Październik 2019

Czy to zdrowo smażyć potrawy na oliwie z oliwek?

Oliwa z oliwek to jedno ze zdrowszych źródeł tłuszczu w diecie człowieka, które możemy spożywać codziennie. Chociaż oliwa z oliwek posiada niekwestionowanie dobry wpływ zdrowie naszego organizmu, to wciąż wątpliwości budzi jej zastosowanie. Mowa oczywiście o tym, czy na oliwie możemy smażyć potrawy. Wiele osób martwi się, że tzw. „niski punkt dymienia” oliwy z oliwek nie tylko pozbawia ją cennych właściwości odżywczych, ale również po prostu szkodzi naszemu zdrowiu. Jak jest zatem naprawdę?

Badania opublikowane w 2018 roku w czasopiśmie naukowym Acta Scientific Nutritional Health dowodzą, że oliwa z pierwszego tłoczenia nadaje się zarówno do spożywania na zimno, jak i po podgrzaniu do bardzo wysokich temperatur. Jej struktura chemiczna jest wręcz stabilniejsza od innych, popularnych olejów spożywczych.

 

Czym właściwie jest punkt dymienia oleju?

Punktem dymienia określamy temperaturę, w której z oleju zaczyna ulatniać się znaczna ilość lotnych związków chemicznych. Wówczas możemy zaobserwować charakterystyczny, lekko niebieskawy dym. Gdy olej osiąga punkt dymienia, cenne związki, które są w nim zawarte, zwyczajnie odparowują. Powstają również szkodliwe związki chemiczne, takie jak nadtlenki lipidowe, które zwiększają ryzyko wystąpienia niektórych nowotworów.

Każdy tłuszcz posiada swój indywidualny punkt dymienia. W przypadku oleju z pestek winogron jest to ok. 204 stopnie Celsjusza, a w przypadku masła już tylko 148 stopni Celsjusza. Z kolei punkt dymienia oliwy z pierwszego tłoczenia wynosi pomiędzy 176 a 210 stopni Celsjusza. Widełki te wynikają ze zróżnicowanych sposobów tłoczenia oliwy. Najwyższy punkt dymienia posiada oliwa z oliwek poddana wielokrotnemu tłoczeniu, dlatego dotychczas to właśnie ją polecano do smażenia, podczas gdy oliwę z pierwszego tłoczenia zalecano stosować wyłącznie na zimno.

Nowe ustalenia w sprawie punktu dymienia

Jak dowodzą najnowsze badania, punkt dymienia wcale nie jest najlepszym wskaźnikiem zdatności tłuszczu do stosowania w wysokich temperaturach. Do takich wniosków doszli naukowcy po przeprowadzeniu eksperymentów na 10 najczęściej stosowanych w kuchni olejach. W pierwszej części badań podgrzewano oleje przez 20 minut, aż osiągnęły 240 stopni Celsjusza, a w drugiej podgrzano je we frytkownicy do temperatury 180 stopni Celsjusza, czyli najwyższej zalecanej temperatury przy smażeniu na głębokim tłuszczu.

 

Jak dowiedziono, w obu testach to właśnie oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia wykazała największą stabilność chemiczną, wytwarzając najniższe poziomy szkodliwych tłuszczów trans i innych niebezpiecznych dla zdrowia substancji. Stąd wniosek naukowców, że temperatura dymienia nie koreluje wcale z czasem, w którym olej zaczyna się rozkładać, tracąc swoją stabilność.

Zdaniem badaczy, stabilność oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia może wynikać z jej wysokiej zawartości przeciwutleniaczy oraz jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Podobne, choć nie tak dobre wyniki osiągnął także olej kokosowy i inne oleje z pierwszego tłoczenia, na przykład olej z awokado.

 

 

 


Jasny zielony meteor był widziany nad Irlandią

Mieszkańcy całej Irlandii i okolic, widzieli wczoraj w nocy spadającą i jaśniejącą na zielono kulę ognia, która rozświetliła nocne niebo. Wielu z nich nagrało przypadkiem niezwykłe zjawisko za pomocą kamer monitorujących obejścia lub rejstratory jazdy.

 

Pojawiły się doniesienia, że meteor był widziany w irlandzkich hrabstwach: Clare, Cork, Mayo i Fermanagh. Niezwykłe widowisko  można było obserwować około siódmej wieczorem czasu lokalnego.

Wyraźnie zielony kolor bolidu oznacza, że składał się on w dużej mierze z magnezu. Po wejściu w atmosferę, na skutek tarcia powodującego wysoką temperaturę, wywołał on tą zieloną poświatę, obserwowaną przez setki mieszkańców Irlandii.

 


NASA zaprezentowała dziwny obraz Słońca przypominającego wyciętą dynię

Dzisiaj wigilia Wszystkich Świętych, co w kulturze anglosaskiej jest nazywane Halloween. Specjaliści z NASA wpisali sie w te coroczne obchody i opublikowali na Twitterze niezwykły obraz naszej dziennej gwiazdy, nawiązujący do tej tradycji.

 

Gdy nadchodzi 31 październik, w wielu krajach świata obchodzi się okultystyczny zwyczaj zwany Halloween. W tym dniu ludzie przebierają się w kostiumy złych istot, a z dyni wycina się kształty symbolizujące czaszki, które nierzadko są rozświetlane niesamowitymi światłami. Jednak specjaliści z NASA zamiast dyni użyli Słońca.

 

Opublikowano zdjęcia przedstawiające Słońce sprzed lat, podczas zwiększonej aktywności. Połączenie plam i aktywnych regionów sprawiło, że powierzchnia naszej gwiazdy lśniła w charakterystyczny sposób, przywodzący skojarzenia do wyciętej dyni stawianej tu i ówdzie na podjazdach przed domami.

 

Niewątpliwie zdjęcie przerażająco "uśmiechającego" się Słońca wygląda jak wycięta dynia. Zrobiono je w 2014 roku za pomocą stacji kosmicznej Solar Dynamics Observatory , ale zostało opublikowane dopiero teraz.

