Grudzień 2020

Przeklęty rok 2020

Gdy rok temu składaliśmy sobie życzenia noworoczne każdy patrzył na nadchodzący 2020 rok z nadzieją na dobre zmiany w swoim życiu. Okazało się niestety, że rok 2019 był ostatnim w miarę normalnym rokiem, a to co nas spotkało w 2020 to już po prostu inna, dystopijna rzeczywistość, która nas pochłania każdego dnia.

W roku 2020 wydarzyły się rzeczy nieprawdopodobne. Najpierw rozkręciła się tak zwana epidemia w Wuhan. Cały świat zobaczył dziwny spektakl jaki odegrano w Chinach. Ludzie byli zszokowani rozwojem wypadków w Państwie Środka. Radykalne zamknięcia całych miast budziły zaskoczenie. Widząc w wiadomościach zamaskowanych przechodniów na ulicach chińskich miast wydawało nam się to surrealistyczne. Nikomu nie przyszło wtedy do głowy, że to nasza niedługa przyszłość.

 

Koronawirus wywrócił nasz świat gdy zaczęła się tak zwana epidemia we Włoszech. Prawdopodobnie wirusa do Europy dostarczyli chińscy pracownicy włoskich fabryk, którzy masowo wracali z obchodów chińskiego nowego roku. Spowodowało to powstanie pierwszego ogniska tego wirusa grypopodobnego SARS-CoV-2 na naszym kontynencie. Potem wirus rozprzestrzenił się we wszystkich krajach.

 

Media donosiły o wysokiej śmiertelności patogenu sięgającej do 3,7% epatowano zdjęciami trumien na lodowiskach i wojskowych ciężarówek wożących trupy. Ludzie naprawdę zaczęli się bać. Około marca pojawiła się już konkretna paranoja COVID-owa, która falami wzbiera do dnia dzisiejszego. Nadal dużo ludzi jest ciężko przestraszonych. Niektórzy dziadkowie i babcie nie widzieli swoich wnuków od wielu miesięcy. Zamiast tego siedzą w domach tracąc naturalną odporność - wystawiając się tym samym wirusom - niczym podani na tacy.

 

Wszyscy zostaliśmy zmuszeni do chodzenia w szmatkach na ustach. Mało kto używa ich prawidłowo, czyli nie dłużej niż 30 minut. Większość z nas truje się brudnymi maseczkami z grzybami i wirusami, które nie dość, że przez nie przechodzą to jeszcze na niej osiadają, co stwarza doskonałe warunki do zakażeń gdy tylko ubieramy lub ściągamy taki namordnik. 

 

Przez pierwsze miesiące tego koszmaru wszyscy zwracali uwagę na niższą śmiertelność Polaków niż w latach poprzednich. Powodowało to sceptycyzm społeczeństwa względem rzekomej śmiercionośnej epidemii. W sukurs władzy przyszły media, które rozkręciły paranoję społeczną do niewyobrażalnych rozmiarów. Korzystając z sezonu grypowego indukowano strach społeczeństwa epatując statystykami, które pozostają do dzisiaj kontrowersyjne. Doszło do tego, że 19 letni licealista stworzył bazę danych, która udowodniła, że SANEPID konfabuluje z danymi. Skończyło się to odcięciem wszystkich od danych z powiatowych stacji SANEPIDu i monopolizacją statystycznej narracji przez rząd.

Gdy już jesteśmy przy statystykach warto wspomnieć, że w przeklętym 2020 roku brakuje akurat tyle grypy ile przybyło COVIDa. Zatracono już jednak zdolność wnioskowania na podstawie takich danych i na nikim właściwie nie robi to wrażenia, że rok do roku mamy porównywalną liczbę przypadków zachorowań na skutek wirusów grypopodobnych. Jedyne co się zmieniło to podejście do jednego jedynego wirusa, który jak się okazało ma śmiertelność porównywalną z grypą sezonową.

 

Po wielu miesiącach dezorganizacji polskiej służby zdrowia, która została zorientowana na zwalczanie jednej tylko choroby, w listopadzie Polacy zaczęli masowo umierać. Do tej pory liczba zgonów nie odbiegała od średniej wieloletniej, ale to się skończyło. Okazało się też, że zaczęli umierać głównie ludzie, którzy nie mieli COVIDa, ale odcięto ich od opieki medycznej robiąc sobie żarty z pacjentów i oferując im telefoniczne porady. Na skutek reakcji na COVIDA zmarło znacznie więcej osób niż rzekomo z powodu COVIDa. Nie lepiej jest w szpitalach, gdzie obecnie testuje się pacjentów na COVID do skutku, a potem odsyła się do umieralni zwanej szpitalem COVIDowym, gfzie przestaje mu się leczyć to z czym trafił do szpitala i zaczyna się tylko leczyć COVIDa ewentualnie intubując pacjenta. Nikt nie wie ile ofiar COVIDa to tacy właśnie porzuceni, a może i podrzuceni pacjenci. Miarą tragizmu tego roku niech będzie fakt, że zmarło więcej Polaków niż kiedykolwiek po II wojnie światowej!

 

Po kilku miesiącach sanitarnej tresury i zamykaniu przypadkowych branż, stało się jasne, że skutkiem COVIDa będzie nie tylko całkowity paraliż służby zdrowia, ale też fala bankructw firm zamykanych przez rząd! Już pierwszy marcowy lockdown można było interpretować jako zapowiedź nowej nienormalności. Kto może pracuje zdalnie, niektórzy po dziś dzień i zapowiada się to jako stała już forma zatrudnienia. Oczywiście nie wszystkie branże moga tak funkcjonować, trudno sobie wyobrazić górników pracujących zdalnie, chyba, że kopali by bitcoiny. Niewątpliwie rynek pracy przeżył tsunami. Zaczęły się też pierwsze zwolnienia i to zapowiedź trudnych czasów, w które wysterowali nas rządzący.

