Listopad 2019

Daty przydatności są nietrafione. Oto lepsze sposoby na stwierdzenie, czy jedzenie nadaje się do spożycia

Choć w stwierdzaniu, czy dany produkt spożywczy jest nadal zdatny do spożycia najbardziej pomaga nam nadrukowana na opakowaniu data przydatności, nie zawsze warto się nią sugerować. W wielu przypadkach wyrzucamy do śmieci jeszcze dobre pokarmy, a nieco rzadziej może zdarzyć się, że zjemy coś zepsutego, ponieważ data wskazywała na to, że jest nadal dobre. Dlatego warto znać kilka przydatnych wskazówek na temat zdatności do spożycia poszczególnych produktów.

Jajka

Skorupki jajek mają porowatą powierzchnię, która wraz z ich starzeniem się przepuszcza powietrze gromadzące się między skorupką a jajkiem. Stąd prosty sposób na sprawdzenie, czy jajko jest nadal zdatne do spożycia. Wystarczy umieścić je w naczyniu z wodą. Jeśli jajko unosi się na wodzie, jest zepsute. Jeżeli zatonęło – nadal możemy je zjeść!

Jogurt

Otwarty jogurt możemy przechowywać w lodówce od 1 do 3 tygodni. To dzięki żywym kulturom bakterii, które działają jak naturalny konserwant. Jeśli jednak jogurt jest zepsuty, na jego powierzchni zgromadzi się duża ilość cieczy, a zapach zmieni się na ostrzejszy. W zaawansowanym stadium po prostu zaobserwujemy pleśń.

Mięso

Gdy surowe mięso się popsuje, oprócz nieprzyjemnego zapachu, zaobserwujemy także zmianę w jego wyglądzie. Mięso pokryje się warstwą lepkiego śluzu, może również zmienić swój kolor na poszarzały.

Oliwa z oliwek

Zdatna do jedzenia oliwa z oliwek ma przyjemny, aromatyczny zapach oraz smak. Jeśli się popsuje, jej zapach staje się bardziej chemiczny i może zacząć przypominać olej silnikowy lub klej.

Ryba

Surowe ryby powinny być przechowywane w lodówce, a i tak termin ich ważności wynosi do 36 godzin od zakupu. Zepsuta ryba, jak każde inne mięso, pokrywa się śliską powłoką, która bardzo nieprzyjemnie pachnie.

 

Warzywa

Popsute warzywa bardzo często pokrywają się pleśnią. Mniej widoczną oznaką ich niezdatności do spożycia jest zmiana koloru na żółtawy.

Wiele osób uważa, że warzywa, które zwiędły, nie nadają się już do jedzenia. Nie zawsze jest to zgodne z prawdą. Jeśli nie ma innych oznak, warto spróbować włożyć warzywo do zimnej wody. W ciągu 10-15 minut może ono na nowo odzyskać swój zdrowy wygląd.

Mleko

Oprócz bardzo nieprzyjemnego zapachu i gryzącego smaku, zepsute mleko zmienia także swoją teksturę. W cieczy pojawiają się większe lub mniejsze grudki.

Owoce

Podobnie, jak w przypadku warzyw, zepsute owoce żółkną. Dodatkowo zanika u nich skórka i zaczynają nieprzyjemnie pachnieć. 

Chleb

Jeśli zauważysz pleśń na pojedynczej kromce chleba, oznacza to, że należy wyrzucić cały bochenek. To, co widzisz gołym okiem, jest największym skupiskiem pleśni, jednak jej zarodniki zdążyły już rozprzestrzenić się po całym produkcie. Pamiętaj jednak, że tzw. czerstwy chleb, czyli zeschnięte kromki, nadal nadaje się do spożycia.

Ser

Im bardziej miękki i wilgotny ser, tym szybciej się psuje. Zepsuty ser zwykle pachnie i smakuje jak kwaśne mleko. Może pojawić się także pleśń. Twardsze sery psują się o wiele wolniej. W wielu przypadkach wystarczy odciąć zeschniętą warstwę, a środek nadal będzie zdatny do spożycia.

 

 



Czy starożytne indyjskie miasta mogły paść ofiarą wojny jądrowej?