 

Internauci komentujący to zdjęcie przeważnie byli nim oczarowani. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy oskarżali ekspertów NASA, że obraz Słońca wyedytowano za pomocą programu Photoshop. Jednak amerykańska agencja kosmiczna kategorycznie odrzuca takie sugestie informując, że to rzeczywiste zdjęcie Słońca sprzed kilku lat.


 


Badania dowodzą, kiedy najlepiej zażywać leki na nadciśnienie

Wyniki najnowszych badań skupiających się na leczeniu nadciśnienia sugerują, że tabletki na nadciśnienie najlepiej zażywać przed snem, a nie, jak dotychczas zalecano, rano. Pora ta nie tylko sprzyja unormowaniu ciśnienia krwi, ale również znacznie zmniejsza ryzyko śmierci z przyczyn sercowo-naczyniowych, czyli na skutek zawału lub udaru.

Naukowcy postanowili przeanalizować dane medyczne zgromadzone przez Hygia Chronotheraphy Trial, czyli największe i najdłużej trwające badanie kliniczne, którego celem jest zbadanie wpływu stosowania leków na nadciśnienie na ryzyko wystąpienia zespołu objawów klinicznych związanych z zaburzeniami krążenia. Losowo podzielono 19084 osób chorujących na nadciśnienie – połowa z nich miała przyjmować przepisane przez lekarzy leki rano, a druga połowa o zmienionej porze, dopiero przed snem.

 

Okres obserwacji trwał 6 lat, w trakcie których pacjenci przynajmniej raz w roku zostali poddani 48-godzinnemu ambulatoryjnemu badaniu ciśnienia krwi. Wyniki przeprowadzonej analizy wykazały, że pacjenci, którzy przyjmowali leki na nadciśnienie przed snem, posiadali bardziej unormowane ciśnienie, a co najważniejsze – znacznie rzadziej doświadczali śmierci lub choroby z powodu problemów sercowo-naczyniowych.

Zdaniem specjalistów przyjmowanie tabletek na nadciśnienie przed snem może zmniejszyć ryzyko śmierci z powodu chorób sercowo-naczyniowych o 66%, udaru mózgu o 49%, niewydolności serca o 42%, a z powodu rewaskularyzacji wieńcowej (zabiegu, który ma na celu przywrócenie prawidłowego krążenia poprzez poszerzenie lub pomostowanie tętnic wieńcowych) o 40%. Pod uwagę brano także zmienne, które mogłyby mieć wpływ na wyniki, m.in. płeć, wiek, poziom cholesterolu, nałogi, choroby nerek czy cukrzycę typu 2.

 

Jedyne ograniczenie, które posiadało wyżej opisane badanie, to to, że jego uczestnicy należeli do jednej grupy etnicznej – białoskórych Hiszpanów. Mimo wszystko na korzyść badania przemawia przede wszystkim jego skala oraz długi czas trwania. Naukowcy nie potrafią jednak uzasadnić, dlaczego leki na nadciśnienie lepiej działają na organizm, gdy są przyjmowane przed snem. Być może ma to związek z cyklami snu.

 

 


Po raz pierwszy zauważono wieloryby w pobliżu Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci to nic innego jak gigantyczne skupisko plastikowych odpadów dryfujących na powierzchni Oceanu Spokojnego. Prądy morskie skupiły śmieci w jednym miejscu, przez co uformowała się z nich mała wyspa. Dotychczas miejsce to było unikane przez morskie zwierzęta, jednak niedawno biolodzy po raz pierwszy zauważyli w tamtym rejonie wieloryby. Biorąc pod uwagę destrukcyjny wpływ plastikowych odpadów na życie w Pacyfiku, obserwacja ta jest bardzo niepokojąca.

W artykule opublikowanym w czasopiśmie naukowym Marine Biodiversity naukowcy z fundacji oczyszczającej oceany opisali swoje badania nad Wielką Pacyficzną Plamą Śmieci. Wspomnieli między innymi o zaobserwowaniu co najmniej czterech wielorybów (w tym matki wraz z młodym), trzech wali dziobogłowych, dwóch fiszbinowców i co najmniej pięciu innych gatunków waleni.

Zdaniem naukowców każde z 14 zaobserwowanych przez nich zwierząt cierpiało z powodu zanieczyszczeń tworzywami sztucznymi, które zarówno dostały się do ich układów pokarmowych, jak i pętały ich ciała, uniemożliwiając normalne poruszanie się. W sumie w najbliższym otoczeniu wielorybów znajdowało się, oprócz niewidocznego gołym okiem mikroplastiku, około 1280 kawałków plastiku większych niż 50 cm.

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci została uformowana pomiędzy Hawajami a Kalifornią, w jednym z najbardziej odległych regionów Oceanu Spokojnego. Zawiera ona 80 tysięcy ton dryfującego plastiku, który w głównej mierze stanowią sieci i liny rybackie oraz jednorazowe opakowania żywności nieulegające biodegradacji. Choć sama plama skupia największą ilość śmieci, wokół niej także występuje wysokie stężenie zanieczyszczeń tworzywem sztucznym.

Plastik w oceanach stanowi zagrożenie dla każdego gatunku zwierząt, bez względu na jego rozmiary. Przykładem może być samiec podgatunku wieloryba o nazwie zyfia gęsiogłowa. Na początku roku odkryto martwe zwierzę na wybrzeżu Filipin – w jego jelitach znaleziono 40 kg plastikowych śmieci.

 

 


Tragiczne informacje z Australii. Setki koali spłonęło w pożarach buszu

Setki koali zginęły w pożarze, który zniszczył ich siedlisko na wschodnim wybrzeżu Australii. Pożar wybuchł w zeszłym tygodniu po uderzeniu pioruna w las niedaleko Port Macquarie we wschodniej Nowej Południowej Walii, około 300 kilometrów na północ od Sydney.

 

Do tej pory spłonęło ponad 2200 ha drzewostanu. Z powodu silnych wiatrów ognia nie udało się jeszcze opanować.

„Koale w dotkniętym regionie miały się bardzo dobrze. Były zdrowe i są bardzo zróżnicowane genetycznie. Są w stanie dostosować się do szeregu zmian. Ich kolonia jest unikalna w Australii, co czyni je znaczącymi w skali kraju. Szacuje się, że szansa na przeżycie wynosi 50%. Taka strata jest katastrofalną, prawdziwą tragedią ”- powiedziała Sue Ashton.

