Lipiec 2020

Naukowcy obliczyli, że nasza cywilizacja upadnie w ciągu kilku dekad

Jak wynika z przeprowadzonych badań, aktualne tempo wylesiania na całym świecie nieuchronnie prowadzi do zagłady ludzkiej cywilizacji. Naukowcy obliczyli, że dalsza degradacja lasów na Ziemi grozi nieodwracalnym upadkiem ludzkości w ciągu dwóch do czterech dekad.

 

Artykuł, który ukazał się na łamach czasopisma Scientific Reports, alarmuje, że przy obecnym tempie wylesiania, wszystkie lasy na Ziemi znikną w ciągu 100-200 lat. Jednak upadek ludzkiej cywilizacji nastąpi znacznie wcześniej z powodu nasilającego się wpływu wylesiania na systemy podtrzymywania życia, które są niezbędne dla przetrwania człowieka. Chodzi między innymi o magazynowanie węgla, produkcję tlenu, ochronę gleby, regulację cyklu wodnego, wspieranie systemów pożywienia oraz domów dla niezliczonych gatunków zwierząt.

 

Autorami tego artykułu są dwaj fizycy - dr Gerardo Aquino, pracownik Instytutu Alana Turinga w Londynie, który zajmuje się politycznym, ekonomicznym i kulturowym modelowaniem złożonych systemów w celu przewidywania konfliktów, oraz profesor Mauro Bologna z Departamentu Inżynierii Elektronicznej na Uniwersytecie Tarapacá w Chile. W swoich badaniach modelowali bieżące tempo wzrostu populacji ludzkiej oraz wylesiania jako wskaźnik zużycia zasobów, aby obliczyć szansę uniknięcia upadku cywilizacji.

Naukowcy wskazują, że przed rozwojem ludzkich cywilizacji, Ziemię pokrywało około 60 milionów kilometrów kwadratowych lasów. Jednak wylesianie znacząco przyspieszyło, a na Ziemi pozostało mniej niż 40 milionów kilometrów kwadratowych lasów. Przy utrzymaniu aktualnego tempa wzrostu populacji ludzkiej i zużycia zasobów, nieuchronny upadek cywilizacji może nastąpić już w ciągu dwóch do czterech dekad. Naukowcy twierdzą, że statystyczne prawdopodobieństwo przeżycia bez katastrofalnego załamania jest bardzo niskie - ludzkość ma mniej niż 10% szans na uniknięcie upadku, a zatem istnieje aż 90-procentowe prawdopodobieństwo upadku naszej cywilizacji.

 

Autorzy artykułu wskazują, że należy przede wszystkim ograniczyć wycinkę lasów na świecie, ale też wykorzystać najnowsze technologie dla zrównoważonego wykorzystania zasobów i wydajnej produkcji energii. Potrzebna jest też większa ochrona środowiska, a fuzja jądrowa i odnawialne źródła energii mogą znacząco pomóc Ziemi i całej ludzkości.

 


We Francji rozpoczęła się budowa największego na świecie reaktora fuzyjnego

28 lipca, we Francji odbyła się uroczystość rozpoczynająca budowę reaktora termonuklearnego ITER. Tym samym międzynarodowy projekt badawczy wszedł w najważniejszą pięcioletnią fazę. Największy na świecie reaktor fuzyjny ma zapoczątkować rewolucję w wytwarzaniu czystej energii.

 

W projekcie ITER uczestniczą Chiny, Indie, Japonia, Korea Południowa, Rosja, Stany Zjednoczone i Unia Europejska, które pokryły koszty budowy. Budowa reaktora termonuklearnego rozpoczęła się w miejscowości Saint-Paul-lez-Durance w południowej Francji. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, główne prace nad reaktorem fuzji jądrowej o wartości 20 miliardów euro dobiegają końca w 2025 roku.

 

Po zakończeniu tego etapu, naukowcy będą mogli zacząć wytwarzać supergorącą plazmę na potrzeby fuzji jądrowej. Jest to proces polegający na łączeniu dwóch lekkich pierwiastków w jeden cięższy, w wyniku którego powstają ogromne ilości energii. Fuzja jądrowa wytwarza również stosunkowo niewielkie ilości odpadów radioaktywnych, dlatego często postrzegana jest jako źródło czystej nieograniczonej energii.