Gdy Robert Oppenheimer, jeden z twórców amerykańskiej broni jądrowej, został zapytany czy była to pierwsza w historii próba detonacji urządzenia atomowego odpowiedział "tak, w dzisiejszych czasach". Co miał na myśli genialny fizyk? Prawdopodobnie chodziło mu o prehistoryczne wojny atomowe, których istnienie zgłębiał czytając hinduskie eposy w oryginale.

 

Broń jądrowa w starożytności? Na pierwszy rzut oka zagadnienie to wydaje się być absurdalne, ale nie brakuje dowodów wskazujących na to, że w starożytności kiedyś doszło już do wykorzystania tej śmiercionośnej broni. Opisów jej wykorzystania nie brakuje. Znajdują się nawet w Biblii. Niektórzy sugerują, że Sodoma i Gomora została zniszczona w ataku jądrowym. Jednak najwięcej śladów takich konfliktów atomowych w przeszłości można odnaleźć w Indiach.

W 1922 roku na jednej z wysp rzeki Indus w Pakistanie archeolodzy odkryli pod piaskiem ruiny starożytnego miasta. Miejsce to nazywa się Mohendżo Daro, co w miejscowym języku oznacza "Wzgórze Umarłych". Wykopaliska wskazują na to, że ludzie zginęli tam w bardzo krótkim czasie i działała na nich wysoka tempeatura.

 

Mohendżo Daro w rzeczywistości przestało istnieć w jednym momencie. Nie wiadomo co się stało, ale było to dosyć gwałtowne. W jednym z domów znaleziono szkielety trzynastu osób dorosłych i jednego dziecka. Ludzie ci zostali zabici gdy siedzieli jedząc coś z miski. Inni zginęli po prostu chodząc po ulicach.  Ich śmierć była bardzo gwałtowna i w pewnym sensie przypomniało to zdarzenie jakie miało miejsce w Pompejach.

W starożytnym hinduskim eposie Mahabharata, napisano, że przyczyną tej strasznej tragedii był potężny wybuch, który nastąpił po oślepiającym blasku "światła bez dymu". Potężna ilość ciepła doprowadziła do wrzenia otaczającą wodę, a "ryby wyglądały jak spalone". Co zatem mogło się stać w Mohendżo-Daro? 

 

Przypadek Mohendżo-Daro a zwłaszcza ustalona skala zniszczenia starożytnej metropolii bardzo przypomina to, co zobaczyliśmy w Hiroszimie i Nagasaki po wybuchach bomb atomowych. Ale to nie wszystko.

 

Zaledwie 16 km na zachód od milionowego dziś miasta Jodhpur w Indiach, znajduje się miejsce, które może dowodzić, że broń jądrowa rzeczywiście była stosowana już w starożytności. Chodzi o obszar o powierzchni około 5 kilometrów kwadratowych, w którym promieniowanie jest wciąż tak silne, że mieszkanie tam jest bardzo niebezpieczne. 

Ludzie mieszkający w tej okolicy do dzisiaj cierpią na liczne nowotwory, a ich dzieci na wady wrodzone. Gdy zebrano wierzchnią warstwę ziemi w tym miejscu, okazało się, że pod nią znajduje się radioaktywny popiół nieznanego pochodzenia. Hinduscy naukowcy, którzy próbowali dociekać przyczyn takiego stanu rzeczy, odkryli, że znajdują się  tam pozostałości starożytnego miasta. Poziom promieniowania jaki tam zanotowano jest tak duży, że rząd indyjski nakazał ogrodzenie terenu. 

 

Jedna z bardziej odważnych hipotez odnośnie zakładała, że miejsce to zostało zniszczone przez wybuch jądrowy. Jest w tym przypadku bardzo wiele podobieństw do tego co stało się z Mohendżo-Daro. Coś zniszczyło w jednym momencie większość budynków i zabiło natychmiast wszystkich ludzi. Jeden z badaczy uważa, że była to bomba jądrowa wielkości podobnej do tych, które zostały zrzucone przez armię USA w Japonii w 1945 roku.

W starohinduskim eposie Mahabharata, można się spotkać z poetyckim opisem katastrofalnej eksplozji, która mogła być wybuchem bomby jądrowej. 

"Był to pojedynczy pocisk
Uzbrojony w całą moc wszechświata.
Oślepiająco jasna kolumna dymu i ognia,
Tak jasna jak dziesięć tysięcy słońc,
Wzniosła się w całej okazałości…

…była to broń nieznana,
Żelazny piorun,
Gigantyczny posłaniec śmierci,
Który obrócił całą rasę
Wariśiów i Andźaków w proch.