Oczekuje się, że po tym, jak straż pożarna zapewni dostęp do obszaru, wyszkolony personel weterynaryjny rozpocznie poszukiwanie zwierząt, które przeżyły. Sue Ashton zauważa, że koale nie są szczególnie dobre w doświadczaniu takich katastrof.

„Kiedy dochodzi do pożaru, koala wspina się na szczyt drzewa i kurczy w małą kulkę. Jeśli ogień szybko minie, zwierzę może przetrwać. Jednak jeśli ogień jest intensywny, koale mogą płonąć żywcem ” – tłumaczy Ashton.

Koale są endemiczne w Australii. Są klasyfikowane jako wrażliwe. Główne zagrożeniem dla ich populacji jest postępująca urbanizacja, oczyszczanie gruntów rolnych, niszczenie ich siedlisk, ataki psów, wypadki drogowe, pożary lasów oraz chlamydia przenoszona drogą płciową.

 

Według raportu opublikowanego w ubiegłym roku przez WWF Australia, w Nowej Południowej Walii pozostało mniej niż 20 tys. koali, które mogą zniknąć do połowy wieku. Australijski Fundusz Koalicyjny szacuje, że liczba zwierząt w tym kraju waha się od 43 tys. do 1 mln i należy je klasyfikować jako zagrożone wyginięciem.

 


Teleskop Hubble'a sfotografował „kosmicznego ducha”

Kosmiczny Teleskop Hubble'a wykonał niezwykłe zdjęcie, na którym można dostrzec zarysy ludzkiej „złowrogiej” twarzy. Dwoje lśniących oczu to dwa jądra zderzających się galaktyk, owal twarzy tworzą pierścienie młodych niebieskich gwiazd.

 

Niektórzy dostrzegają w tym fantastycznym zdjęciu również nos i usta, które również są stworzone na skutek nagromadzenia nowych gwiazd. Zdjęcie zostało opublikowane na oficjalnej stronie obserwatorium i wzbudziło liczne komentarze w związku z nadchodzącym anglosaskim świętem Halloween. Niektórzy nazywają ten obiekt "kosmicznym duchem". 

 

Zdjęcie rejestruje moment zderzenia dwóch galaktyk znanych dzisiaj jako obiekt Arp-Madore 2026-42. Te dwie galaktyki były mniej więcej tego samego rozmiaru, stąd jasne, świecące "oczy". Znajdują się one w odległości około 700 milionów lat świetlnych od Ziemi.

 

Naukowcy zauważają, że coś takiego zdarza się niezwykle rzadko. Z reguły większa galaktyka wchłania mniejszą. Naukowcy twierdzą, że po upływie jednego lub dwóch miliardów lat obie te galaktyki podobnej wielkości, również się połączą. Taki sam los czeka też kiedyś naszą Drogę Mleczną, która zderzy się z galaktyką Andromedy za 4,5 mld lat.

Jeśli ktoś patrząc na powyższe zdjęcie widzi twarz, to jest to tak zwana pareidolia. Jest to zjawisko polegające na tym, że ludzki mózg doszukuje się znajomych kształtów w przypadkowych strukturach. W tym wypadku najczęściej obeaz ten identyfikuje się w mózgu jako twarz.

 

 

 


Filipińczycy sprzedają swoje organy za pomocą Facebooka

Filipińczycy znaleźli kontrowersyjny sposób na szybkie wzbogacenie się. Obywatele tego kraju wystawiają swoje organy na sprzedaż w mediach społecznościowych. Jednym z używanych serwisów jest Facebook, gdzie użytkownicy dodają ogłoszenia dotyczące sprzedaży narządów.

Typowy post zawiera informację o sprzedawanym narządzie, m in. jest to grupa krwi dawcy oraz cena wywoławcza. Najczęściej oferowanym organem są nerki.

 

Zdesperowani Filipińczycy najczęściej potrzebują pieniędzy aby spłacić ogromne rachunki za leczenie. Jak powiedział jeden z anonimowych dawców, sprzedaż nerki pozwoliłaby mu na spłacenie długów i założenie małej firmy.

 

Mężczyzna ostatecznie otrzymał pożyczkę i zachował nerkę, ale jego historia przedstawia szerszy obraz tego, jak ludzie narażają swoje życie, aby poprawić swój byt.

Rzecznik prasowy Facebooka powiedział, że działanie to jest nielegalne i powinno być zgłaszane, jednak skala zjawiska jest zbyt duża, by odpowiednio je kontrolować. – „Usuwamy te treści, ilekroć się o tym dowiemy i zachęcamy naszą społeczność do zgłaszania tego typu postów.” Facebook pozwala jednak na szybkie zakładanie nowych kont, z których można dodawać kolejne oferty sprzedaży organów.

Problemem zainteresował się również Filipiński Krajowy Komitet ds. Etyki Transplantologii, który monitoruje szpitale wyposażone w sprzęt do przeszczepów. Komitet szuka wszelkich śladów pobrania narządów, które pochodzą z nielegalnych transakcji.

Mimo podjętych działań, problem nie został całkowicie wyeliminowany. Internet oferuje niemal nieograniczony dostęp do informacji oraz pewną anonimowość. Filipińczycy szukają możliwości poprawienia swojego statusu, a zidentyfikowanie każdej z osób oferujących narządy jest niemal niemożliwe.

 

 


Energia ze Słońca warta jest 53 biliardy dolarów rocznie. Czy praca Natury powinna być wliczana do PKB?

Bez pracy Natury nie mogłaby istnieć jakakolwiek ludzka działalność, w tym szeroko pojęta ekonomia. Dość logiczne wydaje się to, że wartość funkcji pełnionych przez przyrodę powinna być przeliczona na pieniądze i włączona do PKB świata. O jak wielkich kwotach jest mowa?

