludzi, musiał wykonać jakieś gesty wskazujące, że odpuszczają z terrorem.

 

Dzisiaj poinformowano, że od 1 lutego władza pozwoli nam iść do muzeum, do galerii sztuki. Jak wiadomo tego Polakom brakuje najbardziej. Przy okazji obiweszczono też otwarcie innych galerii - handlowych. Polacy będą mogli ruszyć na zakupy. Nie wiadomo tylko dlaczego nadal nielegalnie zamknięte są restauracje, puby, siłownie, sauny, baseny czy szkoły. Propozycja rządzących jest zatem dalece niesatysfakcjonująca.

 

Od 1 lutego zlikwidowane zostaną też tak zwane "Godziny dla Seniorów". Ten modelowy idiotyzm, wzorowany chyba na PRLowskiej prohibicji alkoholowej, skutecznie utrudniał życie zwykłym ludziom i powodował, że sklepy i urzędy pustoszały między 10:00 a 12:00. Rezygnacja z tej głupoty to symboliczne "wyprowadzenie kozy" z mieszkania, które powoduje radość, że już z nami nie mieszka. Całe szczęście, że na jakiś czas żegnamy ten nonsens.

 

Ludzie chcieli otwarcia siłowni, restauracji, hoteli, ale będą mogli iść do muzeum, galerii sztuki albo handlowej. Istnieje jednak ryzyko, że jeśli pozwolimy tym niszczycielom z rządu na wszystko co robią, to jeszcze trochę i cała Polska to będzie wyglądała jak jedno wielkie muzeum. 

 


Postanowiono nie zmieniać pozycji wskazówek Zegara Zagłady z powodu pandemii

Zegar Zagłady, który symbolizuje nadciągającą globalną katastrofę, jest coraz bliżej północy. Od stycznia zeszłego roku, kiedy naukowcy z do katastrofy zostało już tylko 100 sekund. Mimo pandemicznej sytuacji, naukowcy z czasopisma „Bulletin of the Atomic Scientists” postanowili nie poruszać wskazówkami symbolicznego „Zegara Sądu Ostatecznego”.

 

Oficjalnie o decyzji poinformowała Rachel Bronson, prezes  amerykańskiego magazynu Bulletin of Atomic Scientists, na okładce którego ten symboliczny zegar pojawił się po raz pierwszy w 1947 roku. Ciekawostką jest, że opracowali go w 1945 roku fizycy, którzy pracowali nad projektem Manhattan. Zamiarem tego programu było wyprodukowanie bomby atomowej.

 

Co roku naukowcy decydują o położeniu wskazówek zegara, które odzwierciedlają stopień podatności ludzkości na wojnę nuklearną i inne kataklizmy, Bronson podkreśliła, że pandemia COVID-19 nie zniszczy Ziemian, dlatego nie ruszono wskazówkami.

 

W całej swojej historii wskazówki zegara poruszały się 24 razy. W 1991 roku, po zakończeniu zimnej wojny, cofnęli się o 17 minut, w 2020 pokazali 23:58:20, będąc bliżej nuklearnej „północy” niż kiedykolwiek. Naukowcy, którzy kontrolują ten zegar, analizują sytuację na świecie i raz w roku przestawiają jego wskazówki, lub pozostawiają je na miejscu. Im bliżej północy, tym zagrożenie globalną katastrofą jest wyższe.

 

Zdaniem specjalistów, istnienie ludzkości jest zagrożone przez dwa główne czynniki – możliwość wybuchu wojny nuklearnej i zachodzące zmiany klimatyczne. Do tego dochodzą inne niebezpieczeństwa, takie jak wojna informacyjna w sieci, która upośledza naszą zdolność do reagowania, czy rywalizacja między mocarstwami.

 


Odkryto gigantyczne pszczoły, których gniazd nie widziano od ponad 100 lat

Megachile pluton, znana również jako olbrzymia pszczoła Wallace'a lub raja ofu/rotu ofu (król/ królowa pszczół w języku indonezyjskim), to bardzo duża indonezyjska pszczoła żywiczna. Jest to największy znany żyjący gatunek pszczół. Uważano, że wymarł do czasu odkrycia kilku okazów w 1981 roku. Nie tak dawno zostały ponownie odkryte. Patrząc na fotografię gigantycznej pszczoły Wallace'a, trudno uwierzyć, że przez długi czas pozostawała nieuchwytna dla naukowców!

