Listopad 2020

Panika w Tanzanii. Ziemia nagle pochłania budynki mieszkalne

W Tanzanii doszło do licznych przypadków wystąpienia niestabilności ziemi co w kilku przypadkach skończyło się zawaleniem budynków. Przyczyną zjawiska było tak zwane upłynnienie gruntu. Zjawisko typowe dla poważnych trzęsień ziemi, których w Tanzanii bynajmniej ostatnio nie było. Co zatem się tam dzieje?

 

Ziemia pod niektórymi obszarami miasta Dar el Sallam, finansowej stolicy Tanzanii, w tajemniczy sposób upłynnia się pod domami i budynkami gospodarczymi. Oznacza to, że w konsekwencji mogą one przynajmniej popękać, a w skrajnych wypadkach nawet zawalić się!

 

Zgłaszano, że mieszkańcy widzieli brudną wodę wychodzącą z ziemi. Bilans zdarzeń jest taki, że zniszczeniu uległo co najmniej 9 domów, które uległy całkowitemu zawaleniu. Uszkodzeniu uległy dziesiątki innych domostw co wywołało konieczność masowej ewakuacji.

Nikt nie wie gdzie i kiedy grunt znowu utraci stabilność. Prowadzi to do licznych przypadków paniki mieszkańców, którzy nie dość, że nie rozumieją istoty zjawisk, które ich dotykają, to jeszcze przerasta ich możliwość radzenia sobie z ich skutkami.

 

 


Kolejna asteroida znalazła się niebezpiecznie blisko Ziemi

24 listopada, nowo odkryta asteroida, oznaczona jako 2020 WY4, przeleciała obok Ziemi w odległości 112 198 km. Jest to już 93 znana asteroida, która zbliżyła się do Ziemi na tak niewielką odległość, od początku 2020 roku.

Asteroida 2020 WY4 została dostrzeżona po raz pierwszy przez astronomów z Mt. Lemmon Survey, w stanie Arizona. Zauważono ją 25 listopada 2020 roku, a więc zaledwie dzień po tym, gdy zbliżyła się do naszej planety. Obiekt, należy do grupy asteroid Apollo, a jej średnica wynosi od 4,4 do 9,9 metra. Asteroida, minęła naszą planetę z prędkością 16,21 km / s.


W Indiach tygrys niespodziewanie zaatakował ludzi

W Indiach doszło do bezprecedensowego zdarzenia. Tygrys bengalski wkroczył do miasta Tezpur w stanie Assam i zaatakował grupę ludzi, raniąc dwie z nich. 

 

Niesamowity film z ataku został uchwycony przez naocznego świadka. Widać na nim grupę ludzi uciekającą przed rozjuszonym zwierzęciem. Nie wiadomo co sprowokowało tygrysa do takiego ataku, ale można tylko podejrzewać, że jest to skutek kurczenia się jego naturalnego habitatu, odbieranego coraz bardziej przez ludzi. Skutkuje to tym, że tygrysy znajdują się bliżej siedzib ludzkich, a ludzie stanowią dla nich łatwy cel.

 

Incydent, z poniższego nagrania miał miejsce na obrzeżach miasta Tezpur. Zdarzenie to wywołało panikę w okolicy. Ludzie obawiają się, że tygrys wciąż jest gdzieś w pobliżu i może im zagrozić.

 

 


Nagła powódź na Sardynii, są ofiary

Trzy osoby zginęły, a dwie kolejne zaginęły, ponieważ włoską wyspę Sardynię nawiedzają huragany przez dwa dni z rzędu. Ekstremalna pogoda spowodowała powodzie i osunięcia ziemi na kilku obszarach.

Ciężkie chwile przeżywali szczególnie mieszkańcy miasta Bitti, położonego w prowincji Nuoro na Sardynii. Porywisyte strumienie błota i wody pędząc przez wąskie uliczki miasta, niosły ze sobą wiele pływających śmieci i siały zniszczenie niczym fale tsunami.

 

Po powodzi ulice miasta zostały pokryte grubą warstwą błota, a uszkodzone samochody były porozrzucane po całym mieście. Burmistrz miasta Giuseppe Ciccolini nakazał ewakuację części miasta i ogłosił stan klęski żywiołowej.


Dziwne zjawisko - Huragany na północnym Atlantyku nasilają się po wejściu na ląd

Nowe badania pokazują, że huragany na północnym Atlantyku nasilają się po wejściu na ląd, co sugeruje, że w przyszłości mogą one powodować więcej szkód na obszarach położonych dalej od wybrzeża.

 

Badanie, opublikowane 11 listopada w czasopiśmie Nature, dotyczyło tempa, w jakim największe burze zanikały po dotarciu do lądu. W tym celu przeanalizowano dane historyczne dotyczące intensywności burz, które nawiedziły Amerykę Północną w latach 1967-2018. 