Reaktor ITER wytworzy swoją pierwszą plazmę w ramach testu w 2025 roku, po czym rozpocznie się montaż pozostałych elementów konstrukcji. Należy jednak zaznaczyć, że największy na świecie reaktor fuzji powstaje wyłącznie w ramach eksperymentu i nie będzie zajmował się produkcją energii do celów komercyjnych. ITER to przede wszystkim projekt o charakterze naukowym, który ma wykazać, czy reaktory fuzji jądrowej faktycznie mogą stanowić doskonale źródło czystej energii. Dopiero na podstawie wyników eksperymentów, jakie odbędą się w reaktorze ITER, w przyszłości mogą zacząć powstawać komercyjne reaktory fuzyjne.

 

Międzynarodowy projekt badawczy ITER to największe przedsięwzięcie na świecie, skupiające się na fuzji jądrowej. Jednak poszczególne państwa na świecie również pracują nad swoimi własnymi reaktorami fuzji jądrowej, aby jak najszybciej wykorzystać je do produkcji taniej i czystej energii.

 


Według WHO nie ma mowy o drugiej fali koronawirusa

Lato jeszcze trwa, ale przygotowania do jesiennej nowej fali epidemii idą na całego. Kolejne kraje obwieszczają już wzrost ilości zakażeń koronawirusem. Politycy na całym świecie szykują tzw. drugą fazę epidemii koronawirusa. W niektórych miejscach nie czekają nawet na jesień tylko już zaczynają wprowadzanie drakońskich obostrzeń w walce z bezobjawowym wirusem, którego zakażenia praktycznie nikt nie zauważa. Na dodatek Światowa Organizacja Zdrowia twierdzi, że żadnej drugiej fali nie będzie.

Politycy nie ustają w ciągłym straszeniu społeczeństw konsekwencjami zakażenia chińskim koronawirusem. Teraz modne jest przywracanie obostrzeń wprowadzonych na początku tego koszmaru. Doprowadziło to już do takich nonsensów, że w Hiszpanii nakazano przebywanie w maseczkach nawet na plażach! W konsekwencji WIelka Brytania wprowadziła 14 dniową kwarantannę dla osób, które powracają z tego kraju, co oznacza de facto likwidację większości hoteli w hiszpańskich kurortach, które zwykle są oblegane właśnie przez turystów z Wielkiej Brytanii. 

 

Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia - WHO - wcale nie zaleca noszenia maseczek i otwarcie deklaruje, że żadnej drugiej fali pandemii nie będzie.

"COVID-19 nie jest chorobą sezonową, ma charakter jednej dużej fali. Wydaje się, że pora roku nie ma wpływu na przenoszenie się wirusa. To będzie jedna duża fala. Ona nieco się podnosi i opada. Najlepsze, co można zrobić, to ją spłaszczać"  - twierdzi WHO

Opinia WHO jest jednak ignorowana przez większość rządów państw świata, które już teraz przebierają nóżkami ze zniecierpliwienia, przekonując, że mityczna "druga fala" zachorowań na COVID-19 jest już tuż tuż i konieczna jest jeszcze bardziej dotkliwa tresura obywateli. Paranoja stała się cnotą i najwyraźniej już tak pozostanie, najwyżej władze będą zmieniać wirusy, które będą pretekstem do dyscyplinowania społeczeństwa.

 

Niektórym te paranoiczne zachowania bardzo się spodobały a obowiązkowe maski traktują jako modny element ubioru, a nie niebezpieczne wilgotne szmatki z bakteriami i grzybami. Koronawirusowa paranoja spowodowała też, że wszystkie inne choroby wydają się nieistotne. A przecież na przykład wirusowe zapalenie wątroby jest dużo groźniejsze od Covid-19, ale nikt się nim nie zajmuje i nie robi sobie masowych badań choć więcej ludzi umiera na to niż na koronawirusa.

 



 


Szwedzi byli zdumieni nagłym pojawieniem się rosyjskiej łodzi podwodnej

Szwedzka gazeta Expressen opublikowała historię turystów, którzy twierdzą, że przypadkowo zderzyli się z rosyjską łodzią podwodną.

 

Według Rasmusa Karlsona, on i jego przyjaciele popłynęli w morze i udali się na wyspę Drag. Kiedy ich jacht przepłynął pod mostem Øresund (łączącym duńską stolicę Kopenhagę i szwedzkie Malmö), w pobliżu pojawiła się łódź podwodna.