 

Władza dała w tym roku wiele popisów. Udało im się przywrócić w Polsce ducha milicji, której trzeba się bać. Od początku kryzysu koronawirusowego, polskie władze działały nielegalnie ograniczając Polakom prawa na podstawie aktu niższego rzędu, a nie ustawy jak wymaga tego Konstytycja RP. Błąd ten poprawiono dopiero w listopadzie i nic sobie nikt z tego nie robił, że bezprawnie nakazano zamaskować się całemu społęczeństwu i bezprawnie ścigano za brak maski.

 

Nauczyliśmy się żyć w świecie składającym się z absurdów prawnych jak godziny dla seniorów, a władza kolejnymi obostrzeniami popadła w śmieszność, której kulminacyjnym punktem jest groteskowa niby-godzina policjna od 19:00 31 grudnia 2020 r. do 07:00 1 stycznia 2021 r. Sytuacja zrobiła się tak zagmatwana, że nikt już nie wie co właściwie wprowadzono w Sylwestra i sprowadza się to do tego, że rząd wystosował "apel".

To chyba jakaś nowa norma prawna, bo ma skutkowac uznaniowością policjantów, którzy będą stwierdzać, czy należy się mandat za nieprzestrzeganie godziny policyjnej, której nie ma i która jest apelem, ale jest możliwośś otrzymania mandatu a anwet kary administracyjnej od SANEPIDu, co zapowiadał pan minister Niedzielski. Był on jednak łaskaw nie zauważyć, że w swej beznadziejności partia rządząca, nowelizując ustawę epidemiczną z 2008 roku, skasuje przez przypadek paragraf z karami administracyjnymi za nie przestrzeganie obostrzeń. Minister albo o tym nie wie, albo gra vabanque blefując.

Rok 2020 to już jawna likwidacja przedsiębiorczości innej niż korporacyjna. Od marca zamknieto niemal wszystko. Pojawiły się też słynne "tarcze" dla przedsiębiorczości. Była to jednak zasłona dymna. Przedsiębiorczość jest niewskazana, a przedsiębiorcy to dla władzy kombinatorzy i oszuści. Po pierwszym "lokdaunie" firmy jeszcze jakoś funkcjonowały. Horror gospodarczy dopiero się jednak rozpoczynał. 

W drugiej fazie "lokdauny" zostały nakierowane na konkretne branże. Do bankructwa przeznaczono hotelarstwo, branżę turystyczną, polską gastronomię, salony fittnes, siłownie, a niedawno stoki narciarskie. Metodycznie, rozszerzając restrykcje wymazuje się polską własność. Bankrutujący hotelarze to dobry czas na zakupy dla zagranicznych korporacji, które staną się silniejsze w tej branży. Nadchodzi Wielki Reset i to już w 2021! Nie będzie już miejsca dla przedsiębiorczości Polaków. Nowe społeczeństwo będzie pracowało dla rządu, korporacji albo będzie pozostawać na głodowym dochodzie podstawowym.

 

Rok 2020 to depopulacja rozwijająca się jak film Hitchcocka. Zaczęliśmy od trzęsienia ziemi jakim był pierwszy lockdown a potem napięcie rosło, aż doszliśmy do momentu gdy ci, których nie załatwił koronawirus, ani paraliż służby zdrowia, zostaną poproszeni o wstrzyknięcie sobie substancji zwanej szczepionką przeciw COVID. WIelki szczepionkowy cyrk już ruszył i kolejne kraje szykują sankcje dla tych, którzy nie chcą się zaszczepić. 

Szczepionka powstała w kilka miesięcy i obecnie trwa gorączkowa akcja propagandowa, mająca na celu namówienie wszystkich do wstrzyknięcia sobie tego eksperymentalnego preparatu, za którego skutki uboczne nikt - z jego producentem na czele - nie chce ponosić żadnej odpowiedzialności! Zapowiedźiano już segregację ludzi na zaszczepionych i niezaszczepionych. W tej chwili gra idzie o to, żeby jak najwięcej ludzi uwierzyło, że bez szczepienia nie będzie się dało normalnie funkcjonować.

W czasie gdy rozkręcono szczepionkową propagandę okazało się, że w WIelkiej Brytanii notuje się jakąś zmutowaną wersję SARS-CoV-2. Na szczęście okazało się, że to naprawdę rewelacyjna szczepionka. Nie dość, że działa na mutacje, które były, które są i które będą, to jeszcze można podać ją i jako koncentrat - do czego doszło w NIemczech - oraz rozcieńczyć ją bardziej niż zaleca producent i nadal będzie skuteczna i bezpieczna!

 

Cały czas nie wiadomo jednak jaki jest sens szczepienia się skoro nawet główny naukowiec WHO, dr Soumya Swaminathan stwierdziła, że zaszczepiony może dalej zarażać. Pojawiają się też kolejne informacje, że zaszczepieni w USA ludzie, zakażają się koronawirusem, co świadczy o tym, że ekspertka WHO ma rację. O co zatem chodzi z tą stręczoną tak nachalnie szczepionką?

Rynair wypuścił nawet serię reklam szczepionki przedstawiając ja jako jedyne panaceum na powrót do normalności. To pewne, że w przyszłym roku nacisk na nas na zaszczepienie się będzie cały czas rósł. Negatywne odczyny poszczepienne tak jak i teraz będą ukrywane, a zgony klasyfikowane jako niezwiązane ze szczepieniem. Ten walec już się raczej nie zatrzyma. 