 

Autorzy artykułu, Badacze Lin Li i Pinaki Chakraborty, stwierdzili, że: wzrost temperatury oceanu na tle ocieplenia klimatu można uznać za kluczowy czynnik trendu powodującego większą siłę penetracji lądu przez największe z atlantyckich huraganów. Specjaliści odkryli „znaczącą długoterminową zmianę w kierunku wolniejszego rozkładu”, która pozwala burzom na utrzymywanie większej intensywności na lądzie przez dłuższy czas. 

 

Ten wolniejszy okres rozpadu odpowiada długoterminowej regionalnej średniej temperaturze powierzchni morza nad Zatoką Meksykańską i zachodnimi Karaibami, które przylegają do lądu i dostarczają wilgoci podczas burz przed wyjściem na ląd.

 

Każdego roku do atlantyckiego wybrzeża Ameryki Północnej, dociera kilka silnych huraganów. Potwierdzenie istnienia mechanizmów, które powodują, że burze te dłużej atakują zamieszkałe regiony to zła wiadomość dla mieszkańców tych części Karaibów, Meksyku i USA, którzy najczęściej doświadczają takiej ekstremalnej pogody.

 

 


Nagle wprowadzono nakaz pracy w maseczce i zakaz jedzenia jeśli nie ma się własnego gabinetu

Niepostrzeżenie, pod osłoną nocy, polski rząd przygotował swoje nowe rozporządzenie, którym nakazano wszystkim noszenie masek w miejscu pracy. Co więcej de facto zakazano też spożywania jakichkolwiek posiłków, o ile ktoś nie pracuje sam.

W praktyce nowe przepisy oznaczają, że w każdym miejscu pracy będzie musiał zakrywać usta i nos. Będzie to trzeba robić nie tylko w pokoju, w którym siedzi więcej niż jedna osoba, ale także w otwartej przestrzeni typu open space i to bez względu na zachowanie tak zwanego dystansu społecznego. Wygląda na to, że nowe restrykcje będą obowiązywały również w kuchni i pracowej w stołówce.

 

Właśnie w kontekście posiłków nowe brzmienie rozporządzenia wydaje się szczególnie kuriozalne. Zgodnie z rozporządzeniem w zakładowej stołówce spożywanie posiłków musiałoby się odbywać pojedynczo. Niemożliwe jest także zjedzenie kanapki przy biurku, chyba, że pracujemy sami w pokoju. Szokujące nowe prawo zostało wprowadzone w sobotę 28 listopada. 

Oprócz tego, po ośmiu miesiącach nękania Polaków nielegalnym nakazem zamaskowania, wreszcie stało się to legalne. Rząd opublikował tak zwaną ustawę covidową - Dz.U. 2112. Tą samą, której nielegalnie nie publikował przez miesiąc podżegając policjantów do nielegalnego wręczania mandatów. Teraz wreszcie te łapanki niezamaskowanych będą miały podstawę prawną, chociaż niektórym komentatorom nadal wydaje się to sprzeczne z konstytucją. 

 

Ten akt prawny został opublikowany przed północą chwilę po wspomnianym rozporządzeniu wprowadzającym torturowanie ludzi w miejscu pracy zakazem oddychania. Tym samym niestety maseczki są obowiązkowe, a na przykład dentysta będzie mógł leczyć koronawirusa. A to tylko wierzchołek góry lodowej w tej ustawie. Teraz lekarze, jeśli będą chcieli, będą mogli bezkarnie pomagać rządowi w depopulacji. Nie będzie im grozić żadna odpowiedzialność karna za doprowadzenie do zgonu pacjenta - wystarczy, że powie, że robił wszystko walcząc z koronawirusem.

 

Ale to nie wszystko, ustawa covidowa wprowadza również możliwość odmówienia sprzedaży czegokolwiek osobie niezamaskowanej. W oczywisty sposób jest to przepis niekonstytucyjny bo wprowadzono tym samym segregację obywateli. Nie wyjaśniono jednak w ustawie czy osoby posiadające zaświadczenie zezwalające na niezakrywanie twarzy zostaną tym samym zmuszone do dzieleniem się informacji o swoich chorobach z panią ekspedientką. Być może ustawodawca przewiduje, że tacy ludzie będą musieli wzywać policję albo rezygnować z prywatnosci i informować sprzedawcę o swoim stanie zdrowia.

 

 

 


Trwa znacząca erupcja wulkanu Lewotolo w Indonezji. Pióropusz z gazów i popiołu dotarł aż do stratosfery

W Indonezji w piątek 27 listopada wybuchł wulkan Lewotolo. Z krateru wyrzuciło pióropusz popiołu na wysokość 500 m. Ale to nie było ostatnie słowo tego żywiołu. Erupcja na wysokim poziomie wystąpiła tam ponownie, o 21:57 UTC 28 listopada 2020 roku. Na jej skutek powstała chmura, która dotarła aż 15 kilometrów w górę.