 

Początkowo turyści myśleli, że przed nimi są Brytyjczycy, ponieważ flaga floty rosyjskiej była podobna do flagi Szkocji, tzn. tego samego koloru, ale umieszczona „do góry nogami”. Potem pasażerowie jachtu zdali jednak sobie szybko sprawę, że łódź podwodna płynie pod rosyjską banderą.

 

Szwedzi opowiadają, że byli pod wrażeniem rozmiarów łodzi podwodnej, która jednocześnie wydawała dźwięki przerażające cywilów.

„To było trochę dziwne, ale niesamowite i bardzo fajne” - powiedział Karlsson.

Turysta relacjonuje, że na mostku było czterech marynarzy, a jeden z nich nawet pomachał do nich.

 

Expresssen informuje, że szwedzkie wojsko potwierdziło obecność w tym rejonie rosyjskiego okrętu podwodnego. Według rzecznika szwedzkiej marynarki wojennej ruch okrętu podwodnego był kontrolowany. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie skomentowało jeszcze manewrów morskich u wybrzeży Szwecji.

 


Leki na nadciśnienie uszkadzają naczynia krwionośne zamiast je chronić

Naukowcy odkryli, że leki na nadciśnienie powodują negatywne zmiany w naczyniach krwionośnych, a przypadki niewydolności serca są znacznie częstsze u osób, które je przyjmują. Odkrycie powinno doprowadzić do rewizji praktyki przepisywania takich leków, zwłaszcza osobom starszym i z ciężkim nadciśnieniem.

Szeroko stosowana grupa leków, np. blokery kanału wapniowego typu L, może być zarówno korzystna, jak i szkodliwa dla serca, stwierdzili naukowcy z University of Pennsylvania. Eksperymenty przedkliniczne wykazały, że leki te przyczyniają się do przebudowy naczyń krwionośnych. W efekcie zmniejsza się przepływ krwi i podnosi ciśnienie krwi.

 

Nowe odkrycia uzyskano na modelach komórek szczurzych i ludzkich. Obserwacje pacjentów z nadciśnieniem tętniczym wykazały, że częstość występowania niewydolności serca była wyższa u osób przyjmujących blokery kanału wapniowego typu L w porównaniu z innymi lekami na nadciśnienie.

 

„Blokery kanału wapniowego typu L należą do najczęściej przepisywanych leków w leczeniu nadciśnienia, ale odkryliśmy, że mogą powodować takie uszkodzenia, którym powinni zapobiegać” - powiedział Mohamed Trebak, współautor badania.

 

Blokery kanału wapniowego typu L zapobiegają pogrubieniu ścian naczyń krwionośnych, aby zapobiec uszkodzeniom. Jednak jednocześnie wywołują przebudowę poprzez inny mechanizm.

 

Naukowcy odkryli, że przedostawanie się wapnia do komórek mięśni gładkich naczyń krwionośnych jest spowodowane białkami STIM, które aktywują kanały wapniowe. Regularne narażenie na blokery kanału wapniowego typu L powoduje nadmierną aktywność STIM, co powoduje charakterystyczne zmiany komórkowe.

 

Przewiduje się, że liczba osób z nadciśnieniem wzrośnie do 1,56 miliarda do 2025 r., dlatego należy zachować ostrożność przepisując te leki osobom starszym i osobom z ciężkim nadciśnieniem.

 


Stany Zjednoczone ogłosiły plan budowy internetu kwantowego

Departament Energii Stanów Zjednoczonych ogłosił plan budowy krajowego internetu kwantowego. Chodzi o superszybki i niemożliwy do zhakowania internet, wykorzystujący pewne zjawiska kwantowe. Amerykanie wiedzą, że Chińczycy od pewnego czasu opracowują podobną technologię, dlatego nie chcą pozostać w tyle.

 

Internet kwantowy opiera się o świat fizyki kwantowej i wykorzystuje dwa zjawiska kwantowe. Pierwsze z nich to splątanie kwantowe, w którym dwie cząstki są ze sobą nierozerwalnie związane bez względu na dzielące je odległości, a jakakolwiek zmiana stanu jednej z nich automatycznie wpływa na stan drugiej cząstki. Drugie zjawisko to superpozycja kwantowa, w której cząstka może istnieć w dwóch różnych stanach jednocześnie.