 

Mimo to pozostaje wierzyć, że jakoś los się odmieni i nie zostaniemy przemieleni przez Nową Normalność i za rok w grudniu o tej samej porze, powiemy, że widać jakąś iskierkę nadzieji czego wszystkim nam życzę.

 

 


Chiny planują rozpocząć reglamentacje dostaw elektryczności

Tej zimy, duże tereny Chin starają się zmniejszyć użycie prądu. Ożywienie gospodarcze kraju po pandemii koronawirusa oraz bardzo niskie temperatury spowodowały duży wzrost zapotrzebowania na moc.

Władze w co najmniej trzech prowincjach, gdzie mieszka łącznie ponad 150 milionów ludzi, wydały rozkazy. Ograniczają one zużycie energii oraz ostrzegają przed potencjalnymi niedoborami węgla. W niektórych miastach wyłączono latarnie miejskie, a fabryki mogą być otwarte krócej, firmy dostały odgórny rozkaz wyłączenia ogrzewania, chyba, że temperatury będą bliskie zeru.

 

Zapotrzebowanie na węgiel jest tak wysokie, że ciężarówki tłoczą się przy bramach kopalni i walczą o jakikolwiek dostęp do surowca. Te wydarzenia sprawiły, że wielu mieszkańców ogarnął niepokój. Martwią się, że mogą zostać bez ogrzewania lub pieniędzy. Pomimo zapewnień chińskich władz o tym, że sytuacja jest pod kontrolą, a energii cieplnej i elektrycznej wystarczy dla wszystkich, jednak wiele wyliczeń wskazuje na potencjalne, długoterminowe problemy w chińskim przemyśle energetycznym.

 

Wybrzeże Chin korzystaja z importowanego węgla. Głównym dostawcą była Australia. Jednak stosunki pomiędzy tymi krajami uległy pogorszeniu jesienią. Australia domagała się wszczęcia śledztwa w sprawie początków koronawirusa. Chiny nie zgadzając się, nałożyły embargo na węgiel importowany z Australii.

Wprowadzone restrykcje sprawiły, że całe miasta spowił mrok. Nie działały żadne latarnie, billboardy, czy inne oświetlenie. Spowodowało to problemy z dotarciem pracowników do domów.
 

 

 


Ziemia kręci się coraz szybciej. Co to oznacza?

Wiele osób nie może doczekać się końca bieżącego roku. Wydaje się, że nasza planeta podziela ten pogląd i ostatnio kręci się szybciej.

Pełny obrót naszej planety trwa dobę, 24 godziny, inaczej jeden dzień słoneczny. Jednakże prędkość ta jest nieregularna i długość dnia może różnić się o milisekundy. Dzieje się tak na skutek złożoności ruchu płynnego jądra Ziemi, oceanów i atmosfery.

W 2020 nastąpił rekordowo krótki dzień. 19 Lipca Ziemia zakończyła swój obrót 1.4602 milisekundy szybciej, niż trwa doba, czyli 86 400 sekund. Pobiła tym samym rekord z 2005 roku, gdzie obrót był szybszy o 1,0516 milisekundy. Gdy Ziemia będzie zbyt niezsynchronizowana z bardzo dokładnymi zegarami atomowymi, konieczne będzie wyrównanie ich wartości poprzez dodanie lub odjęcie sekundy na zegarach. Od 1972 roku zrobiono tak 27 razy, za każdym razem dodając sekundę do zegarów, aby Ziemia mogła za nimi ’nadążyć.

Naukowcy dowiedli, że obniżona prędkość obrotu naszej planety wpływa na wzrost występowania trzęsień ziemi oraz erupcji wulkanów. Zaobserwowano, że co około 25-30 lat, prędkość obrotowa Ziemi zaczyna spadać, a spadek ten, dzieje się zaraz przed wzrostem trzęsień ziemi. Ostatni spadek trwa 5 lat, a w 2020 roku zaobserwowano wzrost tego typu kataklizmów.

Jeśli więc prędkość obrotowa Ziemi wzrasta, powinna spaść ilość wielkich trzęsień ziemi. To na pewno dobra wiadomość dla osób mieszkających w rejonach aktywnych sejsmicznie.
 


Zanotowano istotny wzrost ilość katastrof naturalnych na świecie

ONZ twierdzi, że przez ostatnie 20 lat, odnotowano dwa razy więcej katastrof naturalnych, niż miało to miejsce jeszcze 20 lat przed badanym teraz okresem. To wszystko za sprawą głównie zmian klimatycznych.

Organizacja ostrzega, że jeśli świat nie upora się z kryzysem klimatycznym, będzie jeszcze gorzej. W latach 2000-2019 odnotowano blisko 7,5 tysiąca katastrof naturalnych, czyli niemal dwukrotnie więcej niż w latach 1980-1999. Kosztowało to ponad 2.5 tryliona euro i pochłonęło 1.23 miliona żyć ludzkich. Liczby te mogą być jednak większe, ponieważ kraje takie jak Afryka, lub niektóre kraje azjatyckie, nie zapewniają danych.

W swoim raporcie ONZ, nie skupia się na zagrożeniach epidemiologicznych, takich jak koronawirus, to pokazuje, iż wzrost kataklizmów jest spowodowany głównie zmianami klimatycznymi.

Podczas gdy liczba ofiar nie wzrosła znacznie (z 1.19 miliona w latach 1980=1999, do 1.23 w ostatnim dwudziestoleciu)  dość mocno wzrosła liczba ofiar dotkniętych katastrofami, z 3.25 do 4 miliardów. Najbardziej dotkniętym kataklizmami obszarem jest Azja, aż 8 tamtejszych krajów znajduje się na liście dziesięciu miejsc najbardziej dotkniętych przez katastrofy.