Na skutek rozwoju wypadków ogłoszono kod czerwony dla lotnictwa. Poprzednia erupcja tego wulkanu została zarejestrowana w styczniu 2012 roku. Lewotolo obudził się po 8 latach ciszy i poprzedzała to bardzo niewielka aktywność sejsmiczna.

 

Stacja sejsmiczna na tym obszarze odnotowała co prawda wzrost aktywności, ale doliczono się jedynie z 11 trzęsień ziemi, a to za mało, aby spodziewać się tak znaczącej erupcji.

 

Wulkanolodzy ostrzegają przed potencjalnymi zagrożeniami, w tym gorącymi skałami i znacznymi opadami popiołu będącymi szczeólnie dolegliwymi w promieniu 2 km od stożka. Popiół prawdopodobnie rozprzestrzeni się na większą odległość, w zależności od kierunku i prędkości wiatru.

Zdjęcie: PVMBG

 


Naukowcy stworzyli model matematyczny udowadniający możliwość cofnięcia się w czasie

Podróże w czasie to koncept, który od stuleci rozgrzewa umysły naukowców. Długo wydawało się, że nie są one możliwe. Rzeczywiście, niektóre interpretacje fizyki teoretycznej sugerują, że podróż do przeszłości jest możliwa. Na przykład Einstein wiedział, że jego równania w zasadzie pozwalają na podróże w czasie. Jednak ta hipotetyczna możliwość zderza się z tak zwanym paradoksem czasowym: sprzecznością, która logicznie uniemożliwia powrót do przeszłości, ale czy podóż w czasie na pewno jest niemożliwa? Naukowcy twierdzą, że istnieje pewna szansa na stworzenie wehikułu czasu.

 

Wśród kilku paradoksów związanych z podróżami w czasie najczęściej przytaczany przykład to tak zwany paradoks zamordowanego dziadka - albo Paradoks dziadka. Jeśli wnuk zabije swojego dziadka w przeszłości, zanim ten założy rodzinę, nie narodzi się ani ojciec podróżnika w czasie, ani on sam. Ale wtedy nie będzie nikogo, kto mógłby przejść do przeszłości, a dziadek pozostanie przy życiu. Jednak po pewnym czasie może narodzi się kolejny złośliwy podróżnik, który przeniesie się w przeszłość, aby zabić swojego dziadka co stworzy na nowo ten paradoks.

 

Takie sytuacje pozostają ulubionym tematem pisarzy science fiction. W słynnej opowieści Raya Bradbury'ego „And Thunder Has Fell” bohater, podróżując w przeszłość, przypadkowo nadepnął na motyla, co w teraźniejszości, gdzie powraca, zmienia wynik wyborów prezydenckich. Zamknięta pętla logicznych sprzeczności wydaje się uniemożliwiać podróżowanie w przeszłość. Jednak nowe badania dowodzą, że paradoks ten można obejść.

Wcześniej próbowano to osiągnąć za pomocą konstrukcji logicznych. Paradoks rozwiązała np. teoria, że ​​podróżnik za każdym razem zmieniając przeszłość tworzy alternatywną gałąź historii, w której powraca do świata zmienionego swoimi działaniami, a nie do teraźniejszości, z której odszedł. Inna hipoteza mówi, że skoro podróżnikowi udało się udać na fatalne spotkanie z własnym dziadkiem, oznacza to, że nie będzie w stanie go zabić, mimo wszelkich wysiłków.

 

Teraz dwóch australijskich naukowców zaproponowało matematyczne rozwiązanie tego problemu. Germain Tobar, student fizyki z University of Queensland i jego opiekun, profesor Fabio Costa, teoretycznie obliczyli, jak zachowywałoby się ciało poruszające się w czasie i przestrzeni, wchodząc na krzywą podróży w przeszłość. Stworzony przez nich model matematyczny pokazuje, że obiekt podróżujący w przeszłość i z powrotem może poruszać się na różne sposoby, ale zawsze dociera do pewnego punktu.

 

Zatem, zgodnie z obliczeniami matematycznymi, działania wykonywane w przeszłości nie wpływają na teraźniejszość. Wydarzenia nieustannie dostosowują się do siebie w taki sposób, aby osiągnąć jeden niezmienny rezultat. Zgodnie z modelem Tobara zdarzenia indywidualnie mogą się różnić, ale razem będą występować w taki sposób, aby uniknąć paradoksu i doprowadzić do tego samego wyniku.

 

 


Paryż płonie, a protesty wymykają się spod kontroli

W Paryżu sytuacja z protestami zaostrza się, a teraz według światowych mediów wygląda to na wojnę.