 

Jakakolwiek próba odczytania informacji przekazywanej przez internet kwantowy przez osobę nieupoważnioną spowoduje usunięcie samej informacji, a nadawca i odbiorca dowiedzą się o nieudanym cyberataku. Właśnie dlatego światowe potęgi tak bardzo interesują się internetem kwantowym.

Amerykański plan na internet kwantowy został opracowany przez tamtejszy Departament Energii we współpracy z laboratoriami naukowymi i uniwersytetami. W przygotowanym raporcie wyszczególniono cztery priorytetowe obszary badań dla rozwoju nowej technologii – jest to budowa podstawowych elementów składowych dla internetu kwantowego, integracja urządzeń sieciowych, stworzenie infrastruktury dla splątania kwantowego oraz technologii korekcji błędów.

 

Internet kwantowy będzie testowany na coraz większą skalę. Naukowcy już potwierdzili, że technologia działa w sieciach światłowodowych. Kolejne kroki będą obejmowały wysyłanie splątanych fotonów między kampusami na terenie danego miasta i między dwoma miastami. Ostatecznym celem będzie stworzenie infrastruktury łączącej laboratoria, uniwersytety i przemysł. Stany Zjednoczone nie podały żadnej konkretnej daty uruchomienia krajowego internetu kwantowego, więc trudno powiedzieć, ile lat zajmie budowa i wdrażanie nowej technologii.

 


Dziwaczne larwy wypływają z kranów w Korei Południowej! Nikt nie zna źródła skażenia

Niezidentyfikowane robaki rozprzestrzeniły sie po sieciach wodociągowych Korei Południowej. Małe stworzenia przypominające dżdżownice są odkrywane w zlewach w całym kraju. Premier Korei powołał specjalny zespół śledczych w tej sprawie.

 

Małe larwy zostały odkryte w wodzie z kranu w Seulu i kilku pobliskich miastach. Władze lokalne badają kanalizacje i oczyszczalnie ścieków w poszukiwaniu źródeł tego zanieczyszczenia. Do tej pory, poza stolicą zgłoszono je w prowincjach Busan, Gyeongii oraz Hwaseong.


Cała sprawa rozpoczęła się w ubiegłym tygodniu. Blisko 508 domostw w mieście Incheon zgłosiło obserwacje robaków wypływających z ich kranów. Miejscowe władze były ostro krytykowane z powodu tego zajścia, ale teraz okazuje się iż nie było ono zależne od tamtejszych wodociągów.

 

Śledczy, jak dotąd nie dotarli do źródła skażenia. Władze miast, w których zarejestrowano te dziwaczne stworzenia, oficjalnie wykluczają jakoby problemy mogły dotyczyć placówek oczyszczających wodę. Sugeruje się raczej, że problem leży w zbiornikch z wodą lub rurach.


Stworzono protezę nogi z kolanem umiejącą z łatwością omijać przeszkody

Amerykańscy inżynierowie opracowali nowy algorytm sterowania aktywnymi protezami nóg powyżej kolana, umożliwiający użytkownikowi pokonywanie przeszkód. Algorytm monitoruje ruch kikuta i koryguje trajektorię protezy na każdym kroku, włączając w to mocniejsze ściskanie nogi, jeśli to konieczne - twierdzą autorzy artykułu w Science Robotics.

 

Istnieją dwa główne rodzaje amputacji kończyn dolnych i od nich zależy, jak wygodne będzie noszenie protezy. Jeśli noga zostanie amputowana poniżej kolana, osoba może kontrolować ruchy, zginając kolano, a proteza może kontrolować tylko kąt stawu skokowego.

 

Jeśli amputacja została wykonana powyżej kolana, to potrzebna jest znacznie bardziej złożona proteza i algorytm jej kontroli. Musi ona prowadzić kąty w dwóch stawach i odpowiadać za większość nogi. Zwykle osoby z amputowaną nogą powyżej kolana używają protez półaktywnych, które nie mogą w pełni uzupełnić funkcji kolana, a zwłaszcza nie ułatwiają pokonywania przeszkód.