 

 

 

Bardzo długo pszczoły te pozostawały w ukryciu przed ludźmi. Przez wiele lat nie było potwierdzonych obserwacji tych owadów, dopóki dwa okazy nie zostały sprzedane na eBayu w 2018 roku. Żywa samica została też znaleziona i sfilmowana w 2019 roku. Ogromne, czterokrotnie większe od normalnych pszczół miodnych, czarne owady z fizjonomii przypominają chrząszcze - głównie z powodu dużych żuwaczek. Zagadką pozostaje to jak tak duże owady zdołały ukryć się przed ludźmi.

 

Rozpiętość skrzydeł samic tego gatunku sięga sześciu centymetrów - to absolutny rekord wśród pszczół! Żyją w zalesionych kopcach termitów na kilku północnych wyspach Maluków w Indonezji i wykorzystują swoje ogromne żuwaczki do zbierania żywicy drzewnej. Żywica ta chroni gniazdo przed zniszczeniem, a także zapobiega przedostawaniu się termitów do ula.

 

Pszczoła ta została po raz pierwszy opisana przez brytyjskiego przyrodnika Alfreda Russella Wallace'a w 1858 roku, który nadał jej swoje nazwisko. Dopiero ponad sto lat później został ponownie „odkryta” przez entomologa Adama Messera. Stało się to w 1981 roku. Znalazł sześć gniazd na Wyspach Bakana, co dostarczyło mu unikalnych informacji o gniazdowaniu i fizjologii tych olbrzymich pszczół. I to wszystko. Od tego czasu właściwie nie było żadnych nowych obserwacji.

Wynika to częściowo z położenia siedliska pszczół Wallace'a. Północne wyspy Maluka są dalekie od cywilizacji, zwłaszcza te obszary, w których żyją pszczoły. Pod koniec ubiegłego miesiąca grupa czterech badaczy udała się do Indonezji, aby w końcu znaleźć nieuchwytne stworzenia. Zadanie nie było łatwe: przez pięć dni naukowcy szukali ogromnych kopców termitów i przeszukiwali każdy z nich kilka razy w nadziei, że potencjalnie żyjące wewnątrz pszczoły zdradzą się. Ostatniego dnia ich przewodnik odkrył kopiec z niezwykle małą liczbą zamieszkujących go termitów i to tam udało im się znaleźć czarne olbrzymy.

 

I właśnie tam rozpoczęła się prawdziwa praca. Naukowcy praktycznie nic nie wiedzą o tych niesamowitych owadach, zwłaszcza o biologii społecznej tego konkretnego gatunku, która jest cechą charakterystyczną wszystkich pszczół. Międzynarodowy zespół współpracuje teraz z indonezyjskimi naukowcami, próbując znaleźć inne miejsca lęgowe pszczół Wallace'a.

 

 


Czy PiS celowo poluzował wakacyjne obostrzenia, żeby zarazić koronawirusem jak najwięcej Polaków?!

W „Dzienniku Gazecie Prawnej” doszło do sensacyjnego wynurzenia głównego doradcy rządu do spraw pandemii – prof. Andrzeja Horbana. Jego słowa mogą mieć bardzo poważne konsekwencje.

Horban w wywiadzie dla „DGP” przyznał, że rząd celowo zdecydował się na poluzowanie obostrzeń koronawirusowych w okresie wakacyjnym 2020 po to, aby młodzi i silni ludzie zachorowali na COVID-19.

Jak twierdzi prof. Horban wskazane jest, by część społeczeństwa zakaziła się koronawirusem. Ma to być normalna metoda postępowania z tego typu infekcjami przenoszonymi drogą oddechową. Chodzi o to, by „trochę chronić, trochę pozakażać”.