 

W sieci publikowanych jest wiele materiałów z serca oburzonej stolicy Francji. Według niektórych raportów około 45 tys. ludzi wyszło na ulice Paryża, aby zaprotestować przeciwko Global Security Act.

 

Artykuł 24 tego dokumentu przewiduje karę za „rozpowszechnianie wizerunku osoby lub innego elementu identyfikującego tj. „policjanta lub żandarma w oczywistym celu naruszenia ich integralności fizycznej lub psychicznej”.

 

Za to ma grozić rok więzienia i grzywna w wysokości 45 tys. euro. W marszu wzięli udział przedstawiciele największych francuskich mediów, tj. gazety „Le Monde”, magazynu „Money Match”, rozgłośni radiowej RFI (noszą tabliczki z nazwami swoich redakcji), a także międzynarodowej organizacji „Reporterzy bez Granic”.

 

Ponadto do demonstracji dołączyli prawnicy w czarnych ubraniach i niektórzy parlamentarzyści. W kolumnie widać także ludzi w żółtych kamizelkach. W pewnym momencie pokojowy protest nasilił się, co doprowadziło do masowych starć z policją i podpaleń. Demonstranci rzucali kamieniami i butelkami w policjantów i próbowali wyrywać drzewa.

 


Bardzo jasny meteor rozbłysł nad Japonią

Jak donoszą japońskie media, w niedzielę wieczorem w zachodniej Japonii zarejestrowano bolid, czyli szczególnie jasną spadającą gwiazdę.

Japońscy użytkownicy mediów społecznościowych udostępnili liczne filmy przedstawiające wielką świecącą kulę przecinającą ciemne niebo. Ponadto upadek obiektu został zarejestrowany przez kamery telewizyjne NHK zainstalowane w prefekturach Mie, Aichi i wielu innych.

 

Kule ognia o jasności przekraczającej blask Wenus można zobaczyć dość rzadko. Japońscy astronomowie uważają, że ostatni błysk spadaj ącej kuli ognia był porównywalny pod względem jasności do księżyca w pełni.

 

Mieszkańcy zachodnich prefektur, którzy umieścili na swoich stronach filmy, twierdzili również, że upadkowi tego ciała niebieskiego towarzyszył głośny huk.


Ortodoksyjni Żydzi urządzili w Nowym Jorku wesele na 7 tysięcy osób - bez dystansu ani maseczek!

Podczas gdy ogromna większość ludzi jest zmuszana do coraz bardziej kuriozalnych ograniczeń, ortodoksyjni Żydzi nowojorscy urządzili sobie jak gdyby nigdy nic wesele na kilka tysięcy osób bez zachowania jakiegokolwiek reżimu sanitarnego.

Do hucznej uroczystości w środku „pandemii koronawirusa” doszło w synagodze Yetev Lev D’Satmar 8 listopada.

Wbrew wszelkim obostrzeniom sala mogąca pomieścić nawet 7 tysięcy osób, była wypełniona po brzegi przez tłum skaczących, tańczących, śpiewających i świetnie się bawiących gości. Nikt nie miał maseczek, nie przestrzegano też zasady „dystansu społecznego”.

Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio powiedział: „wyglądało na to, że naprawdę starano się to ukryć. Co jest absolutnie nie do przyjęcia.”

Co nam to mówi?

To nie są zwyczajni ludzie, tylko bardzo wpływowi. Wielu z nich ma wiedzę na temat realnych celów obecnej pandemii. Szykują się do powitania „mesjasza” i generalnie mają w głębokim poważaniu wszelkie ustalenia WHO, bo to z dużą dozą pewności oni pociągają za sznurki światowej geopolityki.

 

 


Donald Trump ma ostatnią szansę na udowodnienie, że naprawdę walczy z „Nowym Porządkiem Świata”

Nadchodzące tygodnie będą dla Donalda Trumpa i ruchu „Q Anon” ostatecznym testem. Albo urzędujący prezydent USA uderzy z całą mocą w siły NWO, albo trzeba będzie wrzucić kolejną teorię spiskową do kosza.

Kiedy ponad 4 lata temu okazało się, że Donald Trump ma realną szansę na zwycięstwo w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, część nieprzychylnych mu wpływowych komentatorów ostrzegała, że światu grozi „Trumpokalipsa”.

Dzień przed wyborami w 2016 roku największe koncerny medialne świata ogłaszały, że zwycięstwo kandydatki Demokratów - Hillary Clinton -  jest pewne nawet na 98,3 procent.

Były szef CIA i NSA Michael Hayden powiedział, że ma nadzieję, iż w sytuacji, gdy Trump faktycznie zostanie prezydentem, dowódcy wojskowi odmówią  mu wykonania rozkazów.