 

Tommaso Lenzi i jego koledzy z University of Utah stworzyli algorytm dla aktywnych protez kolanowych, który pozwala im rozpoznać, kiedy dana osoba chce podnieść nogę, aby przejść przez przeszkodę. Inżynierowie wykorzystali opracowaną wcześniej protezę w swojej poprzedniej pracy i skupili się na algorytmie sterowania jej działaniem.

 

W rzeczywistości twórcy zdecydowali się przenieść część kontroli protezy na człowieka. Kiedy osoba napotyka przeszkodę, nad którą może przejść, mocniej dociska udo i podudzie do siebie podczas kroku i dalej wysuwa udo do przodu. W związku z tym, mierząc ruch biodra, proteza może rozpoznać kąt nachylenia przekraczający wartość progową i zrozumieć, że silnik kolana powinien mocniej dociskać dolną część nogi do uda.

 

Inżynierowie opracowali prosty algorytm, który na każdym kroku dynamicznie zbiera parametry ruchu nogi z akcelerometru, w tym pozycję, przyspieszenie i prędkość, aktualizuje zaplanowaną trajektorię ruchu protezy i wydaje niskopoziomowe polecenia do silnika kolana.

 

Testy protezy na trzech ochotnikach wykazały, że potrafią oni dowolnie sterować ruchem protezy i pokonywać przeszkody o różnej wysokości do 20 centymetrów wysokości. Autorzy zaznaczają, że będą kontynuować pracę. Planują oni przeprowadzić badania na większej próbie, a także bezpośrednio porównać skuteczność nowego algorytmu z protezami pasywnymi i aktywnymi, pracując pod kontrolą innych algorytmów.

 


Odkryto jedną z największych struktur we Wszechświecie

Kosmograf Daniel Pomarede z Uniwersytetu Paris-Saclay i jego zespół opracował trójwymiarową mapę, na której odkryto nową gigantyczną strukturę. Tzw. Ściana Bieguna Południowego rozciąga się na odległość 1,4 miliarda lat świetlnych i zawiera setki tysięcy galaktyk!

 

Nowo odkryta struktura kosmiczna nie została wcześniej zauważona, ponieważ jej większa część „ukrywa się” za Drogą Mleczną w odległości około 500 milionów lat świetlnych od Ziemi w tzw. strefie unikania. Efekt ten powoduje, że nie możemy obserwować odległych obiektów w płaszczyźnie dysku galaktycznego Drogi Mlecznej z powodu obecności gazów, pyłów i gwiazd.

 

Daniel Pomarede i jego zespół posłużył się w swoich badaniach najnowszymi pomiarami nieba. Naukowcy prześledzili przesunięcia galaktyk ku czerwieni, ich ruch względem siebie oraz oddziaływania grawitacyjne. Dzięki tej metodzie można wykryć ukrytą masę, która grawitacyjnie wpływa na ruch galaktyk, a także odkryć ciemną materię. Następnie skorzystano z algorytmów komputerowych, które pozwoliły stworzyć trójwymiarową mapę rozkładu materii w strefie unikania i wokół niej.

Źródło: Daniel Pomarede/Uniwersytet Paris-Saclay

Badania te pozwoliły odkryć gigantyczną strukturę kosmiczną, której ramiona rozciągają się w kierunku gwiazdozbiorów Wieloryba i Ptaka Rajskiego. Potwierdzenie istnienia Ściany Bieguna Południowego i innych wielkich struktur pozwala weryfikować obecne modele kosmologiczne.

 

Warto dodać, że Ściana Bieguna Południowego pod względem wielkości jest zbliżona do Wielkiej Ściany Sloan – szóstej największej struktury kosmicznej, jaką zdołano odkryć. Aktualnym rekordzistą jest Wielka Ściana w Herkulesie-Koronie Północnej, która rozciąga się na około 10 miliardów lat świetlnych, czyli ponad jedną dziesiątą wielkości widzialnego Wszechświata.

 


Sonda Juno wykonała pierwsze zdjęcia północnego bieguna Ganimedesa

Sonda kosmiczna Juno dostarczyła na Ziemię niezwykłe zdjęcia Ganimedesa. 26 grudnia 2019 roku, instrument pokładowy Jovian Infrared Auroral Mapper (JIRAM) dokonał pierwszego w historii mapowania w podczerwieni bieguna północnego największego księżyca Jowisza.