…Ciała przezeń zabitych były tak spalone,
Że nie można było ich zidentyfikować.
Wypadły im włosy i paznokcie;
Naczynia gliniane rozsypały się bez widocznej przyczyny,
Zaś ptaki zbielały.

Po kilku godzinach cała żywność została skażona…
…aby uciec od skutku tego ognia
Żołnierze rzucali się do strumieni,
Aby obmyć swoje ciała i ekwipunek.”

 
Hinduskie eposy są pełne opisów które można interpretować jako wybuchy jądrowe. Nie jest to oczywiste tylko dlatego, że zostało to napisane językiem alegorycznym, aby jakoś przekazać wiedzę o tych wydarzeniach przy założeniu, że przekazujący ją mogą nie wiedzieć o jakiej technologii mowa.

 

W hinduistycznych świątyniach znajdowano wyryte na ścianach modlitwy o uwolnienie od wielkiego światła, które mogło zniszczyć miasto. Trudno było sobie coś takiego wyobrazić dopóki nie powstała technologia jądrowa. 

Obecność stref promieniotwórczych, które są niebezpieczne do naszych czasów może potwierdzać starożytne hinduskie pisma opisujące bitwy z wykorzystaniem broni jądrowej. Według niektórych teorii, imperium Ramy, obecnie Indie, zostało zniszczona przez wojnę atomową. 

 

Podczas wykopalisk w pakistańskim Harappy i wspomnianym już Mohendżo Daro na ulicach znaleziono szkielety. Wiele z nich znajduje się w położeniu, które może świadczyć o nagłej śmierci. Ludzie nie zostali nawet zakopani, tylko znaleźli się głęboko pod ulicami miasta. Co może być przyczyną takiej sytuacji?

 

Niezrozumiałe jest to dlaczego ich ciała nie zostały rozwleczone przez dzikie zwierzęta? Ponadto, nie są widoczne żadne ślady gwałtownej śmierci tych ludzi. Szkielety tam znajdowane są poza tym jednymi z najbardziej radioaktywnych jakie kiedykolwiek znaleziono na terenie dzisiejszych Indii i Pakistanu. W pewnym momencie, Naukowcy odkryli, szkielet, który miał poziom radioaktywności 50 razy większe niż normalny.

 

 

 



Codzienne spożywanie cebuli i czosnku może chronić przed rakiem

W jednym z badań przeanalizowano wpływ diety kobiet na ryzyko wystąpienia nowotworu piersi. Naukowcy sugerują, że czosnek i cebula mogą znacznie zmniejszać ryzyko zachorowania na raka piersi. Bogate w smaku, ostre warzywa są w stanie zapobiegać chorobom takim, jak cukrzyca, choroby serca i, zgodnie z najnowszymi dowodami, także nowotwory. Wyniki opublikowano w czasopiśmie naukowym Nutrition and Cancer.

Kilka wcześniejszych badań powiązało już spożywanie cebuli oraz czosnku z niższym ryzykiem wystąpienia raka jelita grubego, raka żołądka oraz raka prostaty. Jak wskazują najnowsze badania przeprowadzone przez Uniwersytet Buffalo, regularne jedzenie tych warzyw może chronić kobiety także przed rakiem piersi. Do takich wniosków doszli naukowcy analizując modele żywieniowe kobiet z Portoryko. Używa się tam popularnej przyprawy „sofrito”, tradycyjnego sosu portorykańskiego, który bazuje w głównej mierze na czosnku i cebuli.

Zespół baczy wykorzystał dane szpitalne oraz kliniczne do zidentyfikowania 314 kobiet w wieku od 30 do 79 lat, które chorowały na raka piersi w latach 2008-2014. Naukowcy wykorzystali również dane medyczne na temat 364 kobiet niechorujących na raka, które wybrano na podstawie wieku oraz obszaru zamieszkania. Uczestniczki wypełniły szczegółowy kwestio

 

Badacze są zdania, że kobiety, które regularnie spożywały sofrito bazujące na cebuli i czosnku, aż o 67% rzadziej chorowały na raka piersi. W wynikach uwzględniono zmienne takie jak wiek, wykształcenie, rodzinna historia chorobowa, wskaźnik BMI, nałogi i wiele innych. Mimo to odnotowano wyraźny związek między umiarkowanym lub wysokim spożyciem cebuli i czosnku, a rzadszym chorowaniem na raka piersi.