PKB świata w 2019 roku wyniesie około 87,3 biliona dolarów. Organizacja ekologiczna WWF opracowała raport pt. „Living Planet Report 2018”. Z obliczeń WWF wynika, że w skali światowej przyroda dostarcza ludziom usługi ekosystemowe warte około 125 bilionów (125 000 000 000 000) dolarów rocznie. Wśród takich usług są m.in. dostarczanie świeżego powietrza, czystej wody, żywności, energii, leków oraz innych produktów i surowców.

W ciągu godziny ilość energii słonecznej, która uderza w Ziemię, jest większa niż ilość energii, którą cały świat zużywa w ciągu roku. Konkretniej, w ciągu 60 minut uderza w Ziemię 430 trylionów dżuli energii słonecznej. Dla porównania, całkowita ilość energii zużywanej przez wszystkich ludzi w ciągu roku wynosi 410 trylionów dżuli.

Rok ma 8760 godzin. Skoro rocznie wydajemy na produkcję energii ponad 6 bilionów dolarów (dane za 2011 rok), a Słońce dostarcza nam w ciągu godziny ekwiwalent naszego rocznego zapotrzebowania, to wartość energii ze Słońca, która w ciągu roku dociera na Ziemię, wynosi około 53 biliardów dolarów.

Ludzkość zużywa moc 13 500 GW, na 2050 rok przewiduje się zużycie 35 000 GW. Docierająca do Ziemi moc promieniowania słonecznego to 170 000 000 GW. Istnieje względnie prosta możliwość wykorzystania nawet 600 000 GW. Dla produkcji 20 000 GW potrzeba 0,5% powierzchni lądu przy efektywności ogniw 10%. Najlepsze do tego regiony to pokryte pustyniami obszary zwrotnikowe, o niskim koszcie powierzchni, gdzie teren i tak jest niewykorzystywany. Aby wyprodukować energię dla całego świata, wystarczyłoby zająć na Saharze teren o rozmiarze 250 x 250 kilometrów.

Dlaczego jednak na tym poprzestawać? Dlaczego nawet poprzestawać na przechwyceniu całego światła słonecznego docierającego do Ziemi, pozwalając, aby jego większość ulatywała w pustą przestrzeń? Dlaczego nie wykorzystywać dla życia całej energii produkowanej przez Słońce i nie tylko?

Prawda jest taka, że zanim wynajdziemy sposoby na pełne wykorzystanie energii docierającej na naszą planetę ze Słońca, na budowę sfer Dysona, wykorzystanie kwazarów i czarnych dziur, miną jeszcze dekady, setki, a może tysiące lat. I przez cały ten czas ogrom energii będzie niewykorzystywany. Skoro nie będzie z niej pożytku energetycznego, to może chociaż powinniśmy doszukać się w niej pożytku ekonomicznego? Wiemy ile jest warta ta energia w skali roku. Jest to praca, którą Kosmos wykonuje de facto za nas, za darmo. Można ją włączyć do światowego PKB jako jedną z „usług ekstra”. W tym momencie sytuacja wygląda tak, że całkowicie lekceważymy 125 bilionów dolarów, które rocznie docierają do światowej gospodarki z tytułu usług ekosystemowych świadczonych nam przez ziemską przyrodę oraz 53 biliardy dolarów, które rocznie trafiają do ziemskiej gospodarki z tytuły „pracy” Słońca. Wszystkie rządy świata skarżą się na brak wystarczającej liczby środków finansowych, dzięki którym można by zaspokoić potrzeby wszystkich grup społecznych, podczas gdy mamy do dyspozycji w skali roku ponad 53 biliardy dolarów dodatkowych funduszy, które tylko czekają na włączenie ich w krwioobieg globalnej ekonomii.

Warto w tym miejscu wspomnieć o czymś, co ekonomiści znają jako „pieniądze z helikoptera”.

Pojęcie „helicopter money” do ekonomii wprowadził Milton Friedman, który rozważał co by było, gdyby nagle nad jakimś miastem przeleciał helikopter zrzucający pieniądze. Korzeni tego eksperymentu myślowego należy szukać zarówno u Johna Maynarda Keynesa, który pisał i mówił o zakopywaniu i odkopywaniu butelek napełnionych pieniędzmi oraz u Davida Hume’a, zastanawiającego się co by było, gdyby pewnej nocy podwojono podaż pieniądza?

„Ekonomiczny helikopter” w swojej podstawowej wersji oznacza przekazywanie obywatelom pieniędzy (w formie fizycznej gotówki lub zapisów na kontach). Teoria zakłada, że po otrzymaniu pieniędzy w prezencie, ludzie zaczną wydawać, przedsiębiorcy zaobserwują wzrost popytu, zatrudnią nowych pracowników, którzy odprowadzą wyższe podatki i w ogóle wszystko w gospodarce będzie się lepiej kręcić.

Kluczową przewagą „helicopter money” nad poprzednimi nadzwyczajnymi programami ma być to, że drukowane w jego ramach pieniądze nie muszą przechodzić przez cały mechanizm transmisji monetarnej. Pośrednik w postaci banku, do którego konsumenci i przedsiębiorcy mają udać się po kredyt na konsumpcję, zostałby wyeliminowany. Nowe środki od razu znalazłyby się w kieszeniach obywateli, a stąd droga do zwiększenia wydatków i wywołania inflacji, która według ekonomicznego mainstreamu jest konieczna dla wzrostu gospodarczego.

To nie jest analogia programu 500+, choć taką się może na pierwszy rzut oka wydawać. W „500+” rodziny nie otrzymują pieniędzy, które są czymś spoza systemu budżetowego. Rząd po prostu oddaje część tego, co sam zabiera w postaci podatków. To sprytny trik marketingowy, tworzący iluzję sytuacji, w której naprawdę otrzymujemy coś w bonusie.

Koncepcja „helicopter money” może być przydatna do włączenia produkcji Natury do światowego PKB i dystrybucji dóbr finansowych w ręce wszystkich obywateli. Dobra te wynikałyby z faktu istnienia przeliczalnej ekonomicznie puli zasobów ziemskich i kosmicznych, których na ten moment nie możemy wykorzystać w inny sposób niż poprzez ich spieniężenie i zwiększenie zdolności konsumpcyjnych ludzi.