Warto w tym miejscu przytoczyć płomienne przemówienie Trumpa, które miało miejsce w trakcie kampanii w 2016 roku, w którym w sposób bardzo jednoznaczny wypowiedział się o randze tamtych wyborów:

Nie ma nic, czego nie zrobią polityczne elity. Nie ma takiego kłamstwa, przed którym się powstrzymają, by utrzymać swój prestiż i władzę waszym kosztem. To właśnie się dzieje. Elity w Waszyngtonie i korporacje medialne oraz finansowe, które je finansują, istnieją tylko z jednego powodu – by chronić i bogacić siebie. Elity mają biliony dolarów do stracenia w tych wyborach. […] Nasza kampania to prawdziwe, egzystencjonalne zagrożenie, jakiego wcześniej nie widzieli. To nie są jedynie  kolejne odbywające się co cztery lata wybory. To rozstaj dróg w historii naszej cywilizacji, który określi czy my – naród – odzyskamy kontrolę nad naszym rządem. Dla nich to jest wojna i dla nich wszystko jest dozwolone. Uwierzcie mi, to jest walka o przetrwanie naszego narodu. Te wybory określą czy będziemy mieli wolny kraj czy tylko iluzję demokracji i będziemy kontrolowani przez grupkę globalnych, specjalnych interesów ustawiających nasz system. I on jest ustawiony. To jest rzeczywistość. Wy to wiecie, oni to wiedzą, ja to wiem i tak naprawdę, cały świat to wie. Elity i media będą kontrolować ten kraj przez dobrze znane środki. Każdy, kto podważa ich kontrolę, jest uznawany za seksistę, rasistę, ksenofoba i osobę moralnie nieukształtowaną. Będą was atakować, pomawiać, starać się zniszczyć waszą karierę i rodzinę. Będą starali się zniszczyć wszystko, co Ciebie dotyczy, w tym twoją reputację. Będą kłamać, kłamać i kłamać, a potem będą robić jeszcze gorsze rzeczy.  Będą robić wszystko, co uznają za potrzebne. Clintonowie to przestępcy. Pamiętajcie, to przestępcy. Na naszą wielką cywilizację tu w Ameryce i w całym cywilizowanym świecie, przyszedł czas rozliczenia. […] To nasze  zepsute polityczne elity są największą siłą stojącą za wysiłkami na rzecz radykalnej globalizacji i pozbawienia praw ludzi pracujących. Ich środki finansowe są praktycznie nieograniczone. Nieograniczone są ich środki polityczne. Ich środki medialne są niezrównane. I co najważniejsze,  głębia ich niemoralności jest absolutnie nieograniczona.

Nie da się ukryć, że z treści tego przemówienia bije rewolucyjny ton lidera, który chce „posprzątać” swój kraj i przy okazji świat z wszelkiej deprawacji.

Podobnie brzmiała jego mowa inauguracyjna, zwłaszcza poniższe słowa:

Stoimy przy narodzinach nowego tysiąclecia, gotowi na odblokowanie tajemnic Kosmosu, by uwolnić Ziemię od niedoli choroby, i wykorzystać energię, przemysł i technologię jutra.

Pod koniec 2017 roku Lord Jacob Rothschild ostrzegał, że ​​prezydent Donald Trump grozi zniszczeniem NWO i „musi zostać powstrzymany za wszelką cenę”.

Powstał ruch „Q Anon”, dla którego Trump to bohater walczący z tzw. „kabałą” – do której należą najbogatsi, najbardziej wpływowi, ale i najbardziej zdegenerowani i niebezpieczni ludzie na świecie.

Czego członkowie tego ruchu oczekiwali po Trumpie?

Po pierwsze rozliczenia domniemanych, aczkolwiek wysoce prawdopodobnych przestępstw Clintonów, Bushów, Obamy czy Bidena. Po drugie postawienia w stan oskarżenia osób odpowiedzialnych za pedofilską aferę „Pizzagate”. Po trzecie ujawnienia prawdy na temat zamachów na WTC. A po czwarte ujawnienia technologii (w tym wiedzy na temat kosmitów) utrzymywanych w tajemnicy przed społeczeństwem przez tzw. ”deep state”, w skład którego wchodzi m.in. Konglomerat Wojskowo-Przemysłowy.

Trump niestety nie zrobił nic w żadnej z tych spraw. Nie wskazał palcem winnych obecnej sytuacji na świecie.

Krąży pogłoska, że Donald Trump został namówiony do startu w wyborach przez patriotów z amerykańskiej armii. Jeśli tak, miał poparcie wielu wpływowych generałów, miał też dostęp do ich wiedzy i środków militarnych, dzięki którym operacja „Sztorm”, jak nazywano proces eliminowania z przestrzeni publicznej wszystkich odpowiedzialnych za oszustwa czy skandale seksualne, mogła być w miarę szybko i sprawnie przeprowadzona.