Chociaż badanie miało charakter wyłącznie obserwacyjny i trudno jest wyjaśnić mechanizmy leżące u podstaw wysnutych przez badaczy wniosków, to specjaliści sformułowali już pewne teorie. Prawdopodobnie to przeciwutleniacze oraz związki siarki organicznej przyczyniają się do działania przeciwnowotworowego cebuli oraz czosnku. Ze względu na ograniczoną grupę badawczą naukowcy chcą powtórzyć swoją analizę na danych medycznych kobiet z innych krajów.

 

 

 



Nowy bilans trzęsienia z Francji - Cztery osoby ranne i kilkadziesiąt uszkodzonych budynków

Z ostatnich doniesień wynika, że wczorajsze nietypowe, płytkie trzęsienie ziemi, które wystąpiło we Francji, zniszczyło ponad 30 domów w południowo-wschodniej części tego kraju. Dodatkowo ilość rannych wzrosła do czterech.

 


Według francuskich mediów co najmniej 30 domy w miejscowości Le Theil w południowo-wschodniej Francji zostały uszkodzone przez trzęsienie ziemi. Niektóre źródła podają, że ilość uszkodzeń infrastruktury jest jednak znacznie większa i dotyczy około 250 budynków. Udokumentowano liczne pęknięcia ścian i dachów, oraz sufitach w wielu budynkach.

 

Według francuskich sejsmologów, wczorajszy wstrząs miał siłę aż 5,4 stopni w skali Richtera. Ustalono, że epicentrum znajdowało się w pobliżu miasta Montelimar w południowo-wschodniej części tego kraju. 

 

Drżenie trwało tylko  około dziesięć sekund i było odczuwalne w kilku miastach regionu, w tym w Lyonie, Montpellier i w dawnej siedzibie papieży, Awinonie. Tak krótkie zjawisko zdołało dokonać całkiem sporego zamieszania, co sugeruje zupełnie nieprzygotowywanie ludzkości na tego typu zagrożenia.

 

Już wczoraj poinformowano, że korporacja EDF Energy, na skutek trzęsienia ziemi  wyłączyła trzy reaktory elektrowni jądrowej Cruas-Meysse w departamencie Ardeche. Nadal nie ma doniesień na temat tego, czy reaktory zostały przywrócone do normalnej pracy.

 

 



Najmniejsze na świecie ssaki kopytne jednak nie wyginęły

Wielu naukowców obawiało się całkowitego wyginięcia kanczyli – najmniejszych na świecie ssaków parzystokopytnych. Od prawie trzech dekad mogliśmy zobaczyć gatunek wyłącznie w ogrodach zoologicznych. Niedawno zdołano jednak sfotografować je na wolności w jednej z wietnamskich dżungli.

Najnowsze wydanie czasopisma Nature, Ecology & Evolution opublikowało zdjęcia wykonane przez naukowców z Wietnamskiej Akademii Nauk, na których udokumentowano występowanie kanczyli na wolności. Fotografie wykonano na przybrzeżnych zalesionych obszarach w pobliżu miasta Nha Trang na południu Wietnamu.

Dziko żyjących przedstawicieli gatunku poszukiwano od lat – naukowcy nie mieli przy tym pewności, czy osobniki te jeszcze istnieją. Miniaturowe ssaki kopytne należą do rodziny zawierającej co najmniej 10 podgatunków. Wietnamskie kanczyle to najrzadsi przedstawiciele. Są wielkości królika, a ich umaszczenie charakteryzuje się wyjątkowym, srebrzysto-szarym zabarwieniem.

Oprócz najnowszych fotografii, ludzie mieli styczność z wietnamskimi kanczylami jeszcze tylko dwa razy. Pierwszy raz gatunek został opisany w 1910 roku, a następnie dopiero 80 lat później – po tym jak osobnik został zastrzelony przez myśliwego. Liczebność tych ssaków jest tak niska między innymi ze względu na to, że na nie polowano – głównie poprzez zastawianie wnyków.