USA, Rosja i Chiny zaczęły już planować, jak zarabiać pieniądze na wydobywaniu surowców z komet i asteroid, z księżyców i planet. Nie będzie specjalnym zaskoczeniem, jeśli któregoś dnia nasze Słońce również stanie się towarem dla handlu międzygalaktycznego.

Masa Słońca to około 2 kwintylionów kilogramów. Składa się ono z takich pierwiastków jak wodór, hel, tlen, węgiel i kilka innych. Wartość materii naszego Słońca, to 30 kwintylionów 693 kwadryliardy 153 kwadryliony dolarów. Ogólnie (licząc całą energię, a nie tylko tę część, która trafia na Ziemię) Słońce wytwarza w ciągu sekundy około 380 kwadrylionów dżuli energii. Przy cenie za kilowatogodzinę w wysokości od 7 do 12 centów, w ciągu godziny Słońce może wytwarzać energię elektryczną o wartości od 270 tryliardów do 440 tryliardów dolarów. Oczywiście jest to dynamiczny koszt, ponieważ masa Słońca stale maleje.

(Septylion w tych wyliczeniach to polski kwadrylion, a trylion to bilion)

Profesor Ryszard Szarfenberg -  jeden z badaczy skupiających się na kwestii wdrożenia gwarantowanego dochodu podstawowego, zapytany przeze mnie o tę kwestię odpowiedział:

Intepretacja, że przyroda produkuje tak samo jak fabryki zbudowane przez ludzi trudna będzie do przyjęcia. Dobra „wyprodukowane” przez przyrodę ekonomiści uznają jako dobra wolne. Przyroda, która ewoluuje nie wytwarza biomasy czy różnorodności biologicznej w tym samym sensie co fabryka wytwarza określony produkt, czy firma sprzedająca jakąś usługę. Problem jest nawet z wprowadzeniem do rachunków narodowych opieki nad dziećmi i osobami zależnymi, jeżeli nie jest ona sprzedawana i kupowana jako usługa. Załóżmy jednak, że wprowadzono by do rachunków narodowych produkcję przyrody. Załóżmy, że to podwoiłoby czy potroiło PKB wszystkich krajów. Czy w takiej sytuacji zniknęłyby obiekcje przeciwko powszechnemu dochodowi? Ludzie nie traktują świata, który odziedziczyli jak wielką spółkę, której są udziałowcami i należy im się dywidenda. Będą więc pytać, dlaczego płacić osobom, które nie potrzebują; dlaczego płacić wszystkim, którzy maja różne potrzeby tyle samo; dlaczego zniechęcać ludzi do produktywnego udziału w gospodarce ludzkiej itd.

Z wypowiedzi tej wynika, że przy dobrej woli decydentów technicznie da się wprowadzić mechanizmy, za pomocą których produkcja przyrody trafi do rachunków narodowych i do rachunku globalnego. Problemem jest raczej kwestia subiektywnych ludzkich opinii, emocji i przekonań.

Jaka jest sprawność zamiany masy na energię użyteczną w stosunku do teoretycznej granicy E=mc2? Oto niektóre przykłady:

  • trawienie batonika – 0,00000001%
  • spalanie węgla – 0,00000003%
  • spalanie benzyny – 0,00000005%
  • reakcja rozszczepienia uranu-235 – 0,08%
  • wykorzystywanie sfery Dysona do końca życia Słońca – 0,08%
  • reakcje syntezy jądrowej wodoru w hel – 0,7%
  • maszyna wykorzystująca obracająca się czarną dziurę – 29%
  • sfera Dysona wokół kwazara – 42%
  • sfalerizer – 50%
  • wyparowanie czarnej dziury – 90%

Gdyby sprawność naszego żołądka wynosiła 0,001%, to do końca życia wystarczyłby nam tylko jeden posiłek! To pokazuje, jak niefortunnie jesteśmy skonstruowani. Ogromną większość zużytych zasobów, które przeznaczamy na produkcję żywności, można byłoby oszczędzić.

Jeśli w pobliskim Wszechświecie nie da się znaleźć odpowiedniej naturalnej czarnej dziury, to nową można stworzyć przez umieszczenie dużej ilości materii w wystarczająco małej objętości. Uzyskanie 90 procent sprawności z zasilania czarnych dziur i czekania na ich wyparowanie jest niestety zbyt wolnym procesem, aby był pożyteczny, a przyspieszenie go bardzo zmniejsza jego sprawność. Duże czarne dziury mają sprawność tylko 90 procent, ponieważ około 10 procent energii jest emitowane w postaci grawitonów.

Jeśli początkowa czarna dziura obracała się tak szybko, jak pozwala jej na to natura, z horyzontem zdarzeń poruszającym się zasadniczo z prędkością światła, to taka strategia pozwala na zamianę 29 procent jej masy na energię. Gigantyczna czarna dziura (która waży cztery miliony razy więcej niż Słońce) w środku naszej Galaktyki Drogi Mlecznej raczej się obraca, gdyby więc zamienić na energię użyteczną nawet tylko 10 procent jej masy, równałoby się to zamianie 400 000 Słońc na energię ze stuprocentową sprawnością lub prawie takiej energii, jaką otrzymalibyśmy przez miliardy lat w sferach Dysona umieszczonych wokół 500 milionów Słońc.

Po zbudowaniu sfery Dysona wokół czarnej dziury, w bezpiecznej odległości, ta energia promieniowania może zostać przechwycona i spożytkowana. Im szybciej wiruje czarna dziura, tym bardziej wydajny staje się ten proces: dla czarnej dziury z maksymalną prędkością wirowania sprawność wynosi gigantyczne 42 procent. Z czarnych dziur ważących mniej więcej tyle co gwiazda większość energii wylatuje w postaci promieni rentgenowskich, podczas gdy w supermasywnych czarnych dziurach znajdujących się w centrach galaktyk przybiera postać promieniowania elektromagnetycznego, od podczerwieni przez światło widzialne do ultrafioletu. Po wyczerpaniu paliwa zasilającego czarną dziurę można przejść do wydobywania z niej energii obrotowej. W istocie natura znalazła już sposób, aby częściowo to zrobić, zwiększając promieniowanie z akrecyjnej chmury gazu za pośrednictwem procesu magnetycznego znanego jako mechanizm Blamdforda-Znajka. Możliwe będzie wykorzystanie technologii do dalszej poprawy sprawności pozyskiwania energii powyżej 42 procent dzięki sprytnemu wykorzystaniu pól magnetycznych lub innych składników.