I choć pojawiały się nieśmiałe doniesienia o pewnych ruchach w tej kwestii, to jednak nigdy, żadne medium głównego nurtu na świecie nie podało do publicznej wiadomości, że jakiś bardzo znany człowiek (pomijając Harveya Weinsteina, Jeffreya Epsteina czy Kevina Spacey) został zatrzymany z powodu wyżej wymienionych afer.

Pojawia się więc pytanie: czy „siły zła” okazały się być zbyt potężne, aby się im przeciwstawić? Jeśli nawet, Trump powinien w czasie swoich orędzi, w czasie debat, w czasie spotkań z dziennikarzami, mówić otwarcie, o co toczy się gra.

Nawet gdyby przegrał, stałby się symbolem. Tymczasem w jego wypowiedziach po objęciu urzędu prezydenta, próżno było szukać jakichś dowodów na jego dziejową misję.

Za nami kolejne wybory w USA. Media ogłosiły zwycięstwo Joe Bidena, który miał być jedną z osób rozliczonych za swoje przestępstwa przez Trumpa i resztę amerykańskich patriotów.

Donald Trump ciągle utrzymuje, że wybory zostały sfałszowane, ale nadal nie przedstawia miażdżących dowodów. Wykazano, że media ukrywały informacje o sukcesach Trumpa, cenzurowały jego wypowiedzi, ale jednocześnie ukrywały skandale z udziałem Joe Bidena i jego syna, co w ogromnym stopniu wpłynęło na wynik wyborów.

Jeśli jednak operacja „Sztorm” była tak misternie przygotowana, nie powinno być teraz problemem obnażenie prawdy o tym, co się wydarzyło w trakcie wyborów.

Ewentualne udowodnienie tego spisku przez Trumpa, wykazanie, że społeczeństwo zostało oszukane, byłoby ostatnim promykiem nadziei na to, że „proces oczyszczania” świata jest w toku i ma szansę powodzenia.

Jeśli jednak Kolegium Elektorskie wybierze Joe Bidena, upadnie jedna z największych teorii spiskowych wszech czasów i wiara milionów ludzi w to, że „siły dobra” tę wojnę wygrały.

 

 

 


Odkryto, że Ziemia znajduje się znacznie bliżej hipermasywnej czarnej dziury

Najnowsze badania wskazują na to, że Ziemia znajduje się znacznie bliżej centralnej supermasywnej czarnej dziury w Drodze Mlecznej, niż wcześniej sądzili naukowcy. Na szczęście nie zagraża to ludzkości niczym innym niż lepszym zrozumieniem otaczającego nas wszechświata.

Mierzenie odległości do dalekich ciał niebieskich nie jest rzeczą prostą, ale jest to konieczne. Dzięki temu astronomowie mogą zrozumieć, z czym mają do czynienia - z przyciemnionym, ale bliskim obiektem lub z bardzo jasnym, ale odległym obiektem jak Gwiazda Północna. Od tego zależą nasze wyobrażenia o tym, czym jest otaczający nas kosmos.

 

Najbardziej niezawodnym sposobem pomiaru odległości w astronomii jest metoda paralaksy. Kierunek do odległego ciała niebieskiego, a więc punktu na niebie, w którym je widzimy, zależy od tego, gdzie Ziemia znajduje się na swojej orbicie. Dla obserwatora wygląda to tak, jakby obiekt poruszał się lekko po niebie przez cały rok. Im bliżej znajduje się obserwowane ciało niebieskie, tym większe jest to przemieszczenie. Mierząc ją, można obliczyć odległość do danego obiektu.

Dzięki najnowszym obserwacjom ustalono, że Ziemia porusza się w przestrzeni kosmicznej z prędkością wyższą o 7 km/s i znajduje się około 2000 lat świetlnych bliżej supermasywnej czarnej dziury w centrum Drogi Mlecznej, zwanej Saggitarius albo Sgr A*. Ustalono to za pomocą nowego lepszego modelu galaktyki, opartego na nowych danych obserwacyjnych, w tym katalogu obiektów obserwowanych przez ponad 15 lat w ramach japońskiego projektu radioastronomicznego VERA. 

 

VERA (VLBI Exploration of Radio Astrometry) to projekt, który rozpoczął się w 2000 roku. Jego celem było zmapowanie trójwymiarowej prędkości i struktur przestrzennych w Drodze Mlecznej i jest prowadzone przez Narodowe Obserwatorium Astronomiczne Japonii.  VERA wykorzystuje technikę znaną jako interferometria do łączenia danych z radioteleskopów rozrzuconych po całym archipelagu japońskim w celu uzyskania takiej samej rozdzielczości, jaką miałby teleskop o średnicy 2300 km.