Chociaż naukowcy dopiero teraz uwiecznili kanczyle na zdjęciach, Wietnamczycy mieszkający w pobliżu lasów widują je znacznie częściej. Właśnie ciągłe doniesienia na ich temat skłoniły badaczy do intensyfikacji poszukiwań. W końcu jeden z ponad 30 rozstawionych w dżungli aparatów-pułapek, które są aktywowane poprzez rejestrację ruchu, wykonał kilka zdjęć oraz nagrał film, który możemy podziwiać.

 

 



Nowa metoda badawcza może na zawsze zakończyć testy na zwierzętach

Postęp w medycynie to zasługa ciężkiej pracy i sprawnych umysłów naukowców, ale również dziesiątek milionów zwierząt, na których testuje się każdą nową koncepcję. Być może jednak ich liczba zacznie teraz gwałtownie spadać, ponieważ opracowano zupełnie nową metodę badawczą do pozyskiwania nowych leków. Nie tylko nie potrzeba do niej zwierząt, ale jest ona także znacznie tańsza i szybsza. W efekcie badacze mogą zostać wprost zalani danymi, które mogą przyczynić się do tworzenia ratujących życie lekarstw.

Wiele najważniejszych leków w medycynie bazuje na substancjach zaczerpniętych wprost z otaczającej nas przyrody. Przykładem może być kaptopryl – molekuła pochodząca z jadu żararaki pospolitej, czyli węża z rodziny żmijowatych, który żyje w Ameryce Południowej.

 

Lekarstwa powstałe na bazie kaptoprylu zapobiegają milionom zawałów serca na całym świecie. Substancje, na bazie których pająki tkają swe sieci, spowalniają uszkodzenia mózgu po przebytym udarze, a jad ryb żyjących wśród raf koralowych oferuje silne działanie przeciwbólowe, porównywalne do opioidów.

 

Substancje zawarte w jadach zwierzęcych są jednym z najbogatszych źródeł potencjalnych, nowych leków. Jednak z uwagi na to, że zwykle jad stanowi prawdziwy koktajl różnorodnych cząsteczek, wyodrębnienie tych o potencjalnych właściwościach leczniczych stanowi spore wyzwanie. Dotychczas do testów wykorzystywano po prostu inne zwierzęta, co stanowiło nie tylko powolny proces, ale również wiązało się z ich ciągłym uśmiercaniem.

Naukowcy z Uniwersytetu w Queensland opracowali jednak nową metodę badawczą, która wykorzystuje sondy optyczne zanurzone w roztworze zawierającym jad. Poprzez analizę zmian w odbijanym świetle badacze są w stanie wyodrębnić szkodliwe substancje. Oszczędność czasu oraz środków zwiększa ilość testów na jednej cząsteczce z 8 do 240. Naukowcy mają zatem w krótkim czasie znacznie więcej danych do analizy.

 

Jad trwożnicy Waglera, inaczej nazywanej żmiją świątynną, wykazuje spory potencjał w leczeniu stanów zapalnych jelita grubego oraz zmian wywołanych paleniem tytoniu. Konieczne jest jednak pozbawienie jadu tych cząsteczek, które są szkodliwe dla naszego zdrowia. Z tego powodu naukowcy chcą usuwać toksyny za pomocą sondy. Badacze liczą także na to, że ich nowa metoda badawcza znajdzie szersze zastosowanie – nie tylko wśród neurotoksyn, ale również innych cząsteczek o potencjalnym znaczeniu medycznym.

 

Oczywiście wprowadzenie sond optycznych nie wyeliminuje całkowicie testów na zwierzętach. Wciąż będą one potrzebne, na przykład do weryfikacji potencjalnych skutków ubocznych leków. Mimo wszystko liczba zwierząt w laboratoriach może zostać znacznie ograniczona, a to już jakiś początek.

 

 

 



Niezwykłe silne trzęsienie ziemi we Francji. Zatrzymano pracę trzech reaktorów atomowych

Dzisiaj około 10:52 czasu uniwersalnego, w południowo-wschodniej Francji doszło do najsilniejszego trzęsienia ziemi jakie wystapiło w tym kraju w ciągu ostatnich 15 lat. Zatrzymano pracę reaktorów atomowych w pobliskiej elektrowni atomowej.

 

Francuscy sejsmolodzy twierdzili początkowo, że magnituda wstrząsu wyniosła 5,4 stopnie w skali Richtera, z kolei według innych instytutów geofizycznych miało ono siłę 4,9 stopni. 