 

 


Półtora miliarda masek trafiło do oceanów świata

Pandemia koronawirusa może mieć poważne konsekwencje dla środowiska. Szacuje się, że ponad 1,5 z 52 miliardów masek medycznych wyprodukowanych w tym roku mogło dostać się do oceanów. Do takiego wniosku doszła grupa Ocean Protection, której raport opublikowano na stronie internetowej organizacji.

Według szacunków ekoaktywistów użycie masek doprowadzi to do dodatkowego zanieczyszczenia oceanów świata o 4680 - 6240 ton plastiku. Maski są przeważnie wykonane z polipropylenu, cienkiego plastikowego włókna, którego rozkład trwa 450 lat. Organizacja zauważa, że ​​z czasem maski rozpadają się na mikroskopijne cząsteczki plastiku, co może stanowić poważne zagrożenie dla ekosystemów oceanów.

 

Zanieczyszczenie oceanu plastikiem zabija każdego roku około 100 tys. morskich ssaków i żółwi, ponad milion ptaków morskich i jeszcze więcej ryb, bezkręgowców i innych zwierząt.Zanieczyszczenie wpływa również negatywnie na przemysł rybny i turystyczny, kosztując globalną gospodarkę około 13 miliardów dolarów rocznie.

 

Jako jeden ze środków walki z zanieczyszczeniem oceanów, organizacja poradziła rządom, aby zachęcały do ​​używania masek wielokrotnego użytku i pomogły opracować zrównoważone alternatywy dla jednorazowych masek.

 

Już wcześniej chińscy i amerykańscy naukowcy w swoich badaniach obalili mit „cudu ekologicznego”, który rzekomo miał miejsce podczas pandemii i był związany z poprawą stanu środowiska. Zdaniem ekspertów w okresie przymusowej samoizolacji wcale nie zmniejszyła się ilość szkodliwych substancji w powietrzu.

 

 


Zidentyfikowano główną różnicę między mutacją SARS-CoV-2 a innymi wirusami

Dzięki najnowszemu odkryciu naukowcy mają nadzieję przewidzieć, jak ewolucja koronawirusa będzie przebiegać w przyszłości. Badania i powiązane wyniki są publikowane w elektronicznej bibliotece naukowej bioRxiv.

 

Obecnie wiadomo, że nowy typ koronawirusa kumuluje mutacje w prawie takim samym tempie, jak wirus grypy, ale jak one wyglądają i wpływają na genom wirusa, pozostaje nieznane. Wszystkie teorie rodzą pytania i prowadzą do gorącej debaty.

 

W najnowszym badaniu biolodzy pod kierunkiem profesora Dominika Kwiatkowskiego z Senger Institute przyjrzeli się uważnie, jak mutacje gromadzą się w genomie koronawirusa. Naukowcom udało się rozszyfrować strukturę RNA kilku tysięcy cząstek SARS-CoV-2 i porównać je ze sobą.

 

Naukowcy zaobserwowali, jak zmienia się nowy typ koronawirusa podczas przenoszenia się z człowieka na człowieka, a także dowiedzieli się, czy zmienia się on w trakcie rozwoju infekcji w organizmie jednej osoby.

 

Analiza wykazała, że wirus mutuje w przybliżeniu w takim samym tempie, zarówno podczas przenoszenia „zewnętrznego”, jak i w organizmie człowieka. Naukowcy odkryli również, że mutacje w genomie SARS-CoV-2 w większości nie występują z powodu przypadkowych błędów podczas kopiowania.

 

Jest to typowe dla większości znanych wirusów. W przypadku nowego typu koronawirusa kumulacja mutacji następuje w wyniku uszkodzenia lub niewłaściwej edycji gotowej już kopii RNA wirusa.

 


Chiny afiszują się ze swoimi żołnierzami przygotowującymi się do wojny po tym, jak prezydent Xi nakazał im być gotowym „w każdej chwili”

Pociski rakietowe, okręty wojenne i ciężka artyleria pokazują potencjał militarny Chin. Prezentujemy materiał filmowy, przedstawiający żołnierzy, którzy przygotowują się do wojny po tym, jak prezydent Xi Jinping wezwał do „pełnej gotowości bojowej”.

 

Chiny opublikowały agresywny film, który nie pozostawia wątpliwości co do gotowości kraju do wojny. Wojsko w wielkiej masie maszeruje krok po kroku, a za nimi widać na filmie rzędy czołgów, okrętów wojennych i wyrzutni rakiet detonujących materiały wybuchowe.

 

Demonstracja potęgi militarnej pokazuje również jednostki powietrznodesantowe skaczące z helikopterów i prezentuje zastraszanie prowadzone przez uzbrojony personel podczas ćwiczeń.

 

W sześćdziesięciosekundowym filmie opublikowanym w Weibo można zobaczyć pojazdy z amunicją wspinające się po zboczach górskich, dostarczające broń do krajowych baz wojskowych.

 


Najstarsze ludzkie narzędzie do szlifowania znalezione w Izraelu ma ponad ćwierć milina lat!

Archeolodzy z Izraela donoszą, że odkryli „najstarsze narzędzie do szlifowania”, które ma około 350 tysięcy lat. Naukowcy przez długi czas nie zwracali uwagi na ten kamień ze względu na jego „zbyt prosty” wygląd. Okazało się jednak, że był to błąd, bo mieli przed sobą niezwykłe narzędzie.

 

Czasami nawet archeologom trudno jest zrozumieć, co maja przed ich oczami - kamień czy przedmiot posiadający wartość historyczna. Znaleziona w jaskini Tabun w północnym Izraelu skała jest kamieniem, który był używany jeszcze przed oficjalnym pojawieniem się gatunku Homo Sapiens. Naukowcy od dawna wiedzą, że jaskinia ta była zamieszkana w okresie dolnego i środkowego paleolitu (500 000 - 40 000 lat temu), ale dopiero teraz zwrócili na nią uwagę.