Horban powiedział dokładnie:

Ci, którzy przechodzą chorobę łagodnie, niech się zakażają, bo im więcej przechoruje, tym większa bariera dla wirusa. Im więcej osób przejdzie łagodnie, tym większe korzyści społeczne.

Niezależnie od tego czy jest to słuszne z medycznego punktu widzenia, czy nie, wydaje się, że rząd, który już wielokrotnie wykazywał się niekonsekwencją i chciał pewne rzeczy przed Polakami ukryć, raczej nie spodziewał się, że prof. Horban tak otwarcie przyzna jaka była prawdziwa strategia walki z COVID-19.

Pytanie kto poniesie większe straty: sam Horban czy cały PiS?

 

 

Źródło:https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/8076978,horban-koronawirus-szczepionki-obostrzenia-zakazy-szpitale-lockdown.html


Podawanie antybiotyków noworodkom ogranicza ich rozwój

Naukowcy odkryli, że przepisywanie antybiotyków chłopcom w pierwszych tygodniach życia, hamuje ich wzrost. Ten nieznany wcześniej efekt uboczny, wynika z faktu, że antybiotyki wpływają na mikroflorę jelitową dzieci. Co jednak dziwne, małe dziewczynki zdają się być odporne na ten efekt.

Zespół naukowców z Niemiec, Izraela i Finlandii, po raz pierwszy zbadał długoterminowe skutki przyjmowania antybiotyków u noworodków w ciągu dwóch tygodni od urodzenia. Dane na temat wzrostu, wagi, rodzaju urodzenia i obecności zakażeń bakteryjnych 12 422 dzieci w wieku od zera do sześciu lat, urodzonych w latach 2008-2010 w Szpitalu Uniwersyteckim w Turku w Finlandii, pozwoliły na wyciągnięcie niepokojących wniosków.

 

Spośród 1151 niemowląt, które otrzymały antybiotyki przez pierwsze 14 dni życia, (ponieważ lekarze podejrzewali infekcję bakteryjną) jedynie 638 dzieci faktycznie miało infekcję. Mało tego, reszta dzieci otrzymywała antybiotyki nawet po wykluczeniu diagnozy. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Nature Communications. Badania wykazały, że niemowlęta przyjmujące antybiotyki miały mniejszą wysokość i wagę niż inne dzieci w ciągu pierwszych sześciu lat życia. W tym samym czasie efekt ten zaobserwowano tylko u chłopców. Naukowcy sugerują, że spowolnienie wzrostu jest spowodowane antybiotykami powodującymi długotrwałe zmiany w mikrobiomie jelitowym niemowląt.

 

Aby przetestować ten pomysł, zespół wszczepił drobnoustroje z kału dzieci, którym podawano antybiotyki u myszy. Zaobserwowali oni te same wyniki: męskie gryzonie, które otrzymały mikrobiotę od niemowląt leczonych antybiotykami, były znacznie mniejsze. Długoterminowe skutki antybiotykoterapii noworodków nie zostały jeszcze dogłębnie zbadane. Autorzy badania, zwracają uwagę na fakt iż potrzebne są inne leki, które mogłyby zapobiec ciężkiej infekcji bakteryjnej u dzieci.


Szokujące restrykcje na Słowacji! Ludzie nie wyjdą z domów bez testów na COVID lub ważnego szczepienia

Od wczoraj, na Słowacji obowiązuje zaostrzony lockdown. Bez negatywnego testu na koronawirusa lub zaświadczenia o przyjęciu drugiej dawki szczepionki, nie można oddalić się na więcej niż 1 km od miejsca zamieszkania.

Ograniczenia nie dotyczą wszystkich Słowaków. Jedynie osoby od 15 do 65 roku życia muszą przestrzegać nowych przepisów. Nowe zasady będą egzekwowane przynajmniej do 7 lutego. Policja, zapowiedziała kontrole i grzywny w wysokości nawet 1000 euro, dla każdego kto złamie nowe prawo. Pomimo sporych restrykcji w przemieszczaniu się i widocznej frustracji społeczeństwa Słowacji, w odróżnieniu do innych państw świata nie doszło tam do żadnych protestów ulicznych.