Możliwe będzie w przyszłości stworzenie tzw. „mózgu Matrioszki”. To hipotetyczny komputer zbudowany na wzór sfer Dysona, który do wykonywania obliczeń wykorzystywałby całą energię emitowaną przez gwiazdę. Pomysł ten jest zgodny ze znanymi prawami fizyki. Jego konstrukcja wymagałaby prawdopodobnie wykorzystania jako budulca materiału wszystkich planet w układzie. Możliwości wykorzystania takiej mocy obliczeniowej są trudne do wyobrażenia. Spodziewanymi zastosowaniami mogłyby być emulacja umysłów wszystkich ludzi i symulacja idealnego środowiska wirtualnego bądź tworzenie i symulowanie rozwoju całych eksperymentalnych cywilizacji.

Wykorzystanie energii czarnych dziur może też w przyszłości posłużyć do tworzenia komputerów, które będą w stanie wykonać nieskończenie wiele operacji obliczeniowych w skończonym czasie. Te komputery będą potrafiły rozwiązać np. tzw. „problem stopu”, odpowiadając na pytanie czy realizujący dany algorytm program zatrzyma się w skończonym czasie. Będą potrafiły udowodnić spójność teorii mnogości Zermela-Fraenkla (ZFC). Jeśli programista wybierze swoją drogę wpadnięcia do czarnej dziury w sprytny sposób, powiedzmy, stosunkowo blisko bieguna północnego zamiast płaszczyzny równikowej, wtedy możliwym będzie wygodnie przejście przez środek jej pierścienia. Programista nigdy nie zbliży się do osobliwości czarnej dziury i zapewni sobie nieskończenie długie życie. Zasady teorii względności nie powstrzymają go przed szczęśliwym życiem wiecznym.

Mamy więc pomysły na to, jak wykorzystując znane nam prawa fizyki, w przyszłości (raczej odległej) zapewnić kolejnym ludzkim generacjom praktyczny dostęp do kolosalnej ilości energii i możliwych jej zastosowań. Póki co jednak, cały jej ogrom ucieka nam kompletnie niespożytkowany z uwagi na brak rozwiązań technologicznych, które umożliwiałyby dyskontowanie tego potencjału surowcowego. To wszystko jest naszym dobrem dodatkowym, o dającej się wycenić wartości, którą można by potraktować jako źródło gigantycznego funduszu majątkowego, z którego można by sfinansować w zasadzie wszystkie potrzeby cywilizacji. Może więc najwyższa pora na nową ekonomię?

 

 

 

 

 

 

 


Wokół Morza Martwego powstają gigantyczne kratery

Wokół wysychającego Morza Martwego zaobserwowano gigantyczne kratery, które mogą stanowić dodatkowe zagrożenie dla słonego jeziora. Do tej pory potwierdzono istnienie ponad 6 tys. otworów. Pierwsze z nich pojawiły się w latach 80. XX w.

Pierwsze wykonane badania miały miejsce w 1990 roku i potwierdziły istnienie 40 kraterów. Nie stanowiły one poważnego problemu aż do obecnego roku. Morze Martwe wysycha w ogromnym tempie, co zdecydowanie pogłębiło problem pojawiających się dziur.

 

Te ogromne kratery mogą osiągac głębokości rzędu 25 m. Eksperci twierdzą, że formują się obecnie w tempie prawie jednego dziennie, jednak teza ta nie została dotychczas potwierdzona.

Przy zasoleniu dziesięciokrotnie większym niż poziom Oceanu Atlantyckiego, Morze Martwe wyparowuje w tempie prawie 1,5 m rocznie, a duże kieszenie solne wyłaniają się w miarę cofania się wody. Otwory te są podmywane przez wody gruntowe, które finalnie rozpuszczają sól i transportują ją z powrotem do Morza Martwego. W wyniku tego działania tworzą się masywne kratery, które zagrażają pobliskim zabudowaniom.

 

Niektóre dziury powstają z czasem, a inne pojawiają się z dnia na dzień. Trzęsienie ziemi, a nawet ulewny deszcz mogą spowodować zapadnięcie się pustych przestrzeni pod powierzchnią.

Kratery, które występują głównie po zachodniej stronie Morza Martwego, tworzą się z powodu poważnego niedoboru wody. Głównym winowajcą jest zmniejszony przepływ wody na rzece Jordan – głównym dopływie Morza Martwego.

 

W latach 1939–1999 poziom wody w Morzu Martwym spadł o ponad 25 m. Jedna trzecia objętości wody wyparowała od początku lat 60. XX w. Ponadto, do wysychania przyczyniła się również prężnie działająca turystyka.

 

Morze Martwe rozciąga się na ponad 100 km przez Izrael, Zachodni Brzeg i Jordanię. Obecnie jego powierzchnia zmniejszyła się z około 950 km2 do 637 km2 obecnie. Zmiany klimatu, a także działalność człowieka mogą doprowadzić do całkowitego wyniszczenia najbardziej słonego jeziora na Ziemi.

 

 


Następne badania stwierdzają, że Wszechświat rozszerza się znacznie szybciej niż sądzono

Naukowcy nie ustają w próbach obliczenia tempa rozszerzania się Wszechświata. Dotychczasowe pomiary niestety dostarczały nam różnych wyników. Teraz przeprowadzono badania z wykorzystaniem nowej technologii. Ustalono, że Wszechświat rozszerza się znacznie szybciej niż zakładano wcześniej, lecz uzyskany wynik nie jest zgodny z Modelem Standardowym.

 

Naukowcy od dziesięcioleci próbują ustalić tzw. stałą Hubble'a, czyli prędkość ekspansji Wszechświata. W tym celu badają mikrofalowe promieniowanie tła, które jest pozostałością po Wielkim Wybuchu. Jednak druga metoda, która skupia się na jasności gwiazd, daje nam zupełnie inny wynik, a astrofizycy nie rozumieją dlaczego.