 

Jak informują francuskie media, epicentrum wstrząsów znajduje się między Grenoble oraz Montpellier. Trzęsienie było wyjątkowo płytkie bo wystapiło około 10 km pod powierzchnią ziemi. Z tego powodu było odczuwalne, nawet w Lyonie. 

 

Wiadomo o tym, że na skutek zjawiska, przynajmniej jedna osoba została ciężko ranna. Za wcześnie jeszcze na stwierdzenie zakresu uszkodzeń infrastruktury. Wstrząsy tej wielkości są już w stanie powodować pęknięcia budynków. 

Francuskie władze potwierdzają, że na skutek tego trzęsienia zatrzymano pracę trzech reaktorów atomowych w znajdującej się blisko epicentrum elektrowni jądrowej Cruas-Meysse. Nie ma jednak doniesień aby istniało jakiekolwiek zagrożenie, a zatrzymanie reaktorów nazwano działaniem prewencyjnym. 

 

Prawdopodobnie ta aktywność sejsmiczna ma jakiś związek z procesami górotwórczymi w pobliskich Alpach. Nie wystąpiły dotychczas żadne wstrząsy wtórne, ale ich powstanie w ciągu następnych 24 godzin są bardzo prawdopodobne. 

 

 



W Australii ogłoszono stan wyjątkowy z powodu wielkich pożarów

Nowa Południowa Walia, najbardziej zaludniony stan w Australii, ogłosiła stan wyjątkowy. Liczne pożary spustoszyły ten region, a rząd alarmuje, że może to być najgroźniejszy pożar buszu w historii państwa.

 

Według szacunków policji stanowej i straży pożarnej, od piątku w Nowej Południowej Walii zginęły 3 osoby, a dziesiątki zostało rannych, w tym dwóch strażaków. Ogień zniszczył ponad 150 domów. Dym i pył z pożarów jest tak intensywny, że powędrował przez Morze Tasmana w kierunku Nowej Zelandii, gdzie mieszkańcy mogli obserwować czerwony kolor nieba.

Władze Nowej Południowej Walii ostrzegają mieszkańców Sydney przed katastrofalnym zagrożeniem pożarowym. Suche powietrze i wysokie temperatury w tej części Australii sprzyjają rozprzestrzenianiu się ognia. We wtorek, pożar może wybuchnąć również w Sydney.

Co więcej, policja stanowa ostrzegła, że nie ma wystarczającej ilości wozów strażackich do walki z pożarami, dlatego nie wszyscy będą mogli otrzymać pomoc. W związku z tym zalecono, aby w sytuacji zagrożenia natychmiast ewakuować się i szukać schronienia. Stan wyjątkowy w Nowej Południowej Walii został wprowadzony na siedem dni.

 



Cyklon Bulbul uderzył w Indiach i Bangladeszu – 20 ofiar śmiertelnych i miliony przesiedlonych

Dwadzieścia osób zginęło, a ponad dwa miliony zostały zmuszone do przesiedlenia, spędzając noc w schronach przeciwcyklonowych po tym, jak cyklon Bulbul uderzył w wybrzeże Indii i Bangladeszu. Rozpętały się gwałtowne wichry do 120 kilometrów na godzinę i ulewne deszcze. W obu krajach zamknięto porty oraz lotniska.

Nisko położone wybrzeże Bangladeszu zamieszkałe przez 30 milionów ludzi oraz wschodnie wybrzeże Indii są regularnie niszczone przez cyklony. W ostatnim czasie częstotliwość oraz intensywność burz wzrosła. Na szczęście liczba ofiar śmiertelnych maleje, dzięki szybszym ewakuacjom, a także coraz większemu dostępowi do schronisk przybrzeżnych.

 

Jak donosi Press Trust of India, dziesięć osób zginęło w indyjskim stanie Bengal Zachodni – dwie z nich zostały przygniecione we własnych domach wyrwanymi z ziemi drzewami. Pięć osób zginęło po tym, jak łódź rybacka zatonęła na rzece Meghna w pobliżu południowej wyspy Bhola. Dwie kolejne zmarły w pobliskim stanie Odisha. W Bangladeszu zginęło łącznie osiem osób – w tym pięć z powodu powalonych drzew. Kolejne 20 osób zostało rannych.