 

Znaleziony kamień był używany przez starożytnych ludzi do mielenia miękkich materiałów, ale nadal nie wiadomo jakich. Najprawdopodobniej były to skóry zwierzęce, ale czy były potrzebne do dalszej produkcji odzieży, czy czegoś innego, to pytanie pozostaje tajemnicą. Wcześniej uważano, że takie narzędzia pojawiły się znacznie później, bo około 200 000 lat temu.

 

Archeolodzy zauważają, że istnieją również wcześniejsze narzędzia kamienne. Na przykład w tym czasie odkryto kamienie, które były używane ponad 3 miliony lat temu, ale były używane do uderzeń, to znaczy do ruchów pionowych. Ślady na nowym narzędziu wskazują na poziome, bardziej złożone ruchy.  

 

Okazuje się, że tak ważna technologia weszła do arsenału hominidów bardzo wcześnie. Kamień ma wielkie znaczenie, ponieważ pozwala odkryć pochodzenie szlifowania i jak zdolności poznawcze i motoryczne, rozwinięte podczas ewolucji człowieka, któe doprowadziły ostatecznie do ważnych zjawisk we współczesnej kulturze ludzkiej, związanych przede wszystkim z obróbką materiałów ściernych. Wpłynęło to również na rozwój nowych sposobów produkcji żywności. 

 

 

 


Są pierwsze ofiary śmiertelne kojarzone ze szczepionkami przeciw COVID-19

Na całym świecie trwa bezprecedensowa akcja polegająca na masowym wstrzykiwaniu ludziom preparatu genetycznego - mRNA - który ma spowodować uodpornienie na białko typu spike, stosowane przez koronawirusa SARS-CoV-2 w celu wniknięcia do organizmu. Doszło już też do kilku przypadków zgonów po podaniu szczepionki.

 

W kilku krajach świata doszło do dziwnej korelacji między podaniem szczepionki i zgonem pacjenta. Korporacja Pfizer przyznała niedawno,  że podczas testów dwóch uczestników badań nad szczepionką zmarło po zaszczepieniu. Sugerowano od początku, że przyczyną była obniżona odporność immunologiczna ich organizmów.

 

Nie wiadomo było jednak jak bardzo powszechne będa tego typu "powikłania". W ostatnich dniach mamy przynajmniej kilka takich przypadków. Nie wiadomo czy to na pewno szczepionka jest winna, ale istnieją takie przesłanki, bo cechą wspólną tych zgonów jest to, że podanie jej poprzedzało śmierć.

 

Izraelskie ministerstwo zdrowia poinformowało o 75-letnim mężczyźnie, który  zmarł w niecałe dwie godziny po szczepieniu. Jak można się domyśleć jako przyczynę zgonu wpisano zawał serca. Denat został zaszczepiony 28 grudnia. Po szczepieniu czuł się dobrze i został wypuszczony do domu gdzie nagle zmarł. Izraelskie ministerstwo zdrowia podkreśla, że nie istnieją żadne dowody, że to szczepionka przyczyniła się do jego śmierci.

 

Podobny przypadek wystąpił w Szwajcarii. Jeden z pierwszych zaszczepionych tam staruszków, wykorzystywanych w kampanii marketingowej szczepionek, nagle zmarł kilka godzin po podaniu mu preparatu. Już wtedy pojawiły się pytania o możliwą korelację tego zdarzenia ze szczepieniem, ale tego typu oskarżenia są odrzucane, albo zbywane milczeniem.

 

Taka sama historia miała miejsce w Szwecji. Tam zmarł nagle 85-latek, któremu wstrzyknięto szczepionkę przeciw COVID-19. Media głównego nurtu gorliwie podkreślają, że mężczyzna ten cierpiał na liczne choroby, a zmarł dzień po przyjęciu szczepionki.

 



 

 


Na początku stycznia 2021 roku Ziemia znajdzie się najbliżej od Słońca

Na początku przyszłego roku Ziemia znajdzie się w peryhelium - czyli w punkcie orbity, który znajduje się najbliżej Słońca.

 

Nadchodzące zbliżenie Ziemi i Słońca w 2021 roku przypada akurat na okres Nowego Roku. Nasza planeta minie punkt peryhelium dokładnie 2 stycznia. W drugim dniu nowego roku Ziemia znajdzie się najbliżej Słońca, ale nie ma w tym żadnej anomalii . Po prostu na początku roku nastąpi moment przejścia peryhelium, czyli punktu orbity Ziemi, w którym nasza planeta corocznie przechodzi w minimalnej odległości od Słońca.

 

Dokładnie 2 stycznia 2021 roku odległość między Słońcem a naszą planetą będzie minimalna w ciągu całego roku i wyniesie 147 093 168 km, co odpowiada 0,9832571 AU). Pozorna średnica Słońca będzie największa w 2021 roku w wyniku czego tarcza słoneczna będzie wyglądała na 3% większą niż na początku lipca, kiedy odległość do naszej gwiazdy będzie maksymalna.

 

Aphelium, czyli punkt kiedy Ziemia znajduje się najdalej od Słońca w ciągu roku, tradycyjnie następuje każdego lata. W 2021 roku stanie się to na początku lipca. Wtedy nasza planeta znajdzie się w odległości ponad 152 mln km od Słońca. Przez cały rok rozmiar tarczy słonecznej zmienia się płynnie, tak więc różnica w rozmiarach ciała niebieskiego w punktach peryhelium i aphelium jest niewidoczna gołym okiem.