 

Na początku przyszłego miesiąca, największe ogniska zakażeń, zostaną poddane kolejnej rundzie testów masowych. Do tego czasu, większość obywateli Słowacji, zostało zamkniętych w domach. Nie wypada w tym miejscu nie wspomnieć, że skuteczność testów PCR kwestionuje już nawet WHO. Jeszcze przed kilkoma dniami, Światowa Organizacja Zdrowia, poinformowała że należy zastosować nową definicję "chorego na COVID".

Teraz za chorego będzie uważana osoba, której dwa testy wskazują obecność patogenu, a na dodatek pojawiły się u niej jakieś objawy. Warto zwrócić uwagę, że WHO nakazuje nie tylko podwójny test, ale również sugeruje jak przeprowadzać wzmocnienie wirusa za pomoca technologii RT PCR. Od dłuższego czasu, pojawiały się sugestie, że wzmacniając odpowiednio długo materiał genetyczny z wymazu, można uzyskać pozytywny wynik niezależnie od stanu faktycznego. Teraz, zalecono kontrolowanie ilości cykli, tak aby ograniczyć występowanie fałszywie pozytywnych wyników.

 

To właśnie takie wadliwe testy, ograniczają Słowakom prawo do normalnego życia. Nawet tak prozaiczna czynność jak wyjście na spacer stała się tam towarem, którego ceną jest poddanie się testowi bądź załapanie się na którąś z tur szczepień. Trudno ocenić, czy inne państwa Europy wprowadzą w życie podobne ustawodawstwo. Wprowadzenie go na terenie naszego kraju, rozwiałoby jednak wszelkie wątpliwości co do "dobrowolności" szczepień gdyż nie ma wątpliwości, że testy PCR tracą na wiarygodności.


 


Francuscy chirurdzy jako pierwsi na świecie przeprowadzili przeszczepy obu rąk

Zespół lekarzy ze szpitala Edouard Herriot w Lyonie we Francji pod kierownictwem czołowego chirurga Arama Gazariana przeprowadził kilka dni temu wyjątkową operację. Medycy przeszczepili obie ręce i ramiona 48 - letniemu obywatelowi Islandii Felixowi Gretarssonowi.

Mężczyzna stracił kończyny górne w styczniu 1998 r. w wyniku wypadku przy pracy. Przepięcie o wartości 11 tysięcy woltów spaliło ręce elektryka, poczym Islandczyk spadł z linii energetycznej na ziemię. W efekcie Gretarrson doznał wielu złamań i urazów wewnętrznych, zapadł w śpiączkę na trzy miesiące, podczas której chirurdzy zdecydowali się amputować mu ręce.

 

Po tym doświadczeniu Islandczyk wpadł w depresję i zaczął brać narkotyki, ale cztery lata później „nadszedł dzień przebudzenia” i Gretarsson postanowił zmienić swoje życie. Od dawna marzył o przeszczepie, ale znalezienie odpowiedniego dawcy zajęło mu jeszcze wiele lat.

 

Długo oczekiwana operacja trwała ponad czternaście godzin. W celu skrócenia czasu przejścia od dawcy do biorcy zaangażowano w nią łącznie cztery zespoły chirurgiczne (łącznie około 50 osób). Według mediów, udział wzięli w niej lekarze, którzy wcześniej współpracowali z profesorem Jean - Michelem Dubernardem, który przeprowadził pierwszy na świecie udany przeszczep ręki w tym samym 1998 roku i to Dubernard po raz pierwszy spotkał Gretharrson na konferencji w Reykjaviku.

 

Gazariana tłumaczy, że nie oceniono jeszcze ruchomości przeszczepionych kończyn, ale jeśli Gretarsson będzie mógł ponownie aktywnie zgiąć kończyny w łokciach, zmieni to jego życie. Teraz pacjent czuje się świetnie i jest w trakcie rekonwalescencji.

 

„Nie mogę się doczekać, aby rozpocząć nowy styl życia” - powiedział. „Przed nami trzy lata rehabilitacji, ale jestem pełen nadziei i bardzo szczęśliwy”.