 

Ganimedes to jeden z 79 znanych nauce księżyców, krążących wokół Jowisza. Jest to największy jowiszowy księżyc, a także największy księżyc w całym Układzie Słonecznym. Co więcej, Ganimedes jest jedynym znanym księżycem z własnym polem magnetycznym. Ciało niebieskie nie posiada jednak atmosfery i składa się głównie z lodu wodnego. Jego skład zawiera podstawowe wskazówki pozwalające zrozumieć ewolucję pozostałych księżyców Jowisza.

 

Ze względu na brak atmosfery, powierzchnia w okolicach biegunowych Ganimedesa jest stale bombardowana plazmą, która pochodzi z ogromnej magnetosfery Jowisza. Dane pochodzące z instrumentu JIRAM ujawniły, że plazma zmodyfikowała lód obecny na północnym biegunie tego księżyca i w jego okolicach.

Źródło: NASA/JPL-Caltech/SwRI/ASI/INAF/JIRAM

Lód w pobliżu obu biegunów Ganimedesa jest amorficzny, ponieważ naładowane cząstki podążają za liniami pola magnetycznego w kierunku biegunów, gdzie uderzają w powierzchnię, sieją spustoszenie w lodzie i niszczą jego uporządkowaną krystaliczną strukturę. Zamarznięte cząsteczki wody obecne na obu biegunach Ganimedesa nie mają dostrzegalnego porządku w swoim układzie, a amorficzny lód ma zupełnie inną sygnaturę w podczerwieni niż krystaliczny lód obecny na równiku.

 

Obserwacje Ganimedesa, dokonane przez sondę Juno, wspomogą przyszłe misje kosmiczne na lodowych księżycach, które organizują agencje ESA i NASA. Misja JUICE, skupiająca się na Ganimedesie, Kallisto i Europie, rozpocznie się już w 2022 roku, natomiast misja Europa Clipper, która zajmie się badaniem Europy, została zaplanowana na rok 2024.

 


Na Węgrzech przypadkowo narodziła się „ryba Frankensteina”

Naukowcy z Węgier, którzy zamierzają ocalić zagrożony wyginięciem gatunek ryby, która produkuje najcenniejszy czerwony kawior na świecie, przypadkowo stworzyli dziwną hybrydę zwaną „rybą Frankensteina”. Po skrzyżowaniu przez specjalistów jesiotra rosyjskiego z wiosłonosem amerykańskim pojawił się nowy wyjątkowy gatunek.

 

Biolodzy zamierzali uczyć ryby rozmnażania się bez kontaktu seksualnego z przedstawicielami własnego gatunku, ale jak to czasem bywa, coś w tej sytuacji poszło nie tak.

 

Wiosłonos, który jest dalekim krewnym jesiotra, był używany jako dawca nasienia do rozmnażania przez ginogenezę. W celu uzyskania czystego potomstwa konieczne było pobranie nasienia wiosłonosa i zapłodnienie jesiotrów poprzez ginogenezę.

 

Pomimo tego, że ryby należą do tego samego gatunku, mają różne cechy, przyzwyczajenia i żyją w różnych warunkach. Naukowcy uważali, że gatunki nie powinny stać się hybrydami, ale nie można tego uniknąć. Nowy gatunek został nazwany Sturddlefish.

 

Gdyby nie eksperymenty węgierskich naukowców, te dwa gatunki nigdy by się nie spotkały. W wyniku manipulacji specjaliści uzyskali jednocześnie dwa nowe rodzaje ryb, które są całkiem opłacalne. Jeden gatunek to jedna trzecia wiosłonosa i dwie trzecie jesiotra. Drugi gatunek to jedna piąta wiosłonosa, a reszta pochodziła od jesiotra. Miesiąc po wykluciu z pierwszego gatunku przeżyło około 62% ryb, a z drugiego 74%. Obie ryby wyglądem przypominają jesiotra.

 

Jeno Kaldi, który przeprowadził to badanie, nie może jasno wyjaśnić, dlaczego nastąpiła hybrydyzacja. To pytanie jest nadal otwarte. Jednocześnie eksperci uważają, że nowy gatunek może również produkować dobry czerwony kawior, podobnie jak inni przedstawiciele gatunku jesiotra.