 

Dokładność pomiaru osiągana z tą rozdzielczością to 10 mikrosekund łukowych i jest w teorii wystarczająco dobra, aby rozróżnić monetę umieszczoną na powierzchni Księżyca. Ponieważ Ziemia znajduje się wewnątrz Galaktyki Drogi Mlecznej, nie możemy się cofnąć i zobaczyć, jak wygląda galaktyka z zewnątrz. Astrometria umożliwia za to dokładny pomiar pozycji i ruchu obiektów, który jest niezbędnym narzędziem do zrozumienia ogólnej struktury Galaktyki i naszego w niej miejsca. 

W tym roku ukazał się pierwszy katalog astrometryczny VERA zawierający dane dla 99 obiektów. Na jego podstawie i na podstawie ostatnich obserwacji innych grup badawczych, astronomowie stworzyli mapę pozycji i prędkości. Z tej mapy obliczyli środek Galaktyki, punkt, wokół którego wszystko się kręci.  Mapa sugeruje, że centrum Galaktyki i znajdująca się tam supermasywna czarna dziura znajdują się 25 800 lat świetlnych od Ziemi. Jest to bliżej niż oficjalna wartość 27 700 lat świetlnych przyjęta przez Międzynarodową Unię Astronomiczną w 1985 roku.

 

Składnik prędkości mapy wskazuje, że Ziemia porusza się z prędkością 227 km/s, krążąc wokół Centrum Galaktyki. To szybciej niż oficjalnie przyjmowana prędkość 220 km/s. Teraz projekt VERA ma pomoć zaobserwować więcej obiektów, szczególnie tych znajdujących się blisko centralnej supermasywnej czarnej dziury, aby lepiej scharakteryzować strukturę i ruch Galaktyki. W ramach tych wysiłków VERA będzie uczestniczyć w EAVN (East Asian VLBI Network) składającej się z radioteleskopów zlokalizowanych w Japonii, Korei Południowej i Chinach. Zwiększając liczbę teleskopów i maksymalną odległość między nimi, EAVN może osiągnąć jeszcze wyższą dokładność.

 

 


Zanotowano znaczący wzrost aktwyności słonecznej, silny rozbłysk klasy M4

Aktywność słoneczna w ciągu ostatnich kilku tygodni sukcesyfnie wzrastała by dzisiaj osiągnąć wysoki poziom pierwszy raz w tym cyklu a zarazem pierwszy raz od bardzo dawna

Za wschodnią granicą tarczy słonecznej miał miejsce rozbłysk której ziemskie intrumenty sklasyfikowały ostatecznie jako M4.4, jednak biorąc pod uwagę iż region z którego on powstał znajduję się za krawędzią rozbłysk był prawdopodobnie silniejszy.

 

Widać już także powoli jakich ogromonych rozmiarów powstało CME(koronalny wyrzut masy), jednak ze względy na umiejscowienie rozbłysku nie powinno ono dotrzeć do naszej magnetosfery.

 

CME z rozbłysku

 

W ciągu tych ostatnich tygodni obserwowaliśmy powolny wzrost aktywności, do dnia dzisiejszego jednak nie było rozbłysku klasy M tylko bardzo dużo tych trochę słabszej klasy czyli C. Zaczęło pojawiać się coraz więcej aktywnych regionów na tarczy słonecznej a te które znajdowały się po niewidocznej z ziemii części tarczy produkawały silne rozbłyski.

 

Aktywnośc słoneczna z ostatniego tygodnia

 

Teraz czekamy aż region który właśnie dzisiaj wyprodukował ten silny rozbłysk będzie już widoczny. Możemy stwierdzić, że 25 cykl słoneczny rozkręca się na dobre i silne rozbłyski już są tylko kwestią czasu.

 

 

 


Gigantyczne tsunami zmieniło Anglię w wyspę

Kiedyś na Morzu Północnym znajdowała się kraina o łagodnym klimacie i bogatej faunie - Doggerland. Połączyła ona wschodnią część dzisiejszej Anglii z kontynentem europejskim. Ale około 8000 lat temu ta ziemia ze wszystkimi jej mieszkańcami przeżyła straszną katastrofę. Gigantyczne tsunami i późniejsze topnienie lodowców zmieniło Wielką Brytanię w wyspę.

Naukowcy przez długi czas przypuszczali, że tsunami spowodowane osuwiskiem Storrega 8000 lat temu w końcu zalało masyw Doggerland na Morzu Północnym. Jednak nowe analizy rdzeni wiertniczych wskazują, że możliwy jest inny scenariusz.

 

Przypomina to jedną z wersji legendy o słynnej Atlantydzie. Na środku morza znajdowała się duża wyspa. Dzięki łagodnemu klimatowi i łagodnej rzeźbie mieszkańcy mieszkali tam swobodnie. Równie wygodne było dla nich korzystanie z darów morza i zdobywanie pożywienia na pagórkowatych równinach w głębi wyspy. Ta kraina nazywała się Doggerland. Zajmował rozległe obszary dzisiejszego Morza Północnego. Ale około 8 000 lat temu wyspę o wielkości równej 23 tysięcy km² spotkała apokaliptyczna katastrofa. 