 

Przypomnijmy, że w 2020 roku nasza planeta minęła peryhelium w niedzielę 5 stycznia a w aphelium Ziemia znalazła się 6 lipca. Zmiana odległości do Słońca podczas ruchu orbitalnego nie ma zauważalnego wpływu na klimat naszej planety, znacznie silniej wpływa na nią rozmieszczenie kontynentów. Klimat półkuli północnej jest bardziej kontynentalny, ponieważ samych kontynentów jest więcej. Nie zależy to od odległości Ziemi od Słońca i zmiany pór roku - ma na to wpływ nachylenie osi Ziemi do płaszczyzny orbity.

 

 


Powszechne leki przeciwcukrzycowe mogą powodować komplikacje związane z COVID

Wcześniejsze badania wykazały, że cukrzyca jest czynnikiem ryzyka zwiększonej zachorowalności i śmiertelności w przypadku COVID-19. U tych pacjentów może rozwinąć się cukrzycowa kwasica ketonowa, gdy komórki nie otrzymują wystarczającej ilości glukozy do wykonywania swoich funkcji. Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych zasugerowali, że leki obniżające poziom cukru we krwi mogą zwiększać prawdopodobieństwo poważnych powikłań związanych z zakażeniem koronawirusem.

 

Pacjenci z cukrzycą mogą rozwinąć niebezpieczne powikłanie, tj. cukrzycową kwasicę ketonową (DKA), w której komórki organizmu nie mogą wchłonąć wystarczającej ilości glukozy i kompensują to poprzez metabolizowanie tłuszczu poprzez gromadzenie ketonów. Podgatunek DKA (euDKA) ma niższy poziom cukru we krwi, który jest trudniejszy do zdiagnozowania.

 

FDA ostrzega, że ryzyko CKK i euDKA wzrasta u osób przyjmujących popularną klasę leków przeciwcukrzycowych, tj. glyflozynę lub inhibitor SGLT2, które wypłukują nadmiar glukozy z moczem.

 

Klinika Harvard Medical School zbadała pięć nietypowych przypadków euDKA, które wystąpiły w ciągu dwóch miesięcy w Bostonie wiosną 2020 roku. Wskazują one na znaczny wzrost liczby przypadków euDKA w porównaniu z rokiem 2019 i 2018, kiedy to łączna liczba takich powikłań sięgnęła mniej niż dziesięć. Wszystkie pięć przypadków zaobserwowano u pacjentów z COVID-19, którzy przyjmowali glyflozin. Trzech z nich trafiło na intensywną terapię, jeden zmarł.

„Nasz raport udowadnia, że jeśli pacjenci źle się poczują, stracą apetyt lub powstrzymają się od jedzenia, powinni zaprzestać przyjmowania leków i nie wracać do nich, dopóki nie wyzdrowieją lub nie zjedzą dobrze” - radzą naukowcy.

Autorzy badania podejrzewają również, że COVID-19 może nasilać ryzyko euDKA. Kiedy wirus zakaża pacjenta, wiąże się z komórkami trzustki produkującymi insulinę i może mieć na nie toksyczny wpływ. Analiza SARS-CoV-1 wykazała, że wielu zakażonych ma wysoki poziom cukru. Co więcej, zapalenie wywołane przez COVID-19, który produkuje dużo cytokin, może zwiększać ryzyko DKA.

 


W powietrzu nad Oceanem Atlantyckim znajduje się mikroplastik

W powietrzu nad Oceanem Atlantyckim znajdują się cząsteczki plastiku o wielkości co najmniej pięciu mikrometrów. Docierają tam z wiatrem, który podnosi cząsteczki z powierzchni wody i jak wynika z badań opublikowanych w czasopiśmie Communications Earth and Environment, może być przenoszony na odległości do 1000 kilometrów.

Mikroplastiki są potencjalnie niebezpieczne dla środowiska, ponieważ mogą przenosić patogeny i trwałe zanieczyszczenia. Naukowcy zwracają szczególną uwagę na mikrocząstki unoszące się w oceanach świata: według najnowszych szacunków na powierzchni oceanów na świecie unosi się około 5,25 biliona plastikowych fragmentów. Toksyczność i szkody, jakie mikroplastiki mogą wyrządzić ekosystemowi morskiemu, nie zostały jeszcze dokładnie ocenione, ale cząsteczki plastiku zostały już znalezione w układzie pokarmowym bezkręgowców morskich i są znane jako niszczące dla skrzeli ryb. 

 

Trzeba przyznać, że mikroplastik unoszący się w oceanie zebrał całą atencje, a zdecydowanie mniej uwagi poświęca się cząstkom zawartym w atmosferze nad oceanem. W latach 2016-2018 naukowcy pobrali próbki powietrza w dziewięciu punktach nad północnym Atlantykiem. Próbki pobierano za pomocą lejka zainstalowanego na statku 15 metrów nad wodą. Powietrze dostało się do lejka, a stamtąd, za pomocą pompy próżniowej, przez rurę było doprowadzane do filtrów z membranami poliwęglanowymi. Było 43 takich filtrów z próbkami powietrza.

 

Membrany zostały następnie przeanalizowane za pomocą spektroskopii, w której wiązka laserowa jest kierowana na cząstkę, a widmo rozpraszania tej wiązki można wykorzystać do określenia, z jakiego materiału jest wykonana cząstka. Aby mieć pewność, że wykryją cząsteczki atmosfery, naukowcy wyłączyli z analizy sygnały poliwęglanu, ponieważ z niego były wykonane filtry, a także materiałów, z których zostały wykonane niektóre części statku.

 

Następnie otrzymane widma porównano z widmami znanymi już z biblioteki widm polimerów. W rezultacie w dziewięciu próbkach - czyli około 20 procent z nich - znaleziono cząsteczki mikroplastiku o wielkości co najmniej pięciu mikrometrów. Materiały, z których się składały, okazały się typowe dla znalezisk w środowisku morskim, czyli były to polidimetylosiloksany, polistyreny, polietyleny i polipropyleny. Naukowcy odkryli również rutyl (tlenek tytanu), popularny barwnik.