 


Naukowcy stworzyli największą w historii trójwymiarową mapę Wszechświata

Międzynarodowy zespół astrofizyków opracował kompleksową analizę największej trójwymiarowej mapy Wszechświata, jaką kiedykolwiek stworzono. Zawarto w niej szczegółowe pomiary ponad 2 milionów galaktyk i kwazarów, obejmujące 11 miliardów lat czasu kosmicznego. Przygotowanie jej wymagało aż 20 lat systematycznej obserwacji kosmosu.

 

Szczegółowa mapa Wszechświata powstała w ramach projektu rozszerzonego spektroskopowego badania oscylacji barionowych (eBOSS), który jest częścią Sloan Digital Sky Survey (SDSS) - jednego z najważniejszych przeglądów nieba w historii astronomii. Stanowi ona wypełnienie najważniejszych luk w naszej eksploracji historii Wszechświata.

 

Mapa ujawnia włókna i puste przestrzenie, które definiują strukturę Wszechświata, począwszy od czasu, gdy miał zaledwie około 300 tysięcy lat. Naukowcy zmierzyli na niej wzorce rozkładu galaktyk, uzyskując kilka kluczowych parametrów Wszechświata. Mapa wyjaśnia nam, że około 6 miliardów lat temu, ekspansja Wszechświata zaczęła przyspieszać i od tamtej pory postępuje coraz szybciej. Naukowcy zakładają, że przyspieszona ekspansja spowodowana jest tzw. ciemną energią, która jest zgodna z ogólną teorią względności Einsteina, ale bardzo trudna do pogodzenia z współczesnym rozumieniem fizyki cząstek elementarnych.

 

Połączenie obserwacji z projektu eBOSS z badaniami młodego Wszechświata dostarczyło nam przede wszystkim sprzecznych danych w kwestii tempa rozszerzania się kosmosu. Naukowcy ustalili, że tempo ekspansji jest około 10% niższe od wartości uzyskanej z odległości do pobliskich galaktyk. Jednak ze względu na wysoką precyzję danych projektu eBOSS, badacze zakładają, że istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, aby wspomniana niezgodność była dziełem przypadku.

 

Międzynarodowy zespół naukowców nie zdołał rozwiązać zagadki ciemnej energii oraz tempa ekspansji Wszechświata. Kwestie te będą przedmiotem badań przyszłych projektów. Tymczasem naukowcy z SDSS przygotowują się do rozpoczęcia nowej fazy badań, polegającej na mapowaniu milionów gwiazd i czarnych dziur, aby stworzyć jeszcze dokładniejszą mapę Wszechświata.

 


Korea Północna zablokowała miasto z powodu zakażenia koronawirusem

W Korei Północnej zwołano nadzwyczajne spotkanie w związku z podejrzeniem zakażenia koronawirusem. Potencjalnym pacjentem zero jest uciekinier, który 3 lata temu uciekł do Korei Południowej i jakiś czas temu nielegalnie przekroczył granicę, aby wrócić do kraju.

 

19 lipca, mężczyzna, który nielegalnie przekroczył koreańską granicę, ma objawy zakażenia koronawirusem. Choć przeszedł już badania lekarskie, Korea Północna nie podała do wiadomości publicznej, czy jest nosicielem koronawirusa i w jakim stanie się teraz znajduje. Wiadomo jednak, że władze podjęły decyzję o zablokowaniu przygranicznego miasta Kaesong, zamieszkiwanego przez około 200 tysięcy ludzi.

Uciekinier może być pierwszym oficjalnie potwierdzonym przypadkiem zakażenia koronawirusem. Korea Północna dotychczas nie podawała żadnych danych na temat sytuacji wewnętrznej w związku z trwającą pandemią. Wydaje się to raczej mało prawdopodobne, aby w kraju nie było żadnych zakażeń, mimo jego całkowitej izolacji państwa.

 

Przedostanie i rozprzestrzenienie się koronawirusa w Korei Północnej może mieć tragiczne konsekwencje dla całego państwa ze względu na słabą opiekę zdrowotną i niedobór środków medycznych. W mediach nie brakuje opinii ekspertów, którzy twierdzą, że koronawirus mógłby w skrajnym przypadku zakończyć rządy Kim Dzong Una. Korea Północna, która ma mocno osłabioną gospodarkę z powodu sankcji, mogłaby zwyczajnie nie przetrwać epidemii.