 

Z danych satelity Planck, który mierzył mikrofalowe promieniowanie tła, wynika, że stała Hubble'a wynosi 67,4 km/h na megaparsek. W kwietniu 2019 roku opublikowano wyniki badań, w których obliczano tempo rozszerzania się Wszechświata polegając na jasności 70 cefeid. Tą metodą obliczono, że stała Hubble'a wynosi 74,03 km/h na megaparsek, a więc około 9% szybciej od szacunków, opartych o dane satelity Planck.

W ramach najnowszych badań, naukowcy kierowani przez zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis skorzystali z najnowocześniejszego systemu zwierciadeł, który znajduje się w Obserwatorium Kecka na Hawajach.

 

Dwa wielkie teleskopy zostały skierowane w stronę trzech systemów jasnych, bardzo aktywnych kwazarów. Zastosowanie efektu soczewkowania grawitacyjnego pozwoliło zobaczyć różne zniekształcone wersje tego samego kwazara z różnych czasów w przeszłości. Badacze porównali ze sobą te obrazy i określili, ile czasu światło z kwazara potrzebuje, aby dotrzeć do Ziemi.

 

Metoda ta pozwoliła ustalić tempo ekspansji Wszechświata. Badania ponownie wykazały, że Wszechświat rozszerza się szybciej niż przewiduje Model Standardowy. Jednak uzyskany wynik jest spójny z obliczeniami, które oparto o cefeidy.

 

Astrofizycy nie mają pojęcia, dlaczego kolejny pomiar po raz kolejny dał inny rezultat i wskazują, że być może winna jest ciemna energia. Niestety wyniki tych badań w żaden sposób nie przybliżyły nas do rozwiązania tej zagadki.

 


Australijczycy będą musieli skanować twarz, aby mieć dostęp do stron pornograficznych

Australijski Departament Spraw Wewnętrznych pracuje aktualnie nad usprawnieniem weryfikacji pełnoletności użytkowników stron pornograficznych oraz witryn gwarantujących dostęp do różnych form hazardu. Z tego powodu powstała kontrowersyjna koncepcja weryfikacji twarzy i dokumentów przed uzyskaniem dostępu do danej strony internetowej. Innymi słowy, rząd Australii skłania się ku obowiązkowej weryfikacji twarzy, aby ustalić, czy dany użytkownik osiągnął wskazany wiek, by oglądać pornografię lub uprawiać hazard.

W swoim oświadczeniu Departament Spraw Wewnętrznych w Australii stwierdził, ze weryfikacja twarzy oraz dokumentów wśród Internautów ma nie tylko pomóc w kontroli wieku, ale również w walce z przestępczością i kradzieżą tożsamości. Co jednak na to sami użytkownicy?

 

Na dany moment usługa weryfikacji twarzy nie jest jeszcze w pełni dostępna dla obywateli Australii. Zostanie ona aktywowana dopiero po tym, jak rząd uchwali ustawę o weryfikacji tożsamości, która została póki co odrzucona z powodu braku wymaganych zabezpieczeń dotyczących prywatności Australijczyków. W efekcie cała ustawa ma być ponownie skonstruowana.

Choć weryfikacja twarzy przed wejściem na stronę pornograficzną może wydawać się kuriozalnym pomysłem, w Australii nie będzie to już taka osobliwość. Działa tam bowiem usługa weryfikacji dokumentów, która umożliwia różnego rodzaju firmom i agencjom rządowym sprawdzanie tożsamości wybranych osób.  

 

Póki co w Australii nie zdołano stworzyć odgórnych zabezpieczeń rządowych, które mogłyby skutecznie ograniczyć dostęp nieletnich do pornografii. Zwykle znacznie lepsze ograniczenia gwarantują strony poświęcone hazardowi, jednak strony pornograficzne w wielu przypadkach nie wymagają nawet weryfikacji wieku. Badania dowodzą, że ok 44% dzieci w wieku od 9 do 16 lat natyka się w Sieci na obrazy pornograficzne.

 

Aby nie zostać oskarżonym o purytanizm, rząd Australii podkreśla, że nie zamierza w żaden sposób atakować ani ograniczać legalnego korzystania z pornografii internetowej oraz hazardu.

 

 


Zdołano znacznie wydłużyć życie myszom, teraz czas na ludzi

Naukowcy pracują nad różnymi metodami przedłużającymi życie. W najnowszym eksperymencie udało się sprawić, aby myszy żyły dłużej i pozostawały zdrowsze, a wszystko to bez konieczności modyfikowania genów.

 

Telomery to powtarzające się sekwencje DNA, znajdujące się na końcach każdego chromosomu w komórkach naszego ciała. Gdy DNA replikuje się, telomery ulegają skróceniu. Telomery chronią materiał genetyczny w chromosomach, a gdy stają się krótsze, wskazują na zużycie komórek. Wraz z wiekiem, telomery stają się coraz krótsze, dlatego wiele badań nad długowiecznością skupiało się nad ich wydłużaniem.

 

Dotychczasowe próby obejmowały wprowadzanie zmian ekspresji genów, jednak podczas najnowszych badań dokonano przełomu. Biolodzy z hiszpańskiego Narodowego Centrum Badań nad Rakiem (CNIO) odkryli wcześniej, że podczas podziału indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych na szalce Petriego powstają wyjątkowo długie telomery – dwa razy dłuższe niż normalnie. To samo zjawisko zaobserwowano w przypadku embrionalnych komórek macierzystych, które wyhodowano w ten sam sposób. Naukowcy postanowili więc wykorzystać komórki embrionalne z dłuższymi telomerami i wyhodowali myszy bez wprowadzania jakichkolwiek zmian w genach.

Eksperyment zakończył się sukcesem – powstałe myszy żyły średnio 24% dłużej, były szczuplejsze i rzadziej chorowały na raka. Różne wskaźniki starzenia metabolicznego były niższe. Myszy ze znacznie dłuższymi telomerami miały również mniej złego cholesterolu, ich mitochondria lepiej funkcjonowały, a DNA nie uległo znacznemu uszkodzeniu w wyniku starzenia się.