 

Aby dowiedzieć się, skąd pochodzą te cząsteczki, pobrano próbki wody z tych samych miejsc, w których zbierano aerozol atmosferyczny i znaleziono tam te same rodzaje plastiku, co w powietrzu. Biorąc pod uwagę kierunek i czas trwania wiatru wiejącego w punktach zbiorczych oraz fakt, że gęstość cząstek jest mniejsza niż wody, naukowcy doszli do wniosku, że mikroplastik unosi się na powierzchni oceanu, skąd jest odbierany przez prądy powietrza i przenoszony do atmosfery, gdzie pozostaje kilka dni. 

 

Przy typowej prędkości wiatru wynoszącej osiem metrów na sekundę w tych miejscach takie cząstki mogą być transportowane nawet do 1000 kilometrów. Wyniki naukowców wskazują, że powierzchnia oceanu może być globalnym źródłem mikroplastiku w atmosferze i dociera tam z wiatrem, rozpraszającym morską wodę.

 

 


W Europie nadciąga apartheid szczepionkowy. Niezaszczepieni będą podludźmi

W Europie nadciąga nieuchronny apartheid szczepionkowy. Społeczeństwo będzie podzielone na tych bezrefleksyjnych, którzy pozwolą sobie wstrzyknąć preparat za który nie chca wziąć odpowiedzialności jego producenci i na tych, którzy sa sceptyczni co do pomysłu zaszczepienia się. To wlaśnie na tych drugich szykuje się bat w postaci uczynienia ich podludźmi, którzy mają ograniczone prawa obywatelskie.

Władze Hiszpanii oświadczyły, że planują utworzenie rejestru osób niezaszczepionych. Ma to być coś w rodzaju czarnej listy krnąbrnych obywateli. Co więcej ogłoszono już, że ten rejestr będzie również dostępny zgranicą, bo Hiszpanie mają zamiar dzielić się informacjami na ten temat z innymi krajami. Podobnie planują postąpić Włochy. Zapewne wkrótce do nich dokooptują kolejne kraje, w tym Polska.

 

Minister Michał Dworczyk w ostatnich dniach nie raz dawał do zrozumienia, że w Polsce powstanie nowa kasta obywateli - zaszczepionych przeciw COVID - którzy zyskają specjalny status. Wygląda na to, że nasi rządzący realizują zlecony im plan nic sobie nie robiąc z takich detali jak Konstytucja RP i zamierzają jawnie łamać jej art. 32 stanowiący o równości wobec prawa wszystkich obywateli.

Dz.U.1997.78.483 - Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.

Art. 32. Zasada równości obywatela wobec prawa

1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

W obecnej sytuacji prawem nikt się już nie przejmuje. Już teraz wiadomo, że ludzie, którzy się nie zaszczepią nie będą w stanie wejśc na pokład samolotu, nie zostaną wpuszczeni na żadne koncerty i inne imprezy masowe. W 2021 roku gawiedzi zostanie zaprezentowany nowy dokument tożsamości - paszport szczepień - z pewnością konstruktorzy tego wirusowego szaleństwa zadbają o to, aby ludzie, którzy nie posiadają świadectwa "aryjskości" tzn. szczepienia. Dopiero jeśli w sytemie będzie wpis o szczepieniu obywatel otrzyma kod QR określający jego status społeczny.

 

Niedawno kilka europejskich i amerykańskich linii lotniczych przedstawiło w Genewie projekt cyfrowego paszportu COVID. Jest to aplikacja na smartfony, w której możesz przesłać informacje o wynikach testów na koronawirusa, przeciwciałach i szczepieniach. W przyszłości wszyscy pasażerowie powinni korzystać z tego programu.

 

Taki paszport elektroniczny już teraz wprowadziły Węgry. Można go pobrać na telefon i składa się z dwóch aplikacji. Pierwsza to sam dokument, a druga to wyniki badań COVID z ostatnich dwóch tygodni oraz informacje o szczepieniach. System jest już teraz testowany. Eksperci uważają, że  niedługo bez takiego certyfikatu nie będzie już można iść do opery czy do fryzjera.

 

We Francji, gdzie liczba osób chcących się zaszczepić jest niższa niż w pozostałej części Europy, pomysł podziału społeczeństwa również został sformalizowany. Zaszczepione osoby będą mogły latać samolotami, znaleźć pracę, posłać dzieci do szkoły i uczęszczać na uniwersytet. Oznacza to też, że wprowadzone ograniczenia sanitarne nie będą miały zastosowania tylko dla osób, które się zaszczepią.

 

Sam dokument potwierdzający szczepienie z pewnością wkrótce wyewoluuje i tylko zaczynamy od aplikacji. Jesteśmy na kursie i ścieżce w kierunku chipa, który zostanie nam implantowany i zastąpi docelowo QR. Witamy w orwellowskim 2021 roku!

 

 


Prezydent Estonii twierdzi, że „epidemia popycha nas w kierunku nowej koncepcji państwa - dostawcy usług”

Potrzebowaliśmy pandemii, aby zrozumieć, że model produkcji, który odziedziczyliśmy po XX wieku, w którym ludzie pracowali w dużych przedsiębiorstwach, szlifowali swoje umiejętności i dzielili się doświadczeniami z kolegami, już nie działa. Rok 2020 pokazał, że ludzie są w stanie uczyć się, pracować i organizować swoje codzienne życie, niezależnie od miejsca zamieszkania. Wirtualny świat sprawił, że granice stały się zbędne i rzuciły wyzwanie samej idei państw narodowych. Taki pogląd wyraziła estonska prezydent.