 

Grupa brytyjskich naukowców z University of Bradford od kilku lat próbuje dowiedzieć się, jak to się stało. W tym celu zbadano tak zwane "osuwisko Storrega", które rzekomo spowodowało gigantyczne tsunami około 8000 lat temu. Naukowcy niedawno przedstawili wstępne wyniki swojej pracy w specjalistycznym czasopiśmie Geosciences.

 

Specjaliści przeanalizowali rdzenie wiertnicze, a także wyniki mapowania sonarowego próbek dna morskiego i gleby pobranych przez statek badawczy z dna morskiego na wschodnim wybrzeżu Anglii. Fragmenty roślin i zwierząt znalezione w skale osadowej pozwoliły z jednej strony stworzyć wyobrażenie o geografii Doggerlandu, az drugiej dość dokładnie określić ich wiek.

 

Podobno był to zielony pagórkowaty krajobraz z rozległymi równinami, żyzną ziemią, szerokimi rzekami i jeziorami, które po zakończeniu ostatniego zlodowacenia około 15 tysięcy lat temu, powstały w suchych rejonach południa. Rzeki Ems, Łaba i Ren płynęły wówczas zupełnie inaczej niż obecnie. Tamiza nie wpływała do Morza Północnego, ale do Renu, który z kolei na obszarze dzisiejszej Bretanii wpływał do Oceanu Atlantyckiego. Szeroki przesmyk łączył wtedy Anglię z kontynentem europejskim.

 

Doggerland również nie był początkowo wyspą. Ale woda topniejących lodowców stopniowo pokrywała coraz więcej części lądu, w wyniku czego ląd ten został otoczony morzem. Analizy pyłku znalezionego w rdzeniach wiertniczych wykazały, że na Doggerland dominowały lasy mieszane, zamieszkałe nie tylko przez jelenie, ale także przez tak duże ssaki, jak nosorożce włochate, tury i dziki. Dlatego Doggerland był wspaniałym miejscem dla myśliwych i zbieraczy ze środkowego paleolitu.

 

Ale około 6200 p.n.e. ten zielony raj doznał gigantycznej katastrofy. Około 450 kilometrów kwadratowych szelfu kontynentalnego Storrega, u wybrzeży dzisiejszej Norwegii, oderwało się na głębokości od 150 do 400 metrów. Według szacunków 1780 kilometrów sześciennych gleby osadowej, skał i szczątków skalnych w kilku etapach osunęło się w głąb morza na obszarze o długości 200 kilometrów.

 

Spowodowało to serię fal tsunami, które przetoczyły się przez rozległe terytoria mórz północnego i norweskiego, a nawet dotarły do ​​wybrzeży Grenlandii. Złoża geologiczne wskazują, że wysokość fal sięgała 10-12 metrów, a na Wyspach Farer i Szetlandy nawet 20 metrów. W tym samym czasie, jak do tej pory zakładano, woda przelewała się przez Doggerland i zmyła z jej powierzchni wszystkie żywe istoty.

 

Ale teraz naukowcy z University of Bradford postanowili obalić ten scenariusz. Ślady skał osadowych w południowo-zachodniej części Doggerland wskazują raczej, że tsunami nie zalało całej wyspy. Prawdopodobnie atak tsunami został powstrzymany przez lasy i teren. Dane, które zebrano, sugerują, że środowisko podniosło się po powodzi. Oznacza to, że ostateczne zniknięcie Doggerland nastąpiło dopiero jakiś czas po osunięciu się ziemi Storrega. Analizy pokazują, że nad chaotyczną warstwą skały pozostawioną przez tsunami znajdują się ślady nowej flory i fauny.

 

Naukowcy szacują, że katastrofa Storrega zabiła w ciągu nocy około jednej czwartej mieszkańców Doggerland. Reszta przeżyła, ale ich warunki życia znacznie się pogorszyły. Wycofujące się morze zdewastowało rozległe obszary wyspy i spowodowało zasolenie. Ogromne obszary zamieniły się w bagna. Zniknęły liczne lasy, a wraz z nimi zwierzęta.

 

Pozostałości muszli i drzew w rdzeniach wiertniczych wskazują na katastrofę. Ale górne warstwy gleby wskazują, że życie na wyspie trwało jeszcze kilka wieków. W wyniku topnienia ostatnich dużych lodowców poziom wody wynosi około 5500 lat p.n.e. wzrosła do tego stopnia, że ​​ostatnie części Doggerland zostały zalane wodą, a Anglia utraciwszy ostatni przesmyk, stała się wyspą.

 

 


Używasz Adblock? Blokujesz reklamy, ale podoba ci się to co tu czytasz? Wpłać cegiełkę na utrzymanie portalu, albo odblokuj reklamy na ZnZ