 

Co prawda, badanie zostało przeprowadzone na niewielką skalę na gryzoniach, więc nie należy oczekiwać, że podobne eksperymenty zostaną wkrótce przeprowadzone na ludziach. Gdy naukowcy zdołają potwierdzić silny związek między długością telomerów a długością życia i stanem zdrowia, być może doczekamy się pierwszych takich zabiegów na ludziach, lecz na dzień dzisiejszy nikt nie planuje wykonywać tego typu badań.

 


Jaka dieta jest najlepsza dla zachowania zdrowych jelit

Niektóre wzorce żywieniowe zostały powszechnie uznane za zdrowsze dla układu pokarmowego, a konkretnie dla naszych jelit. W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o kondycji jelit i jej wpływie na ogólny stan zdrowia człowieka. Co zatem powinniśmy jeść, aby mieć zdrowe jelita?

 

Zdaniem wielu naukowców to właśnie odpowiednio skomponowana dieta stanowi najważniejszą formę leczenia w coraz częściej spotykanych chorobach dolnego odcinka przewodu pokarmowego, takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego, zespół jelita drażliwego czy choroba Leśniowskiego-Crohna. Mikroflora jelitowa to biliony mikroorganizmów zasiedlających nasze jelita i wpływających na to, w jakim stopniu organizm przyswaja składniki odżywcze z pożywienia, jak funkcjonuje nasz układ odpornościowy, a także na to, jak czujemy się psychicznie. Naukowcy stale odnajdują nowe powiązania pomiędzy stanem flory bakteryjnej jelit a różnorodnymi chorobami i dolegliwościami, m.in. nadciśnieniem, przyspieszonym starzeniem się organizmu czy chorobami psychicznymi. Dbanie o zdrowie jelit nie dotyczy więc wyłącznie układu trawiennego, ale także ogólnego zdrowia organizmu.

 

Mając na uwadze wyżej wspomniane kwestie, naukowcy z Uniwersytetu Medical Center Groningen w Holandii postanowili sprawdzić, jakie diety oraz pokarmy mają najkorzystniejszy wpływ na układ trawienny człowieka. Wyniki zaprezentowano podczas Tygodnia Europejskiej Gastroenterologii, który został zorganizowany w Barcelonie.

Badacze zgrupowali 160 najpopularniejszych składnikow diety człowieka, klasyfikując je według siedmiu wzorców żywieniowych. Następnie analizowano ich działanie przeciwzapalne, które mogłoby pomóc w leczeniu choroby Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego oraz zespołu jelita drażliwego.

W sumie wyróżniono 61 jednorodnych pokarmów, które skojarzono z 123 szczepami bakterii. Odkryto wówczas 49 różnych korelacji między danymi wzorami żywieniowymi a florą bakteryjną jelit. Poszczególne grupy zawierały:

  • diety roślinne,
  • białka roślinne,
  • białka zwierzęce,
  • niskotłuszczowy, sfermentowany nabiał,
  • składniki diety śródziemnomorskiej, czyli m.in. białko roślinne, rośliny strączkowe, pełnoziarniste pieczywo, warzywa, ryby, orzechy i wino,
  • chleb, rośliny strączkowe, ryby i orzechy,
  • mięso, ziemniaki, słodycze, cukier, fast food i słodzone napoje gazowane.

Na podstawie szczegółowej analizy udało się ustalić, że dieta bazująca na orzechach, owocach, rybach, warzywach i roślinach strączkowych miała lepszy wpływ na zdrową mikroflorę jelit niż jadłospis z zawartością mięsa, sfermentowanych produktów mlecznych, słodyczy oraz fast foodów.

 

Najlepszą kombinacją pokarmów zdrowych dla ludzkich jelit okazały się rośliny strączkowe, pełnoziarniste pieczywo, ryby i orzechy. W kale i krwi osób stosujących taki jadłospis wykryto mniej markerów stanu zapalnego.

Diety roślinne cechuje wysoki poziom krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które stanowią główne składniki odżywcze pożytecznych bakterii jelitowych, dlatego mogą one być stosowane przez osoby borykające się z problemami trawiennymi. Niezbędnym elementem diety okazało się także białko, potrzebne do biosyntezy witamin i aminokwasów.

 

 


Always wprowadza podpaski dla mężczyzn

Znana amerykańska korporacja Procter & Gamble wprowadza nową linię produktów higienicznych stosowanych podczas menstruacji. Nowe typ podpasek nazywa się "Always Macho" i zdaniem przedstawicieli firmy, jest adresowany do "mężczyzn, którzy mają menstruację".

 

 

Opakowanie podpasek Always Macho jest ciemnego koloru i zawiera zdjęcia odzwierciedlające najczęstsze zainteresowania mężczyzn, takie jak monster trucki, karabiny czy walczących zapaśników. Ma to za zadanie przykuć wzrok mężczyzn i tych, którzy się za nich uważają, ale są kobietami.

„Chcemy pozdrowić wszystkich ludzi, którzy miesiączkują, czy jesteś cisseksualną kobietą, czy transseksualnym mężczyzną, czy też kolesiem, który naprawdę lubi monster trucki,” - stwierdził przedstawiciel Procter&Gamble

Choć produkt został początkowo skierowany do osób, które mają okres, ale niekoniecznie identyfikują się jako kobiety, firma odkryła, że ​​mężczyźni, którzy są zmuszeni do zakupu podpasek swoim żonom również preferują te nowatorskie opakowania. Nie wiadomo jednak co na taki wybór powiedzą ich kobiety.

 

Sam pomysł stworzenia podpasek dla transseksualnych kobiet identyfikujących się jako mężczyźni dowodzi niezbicie tego jak bardzo promowane jest środowisko LGBT przez multinarodowe korporacje. Tworzenie produktów dla mniejszości seksualnych ma najwyraźniej uzasadnienie ekonomiczne, bo jeśli nie, trzeba uznać, że chodzi po prostu o kolejne pole do ekspansji ideologii LGBT.

 

 


Używasz Adblock? Blokujesz reklamy, ale podoba ci się to co tu czytasz? Wpłać cegiełkę na utrzymanie portalu, albo odblokuj reklamy na ZnZ