 


Zużyte akumulatory litowo-jonowe pomagają w produkcji biodiesla

Brazylijscy chemicy wymyślili nową metodę produkcji biodiesla ze zużytego oleju roślinnego z gospodarstw domowych, wykorzystując jako katalizatory wodorotlenek litu zmieszany z wodorotlenkami innych metali alkalicznych. Oparta na odpadach z akumulatorów litowo-jonowych metoda pozwala na wyprodukowanie paliwa w ciągu kilku minut.

 

Artykuł naukowców został opublikowany w Journal of Renewable and Sustainable Energy. Biodiesel jest produkowany z olejów roślinnych od ponad 150 lat. Takie podejście znacznie zmniejsza ilość zanieczyszczeń uwalnianych do powietrza podczas spalania paliw kopalnych. Oleje roślinne są jednak raczej trudne do stosowania w silnikach wysokoprężnych, ponieważ oparte na nich paliwo nie ma dużej mocy, a podczas spalania takie związki uwalniają toksyczne produkty.

 

Teraz naukowcy znaleźli sposób na wykorzystanie olejów roślinnych do tworzenia prawdziwych biopaliw. Dzięki nowej metodzie przetworzone oleje roślinne, które nie nadają się do stosowania w silnikach wysokoprężnych, stają się potężnym paliwem. Nowa metoda jest podwójnie przyjazna dla środowiska, ponieważ jako katalizator procesu stosowany jest tlenek litu, substancja występująca w zużytych akumulatorach litowo-jonowych.

 

Nowa metoda opiera się na procesie transestryfikacji, w którym paliwo można wyprodukować w ciągu kilku minut w temperaturze pokojowej. W trakcie badań naukowcy pobrali próbki zużytego oleju roślinnego z restauracji szybkiej obsługi i domów, tj. największych źródeł odpadów, które nie są odpowiednio utylizowane. Autorzy wyekstrahowali również wodorotlenek litu ze zużytych akumulatorów litowo-jonowych.

 

Katalizowana mieszaniną wodorotlenków metali, reakcja transestryfikacji przebiega z rozszczepieniem oleju roślinnego na dwie warstwy, tj. biodiesel i glicerynę. Drugi produkt może być również używany do różnych przydatnych zastosowań, takich jak słodziki do żywności, farmaceutyki, kosmetyki i środki przeciw zamarzaniu.

 

Przy odpowiednich proporcjach katalizatora naukowcy byli w stanie wyprodukować biodiesel ze średnią wydajnością 90%. Przeanalizowali biodiesel za pomocą różnych metod, tj. spektroskopii w podczerwieni, chromatografii i magnetycznego rezonansu jądrowego, w celu oceny czystości produktu przyjaznego dla środowiska. W przyszłości nowa technologia obniży ostateczny koszt biodiesla.

 


Astronomowie wykryli superrozbłysk z pobliskiej gwiazdy

Japońscy astronomowie zarejestrowali kilkanaście rozbłysków, pochodzących z pobliskiej gwiazdy. Wśród nich był także tzw. superrozbłysk, który był wielokrotnie potężniejszy od tych emitowanych przez nasze Słońce.

 

Gwiazda AD Leonis znajduje się zaledwie 16 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze lwa. To właśnie ona wygenerowała 12 rozbłysków, wśród których był wyjątkowo potężny superrozbłysk. Wszystkie te zjawiska zostały zarejestrowane z pomocą nowego japońskiego teleskopu Seimei, który został zainstalowany na Uniwersytecie Kyoto.

Teleskop Seimei – źródło: Okayama Observatory/Kyoto University

Na drodze dalszych analiz, japońscy badacze ustalili, że superrozbłysk wyrzucony przez czerwonego karła AD Leonis był około 20 razy potężniejszy od tych emitowanych przez Słońce i zawierał o jeden rząd wielkości więcej wysokoenergetycznych elektronów. Zjawisko tego typu zostało zaobserwowane po raz pierwszy.

 

Japońscy naukowcy zamierzają szukać podobnych ekstremalnych zjawisk w kosmosie, aby lepiej przewidywać rozbłyski i superrozbłysk. Gwałtowne zdarzenia na Słońcu mogą w istotny sposób zaszkodzić ludzkości. Dzięki przyszłym obserwacjom być może będziemy w stanie nie tylko przewidywać rozbłyski słoneczne, ale też łagodzić szkody spowodowane burzami magnetycznymi na Ziemi.