 

Do tej pory cyklon zniszczył 4 tysiące domów o słabych konstrukcjach, wykonanych głównie z gliny oraz słomy. W nadmorskiej miejscowości Khulna, najbardziej dotkniętej przez żywioł, drzewa zostały wyrwane z ziemi, blokując drogi i w znacznym stopniu utrudniając dostęp do tego obszaru.

 

Jak wypowiedział się minister do spraw zarządzania klęskami żywiołowymi, Enamur Rahman, zalane zostały niektóre nisko położone części dzielnicy. Bulbul uderzył także w wybrzeże Sundarbans. Znajduje się tam największy na świecie las namorzynowy, który otacza Bangladesz i Indie, stanowiąc dom dla wielu zagrożonych gatunków zwierząt, np. tygrysów bengalskich. Prawdopodobnie to właśnie dzięki lasowi osłonięto nieco wybrzeże przed pełnym uderzeniem żywiołu.

 

Cyklon słabnie w miarę przemieszczania się w głąb lądu, gdzie powoduje głównie ulewne deszcze. Żołnierze zostali wysłani do nadmorskich dzielnic, a dziesiątki tysięcy wolontariuszy krąży z megafonami od drzwi do drzwi, nakłaniając ludzi do ewakuacji. Rodziny są zmuszone pozostawić na pastwę losu cały swój dobytek, m.in. zwierzęta gospodarskie. Żywioł pokrzyżował także plany turystom odwiedzającym Indie oraz Bangladesz. Około 1500 osób utknęło na wyspie St Martin u południowo-wschodniego wybrzeża Bangladeszu.

 

 

 



IKEA rozwścieczyła ponownie klientów "likwidując" Święta Bożego Narodzenia

Jak wiadomo w handlu od połowy listopada każdego roku, rozpoczyna się okres hdy wszędzie słychać kolędy, placówki są dekorowane choinkami i bibelotami mającymi nas wprawić w bożonarodzeniowy nastrój. Tymczasem okazuje się, że niektóre międzynarodowe korporacje, jak IKEA, "odwołały" w tym roku Boże Narodzenie i ogłaszają zamiast tego "zimową imprezę". 

 

Przeglądając nowy katalog produktów IKEA na próżno szukać jakiekolwiek wzmianki o Bożym Narodzeniu czy choinkach. Wszelkie skojarzenia do chrześcijaństwa zostały usunięte i zastąpione politycznie poprawną nowomową. 

 

Nawet sprzedawane w tej sieci handlowej choinki nazwano po prostu "sztucznymi roślinami". Dziwaczna "zimowa impreza" zdenerwowała wielu Skandynawów. Głosy oburzenia pojawiły się w Danii, Szwecji i w Norwegii. 

O nowej strategii sprzedaży korporacji IKEA wypowiadają się politycy, którzy są oburzeni pomysłem zamaskowania Bożego Narodzenia za pomocą politycznie poprawnej nowomowy. Przedstawiciel Duńskiej Partii Ludowej, Peter Skaarup stwierdził, że to narzucanie swojego światopoglądu przez Szwedów robi się już męczące. Za to politycy norweskiej Partii Postępu, otwarcie nawołują do bojkotu sieci. 

 

Strategia nowomowy bożonarodzeniowej IKEA ma charakter globalny, bo dokładnie tak samo stało się w Polsce i w sklepach tej korporacji na próżno szukać jakichkolwiek odniesień do chrześcijańskiego charakteru nadchodzących świąt. 

 

To nie pierwszy raz kiedy koncern IKEA zdenerwował część swoich klientów. Niedawno zrobiło się głośno na temat pracownika ukaranego za niezbyt pochlebne wyrażanie się na temat obowiązkowej dla całej kadry gloryfikacji środowisk LGBT.

 

Mimo, że władze IKEA nie potwierdzają tego, że bojkot ich sklepów przez część polskich klientów nie odbił się na przychodach grupy, to w polskich mediach zaczęły się nagle pojawiać reklamy IKEA sugerujące, że są to sklepy dla rodzin.

 

To może być poszlaką, że tęczowa manifestacja szwedzkich sprzedawców mebli nie opłaciła im się i musieli ratować swój wizerunek pokazując bynajmniej mie jednopłciowe młode pary onowiązkowo z kobietą w ciąży. Czas pokaże czy teraz, po symbolicznym odwołaniu Bożego Narodzenia, kolejne masy klientów nie zrezygnują z zakupów w tej lewicowo-postępowej sieci handlowej.