 

Do tej pory państwa opierały się na idei stałego pobytu i zatrudnienia obywateli - pisze Kersti Kaljulaid w swojej kolumnie na łamach magazynu Wired. Zarówno one, jak i ich pracodawcy płacili podatki, które były redystrybuowane na potrzeby społeczeństwa, tj. szkoły, placówki medyczne i tym podobne. Okazuje się, że dzięki pracy zdalnej i edukacji nie trzeba wychodzić ze swoich domów. Można pracować równie skutecznie, przebywając w innym kraju lub nawet na innym kontynencie. To nowe wyzwania dla państw i jednocześnie zagrożeniem dla tradycyjnego modelu podatkowego i redystrybucji budżetu.

 

Jednocześnie, pomimo zwiększania się dystansu między pracownikiem a pracodawcą, ci pierwsi nadal potrzebują stabilnej i opiekuńczej „ojczyzny”, która zapewni im świadczenia administracyjne. Oznacza to, że państwa muszą odejść od koncepcji sztywnych granic geograficznych i stać się dostawcami usług dostępnych dla wszystkich obywateli, gdziekolwiek się znajdują.

 

Jak dotąd rządy nie mogą tego zapewnić. Próbują dopasować koncepcję społeczeństwa cyfrowego do modelu przemysłowego. Jednak rok 2021 będzie dla wielu punktem zwrotnym. Obywatele porzucą niewłaściwych dostawców i zaczną szukać lepszych rozwiązań. Edukacja, gwarancje socjalne i wiele innych usług jest już dostępnych na światowym rynku. Jednocześnie wielu porzuci system podatkowy swojego kraju.

„To nowy świat, na który nie jesteśmy gotowi” - pisze Kaljulaid. „Na przykład w ONZ spędziliśmy lata pracując nad ogólnym porozumieniem dotyczącym opodatkowania firm, które istnieją bardziej online niż w fizycznej lokalizacji. Facebook czy Google, względnie stabilne organizacje, to nie wszystko - muszą płacić podatki. Musimy znaleźć sposób na pobieranie podatków i służenie tym niezależnym obywatelom, którzy mieszkają, pracują i zarabiają podróżując po całym świecie i którzy nie odczuwają potrzeby stałej pracy lub adresu zamieszkania. Są gotowi płacić podatki każdemu krajowi na świecie, jeśli tylko widzą w tym sens”.

Nie chodzi o znalezienie rozwiązania technicznego. Rządy muszą się dostosować i przełożyć lekcję wyniesioną z 2020 roku na ideę nowego państwa w 2021 roku.

 

Władze estońskie od dawna obierają kurs, aby stać się niewidzialnymi. Usługi publiczne i plastikowy dowód osobisty wymagają osobistej obecności obywateli tylko w trzech przypadkach, tj. małżeństwa, rozwodu i przeniesienia własności. Niemal wszystko zostało zdigitalizowane, od danych medycznych obywateli po transakcje bankowe. W Estonii możesz zarejestrować nową firmę w mniej niż pół godziny.

 


Mleko matki z COVID-19 może wyleczyć tę chorobę

Według najnowszego badania, mleko matki od kobiet, które wyleczyły się z COVID-19, zawiera przeciwciała przeciwko nowemu koronawirusowi i może być z powodzeniem wykorzystywane do leczenia.

 

W walce z pandemią konieczne jest szybkie zidentyfikowanie czynników wpływających na odporność specyficznymi przeciwciałami przeciwko SARS-CoV-2, dotyczy to również mleka matki, które może pomóc wrażliwym noworodkom.

 

Profesor psychologii zdrowia Jennifer Hahn-Holbrook i świeżo upieczona studentka Jessica Marino przeprowadziły badanie sugerujące, że mleko matek, które wyzdrowiały z COVID-19, zawiera silne przeciwciała przeciwko wirusowi.

 

Naukowcy stwierdzili, że w walce z globalną pandemią istnieje pilna potrzeba zidentyfikowania czynników, takich jak przeciwciała swoiste dla SARS-CoV-2 w mleku, które mogą pomóc w nadaniu odporności, szczególnie wrażliwym noworodkom.

 

Ponieważ mleko matki zawiera wysoki poziom tych przeciwciał wydzielniczych, karmienie piersią przez matki, które wyzdrowiały z COVID-19, może przekazać odporność dzieciom, a istnieje szansa, że oczyszczone przeciwciała mleka mogą być terapią dla dorosłych cierpiących na COVID-19.

 

Badania Hahn-Holbrook koncentrują się na karmieniu piersią, a Marino, która ukończyła UC Merced z dyplomem z psychologii w 2016 roku, był motorem tego projektu. Jako absolwentka studiów doktoranckich z psychologii zdrowia program Marino koncentruje się na rozwoju i przejawianiu matczynych zachowań. Planuje ona zbadać, w jaki sposób hormony wpływają na zachowanie matki i wpływ międzypokoleniowy, jaki relacje matka - dziecko mogą mieć na zdrowie. Jej ostatecznym celem jest znalezienie ochronnych czynników matczynych, które mogą złagodzić zagrożenia dla zdrowia u wrażliwych dzieci.

 

Kiedy matki chorują, mleko matki czasami zawiera przeciwciała, które pomagają niemowlętom zwalczyć tę konkretną chorobę. Przeciwciała pomagają układowi odpornościowemu rozpoznawać i niszczyć patogeny, takie jak COVID-19.

 


Używasz Adblock? Blokujesz reklamy, ale podoba ci się to co tu czytasz? Wpłać cegiełkę na utrzymanie portalu, albo odblokuj reklamy na ZnZ